@pluszowy_zergling Dziękuję bardzo za miłe słowa, jak zawsze. Będziemy z kolegą 1 listopada biegać rano, świętując życie, gdy wszyscy się będą na cmentarze szykować.
Marudziłem ostatnio na rozwaloną kostkę, a tą samą kostką zrobiłem życiówkę (142), mając przed startem ewentualną nadzieję na złamanie 2h. A wszystko po około 5h snu, bo przecież trzeba było aktualizacje serwerów walnąć w nocy. Wszystkie zakręty w lewo pokonane w stylu kulawej kaczki, a zostało jeszcze pary, żeby ostatnią prostą bliżej 4min/km zrobić. Szkoda, że meta była przed 21 kilometrem (xD) i po odebraniu pięknego medalu, trzeba było wlecieć do lasu, coby dokręcić. Zdaniem organizatora to magiczna aura małego lotniska, po którego płycie pasu startowego biegliśmy, ponoć była powodem kolektywnego zwariowania zegarków. Tak było, nie zmyślam, wcale nie było tak, że sobie nie poradzili z domierzeniem.
Jak ktoś myśli, że może zatęsknić za stylem #topgear/#thegrandtour, może dorzucić gdzieś na dno #youtube kanał ThrottleHouse , który bardzo mocno nawiązuje do stylu powyższych, ale jednak prowadzący go panowie nie idą kompletnie w kalkę. Poza tym widać, że znają się na rzeczy. Bardzo przyjemna niespodzianka ostatniego szukania nowych rzeczy do oglądania.
Tak, pozwalam sobie kląć, gdy jestem zdenerwowany zestresowany.
Ostatnio nie było kiedy biegać, a jak było, to była naprawdę smutna pogoda, a razem z nią ja byłem smutny. Za 6 dni mam połówkę u siebie w Toruniu, więc dziś z wielką chęcią wylazłem z jaskini, ale Toruń ewidentnie raz zabiera, raz zabiera. W jedynym miejscu, gdzie na trasie nie miałem oświetlenia, musiałem ominąć małego psiura hałasującego na mnie i nieświadomie uzupełniłem brak kostki brukowej swoją własną. I to tą słabszą. Przez chwilę musiałem aż stanąć z bólu. Bieg progresywny zamienił się w garmażeryjny, bo razem z zimną nóżką doniosłem przepieprzonego ziemniaczanego kartacza z tanim mielonym w środku, klepanym nieudolnie przez ostanie dwa kilosy.
Słabo będzie. Prącie niespodziewanych konsekwencji jak zwykle wjedzie na sucho.
Dobra, pomarudziłem i już mi lepiej. Rano mogę wracać do piorunowania stoickości. Uważajcie na siebie.
Piątka do wirtualnej triady toruńskiej i dwa biegi z rodzaju tych nijakich. Ni to na tętno, ni to na nic innego, raz szybciej, raz wolniej, bez absolutnie żadnego planu xD
Leniwe bieganie z pełnym brzuszkiem w deszczowej Chorwacji sprzed tygodnia. Do tego dwie bazy z tego tygodnia, bo nie mam siły na nic więcej, a z drugiej strony próbuję odbudować serducho. Strzał z wpisem w środku tygodnia, bo w poprzedniej odsłonie skryptu mieliśmy podgląd biegów z 7 ostatnich dni i człowiek już machinalnie siada do tego, żeby nie przepadło xD. Teraz wypas, dzięki jeszcze raz za przygotowanie narzędzia, @mkbiega.
Poniedziałkowa baza i wczorajszy półmaraton w Opolu.
Pogoda pokonała wszystkich niestety. Pełne słońce, minimalny wiatr, ponad 30°C w cieniu. Typowa lampa letniego popołudnia. No i prawie tysiąc tuptaczy.
Pierwsze 10km było spoko, bo jeszcze dało się jakoś opanować tętno i walczyć z temperaturą (a serce to ja mam słabe po ostatniej chorobie), ale później to już walka o przetrwanie. Mieliśmy partnerski bieg z @CapraCrepa, więc wszelkie kryzysy sobie razem ogarnialiśmy, co nas pewnie uratowało. Nie było tryhardowych zagrywek, ale za to rozsądne zwalnianie w newralgicznych momentach.
Czas to niecałe 2:10h. Z rozmów z innymi uczestnikami wynika, że wszyscy mieli ~20 minut więcej od planowanych i wcześniej trenowanych czasów.
Ale przetrwaliśmy, bo bardzo smutno było widzieć ludzi, ktorzy padali bezwładnie na ziemię z wycieńczenia lub/i problemów z krążeniem. Czasem również w miejscach, gdzie nie było możliwości dojazdu karetką. No bo ostatecznie...
