125 270 + 8 + 8 + 8 + 8 + 8 + 2 + 10 + 7 + 7 = 125 336
DPD i DTD z zeszłego tygodnia
#rowerowyrownik
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/rowerowyrownik/


125 270 + 8 + 8 + 8 + 8 + 8 + 2 + 10 + 7 + 7 = 125 336
DPD i DTD z zeszłego tygodnia
#rowerowyrownik
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/rowerowyrownik/

Zaloguj się aby komentować
22 063,07 + 5,35 = 22 068,42
Piątkowy bieg w ramach firmowych treningów. Miks wysokiej temperatury (25° o 8) i kiepskiej kondycji spowodowanej miesiącami zaniedbań skutkowało ciężkim oddechem i krokiem. Trening bez historii, sezon spisuje na straty i zaczynam przygotowania do następnego ^^
#sztafeta
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/sztafeta/

Konsekwentnie do celu, ja od dawna tuptam, ale w sumie troszkę z mocy biegowej się zacząłem podciągać jedynie gdy:
a) "Przytyłem" od sztang, kettli, GT Treningów, HIIT i ogólnorozwojowej gimnastyki
b) Wprowadziłem plan treningowy i dorzuciłem 1 mocny akcent w ciągu tygodnia.
Zamiast się krytykować (do czego masz prawo, ale Ci to pewno nie pomaga), po prostu sobie rób, za jakiś czas będą efekty.
Życzę 0 kontuzji i satysfakcji z postępów \o/
Zaloguj się aby komentować
Jako, że mam wrażenie, że ostatnio branża przestała się rozwijać i zamiast tworzyć nowe, coraz ciekawsze gry to najczęściej najgłośniejsze premiery to remakei dzieł sprzed lat, to zacząłem sprawdzać "indyczki". Dobór moich dzieł jest prosty i składa się tylko z 2 elementów składowych - najlepiej żeby taki indyczek był za darmo w ramach rozdawnictwa/abonamentu oraz żeby był lisek na okładce ^^ Ukończyłem Spirit of the North (rozdawnictwo z Epica, ale też kupiłem sobie na konsole, bo wyglądało na taki bardziej kanapowy twór), skończyłem Endling: Extinction is Forever (PS Plus), a teraz przyszła kolej na dołączonego do majowego PS Plusa Tunica. I mam takie ambiwaletne uczucia...
Tunic jest jednoosobową grą akcji w specyficzny izometrycznym rzucie w świecie pełnym niejasności i zagadek. Fabuła jest w miarę prosta - protagonista chcę wyzwolić świat z rąk lisiego tyrana, którego dusza jest uwięziona w krysztale. Jednak to nie fabuła jest najmocniejszą stroną gry, ale jej nieszablonowe podejście do pewnych rzeczy. Po raz pierwszy się spotkałem z tym, że WSZYSTKIE informacje o grze są początkowo ukryte przed graczem, a strony z instrukcji są rozsiane po całym świecie gry. Dodatkowo zarówno te strony, jak i interaktywne obiekty nie są zapisane w języku ludzkim, a stworzonym na potrzeby gry języku lisim. Nie wiem czy istnieje opcja odkodowania całej instrukcji, mi się w każdym razie to nie udało (pomimo zebrania wszystkich stron). Co więcej gra ma mnóstwo sekretów i nieoczywistych zagadek, których rozwiązanie może wymagać od nas użycia wszystkich szarych komórek. A nawet i więcej...
I tutaj się pojawia druga strona medalu - wiele tych zagadek jest tak dobrze ukrytych, że gdybym nie platynował gier (do tego jeszcze wrócimy) to bym nawet nie wiedział, że są. Co więcej - nawet jak już znajdziesz miejsce jakiejś zagadki, to jeszcze musisz wprowadzić kod, który odblokuje to miejsce i ukryty skarb. A nie wiesz czy tym razem to będzie układ kwiatków czy ruch mobka czy muzyczka grana przez dzwoneczki. Często nie miałem nawet punktu zawieszenia, więc korzystałem z poradników. I nie miałem wyrzutów sumienia, bo po raz pierwszy grałem też korzystając z god mode'a (wbudowany w grę). Zawsze gram na najwyższym poziomie trudności, męczę się, ale nie zmieniam tego. Tutaj się poddałem po raz pierwszy od lat. Pokonało mnie sterowanie i dziwnie pracująca kamera, która zazwyczaj jest zawieszona, ale czasem się delikatnie obróci, czasem przybliży. W wiele tytułów grałem na konsoli, w action rpg, w sportowe, w strzelanki, ale jeszcze nigdzie nie miałem takich problemów ze sterowaniem jak tutaj... Więc żeby się nie męczyć pozwoliłem sobie skorzystać z opcji wbudowanej w grę i niczego nie żałuje.
Czy polecam Tunica? To zależy - jeżeli masz czas pogłówkować, nie boisz się dziwnego sterowania i lubisz odkrywać rzeczy to ta gra jest stworzona dla Ciebie. Natomiast jeżeli masz to przejść tak jak ja (skoro zacząłem to głupio się poddać, a skoro zacząłem to warto już też wyplatynować) to osobiście bym odradzał - w moim przypadku to była platyna dla platyny i kilka dłuższych przerw od konsoli, bo nawet pomimo włączonego god mode'a to gra mnie momentami męczyła poprzez trudne walki nietylko z bossami (to by miało sens), ale też z bandami mobków, którzy nie dawali się trafić niczym, ale też ukrytymi rozwiązaniami niezbędnymi by ruszyć fabułę do przodu (ścieżki pochowane tak, że nie widać ich na pierwszy rzut oka, instrukcja, którą trzeba znaleźć, a tak to sobie strzelaj co jest od czego albo co może Ci być potrzebne).
Dla mnie to takie 6/10 - gra ma fajne pomysły, ale nadmiernie je eksploatuje, a dodając do tego dramatyczne (moim zdaniem) sterowanie to z przyjemnej gierki niekiedy się robi walka o przetrwanie.

