Szkoda, że nie wytrzymałam i nie wyjechałam przed 19, jednak więcej bym wracała już w przyjemnej pogodzie, światełka mam, końcowe fragmenty to ścieżka, no ale nie wytrzymałam - musiałam wcześniej wyjechać i cześć!
Upał doskwierał na początku - już miałam zawracać ale polanie czapki i twarzy wodą pomogło i gdy dotarłam już blisko morza i wiedziałam, że teraz czeka mnie kilkanaście km w cieniu to szkoda było odpuszczać. Potem już był luz.
Ostatecznie gorszym utrapieniem niż pogoda okazali się kierowcy - co drugi z udarem chyba jechał... Odetchnęłam gdy nie musiałam już jechać z nimi drogą - na żyletki mijali, jechali na czołówki byle mnie wyminąć, no czyste pojeby. Odetchnęłam gdy znów trasa zjechała na ścieżkę.
Ostatnie kilometry cudo, zachód słońca, już chłodniej, milutko się wracało.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Sam film nie przypadł mi do gustu, trochę taka kalka z Uprowadzonej, ale jednak coś innego in the end (szczególnie na końcu!).
Wyjebana w szkoleniu w kosmos była żołnierka próbuje odnaleźć uprowadzoną nastoletnią córkę - uprowadzoną przez handlarzy ludźmi.
I dopiero gdy nasza bohaterka w wieku średnim, na emeryturze, wkracza na teren złoli zaczyna dziać się magia.
Złole tylko klną pod nosem, z przerażeniem zaglądając śmierci w oczy, zdumieni, że co tu się odpierdala! Tymczasem nasza Nikki rozpiernicza kolejne tabuny złoli a jak będzie trzeba to i rozwali SWATowców. Jest po prosty nieposkromionym żywiołem.
Wszystkie sceny akcji miodzio, kocham patrzeć jak Milla w filmach rozwala ludzi, i tu się na pewno nie zawiodłam!
Paru rzeczy mi brakowało w tym filmie, ale ostatecznie nie po to takie obrazy się ogląda. Do tego niczym wisienka na torcie na końcu film plot twist.
Piątek, popołudnie. Kto wie czy to nie ostatnia jazda w najbliższych dniach, bo chyba raczej wyjazd w taki upał nie jest najlepszym pomysłem?
Chociaż mam przez to doła, że nie pojeżdżę. Może mogłabym chociaż do lasu? Ale tam znów zje mnie robactwo. Ech.
Ale wczoraj było ok, pojechaliśmy na północ, tam kilka stopni mniej i dało radę normalnie jechać. Widziałam zająca i małą sarenkę. Za to rowerzystów tyle co kot napłakał, mimo że jechaliśmy kawałek R10.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Dla odmiany leśniakiem, chociaż w ogóle nie miałam ochoty dziś na rower, ale się zmusiłam. I dobrze! W lesie spotkałam wiewiórkę i bardzo blisko ode mnie spacerowała młoda sarenka, wcale się nie bała, ale też ja jej nie chciałam jakoś wystraszyć, więc przesuwałam się na stojąco rowerem aż sobie skręciła w inną niż ja jechałam ścieżkę i pożegnałam ją wzrokiem.
Mimo środka tygodnia nawet sporo ludzi, ale to dość popularna trasa rowerowa leśna. Przykro tylko, że motorozyzacyjni też mogą tam mogą wjeżdżać, na szczęście większość kierowców wybiera wyremontowane dla nich asfalty, ale zawsze jakiś "skrótowiec" się znajdzie i potem ja muszę się wlec za takim autem 15 km/h bo samochodziarz boi się, że podwozie sobie rozwali. No, ale jak pisałam - na szczęście nie ma takich za dużo, więcej pieszych i rowerzystów.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Tytuł: Łowca śmierci 3: Deathstalker i wojownicy z piekieł
Rok produkcji: 1988
Kategoria: Fantasy
Reżyseria: Alfonso Corona
Czas trwania: 1h 26m
Ocena: 5+/10
Kolejne przygody flirciarza, wojownika, najemnika, kobieciarza, spryciarza, mistrza miecza, aroganckiego lecz uroczego gnojka Deathstalkera.
