Tylko przypominam, że jutro Muzeum Etnograficzne w Warszawie obchodzi Dzień pióra wiecznego i zaprasza na darmową wystawę :)
Więcej informacji od Pióroteki:
Będziecie mogli osobiście przetestować produkty renomowanych marek:
Sheaffer – Klasyka i elegancja uchwycone w każdym detalu.
Conklin – Amerykańska tradycja pisania sięgająca 1898 roku.
Monteverde – Innowacyjne rozwiązania połączone z pięknym, nowoczesnym designem.
Kaweco – Niemiecka precyzja i funkcjonalność w kultowej, kompaktowej formie.
A wisienką na torcie jest nasza duma! Będziecie mogli podziwiać i przetestować nasze wyjątkowe atramenty z serii Warszawskich Legend! To unikalne kolory inspirowane historią i duchem naszej stolicy. Prawdziwa gratka dla miłośników unikatowych odcieni.
Zapraszamy serdecznie! Przyjdźcie do nas, aby przetestować pióra, wymienić się doświadczeniami, porozmawiać o pięknie pisma ręcznego i znaleźć swoje nowe, ulubione narzędzie do pisania.
Kiedy i Gdzie?
Data: 8 Listopada 2025 roku
Godziny: 10:00 - 18:00
Miejsce: Muzeum Etnograficzne w Warszawie, ul. Kredytowa 1
@WujekAlien wkurwia mnie jak każda okładka jest z innej parafii. Powinni to ustandaryzować - kilka wzorów estetycznie spójnych do wyboru i tyle. Tak samo rozmiary.
Jeden z najdziwniejszych zbiorów opowiadań, jakie czytałem w tym roku, a może nawet w życiu.
Sam zamysł był super, mamy 7 opowiadań, których motywem przewodnim jest pustka, problem pojawia się w wykonaniu. Z jednej strony mamy opowiadania (dodam, że większość z nich), które zdecydowanie widziałbym w wydaniu pełnoksiążkowym, a z drugiej przy 2 z nich (Moi rodzice i moje dzieci + Pechowiec) nie opuszczało mnie WTF przy każdej kolejnej stronie.
Szczególnie chwytające za serce były: Nic z tych rzeczy, w którym matka z demencją próbowała zdobyć to, czego nigdy w życiu nie miała. Oraz Jaskiniowy oddech, z czekoladą w proszku będącą jedyną stałą w życiu i niemym świadkiem śmierci najbliższych osób, któe zmienią życie dwóch, obcych sobie kobiet, na zawsze. Opowiadania są niestety nierówne, do tego te, które są świetne za szybko się kończą, te kiepske wloką się niemiłosienie. A dodam, że książka ma łącznie może 120 stron treści.
Nie rozumiem za bardzo wyboru opowiadań do tego zbioru, więc oceniam to, co zostałem. Szkoda, bo potencjał był ogromny, ale wykonanie niemal tak słabe jak w Cukrach Doroty Kotas, która osiągnęła u mnie jakieś uznanie, bo jednak bycie odwołaniem dla innych równie spierdzielonych pomysłów to też jakiś wyczyn.
Mam pewne szczęście do książek w listopadzie, bo z jednej strony mam za sobą 5 przeczytanych pozycji, a z drugiej, każda jest nietuzinkowa i nie da się jej odmówić, że w jakimś stopniu do mnie trafia. Przeważająco pozytywnym, delikatnie negatywnym również.
Tym razem więcej zdjęć z parku przy Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Jedna z moich ulubionych miejscówek rano, gdy po za mną nikt inny się tam nie kręci Niestety, jak co roku, od 1 listopada schody na dach są zamknięte :(
#fotografia #fotografiamobilna #ogrodybuw #warszawa
Dobra, już się nie deklaruję, że nie będę nic wrzucał, bo okazja ku temu jest całkiem niezła, czyli książka - Small Boat. Książka, która mnie trochę rozdarła na pół i przemieliła, ale o tym za chwilę.
Jest to fikcja literacja oparta na prawdziwych wydarzeniach z listopada 2021 roku. Ponton z 29 imigrantami na pokładzie płynie z wybrzeża Francji do Angli, przez Kanał Angielski (Kanał La Manche), po czym tonie i śmierć w wyniku tego zdarzenia ponosi 27 z 29 osób na pokładzie.
Książka jest podzielona na 3 części:
1. Jesteśmy świadkami przesłuchania operatorki numeru alarmowego francuskiej straży przybrzeżnej przez policję, w związku ze śmiercią 27 imigrantów.
2. Przenosimy się o kilka dni wstecz (do listopadowej nocy) i trafiamy na łajbę imigrantów, żeby razem z nimi doświadczać ostatnich chwil ich życia.
3. Wracamy do operatorki numeru alarmowego i spędzimy trochę czasu z nią i jej myślami, sam na sam
Książka zostawia czytelnika z masą emocji i pytań, na które nie odpowiada. Daje mu szansę na sympatyzowanie z operatorką lub całkowite odrzucenie jej narracji. Możemy wysłuchać jej argumentów i dowiedzieć się, jak ona widziała te wydarzenia. Autor zmusza nas do opowiedzenia się po 1 ze stron, a każda z nich jest bardzo zero-jedynkowa, co zdecydowanie nie ułatwia czytelnikowi zadania. A gdy już myślimy, że to najtrudniejsze co nas czeka, wrzuca nas w sam środek rozgrywającej się na naszych oczach śmierci imigrantów.
To nie jest łatwa książka, przed jej przeczytaniem miałem jednoznaczenia zdanie na temat imigrantów tonących w kanale angielski, po jej przeczytaniu nie jest to już dla mnie takie oczywiste. Choć dalej jestem zdania: po co oni się tam wpierdalają? To czuję, że jest to dużo bardziej złożony problem, którego rozwiązania nie widać na horyzoncie na najbliższe kilka lat.
Czy operatorka zachowała się prawidłowo w tej sytuacji, czy dopełniła swoich obowiązków, czy może mieć czyste sumenie? Czy w końcu system, do którego została wrzucona, nie oczekiwał od niej bycia bezduszną maszyną, a teraz w tragicznej sytuacji, nie próbuje jej rozliczać z empatii, współczucia i ludzkich odruchów?
Dla mnie najlepsza książka z krótkiej listy International Booker 2025, ale to nie ja przyznaję nagrodę, więc nie wygrała
Jakaś taka tłusta się wydaje, czy ona jest w ciąży czy co? xD. U mnie po ogrodzie sporo wiewiórek lata bo mieszkam przy lesie i mam orzecha na podwórku, ale wszystkie zawsze są takie smukłe i chudziutkie xd.
@WujekAlien To nie dobrze bo taka gruba to może mieć problem uciec przed kotem. Mam nadzieje, że wszystkie koty wokół też są podobnie dokarmiane żeby im się nie chciało za nimi ganiać.