Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 816wpisów
  • 3962komentarzy

Jeśli prawdziwy mężczyzna, a takimi bez wątpienia są kierowcy tirów, płacze, to powodem może być wyłącznie kobieta:


***


Aspirandka


Najpierw spotkałem ją pod Połańcem;

raz drugi w Rewalu, nad samym morzem.

Jestem kierowcą. Towary rozwożę.

A ta opowieść jest o aspirantce.


Nie było tam mowy o żadnej randce,

choć przeznaczenie - albo pech może? -

ją postawiło na mojej drodze

raz trzeci, kiedy do Ełku wiozłem kaszankę.


Blond kosmyk spod czapki uroczo jej zwisał

kiedy zapisywała w swym notatniku

me odpowiedzi do swoich pytań.


I pozbawiła mnie prawka i kwitów:

na bezrobociu łzy będę łykał

za przekroczenie prędkości limitu.


***


Powyższy wytwór romatyczno-geograficzno-drogowy to moja kolejna di risposta w XXIII edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem . Sonet di proposta, zaproponowany w tej edycji przez kolegę @moderacja_sie_nie_myje znajduje się tutaj.


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

397 + 1 = 398


Tytuł: Czterej pancerni i pies

Autor: Janusz Przymanowski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter


Nazywom się Jeleń. Gustaw Jeleń.


Ostatnio, w ramach przypominania sobie najgłupszych rzeczy które mnie bawiły (i dalej w zasadzie bawią), włączyłem sobie ten oto wspaniały klip . Siedemnaście sekund tej czołówki wystarczyło żeby moje życie odmieniło się całkowicie. W siedemnastej bowiem sekundzie na ekranie pojawił się napis, którego te dwadzieścia kilka lat temu, kiedy po raz kolejny oglądałem serial z wujkami, nie zauważyłem albo nie zwróciłem na niego uwagi. Napis ten głosił: scenariusz według powieści Janusza Przymanowskiego. W tym właśnie momencie okazało się, że wśród nieskończonej liczby możliwości jakie oferuje ten świat, takiej możliwości, żebym tej książki nie przeczytał, to akurat nie ma.


Jan Kos, Gustaw Jeleń, Grigorij Saakaszwili, pies Szarik i… No właśnie. Wasyl Semen, bo tak w powieści nazywał się dowódca czołgu o numerze taktycznym 102 wchodzącego w skład 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Z serialu pamiętam, że był to jednak Olgierd Jarosz. To taki pierwszy i chyba jedyny większy rozdźwięk pomiędzy tym, co kiedyś oglądałem (a przynajmniej tym, co z tego oglądania dziś pamiętam), a tym co właśnie skończyłem czytać. O ile nie lubię czytać książek, których ekranizacje widziałem, bo irytuje mnie to, że mam w głowie to, co wcześniej oglądałem – przecież ja umiem sobie lepiej wszystko wyobrazić od reżysera, prawda? – tak w tym przypadku było to jednak zaletą. No ale, gdyby nie serial, to pewnie po tę książkę nigdy bym nie sięgnął. Nawet, gdybym jakimś dziwnym przypadkiem na nią trafił.


Co do samej opowieści. Pan Przymanowski prowadzi czytelnika śladem 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte przez ostatnie mniej więcej półtorej roku II wojny światowej. Czytelnik poznaje drogę Janka Kosa (i jego psa, Szarika) z dalekiej Syberii, z Przymorskiego Kraju na zachód, gdzie formowana była 1 Brygada Pancerna, do której (choć z kłopotami, ale szybko rozwiązanymi) został wcielony. Razem z Jankiem poznajemy Gustawa Jelenia i Lidkę. Pierwszy z nich zostanie nie tylko członkiem tej samej załogi, ale i przyjacielem kosa, a dziewczyna w ten czy inny sposób będzie przewijać się przez całą powieść. Z całą 1 Brygadą Pancerną przemierzamy później szlak bojowy od bitwy pod Studziankami aż do Berlina, a nawet jeszcze kawałek dalej. Ten okres opowiedziany jest przez pryzmat historii załogi czołgu, której członkowie miewają lepsze i gorsze momenty. Choć, to trzeba przyznać, te gorsze przydarzają im się głównie z powodu własnych słabości (głównie kobiet), a jednak nie tylko potrafią się z opresji wykaraskać, ale i jeszcze przy okazji przyczynić się „ku chwale Ojczyzny”. Taki schemat w książce powtarza się kilkukrotnie i normalnie by mnie to drażniło, no ale to przecież Czterej pancerni…