Organizacja nie podołała. Trzy wodopoje (przy czym jeden odwiedzany dwukrotnie) to zdecydowanie za mało. W dwóch pierwszych dostałem razem może ze 100ml wody. W trzecim był brute force i sobie wzięliśmy po butelce mineralnej po prostu, bo by się pewnie wygaszacze ekranu włączyły po trzecim łyku wody, na jaki można było liczyć bez stania przy stole i blokowania ruchu. Na czwartym, oprócz wody, był jeszcze izotonik i to jedyne miejsce, gdzie udawało się sensownie złapać kubek z czymś w środku. Niczego więcej na tych punktach nie było, prócz niedoboru obslugi i ciepłej wody xD
Mam dzieję, że wszyscy ci, którzy nie dobiegli, mają się już dobrze, bo wyglądało to czasem dramatycznie. Poza tym na 1117 zapisanych i opłaconych zawodników, 195 nie ukończyło biegu. Oby większość z nich uznała, że bieganie w taką pogodę jest niedorzeczne i nic im się, prócz straty paru dyszek, nie stało.
@pluszowy_zergling Dziękuję :*. Pierwszy raz od dawna, gdy zegarek zaproponował marsz, grzecznie słuchałem. Cieszy, że nogi wcale nie narzekały na 4:30min/km, więc jest nadzieja xD
Ponad dwa tygodnie bez biegania, w tym ponad tydzień absolutnego bezruchu covidowego. Wcześniej godzinne biegi w tym tempie zamykałem w średnim tętnie <150bpm. Teraz to ponad 30 uderzeń więcej i 20 minut krócej. Gdy dobiłem do 190 postanowiłem po prostu odpuścić. 7 września półmaraton, a serce do wymiany xD
Chociaż tydzień temu prawie równie spocony byłem po spacerze do kuchni, więc może jest chociaż kapkę lepiej, niż myślałem na początku.
@HerrJacuch próbowałeś przed biegiem właśnie marsz ? Jak mi się cholernie nie chce, to zaczynam od maszerowania, dopiero później odpalam bieg i jakiś ulubiony beat, na którymś kilometrze zaczynają się endorfiny i "jakoś to leci", tak się przemogłem wczoraj Początkowe tempo 6:00 i totalny złom
Między 4 a 5 kilometrem weszła fajna muzyka i ziuuuuuuuu, a po tętnie widzisz, żem był ciągle totalnie zezłomowany Coś się nie mogę pozbierać po tym niedzielnym marszu (robiłem pierwszy raz w życiu chodem półmaraton w nordicu...) , ale ku dobremu!
@pluszowy_zergling Gratulacje! Mam nadzieję, że na dniach dojdziesz do siebie.
Jedyny marsz przed biegiem to ten w oczekiwaniu na fix gps xD. Jak tylko zegarek się zazieleni, lecę. Pierwsze 2-3km dziś były aż za dobre, nie zwiastując tej zarazy później. Wydaje mi się, że gdybym posmyrał pikawę spacerkiem, po prostu bym szybciej dobił sufitu. A lokalna tuptana turystyka bez wizji biegu powinna delikatniej mnie potraktować.
Muzyki podczas biegania zazdroszczę. Pomijając to, że zawsze aż za bardzo dostosowuję rytm kroków i oddechu do rytmu utworu, co jeszcze dałoby się z tego lba odkleić, ja nie potrafię się zmusić do żadnych słuchawek, gdy jestem spocony. Były próby z naprawdę różnymi modelami i nic. Skazany na słuchanie swojego sapania.
To jest film z przed roku i coś w tym jest, wgl nie zauważyłeś, że jak trzymasz jedno tempo tak z 6-7 km, to wykres tętna pokazuje, że już po 3-cim/4-tym (pewno zależy od wytrenowania) serduszko przyzwyczaja się do tempa i nawet spada ?
W każdym razie tutaj kilka sugestii jak sobie uspokoić pikawę, nie zawsze trzeba pruć na maksa:
Wpis opóźniony prawie tak, jak i jego autor. Bieg z zeszłego wtorku, bo potem był długi weekend ze znajomymi, a od niedzieli jest przeziębienie i przykucie do mieszkania. Kac moralny strasznie, że tyle dobrego jedzenia weszło, a nic nie wybiegane.
@pluszowy_zergling Się okazało, że jednak covid xD. Wczoraj taka gorączka wjechała, że zacząłem gadać od rzeczy i dziś już bez marudzenia grzecznie poszedłem do lekarza.
Zeszły tydzień - baza, bieg w tempie docelowym, bieg progresywny, long. No i dzisiejsza baza na deser. Czuć w nogach coraz więcej kilometrów, ostatnio bardzo doceniam rozrywki trzydziestolatków. Śpię ile się da i gdzie się da xD
Sierpniowa reszta poprzedniego tygodnia. Baza i bieg progresywny. Przy tej pogodzie miałem bardziej mokre plecy przy liczeniu aktualnego wyniku bez skryptu, niż podczas tej bazy. Czuje dobrze człowiek.
