Biegi z tego tygodnia na szybko. Bez long runa, bo wszelki w wolny czas w weekend towarzyszył takim temperaturom na zewnątrz, że było to zwyczajnie niebezpieczne. I nawet nie zdążyłem w czerwcu dopchać tego posta, może pan @scorp doda jednak xD
Tydzień temu @mordaJakZiemniaczek i @enron zareklamowali pasy do mierzenia tętna tak dobrze, że już tego samego dnia pan Decathlon zaczął szykować paczkę dla mnie. A następnego dnia zamordowała mnie klima znów. Silny wiatr w mordę podczas dojazdu do pracy i nawiew prosto na moje biurko obudził we mnie biurową Anetę. Najlepsze, że złamało mnie podczas zabawy w escape roomie, gdy przełaziłem przez dość wąski tunel. Zabawnie to wyglądało od tamtej pory. Dosłownie nie mogłem się ruszać, więc o bieganiu też mogłem zapomnieć.
Ale w piątek po pracy było już lepiej, wybiegłem przetestować nowy sprzęt. No i nie powiem dziwne rzeczy się zaczęły dziać xD. Miał być bieg progresywny, w pierwszej części udawało się na spokojnie trzymać moją trzecią strefę (~157 bmp). Jak miałem przyśpieszyć w słoneczku do ~4:30min/km wiadomo, że się zagotowałem uderzając tętnem w sufit. Potem już się nie udało uspokoić serca. Po wszystkim zegarek dumny z siebie mówi, że mi obliczył próg mleczanowy i czy chcę zaktualizować sobie strefy na jego podstawie. Akurat wyjątkowo nie robiłem notatek z biegu, więc bądź mym gościem, zegarku.
No i w sobotę jak pobiegłem, trochę się pozmieniało xD. Bo dopóki się nie podkisiłem, biegnąć, nie wiadomo po co, zdecydowanie za szybko pod dość stromą górę, Trzymałem się w górnej części drugiej strefy (~160 bpm), co dzień wcześniej dawałoby już czwartą ¯_(ツ)_/¯. A potem na miękko okolice 165-170, dolna część trzeciej strefy. A dla zwykłego tuptacza pewnie już górka xD
Biegać, obserwować. Chyba, że dupnę na zawał po drodze xD.
Te zakresy z pierwszego obrazka chyba nie mogły być zbyt wiarygodne. Ogólnie z tym, że u nas Strefa 3 = Zone 2 cardio, to pierdolca idzie dostać przy jakichkolwiek analizach i dyskusjach (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
Znów dwa tygodnie bez biegania, bo miałem kolejne znamię usuwane, a nauczony tym, że ostatnio, jak pani mówiła, żeby nie biegać, a to zrobiłem, szwy zgubiłem zdecydowanie za szybko (co skutkuje śladem jak po trafieniu wiatrówką przez sąsiada), tym razem jednak siedziałem na d00pie. Skomplikuj jeszcze bardziej to zdanie, debilu. A siedziałem tym bardziej, że nawet nie było jak do pracy rowerem dojechać, bo plecak tylko na jednym ramieniu był noszony. Więc lippa.
A wczoraj chłop se wymyślił bieg z celem ograniczania skoków tętna. No i pośrednio, żeby nie zgubić tych chędożonych szwów, bo nadal je jednak mam. Skończyłem na 189 bpm w szczycie xDD. No ale jak się wymyśla i potem przed samym biegiem wypija solidną kawkę i wyłazi na pełne słońce, to co się dziwić.
No i wpadł pomysł na jeden bieg w tygodniu z obciążnikami. Bieganie to wszak też zajęcie wymagające krzepy xD. Ktoś poleca? Odradza?
Dałem sobie po Białymstoku tydzień wolnego. I w sumie wyszły prawie dwa, bo udało mi się tylko dwa razy wyjść w tym już bezpośrednio mijającym. W poniedziałek baza. Potem seria burz, nadgodzin w pracy i innych planów, które ciężko przełożyć. No ale wczoraj wyszedłem. Jedząc ostatni posiłek o 17 dnia poprzedniego, więc w pełni tryb NewGame-.