Oprócz tego, że dowódca czołgu w powieści nazywał się inaczej niż w serialu, w czasie lektury zdziwiły mnie jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze język, jakim ta książka jest napisana. Daleko mu, w moim odczuciu, do wybitnego języka literackiego, ale jest bardzo przyjemny w odbiorze. Zważywszy na to, że jest to jednak powieść przygodowa, a i wziąwszy pod uwagę to, czego się o niej naczytałem, w tym zakresie byłem zaskoczony bardzo mocno na plus. Druga sprawa to to, jak pamiętam serial. Po tych dwudziestu kilku latach miałem w głowie obraz taki, że jest to wesoła opowieść o przygodach na wojnie. I tutaj nastąpiło kolejne zaskoczenie, bo choć są w książce momenty zabawne (ojciec Tomka Czereśniaka to fantastyczna postać, jeśli idzie o komizm postaci, a i król kazachstańskich szos, kapral Franciszek Wichura, któremu w czołgu duszno, wiele mu nie ustępuje), to ta wojna w powieść nie jest przedstawiona tak wesoło i różowo, jak zapamiętałem to z tego, czarno-białego jednak, serialu. Jasne, nie jest to też dogłębna analiza okrucieństwa, no ale to przecież powieść przygodowa, a nie manifest pacyfistyczny.


Rzecz jeszcze o tym, czego naczytałem się zanim rozpocząłem lekturę. Chodzi mianowicie o radziecką propagandę. Fakt, można jej trochę w książce znaleźć, można ją tropić i można się nawet nią denerwować. Ale nie miałem przecież zamiaru uczyć się z Czterech pancernych historii, więc biorąc się za lekturę byłem przygotowany na to czego się mogę po niej spodziewać. I, traktując tło historyczne z dystansem, w oderwaniu od kategorii prawda-kłamstwo, bawiłem się świetnie przeżywając (ponownie) przygody razem z załogą czołgu „Rudy”.


Podsumowując. Do książki zabrałem się z powodu ogromnego sentymentu, nie tyle do samego serialu, co do własnych wspomnień z młodości i, mimo świadomości, że arcydziełem to ona raczej nie jest (choć, z zastrzeżeniami poczynionymi wyżej, to nadal kawał solidnej lektury), mimo mojej niechęci jednak do powieści przygodowych, daję jej taką, a nie inną, lekko zawyżoną ocenę. No bo to przecież Czterej pancerni…


***


No i, jak to mi się zdarza, zapomniałem wspomnieć o tym, że ogromnie podoba mi się okładka wydania, które czytałem (Wydawnictwo MON, 1980), autorstwa pana Witolda Chmielewskiego. Zachwyca mnie ona swoją prostotą i estetyką.

38b9a076-2a82-4a52-af86-9bfa82606d3a

Zaloguj się aby komentować

Bez zbędnych wstępów i komentarzy przedstawiam oto kolejny mój sonet di risposta napisany w konkursie #nasonety w kawiarence #zafirewallem (edycja XXIII) jako odpowiedź na sonet di proposta zaproponowany przez kolegę @moderacja_sie_nie_myje :


***


Rozgrzany sabat


Tam czarna magia, ale i tańce

gdy wiedźmy zlatują się na gołoborze.

A każda przybywa na czym tam może:

sprzęt AGD się zmienia w fruwańce.


A nieco z tyłu czuć pomarańcze,

aromat w lot się niesie, jak orzeł.

To wiedźmy tam tłoczą się przy roztworze!

I czasem któraś przesadzi z tym grzańcem...


Gdy porobiona jest czarownica

to nie ma wtedy pewnego chwytu

i kiedy leci, to z miotły zwisa,

jak w czasie jej ostatniego pobytu

przy lądowaniu nam ciocia Krysia

żyrandol zerwała miotłą z sufitu.


***


#poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark Po Twoich sonetach zaczynam się zastanawiać, czy poprzestanie na jednym nie zostanie potraktowane jako faux pas! Z drugiej strony, ciężko konkurować z takimi sonetami...

Zaloguj się aby komentować

W brzuchu mi trochę burczy, a jak wiadomo, artysta głodny jest o wiele bardziej płodny, więc proszę bardzo:


***


Ból d⁎⁎y spowodowany treścią reklam telewizyjnych


Wieczorem obejrzę z gwiazdami taniec.

Najpierw "ON" wcisnę w telewizorze,

z browarem się później na łóżku położę;

tak spędzę wieczór ja: alfa samiec.


Dopiero za chwilę puszczą nagranie,

więc po kanałach poskaczę może?

Pilot nie działa! O dobry Boże!

Reklamy migają mi na ekranie!


Mówią: na nerwy najlepsza nasza melisa!

I można skorzystać z taniego kredytu!

Do auta też znajdzie się jakaś polisa!

Ponownie konar zapłonie ci, byku!


Ależ mnie te reklamy wkurwiły dzisiaj!

O! Maść mogę też kupić! Na ból odbytu.


***


To wytwór trochę stoicki, więc z lekką dedykacją w kiernunku naszego kolegi @splash545 . Bo można irytować się ogromem i treścią reklam, ale można też kupić sobie maść, posmarować się i - po stoicku - mieć je w (już nie bolącej) d⁎⁎ie. Bo i tak nic na nie nie możemy chyba poradzić.


