Po dwudziestu tomach przygód Jacka Reachera trudno oczekiwać rewolucji. I całe szczęście, bo „Zmuś mnie” wcale nie próbuje nią być. Wbrew tytułowi, wcale się nie czuję być zmuszony czytać ją i kolejne tomy. To książka, która bardzo dobrze pokazuje, dlaczego ta seria od tylu lat cieszy się taką popularnością. Dla jednych będzie kolejną powtórką sprawdzonego schematu. Dla mnie jest natomiast esencją tego, czym Reacher zawsze był.
Historia zaczyna się bardzo po reacherowemu. Jack trafia do niewielkiego miasteczka o intrygującej nazwie Matczyny Spoczynek. Nie kieruje nim żaden wielki plan ani misja. Jest po prostu ciekawy. A jak wiadomo, ciekawość Reachera niemal zawsze kończy się odkryciem czegoś, czego lokalni mieszkańcy bardzo nie chcieliby ujawniać. Szybko okazuje się, że pod pozornie spokojną powierzchnią kryje się kolejna mroczna tajemnica.
I właśnie za to lubię tę serię.
Nie potrzebuję, żeby Reacher ratował świat, współpracował z międzynarodowymi agencjami wywiadowczymi czy latał prywatnymi odrzutowcami. To już przerabialiśmy i jak pisałem przy Sprawie osobistej, zupełnie mnie to nie przekonało. Reacher najlepiej działa wtedy, gdy trafia do małego miasteczka, zadaje jedno pytanie za dużo i nagle okazuje się, że ktoś bardzo chciałby, żeby już więcej żadnych pytań nie zadawał, bo nadepnął mu na odcisk. Zmuś mnie wraca właśnie do tego sprawdzonego schematu.
Oczywiście można zarzucić Childowi, że po raz kolejny korzysta z tych samych motywów. Samotny włóczęga. Małe miasteczko. Piękna kobieta (o egzotycznej urodzie) pomagająca w śledztwie. Lokalna tajemnica. Grupa ludzi, którzy myślą, że uda im się zastraszyć Reachera. To wszystko już było. I pewnie jeszcze będzie.
Tylko że… ja właśnie po to sięgam po kolejne tomy.
Mam wrażenie, że Reacher jest dla mnie trochę jak ulubiony serial oglądany po raz kolejny. Nie chodzi o zaskoczenie, tylko o komfort powrotu do czegoś znajomego. Wiem, czego mogę się spodziewać, a Lee Child bardzo rzadko zawodzi w dostarczeniu dokładnie tego, po co sięgnąłem. Do tej pory tylko 1 z 20 tomów mnie serio zawiódł, więc 95% skuteczności i ja to kupuję
Może to moje guilty pleasure. A może po prostu jedna z tych serii, które przez lata wypracowały własną tożsamość i nie próbują na siłę udowadniać, że potrafią być czymś innym. Kiedy dopada mnie zastój czytelniczy, Reacher jest jednym z pierwszych bohaterów, po których sięgam. Wiem, że dostanę dynamiczną historię, kilka świetnych dialogów, bohatera rozwiązującego problemy pięściami i głową oraz satysfakcję z kolejnej dobrze opowiedzianej sensacyjnej historii.
I chyba najbardziej cieszy mnie to, że przede mną wciąż jeszcze sporo tej serii. Choć głównych powieści jest już 31, ja dopiero dotarłem do dwudziestego tomu. Do tego dochodzą jeszcze nowelki i opowiadania, których nawet nie zacząłem. To bardzo przyjemna świadomość - wiedzieć, że z ulubionym bohaterem czeka mnie jeszcze setki godzin wspólnych przygód.
„Zmuś mnie” nie jest najlepszym tomem serii. Nie próbuje też wywracać jej do góry nogami. Jest za to bardzo dobrym przypomnieniem, dlaczego od dwudziestu książek z taką przyjemnością wracam do Jacka Reachera. Gdyby mnie ktoś zapytał, czy jest seria o Reacherze, to „Zmuś mnie”, idealnie odpowiada na te pytanie.
@WujekAlien 200zł czy więcej?
edit: jakbyś nie miał co robić to możesz podejść i sprawdzić cenę, bo nie mogę znaleźć, ul. Dobra 42 https://www.instagram.com/milkbarwarsaw/
@kodyak moim zdaniem to jest tylko marketing i te jagodzianki nie mają się sprzedawać tylko pójść viralem co widać po tym że zostały wysłane za darmo do influencerów.
Mam znajomego który w każdej piekarni kupuje Jagodzianki w sezonie. I mówi że to tylko jedna ale jak słyszę o jagodziance za 40 zł i jego komentarz „no wiesz, nie była zła „ to mnie skręca. I nie że boli mnie wewnętrzna cebula. To alergia na głupotę wywala w kosmos.
@Astro to jakas wyjatkowa sklonnosc naszego narodu. nie wiem, moze to taka szansa dla polaka na pokazanie sie, ze go stac. normalnie jak widze ceny na np. jarmarkach bozonarodzeniowych, to sie pukam w czolo. ale to stoi co roku, ludzie to kupuja
@WujekAlien ja pierdole... Ja tylko raz tego próbowałam bo spotkałam się z koleżanką i namówiła mnie "chodźmy tam chodźmy tam, mają super cynamonki". Niewątpliwie super to wygląda jak wrzucisz zdjęcie na Instagramy, ale tak to, cóż... Wydałam 25 złotych, nie byłam w stanie zjeść, dibre to to nawet było, ale dupy z pewnością nie urywało. No i no...
@WujekAlien robiłem kiedyś (jako murarz) ze starym złodziejem. Raz obrobili zoologiczny, a że jego syn miał urodziny następnego dnia to na wyjściu za⁎⁎⁎ał klatkę z królikiem.
Chwalił się, że potem w gazecie pisali: "Bezczelni złodzieje ukradli nawet królika."
@AdelbertVonBimberstein z budowlanki to w czasie krótkiego epizodu wśród polskich elit poznałem gościa co razem ze starym na kurwy chodził. Myślę sobie dziwne w opór, razem z ojcem, co na to matka, ale ch.. może stary owdowiał, nic mi do tego. Potem okazało się, że ów typ również ze szwagrem (mężem swojej siostry) łaził na płatną miłość xD
Zawsze piłem czarną gorzką. Ale stary się robię i rozpuszczalna trochę mi się rano nie wczytuje. Zacząłem słodzić- lepiej. Teraz dolewam jeszcze "cytrynkę" i jest giciorek. W końcu dojdę do mleka, a może nawet twarogu.
@GazelkaFarelka Mów za siebie. Sam bardzo pilnuje niekupowania słodkiego, nieraz czekolady nie kupuję przez pół roku, więc jak się jakiś mikołaj w święta trafi, to długo nie pożyje. ( ͡° ͜ʖ ͡°)