Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 746wpisy
  • 3813komentarzy

Ponieważ prawdziwa sztuka – jak wiadomo, a przynajmniej jak w szkole romantycznej uczą – bierze się z cierpienia, no to napisałem o cierpieniach niemłodego już mężczyzny, którego imię w wytworze nie pada, więc niewykluczone że brzmi ono nawet i Werter. Oto proszę:


Lewa ósemka


Ząb mnie coś rozbolał. Chyba jest on mleczny?:

bo ósemki to raz tylko, gdy człek już niemłody

wyżynają mu się z żuchwy, z tejże kości brody.

I jeszcze miejsca tam nie ma, bo zgryz mój kaleczny:

jedynki, siekacze dolne, krzywo biorą przody

a ten kieł mój lewy, dotąd tak waleczny,

w poziom się pokłada, tak jakby poległszy!;

ból próbuję gasić łykiem zimnej wody.


A cierpienie me widać, bo na zewnątrz, z lica,

opuchłem, tak jakby mnie hakiem trafiła suwnica.

Wśród przyjaciół moich radą pomóc mi dążono:

– „Pozwól, żeby tę ósemkę to ci wydrążono!” –

tak mówili, wysyłając mnie do pomocy stomatologicznej.

Za późno już teraz, teraz mi trzeba chirurgii. Ortodontycznej.


***


Powyższy wytwór jest moją pierwszą (i – znając mnie – nie ostatnią) odpowiedzią di risposta na konkursowy sonet di proposta w kolejnej już edycji zabawy #nasonety .


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Drodzy Czytelnicy, wierni i niewierni!


Jest już po północy, a więc kolejna już sobota, czyli zaczyna się kolejny już weekend, więc – jak być może niektórzy się już przyzwyczaili – oto ma miejsce kolejna premiera kolejnej księgi przygód pana Jerzego i jego wesołej gromadki obesranych towarzyszy! Przed tym przyzwyczajaniem się zbytnim ostrzegam jednak, a to dlatego że ta dzisiejsza, kolejna już księga oznaczona jest kolejnym już numerem, czyli numerem dziewiątym (z dwunastu) co oznacza, że powoli, ale nieubłaganie, zbliżamy się do końca tej opowieści wyciągniętej z jelit treści. Nadejdzie, całkiem już niedługo, taki kolejny weekend, w którym to Pan Jerzy nie ukaże się po raz pierwszy po to, żeby w kolejne weekendy również się nie ukazać.


Żeby Was trochę przygotować na to smutne wydarzenie jakim – być może – będzie pożegnanie z naszym zasranym bohaterem, napiszę co nieco o pożegnaniu mniej oczywistym, które to ma miejsce już dziś. Dziewiąta księga bowiem jest to księga smutna: żegnamy się w niej z literą „V” (z łaciny: „pięć”), która to w numeracji ksiąg towarzyszyła nam przez ostatnich pięć (nomen-omen) odcinków, a więc zdążyliśmy się z nią już dość mocno zżyć. Cóż jednak zrobić: dura lex, sed lex. A prawa matematyczne to już w ogóle są tak dura jak szkło duralex i z nimi nie ma absolutnie żadnej dyskusji. Trochę tak jak z Pachą. Żegnamy cię więc, litero "V", przyjaciółko nasza, która towarzyszyłaś nam przez ostatnich pięć ksiąg. Żegnamy w zadumie; żegnamy bezpowrotnie, bo do księgi dwunastej już się nie pojawisz; żegnamy cię tak, jak żegnaliśmy Łosia… Wróć! Akurat tak jak Łosia to nie, bo...

No ale, o tym to już w treści poematu.


Znów, na wszelki wypadek, gdybyście Wy tego nie zrobili, na wstępie pochwalę się sam. Znów jestem z wielu rzeczy w tej księdze dumny, ale najbardziej to chyba z jej zakończenia. Choć zastanawiam się, dlaczego nie przyszedł mi ten pomysł do głowy wcześniej, kiedy to już od dawna przecież rabuję tego biednego pana Mickiewicza martwego, jak jakaś hiena cmentarna, z niemal wszystkiego co on tam w życiu swoim naprodukował? A i przy okazji, dlaczego by czegoś i od pana Słowackiego nie ukraść? No ale: pewnie wiele genialnych rozwiązań fabularnych, jakie mógłbym zastosować w tym rzadkim poemacie przyjdzie mi jeszcze do głowy (być może pod prysznicem nawet) akurat zaraz po tym, jak już skończę go pisać. Takie życie: Każda książka jest porażką, jak to powtarza pan Andrzej Stasiuk.


Miłej lektury!


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach

Księga VIII – Pod czerwonym butem


***


Księga IX

Nadal pod czerwonym butem


Babskie krzyki – gŁOŚny powrót – Niespodzianka – Przeminęło z boćkiem – Dobra nowina


By nas zrusyfikować, metodą radziecką,

Stalin w Watykanie stworzył _супер_-dziecko:

od nas wszystkich jest większe, jak słoń ono duże

mądre, grzeczne, posłuszne, o czerwonej skórze:

Wania z Watykanu! – co przez nasze mamy

w młodości za przykład on był nam stawiany.

A Pacha już nań inkszą taktykę obiera:

grać w Red Alert goni nas do komputera.

Lecz uległa ona też tej propagandzie

bo, po każdej rzekomej mej winie, przy grandzie

którą mi robi, do mnie zwraca się w krzyku:

– Czemu ty nie jesteś jak homo sovieticus?!

Lecz ja się jej nie daję, cały czas się bronię:

– Czy nie widzisz, kochana, że i ja czerwone,

jak cegła, barwy na mojej twarzy przybieram

zawsze gdy na przyssanie do cię mi się zbiera?

Ale: co z tego?; wygaszasz mnie w końcu,

tak jak to wygasili marteny na Śląsku.

Pacha: sfioletowiała; wygodnie wybrnęła

i do lasu pobiegła, minować zaczęła.

Lecz nie dało się darcia babskiego uniknąć

bo za słuszne na Splasha @moll uznała krzyknąć:

– To nie jest do picia, to do leżakowania! –

gdy se Splash z piwniczki browar wziął do chlania.

Dalej w takie słowa ona się odzywa:

– Poza tym, mój kochany, nie pij lepiej piwa

bowiem przeszkadza mi jego zapach chmielowy

i do obory spać pójdziesz, tak jak i krowy,

bo jak tym piwem zaraz zaczniesz tutaj zionąć

nie wiem gdzie spać będziesz; na pewno nie z żoną.

Splash na to po stoicku opanował nerwy,

pomyślał że małżeństwu jego chwila przerwy

raczej nie zaszkodzi. Korzystając z czasu

ode żony wolnego, udał się do lasu

na samotny spacer. I ruszył krokiem żywem

z, za swoją pazuchą, zakitranym piwem.


W lesie echem taka niosła się pogłoska:

Stalin papieżem przez manipulację został!

Jako znak protestu, w martwej swej osobie,

Łoś to aż przewracać zaczął się w swym grobie.

Nad mogiłę jego dotarł @splash545

bo, po stoicku, nad śmiercią podumać miał chęć.

Ale, nim podumał, but wyczyścił sobie

bo go po drodze Pachy przyjacielski ogień

dosięgnął. Z miną smutną te swoje rany

wylizał: oto Splash znów nie jest obesrany!

– „Jeślim nie obesrany, mógłbym królem zostać

trzeba tylko pomyśleć jak by zamek dostać

od Pachy” – takie to prowadził rozważanie

aż wzrok jego nie spoczął na Łosia kurhanie:

tam, gdzie ubita była wczoraj jeszcze ziemia,

dziura w ziemi zieje. W dziurze ciała nie ma!

Zaburzyło to Splasha świata pojmowanie:

miało wszak być po śmierci wieczne spoczywanie

a tutaj – świadczą o tym te leśne wykroty –

że śmierć to nie jest koniec. Znowu do roboty!

I pobiegł Spalsh do zamku, niemal oszalały,

i krzyczał on po drodze: – Łoś jest zmartwychwstały!

A gdy tak sobie wracał, to znów tam po drodze

paszym on friendly fire oberwał po nodze.

Nie mogliśmy w wieści te uwierzyć mroczne

więc przekonać poszliśmy wszyscy się naocznie

czy z tym ciałem Łosia, co leży wśród knieje

rzeczywiście się jakaś nekromancja dzieje.

I tylko Pacha nasz marsz trochę opóźniała

bo po drodze dwa razy ona się wysrała.

Lecz i ja sam też troszeczkę opóźniłem nas

bowiem też srałem po drodze. Ale tylko raz.

Potwierdziła się nam ta Splashowa nowina

bowiem w grobie Łosia Łosia wcale ni ma!

A gdy tak pospołu staliśmy nad kurhanem

dźwięk się rozległ złowieszczy: jakby ktoś szampanem

powrót swój z zaświatów świętował na łące,

do tego – o zgrozo! – nawet i z zającem!


Wróciliśmy do zamku, omówić tam potem

jak poradzić sobie z tym naszym kłopotem.

Później było na targu starych bab gadanie

iże przy Powroźniczej zjawili się Bramie,

a byli to, fakt ten sam zaświadczam uczciwie,

ci panowie: @Piechur oraz @plemnik_w_piwie .

Szli pieszo, konie za uzdę prowadząc sobie;

kule mieli se sobą: srebrne i stalowe.

A gdy przed Pachą, panią na zamku, stawali

swoje oni usługi jej oferowali:

– Wielmożna pani! Jeśli byście tego chcieli

my możemy wam łosia ponownie zastrzelić,

srebrną kulą; stalową musimy zatrzymać,

bowiem przeznaczona jest ona dla Stalina.

Później, w serce Łosia: kołek osikany,

by już nigdy nie został zreanimowany.

I tanio! Za przysługę tylko nam oddacie

to, co już macie, ale się nie spodziewacie.

I Pacha się zgadza. Wie, że stuprocentową

metodą antykoncepcyjną to jest płciową

wstrzemięźliwość zachować: nie ma rozmnażania

kiedy się nie dopuści chłopa do przyssania.

Lecz na te słowa to @moll jakoś tak nerwowo

zareagowała: po Hellenę jabłkową

sięgła i łyk ogromy pociągnęła chciwie.

– Splash! No jasna cholera! Chyba coś o piwie

mężu ty mój wyrodny, to ci dziś mówiłam!