Niemniej wytwór powyższy to kolejny mojego autorstwa sonet di risposta napisany jako odpowiedź na sonet di proposta w XXIII edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem.


#poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark bardzo ładny i dziękuję za dedykacje Ja za to korzystam z trzeciej opcji czyli nie oglądam telewizji tylko jak już to Netflixy i inne takie gdzie reklam nie ma

Zaloguj się aby komentować

Jak bogato nam się zaczęło, mój borze!

Kolejne więc swoje trzy grosze dołożę:


***


Nieproszeni goście


Kobierzec leśny, a na nim tańce:

właśnie bal dzikich odbywa się stworzeń.

W miejscu zacisznym, w głębokim borze,

tak jak w komnacie, na małej polance.


Futra i pióra - stroje galantne

i przepych, jak na królewskim dworze

choć zamiast lampionów świecą tam zorze,

a świerszcz im przygrywa, jak na bałałjce.


Lisica się słodko zaleca do lisa,

wiewiórki: tête-à-tête i pitu-pitu,

w kuny się łaski wkrada łasica...


Lecz nim emocje sięgnęły zenitu

strach nagły okrył zwierzęce lica,

bo rozległ się dźwięk wilczego skowytu.


***


Ten wytwór powyższy to kolejny mojego autorstwa sonet (nawet formalnie poprawny, co mnie trochę dziwi) di risposta napisany jako odpowiedź na sonet di proposta w XXIII edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Napisałem wytwór di risposta na potrzeby XXIII edycji konkursu #nasonety , która zaczęła się wczoraj w naszej wspaniałej kawiarence #zafirewallem ( tutaj di proposta od kolegi @moderacja_sie_nie_myje ) Dla własnego bezpieczeństwa jednak, ponieważ zdradzam w nim sekrety Rodziny, postanowiłem opublikować go pod pseudonimem:


***


Michałek Corleone

Synek chrzestny


I przekaż, Tomaszu, tej mojej niańce,

że jeśli ja smoczek swój gdzieś odłożę

to ona go nawet dotykać nie może

bo kiedyś inaczej z nią sobie zatańczę.


A przy okazji o przytulance

tak ze dwa słowa jeszcze dołożę,

bo kiedy się błotem pobrudzi na dworze

to nie należy czyścić jej w pralce.


Ten pluszak i smoczek w zasadzie mi zwisa,

ale nie mogę narażać sznytu...

Co powie na to przedszkole, ulica?


Wiem! Zrobię sposobem filmowych bandytów!

Na łóżku jej głowę mojemu misiu

odciętą położę! No, k⁎⁎wa! Bez kitu!


***


#poezja #tworczoscwlasna

Po tytule myslalem ze dalej bedzie bandytyzm jak w ostatniej edycji, a tu taki feelgood jakby kewin sam w domu sie spotkal z chlopcami z ferajny. Bardzo fajny !

Zaloguj się aby komentować

Chodzą po hejto plotki w oddali

że nam kolega Splash dzisiaj nawalił.

Ale nic złego się przecież nie stanie

ode mnie macie dzisiaj zadanie:


rymy: oddali – nawalił – stanie – zadanie

temat: pająki


Dobrej zabawy!

A tutaj organizacyjne sprawy:


- Układamy cztery wersy, lub wielokrotność jeśli ktoś ma ochotę.

- Każdy wers musi kończyć słowem zadanym przez OPa dokładnie w tej kolejności, która jest we wpisie.

- Rymowanka powinna, przynajmniej luźno, nawiązywać do tematu zadanego przez OPa.

- Zwycięża osoba, która kolejnego dnia do godziny 20 zdobędzie najwięcej piorunów. W nagrodę wymyśla nowe zadanie czyli temat oraz rymy i publikuje do godz 21 nowy wpis.


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark


Myślimy się przeca nigdy nie poddali

I nawet gdyby jeden z nas nawalił

Ta sieć lepka i zwiewna jesienią powstanie

Tworzyć babie lato - to pająków zadanie!

Pajonk Splasz się nad Wisłę oddalił

Gdzie pił zerówki i nawet się nie nawalił

Lecz przez klątwę już mu nigdy nie stanie

Taka okrutna to kara za olane zadanie

6f4dd744-0ba4-48e7-951a-8feb3ecf91f3

Przeprosiny Pająka słychać z oddali

wznosi błagalne modły, wie że nawalił

wtem głos z góry "Wybaczam, niechaj się stanie"

lecz drogi Pajaku, mam i zadanie


"Niech nigdy więcej się nie oddali

niech już nikt nie powie, że nawalił

jak mówię, tak też się stanie

oto Pająku twe ostateczne zadanie"

Zaloguj się aby komentować

Oglądałem wczoraj taki film, Piep*zyć Mickiewicza i, mimo jego dość niewielkiej wartości artystycznej, mimo niezbyt jednak jego wyszukania, mimo kiepskich ocen, to mnie się ogromnie podobał. Tak mi się przypomniało, po tym filmie, że pan Adam Mickiewicz napisał sonet Burza . Mnie pierwsze dwa wersy sonetu di proposta w XXII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem w jednej z prób też ułożyły się w taki burzowy wytwór. No i pomyślałem sobie, że co z tego, że Mickiewicz już kiedyś Burzę napisał? Czy to ma znaczyć, że ja nie mogę?! Pieprzyć w końcu Mickiewicza!


