Spokojny bieg z zeszłej środy, żeby sprawdzić jak się biega ze świeżą blizną. Podczas biegu zgubiłem część szwów. Dzień później wyleciała reszta. W sobotę więc mogłem sobie już pozwolić na więcej zabawy. Miał być wyjazd do Sobótki w przyszły weekend, a nie będzie, bo się wczoraj auto posypało, a inaczej nie dojadę. Trudno.
Może i nie było mi dane nawet spojrzeć, jak odjeżdża autobus, do którego miałem się dziś przesiąść, żeby dojechać do pracy, a w którym zwykle siedzę jakieś 4 minuty, oczekując na odjazd, ale za to specjalnie na tę okazję kupiłem sobie bilet miesięczny. Którego to kontrolerka nie była w stanie sprawdzić, bo podczas zdecydowanej większości kontroli nikt nie ma czytnika kart płatniczych, na których opiera się oficjalna dystrybucja z ominięciem firm trzecich. No i mogłem sobie godzinę wcześniej wstać dzięki temu. Dzień dobry. Dobrze się dziś bawią w MZK.
Biegańsko z wczoraj. Niby easy run, a leciałem sobie po prostu komfortowo, bez spowalniania.
Ostatnio, podczas spaceru, widziałem przede mną ziomeczka w new balance'ach, któremu stopy tak uciekały do środka, że aż trochę komicznie to wyglądało. I przypomniało mi się, że kiedyś @CapraCrepa w czasie wspólnego biegania powiedział, że też mi jedna noga tak ucieka. Miałem to w głowie ciągle i czasem wspominałem, ale nic z tym nie robiłem. Tym razem podczas przygotowywania się do biegu założyłem sobie jednego reeboka, który z siostrą był ostatnio głównym obuwiem do biegania i jednego starego asicsa. No i damn, ale to była różnica. Ja przez cały czas biegałem z takim nachyleniem stóp do środka. Buty szybciutko poszły na emeryturę, a ja wróciłem do niebieskich asicsów, póki nie upoluję czegoś nowego.
No i po jednym biegu jak renkom odjoł xD. Dużo lepiej się stopa układała, nie boli już aż tak.
A dziś miałem usuwanego pjeprza z klaty. Romantycznie myślałem, że jeszcze się w tym tygodniu przebiegnę, ale nie ma opcji xD
@HerrJacuch wciąż polecam udać się specjalnie w tym celu, nie wyobrażam sobie biegać w butach bez korekcji, wszystko by mnie napierdzielało bardzo szybko. A wiem, bo tak było xD
@HerrJacuch nibyżona niby się ucieszy :P? Co to jest nibyżona swoją drogą, bo domyślam się i czuję, że również mogę skorzystać z tego trafnego określenia!
Zmieniłem sobie ostatnio dni, w których życzę sobie dostawać wezwania do tuptańska od pana Garmina, a temu się popieprzyło i wywalił mi dwa zaplanowane wcześniej treningi, mimo, że w nowym planie dokładnie te same dni są nadal dostępne. No i do niedzieli miałem mieć tylko dzisiejszą pseudosprinterską czkawkę, ale było tak pięknie, że musiałem jeszcze pętlę strzelić. Ponadto podpatrzyłem na modowym barometrze dla spoceńców (tak, chodzi o ten tag), że można jemu już letnią zbroję przyodziać. I tak się stało. Zaczynamy w takim razie sezon letni. W lutym.
Spokojny bieg z wtorku, interwały z czwartku i wczorajszy long run. Dziś czuję kostki, ale miło w końcu poczuć, że wraca stan, gdzie się wychodzi i biegnie bez strachu, że coś będzie bolało. Poza tym piękna pogoda, humor gituwa.
Coś na kształt interwałów z czwartku i dzisiejszy dłuższy easy run. Pomijam sobie ostatnio część biegów, żeby lewa kostka zdążyła się solidnie zregenerować, ale dziś, mimo, że przez ponad godzinę było ok, jednak znów wróciła do starych przebojów i trochę kulałem.
Bogowie Stravy i Garmina też dziś żądni potu i kilometrów. Kończąc trening na zegarku widziałem 15,01 km (niestandardowa tarcza, ale z oficjalnego repozytorium). Tuż potem w raporcie zobaczyłem 14,98, a na Stravie standardowo jeszcze mniej. Zawsze zostawiałem w ofierze dla nich ~0,01 km, ale widocznie to za mało.