A teraz ja przez ciebie piwa się napiłam!

Na to Splash tak jej odrzekł: – Moja droga żono,

sama zapachem piwa będziesz teraz zionąć!

Czy z tego powodu pójdziesz spać na dworze?

A, jeśli zacznie padać, pod mostem być może?

Nie umie @moll odeprzeć tej racji stoika

a więc, babskim sposobem, przechodzi do krzyka:

– Powiedzieć o tym wcześniej nie umiałam zdążyć:

widzisz, tak się składa, że ja jestem w ciąży!

Splash zbladł na tę wieść, nagle poczuł on się chory,

barwę twarz cała jego przybrała ivory,

zaś wojownicy ucieszyli się niezmiernie:

do usypiania dziecko będą mieć kolejne.

A ja pytam Pachę, z uśmiechem uroczym:

– Jeżeli niespodzianki, to i pierwszej nocy

powinniśmy rozważyć prawa stosowanie,

jeśli ty pozwolić mi nie chcesz na przyssanie.

Pacha na to spojrzenie złowrogie mi rzuca

i hitlerowskim gestem na zewnątrz wyrzuca.

– Dobrze – mówię na to – chodźże ze mną i ty, Splash

ale zabierz ze sobą to, co tam sobie chlasz.


We dwóch pod płotem zamku usiedliśmy razem

sącząc z butelczyn gorzkie piwo z gazem.

– Dżordż, kumplu – zaczyna Splash – mówiąc między nami

to trochę jest ciężko chłopom żyć z babami.

Taką prawdę życiową tutaj ci wyłożę,

że z babą to jest źle, lecz bez baby gorzej.

Ja filozofuję, zalany już w trupa:

– Jak się nie odwrócisz, zawsze z tyłu d⁎⁎a.

To ostatnie @moll wyznanie nauczyło mnie:

nie przyssać się to niedobrze; przyssać się, też źle.

I z pewnością dodać coś mądrego chciałem

ale mnie tam zmroczyło: już pijany spałem.

A tymczasem, kiedy już zachodziło słońce

bociek-doręczyciel wylądował na łące

bo boćki na wieść o ciąży to rozpoznają

gdzie i komu dzieciaka wkrótce przynieść mają.

A że ten akurat to był kanalia podła

po pijaku z kieszeni mój hajs za Nobla,

co se go tam trzymałem, podstępnie zrabował

i do Afryki odleciał, tam gdzieś się schował.

@moll wtedy w zamku Pasze się użalała:

– Ja biedna! Dziecko wiedźmakom będę musiała

oddać! Niedoczekanie! Co ja ja teraz zrobię?!

Wiem! Niech tatuś pomyśli o jakimś sposobie!

Lecz: gdzie on?! Pacho, czy może ty odpowiedź znasz,

gdzie się nam podziały chłopy: twój Dżordż i mój Spash?

Pacha na to: – Splash, nie wiem, gdzieś tam sobie poszedł

ale Dżordż, pijany, to śpi se pode płotem.

Chłop mój nie dość, że postanowił dziś się upić,

to i jeszcze, pierdoła, ptaku dał się złupić.


W kraju tymczasem sytuacja napięta

jak pod koniec miesiąca, gdy się kończy renta;

kraj ten nasz przepadł, jak pieniądze z komunii,

bo prezydent z rządem uciekł do Rumunii.

I tenże kraj nasz, co leży na północ od Czech,

ocalić może tylko ktoś o imieniu Lech

jak jego założyciel; my tego imiona

czekamy, jak Soplice na Napoleona.

Z dostępnych nam Lechów mógłby tutaj wkroczyć

Wałęsa; ale on muru stoczni przeskoczyć

nie może. Pomóc mógłby też nam Lech Janerka,

tylko jego akurat rozbolała nerka.

Wtem niebo się rozstąpiło, a z nieba k’nam

swym-że głosem potężnym przemówił @DiscoKhan :

– Pacho! Ogolona i umyta ze smrodu!

Słuchaj pilnie: papugą ty jesteś narodów!

Powiadam ci ja: wstąpisz między bohatery,

a liczba twoja to DWIEŚCIE SZEŚĆDZIESIĄT CZTERY!


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

@George_Stark Odcinek bardzo zacny i przepełniony stoicyzmem, a za szerzenie bliskiej mi propagandy zawsze pierun leci


Po tym wstępie jak spojrzałem na spis treści, to autentycznie poczułem żal za tą rzymską piątką


z nimi nie ma absolutnie żadnej dyskusji. Trochę tak jak z Pachą

Beka z Pachy nigdy się nie nudzi i też wspomnę wspomniany już przez jego twórczynie - Paszy friendly Bo jak o nim nie wspomnieć oberwawszy dwukrotnie.


ziemi zieje, Łosia Łosia, k'nam - jakoś w oko wpadło i się spodobało


Wiedźminy!!11one1! A w szczególności osikany kołek xd Aż mi szkoda @Moose biednego


Nasze filozofowania nad piwem:

9f80ca33-b698-47aa-a315-7298eb0b424b

Zaloguj się aby komentować

Jechałem sobie wczoraj autostradą i wyprzedzałem ciężarówkę z naczepą chłodniczą na niemieckich rejestracjach. Nie byłoby może w tym nic dziwnego i nie zwróciłbym na nią uwagi większej niż tyle żeby bezpiecznie na prawy pas wrócić, gdyby nie napis na bocznej ścianie tej naczepy. A stało tam Fahrenheit. Całkiem ładna nazwa dla firmy mającej coś wspólnego z temperaturą, nieważne czy to niską, czy też wysoką. Ciekawie zaczyna się jednak robić dopiero wówczas, kiedy człowiek uświadomi sobie, że z języka niemieckiego fahren oznacza jechać. Wtedy nazwa ta nabiera pewnego nawet uroku.


Od razu przypomniał mi się festyn, na jaki trafiłem kiedyś przez przypadek w centrum jednego z holenderskich miast, w którym wtedy mieszkałem. Typowa niebiletowana impreza na wolnym powietrzu w tym kraju: piwo, ludzie stojący pod sceną i podśpiewujący z cover-bandem na zmianę klasyki światowe i holenderskie. Z tymi drugimi, w ramach ciekawostki, polecam się zapoznać, dość interesujące może to być doświadczenie; w domu bym sobie nie włączył, ale warunkach takich, jak opisane, sprawdzają się nadspodziewanie dobrze. W tej imprezie nie byłoby też może nic szczególnego, gdyby nie jej nazwa. A nazywała się ona A-mee-zing. Dla tych, którzy znają język angielski w jakimkolwiek stopniu, może to brzmieć dość blisko ze słowem, jakim wyraża się czasami w tej mowie zachwyt. Dla tych, mniej licznych, którzy w jakimkolwiek stopniu znają język niderlandzki, może ona brzmieć jeszcze ciekawiej. W niderlandzkim bowiem to jest tak, że dodanie cząstki mee- do czasownika zmienia jego znaczenie na, mniej więcej, „zrób to ze mną”. „To” w tym miejscu oznacza czynność, którą dany czasownik (nie każdy jednak; nie do każdego można tę cząstkę dodać, przynajmniej chcąc być w zgodzie z gramatyką) opisuje. I tak, dla przykładu: meespelen oznaczało będzie „baw się (albo graj) ze mną”, meedanzen: „zatańcz ze mną” (albo: „dołącz do tańca”), a wspomniane wcześniej meezingen: „śpiewaj ze mną”. Całkiem urocza nazwa jak na grupową imprezę karaoke.


Ponieważ in trinitate perfectum, do głowy przychodzi mi jeszcze jeden przykład. Jestem ogromnym fanem sztuki ulicznej i mam nawet swojego ulubionego jej przedstawiciela. Nazywa się Murmuyo i jest klaunem; niedawno obchodził trzydziestolecie pracy na ulicy. Jeśli będziecie mieli okazję go zobaczyć, to bardzo mocno polecam. W sezonie wiosenno-letnio-jesiennym występuje w całej Europie, więc taka okazja rzeczywiście może Wam się trafić. Ten mój ulubiony klaun, Murmuyo, ma kilka programów, z których moim ulubionym jest ten zakładający w swoich ramach zupełną dowolność. Polega to na tym że w wyznaczonym miejscu, o wyznaczonej godzinie Murmuyo spotyka się z publicznością i pyta się jej w którą stronę ma pójść. Idzie tam, gdzie ta publiczność zdecyduje, po drodze grając z tym, co akurat po drodze napotka. Piękne są te spektakle! Ogromnie żywiołowe i przezabawne. Nie wspominając już o tym, że każdy z nich jest zupełnie inny. To widowisko ma też swoją nazwę, nazywa się ono bowiem Ami-go!. Świetne jest też to połączenie hiszpańskiego amigo z angielskim go! Bo przecież idziemy. Razem, jako przyjaciele.


Dlaczego jednak o tym wszystkim tutaj piszę? Głównie dlatego, że mi się nudzi. A pisanie jest jedną z moich ulubionych metod radzenia sobie z nadmiarem wolnego czasu. Ale też dlatego, że – tak sobie pomyślałem – te kilka przykładów, które opisałem wyżej, będzie mi pasować do mojej kolekcji kuriozów i ciekawostek językowych, które to zacząłem jakiś czas temu zbierać sobie pod tagiem #wpustejszklancepomarancze w kawiarence #zafirewallem . I może dlatego jeszcze, że i ktoś z Was będzie w stanie mi podrzucić jakiś ciekawy okaz tego rodzaju? Tylko proszę, bez „lodożerców” od Algidy. Za wszystkie inne przykłady z góry dziękuję.

Zaloguj się aby komentować

Miałem się nawet trochę wytłumaczyć z tego wiersza, ale jakoś mi ten wstęp trochę nie wychodzi, słowa coś nie chcą się układać, to zostawię go tak jak jest, bez większego komentarza. Tyle może tylko, co wytłumaczę się z tego – dość niezgrabnego chyba – "meczu, którym zajęto się później". Inspiracja ta pochodzi ze wspaniałego wiersza XI autorstwa kapitalnego poety i wybitnego tłumacza literatury, pana Stanisława Barańczaka. Tutaj również w interpretacji muzycznej niemniej wspaniałego zespołu Buldog. Z bardzo ładnym teledyskiem, co mówię ja, który ze sztuką wideograficzną niezbyt jestem blisko.