***


Burza


Na horyzoncie chmura ciemnieje

i słuchać grzmoty, jak kroki olbrzyma.

Trawa się wiatrem smagana ugina

i widać, że tam gdzieś w oddali już leje.


Bydło uciekło. Ze zgrozy szaleje,

a mimo strachu razem się trzyma,

jak gdyby jedna wielka rodzina,

siebie wspierała, bo coś się dzieje.


A człek wszelaki w dom pochowany,

burzę próbuje przetrwać samemu.

Znikąd pomocy! Czy radę damy?


Bo u nas wszystko jest po staremu,

człowiek samotny, wyobcowany,

więc niebo płacze. Dziwisz się temu?


***


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Bardzo lubię teksty, w których historia i towarzyszące jej nastroje przedstawione są przez pryzmat rzeczy codziennych, błahych. W takim nastroju napisał mi się ten tekst poniżej. Jeśli zainspirowałem się w jakikolwiek sposób utworem Famous blue raincoat pana Leonarda Cohena, to było to całkowicie podświadome. O piosence przypomniałem sobie dopiero, kiedy tekst był skończony.


***


Przemijanie (To, co zostanie)


Wart może ze trzydzieści kopiejek:

łata na łacie - ledwie się trzyma;

kolejna jesień, kolejna zima,

lecz już nie ja się w niego odzieję.


Ciepłem serdecznym ciało ogrzeje

ten płaszcz, przekazywany z ojca na syna,

i moje ciepło też w sobie zatrzyma

gdy ciało po duchu już owdowieje.


Nad trumną przystanie syn zadumany,

łzę może uroni przy ojca wspomnieniu?

Później odejdzie pod wiatr, zakutany,

a ja zostanę w chłodnym podziemiu

i tylko płaszcz mój, stary i połatany,

w kolejnym grzać będzie już pokoleniu.


***


Ten powyższy tekst to tekst di risposta napisany w odpowiedzi na zadanie w postaci tekstu di proposta zaproponowanego przez kolegę @Piechur jako zadanie w XXII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Było już (mam nadzieję) zabawnie, dziś będzie poważniej. Z racji tego, że opowiadam się (na miarę moich skromnych możliwości) przeciwko wszelkim przejawom totalitaryzmów i fanatyzmów, a temat ten mnie trochę jednak zajmuje, czytuję od czasu do czasu dystopie i antyutopie. I w tym klimacie mi się coś takiego napisało:


***


Fotografia matki


Zdjęcie schowane w komodzie płowieje

a na tym zdjęciu swojego syna

matka czule w ramionach trzyma –

to wszystko co z moich wspomnień istnieje.


Dnia następnego zabrali ją. Gdzie jest?

I za co człowieka można zatrzymać?

Przecież jedyna i cała jej wina:

niezgoda na to, co się tu dzieje.


Bo kiedy nadszedł czas opłakany,

kiedy świat cały pogrążył się w cieniu,

kiedy „na lepsze” wdrażano zmiany,

gdy zabroniono żyć po swojemu

rodzinom, których duch nie był złamany

pnie ucinano przy samym korzeniu.


***


Ten wytwór powyższy jest moim kolejnym zgłoszeniem do konkursu #nasonety, którego XXII już edycja odbywa się w tym tygodniu w kawiarence #zafirewallem. To jest, zgodnie z zasadami, sonet di risposta, czyli odpowiedź na propozycję, czyli sonet di proposta wyszukany przez zwycięzcę edycji poprzedniej, czyli XXI, kolegę @Piechur.


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Tak już bywa w konkursach, że wygrać je musi ktoś. We wczorajszej edycji, ze względu chyba na niską frekwencję, padło akurat na mnie. Wobec powyższego przypada mi zaszczyt zadania Wam dzisiaj zadania. Oto ono poniżej:


rymy: kruku – stoją – bruku – boją

temat: Czechy żądają dostępu do morza!


Kreatywności życzę, ale przede wszystkim dobrej zabawy!


***


Zasady:

- Układamy cztery wersy, lub wielokrotność jeśli ktoś ma ochotę.

- Każdy wers musi kończyć słowem zadanym przez OPa dokładnie w tej kolejności, która jest we wpisie.