Tym razem Stoker bla bla bla czyli księżniczki, seksy, magiczne kamienie, złol co wygląda jak Gargamel i martwi wojownicy (z piekieł jak w tytule).
Standardowa sesja RPG, tyle że Stoker co chwilę uwija się z laskami, jak nie jedna to druga i tak dalej, może to wykracza nieco poza typowe fantasy, ale dodaje charakterystyki Stokerowi.
Ogólnie im dalej w las z tą serią tym lepiej - poczynając od kompletnie topornego i pełnego przemocowego seksu pierwszego Deathstalkera.
Kto wie, może jeszcze kilka części i Stoker będzie w wielkim poświęceniu niósł pierścień do Mordoru, tylko po drodze wyrucha kilka elfek i jakąś księżniczkę z Rohanu.
Chciałabym napisać coś mądrego o tym filmie, ale jestem wyzuta z sił umysłowych niestety. Najwyżej jak mnie kiedyś wena kopnie w mózgownicę to zrobię osoby wpis.
Ale na pewno był to jeden z lepszych filmów (dla mnie przynajmniej) Lanthimosa. Podobało mi się prawie wszystko - próg wejścia, aktorstwo i realizacja. Sam pomysł sięgający dalej poza teorie spiskowe, wgłąb tego, jak dziś wygląda świat i co my znaczymy - to już naprawdę sporo, więc skoro dołożyć do tego świetną realizację, to ciężko ocenić ten film inaczej.
W każdym razie mnie bardziej śmieszny idea, że nasz los niewiele różni się od losu małomózgowych dinozaurów i wystarczy przesunięcie wajchy w drugą stronę.
Wynoszenie samowyższości ludzi nad resztą świata to po prostu kosmiczny prank. Everytime.
@zachlapany_szczypior nie trzeba, ja nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, zresztą IMO film nie jest o teoriach spiskowych tylko wykorzystuje lore do przedstawienia pewnych wniosków o kondycji ludzkości.
Jakich to jeszcze tego nie rozgryzłam, bo nie umiem jeszcze kumać teorii tego reżysera, ale w sumie lubię jego filmy.
Mam mocny sentyment do tego filmu, więc gdy zauważyłam, że jest dostępny na vodach postanowiłam po latach zrobić rewatch.
David i jego siostra przenoszą się z lat 90. do lat 50., w których dzieje się akcja ulubionego serialu Davida. Na początku chłopakowi wydaje się, że trzeba dążyć razem ze schematami, ale niesforna siostra wprowadza swoje reguły i nagle czarno-biały świat zaczyna się koloryzować.
To dość lekka rekonstrukcja rasizmu społecznego USA, ale na tyle wyrazista i strawnie poddana, że ciężko nie ulec jej urokowi.
Oto utopia konserwatystów, gdzie wszystko działa tak samo i musi działać tak samo, ponieważ każda zmiana zmienia świat - wystarczy, że głowa rodziny nie dostanie kolacji po powrocie z pracy i nagle nie wiadomo co się stało. Po ulicach biegają "kolorowe" dzieciaki, a strażacy muszą gasić prawdziwy pożar zamiast ratować kota z drzewa.
To deprymuje społeczność Pleasantville, ale wielu z nich odnajduje się w nowym świecie zmian - jak na przykład matka serialowego Buda, a teraz Davida z lat 90., który zajął jego miejsce. Nowa rzeczywistość polaryzuje wciąż czarno-białych, ale szybko zdemaskowani nie mają szans przez szaleńczymi zmianami ogarniającymi zastały jeszcze niedawno w jednej pozie świat.
W gruncie rzeczy ten społeczny rasizm, który w latach 50. toczył USA segregacją rasową, został wykorzystany jako odniesienie do zmian, którym żaden człowiek nie może się przeciwstawić.