***


Warto być dobrym


Są ludzie, których skrzywdzono

z pomocą pieniądza lub mieczem;

przez chwilę o nich ględzono

a później zajęto się meczem.


Nie umiesz zrozumieć tego

choćbyś i dobę się gapił

na to, co reporterskie grono

serwuje. Gdy ktoś mu płaci.


Czy coś nie tak jest z twoją głową

że już usiedzieć nie da się?

Pięknie, gdy czynem staje się słowo:

„ja przecież pomagać potrafię.”


Uśmiech, gdy komuś łzy jeszcze spływają po brodzie

i jego z ulgą rzucone: "dziękuję, nareszcie";

o innej nie trzeba myśleć nagrodzie.

Warto być dobrym. Uwierzcie.


***


Ten wytwór jest kolejny wytworem-odpowiedzią (di risposta) na tekst di proposta zaproponowany w kawiarence #zafirewallem w zabawie na #nasonety .


#poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark Bardzo dobry, podoba mi się Wiersz Barańczaka też świetny.

@UmytaPacha nie wiem jak to się stało, że tego nie słyszałem

To co ja tu dzięki Wam liznę kultury, to moje. Dzięki:)

No to trochę w odpowiedzi do @UmytaPacha , a trochę żeby @splash545 mógł sobie coś tam polizać.


Skojarzenie temacie telewizyjnym .


***


Ja pana Kaczmarskiego to jakoś nigdy fanem jakimś większym nie byłem, choć jest kilka utworów, z jego i jegokolicznej twórczości, które do dziś spotykają się z moim mocnym uznaniem:


Przede wszystkim ta wspaniała, potężna, grzmiąca wręcz Kantyczka z lotu ptaka .


W Opowieści pewnego emigranta zawsze mnie zgrabność warstwy tekstowej zachwycała.


W moich pijackich czasach miałem nawet taki pomysł żeby zorganizować Festiwal Piosenki Pijackiej, bo bardzo lubiłem sobie utwory w tej tematyce wyszukiwać. Dalej w sumie takie utwory lubię, choć niewiele innego mi z tamtych czasów zostało, może między innymi Ballada o ubocznych skutkach alkoholizmu .


Korespondencja klasowa też do dziś mi się podoba. Co ciekawe, ewolucją postawy podmiotu lirycznego, a i może trochę formą epistolarną, kojarzy mi się ze Stanem Eminema.


Bardzo podoba mi się też Modlitwa o wschodzie słońca , choć bardziej tekstowo niż muzycznie. Chyba, że w wykonaniu pana Kazika Staszewskiego z pięcioosobowym Kwartetem Proforma ; jakaś taka potężniejsza jest i mnie brzmi dużo lepiej, mocniej deklaratywnie, jakby z silnym postanowieniem. Całkiem zresztą słusznym.


***


A co do pana Barańczaka, to jest on autorem jednego z moich absolutnie ukochanych wierszy: Jeżeli porcelana . Ten wiersz to chyba w ogóle dość stoicki jest? Tylko, ostrzegam, nie szukaj lepiej jego muzycznej interpretacji w wykonaniu pani Reni Jusis.

Zaloguj się aby komentować

Coś spać nie mogę, a same mi się wyrazy po głowie pałętają i to jeszcze w porządku jakimś takim chodzą. No to zapiasałem jeszcze jeden. Znów o miłości, znów nieszczęśliwej, tylko tym razem, że tak powiem, z drugiej strony. Jutro postaram się zająć czymś bardziej pożytecznym.


Ta druga


Ty kiedyś obiecywałeś, dziś ja płaczę słono

nad marzeń moich kolejnym już kresem.

Ty kiedyś mówiłeś mi: "rozwiodę się z żoną",

dziś ja wiem już dobrze dla ciebie kim jestem.


Czasami jestem dla ciebie kolegą

co, by mecz razem obejrzeć, akurat się trafił

i przyjaciółką jeszcze do tego

gdy chcesz pogadać, bo coś cię tam trapi.

Czasami się kochasz ze mną nerwowo:

nie miłość to; bardziej zapasy na macie.

– W przyszłym miesiącu jej powiem, słowo! –

co miesiąc powtarzasz. Nie wierzę już raczej.


Nie możesz się zdecydować? To o to ci chodzi?

To ja ci pomogę i zrobię to wreszcie,

jeśli już mam być "tą drugą”, to żoną.

Tę pierwszą, martwą, w trumnie wynieście.


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Drodzy Najmilsi!


W niecierpliwym oczekiwaniu na dzisiejsze zadanie w zabawie naszej czterowersowej postanowiłem czymś się zająć i napisałem kolejną odpowiedź w konkursie #nasonety . Tym razem chciałem popróbować się w tematyce innej niż zabawna, a także udowodnić Wam (i sobie też) że kobieta to dla mnie jednak coś więcej niż tylko ciało. Dużo więcej. To także nauczka.

Oto proszę:


W deszczowym Dublinie


Mnie kiedyś też serce skradziono

im włóczył się bez sensu, jak z Ulissesem,

i z tej tęsknoty, za rudą Fioną,

topiłem smutki gorzkim Guinnessem.


I rzucić się chciałem z Moherowego

Klifu w Atlantyk; tak, abym na śmierć się nim zapił:

tą jego wodą zimną, przesłoną; i bólu ogromnego

czuć przestał: czuć tego bólu, co mnie tam trapił.


A życie bez niej to było życia połową,

podnieść się nie umiałem ja po tej stracie,

aż w końcu tę pustkę moją, sercową,

ja pokochałem. Wy też to znacie?


Tak, wtedy byliśmy głupi i młodzi;

z wiekiem nauka: Miłość? A diabli ją weźcie!

I deszcz, deszcz tam padał; i brak nadziei

w Dublinie, skropionym łzami mieście.


***


Ja tylko wyjaśnię, że absolutnie nie miałem na myśli Fiony ze Shreka, potrzebowałem po prostu jakiegoś irlandzkiego imienia, które by mi się rymowało i znalazłem takie właśnie. Ciekawostkę mogę Wam przy okazji sprzedać, bo szukając tego imienia dowiedziałem się, że z języka irlandzkiego (który brzmi tak pięknie!) imię to oznacza biel albo piękno. Piękne imię.


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Tak swoją drogą to na wyspach brytyjskich czy jak tam się mówi, żeby Irlandczycy się nie irytowali za mocno, to z naturalnego krajobrazu są tylko ciekawe klify? Tych tutaj nie pamiętałem z nazwy ale kojarzyłem. Jeszcze jest Grobla Olbrzyma i Biały Klif z Dover.


Zaś sonetowo pierwsza klasa wyszła. Ciekawe czy ktoś przebije, bo żeś poprzeczkę solidnie postawil xd

Zaloguj się aby komentować

Przyznam się Wam, że tę wenę, co to jej koledze @splash545 podobno brakuje, to ja mu ukradłem.


Poniżej pierwsza, szybka, pisana ad hoc, pod wpływem pierwszych skojarzeń na widok nowych słów, odpowiedź na zadanie kolegi @DiscoKhan w szóstej edycji zabawy #nasonety . Nie mam pojęcia czy będzie ona konkursowa, czy nie, nie mnie tym razem o tym decydować. Na szczęście.


***


Rodzynki w cieście


Za Aleksandra, króla porno,

który skonał nad sedesem,

przed sąd aktorkę zadziorną

przywieziono pekaesem:


– Co wiesz w sprawie śmieci jego –

tak się ten sąd do niej zwrócił –

boś ostatnia go żywego

widziała, nim na kiblu się przewrócił.


Chłop wyglądał całkiem zdrowo:

w filmach dowód na to macie.

Za to, coś zrobiła, krowo,

zimna cela czeka na cię.


Skąd się teraz uczyć młodzi,

tego fachu, co niewieście

radość daje, dzieci płodzi?...

Rodzynki w twoim zabiły go cieście!


***


EDIT: Swoją drogą, to jest w sumie o wstrzemięźliwości seksualnej, bo jak młodzi nie będą umieć, to i nie będą robić. Jak dla mnie, jest elegancko.


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Drodzy Czytelnicy!


Oto już za chwilę przed Wami (chyba, że te wstępy olewacie, to wtedy już teraz) kolejna część przygód Pana Jerzego, który to jest głową tego poematu, jak i pozostałej części naszej zasranej gromadki, na czele z Pachą, która to jest tego Jerzego szyją i która nią (tą głową) kręci i ją (tę głowę) też kręci. Ją (tę Pachę) kręci również. Tyle że nadal w żołądku, o czym się z treści poematu możecie przekonać. Ale są też tego kręcenia plusy. W końcu: always look on the bright side of life!


Z mężczyznami to jest tak – tutaj zwracam się do Pań Czytelniczek, trochę w celu ubicia sobie gruntu pod ewentualne przyszłe zdarzenia – że na początku jest krótko, czym nie należy się zrażać, a tym bardziej wyśmiewać, bo później już jest dłużej. Tak samo jest z Panem Jerzym. Ta księga, ósma w kolejności, jest najdłuższą ze wszystkich dotychczas napisanych. Cały czas to pisanie mnie bawi i zachwyca, cały czas też zdumiony jestem tym, co kolega @splash545 zauważył już wcześniej, przy okazji sonetów, że przy pisaniu sam autor nie spodziewa się zaczynając, co będzie jak skończy. I to jest nie tylko rzecz zabawna, ale i rzecz piękna. Znów: ja się przy pisaniu tej części bawiłem wyśmienicie, czego również i Wam życzę przy jej czytaniu.


Miłego!


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach


***


Księga VIII

Pod czerwonym butem


Zbędny słoń – Dywersja – Wieczór i noc – Wolność


Na wołanie Pachy z nadorzańskiej dziczy

wyłonił się wnet lama ze słoniem na smyczy.

I tę to smycz on Paszce podaje do ręki,

Pacha na to się puszy, prezentując wdzięki:

włosy swe, blond koloru, ręką przeczesała

a i akt notarialny już spisywać chciała:

– Choć strata mnie boli, jak budzik w poranek,

słowa muszę dotrzymać i za słonia zamek…

Lecz przerywa jej lama tak mówiąc: – Nie trzeba

mi żadnego zamku. Li, skibkę tylko chleba

dajcie i już w drogę powrotną wyruszam.

Rozwój, nie posiadanie: tak Budda nauczał.