Zaloguj się aby komentować
122 531 + 3 + 8 + 2 + 8 + 102 = 122 654
Małe kilometraże: Odbiór roweru z serwisu. Dojazd na basen. Dojazd z basenu do biura. Powrót z biura do domu.
Duży kilometraż: Pojechałem odwiedzić tatę w sanatorium i jednocześnie odhaczyć kilka kwadratów. No i ja z Żuławami to mam chyba syndrom bitej żony. To już czwarty raz jak naciąłem się na to, że tam sytuacja ze sklepami nie jest tak oczywista jak w Trójmieście. I ostatni 40km to jechałem na takim głodzie, bo sklepy pozamykane o tej godzinie w niedziele, że podjeżdżając pod dom to już trochę się ciemno robiło przed oczami xD ale w domu czekało pyszne leczo, więc teraz już humor gitówa ^^
Aaaa i z rzeczy ważnych to dzisiejszą pogodę najlepiej opisał Kazik w "Czterech pokojach", cytuje: "I tylko zimno i pada, i zimno i pada na to miejsce w środku Europy..."
#rowerowyrownik
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/rowerowyrownik/
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry
Jako, że jestem mechanicznym ignorantem to mam pytanie do was - co to jest membrana hamulca i z czym to się je? Do różowej zadzwonili z serwisu i powiedzieli, że ma uszkodzoną membrane tylnego hamulca i że to się będzie psuło. I teraz zastanawiamy się ile to może kosztować, bo w serwisie powiedzieli, że jeszcze muszą sprawdzić dokładniej o co chodzi. Hamulce to SRAM Red i boję się, że jak trzeba będzie wymieniać klamkomanetkę to trzeba będzie nerki sprzedać. Na szczęście nie moje, bo mój rower jest sprawny, no ale może to coś błahego i niepotrzebnie zastawiamy mieszkanie teraz?
Z góry dziękuje za odpowiedzi!
#rower #szosa #serwisrowerowy #rowerowehejto
Przecież to jakiś kawałek gumki-usczelki za 5 zł na aliexpress xD
@Loginus07 a najlepiej podeślij foty tego hamulca. Rozumiem, że hydrauliczny?
@Belzebub hydrauliczny tarczowy, obawiam się, że jak rower jest w serwisie to nie będzie zdjęć w najbliższym czasie
@Loginus07 toż membrana to powinien być prosty element gumowy, wymienny. Pewnie straciła szczelność i będzie wpływała na ubytek płynu hamulcowego i ew. zapowietrzanie się układu.
EDIT: patrząc na listę części zamiennych od SRAM, to chyba membrana powinna być częścią "1 - Master Pinion Assembly"

Zaloguj się aby komentować
121 817 + 40 + 14 + 5 = 121 876
Na tagu nie było mnie od marca albo kwietnia to nie będę uzupełniał wszystkich DPD i innych przejazdów. Wrzucam tylko przejazdy z tego tygodnia: wczorajszy przejazd triathlonowy i dzisiejsze kibicowanie znajomym biorącym udział na dłuższym dystansie.
Ze względu na przejazd przez tunel 4 razy nie widać tego fajnie na wykresie, ale wczoraj pół trasy było #wmordewind, a z kolei druga połowa to #wplecywind i nawet nie wiecie jaką to robiło różnicę ^^ w jedną stronę człowiek się zastanawiał czy nie rzucić tego wszystkiego w pizdurut i wyjechać w Bieszczady, w drugą nie musiał prawie pedałować xD
#rowerowyrownik
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/rowerowyrownik/