Jedyne co nam pozostaje to z wypiętą piersią oczekiwać czegoś dobrego, lepszego. Bo świat i tak się zmieni, a my, nawet jeśli zamkniemy się w nuklearności, która nam odpowiadał i tak dostaniemy od tych zmian w pysk. Lepiej iść z wiatrem, niż pod wiatr, to są czyste prawa fizyki i logiki.
Oczywiście wg tego filmu akceptacja zmienności jest dobra, moim zdaniem nie jest ani dobra ani zła, po prostu jest nieunikniona zmienność, a nasza akceptacja może być "pleasentville" - możemy próbować rysować świat na szaro, chociaż wszystko dookoła jest już kolorowe.
Ważne, by wiedzieć, że film tak to chce przedstawić - i bawić się razem z bohaterami, czuć ich odmienność, którą odkrywają. Prościej się nie da, a przynajmniej unikamy brutalnej przemocy, która zazwyczaj towarzyszy takim buntom wobec zmienności świata - tutaj to zaledwie wybicie kolorowej szyby.
Tak naprawdę wniesienie kolorowej zmienności w Pleasantville dalej pozostawia nas w Pleasantville, bo jest... pleasant. Tylko już trochę inaczej "pleasant".
Miło było zobaczyć młodziutkich Tobey Maguire i Reese Whiterspoon znowu.
Pleasantville nie jest filmem bezpośrednio o rasizmie, ale można go w ten sposób interpretować na poziomie metaforycznym.
W centrum fabuły jest czarno-biały świat, który stopniowo zaczyna nabierać kolorów, gdy bohaterowie zaczynają się „budzić” emocjonalnie, społecznie i intelektualnie. Ta przemiana symbolizuje przede wszystkim wychodzenie z konformizmu, kontroli i narzuconych ról społecznych.
Elementy, które sprawiają, że pojawia się skojarzenie z rasizmem:
„Czarno-biali” mieszkańcy reprezentują sztywne zasady i wymuszoną jednorodność
Osoby „kolorowe” są traktowane jako zagrożenie dla porządku i są wykluczane
Społeczność reaguje na odmienność segregacją i kontrolą zachowań.
Nie jest to jednak film o rasizmie w sensie historycznym czy dosłownym. Raczej używa szerokiej metafory systemu kontroli społecznej i tłumienia indywidualności.
Najtrafniejsze odczytanie:
- główny temat: konformizm kontra indywidualność.
@dolitd wiem że nie jest stricte o rasizmie tylko powołuje się na skojarzenia, jak napisałam dla mnie to film o zmianie po prostu, świat się zmienia i nara, akceptuj albo się męcz w wymyślonej telewizyjnej utopii
Kiedyś myślałam, że moja ocena serii Mad Max to wygląda następująco:
MM 2
Fury Road
MM 3
MM 1
(jeszcze bez oceny Furiosy, choć widziałam już raz, ale powiedzmy, że powyższa to wycena serii sprzed seansu), ale teraz nie wiem, nie wiem... Czy czasem Fury Road nie powinno być namber łan, albo chociaż razem z Wojownikiem Szos.
Za każdym rewatchem Fury Road rozwala mnie w jakimś innym sensie. To, co zostało do docenienia - zostaje, ale dodają się nowe, dodatnie rzeczy.
Na przykład przy tym ostatnim seansie bardzo mi się spodobała empatia Maxa wobec Furiosy, i w ogóle ich relacja jest na takim wyższym poziomie. To są ludzie, którzy mogą porozumiewać się bez słów, ponieważ są stworzeni z tej samej gliny, tylko że wojowniczka jest jeden krok do tyłu, więc Max postanawia ją naprowadzić na jej własną drogę - by nie wpadła na poziomy szaleństwa, które dręczą jego.
Charlize Theron to dla mnie nadaktorka - gdzie się pojawia, nawet w ujowym filmie to dodaje mu z automatu kilka punktów, ale w Mad Maxie zagrała moją ulubioną rolę. Kiedy ona płacze, ja też płaczę, bo wiem, że w głębi ducha Max też płacze razem z nią - a Max jest lustrem widza - patrzymy na Furiosę jego oczami.
Przepiękny, kolejny seans. I na pewno nie ostatni.