@moll na to: – Mnichu! Coś innego bym ci dała,

bo partia do pieczenia to większa wjechała;

i pieczone podudzie od @moll lama dostał:

takim to się sposobem Pasze zamek ostał.

Ona z radości i lamie w podzięce

to aż i podskakuje, i podnosi ręce.

Lama patrzy zgorszony: – Pachy to się goli!

No dobra, nic tu po mnie. Wracam do Mongolii.

I odwrócił się od nas, i podążył lasem,

i zostawił nas z zamkiem. A tu, tymczasem,

zmieniła się na froncie trochę sytuacja

bo skończyła się wojna, a jest okupacja.

Nas też dotknęła, bo Stalina nakazaniem

armia nam latrynę wzięła w posiadanie,

czy – oficjalniej – choć Pacha się sprzeciwiała

Rosja ten nasz kibel znacjonalizowała.

Ludiej u nich mnogo – stąd problem mamy taki

że sracz wciąż zajęty, więc musimy w krzaki.

Choć duch w narodzie nie ustał i zażarta

trwa walka; jak to sranie nasze: partyzantka.

Tyle że, przy boju tak zorganizowanym,

posypały się Pasze te ułańskie plany

ażeby tam na Ruskich na słoniu szarżować.

Mnie zaś w tym wszystkim udało się zachować

rozsądek. I z pytaniem takim ja do niej

się zwracam: – Co my teraz zrobimy ze słoniem?

– Hodowlę założymy! A małych słoników

wychowamy w duchu mądrości stoików! –

powiedział wtedy Splash nasz problem rozwiązując,

spokojnie z radości sobie podskakując.


Nagle dym czerwony uniósł się w oddali

bowiem na Tron Piotrowy wstąpił Józef Stalin.

Habemus papam – ja: niemal w to nie wierzę,

że ten, co miał być popem, to został papieżem!

Zaś Pacha na tę wieść to inną walkę teraz

planuje. Z wąsem, w stylu „na Hitlera”,

doklejonym, w koszuli (kolor jej: bury)

co chwilę rękę prawą wyrzuca do góry;

zamku swego przed armią planuje obronę

prezentując nam przy tym pachy ogolone.

Widząc zdenerwowanie kochanej mej Pachy

pomyślałem, że może tak bym ją uraczył

komplementem: – Skądże masz takie piękne włosie,

co przyklejone nosisz na wardze, przy nosie? –

pytam. Lecz na nic jednak te moje starania,

Pacha się pogrąża dalej w rozważania:

– "Ale" – myśli głośno tak: – "by pokonać Ruskich,

może by ten wąs zrobić bardziej jak Piłsudski?

Z wąsem „na Józefa”: też Józefa pobić!

Co ty o tym myślisz @moll , „Piłsudskiego” robić?

@moll rzekła: – O! Wąsy! I w ciemnym kolorze!

Może i ja na włosy hennę se położę?

Nie zauważyła widać, że zaszła zmiana

na twarzy Pachy, bo @moll bywa roztrzepana.

Nagle ta twarz rzeczona dalej się przemienia,

do pewnego dochodzi na niej wykrzywienia

i jeszcze w dodatku znów fioletowieje

jak jagody zbierane pośród leśne knieje.

Wszyscy już wiemy co zwiastuje objaw taki:

Pacha nic nie mówi: biegnie prosto w krzaki.

A gdy, po chwili dłuższej, do nas powróciła

wtedy nam obwieściła co tam wymyśliła:

– Plan walki to my teraz będziemy mieć taki

że pójdziemy do lasu sadzić papierzaki.

Z racji że ostatnio coś mnie trochę goni

wymyśliłam by niekonwencjonalnej broni

użyć. Wroga zniszczymy tą metaboliczną,

naszej własnej produkcji, bronią biologiczną.

Za to, że sracz zajęli, niechże ci Moskale

w tym częstym, a rzadkim potopią się kale!

Mnie się skojarzyło i mówię: – Pacho, proszę,

daj znać jak już ci przejdzie, bo i ja bym poszedł

w krzaki razem z tobą. – Milcz! Miast się przyssać

próbować poszedł byś lepiej i ty się wysrać

ku ojczyzny chwale! – lukrecjowymi usty

rzekła. – Chętnie – ja na to – lecz żołądek pusty

mam. Pacha: – By się amunicją naładować

polecam więc ja @moll kolację przygotować.


Gdy nasza już na stole kolacja stanęła

@moll taką to przemowę ku nam pocisnęła:

– Danie byłoby skromne, moje drogie Starki,

bowiem teraz w sklepach wszystko już na kartki.

Na szczęście, zanim udamy się na spoczynek,

zjemy podudzia, bowiem partia większa: rynek

dwieście sześćdziesiąt cztery wjechała mi wczoraj

tego, co podaję wam dzisiaj z wieczora

do kaflowej kuchni w izbie piekarnika.

Chciałam jeszcze na deser zrobić wam piernika

ale ja do liczenia nie mam wcale głowy

bowiem muszę stosować system dziewiątkowy

i z tego to powodu upiekłam zakalca

bo źle policzyłam składniki na mych palcach.

A gdy już zjedliśmy to od @moll syte danie

Pacha nam nakazała: – Teraz czas na spanie!

Bo żeby dobrze strawić, trzeba się położyć

a przecież jutro miny musimy rozłożyć.

Że @moll ze Splashem kryć się dłużej już nie muszą

z tym swym małżeństwem, więc z wesołą duszą

po kolacji zaraz, gdy wyszli z jadalni

już nie do osobnych, lecz do wspólnej sypialni

objęci w pół ciasno razem się udali.

i słyszałem wyraźnie, co tam wyprawiali,

bo ściany izb, choć grube, to jednak dziurawe.

– Pacha – pytam – słyszysz ich? Ja też miałbym sprawę

i przyssać właśnie teraz chciałbym się do ciebie,

bo w tym obszarze to coś się nam nie widzie.

Pacha zaś nic na to nie odpowiedziała mi

bo z twarzą fioletową wybiegła przez drzwi

I tamtej to nocy niefart spotkał mnie taki

że moja kochana to co chwilę w krzaki

biegać musiała. I aż żal mi się zrobiło

jej, ale też i siebie, bo mnie to budziło.

Przywykły już ja bowiem do braku przyssania,

zostałem też pozbawion możliwości spania.


Wstaliśmy przed trzynastą, a ku temu powód

hałas dał nam straszny, dochodził z ogrodu.

Cóż tam też się działo, to nie koguty piały:

te, podczas rewolucji, życia swe oddały.

Nie mogły z kwokami cieszyć się pospołu

tym triumfem kur zrywu, tak jak my z rosołu.

U nas tam to wtedy, gdy tylko wstało słońce,

w ogrodzie, trąbą, wysokie wydał słoń ce.

Nuta ta przeciągnięta, a uszom niemiła

ze snu nas rozkosznego nagle wybudziła.

– K⁎⁎wa jego mać! Żeby jasny c⁎⁎j to strzelił!

Spać człekowi nie dadzą! I to przy niedzieli! –

wykrzyczał Splash, zaspany, opuszczając pokój,

zachowując ten słynny swój stoicki spokój.

– Niedziela to już? A ja myślałam, że piątek. –

ozwała się tam Pacha, Splasha ciągnąc wątek. –

No nic, w tychże naszych dywersyjnych czynach

nie ustaniem i w niedzielę. Poza tym, wina

za mą pomyłkę przy liczeniu dni tygodnia

to i tak, jak to zwykle, niech spadnie na Dżordża…

Dalej by uprawiała to swe biadolenie

jeśli by nie ponowne żałosne trąbienie

rozległo się, tą nutą, dla uszu niefajną,

z ruin obok zamku; kiedyś były stajnią.

– Niczym z apokalipsy przeraża mnie ta

trąba! Co, jeśli nasz słoń to Piąty Elefant?

Ten co to świat cały dźwiga na swym grzebiecie.

Można o nim czytać w niektórym Pratchecie –

tak rzekła @moll , za to Pacha w takie słowa:

– Od tego trąbienia to mnie już boli głowa.

Niechże hałasu tego nastąpi już koniec!

Zanim zaminujemy, zajmijmy się słoniem!

Podążyliśmy za nią we stajni kierunku,

a kiedy tam dotarlim, twarz jej we frasunku

utopiona, barwy przybiera pastelowe

które znaczą co inne niźli fioletowe.

Na słonia patrzy jakoś smutnawym coś wzrokiem

i łza jakaś – wzruszenia? – wisi jej pod okiem.

– Zachwyca mnie kłów jego słoniowej kości biel

dam mu King na imię, jak u Sienkiewicza Nel.

Ale nie mogę żyć dłużej ze świadomością,

że słoń, tak jak też i my, tęskni za wolnością.

I powiem wam teraz co my z nim zrobimy:

tego słonia, tak jak orkę, zaraz uwolnimy!

Paluchów dużych nie ma, niech biega po lesie

nie ma strachu, że o śmieci on uderzy się.

I łańcuch mu odpięła, a słoń się poruszył

i poszedł w kierunku nadodrzńskiej puszczy,

I zagrzmiał las cały: King is dead, long live the King!,

tak, jak to w Księdze dżungli, pisał pan Kipling.

Tak to na tronie leśnym słoń zastąpił łosia

choć jest zupełnie łysy: nie ma przecież włosia!;

lepiej mu za to jednak pasuje korona

albowiem głowa jego rogów pozbawiona.


***


Posłowie


Tak postanowiłem, bo nie każdy może to wie, a pewnie wie mało kto, a większość to i tak ma to w d⁎⁎ie (czemu zresztą się nie dziwię), wytłumaczyć się trochę z tytułu tej księgi (a tak naprawdę to zapozować na erudytę) wyjaśniając – cały czas bawiącą mnie – dwuznaczność jej tytułu a także to, skąd się w ogóle wziął pomysł na promocję towarzysza Stalina na Tron Piotrowy. Otóż, czerwony but to nie tylko metafora okupacji ojszczyzny naszej przez armię radziecką, ale też nawiązanie do tradycji Kościoła Katolickiego (z którą to zerwał ten lewak Franciszek, co w tym akurat przypadku jest trochę dziwne: lewakow to by akurat pasowało). Kiedyś to bowiem było tak, że papież poza godzinami, to jest kiedy nie sprawował ceremonii, nosił na stopach czerwone lakierki. I tyle mam do powiedzenia – taka to właśnie była ciekawostka, o której chciałem wspomnieć, a która nigdy mi się do niczego nie przydała i Wam też pewnie nigdy się do niczego nie przyda. Ale wiedzieć fajnie. Chyba. Bo tym, że Stalin za młodu był w seminarium, to wiecie. Chyba.