Zaloguj się aby komentować
20 337,28 + 9,61 = 20 346,89
W listopadzie człowiek pełen nadziei i ambitnych planów zapisał się na triathlon. Wczoraj nastąpił termin rozliczenia się z samym sobą. Od listopada miałem ponad pół roku by się przygotować, żeby nie było dramatów na starcie. Że tak powiem "nie pykło" ^^
Na etapie biegowym (w sumie to biegowo-marszowym) było więcej walki z samym sobą niż z czynnikami zewnętrznymi. Owszem było ciepło, owszem wiatr na rowerze mnie trochę dojechał, ale bądźmy szczerzy - wystarczyłoby raz w tygodniu regularnie biegać i byśmy uniknęli połowy wczorajszych dramatów. Na szczęście udało się ukończyć, nawet zmieścić w czasie. Ba! nawet spritnowałem na mecie (ale to było łatwe, bo przez 10km zbierałem siły by przebiec 100m) ^^
Kolejny oficjalny test w sierpniu w Gdyni. Zobaczymy czy miesiąc przygotowań coś pomoże ^^
PS. Wynik zakłamany, bo przejście kliknąłem, jak już się napiłem w strefie odżywiania ^^
#sztafeta
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/sztafeta/

Zaloguj się aby komentować
Jak oni nie przestaną się łamać to Probierz będzie musiał mnie powołać, a nie wiem czy chcę...
#reprezentacja #mecz #euro2024
Zaloguj się aby komentować
Ja: Jestem ponad 30 letnim facetem. Mam tak za⁎⁎⁎⁎ście silną psychę, że mogłaby startować w Strongmanach i walczyć o nagrody. Nic nie jest w stanie mnie złamać, taki kurde jestem twardy
Komiks znaleziony w internecie podczas scrollowania FB: sprawdzam!
Też ja: jestem złamany i nie jestem w stanie się pozbierać...

Zaloguj się aby komentować
19 000,83 + 6,88 = 19 007,71
Trening na stadionie - rozbieganie, zabawa biegowa, biegi progresywne i potem 400m do rozbiegania. Jest lepiej niż tydzień temu, ale nadal jest źle :)
#sztafeta
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/sztafeta/

Zaloguj się aby komentować
18 603,99 + 5,05 = 18 609,04
Wczoraj powiedziałem sobie, że albo pojadę dziś pracować z biura albo pójdę biegać. Jako, że łóżko miało nadzwyczaj silną grawitację rano to musiałem iść biegać popołudniu :)
Dzisiaj miało być delikatnie, w końcu jestem bez formy, i w planach był bieg ciągły przez 30 minut po płaskim (no prawie płaskim, ale jedne schody powtórzone 4 razy na pętli to niewiele), ale jak zobaczyłem, że w sumie zostało mi jakieś 500m zarówno do domu, jak i do 5km to stwierdziłem, że przekroczymy ten czas.
#sztafeta
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/sztafeta/

Zaloguj się aby komentować
18 447,08 + 7,78 = 18 454,86
Pan @scorp mnie zabije, że w czerwcu dodaję majowe aktywności, ale liczyłem, że sztafetastats wstaną z martwych.
Pierwszy bieg od początku kwietnia. Trening firmowy na stadionie z trenerem i mamy ambiwaletne uczucia - treneiro mówi, że bywało że mną gorzej i sezon do uratowania, moje plica, serce i głową mówią, że to porą umierać... No i są jeszcze nogi... nogi nie potrafią w kryzysy... one chcą biec... 1.5km w tempie 4:56 to tylko ich zasługa, bo reszta chciala przerwać i wybrać trening dla początkujących.
Czy coś z tego sezonu jeszcze będzie? Śmiem wątpić, ale z tymi dwoma draniami tam na dole to nie wiadomo ^^ za 2 tygodnie Challenge Gdańsk, który będzie prawdziwym czelendżem - wtedy zobaczymy czy z tej mąki będzie jeszcze jakiś chleb
edit: bieg z wczoraj (31.05), a te 2:55/km wygląda jak błąd systemu, aczkolwiek pierwszą 100 grzałem jakby jutra miało nie być ^^