- Rymowanka powinna, przynajmniej luźno, nawiązywać do tematu zadanego przez OPa.

- Zwycięża osoba, która kolejnego dnia do godziny 20 zdobędzie najwięcej piorunów. W nagrodę wymyśla nowe zadanie czyli temat oraz rymy i publikuje do godz 21 nowy wpis.


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Ahoj, ode dneška je to Královec.


Przyleciał Krecik z Pragi na kruku

do Królewca, rosyjskie pułki tam stoją

wylądował zgrabnie na bruku

przegonił ruskich, przywitał się z boją

4ee0fccd-034a-4b1a-a1c5-2389688494d4

widziałem zdjęcie w jakimś białym kruku

jak to czeskie łodzie podwodne stoją:

nie na redzie - a na lądzie wśród bruku

aż sąsiedzi dać im dostęp do morza się boją

255894eb-53a3-4dfe-85c1-c1de7ba59e4d

Czechy żądają dostępu do morza!


Zanieś tę wieść wojskom naszym, kruku,

Co pod sztandarem i bronią już stoją,

Wnet obcas żołnierski zadudni po bruku,

Odpór śmiało damy, niech się Czesi boją.

Zaloguj się aby komentować

Jakoś tak się złożyło, że rozdrabiam się w tej kawiarence, bowiem kolejny już raz twórczość moja dotyka tematyki drobiowej. Cóż zrobić jednak, jeśli siadam do komputera i tak wychodzi, że sobie na klawiaturze drobię?


***


Kur wie


– Krwi! Bólu! Zemsty! – to Kur tak pieje

i żądzy mordu nie umie powstrzymać,

bo – sami przyznajcie – czy to nie kpina,

że drób na rynku tak mocno tanieje?


– A wieprzowina? No jak?! Drożeje!

I wołowina też cenę trzyma,

zaś baranina na szczyty się wspina...

Cóż więc z cenami drobiu się dzieje?


Mechanizm to ekonomii jest znany,

podaż w popytu ciągłym gonieniu:

aby nakarmić lud rozpasany,

miliony kurczaków ginie w cierpieniu!

A Kur wie już, żarłoczne wy chamy,

ile to macie kur wy na sumieniu!


***


Ten powyższy drobny wytwór drobiowy to moja kolejna di risposta napisana do tekstu di proposta zaproponowanego przez kolegę @Piechur w XXII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Wdzięczne niesamowicie te rymy w zaproponowanym przez kolegę @Piechur sonecie di proposta . Aż żal trochę, że czasu nie staje żeby się więcej nimi pobawić. Ale tak to już bywa na starość. A ze starością wiążą się różne problemy, również takie jak poniżej:


***


Krem do kremacji


Przykre są losu ludzkiego koleje:

kolagen w końcu zanikać zaczyna,

i zmarszczka na twarzy gdzieś się wyrzyna,

i cała skóra jakoś wiotczeje.


Cóż, człowiek się jednak z wiekiem starzeje,

tak już to działa - niczyja to wina,

lecz czy się nie da tego zatrzymać?

Czy trzeba porzucić wszelkie nadzieje?


Nie! Problem ten został już rozwiązany!

Jest sposób, by móc uniknąć wiotczenia!

Krem do kremacji – opatentowany! –

zastosuj, gdy skóra zaczyna się zmieniać!


Krem do kremacji głęboko wcierany

na stałe zatrzyma proces starzenia!


***


Wytwór poniższy to sonet di risposta w XXII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

Cieszę się, że spodobały się rymy - nie ukrywam, że było to moje główne kryterium przy szukaniu sonetu di proposta A riposta jak zawsze: zgrabna, sprytna i zabawna Pięć na pięć Gwiazdków.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ wczoraj, z jakiegoś zupełnie niezrozumiałego dla mnie powodu, najbardziej spodobała się Wam historia o konsekwencjach przekraczania granic z psem, to nie mam wyjścia i muszę dziś zadać zadanie. A będzie ono takie:


rymy: dróg – radzą – próg – prowadzą

temat: kąpiel Kleopatry w kozim mleku


POWODZENIA!


Zasady:

- Układamy cztery wersy, lub wielokrotność jeśli ktoś ma ochotę.

- Każdy wers musi kończyć słowem zadanym przez OPa dokładnie w tej kolejności, która jest we wpisie.

- Rymowanka powinna, przynajmniej luźno, nawiązywać do tematu zadanego przez OPa.

- Zwycięża osoba, która kolejnego dnia do godziny 20 zdobędzie najwięcej piorunów. W nagrodę wymyśla nowe zadanie czyli temat oraz rymy i publikuje do godz 21 nowy wpis.