TL;DR w postaci fraszki:

Czerwone lakierki i Pierścień Rybaka:

symbole papieża. Ciekawostka taka.


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że ja czytam wstępy.


Teraz co mnie urzekło czyli plusy:

1. Papież Stalin

2. Hailujaca Pacha

3. Broń biologiczna

4. System dziewiątkowy

5. Słoń ce

6. Stoicki spokój k⁎⁎wa jego mać!


Minusy:

1. Brak możliwości policzenia ilości srań


Ciekawostka o papieżu też spoko i humor na weekend poprawiony

Zaloguj się aby komentować

Mili goście kawiarenki #zafirewallem !


Wstałem i – tak jak obiecałem – zamieszczam podsumowanie V edycji bitwy #nasonety.


W głosowaniu oddano siedem głosów (co cieszy, bo świadczy o ogromnym zainteresowaniu naszym konkursem), w tym pięć głosów kolegi @splash545 . Większością, którą samodzielnie stanowił @splash545 , wygrał, niezgodnie z zasadami, kolega @DiscoKhan , autor absolutnie niezgodnego z zasadami wytworu Oberża Pod Śwarnym Świstakiem . Czy mi się to podoba, czy nie: gratuluję!


Czekamy na zadanie od kolegi @DiscoKhan . Jeśli jednak do jutra rana nie da znaku życia, postanowimy coś innego, żeby nie paraliżować zabawy.


Ponieważ nie bardzo wiem, jak miałbym zrobić podsumowanie graficzne dla zwycięzcy, to go nie zrobię. Podsumowanie graficzne pozostałych wierszy, jeśli ktoś mocno odczuwa taką potrzebę, można sobie zrobić samemu, otwierając obok siebie dwa okna przeglądarki: pierwsze na tekście utworu di proposta a drugie na dowolnym wytworze, który można znaleźć pod tagiem #nasonety . No chyba że ktoś ma laptopa w naprawie, to będzie miał trochę trudniej.


Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za ich wspaniałe wiersze. Zapraszam do udziału w zbliżającej się kolejnej, szóstej już, edycji naszego konkursu. Zapraszam zarówno naszych stałych gości, jak i nowo przybyłych. Warunki uczestnictwa w konkursie są tylko dwa i oba są zupełnie proste:

- należy dobrze się bawić podczas układania swojego wierszydła;

- należy wykazywać się absolutnym brakiem chęci zwycięstwa w rywalizacji, do której się właśnie przystępuje.


To tyle w edycji piątej. Dziękuję.

113161af-ad74-426e-9bb9-b6ccb1e25cd8

- należy wykazywać się absolutnym brakiem chęci zwycięstwa w rywalizacji, do której się właśnie przystępuje

Jakie to prawdziwe

@George_Stark dziękuję bardzo.


Głosowanie trochę przespałem, bo jak dali te rangi to mnie łeb rozbolał jak parę komentarzy czytałem od tych kolorków, jakaś moja specyficzna nadwrażliwość. Stąd też sam przeglilem głosowanie kompletnie.


Coś zaraz będę smarować na diproposta.


@splash545 ale co to za oszustwa z paroma głosami na mnie? xd

Zaloguj się aby komentować

@UmytaPacha i @emdet, przychodzicie do mnie, do kawiarenki #zafirewallem w dniu ślubu mojej córki i prosicie, żebym zamiast Was zadał zadanie w zabawie #naczteryrymy? Dobrze. Pamiętajcie jednak, że pewnego dnia - być może nigdy on nie nadejdzie - to ja przyjdę do Was i poproszę o przysługę. Żebyście wtedy zadali zadanie za mnie.


Zadanie na dziś:


rymy: ręka - spłonął - wnęka -błoną

temat: Kaszuby


Miłej zabawy (beze mnie) przy tworzeniu czegoś, co można by nazwać #poezja


#tworczoscwlasna

@George_Stark ymm wybacz, głównie tu czytuję i chyba nie znam zasad ( ‾ʖ̫‾)


-Czy to Twoja ręka?

Rumieńcem spłonął.

Bo żabia była wnęka

A ręka była z błoną.

W Chmielnie potrzebna do pracy ręka!

(bo dawny majster na stosie spłonął)

Trzeba, by w oknie dziurawa wnęka

Ze skór została zakryta błoną.

Od tabaki dawno zbrązowiała ręka

Gardzi fajką odkąd wąs mu spłonął

Między kciukiem a wskazującym wnęka

Nazywają ją w borach kaszubską błoną

2ec226c5-6597-4108-88b7-62f11cfb0d39

Zaloguj się aby komentować

Drodzy Uczestnicy i trochę od nich tańsi Obserwatorzy!


Zakończyliśmy oto zbieranie zgłoszeń do V edycji konkursu #nasonety. Czas wyłonić zwycięzcę tegotygodniowych zmagań, czym zajmie się nasze jurne jury wypełniając przygotowaną, za radą koleżanki @moll , zewnętrzną ankietę . Proszę nie bać się podania w niej danych Waszych kart kredytowych. Ma to na celu wyłącznie utrzymanie powagi konkursu poprzez weryfikację tożsamości tak, aby wykluczyć kilkukrotne oddanie głosu przez tę samą osobę. Dane te nie są nigdzie przechowywane, a już na pewno nie zostaną wykorzystane.


***


Tym razem rymowaliśmy do fragmentu utworu pana Piotra Bukartyka, który to był naszym tekstem di proposta .


Wytwory opublikowane w czasie trwania tej edycji konkursu to (w kolejności chronologicznej):


Popłuczyna ekologiczna autorstwa kolegi @George_Stark (wytwór pozakonkursowy)


Do Prymitywów oraz Nie i do Ciebie i do Mnie autorstwa kolegi @DiscoKhan


Cnota? Pas. autorstwa kolegi @George_Stark (wytwór pozakonkursowy)


Łosiowa (a może świńska) di proposta autorstwa kolegi @Moose


Roztargniona autorstwa koleżanki @moll (nie mogę podpiąć tutaj linku pod tekst, więc proszę tak: https://www.hejto.pl/wpis/wrzuce-nim-zapomne-albo-sie-nie-wyrobie-wink-mam-nadzieje-ze-dacie-rade-doczytac )


Bezsenność / Wyrok: noc w położeniu autorstwa kolegi @George_Stark (wytwór pozakonkursowy)


Syn koleżanki autorstwa kolegi @Piechur


O kondycji polskiego rapu - okiem boomera autorstwa kolegi @splash545 (tutaj również nie mogę, więc też proszę tak: https://www.hejto.pl/wpis/no-dobra-tym-razem-po-wielu-bolach-i-mekach-powstal-ponizszy-wytwor-podobnie-jak )


Oberża "Pod Śwarnym Świstakiem" autorstwa kolegi @DiscoKhan


Wytwór bez tytułu autorstwa koleżanki @UmytaPacha


Wytwór bez tytułu autorstwa kolegi @bizonsky


***


Podsumowania w formie graficznej nie ma i nie będzie, bo nie chce mi się go robić. Może zrobię jutro ze zwycięskim tylko wierszem po to, żeby zwycięzca mógł je sobie wydrukować, oprawić w ramkę, powiesić na ścianie i chwalić się swym zwycięstwem przed znajomymi. Jeśli ich ma.


Grono uczestników z niecierpliwością oczekuje na werdykt grona jury (dość niewygodny fakt, że te grona są w zasadzie niemal tożsame, po prostu zignorujmy), który to zostanie ogłoszony jutro rano, niedługo po tym jak wstanę. Zapraszam do głosowania! Również tych, którzy tylko obserwują, a z jakiegoś powodu z nami nie piszą. Jeśli tacy są.


Mam nadzieję, że w tej edycji bawiliście się bardzo dobrze, choć gorzej jednak niż w kolejnych, na które też również już teraz zapraszam! Jeśli nadejdą.


#zafirewallem #nasonety #poezja #tworczoscwlasna

#podsumowanienasonety

@George_Stark


– Kwiiii! – pytam się ja, moim głosem knura –

czemuż to dopuszczony jest wiersz od @Piechura?

Proszę bardzo, niech spojrzy pan oto

że ten kolega, co chodzi piechotą,

do słowa we wersie piątym: „tańce”

we czwartym, za panem Piotrem, powtórzył: „kuksańce”!

Zaloguj się aby komentować

No, długo pisać nie będę, bo za dwie i pół godziny powinienem wstać. Ładnie też pisać nie będę, bo bez linków, bo z telefonu piszę, a to kara gorsza nawet niż bezsenność, która to właśnie mnie dotyka. Ale i z nią można podyskutować i jakieś tam wierszydło z tego się może urodzić. Jak ta pozakonkursowa di risposta w bitwie #nasonety na przykład:


Bezsenność / Wyrok: noc w położeniu


Przez kratę myśli, co w głowie mi buczy

do snu krainy nie mogę wyruszyć;

zaś z drugiej strony też niczym się zająć

bo kołdry kajdany mnie powstrzymają.


I tak leżę w łóżku, karany ciemnością

na sen czekając, co to mą wolnością

jest, za którą tęsknię, będąc skazańcem;

lub za amnestią, co przyjdzie z rańcem.


Pierwsza godzinka.

Druga godzinka.

Trzecia godzinka.

Czwarta godzinka.


Za oknem już jaśniej, jakby bursztynu

barwę przybrało niebo. I gminu

coraz to więcej już na ulicach. Biedaku!

Ledwo zasnąłeś, a wstać już musisz. Z łóżka wyskakuj!


#poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Szanowni Czytelnicy!


Miało być w sobotę, ale tak mi się tego gniota dobrze pisze, że skończyłem już dziś. I tak sobie pomyślałem, że być może – mam taką nadzieję – jeśli zamieszczę kolejną część tego poematu dziś, to pozwoli Wam on ze śmiechem wejść w Nowy Rok? I może przez cały rok będziecie się śmiać radośnie? Choć może też i z innych rzeczy. Czego Wam i sobie życzę, zamieszczając kolejną księgę Pana Jerzego już dziś. Proszę bardzo.