@CapraCrepa Człowiek rozpieszczony z przez skrypty zapomina, że jak wchodzi na stronę tagu i zaczyna tam pisać, wcale nie znaczy, że opublikuje ja tagu xD
Poniedziałkowa krótka baza, wtorkowe podbiegi, czwartkowe sprinciki i sobotni long.
Jednocześnie od wtorku do czwartku dojeżdżam do pracy rowerem, a ostatnio dość solidne wmordewindy występują i przyznaję, że czuję się trochę przemęczony. Jakbym nie mógł do końca wypocząć. Ale na szczęście to nie ten poziom, żeby pojawiały się jakieś kontuzje albo chociażby bóle.
Biegi z tygodnia. Baza, progresywny, podbiegi i dzisiejszy long run.
Połapałem się ostatnio, że miałem w zegarku ustawiony jedynie pomiar GPS dla biegania. Dorzuciłem sobie GALILEO, zobaczymy jak tam z dokładnością będzie. Bo Smashrun nie raczy zaczytać podglądu, ale czwartkowe podbiegi na bieżni są dość kanciaste.
Swoją drogą tego samego dnia miałem małą kibickę, która prawie godzinę podczas deszczu stała na balkonie i mi machała, gdy przebiegałem obok. Bardzo miło.
A dziś się wpakowałem ludziom na organizowany bieg. Leciałem swoją trasą, klasyka. Mija mnie jeden biegacz z numerem. Potem kolejny. Potem cała grupa xD. Nikt nie odmachał, ale w sumie się nie dziwię. Okazało się, że na partyzanta wbiłem na Dog Run. I widocznie nie trzeba mieć psa pod ręką, żeby startować. @splash545, byłeś może? Bieganie niedaleko Wisły z psiakiem masz obcykane, a Toruń aż tak daleko nie jest od Ciebie.
O, a jak robiłeś te podbiegi ? Patrząc na te grafy to chyba 4 rundy i 4ta strefa, męczące dla Ciebie ? Podbiegi moim zdaniem to mocny trening jak diabli, ale co ja tam wiem, dla mnie 6x500 czy 15x200 to też katorga
@pluszowy_zergling Nie będę świrował, robiłem tak, jak Pan Zegarek każe :D. Te grafy ze Smashruna nic Ci nie powiedzą niestety raczej, chyba, że się do Stravy/Garmina dokopałeś. Ale już dorzucam te faktyczne.
6 x 60s w tempie ~4:30min/km i potem 6 x 30s w ~3:40min/km.
No kopią po nogach, pikawie i głowie, ale nie ma lepszego powrotu do domu z treningu, niż po takim. Zawsze staram się kapkę szybciej biec, żeby się sponiewierać do reszty. A teraz wyjątkowo na początku lało jak z cebra (pierwszy postój), a później znów prażyło (pozostałe, na wodopój), więc dodatkowe wrażenia jeszcze. Strefy też mam dość zabawne niestety.
O, u mnie ostatnie porządne podbiegi to 16 czerwca był i ło Panie, tak się nie zniszczę sam jak w grupie, te ostatnie 14 i 15 powtórzenia to szły jak krew z nosa.
Wypady z mijającego tygodnia. Baza, podbiegi, ponowna baza i dzisiejszy progresywny. Ale parówa, co?
Udało się pierwszy raz ogarnąć bieg z maksymalnym tętnem poniżej 160 uderzeń i wciąż w tempie wyższym niż 6 min/km. Cieszy bardzo. Garmin krzyczy, że bezproduktywnie się zachowuję, ale co on się tam zna. Lampa, jak skurczybyk, mówię.
Szukałem dość długo bieżni nieopodal, coby na partyzanta sobie wbijać i coś nie mogłem znaleźć. Ostatnio się okazało, że mam takową kilkaset metrów od mieszkania. Zauważyłem charakterystyczne jajeczko na heatmapie Stravy. No i jest skubana dobrze zakamuflowana trzymetrowym żywopłotem i blokami. Od tej pory podbiegi to jakaś inna jakość, bez szukania skrótów albo wydłużania biegów, żeby ominąć światła. Lampa, jak skurczybyk, wiesz.
No i widać wakacyjną czilerę u dzieciaków. Raz mijany chłopak wypalił do mnie z uśmiechem "dzień dobry, obywatelu, bardzo ładna koszulka", co mnie rozbawiło i serio poprawiło humor xD. No i dwa dni później znów znów mnie dzieci zaczęły komplementować, pod sklepem dziewczynka otwierając loda powiedziała, że mam fajne buty. Fajne, ściurane Asicsy, polecam xD.