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Do jędrnej skóry jest jedną z dróg

Kąpiel w kozim mleku Kleopatrze radzą

Żeby często mogła zwiększyć podatkowy próg

I niech kozy płatnicy do pałacu wprost prowadzą

Z Piątnicy, no bo skąd


Na rozstrzygnięcie przetargu tyle dróg

jak to zrobić, najwyżsi kapłani radzą

i tylko jedna firma przekroczy Boski próg

wszystkie drogi do Piątnicy prowadzą

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ zapomniałem koleżance @UmytaPacha pogratulować zwycięstwa w jubileuszowej, XX edycji naszego konkursu #nasonety , robię to teraz. Robię to w formie pewnego rodzaju listu otwartego, który może nie jest skierowany wprost do niej, ale zawiera zachętę, aby ku jej czci i chwale różne rzeczy (można i ją nawet!) wierszem opiewać:


***


Apel gratulacyjny, acz trochę złośliwy


Umycie Pachy – czynność staranna.

Tak i résumé w konkursie ruchu

sonetów, co na ekranie, nie w druku

się ukazały. Zabawa ma być podsumowanna!


Stąd moja prośba: bawcie się słowem!

Setki sonetów do boju niech staną!

Niech kawiarenka nimi zalaną

nam będzie! Zapraszam Was wszystkich w bloki startowe!


Niech Pachę zaleją sonetów ogromy!

Niech będą liczne, jak w morzu atomy!

Niech na jej usta słowa nieczyste

cisną się, kiedy podsumowanie nam uroczyste

będzie pisała. Na tydzień w końcu okryła się chwałą,

a w piątek cza cierpieć, jak się wygrało.


***


To jest kolejna moja di risposta w zabawie #nasonety w kawiarence #zafirewallem gdzie #tworczoscwlasna , która stara się zaklasyfikować do gatunku #poezja a powstaje jako odpowiedź na sonet di proposta.

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio, odwiedzając rodziców, miałem przyjemność złożyć swe cielsko w wannie i tak sobie po prostu w niej poleżeć. Przyjemna ta przyjemność całkiem była, nie powiem, tym bardziej, że trochę zapomniana w dobie wszechobecnych pryszniców. W związku z tym wiersz taki sentymentalno-oszczędnościowo-higieniczny:


***


Wszystko płynie (tylko szybciej, ale i taniej)


Ten wiersz to tęskna elegia pochwalna:

pieśń chłopca co wracał, zażywszy ruchu,

i nim poduszkę poczuł przy uchu

w łazience na niego czekała wanna.


Jej ściany: tak białe! Tak emaliowe!

Z wodą tak ciepłą! Do pełna nalaną!

Pieściły ciało co wieczór tak samo…

…no a w sobotę to nawet i głowę!


Dzisiejsze łazienki? To w ścianach wyłomy!

Kabiny ciasne: prysznic, szkło, chromy…

Czuję się w nich jak w klatce srebrzystej.


Stąd sentymenty me oczywiste:

bo jakże ongiś miło się myło

gdy wodomierzy jeszcze nie było!


***


Ten wiersz to jest kolejna odpowiedź di risposta na zadanie w XXI edycji konkursu #nasonety w postaci utworu di proposta.


I, jako bonus, jeden jeszcze utwór w temacie wannowym , z tekstem co najmniej klasę lepszym od mojego (ale to tylko dlatego, że pan Waglewski nie był ograniczony ograniczeniami konkursu! – tak będę twierdził!) w wykonaniu nie oryginalnym, ale z gościnnym udziałem pana Tomka Lipnickiego czyli wspaniałego Lipy z Illusion albo, jeśli kto woli, to też z Lipali (równie zresztą wspaniałego).


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

358 +1 = 359


Tytuł: Wniebogłos

Autor: Aleksandra Tarnowska

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 4/10


#bookmeter


Żadnego więcej śpiewania. Żadnego chodzenia do babci. O dożynkach w najbliższą niedzielę Rysiek ma zapomnieć. Msza i do obory, gnój wywalać. Święto nie święto, krowy i tak srają.


Ta książka, opowiadająca o latach siedemdziesiątych XX wieku, dla mnie była właśnie taka jak moje wyobrażenie tamtego okresu. Szara, bez polotu i nic w zasadzie się w niej nie działo. Można by to w zasadzie uznać za jej zaletę, bo lektura mocno pozwoliła wczuć się w klimat czasu akcji. I ten klimat w tej książce rzeczywiście został przez autorkę oddany świetnie. Tyle, że sam klimat to dużo za mało.