I wpadłem na pomysł, że zrobię w tym stanie papaton xD
Ostatecznie wydawało mi się, że go dokręciłem (w przerywanym stosunku, bo jednak musiałem dopijać i dojadać po drodze, a pod koniec jak na patelni przygrzało, uznałem, że nie ma sensu się katować i przeszedłem do szybkiego marszu przecinanego truchtem), ale jednak nie. Po raz kolejny złapałem się na tym, że Garmin w treningach czasowych przyjmuje jakąś dziwną jednostkę dystansu albo po przedłużeniu biegu coś tam obcina xD. Na zegarku było 21,5km, żeby zostało na stravowy podatek, a tu kaszanka. Po prostu luźna połówka.
Wyspiarze to jednak potrafią zagrać. Wystarczyło parę sekund w radio (a akurat trafiło na strasznie chwytliwy refren) i byłem absolutnie sprzedany. I teraz katuję niczym wcześniej równie brytyjskie Salt Coast od Kae Tempest czy This Can't Go On Billego Ryder-Jonesa.
@HerrJacuch słuchałem jej (Kate Tempest) pierwszej (chyba) płyty swego czasu, lubię takie melodeklamacje. trzeba zobaczyć co teraz u niej (oprócz tego że zmieniła płeć i teraz to oni a nie ona)
Poniedziałkowe ostatnie wybieganie przed startem w sobotę, ale i kolejnym z rzędu przeziębieniem. Chodzi mi po mieszkaniu kobita, która jest ostatnio chora bez żadnych przerw i ewidentnie częstuje mnie tym stanem.
No i wczorajszy półmaraton w Białymstoku. Kolejne miasto odhaczone na mapie turystyki biegowej. Organizacja imprezy wspaniała, bardzo dużo kibiców na trasie (piątki z dziećmi!), stanowiska dopingowe chyba najlepsze, jakie widziałem. Czasem była ochota, żeby się zatrzymać i posłuchać jak grają. Jestem pod wielkim wrażeniem. Sama trasa też fajna, bez wielkich różnic w wysokości, szeroka, bez ewidentnych patelni (to się bardzo przydało, bo słońce dawało radę wczoraj). Planem było przebiegnięcie w mniej niż 1:50, no i się udało (wg, Garmina), mimo wcześniej wspomnianych resztek przeziębienia, zmęczenia trudnym tygodniem i jednak tym słoneczkiem, bo mogło być go mniej. Bardzo dobry to był dzień.
Mimo, że chłop mi skasował zderzak w aucie xD
edit
I bardzo miło, że dostałem od razu grawer na medalu. Wiedzieli, kto przyjedzie xD
@mkbiega W tamtym roku byłem zbyt słabą pieczarką. W tym chciałbym, ale kalendarz nie wybacza i fizycznie nie dam rady być na dostatecznie dużej ilości odpowiednich biegów. Może w przyszłym się uda.
@pluszowy_zergling Bardzo dziękuję! Dziś nie czuję tak nóg, jak wczoraj, i już ciągnie, żeby budować podstawy pod lepszy czas, ale racja, dam im trochę odpocząć jeszcze.
Bieg z pierwszego maja mnie sponiewierał strasznie. Znaczy się pogoda. Pierwsza część w cieniu i pod wiatr. A druga, w pełnym słońcu i z wiatrem w plecy, który sprawiał wrażenie, że w ogóle nie istnieje. Masakra. Pierwszy bieg w słońcu i już padam xD.
A trzeci maja to w połowie marsz, bo dość stromo było momentami, ale co się napatrzyłem na słowackie Tatry i okolicę, to moje. Trzeba Kingdom Come zainstalować znów.
Łatwobieg z wczoraj bez większej historii, ale z super nastrojem, bo po chorobie weszło pięknie. Wrzucam sierotkę, coby do kwietnia doliczyć. Miłego wieczoru!
