Zdjęcie w tle

WatluszPierwszy

Gruba ryba
  • 359wpisów
  • 3927komentarzy

"Kiedy ci walka na pięści zbrzydła, Poezji rozwiń skrzydła"

Zaloguj się aby komentować

@WatluszPierwszy jezu jak ja nienawidziłem kibiców piłkarskich w latach 90. zwłaszcza tych z górnika i ruchu, bo głównie z nimi miałem styczność. Ruda Śląska, miasto podzielone pomiędzy te dwie kluby i wieczne pytania za kim idziesz i do wyboru tylko te dwie opcje i 50% szans na wpierdol.

W sumie to mi do dzisiaj zostało xD Ino Gieksa

Rzeczywiście w latach 90 ta zaraza na stadionach była straszna. Ale i tak lepsza niż teraz. Wtedy mieli pałki szturmowe z miękkiej gumy i zasadniczo nie bili po głowach.

Jak złapali za coś poważniejszego, wrzucali do suki, profilaktyczny masaż pałkami i bez większych urazów wystawiali za stadion.

Teraz bicie żeby uszkodzić. Duszenia. Celowe rozbijanie telefonów. Wpierdol z gazowaniem. Łamanie kości, upokorzenia. Na deser wyrok po tym jak w sądzie każdy z nich zeznaje "nie pamiętam ze względu na mnogość podobnych spraw".

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #muzykaklasyczna #chopin

Jak jestem przebodźcowany robotą, szumem zza okna, dziećmi lub czymkolwiek innym, to odpalam sobie muzykę Chopina. A jak mi wybitnie ciśnienie rozwala łeb, to włączam występ Zuzanny Sejbuk podczas ostatniego Konkursu Chopinowskiego i trochę słucham a trochę patrzę. Fajnie dziewczyna przeżywa to, co gra.


https://www.youtube.com/watch?v=_TsxW7dZOpk

Zaloguj się aby komentować

#psychologia #przemyslenia #gownowpis

Natchnęło mnie dziś na poranne przemyślenia dotyczące introwertyzmu i samotności. W zasadzie od dzieciństwa lubiłem pobyć sam ze sobą. Potrafiłem sam się bawić, spędzać czas. Nigdy nie miałem problemu z tym, że np. jest brzydka pogoda i nikt z kolegów nie chce wyjść na podwórko czy boisko. Siedziałem wtedy w swoim pokoju sam i świetnie się bawiłem. Nie miałem rodzeństwa i nigdy nie było mi z tym źle. Nie marzyłem, by mieć towarzystwo brata lub siostry. Zawsze byłem wycofany, nigdy jakoś szczególnie nie chciałem być w centrum uwagi czy wydarzeń. Niemniej zawsze miałem sporo kolegów i koleżanek i nie miałem problemu ze spędzaniem czasu z nimi. Później, jako nastolatek bardzo lubiłem moją osiedlową ekipę kumpli z którymi zawsze coś się działo, ale... jak byłem sam, to było tak samo dobrze. Teraz jako stary dziad 40+ mam to samo. Moja żona nawet mówi, że jestem aspołeczny i unikam ludzi. Nie, nie unikam. Po prostu nie zabiegam o ich towarzystwo. Bywa, że na koncert czy mecz idę z kimś znajomym i super się bawię. Rozmawiamy, wspólnie przeżywamy dany moment, później długo to wszystko wspominamy. Jednak, gdy taki ktoś na moje pytanie "idziesz na koncert?" odpowiada, że nie może, nie ma czasu, to myślę sobie... "ale, super. Pójdę sam". Był czas, gdy na prawdę wdrukowano mi do głowy, że po prostu nie lubię ludzi, jestem odludkiem, zamkniętym w sobie aspołecznym typem. Jednak to nie prawda. Fajnie jest pogada z sąsiadem o bzdurach jadąc windą, zagadać z panią z piekarni, iść z kumplem na mecz czy do kina. Tylko jednak fajnej jedzie się windą samemu, robi zakupy w ciszy a na meczu najlepiej jest w samotności stanąć w kącie trybuny i przeżywać chwile. Nie wiem skąd mi się to wzięło i nie wiem skąd takie przemyślenia z d⁎⁎y, ale bywają poranki kiedy mnie nachodzą refleksje życiowe.