Pani Tarnowska postawiła przed sobą ogromnie trudne zadanie. Bo uczynić bohaterem książki dwunastolatka, czyli chłopca, który nie za bardzo może o sobie decydować, a jeszcze mniej może w swojej sprawie działać, jeśli już nawet coś zdecyduje, to ogromne wyzwanie. Oczywiście, i z taką trudną postacią da się poprowadzić świetnie fabułę. Wiem o tym, jestem w końcu miłośnikiem „nudnych książek o niczym”. A jednak w Wniebogłosie dla mnie, jako odbiorcy, autorka na tym trudnym zadaniu poległa. Wydaje mi się, że stało się tak dlatego, że nie ma w tej książce ani jednej naprawdę wyraźnej postaci. Nikt tak naprawdę niczego nie chce i do niczego nie dąży. A jeśli nawet dąży, to zupełnie biernie i bez determinacji. Czyli bardziej czegoś by chciał, niż do tego dążył. Nikt też w tej książce nie przechodzi przemiany. A nawet jeśli przechodzi, to jest to przemiana bez wiary w tę przemianę, w zasadzie bez jakiegoś jej umotywowania i bez jej skutków i konsekwencji. Dodatkowo w moim odbiorze książkę pogrąża narracja prowadzona w sposób całkowicie płaski i beznamiętny, zupełnie bez emocji. A przecież to miała być opowieść o pragnieniach, a z pragnieniami wiążą się emocje, nieważne czy te pragnienia na końcu zostają zaspokojone, czy też nie.


Dla mnie Wniebogłos to kawałek spójnej i logicznej historii, ale zupełnie bez polotu. To opowieść o latach siedemdziesiątych na wsi, która sama wygląda jak te lata siedemdziesiąte na wsi. Niby coś się tam działo, ale równie dobrze mogłoby się nie dziać i w sumie niewiele by się zmieniło.

e8844914-4cd0-4b35-8744-1c661e79c24d

Zaloguj się aby komentować

357 +1 = 358


Tytuł: My przeciwko wam

Autor: Fredrik Backman

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 6/10


#bookmeter


Najgorsze w innych ludziach jest to, że jesteśmy od was uzależnieni. Wasze czyny mają wpływ na nasze życie. Nie tylko tych, których wybieramy i lubimy, ale również pozostałych – idiotów. Wy, stojący przed nami w kolejce, wy, którzy nie potraficie porządnie jeździć samochodem, lubicie słabe seriale telewizyjne, za głośno rozmawiacie w restauracji, i wy, których dzieciaki zarażają nasze w przedszkolu. Wy, którzy krzywo parkujecie, podkradacie nasze miejsca pracy i głosujecie na niewłaściwą partię. Wy też macie wpływ na nasze życie, w każdym momencie.

Boże, jak my was za to nienawidzimy.


Miałem taki sprytny sposób, że kiedy nie miałem pomysłu za jaką książkę by się tutaj zabrać, to zabierałem się za coś od pana Backmana. Działało. Ale chyba przedobrzyłem, bo przy My przeciwko wam jakoś przestało. I nie żeby z tą książką było coś nie tak, wręcz przeciwnie. Jestem pod wrażeniem tego, jak pan Backman potrafi trzymać równy, wysoki poziom swoich opowieści. Jak wspaniale potrafi prowadzić narrację, obiecując czytelnikowi coś i dając mu to, co wcześniej obiecał, choć z tej obietnicy wnioskując, czytelnik mógł się spodziewać czegoś zupełnie innego. Jak świetnie potrafi uchwycić rozchwianie i niekonsekwencję w człowieku i jak kapitalnie potrafi je sportretować, w dodatku w sposób absolutnie sympatyczny, zupełnie bez piętnowania czy wykpiwania. Wady i słabości są częścią człowieczeństwa i pan Backman chyba doskonale zdaje sobie z tego sprawę, stąd postaci w jego książkach są tak wiarygodne. Ale nie tylko budowanie postaci wychodzi temu autorowi wyśmienicie. Potrafi on też bowiem, jak – moim zdaniem – mało który ze współczesnych autorów sportretować relacje między postaciami. Te radosne, ale i też te trudne. To jest cecha naprawdę wyjątkowa, bo jedno, że trzeba te wszystkie rzeczy najpierw zauważyć, później zestawić ze sobą w spójną, logiczną fabułę, a na koniec to jeszcze dobrze jest je w jakiś ciekawy, niebanalny sposób opisać. Na przykład takim zdaniem: Delikatnie puka do drzwi pokoju Mai, jakby miała nadzieję, że córka może nie usłyszy.


A jednak tym razem historia nie pochłonęła mnie tak jak dotychczas. Jak wcześniejsze utwory pana Backmana, w tym pierwszy tom tego cyku, Miasto Niedźwiedzia. Dlaczego? Może dlatego, że ten tak bardzo trafnie sportretowany przez pana Backmana człowiek wcale nie jest aż tak skomplikowany, żeby wystarczyło tego na kilka tomów? A może dlatego, że człowiek – w tym przypadku czytelnik, a nawet konkretny czytelnik, bo ja – ma taką wadę, że jednak potrzebuje nowych wrażeń, że nawet najbardziej fantastyczne rzeczy mu się w końcu nudzą? Nie chcę powiedzieć, że My przeciwko wam to książka zła, wręcz przeciwnie. Jest bardzo dobra. Tylko napisana w taki sam sposób, jak inne książki pana Backmana. Co więc z tego, że historia inna, skoro jej schemat w zasadzie ten sam, a i rozwiązania, tak fabularne, jak i narracyjne również podobne? Jeśli ktoś lubi wracać tam gdzie był, to może sprawdzi mu się ten drugi tom cyklu Miasto niedźwiedzia, nawet zaraz po lekturze pierwszego. Ja też lubię. Ale chyba jednak nie za często i nie za szybko. A chyba tak właśnie wracałem do prozy pana Backmana. I może to był mój błąd, a nie autora?