@Mahjong Oj tak, ten film to złoto. właściwie wszystko jest na najwyższym poziomie. To, że ten film nie został kasowym hitem pokazuje, że niestety jako masowi odbiorcy nie potrafimy docenic tego co niesamowite i wolimy żreć popkulturową papkę
W piątek zaraz po robocie do lasu - strasznie było parno, mimo że słońca zero, bo zachmurzenie. Owady dobijały, ale ogólnie fajnie bardzo.
W sobotę nie miałam planu, byle więcej niż 60 km, ale ups, wyszła stówka. Kolarką jednak łatwiej robić takie dystanse, do tego był wiaterek. Z raz może trochę się oblałam wodą by sobie ulżyć w upale, ale bez większych problemów leciałam - w środku trasy przerwa na batona, żelki i zimne cytrynowe bezalko pifko. nad jeziorem.
W niedziele też kolarką i kumulacja - upał i zmęczenie tymi dwoma poprzednimi dnami, ale najbardziej mnie wykończyła droga Sławno-Sławsko-Staniewicie. Ostatni raz tam jechałam parę lat temu i nie wiem czemu miałam w myślach, że pewnie już jest wyremontowana. Ale nie była - gdy dotarłam do Staniewic to zeszło ze mnie powietrze, ale krótki postój na uzupełnienie wody i żarło dał mi siły na powrót.
Wychodzi na to, że na mnie taka pogoda nie działa demotywująco - wprost przeciwnie. Zawsze byłam tolerancyjna wobec upałów.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Reżyseria: Taylor Sheridan (uniwersum Yellowstone)
Ocena: 8/10
Zamożna, dynamiczna rodzina Clyburnów z Nowego Jorku musi zmierzyć się z tragiczną śmiercią kochanego i kochającego męża, ojca i dziadka.
Jak się okazuje ukochany zmarły miał bzika na punkcie natury i łowienia ryb. Kochał odludne miejsce, z daleka od zgiełku cywilizacji i chciał by w przyszłości cała rodzina odkryła piękno takiego życia, a jednak wiedział równocześnie, że dziewczyny nie zrezygnują zbyt chętnie z miastowego życia.
Pierwszą, która po śmierci zacznie to dostrzegać będzie Stacy, jego żona (w tej roli znakomita Michelle Pfeiffer).
Czasami serial bawi, czasami smuci a czasami wywołuje ciarki żenady. Jest bardzo pomieszany, z jednej strony typowo typowy, z drugiej potrafi uderzyć jakąś niespodziewaną sceną albo świetnie przeprowadzonym dialogiem .
Na pewno bawi dysonans między nowojorską poprawnością polityczną a prostymi frazesami wygłaszanymi przez przystojnych kowbojów.
A jednak największą siła są jednak kobiety w tym serialu, no dobra, i jeden facet, ale za to jaki!
Dynamika relacji matki z dorosłymi córkami, gdzie Stacy postanawia nie odpuszczać późnego rodzicielstwa, to chwała tego tytułu. Postacie są świetnie rozpisane, mają mocne i wyraziste charaktery, świetnie się uzupełniają i oddają "rodzinność" tego projektu. Na przykład nie tylko blond włosy łączą cechy rodzinne Clyburnów - jest scena, gdzie ewidentnie widać, jak bardzo jedna z córek wyniosła z charakteru matki, np. to samo poczucie humoru.
Co do facetów, ci w kowboje są tacy błee, że masakra. Są schematyczni aż do bólu: przystojni, mądrzy, doświadczeni, empatyczni i zarazem twardzi.
Na tym tle wyróżnia się jedyny facet w rodzinie , czyli mąż najmłodszej z córek - Russell. Na początku może wkurzać swoim pantoflarstwem, miękkością charakeru i w ogóle wydaje się być taką ludzką, męską ciapią. Ale z czasem trwania serialu wyławia się nam w końcu prawdziwy męski charakter w tym serialu, w tym sensie, że potrafi świetnie odnaleźć się w każdym środowisku i dobrze reaguje na nagłe zmiany, do tego jest bystry i odczytuje emocje bliskich. Bardzo miła odmiana od tych przepięknych aż do bólu frazesowych kowbojów.