Zaloguj się aby komentować
Za dzieciaka pożyczyłem 2 gry od kolegi: Fallouta, na którego się napaliłem, bo RPG w świecie po wojnie atomowej, będzie super! i po uruchomieniu, pierwszych walkach ze szczurami, wyjściu z krypty, itp. gra mnie... pokonała/przerosła, ciężko mi wybrać z perspektywy czasu. Więc zainstalowałem drugą pożyczoną gierke, jakiś tam Medal of Honor: AA... obstawiam, że wiecie, która gra bardziej kupiła 11 latka i jak to się skończyło... No ale teraz zainspirowany serialem stwierdziłem, że wreszcie muszę dokończyć swój projekt z młodości i przejść całego Fallouta 1 (a także 2, 3, NV i 4) ^^
No i powiem tak... ciężka to była próba charakteru. Teraz już jestem starszy, cierpliwszy, ogarniający więcej (a przynajmniej mam taką nadzieję), a jednak i tak wymęczyła mnie ta gra. Narzekałem już na hejto, że Baldurs Gate'y 1 i 2 się źle zestarzały, ale chyba powinienem wycofać tamte okrutne słowa, bo w porównaniu do Fallouta to prawie jak nowe gry. Tutejsza mechanika walki to dramat - system turowy, w którym każdy ma swoją osobną turę potrafi doprowadzić do sytuacji, że sobie czytałem książke, bo pół miasteczka musiało zrobić ruch, potem dwa kliknięcia i wracamy do czytania... Fallout uświadomił mi też, jak obecnie jesteśmy ładnie prowadzeni za rączkę przez deweloperów. Standardem jest, że masz misje, która mówi Ci jak należy się poruszać, jak się korzysta z nowych mechanik, itd. W Falloucie nic takiego nie ma, a o tym, że mogę korzystać z przedmiotów w ekwipunku bez wsadzania ich do łap dowiedziałem się pod koniec gry i to przez przypadek.
Natomiast bardzo dobrze moim zdaniem broni się świat stworzony w dziele. Może to kwestia tego, że jestem na świeżo po serialu, a Fallouta 3 przechodziłem 3 razy i mam dobre wspomnienia z 3d, ale jednak jest to osobliwa mieszanka rozwiniętej technologii i lat 50. Świetną robotę robią notatki sprzed wojny, które opowiadają nam historię upadku człowieka. Ale ja zawsze lubię jak w historii jest jeszcze historia, takie osobliwe zboczenie.
Kuleje natomiast fabuła sama w sobie. Zaczynamy od prostego zadania - nasza krypta potrzebuje nowego chipa wodnego, bo obecny przestał działać, więc ktoś musi poszukać zamiennika. Potem zostajemy wciągnięci w różne lokalne zatargi, wojny gangów, itp. Problem polega na tym, że do samego końca nie czułem jaki jest mój cel w tej grze. Niby widzimy, że są super mutanci i że stanowią oni zagrożenie, ale zasadniczo to nikt nam nie zleca tego jako questu, a co najwyżej sami możemy zapytać czy warto by to zrobić (a przynajmniej ja tak poprowadziłem dialogi). Brakowało mi tego uczucia niepokoju albo poczucia misji. Po znalezieniu chipa tak naprawdę gra nie sugerowała, że jest coś ważniejszego do zrobienia. Owszem nadzorca krypty mówi, że jest nowe zagrożenie i dobrze byłoby je rozwiązać, ale nie mówi gdzie, nie mówi jakie zagrożenie, sprawa zaginionych karawan nie jest osobnym questem. Jak sam na to nie wpadniesz to z aluzji możesz się nie dowiedzieć co masz robić. Wiem, że kiedyś pewnie to było akceptowane, a obecnie część osób tęskni za takim podejściem do gracza. I ja trochę też, ale przy questach pobocznych, a nie głównych. No ale to tyle z narzekania.
Ogólnie grę oceniam na mocne 7/10 z dopiskiem, że już nigdy więcej w nią nie zagram
Teraz chwila odskoczni w coś odmuuuuużdżającego i instaluję 2