Był plan, żeby dzisiejsze urodziny ukoronować jakimś fajnym biegiem, ale nie podołam. Głowa i nogi chcą bardzo, ale przeziębienie, które sobie radośnie wyhodowałem w tym tygodniu, niestety nie pozwoli na to.
Łatwobieg w poniedziałek wylądował pięknie. Wtorek według prognoz miał być jedynym dniem w środku tygodnia z pogodą nadającą się na rower. Więc padła decyzja, że trzeba odpalić sezon pedalarskich dojazdów do pracy, skoro rower wrócił z serwisu. No i może nie padało, ale był przymrozek xD. Trasa w dwie strony plus przebieżka ze sporym zapasem wystarczyły, żeby w środę być już mocno niewyraźnym, a w czwartek rozłożyć się na łopatki. Oczywiście w kolejne dni była dużo lepsza pogoda, nic nie padało. Dziś jest wręcz idealna zarówno na bieganie, jak i rower. No a ja siedzę i kaszlę. Trzymajcie się cieplutko i bierzcie po dwa.
Mimo obserwowania #hejto30plus już od jakiegoś czasu, dopiero teraz mogę zacząć szczerze tam należeć xD
@scorp Dzięki wielkie, szefie. Strasznie dużo motywacji mi wpompowałeś w nogi. Również dzięki temu tak dobrze sie dziś czuję. Ta społeczność to super sprawa i mam nadzieję, że też zostawię gdzieś tu swój ślad. Jak to mówią - FAJNIE!
Bieganie z zeszłego tygodnia. Bez long runa, bo przeżycie wesela w Małopolsce, będąc szczurem nizinnym, to dostateczny wyczyn dla organizmu xD. Poza tym wziąłem sobie strój na tzw. wiosnę w tym kwietniu, nie to, co się dzieje.
Trzeba wrócić do wrzutek co tydzień w weekend, żeby zachować porządek we wpisach, bo ostatnio to strzelałem mocno na chybił trafił. Tak więc czwartkowe sprinty i dzisiejszy long run. Piękna pogoda, dobre samopoczucie. Z wyników też jestem zadowolony. Wszystko się zgadza.
Co jakiś czas wybija mi się na YT Rosjanka, która bardzo dobrze gra. Kiedyś jedynie na gitarze, ale teraz ewidentnie uderza w kierunku ogółu. Szanuję jej twórczość. I uderzając w końcu w tematy geopolityczne i ogólnie światopoglądowe, skoro trafiło się tu słowo na "rus*", jest to jedna z tych osób, które, mam nadzieję, wyłamują się z russkiego stereotypu i której twórczością warto się podzielić. Mam nadzieję.
Bieganie z ostatniego tygodnia. Trzy Torunie i piękne Łazienki Królewskie. Dawno tak miło mi się nie biegło, jak właśnie w sobotę w stolicy. Wczoraj pacemakerka jechała na rowerze, więc tempo też się łatwiej trzymało. No i dobiegłem wtedy do siebie prawie równo ze współbiegaczką z klatki obok, podszedłem zapoznać się, pogadaliśmy chwilę o spoconych przemyśleniach. Fajnie jest.
Świąteczne bieganie. W sobotę najpierw trasa z kumplem. W sumie bezpośrednio potem kolejna trasa z kuzynką, której Garmin proponował bieg progresywny. No i poniedziałkowy easy run, również z nią. Bardzo miłe biegi, bez ciśnienia, z fajnymi rozmowami. Równowaga majonezowa została zachowana.
Reset planu Pana Garmina. Był benchmark w zeszłą środę, ale potem przyszły mi gogle VR i jak zwykle nic nie wygrywa z bieganiem, tak tym razem wygrały przysiady w City 17 xD. Wczoraj i dziś easy runy. Oba planowo na około ~5:50min/km, ale tak się jakoś złożyło, że wczoraj zrobiłem rekord na 5km, a dziś nie, ale też było troszkę szybciej niż planowaliśmy z zegarkiem.