Co jakiś czas wybija mi się na YT Rosjanka, która bardzo dobrze gra. Kiedyś jedynie na gitarze, ale teraz ewidentnie uderza w kierunku ogółu. Szanuję jej twórczość. I uderzając w końcu w tematy geopolityczne i ogólnie światopoglądowe, skoro trafiło się tu słowo na "rus*", jest to jedna z tych osób, które, mam nadzieję, wyłamują się z russkiego stereotypu i której twórczością warto się podzielić. Mam nadzieję.
Bieganie z ostatniego tygodnia. Trzy Torunie i piękne Łazienki Królewskie. Dawno tak miło mi się nie biegło, jak właśnie w sobotę w stolicy. Wczoraj pacemakerka jechała na rowerze, więc tempo też się łatwiej trzymało. No i dobiegłem wtedy do siebie prawie równo ze współbiegaczką z klatki obok, podszedłem zapoznać się, pogadaliśmy chwilę o spoconych przemyśleniach. Fajnie jest.
Świąteczne bieganie. W sobotę najpierw trasa z kumplem. W sumie bezpośrednio potem kolejna trasa z kuzynką, której Garmin proponował bieg progresywny. No i poniedziałkowy easy run, również z nią. Bardzo miłe biegi, bez ciśnienia, z fajnymi rozmowami. Równowaga majonezowa została zachowana.
Reset planu Pana Garmina. Był benchmark w zeszłą środę, ale potem przyszły mi gogle VR i jak zwykle nic nie wygrywa z bieganiem, tak tym razem wygrały przysiady w City 17 xD. Wczoraj i dziś easy runy. Oba planowo na około ~5:50min/km, ale tak się jakoś złożyło, że wczoraj zrobiłem rekord na 5km, a dziś nie, ale też było troszkę szybciej niż planowaliśmy z zegarkiem.
Spokojny bieg z zeszłej środy, żeby sprawdzić jak się biega ze świeżą blizną. Podczas biegu zgubiłem część szwów. Dzień później wyleciała reszta. W sobotę więc mogłem sobie już pozwolić na więcej zabawy. Miał być wyjazd do Sobótki w przyszły weekend, a nie będzie, bo się wczoraj auto posypało, a inaczej nie dojadę. Trudno.
Może i nie było mi dane nawet spojrzeć, jak odjeżdża autobus, do którego miałem się dziś przesiąść, żeby dojechać do pracy, a w którym zwykle siedzę jakieś 4 minuty, oczekując na odjazd, ale za to specjalnie na tę okazję kupiłem sobie bilet miesięczny. Którego to kontrolerka nie była w stanie sprawdzić, bo podczas zdecydowanej większości kontroli nikt nie ma czytnika kart płatniczych, na których opiera się oficjalna dystrybucja z ominięciem firm trzecich. No i mogłem sobie godzinę wcześniej wstać dzięki temu. Dzień dobry. Dobrze się dziś bawią w MZK.
Biegańsko z wczoraj. Niby easy run, a leciałem sobie po prostu komfortowo, bez spowalniania.
Ostatnio, podczas spaceru, widziałem przede mną ziomeczka w new balance'ach, któremu stopy tak uciekały do środka, że aż trochę komicznie to wyglądało. I przypomniało mi się, że kiedyś @CapraCrepa w czasie wspólnego biegania powiedział, że też mi jedna noga tak ucieka. Miałem to w głowie ciągle i czasem wspominałem, ale nic z tym nie robiłem. Tym razem podczas przygotowywania się do biegu założyłem sobie jednego reeboka, który z siostrą był ostatnio głównym obuwiem do biegania i jednego starego asicsa. No i damn, ale to była różnica. Ja przez cały czas biegałem z takim nachyleniem stóp do środka. Buty szybciutko poszły na emeryturę, a ja wróciłem do niebieskich asicsów, póki nie upoluję czegoś nowego.