Ja się wychowałem na Falloucie i niedawno tez zrobiłem 1 i 2 z restoration project. I jak świat i fabuła nadal dobre (sentyment), tak interface i grafika strasznie męczą. Kolejny raz już raczej nie będę się męczył. A turowa walka jest super.
@bartek_75 o ile grafika mi nie przeszkadza - byłem świadom, że to gra, która już powinna ukończyć studia i szukać pracy, o tyle interfejs nieprzemyślany w kilku drobnych aspektach, które na początku nie przeszkadzają jakoś wybitnie, ale po kilku godzinach to jest dramat...
@Loginus07 np? Może o czymś nie wiesz, a przed f2 lepiej byś wiedział, bo ta gra jest dużo dłuższą.
Podaj konkretne przykłady to ci powiem jak ja to klikam, a f2 przeszedłem z 10-20 razy, a rozpoczynania (do VC) liczone w wielokrotnościach tego
@Loginus07 uwielbiam, ale fakt że pierwsze co zawsze robiłem to prędkość ruchu postaci na maksa
Nie spodziewaj się że dwójka jest dekadę przed jedynką czy coś, ale takie głupoty jak choćby nowe przedmioty u góry a nie na dole ekwipunku to jednak dobre usprawnienia
Jak dla mnie Fallouty w swojej kanciastości zestarzały się lepiej niż pierwszy Baldur, no ale to już kwestia preferencji przy tak starych tytułach. Nie ma drugiej takiej gry jak F2, wychodzisz na pustkowia i w sumie tylko od ciebie zależy co zrobisz. Fakt faktem że pewnie pomogłoby Ci przeczytanie instrukcji, za małolata się dawało radę bez, ale też zasoby czasowe były nieograniczone
@Odczuwam_Dysonans Dwójka już zainstalowana i czeka na fajrant
Natomiast na ogromny plus to to, że można było dwie główne, finałowe lokacje przejść bez zabijania. Jako, że Ochłap miewał myśli samobójcze to było to dla mnie duże ułatwienie
@Loginus07 w jedynce towarzysze są całkowitym mięsem armatnim szczególnie pod koniec, w dwójce jest trochę lepiej pod tym względem choćby dlatego że można im dać lepszy pancerz. Ciężko mi też się odnieść jak to jest grać całkowicie na ślepo, bo jak byłem młody to byłem tak zajarany, że w przerwach od gry chłonąłem fanowskie ziny - wtedy jeszcze z płyt z CD-Action. Nie szukałem solucji, ale tak ogólnie o grze się czytało, biblie Fallouta itp. A tak to godziny, godziny, godziny i włóczenie po pustkowiach - dzisiaj byśmy pewnie napisali że farmienie, wtedy się po prostu z ciekawości zaglądało pod każdy kamień. Pamiętam jak jeszcze dzwoniłem do ogarniętego ziomka, normalnie stacjonarnym telefonem, żeby spytać skąd brać ogniwa do samochodu xDD z resztą jak weszły darmowe czy tam półdarmowe rozmowy po 20-stej to jak się dopchałem do telefonu to z innymi ziomkami też gadaliśmy nieraz o Falloucie 2, zawsze ktoś wyczaił coś nowego
Mogę też się wypowiedzieć o Wastelandach - grałem w dwójkę lata temu, już w wersji DC na szczęście bo ponoć na premierę była tragiczna technicznie (przy DC też szału nie było ale można grać) i co mogę powiedzieć - gra ma to coś dla hardkorowego fana klasycznych Falloutów, z takim ale, że to jak oryginalny protoplasta gra bardziej nastawiona na walkę, a poza tym kurewsko wręcz trudna xDD wtedy w ogóle prawie nie grywałem, a w to wbiłem jakieś chore ilości godzin, głównie podchodząc do każdej walki po 10 razy, na zasadzie że nawet jak wygrałem ale zostało mało amunicji to podchodziłem jeszcze raz i w ogóle. Po czym tak się wykoksiłem że random encountery zdmuchiwałem na raz (co nie jest takie oczywiste w tej grze). Później w ogóle wyczyściłem mapę tak że już nie było żadnych encounterów bo na końcu potrzebowałem coś otworzyć i musiałem wylevelować jedną postać. No maks. I potem jest kolejna mapa i znowu mnie rozszmacali jak gnój po polu xD i nigdy jej nie skończyłem, a szkoda. Ale jak nie jesteś fanem walki turowej to można sobie darować. Trójka z kolei stawia trochę bardziej na RPGowanie, jest jakby więcej fabuły i wątków poza walką, ale pograłem paręnaście godzin i w sumie nie wiem czemu już nie wróciłem. To też trochę inny klimat bo to zima nuklearna. Ale Wastelanda trójkę, jak kiedyś kiedyś trafisz w dobrej promce to można dać szansę. No a F2 tak jak pisali, zmodować i warto przejść, F1 bardziej dla historii, F2 dla całokształtu. I wiem o czym mówisz, bo nawet oglądałem kiedyś reakcje współczesnych graczy na F1 i shit was hilarious, ale rozumiem, w czasach gdzie gry prowadzą za rękę, to jest przeginka w drugą stronę, but na pysk i domyśl się xD typowe gry pod lizanie ścian, chociaż oczywiście można też je przejść siłowo. Można w sumie wszystkich wyrżnąć w pień i też będzie spoko, and I think it's beautiful xDD