d9600eb5-cffa-4b5b-8ef4-43700e7341bc

Nikt nie ma tak dobrych relacji z samym sobą jak introwertycy! Ja bardzo sobie cenię samotne wyjazdy, na których cieszę się wszystkim wokół w 100% co nie jest możliwe kiedy jestem z rodziną lub znajomymi

Zaloguj się aby komentować

MAKE #ladnapani GREAT AGAIN ponownie w świecie muzyki a to za sprawą Hayley Williams, wokalistki zespołu Paramore. Pani znana jest niezłego głosu, kolorowych włosów i robienia tzw. dram związkowych ze swoimi partnerami. Pani Hayley trafiła w czas, gdy popularność święciły smutasowato-melodyjne zespoliki grające niby emo. Hayley była na tamten czas idealna dla publiki - kolorowa, pewna siebie alternatywka. Jak dla mnie ma dość ciekawą urodę i w fajny sposób z młodej dziewczyny przeistoczyła się w dojrzałą, energiczną babeczkę. To co gra Paramore jest dla mnie raczej małostrawną okołorockową papką, ale na Hayley miło jest popatrzeć.

#muzyka

7e6a6876-abcc-4067-9b7b-f5755b4d6d8f
cfbf075b-d855-457d-8ca0-ff5b8db548c8
28f0167e-0a14-4e16-b98e-0d39e549906d
634abf93-a777-414c-8bcb-d59271e85b29

Zaloguj się aby komentować

#muzyka i trochę #nostalgia #hejto40plus i #lata90


Lato 1999 było dla mnie pewnym życiowym przełomem. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z tym, że ktoś młody, kogo znam i lubię nagle umiera. W wypadku samochodowym zginął wtedy Jurek, mój kumpel z osiedla. Jechał z innym kolegą na stopa do Zakopanego. Niestety skończyło się tragicznie. Tego lata poznałem też sporo ludzi i spędzałem dużo czasu ze znajomymi spoza mojego ścisłego osiedlowego kręgu. Dużo rozmów, piwa i nowych twarzy, co dla mnie zawsze wycofanego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Poza tym dużo muzyki. Jako już wtedy wierzący i praktykujący punkowiec programowo odrzucałem mainstream i komercję, ale jednak nie do końca zamykałem głowę na te dźwięki. Jedną z płyt, która stała się soundtrackiem dla mojego lata 1999 było "Californiation" Red Hot Chilli Peppers. Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem ich twórczości, ale w tej płycie jest coś, co mnie przyciągnęło i do dziś ją lubię. Chyba sobie dziś odpalę.

46861d91-75ec-44af-b1ea-650ff37410b2

@WatluszPierwszy oj, niewiele rzeczy zmienia patrzenie na życie jak zgon kogoś, z kim się "bawilo".

U mnie w wieku 18/19 lat był to ziomek, który dostał randomową kosę w serce od randomowego sebixa w centrum miasta, pod swoim domem.

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #warszawa

"Sierpień"

Paweł Sołtys


Paweł Sołtys czyli Pablopavo z Vavamuffin i siła sprawcza muzycznego projektu Pablopavo i Ludziki pisze nie tylko teksty piosenek, ale też książki. Od razu powiem, że facet ma styl, który nie każdemu odpowiada. Mi też nie zawsze, tym bardziej jeśli chodzi o teksty piosenek. Spotkanie z "Sierpniem" było moim pierwszym zetknięciem z jego twórczością pisarską. Od razu powiem, że jest to książka dla tych, którzy lubią gdy nic się nie dzieje, nuda i dłużyzna, a więc dla mnie idealnie. Autor zanurza się w Warszawie, we wspomnieniach, przemyśleniach i obserwacji sytuacji zwykłych i banalnych. Wszystko to, co widzi topi się w sierpniowym słońcu i miejskości, czyli znowu coś co lubię. Jest to swego rodzaju strumień świadomości, bezwiedny przepływ myśli i skojarzeń. Znajdziemy tu wspomnienia i rodzinne historie ale też opisy tego, co po prostu w danym momencie autor ma przed oczami. "Sierpień" i sposób pisania Sołtysa skojarzył mi się nieco z Markiem Nowakowskim i jego "Powidokami" oraz "Nekropolis".