No i po jednym biegu jak renkom odjoł xD. Dużo lepiej się stopa układała, nie boli już aż tak.
A dziś miałem usuwanego pjeprza z klaty. Romantycznie myślałem, że jeszcze się w tym tygodniu przebiegnę, ale nie ma opcji xD
@HerrJacuch wciąż polecam udać się specjalnie w tym celu, nie wyobrażam sobie biegać w butach bez korekcji, wszystko by mnie napierdzielało bardzo szybko. A wiem, bo tak było xD
@HerrJacuch nibyżona niby się ucieszy :P? Co to jest nibyżona swoją drogą, bo domyślam się i czuję, że również mogę skorzystać z tego trafnego określenia!
Zmieniłem sobie ostatnio dni, w których życzę sobie dostawać wezwania do tuptańska od pana Garmina, a temu się popieprzyło i wywalił mi dwa zaplanowane wcześniej treningi, mimo, że w nowym planie dokładnie te same dni są nadal dostępne. No i do niedzieli miałem mieć tylko dzisiejszą pseudosprinterską czkawkę, ale było tak pięknie, że musiałem jeszcze pętlę strzelić. Ponadto podpatrzyłem na modowym barometrze dla spoceńców (tak, chodzi o ten tag), że można jemu już letnią zbroję przyodziać. I tak się stało. Zaczynamy w takim razie sezon letni. W lutym.
Spokojny bieg z wtorku, interwały z czwartku i wczorajszy long run. Dziś czuję kostki, ale miło w końcu poczuć, że wraca stan, gdzie się wychodzi i biegnie bez strachu, że coś będzie bolało. Poza tym piękna pogoda, humor gituwa.
Coś na kształt interwałów z czwartku i dzisiejszy dłuższy easy run. Pomijam sobie ostatnio część biegów, żeby lewa kostka zdążyła się solidnie zregenerować, ale dziś, mimo, że przez ponad godzinę było ok, jednak znów wróciła do starych przebojów i trochę kulałem.
Bogowie Stravy i Garmina też dziś żądni potu i kilometrów. Kończąc trening na zegarku widziałem 15,01 km (niestandardowa tarcza, ale z oficjalnego repozytorium). Tuż potem w raporcie zobaczyłem 14,98, a na Stravie standardowo jeszcze mniej. Zawsze zostawiałem w ofierze dla nich ~0,01 km, ale widocznie to za mało.
Drogi biegowy pamiętniczku, jeśli następnym razem autor truchtacz po zobaczeniu pic rel podczas wkraczania w niebezpiecznie bliski rzeki trakcik i pomyśli "uuu, ale popadało", a nie "nie przebiegniesz tędy, debilu chędożony, kretynie", to znów będzie mokro.
Tak, wydawało mi się, że cała trasa biegnie małym nibywałkiem nad Wisłą.
Tak, pomyliłem się dość solidnie i na mojej drodze spotkałem plus i kwadrat, to jedyne co widzę, łabędzie na łące i dość wartką strugę, która kompletnie mnie odcięła od wymarzonej destynacji (dalsze pic rele).
Teraz tak. Zwyczajowo można tam poczekać na kajakarzy, którzy kończą tam trasę po Drwęcy. I trzeba do tej wiatki kawałek z kajakiem przejść jeszcze. Natura zoptymalizowała ten proces.
Jako, że jestem typem, który zapisuje wykonawców, a nie playlisty na Spotify, niemożliwym jest zapamiętanie wszystkiego. Dlatego też co jakiś czas urządzam safari po swoim wcześniej zaanektowanym muzycznym poletku, które nie zawsze jest przeze mnie dobrze poznane. No i dziś trafiłem na taką perełkę. A potem na jeszcze większą na YT.
Wczorajszy easy run i dzisiejsze interwały. Nie czekam do końca tygodnia, coby zamknąć styczeń. Coraz dłużej jasno, jest dobrze. Trzymajcie się cieplutko.