@Loginus07 dawno temu bawiłem się w hex edit do plików sav w Fallout 2 i Fallout 1.
kreator postaci - stwórz postać, zapisz plik, uruchom heh edytora, zmodyfikuj SPECIAL, zapisz plik, uruchom grę, kreator postaci i wczytaj zmodyfikowany plik - robiłem special na 10 i zaczynałem nową grę
Zaloguj się aby komentować
446 + 1 = 447
Tytuł: George Orwell
Autor: 1984
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 978-83-7758-366-1
Liczba stron: 287
Ocena: 9/10
tl;dr: Świetna książka, ukazująca ludzkie strachy sprzed niemal wieku, serdecznie polecam.
Był taki okres w moim życiu, w wieku 20-23 lat, gdzie czytałem praktycznie tylko dystopie. Jakoś fascynowało mnie to, jakie najgorsze wizje świata mają do przekazania różni autorzy. Wtedy też po raz pierwszy przeczytałem "1984" Orwella, które przez długi czas było moim osobistym numerem 1. Wizja wykreowana przez angielskiego pisarza była okropna i w związku z panującym wtedy boomem na social media oraz pierwszymi udanymi próbami tworzenia masowych fake newsów zacząłem się obawiać, że w tą stronę pójdzie świat. Że pewnego dnia teleekran powie mi, że mam się rozciągać (to akurat mógłby mówić), a potem pójdę na zajęcia i będziemy omawiali to, że 2+2=5. Od tego momentu trochę czasu minęło, ja dorosłem, zmieniły mi się gusta i poglądy, zdarza się. Ale z półki z książkami cały czas obserwowało mnie oko w czerwonej, krwawej dłoni i czekało...
Na jakieś święta dostałem kieszonkowe wydanie "1984". Wtedy nie ruszałem książki, bo byłem w miarę świeżo po lekturze, potem wróciłem do fantasy. Jednakże ze względu na niewielkie rozmiary wydania, które mam zawsze brałem ją do podróży. Problem polegał na tym, że w samolocie zwykle spałem, a na miejscu nie było czasu, więc tak naprawdę nigdy nie wziąłem się za jej czytanie. Aż do teraz.
I cóż, muszę powiedzieć, że moim zdaniem książka nie zestarzała się ani o dzień od momentu, kiedy pierwszy raz ją czytałem. Wizja świata wykreowana przez Orwella jest niezwykle brutalna, oparta częściowo na przesadzonych wyobrażeniach, jednakże na mnie nadal robiła przerażające wrażenie. I znowu czytając analizowałem ile rzeczy się już dzieje - ciągłe podsłuchiwanie przez urządzenia, które mamy przy sobie, ogromne fale fake newsów w social mediach, ale najbardziej mnie poruszyły 2 minuty nienawiści, które wyglądały jak wieczorne Wiadomości sprzed miesięcy. Na szczęście nasz świat nie jest takim okrutnym miejscem, jak Pas Startowy nr 1. Duży nacisk kładzie się u nas na to, co Partia chciała zniszczyć - na ludzkie emocje i pielęgnowanie ich. Cieszę się, że w przeciwieństwie do Winstona mam prawo darzyć ludzi sympatią, mieć znajomych i przyjaciół, kochać. I że te emocje nie są pozbawione wartości tak jak miało to miejsce w innej dystopijnej powieści "Nowy, wspaniały świat", którą też muszę sobie odświeżyć, ale na to będzie pewnie kiedyś inny wpis.
Ale żeby nie było tylko o mnie to jeszcze kilka słów o samej powieści. Specyfika stworzonego przez Orwella świata sprawia, że nie zestarzał się on na przestrzeni lat między wydaniem powieści, a dniem dzisiejszym. Opisy świata oraz znajomość historii totalitarnych reżimów XX wieku pozwalają nam wyobrazić sobie tą nihilistyczną wersje Londynu. Autor poświęca też dużo czasu na ukazanie nam psychiki głównego bohatera oraz to, jak radzi on sobie ze swoimi myślami. Myślami, które w tym świecie są największą ze zbrodni. Widzimy jego powolną drogę do zatracenia, a końcówka pozwala czytelnikowi na własne interpretacje jaki koniec czekał Winstona i Julię. Na reddicie ludzie od lat się kłócą czy to była metafora czy prawdziwe wydarzenie, czy blizna Julii to zabieg chirurgiczny czy wynik przesłuchań. Cieszę się, że nie mamy jednoznacznych odpowiedzi na to, co stało się w pokoju 101.
Podsumowując - moja nostalgiczna podróż okazała się równie ciekawa jak za pierwszym razem, książkę łyknąłem praktycznie w kilka wieczorów mimo, iż nie bardzo miałem czas na czytanie. Jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji to polecam, natomiast jeżeli ktoś czytał już kiedyś to też polecam
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter

@Loginus07 o książce słyszałem od lat. Wiadomo - książka opisującą partyjny totalitaryzm, zanim został zbadany poprzez autopsję na Niemczech i ZSRR.
Raczej już po nią nie sięgnę. Literacki świetna ale tak jak "Paragraf 22" Heller'a to była pierwsza w moim życiu książka, która czytając śmiałem się na głos, tak "1984" doprowadziło mnie do bardzo silnego stanu przygnębienie i wkurwienia na parę głównych bohaterów.
Stan jaki odczuwałem po przeczytaniu tej książki był dla mnie bardzo nieprzyjemny i nie chcę go więcej przeżywać.
@Loginus07
Tytuł: George Orwell
Autor: 1984

@Loginus07 pierwsza część była bardzo ciekawa, im dalej, tym gorzej.
Gorzej się czułem, bo wizja aż nadto plastyczna i prawdopodobna
Zaloguj się aby komentować
Miałem ostatnio okazję oglądać po raz pierwszy w życiu "2001: Odyseja Kosmiczna" i muszę powiedzieć, że nie rozumiem tych wszystkich ochów i achów nad tym filmem. Gdzie nie wejdzie się w internecie to krytycy pieją z zachwytu: "co to nie za film, kultowe arcydzieło, do dziś nie nakręcono nic lepszego".
Filmweb? 8,8 u krytyków, 7,7 wśród widzów. IMDB? 8,3 wśród oceniających. Zgniłe pomidory? 92% pomidorometra, 89% wśród widzów. Metacritic? 8,4.
Absolutnie nie rozumiem skąd te oceny, skąd te zachwyty. Może te 50 lat temu film robił wrażenie wizualnie, zresztą uważam, że nie zestarzał się prawie wcale i dzisiaj też dobrze się go oglądało. Muzyka? Utwory klasyczne są genialnie połączone z tym co widzimy na ekranie, natomiast utwory skomponowane na potrzeby filmu? No są, nic więcej o nich nie mogę powiedzieć. Historia? Sama w sobie jest ciekawa, a problem z AI jest całkiem na czasie w chwili obecnej. Problem polega na tym, że jest rozwleczona w czasie. I to bardzo rozwleczona. Treści tam jest może na godzinę, natomiast film trwa prawie 2,5h. Sceny są przeciągane, nic się w nich nie dzieje i tylko śledzimy autozachwyty reżysera nad tym, jak sobie poradził z taką sceną, jak dał sobie radę i jak pięknie to wyszło. I zamiast śledzić akcję oglądamy panoramy kosmiczne i efekty niczym z Windows Media Playera. A fabuła sama w sobie jest prosta, ale przez to, że zakończenie jest jakie jest to film chcę udawać, że jest dla filozofów, dla myślicieli, nie dla wszystkich, tylko dla elity...
Kubrick stawia na monumentalizm, a ludzie się tym zachwycają. I nie wiem sam czy są obecnie są to zachwyty szczere czy też powielanie tego, co mówiono 50 lat temu. Z mojej perspektywy to wygląda jakby wmówiono nam, parafrazując Gombrowicza, że Kubrick wielkim artystą był i nikt tego nie neguje, a wszyscy klaszczą, bo nikt nie chcę wyjść na tego głupca, któremu ten film się nie spodobał. No bo przecież to arcydzieło kinematografii, jak mógłby się nie podobać? Moim zdaniem to zwykła wydmuszka i dawno się tak nie wynudziłem, jak na tym seansie. Daje mocne 5/10 i biorę na klatę wszystkie oskarżenia, że tego arcydzieła nie zrozumiałem. Chętnie pozna inne opinie, bo może ja coś przegapiłem