66b60bab-5980-44f2-a93c-09a7d97925b7

Zaloguj się aby komentować

Słownik PWN podaje : W dobrodzieju druga część wyrazu nawiązuje do czasownika dziać w jego dawnym, ogólniejszym niż dziś znaczeniu ‛robić’ [...]


Ergo: dobrodziej – ten, który robi [komuś?] dobrze.


***


Ksiądz dobrodziej


Uwierała go sutanna,

chciał więc zażyć trochę ruchu;

ruch ten skończył się na brzuchu

co później nosiła Anna.


I zachodził ten ksiądz w głowę

jakie rzeczy went się staną?

Jak tłumaczyć przed Zuzanną

stroje Anny ma ciążowe?


Biskupowi: – Pochwalony! –

rzekł i został przeniesiony.

W nowej parafii konto miał czyste

choć z żalem wspomniał ciała soczyste;

Przestał, gdyż dobrze się to skończyło

bo w końcu poznał się on tam z Ludmiłą.


***


To jest mój pierwszy wytwór, chyba konkursowy, w XXI odsłonie konkursu #nasonety , czyli odpowiedź (di risposta) do sonetu pana Jerzego, zaproponowanego przez koleżankę @UmytaPacha jako sonet di proposta trwającej właśnie edycji.


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

No przecież skądś się muszą brać mali księża ( ͡° ͜ʖ ͡°) Świetne, aż sobie kilka razy musiałem przeczytać

Zaloguj się aby komentować

347 + 1 = 348


Tytuł: Nie ma kto pisać do pułkownika

Autor: Gabriel García Márquez

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter


Orkiestra zaczęła grać marsza żałobnego. Pułkownik zauważył, że jednego instrumentu brakuje, i po raz pierwszy poczuł pewność, że nieboszczyk jest naprawdę martwy.


Nowela? Opowiadanie? W każdym razie Nie ma kto pisać do pułkownika to tekst króciutki, tak na trochę ponad godzinę. A jednak dość obrazowy i treściwy. Tak mi się przynajmniej wydaje, po tym co w nim zauważyłem. Choć wcale nie twierdzę, że to tam jest.


Dla mnie książka ta, tak jak w zasadzie i Sto lat samotności tego samego autora, opowiada przede wszystkim o silnej wierze (albo silnej potrzebie tej wiary) w to, że rzeczy które robimy mają sens. I o trwaniu przy tej wierze nawet jeśli cały świat i wszystko dookoła zdaje się nie tylko mówić, ale i świadczyć, że jeśli twoje czyny miały jakąkolwiek wartość, to miały ją wyłącznie dla ciebie. O życiu obietnicami z przeszłości i wierze, że kiedyś te obietnice zostaną dotrzymane. O tym, że życie to czekanie na efekty naszych działań. I o tym, że nasze działania mają oczywiście jakieś efekty, ale niekoniecznie takie, o jakie zabiegamy, jakich chcemy czy jakich się spodziewamy. Z różnych powodów. Dla mnie to też książka o tym, że w tym naszym życiu i czekaniu na efekty jesteśmy samotni. I o tym, że nawet między najbliższymi występuje konflikt interesów i jeśli najbliżsi nawet chcą dla nas dobrze, to rozumieją to „dobrze” po swojemu, niekoniecznie uwzględniając albo nawet chcąc uwzględnić naszą definicję tego „dobrze”. Choć my przecież robimy to samo.


Dużym plusem jest kapitalny dialog kończący tę książkę, trochę skojarzył mi się z twórczością pana Mrożka, który w zasadzie nie wiem co miał pokazać (co jest tylko jego zaletą!). Czy autor miał na myśli, że prawdziwy problem pułkownika leży gdzie indziej niż przez cały tekst czytelnik się spodziewał? Czy może to, że pułkownik poddał się albo frustracja wzięła górę? A może zamiarem autor było żeby zostawić czytelnika z dylematem? Albo tak po prostu wyszło. Nie mam pojęcia jak na to pytanie odpowiedzieć i bardzo mi się to podoba, bo ogromnie lubię książki, które zostawiają mnie z pytaniami.

c022d3cb-afac-4f6e-a67a-f3816ad15332

Zaloguj się aby komentować