Drogi biegowy pamiętniczku, jeśli następnym razem autor truchtacz po zobaczeniu pic rel podczas wkraczania w niebezpiecznie bliski rzeki trakcik i pomyśli "uuu, ale popadało", a nie "nie przebiegniesz tędy, debilu chędożony, kretynie", to znów będzie mokro.
Tak, wydawało mi się, że cała trasa biegnie małym nibywałkiem nad Wisłą.
Tak, pomyliłem się dość solidnie i na mojej drodze spotkałem plus i kwadrat, to jedyne co widzę, łabędzie na łące i dość wartką strugę, która kompletnie mnie odcięła od wymarzonej destynacji (dalsze pic rele).
Teraz tak. Zwyczajowo można tam poczekać na kajakarzy, którzy kończą tam trasę po Drwęcy. I trzeba do tej wiatki kawałek z kajakiem przejść jeszcze. Natura zoptymalizowała ten proces.
Jako, że jestem typem, który zapisuje wykonawców, a nie playlisty na Spotify, niemożliwym jest zapamiętanie wszystkiego. Dlatego też co jakiś czas urządzam safari po swoim wcześniej zaanektowanym muzycznym poletku, które nie zawsze jest przeze mnie dobrze poznane. No i dziś trafiłem na taką perełkę. A potem na jeszcze większą na YT.
Wczorajszy easy run i dzisiejsze interwały. Nie czekam do końca tygodnia, coby zamknąć styczeń. Coraz dłużej jasno, jest dobrze. Trzymajcie się cieplutko.
No i znów zacząłem Grega. Podczas benchmarku nogi dawały radę, ale płuca i serce nie do końca. Później jeszcze dwa easy runy po lodzie z bolącą kostką, bo przecież znów coś jest nie tak. Muszę ogarnąć buty z lepszym podparciem wewnętrznej strony stopy, bo coś czuję, że to może być to. Powoli sobie truchtam i liczę, że samo przejdzie.
Czyli wychodzi na to, że potraktowanie zejścia po schodach jako rozgrzewki przed jednym z pierwszych z biegów po sporej przerwie i to w temperaturze -1o°C, może nie być wystarczające i przez kolejny tydzień trochę boli ta kostka jednak xD.
Tak więc dziś, omijając hipotetyczne łosie (otrzymałem ostrzeżenie na trasie), podczas badania nowych tras w lasku, który przez ostatnie (wręcz już) lata omijałem ledwie o kilkadziesiąt metrów, ale ani razu nie odwiedziłem, gdy tylko poczułem coś w stawie skokowym, grzecznie wróciłem do domu. I noga cała. A lasek super, spędzę tam całe lato na tuptaniu.
@psalek Uwalała się zawsze na prowizorycznej puzzlowej pokrywie i dumnie obserwowała co się dzieje. Nie zaczęła się bawić ani jednym z 1000 części obrazka.
Easy run w ewidentnie nieodpowiadającym panującym warunkom stroju (zwłaszcza w drugiej połowie trasy, gdzie okazało się, że większość odczuwalnego zimna wcześniej wiało mi w plecy). Ale było bardzo ładnie, uwielbiam takie widoczki. Trzeba się znów wziąć za regularne bieganie, a nie takie przerywane wyskoki.
@Zielczan Akurat jestem w trakcie kolejnego przechodzenia Skyrima i dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna teraz, ale doceniam. To też mój ulubiony obszar w W3.
Po prawie miesiącu niemalże nieprzerwanej pracy nad remontem mieszkania, przeprowadzką i urządzaniem w końcu udało się wyskoczyć potruchtać. I w sumie to dobrze nie było xD.
Niby tłumaczyłem sobie, że cały kult biegania to wcale nie dla zdrowia i dobrego samopoczucia, ale dla noszenia paneli na drugie piętro. Ale jednak noszenie ciężarów przez te cztery tygodnie w niczym nie pomogło xD.
Tak samo jak dieta złożona z kanapek, pizzy i słodyczy. Plus święta. Brzuszek urósł. Na szczęście dieta hipoteczna i regularne bieganie przywrócą balans.
7km, a umęczyłem się naprawdę solidnie. Ale satysfakcja wielka.
Dla wszystkich truchtowiczów wszytskiego najlepszego, zdrowia, szczęścia z biegania, wielu sukcesów i unikania kontuzji <3.
Brakujące piorunki jutro prześlę, bo dziś już nie w sosie na trafianie kursorem xD