624ab3f5-4923-483b-a611-4354d5eeae2f

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #audiobook

"Życie w chłopskiej chacie"

Kamil Janicki

audiobook


Książki wysłuchałem w formie audio głównie przy pracy. Cóż... jakoś szczególnie mnie ona nie zaskoczyła, ale była ciekawa jako całość. Autor skupia się na życiu polskiego chłopstwa głównie w XVIII i XIX wieku od czasu do czasu odnosząc się też do początku wieku XX. Powołuje się przy tym na liczne źródła pisane: wspomnienia, prace tzw. społeczników, artykuły prasowe, opinie historyków i badaczy życia wiejskiego. Dlaczego nie miałem efektu zaskoczenia? Chyba dlatego, że wcześniej już zetknąłem się z materiałami Kamila Janickiego na YouTube, gdzie opisywał realia życia na polskiej wsi. Jednak dla tych, dla których dawna polska wieś, to fajne domki w skansenach albo "Chłopi" Reymonta, gdzie największym dramatem jest wywiezienie na gnoju książka może być niemałym szokiem. Polski chłop jadł marnie, żył w brudzie i smrodzie a jego świadomość o otaczającym świecie była mała a pomniejszana jeszcze przez zabobon. Autor w kolejnych rozdziałach opisuje różne kwestie chłopskiego życia od takich podstaw jak dieta, warunki mieszkaniowe i choroby po pożycie małżeńskie i rozrywki. Sporo wiedzy i ciekawostek podanych w dość przystępny sposób. Moim zdaniem warto. Co ciekawe słuchając o wieku XVIII czy XIX w niektórych wypadkach nie miałem wrażenia, że to czasy aż tak odległe. Mając okazję wielokrotnie rozmawiać z ludźmi, którzy pamiętali polską wieś z czasów przedwojennych lub krótko powojennych natrafiałem na opisy podobne temu, co przytacza Janicki w swojej książce.

ac3f2a62-f3a2-485f-8cbf-4781a3a616fc

Ważnym pytaniem jest to, czy można ufać w tej kwestii gościowi, który strzela nowymi książkami, jak z karabinu maszynowego, niemal dorównując w tym Remigiuszowi Mrozowi.


Mnie kiedyś przed Janickim ostrzeżono, to i ja ostrzegę, by nie brać wszystkiego, co pisze na poważnie, bo lubi dobierać przykłady pod tezę i pisać historię "po swojemu".

@WatluszPierwszy Tak jak jedni romantyzują polską wieś, tak Janicki zdecydowanie dramatyzuje..
Przeczytałem chyba Pańszczyznę i trochę jego twórczości internetowej to się czułem jakby każdy chłop miał swojego prywatnego pana, który cały dzień go batoży i jedzenie z rąk wyrywa.


Janicki ma mega-denerwującą manierę mówienia, jakby kiedyś leczył się z jąkania.

Tz. nic do niego nie mam i ważne, że mówi ciekawie i merytorycznie, ale w tej książce nie pasował mi lektor, który mówił płynnie a ja podświadomie czekałem na te jego pauzy