Niektóre dialogi są wybitne, naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam, słuchając wyłącznie potyczek słownych (Stacy jest mistrzynią tego, zarówno z córkami jak i ze swoim terapeutą - czyste złoto) i dlatego daję 8/10, choć bardziej czuję 7/10, ale serio - piękne są tam rozmowy, nie ma rozbić, wszystko działa jak trzeba i wzbudza w nas odpowiednie emocje.
Gdy w USA agent ICE zastrzelił obywatelkę własnego kraju bo najechała w jego stronę autem, patoprawica klaskała uszami, że takie PRAWO i sama sobie to kobieta uczyniła.
Gdy w Niemczech policja zajęła się grupą demonstrantów, która chciała złamać tamtejsze prawo, patoprawica płacze rzewnymi łzami nad NIESPRAWIEDLIWOŚCIĄ.
Równocześnie we własnym kraju patoprawica nawołuje do BEZPRAWIA - vide "bojówki" łażące po dworcu i zaczepiające obcokrajowców, tzw. ROG, czy obrońcy kościołów.
Ogólnie meh - do obejrzenia, nie ma nudy nawet. Ale co z tego? Bohater bywa skrajny, nie przypomina siebie 5 minut później w kolejnej scenie, chaotycznie zbudowana postać. To mocno psuje odbiór, bo jednak to TA właśnie postać jest tytułowa, wokół niej wszystko się kręci, ale we mnie nie wzbudził sympatii, antypatii również.
To po prostu przeciętny typ, który odmienił sam swoje życie i wydobył na wierzch wszystkie swoje najgorsze cechy. Czasem spod nich, jak lekki promień słońca, wychodzi trochę ukrytego dobra, ale nie wiem po to takie zagrania - chyba miało to pokazać, że nie był taki zły i po prostu się pogubił.
Dla mnie się nie pogubił - zawsze był cyniczny i to po prostu z niego wyszło przy pierwszej lepszej okazji. A skoro film ma niby pokazywać, że nie był wcale taki zły to już nie jest własna interpretacja, tylko rozjeżdżanie się.
Do obejrzenia, ale w dzisiejszym zalewie średnich-lecz solidnych polskich filmów lepiej znaleźć sobie coś innego na wieczorny seans.
66 km, głównie lasami. Kręciliśmy wokół przysłowiowego komina, pilnując uważnie chmur, ale udało się trochę pojeździć. Dopiero wjazd do miasta zaowocował kroplami deszczu, ale nic strasznego.
Takie traski fajne mamy w lasach, a rowerzystów zero - wszyscy tylko do Ustki i z powrotem. Szutry premium, zero cywilizacji, natura. Czego chcieć więcej?
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Historia rodziny obarczonej widmem ojca odsiadującego wyrok. Matka próbuje utrzymać rodzinę, starszy Dawid to troszku łobuz, ale wspiera matkę i przykłada się do swojej juniorskiej kariery sportowej. Problem jest z Michałem, który szykuje się do pierwszej komunii świętej. To on właśnie stawia kłody pod nogami do lepszego rozwoju rodziny, np. sabotuje związek matki z trenerem Dawida. Równocześnie boi się odpowiedzialności i zrzuca to na starszego kochającego brata. Obaj są ze sobą bardzo zżyci.
Czy jest to dobry film? Tak. Głównie dzięki młodym aktorom grających chłopców i rewelacyjnej Agnieszce Grochowskiej. Czy jest to przesadzony film? Tak. Czasem problemy narastają zbyt mocno, z daleka przebrzmiewa lekka beznadzieja, ale na szczęście nie o tym jest ten film.
Nigdy, nawet za dzieciaka, nie śmieszyły czy bawiły mnie te filmy z Terencem Hillem i Budem Spencerem.
Wczoraj mieliśmy seans wyłącznie z Hillem, który grał gliniarza, który w wybuchu atomowym zyskuje specjalne moce. Nie chce mi się opisywać, bo to szereg gagów.