Pisanie poematu w odcinkach to niezwykła, jak się cały czas przekonuję, przygoda. Ale, jak to w przypadku niezwykłych przygód i nowych doświadczeń, nie można obejść się bez wpadek i przeoczeń; bez rzeczy, które można byłoby zrobić lepiej. Po to jednak popełnia się błędy, żeby móc je naprawiać i takie właśnie podejście zastosowałem w przypadku postaci koleżanki @moll , którą to niechcący pokrzywdziłem przez swoje zaniedbanie, co mogłoby doprowadzić do nieprzyjemnych dla niej i bolesnych w skutkach konsekwencji zdrowotnych. O czym konkretnie zapomniałem i w jaki sposób udało mi się to naprawić? O tym w treści poematu.


Mam takie wrażenie, ale i też nadzieję – bo ostateczna ocena i tak zawsze należy do Czytelnia – że nie tylko skutecznie udaje mi się uniknąć wzrostu jakości tego dzieła zasranego choćby o milimetr, ale wręcz powoli, acz sukcesywnie opada ona wprost do dna zmierzając, w które to dno mam zamiar i nadzieję z wielkim impetem uderzyć w księdze ostatniej, to jest księdze dwunastej. Mam również już pomysł i na to – a wiadomość tę przekazuję wyłącznie po to, żeby Was przy mnie zatrzymać – jak, po zakończeniu publikowania tego pokalanego wytworu, w dno owo, z Waszą pomocą, zapukać od spodu. Ale do tego to jeszcze kilka tygodni.


Tymczasem, nie przedłużając już niepotrzebnie, zapraszam do lektury księgi siódmej. Przyjemności!


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli


***


Księga VII

W nadodrzańskich lasach


Sezonowa przypadłość – Szlacheckie rozrywki – Uczta – Moskale


Zszedłszy z deski, d⁎⁎ą przez Splasha wygrzanej,

udałem się do izby mojej ukochanej.

Wchodzę ja więc do niej, kroki stawiam z cicha

bo myślę, że tam Pacha to dalej Krecika

sobie ciśnie. Ale jej tam nie ma! Wy wiecie

gdzie też ona była: była w toalecie.

Mimo że zaraz wraca, zdziwiłem się srodze,

tym, że jej tam nie było. Widać, gdzieś po drodze

musieliśmy się minąć. Poza tym zapachy

różne, a niepokojące poczułem od Pachy.

– Pacho, co ty jesz, że aż tak tam ciebie goni? –

z pytaniem troskliwym tak zwracam się do nij.

– Dżordżu – odpowiada mi – goni mnie szalenie

bo coś mnie sezonowe łapie rozwolnienie.

Byłam już w aptece, kupić węgiel zdrowy

ale mi nie sprzedali, bowiem ślad węglowy

mam już za duży, po ostatnich lotach naszych

i teraz cierpieć muszę tenże mój los paszy.

Zmartwiłem się: – I co ty poczniesz teraz, chora…

A Pacha mi przerywa: – Czekaj do wieczora!

Nawet jeśli wieczorem nie będę już zdrowa

to będziem mieć rozrywkę! – Ja na te jej słowa

już się uradowałem, już myślami płynę

w swych erosomańskich fantazji krainę!

– Myśmy tera szlachta, a więc: szlachty zwyczajem –

kończy Pacha – wieczór dziś sobie polowaniem

radośnie umilimy. Niechże ochmistrzyni

@moll już przygotowania wszelakie poczyni!

– Ale zaraz – ja pytam – gdzie się @moll podziała?

A @moll w kiblu siedzi, albowiem nie srała

dotąd przez pół poematu! Przez ksiąg sześć całe!

Wygląda mi to na zatwardzenie niemałe!

Na szczęście, że w porę mi się przypomniało

i tymże sposobem @moll ulżyć się udało.

I wróciła radosna, gdy ciężar zrzuciła

a z pomysłu Pachy, to się ucieszyła.

– No dobrze – powiedziała – moim to zadaniem

będzie się tym wieczornym zająć polowaniem.


Doszły do nas słuchy, że, tuż pod naszym nosem,

panoszy się w lesie łoś, gatunku @Moose .

Wespół więc nasza to kompanija zamierza

na tego oto właśnie zapolować zwierza.

By było nam łatwiej, z okolicznych wiosek

zwołaliśmy mieszkańców, bo byli pod nosem.

Nie byli zbytnio chętni, bo ludzie to dzicy,

lecz nie mieli i wyjścia – to Pachy lennicy.

Zaczynamy łowy, gdy Splash, przeciągłym bąkiem,

dał pospólstwu sygnał, że czas już na nagonkę.

Ogary poszły w las! A za ogarami

miejscowe idzie chamstwo, które to krzykami

ogromny rwetes czyni. Tak darli ryjami

że na małą polankę, pomiędzy bukami

na strzał nam łatwy, czysty zapędzili zwierza.

Pacha bierze już fuzję, do oka przymierza!

Ale ja patrzę: strzelba jest zabezpieczona

i wniosek z tego wyciągam: – „Dobra żona

będzie, bo na strzelaniu nic się nie wyznaje!

Nie wie, że bezpiecznik trzeba zwolnić nim: fajer!

Więc, jeśli już wpędzić ją w zdenerwowanie

kiedyś mi się przytrafi, nic mi się nie stanie.”

Nagle któryś tam z chamstwa nie wytrzymał był

i bez pozwoleństwa państwa strzelby był dobył.

I, jednocześnie, że aż dźwięki ich się zlały

z boku padł nie jeden, lecz dwa padły strzały!

A strzelili, fakt ten sam zaświadczam uczciwie,

ci panowie: @Piechur oraz @plemnik_w_piwie .

Dosięgnął któryś łosia, ten: padł i umiera

więc do naszej zdobyczy podchodzimy teraz.

Odchodzi prędko; gaśnie, jak płomień zapałek,

a nim skona, wyznaje: – Jam jest Michau Białek!

Złożyliśmy ciało w samym dnie wykopu:

niech ziemia – mimo wszystko – lekką będzie chłopu.

Oddawszy mu minutą w ciszy trochę czci

opuściliśmy tedy las, wychodząc przez drzwi.


Pacha, orząc u podstaw, do chamstwa: – Się uczta –

mówi – kultury! Bowiem: należy się uczta

po polowaniu! Żadnego, prawda, nie mamy

pokotu, ale przecież radę jakoś damy.

Daniem dziś będzie głównym, ma decyzja taka

udko wolno przez @moll pieczonego kurczaka.

A na przystawki będą, jeśli się nie mylę,

w boczusiu wspaniałe pieczone daktyle,

paluchy różnymi posypane serami,

zawijaski francuskie, również z oliwkami

no i z wkładką mięsną – bez niej się liczy! –

no i z pieczarkami, ale bez goryczy.

I wreszcie po wszystkim: te podudzia z ptaszka

lecz bez alkoholu, bo: zamiast flaszki – fraszka!

Zasiadamy więc wszyscy razem za stołami

głośno burcząc naszymi pustymi brzuchami

A @moll dopiero co blachę w piekarniku

umieściła, więc ku nam z tacą słoików

zmierza i przed każdym to jeden stawia słoik

z sałatką: Marek Aureliusz, jak ten stoik.

I tak właśnie to wtedy nagle mnie olśniło,

bowiem przez tę sałatkę wyszła na jaw miłość!

I krzyczę do @moll : – Na jaw tajemnica wasza

wyszła teraz! Bo ty, @moll , jesteś żoną Splasha!

Zdradziło mi to tej sałatki twej nazwanie,

na cóż to wam też było tego ukrywanie?

I, drugi grom przychodzi, kiedy zrozumienie

nagle tam na mnie spada, a boli szalenie,

bo to jasno tłumaczy ten co dźwigam krzyżyk:

Pachy miłosne listy, załączany ryżyk…

Ale nim się w smutek pogrążyłem cały

zza Odry jakieś nowe rozległy się strzały.


– Cóż się dzieje w mych włościach? – ma przyszła żona

pyta. Więc: ja do okna. Za Odrą: czerwona,

tak jak z krwią przy kamicy nerkowej szczyna,

stoi, tegoż koloru, armia od Stalina!

Pierwsza @moll zmartwiła się na tę ponurą wieść

i tak nas tam zapytała: – Co będziemy jeść?

Jest w czasie wojny problem z dostawami

a my tu kiepsko stoimy z zapasami.

Potem Splash głos zabiera uderzając w pierś:

– Eee, w najgorszym wypadku to czeka nas Śmierć.

– Splash! – mówię – Nie pieprz mi tutaj! Ja tam swoje wiem

u mnie: nie memento mori, ale carpe diem!

I łapię ja Pachę, i chcę ją obłapić

bo kto wie, co nam jutro może się przytrafić.

Ta mi się wyrywa: – To nie czas na amory!

Dżordż ty to na swój popęd jesteś chyba chory!

Ojczyzna w potrzebie! – ból jej tak rwie serce.

I ja też ból czuję. W lewej mej ósemce.

I próbuję przekonać ją, zdejmując spodnie

– No chodźmy do sypiali – tak mówię. – Rozsądnie –

@moll mówi – trudno myśleć jest w czasie wojny,

więc zupełnie rozumiem, że Dżordż niespokojny.

A to zdanie poprzednie, to jeszcze zaznaczę

w książce Piramidy napisał pan Pratchett.

Pacha mnie odpycha, więc ja z tropu zbity

dodaję do cytatu: – Zwłaszcza gdy zabitym

jest się na tej wojnie. Pacha! No chodź, kochanie!

– Dżordż, teraz to ważniejsze niż twoje przyssanie

sprawy mamy na głowie. | I na zewnątrz leci

tak jak i u Szekspira ten król, Ryszard Trzeci:

zew patriotyzmu gdy Pacha, tam na błoniach,

tak zakrzyknęła: – Słonia! Mój zamek za słonia!

Ale nic już prócz zamku, bo królewny ręka

już dawno przez jej Dżodża została zajęta.


***


Posłowie


Tak naprawdę powód tej publikacji natychmiast po skończeniu jest jeszcze jeden. Albo i dwa nawet. Po pierwsze to produkujecie tyle fantastycznych inspiracji, że – gdybym się wstrzymał – to mógłbym część z nich pominąć przez roztargnienie albo zgubić kontekst. A szkoda by było. No i po drugie, mógłbym zacząć coś przerabiać, poprawiać, dodawać. A cała moja przyjemność z tego pociskania pierdół polega na tym, że to co już opublikowałem nie może zostać zmienione i muszę cały czas pisać coś nowego. A właśnie to mnie w tym poemacie koślawym bawi najbardziej. Więc, jak widzicie, egoizm zawsze na pierwszym miejscu. Choć, kurtuazyjnie, wymieniony jako ostatni.