Zaloguj się aby komentować

#nostalgia #internet #hejto40plus #historia #hejto30plus

Już Adam Mickiewicz pisał "o gdybym kiedyś dożył tej pociechy, żeby internet zbłądził pod strzechy" a może to nie był on... W każdym razie jestem tak stary, że pamiętam czasy kiedy to pojęcie jeszcze nie było obecne w słowniku. Podobno tacy ludzie już dawno nie żyją, ale jak widać jeszcze kilku ich chodzi po tym łez padole. Jednak do brzegu. Czy pamiętacie Wasz pierwszy świadomy kontakt z tzw. siecią? Szok, niedowierzanie czy po prostu świadomość, że jest to kolejny element rozwijającego się świata? W mojej pamięci zapisał się moment kiedy z niedowierzaniem patrzyłem, jak 11 lat starszy brat mojego kumpla z osiedla odpala Wirtualną Polskę. O ile dobrze kojarzę byłem wtedy chyba jeszcze w podstawówce, a więc musiało to być przed końcem czerwca 1997 roku. Później mój tata, który dorabiał w biurze lokalnej gazety zabierał mnie na popołudniowe dyżury i raz w tygodniu przez godzinę mogłem sobie w biurze redakcji skorzystać za friko z internetu. Szaleństwo. Otworzył się przede mną cały świat, a przynajmniej tak mi się wydawało. Kolejnym etapem było otwarcie kawiarenki internetowej w moim rodzinnym mieście. Rok 2000. Mania, szaleństwo. W dniu otwarcia nie można się było dostać do środka. W ciągu tygodnia mieli tylu klientów, że musieli wydłużyć godziny otwarcia do 23:00 i umożliwić branie tzw. nocek dla grup. Sam kiedyś wykupiłem z kumplami z osiedla taką opcję. Kwitło tam piractwo, bo gdy weszło się w bliższą zażyłość z właścicielami można było ściągać mp3 a oni za drobną opłatą nagrywali to na CD-R. Tuż po maturze w maju 2002 internet zawitał do mojego rodzinnego domu... to już zupełnie inna historia Mp3, filmy, noce na gadu-gadu, dziewczyny poznawane na czatach...

8d4b4c26-e8ac-4596-aea7-459cca18c9ce

@WatluszPierwszy wolałem inne atrakcje, ale faktycznie do dzisiaj pamiętam dźwięki modemu u kolegi, który miał bogatszych rodziców

po raz pierwszy jak wszedłem do internetu, to nie za bardzo wiedziałem, czego tam szukać

87 rocznik tutaj.


Pojęcie że internet istnieje miałem od około drugiej klasy szkoły podstawowej - tata mi powiedział. Poza faktem że wyobrażałem sobie internet jak południki i równolężniki na mapie i że to komputery połączone kablami to niewiele mi to wtedy mówiło.


Kolejny etap - na jednej z lekcji w piątej klasie poszliśmy do sali informatycznej - normalne lekcje informatyki miałem dopiero w gimnazjum. Na tej konkretnej lekcji bawiliśmy się paintem ale pamiętam jak zobaczyłem ikonkę internet explorera i jeden z łepków powiedział że to jest ten cały internet ale nie działa bo cośtam - nie rozumiałem ani jednego słowa które wypowiadał.


Nie pamiętam co było następne, ale nastąpiło to mniej więcej razem. Pierwsze lekcje informatyki w gimnazjum - pierwsze wspomnienie tam to zakładanie skrzynki emailowej co wydawało się dość skomplikowane. Nie wiem po co ale notowaliśmy adresy serwerów pop3 i smtp.


W mniej więcej tym samym czasie otworzyła się kawiarenka internetowa i kumpel oblatany z komputerem wciągnął mnie i drugiego kumpla. Pierwsze moje samodzielne doświadczenie które do dzisiaj tkwi w głowie. Nie wiedziałem za bardzo czego szukać więc sprawdziłem czy jest jakiś sklep z latarkami marki Petzl - chyba widziałem je w tv w jakimś programie przygodowym. Bardzo mnie jarały. Do tego stopnia że jak zobaczyłem ten sklep to poleciałem do kasy po dyskietkę 1.44'' i zacząłem ściągać i nagrywać na nią fotki latarek które mi się podobały - nie miałem wprawdzie w domu komputera ale wydawało mi się to wtedy całkowicie normalne i przemyślane xD


Poza tym internet w tym czasie nie robił na mnie jakiegoś super wrażenia - lataliśmy z kumplami od czasu do czasu grać w gta2 po lanie - plik instalacyjny był na każdym komputerze w kawiarence jakby celowo zostawiony ale samą grę trzeba było za każdym razem instalować od nowa - nie wiem co miało to na celu, ale gość z obsługi pilnował. Czasami ze starszym kumplem chodziliśmy tam na 'misję' - szukał 'dla kuzyna który za to płaci' fotek babek z playboya i pobierał na dyskietki.


Potem to już z górki - pojawiła się druga kawiarenka - łoili w niej wszyscy w CS'a 1.6 - wydałem tam tyle siana że pewnie ze trzy komputery bym kupił. Pierwszy komputer w domu dopiero w pierwszej klasie liceum - jak na złość zakupiony w ostatni dzień wakacji. To samo z netem dwa lata później.