Czuję się trochę jak dupek, bo wszystkim się podobał seans, a ja odliczałam minuty do końca. Ale może faktycznie nie mam czutki do tego rodzaju humoru.
Libby budzi się na łodzi, a męża nie ma, za jest mnóstwo krwi i nóż. Kobieta trafia do więzienia za zabójstwo męża. Kilkuletni synek trafia w ręce przyjaciółki. Ale ta niebawem też znika. Libby odkrywa, że jej mąż jednak żyje, upozorował własną śmierć specjalnie.
Po wyjściu z więzienia rusza więc szukając tropów, które doprowadzą ją do męża oraz jej synka. Jej śladem rusza jej kurator, czyli Tommy Lee Jones w "ściganym/ej".
Sprawny akcyjniak i Ashley Judd to plusy. Minusy to zwyczajowość już na dzisiejsze czasy takiej fabuły, dziury scenariuszowe, ale po za tym do obejrzenia.
Ale oceny słabawe w necie, a pan Kawulski tak się starał być nowym Tarantino.
Jednak te poniżej 5/10 wydają mi się nieco niesprawiedliwe - szczególnie krytycy plują na ten film jakby musieli obejrzeć najgorszy film tego świata i to źle o nich świadczy tylko, że nie oglądają gorszych filmów, choćby po to by wyrobić sobie skalę. Krytyk, który boi się złych filmów potem ocenia takiego średniaka jakby musiał jeść kożuchy z mleka.
Dość o tym. Czas na moje notowania filmu "Dziki".
Możliwe, że nastrojona złymi ocenami i recenzją znajomego (3/10 dał) nie byłam pozytywnie nastawiona, ale wystarczająco ciekawa by to obejrzeć, nie żałuję, bo film dał mi fun. W każdym razie miło się rozczarowałam.
Sama historia nawet zacna - młody chłopiec wychowujący się w dziczy zostaje znaleziony przez ubogiego szlachcica. Wraz z zielarką próbują go trochę ucywilizować, ale dopiero banda, takich porzuconych dzieciaków jak on, wyciągnie z niego trochę człowieka.
Lata mijają a nasi młodzi zbójce napadają na watykańskich kurierów i kradną papieskie insygnia. Do Karpat przybywa inkwizytor by odzyskać skradzione mienie, ale jak się okazuje, nie tyle co mu zależy na robocie, a na dokładaniu drewna do pieca swojej psychopatyczności. W tej roli Sebastian Fabijański, który tak mocno przerysowuje swoją postać, że nie pozostaje nic innego jak to zaakceptować i dobrze się bawić jego występem.
Daleko Kawulskiemu do bycia real director, to raczej pasjonat, i ok, można wiele przez to wybaczyć, ale ktoś gdzieś trafnie napisał, że powinien szukać reżyserów a sam zająć się produkcją.
Tutaj podziurawiony scenariusz, poszatkowaną akcję i drętwe dialogi ratuje realizacja - i ta jest akurat TOP.
Piękne Karpaty, ujęcia, ładne perspektywy, pokazanie walk i ogólnie zbliżenia i panoramy - widać, że film był kręcony pod duży ekran. Sam montaż mi nie przeszkadzał, ale jam dziewczyna wychowana na teledyskach 90. MTV.
Na pewno realizacyjnie został wykorzystany potencjał i to moim zdaniem też warto docenić, szczególnie w polskim kinie, które już wiele lat temu porzuciło wysokobudżetowość filmowych projektów. Do powstania z kolan trzeba było takiego "wizjonera" jak Kawul - można się z niego śmiać, ale on przynajmniej próbuje pchać polski mainstream w coś innego niż franczyza vide Vega.
Stąd moja wysoka ocena, podobała mi się też charakteryzacja, kostiumy, ale w sensie zdjęciowym ten film wyciąga ocenę na maksa, trochę ubolewam nad fabułą i kwestiami dialogowymi - to nie jest niestety casus Avatara, gdzie prostolinijna fabuła i nadęte teksty współgrają z fenomenalnym obrazem.