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

@George_Stark co, zajebałem łosia?!

Jeju... do tej pory słyszałem tylko o przypadku rycia w nich inicjałów za pomocą zaostrzonej szczoteczki do zębów, a tu takie okrucieństwo nagle. Kuiurwa, Spooock...

Dzisiaj samo gęste! Miałem wypisać co mi się szczególnie podobało, ale bym musiał cały odcinek przepisać. Naśmialem się co niemiara, dobrze się rok zaczyna

Zaloguj się aby komentować

Drodzy Najmilsi!


Widać są tacy, którzy w sylwestra mają lepsze zajęcia niż zajmowanie się rymowaniem. Człowiek robi wszystko żeby przypadkiem nie wygrać, a tu i tak na barki spada mu obowiązek odbioru nienależnej mu nagrody. Trudno, niech będzie moja strata. Oto zadanie na dziś, proszę:


rymy: wielki – krok – fajerwerki – rok

temat: szampan Piccolo


Miłej zabawy! Nawet jeśli dziś niekoniecznie z nami!


#naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem


***


Chyba że wczorajszy zwycięzca ma na imię Sylwester, to wtedy (i tylko wtedy!) mu wybaczę.

O dolewkę bój będzie wielki,

Dla kilkulatka to wielki w życiu krok,

Jest Piccolo, zaraz fajerwerki,

To pierwszy nieprzespany o północy Nowy Rok!

@George_Stark 

Na imprezę zawitał pechowiec wielki:

Korek z picollo wystrzelił mu w krok,

W twarz wystrzeliły mu fajerwerki,

W śpiączce przeleżał okrągły rok.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ skończył mi się opłacony okres abonamentu Legimi to, zanim wykupię sobie kolejny rok, postanowiłem popieścić swoją cebulę (zamiast bakłażana) i przeczytać zaległe książki, które mam w postaci plików z innych źródeł, a także te na papierze, które zalegają na półce, bo na czytniku to jednak wygodniej.


W ten sposób to właśnie zabrałem się wczoraj za Chłopów pana Reymonta, którą to pozycję ściągnąłem sobie ze strony wolnelektury. No i tak czytam sobie i czytam, aż docieram do zdania:


A potem wlókł się ciężko po piaszczystej drodze Żyd szmaciarz, pchał przed sobą taczki dobrze załadowane, bo wraz przysiadał i ciężko dyszał.


Słowo szmaciarz zostało w tym zdaniu oznaczone przypisem i, mimo że wiem co ono oznacza, to kliknąłem w numerek i do przypisu zajrzałem. Co tam przeczytałem:


szmaciarz – czyli zajmujący się zbieraniem zniszczonych materiałów do recyclingu [pogrubienie moje]


Litości, pani lub panie redaktorze! Serio nie dało się, omawiając tekst z początku XX wieku użyć innego słowa niż recycling? Ja wiem, że zadaniem redaktora jest tak przygotować tekst żeby czytelnik (w tym przypadku współczesny) go zrozumiał, ale z drugiej strony, pracując ze słowem, to powinno się mieć jakieś tego słowa wyczucie. I ja rozumiem też, i całym sercem nawet popieram, że każdej uczciwej pracy i każdemu człowiekowi (przynajmniej dopóty, dopóki sam nie da powodów żeby było inaczej) należy się szacunek, również wyrażany w języku, którym się o nim mówi, ale z drugiej strony popieram też rozsądek i jakiś tam takt w tej mowie czy piśmie. Bo inaczej doprowadzamy do sytuacji takich, jak ta z tego obrazka . Zresztą, czasy dziś takie, że w zasadzie to czekam tylko aż ktoś bardzo nowoczesny obwoła rasistą pana Boba Dylana, bo przecież w utworze Hurricane śpiewa on taki wers: and for the black folks he was just a crazy nigger . Wcale by mnie taka sytuacja nie zdziwiła.


No i tak piszę sobie o tym, bo przypomniało mi się, że miałem takie moje perełki znalezione kolekcjonować sobie i zamieszczać w kawiarence #zafirewallem w gablocie opatrzonej tagiem #wpustejszklancepomarancze . A ten przypis bardzo mi do tej mojej kolekcji pasuje.

@George_Stark ja to w ogóle nie cierpię wolnych lektur przez te przypisy co dwa słowa. xd Wolę pobierać takie starocie z normalnych księgarń, gdzie też są najczęściej za darmo.

@moll


Serio, przecież tego nie wymyśliłem. Bardzo lubię wymyślać pierdoły, ale jednak w innej kategorii.

Zresztą, samemu można sobie sprawdzić tutaj .


@Moose


Dziękuję. Na szczęście jeszcze nie zdążyłem przełknąć, więc wyplułem i już jest na swoim miejscu.


@sireplama


To są same kuszące pyszności. W tym konkretnym przypadku: daktyle w boczku, paluchy serowe, jakieś zawijaski z ciasta francuskiego z pieczarkami i oliwkami (i wkładką mięsną, bo inaczej się nie liczy), sałatka Marek Aureliusz, a główne danie wieczoru na ciepło to podudzia z kurczaka wolno pieczone.

Zaloguj się aby komentować

748 + 1 = 749


Tytuł: Moja Jugosławia

Autor: Goran Vojnović

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 3/10


#bookmeter


Pieprzyć to, nie byłem wyrozumiały wobec ludzi, których dało się nadmuchać szybciej niż sekslalkę i jeszcze szybciej uchodziło z nich powietrze.


No i w taki to właśnie mniej więcej sposób prawie cała ta książka jest napisana. Jest napisana fatalnie, jak szkolne wypracowanie ucznia podstawówki na temat „kim jest mój tata”. A że jego tata, tak się akurat składa, jest ukrywającym się zbrodniarzem wojennym z czasów rozpadu byłej Jugosławii, no to napisał o czym musiał napisać, bo wyjścia innego nie miał.


Zwykle odkładam takie książki po kilku stronach, zwłaszcza od kiedy jestem szczęśliwym abonentem Legimi i w jednej cenie mam dostęp do ogromnej biblioteki z której mogę natychmiast wybrać coś innego, to zwyczajnie szkoda mi na nie życia. Ale, od czasu do czasu, a tak było i tym razem, z jakiegoś powodu doczytuję je do końca. Może dlatego żeby, jeśli kiedyś wrócę do realizacji pomysłu z napisaniem własnej powieści wiedzieć jak tego nie robić? A może dlatego, że ciężko jest mi uwierzyć nie tyle w to, że ktoś to napisał, bo ludzie piszą różne rzeczy i nie każdy kto chce musi koniecznie zostać pisarzem, ale w to, że ktoś to zredagował, wydał, a – jak w przypadku tej książki – to na dodatek jeszcze przełożył na polski i opublikował u nas. I w to, że takie książki zbierają dość wysokie oceny, ale o tym to akurat za chwilę.


Ogromnym minusem tej książki jest też to, że traktuje o temacie, o którym należy mówić. Przede wszystkim należy mówić dlatego, żeby przynajmniej spróbować zapobiec powtórzeniu się takich wydarzeń kiedykolwiek i gdziekolwiek. Tylko absolutnie nie powinno się, moim zdaniem, mówić o nim w sposób tak fatalny, jak zrobił to pan Vojnović. Z literackiego punktu widzenia, już pomijając ten okropny, płaski język i postaci bez żadnego rysu i charakteru (tutaj nawet nie wiem co o nich napisać; może tyle, że stworzone były bez żadnego polotu, dokładnie tak, jak można przeczytać w wydawanych na pęczki – a z kilkoma miałem „przyjemność” – poradnikami „jak zostać pisarzem”; przykład? proszę bardzo: „postać literacka powinna posiadać jakąś charakterystyczną cechę” – i, zgodnie z tą zasadą, sąsiadka ojca głównego bohatera jest miłośniczą roślin, a autor, zupełnie bez sensu i bez związku z niczym pieprzy mi o tych roślinach co kilka zdań; no ale cecha charakterystyczna postaci została odhaczona) ta opowieść jest tak płytka i prosta, że dla mnie jest próbą sprzedaży swojego wytworu opierając go na kontrowersyjnym, nośnym temacie. Nie wiem czy tak rzeczywiście było, tak tylko przypuszczam. Nie ma w tej książce absolutnie żadnych wydarzeń z tamtej wojny, co jeszcze by jej nie skreślało, ale wspomnienia, które (ponoć – tak chyba twierdzi autor) zżerają jej uczestników też są pokazane w taki sposób, że ja, jako czytelnik, czytając te wysilone, pretensjonalne opisy wzruszałem tylko ramionami z myślą „i co z tego?”. No nie, tak się nie pisze książek, bo to po prostu nie rusza. Nie wzbudza żadnych emocji. Uważam, że dokładnie odwrotnie niż w życiu, najgorsze, co może zrobić postać literacka to nazwanie wprost tego co czuje. Samo suche „Jest mi smutno” nie wzbudzi we mnie nigdy takiego współczucia, jak plastyczne tego smutku pokazanie.


Z plusów, to ta historia składa się w całość bez jakichś luk logicznych (choć jest tak prosta, że większe wrażenie zrobiłoby na mnie to gdyby autorowi jednak udało się w niej w jakiś sposób pogubić) choć z dużą pomocą niezawodnego rozwiązania fabularnego w postaci deus ex machina. W zachowywaniu tej prostoty historii autor stosował dość sprytne zabiegi, po prostu omijając to, co wymagałoby szerszego przedstawienia. Na przykład w taki sposób:


Vladan, mam nadzieję, że mnie rozumiesz. Jeśli ci ludzie tylko przez moment poczują zagrożenie, nie będą się wahać. Mam nadzieję, że wiesz o kim mówimy.


No cóż, Vladan może i wiedział. Ja natomiast nie miałem pojęcia. A czytałem dość uważnie. Tak że nie ze mną te numery, Vojnović.