Kiedy net pojawił się w domu to całkowicie odmieniło mi życie. Trafiło na początki youtuba. Do ściągania rzeczy z neta wtedy chyba królował kazaa i edonkey. Zakupy internetowe i allegro szybko stały się częścią codzienności. No i Tibia - poznałem kilku gości z innych części świata - Portoryko, USA. Ogólnie z językami w szkole szło mi wtedy średnio. Jako jeden z nielicznych w klasie miałem zdawać niemiecki na maturze. Jakie było zdziwienie nauczycielki angielskiego jak nagle zacząłem szprechać o kilka poziomów wyżej niż rok wcześniej.

Zaloguj się aby komentować

9 918,85 + 5,66 + 5,10 = 9 929,61


Dwa biegania weekendowe z piątku i niedzieli. Jakoś ciężko mi szło. Nogi jak z kamienia i szybko się zmachałem. Nie wiem dlaczego. W niedzielę trochę jednak działała psychika, bo szkoda mi było, że ostatecznie zrezygnowałem z piątki w ramach Półmaratonu Warszawskiego.


#sztafeta #bieganie


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

ff8c74b6-b6fb-4a0e-bf8b-8af118397211
168478ae-f7f2-4073-adaf-b74318c1a808

Zaloguj się aby komentować

#pilkanozna #sport #poloniawarszawa

Na meczu Polonii a gdzie?

I Liga to stan umysłu. Bycie kibicem, to generalnie jest jakiś rodzaj umysłowego pokręcenia... ale chyba się już nie zmienię.

803aa134-e1d8-4060-ac41-5ef07210179f

Zaloguj się aby komentować

#biedronka #gownowpis #zalesie

Tak wygląda od dwóch dni dostęp do regału z artykułami higienicznymi w Biedronce na moim osiedlu. To jest podsklep i kto tam kupuje nie szanuje sam siebie. Dlatego kupiłem wszystko u konkurencji i to online. Jeszcze mi do domu przywiozą i podziękują.

bced03a0-52c0-4fce-a57c-f261a4b3d531

Zaloguj się aby komentować

#lata90 #hejto40plus #hejto30plus raczej nie #nostalgia #patologia

Często wspominając lata 90. romantyzujemy je i przypisujemy im jakąś bajkową wręcz wspaniałość. Też mi się to zdarza. Wiadomo, czas dzieciństwa, wakacje u babci na wsi, filmy z wypożyczalni video, przegrywanie kaset, bieganie z kumplami po osiedlu...Jednak zawsze, nawet w najbardziej miłych wspomnieniach pojawia mi się zadra w postaci wszechobecnej przemocy i drobnej przestępczości. Nie takiej uosabianej przez Pruszków i Wołomin czy przekręty Bagsika, ale takiej spod znaku dresów abidasa, tekstów w rodzaju "wyskakuj z kasy", "co się k...a gpisz?" itp. To było niemal wszechobecne. Nawet w małym mieście były ulice na których nikt rozsądny nie szedł w godzinach wieczornych i za dnia je raczej omijano. Na osiedlu trzeba było mieć wyrobione układy z patusami a jeśli się ich nie miało... to miało się po prostu przejebane. Jako dzieciak dobrze wiedziałem, które kamienice w mieście omijać, gdzie nie chodzić z kim rozmawiać a kogo obejść łukiem o ile to było możliwe. Krojenie było normą. Krojono w szkole, na osiedlu, w parku, na boisku. "Młody daj gałę. Fajna", "pożycz 500 zł. Nie pi⁎⁎⁎ol, że nie masz", "fajna czapka, daj ponosić". Norma, codzienność. Tak było przez całe lata 90. Mam wrażenie, że sytuacja zaczęła ulegać zmianie około lat 2006-2010. Ot takie jakieś przemyślenia mnie naszły.

c964b9da-d0d2-4b40-88d0-030509672e17

Po⁎⁎⁎⁎na akcja. Nigdy nie miałem takich tematów w tych czasach. I wcześniej w sumie też jak kolaborowalem z zalogantami. Gdzie takie klimaty były? DC? Nawet jak mieszkałem przy Szembeka to jedyne co mnie spotkało to przebite opony w maluchu bo postawiłem "na miejscu sąsiada" bez wiedzy, ze to "jego miejsce " 🙃

Zaloguj się aby komentować