Bierz poprawkę, że ten film był pierwszym tak realistycznym SF. Tego typu filmy z tamtych lat takie były. Blade Runner też przynudza a wtedy to było wow.
Ja doceniam oba filmy, aczkolwiek źle się zestarzały, ociekając monumantalizmem, który dziś już tylko śmieszy
Dawno go oglądałem ale zapadło mi w pamięci to, że próbowano wiernie odwzorować różne fizyczno-techniczne szczegóły. Na przykład statek ze sztucznym ciążeniem, uzyskanym dzięki obracającej się kabinie w kształcie pierścienia. Również to, jak bohaterowie się po nim poruszali. No i był to chyba pierwszy film, jaki widziałem, gdzie czynnościom wykonywanym w przestrzeni kosmicznej, albo w śluzie, przed wyrównaniem ciśnienia towarzyszyła zupełna cisza.
@TheVitt Fakt, cisza w przestrzeni kosmicznej jest super i bardzo rzadko spotykana. Natomiast koleś bez hełmu latający po przestrzeni kosmicznej (krótko, bo krotko, ale jednak), który taką podróż przeżywa też jest rzadko spotykany, także niby chciał zachować prawa fizyki, ale tylko tam, gdzie to nie wpływało na skróty fabularne.
Film, który wyznaczył trendy filmów science fiction. Masa późniejszych tytułów nawiązuje do tego filmu i dziś rzeczy, które w nim widzimy uważamy za normalne, poprawnie wykonane, a to właśnie ten film pierwszy raz ukazywały pewne rzeczy, czy korzystał z nowatorskich technicznych rozwiązań. Późniejsze produkcję takie jak chociażby Gwiezdne Wojny, czy nawet dzisiejsza Incepcja lub Interstellar nadal powielaja Odyseje.
Co do fabuły, to każdy może mieć swoje zdanie, dla jednych genialne budowanie napięcia i nie jednoznaczne zakończenie, dla innych przeintelektualizowany i nudny film. Tu nie będę oceniał która postawa jest lepsza, ale nie można odmówić temu dziełu ponadczasowości i wyznaczenie trendów w dzidznach technicznych. Za to samo należy mu się status arcydzieło
@Niepowtarzalny2 ok, z tą opinią się zgadzam w 100% - rozumiem wyznaczanie trendów w dziedzinach technicznych oraz to, że był prekursorem i sądząc po tym, jak wiele elementów powtarzanych jest do dziś to był wielkim prekursorem.
Ja się czepiam właśnie historii i tego, że ona się nie broni absolutnie po latach i jest zwykła wydmuszką moim zdaniem.
Powiedziałbym, że dla mnie ten film to coś w stylu dema technologicznego - patrzcie co potrafimy zrobić, a nie skupiajcie się na niczym innym, bo to bezsensu. No ale to moje zdanie tylko. I cieszę się, że je wyraziłem tutaj, bo udało mi się poznać zdanie innych i trochę szerzej spojrzeć na ten film.
Zaloguj się aby komentować
Hej! Po latach wróciłem do pokemonów i pytanie czy ktoś w to jeszcze gra i chciałby się giftami powymieniać?
Nie obiecuje codziennej aktywności, ale dam z siebie dużo by tak było ^^
Moje id 734618192792
#pokemongo
Zaloguj się aby komentować
353 + 1 = 354
Tytuł: Diuna. Cykl Kroniki Diuny. Tom 1
Autor: Frank Herbert
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788381884471
Liczba stron: 672
Ocena: 8/10
O "Diunie" słyszałem już lata temu, a część jej konceptu poznałem czytając... "Wiedźmina". Z perspektywy czasu i tej książki widzę, jak bardzo Herbert zainspirował Sapkowskiego i muszę przyznać, że z obecnej perspektywy patrzę na sagę o Ciri nieco bardziej krytycznie. No ale wracając do melanżu i na planetę Arrakis - do przeczytania Diuny zachęcił mnie film i chociaż zwykle staram się przeczytać książkę przed obejrzeniem filmu, to w tym wypadku się nie udało. Przed pierwszą częścią byłem w środku "Malazańskiej Księgi Poległych" i nie mogłem się oderwać, a przed drugą czekałem, aż różowa skończy czytać i odblokuje książkę
Sama historia opowiada nam o wielkiej intrydze mającej na celu przejęcie planety z najcenniejszym surowcem w znanym wszechświecie - melanżem. Przyprawa ta pozwala na widzieć niewielki fragment przyszłości, dzięki czemu astronawigatorzy Gildii Kupieckiej są w stanie bezpiecznie nawigować po przestrzeni kosmicznej. Sam świat jest sprytnie zbudowanym światem fantasy. Niby akcja dzieję się w kosmosie, niby na różnych planetach, jednakże ze względu na dawną historię (której nie poznajemy szerzej w tej części książki) ludzie zrezygnowali z komputerów, a broń palna jest bezużyteczna ze względu na tarcze osobiste. Dostajemy więc świat, gdzie bohaterowie musza walczą głównie na broń białą, a skomplikowane obliczenia dokonują ludzkie komputery - mentaci. Bardzo podobał mi się ten zabieg autora - uważam, że dzięki temu łatwiej było mu "obronić" bohaterów od śmierci niż miało to miejsce w takich np. Gwiezdnych Wojnach, gdzie Szturmowcy zawsze nie trafiali w protagonistów.
Ciekawie również prezentuje się wątek "religijno-eugeniczny". Lokalne "czarodziejki", czyli siostry Bene-Geserit od lat planują stworzenie swojego mesjasza poprzez dobór najlepszych genów oraz mieszanie ich. Jednocześnie tworzą też misje prorocze, które mają ukierunkować miejscową ludność na konkretne wsparcie ich planów.
W moim odczuciu autor przygotował naprawdę interesujący świat, a fabuła i los Paula Atrydy jest tylko pretekstem do przekazania swoich przemyśleń na temat religii, fanatyzmu i tego jako można to wykorzystać. Jako, że moje myśli często krążą w podobnych regionach, zwłaszcza ostatnimi czasy to z niecierpliwością czekam na więcej wolnego czasu by zabrać się za kolejne części
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
94 588 + 50 = 94 638
W ramach dojazdu do lokalu wyborczego stwierdziłem, że dorobię trochę kwadratów ^^
#rowerowyrownik
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/rowerowyrownik/

Ciekawe jak u Ciebie na wyborach, w Kraku na moim osiedlu w sumie niezły tłum (Czyżyny), u mojej Mamy za to pustki (Bieńczyce, blisko Nowej Huty).
Fajnie, że chciało Ci się głosować, jak inaczej mamy zmienić nasz kraj na lepsze ?
@pluszowy_zergling wszedłem bez kolejki, ale starszy pan, który w odświętnym mundurze pilnował wrzucania głosów powiedział, że teraz jest luźniej, bo pora obiadowa, a godzine wcześniej były tłumy
@Loginus07 Wgle tajność wyborów taka se, Panie kierowali "za parawanik" a facetom kazali na szafkach napierniczać te wybory Januszerka na pełnej, ale pal sześć.
Zaloguj się aby komentować
Oj dawno niegrane było w Twilight Imperium ^^ trzymajcie kciuki by się skończyło przed 5 rano ^^

Zaloguj się aby komentować
10 575,69 + 7,39 = 10 583,08
Wczorajsze firmowe bieganko na stadionie. Czuje się zdecydowanie lepiej niż jak wracałem na początku marca do biegania. Aczkolwiek nadal jest ten sam problem - nogi by chciały, ale serce i płuca mówią "czy was nie porąbało tam na dole? za szybko" ^^ ale na 1.2km udało się zejść poniżej 5min/km. Co prawda tylko raz, ale i tak uważam, że to dobry sygnał.
#sztafeta
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/sztafeta/

Zaloguj się aby komentować