I jeszcze rzecz o tych ocenach. Bo, zanim zacząłem czytać książkę, sprawdziłem sobie na lubimyczytac jej ocenę. Całkiem zachęcająca była, no to się zdecydowałem. Tak mniej więcej w połowie lektury wróciłem na tę stronę żeby sprawdzić czy może się nie pomyliłem. Ale nie: nazwisko autora się zgadza, tytuł ten sam, nawet okładka tak samo wygląda. I zacząłem czytać komentarze, ale i to szybko przestałem robić, kiedy to w jednym z nich znalazłem takie zdanie: Wspaniały kunszt literacki dawnych klasyków. Chyba z autorem komentarza to innych dawnych klasyków (sic!) czytywaliśmy. No i przestałem czytać te komentarze. Już wolałem tę książkę dokończyć.

ecf08600-994c-4d00-9bc5-6a809215ff9a

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry!


Wczorajsze wierszydło ułożone zostało w ramach rozgrzewki przed wytworem właściwym, a więc podszedłem do niego luźno, zarówno w sprawie treści, gdzie zająłem się problemem dość nieistotnym, jak i w sprawie formy, gdzie zasady potraktowałem w sposób swobodny, bo i tak nie był to utwór konkursowy.


Dziś natomiast poważnie potraktowałem zarówno temat ten ważki, czyli sprawę doniosłą, o której to chciałem napisać, jak i zasady naszego konkursu #nasonety . Choć i ten wytwór jest pozakonkursowy, bo przecież w tej edycji z konkursu sam się z niego na wstępie wykluczyłem. Zaprezentować jednak co nieco to chyba mi wolno, prawda? A więc proszę:


***


Cnota? Pas.


I cyk! – już pasek twój zamknięty na kluczyk

zanim twój rycerz na wojnę wyruszył.

Bo panny, co same w domu zostają

to czasem już zająć się czym nie mają


i wówczas wiedzione – ja wiem? – ciekawością(?)

oddać się niecnym chcą namiętnościom.

Stąd zakuł cię przed wyjazdem tym swoim kagańcem

bo wiedział, że dybią na cię różne narwańce:


Tadek Malinka, Jasiek Sprężynka,

Adam Waginka, Maciek Jarzynka,

Goran Palinka, Andrzej Kalinka

i śród nich najgorszy: Jureczek Świnka.


Lecz rycerz nie wrócił; śród pierwszych poległ bitewnych dymów,

tak szybko, że wsławić nie zdążył się nawet chwałą swych czynów.

Nam w spadku został problem po tym buraku:

jak sprawę rozwiązać kluczyka braku?


***


W kwestii formalnej. Powyższa rymowanka jest odpowiedzią (di risposta) na konkursowy utwór di proposta , który wybrałem z szerokiej a pięknej twórczości pana Piotra Bukartyka.


I, jeśli formalności, no to jeszcze i tagi: #zafirewallem , #poezja , #tworczoscwlasna .


Dziękuję.

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Drodzy!


Weekendową, już chyba tradycyjną porą, oddaję do Waszych rąk kolejny epizod przygód naszych zasranych bohaterów. I chyba tym razem nie mam nic więcej już do powiedzenia, więc załączę tylko takie oto życzenia:


miłej lektury!


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji


***


Księga VI

Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli


Przed lotem – Nowa Sól – Poranek – Służba


Na wieść o zamku Splash z szafy wyskakuje;

spokojnie, jak to stoik, i tak peroruje,

takie oto do Pachy on kieruje zdania:

– Phi! Mądrość jest ważniejsza ode posiadania!

Cóż ten cały twój zamek kiedyś ci pomoże

kiedy to wczesnym rankiem Śmierć przyjdzie, być może…

– Splash! Nie mam teraz czasu na mądrość stoików,

a ty za to, @moll przelej, proszę, do słoików

ten barszczyk twój cudny i do zamrażalnika

wrzuć mi też na czas jakiś każdego słoika

bo barszczyk, gdy zamarznie, żadnym wtedy płynem,

ale ciałem jest stałym! Tak właśnie ominę –

sposobem! – naziemną kontrolę bezpieczeństwa,

za to że mi tam wtedy, bez krzty człowieczeństwa,

nieodżałowane DWIEŚCIE SZEŚĆDZIESIĄT CZTERY

moje złote gnidy te zabrały! Te cholery!

– W co słyszę – mówi @moll – to nie wierzę uszom

Pacha dziedziczką zamku! Szkoda, że Ukruszon

on się nie nazywa, tak jak i u Pratchetta!

To dopiero szczęśliwa byłaby kobieta!

Z takimi to słowy, choć nadal utyka,

zmierza ze słoikami do zamrażalnika.

A Pacha dalej ciągnie swój lotniczy wywód:

– Polecimy tym razem bez gastrycznych przygód!

Zamrożony barszczyk w podręcznym bagażu,

wniosę sobie na pokład, bowiem: na cmentarzu

wyląduję, a nie nie na lotnisku, i zginę

gdy w menu znów ujrzę tylko oberżynę!

A ja? Siedzę w kącie i trochę mnie boli

bo nie w Gorzowie, ale w Nowej Soli

zamek położony. I w sercu mnie kłuje,

bo: – Tamże zamieszkamy! – Pacha decyduje.

Ale: co mogę? Co zrobisz, gdy się baba uprze?

Więc się na to zgadzam. Z myślą o jej kuprze.


Podróż nam ta lotnicza bez przygód mijała

tyle tylko, co Pacha barszczem się oblała.

Plama na jej koszuli, przed tą plamą czystej,

nie wzbudziła jednak jej nacjonalistycznej

postawy. Srać raz poszła, ale bez obrazy,

bo i ja też poszedłem wysrać się. Dwa razy.

Lot więc był spokojny, a też i lądowanie

tak łagodne, że nawet na łosia kolanie

ciężko byłoby o nim pisać. Pekaesem

później aż do Nowej Soli, gdzie, pod adresem

zamku, Pacha się wzruszyła, gdy, na tej ziemi

swójże spadek ujrzała oczami własnemi.

Mnie trochę to zdziwiło, bo, przyznaję szczerze

nie szło tam nic rozróżnić: gdzie stajnie, gdzie wieże

kiedyś – jeśli w ogóle – się znajdowały.

Zamek? To gruz jakiś! I w ruinie cały!

Noclegowi w lesie fart zapobiegł taki

że obok zamku stały dla służby czworaki.

Nie żeby jakoś lepiej się prezentowały

ale i ścinany miały, i dach prawie cały.

Zimny wiatr nagle powiał, więc mówię: – Ma słodka

co będziemy tu marznąć? Chodźmy już do środka.

Tym bardziej, że mi, biedna, aż zębami szczęka

więc drzwi przed nią otwiera sama moja ręka.

Od razu z Pachą, z zimna prawie siną

w łożu się kładziemy pod zgniłą pierzyną.

– Wreszcie razem w łóżku – mruczę jej – kochana!

Ona mi na to: – Jam dziś niedysponowana!

I – a nawet ten widok sporo ma uroku –

zwraca się do mnie d⁎⁎ą, kładąc się na boku.

Ja: tak jestem rozgrzany, że nie mogę usnąć

i marzę tylko o tym, żeby bromu chlusnąć!

Bo kusi mnie mocno tyłkiem w kształcie gruszki

choć miast ze mną się ślinić, to ślini poduszki.

Ledwie moment i w sen zapada głęboki:

ani się nic nie ruszy: zimna, jakby zwłoki

obok mnie leżały. Czy się nie przekręciła

bym się może i zmartwił, ale przemówiła

przez sen tak: – Och, @moll! Moja @moll ! Jakież to słodziutkie

ty mi tu rzeczy robisz! Jakież przyjemniutkie!

I czekałem ze zgrozą następnego zdania

ale ona zaczęła swój koncert chrapania.

– No to ładnie! – myślę – Greka podejrzewałem

a tu @moll , tego węża, ja pod nosem miałem!

Teraz wszystko już jasne, wyjaśnienie proste,

dlaczego Pacha spać jej nie dała pod mostem!

I długo tak leżałem ze sercem złamanem,

usnąć udało mi się dopiero nad ranem.


A gdy poranne (o trzynastej) wstały zorze,

to i ja też wstałem. W fatalnym humorze,

bo w półśnie szukałem lukrecjowych ustek

ale ich nie znalazłem: Pachy miejsce puste.

Więc, niedobudzony, w humorze do bani

wyszedłem z łóżeczka szukać mojej pani.

Do drugiej izby chaty śmiechy mnie zwabiły

i siedziała tam Pacha i – Dzień dobry, miły! –

tak mi tam powiedziała. – Tak ty spałeś słodko,

że żeby cię obudzić, byłabym idiotką,

i obudzić cię wcale nie miałam sumienia,

więc, z samego rana, poszłam do strumienia,

umyć się, bo nie mamy bieżącej tu wody.

Później, korzystając z tej chwili swobody,

bez próby się przyssania, zaraz po umyciu

włączyłam sobie bajkę. Czeską. O Kreciku.

Patrz jaki on słodki! W drzwi pukać zaczyna!

Mnie, od tego pukania, to się przypomina

tamta jej nocna, namiętna do @moll przemowa.

Już chcę robić borutę, kiedy takie słowa

z radością ogromną do mnie wypowiada:

– A wiesz co mi się śniło? To, że sobie śniadam

najwspanialsze na świecie ode @moll śniadanie!

Ach, piękne to było przez sen fantazjowanie!

Za moje podejrzenia to nawet ją chciałem

przeprosić, ale nie, bowiem sam zgłodniałem.

– Oglądaj Krecika, tu w spokoju sama –

tak mówię – ja tymczasem to idę coś wszamać.


I wychodzę do tej izby, gdzie kaflowy piec

stoi, i, tak jak ja stoję, to mógłbym tam lec,

bo zaskakująco – jak polskich piłkarzy gol –

tam, przy kaflaku, nikt inny, ale sama @moll

stoi! – Cześć Jerzy – tak do mnie ta @moll przemówiła –

ale się cieszę, że mnie tutaj zatrudniła,

Pacha, w tym majątku, co, po ślubie: Starki

nazwę będzie on nosić, na miejscu kucharki.

Nie mogłam się doczekać kiedy pracę zacznę!

Jak, u Pratcheta, Scrobic: kucharka z Lancre!

Porzuciwszy na chwilę pomysł ze śniadaniem

wracam ja do Pachy z takim zapytaniem:

– Zatrudniłaś @moll ? Super! Tylko: kto zapłaci?

– Jak: kto? – pyta Pacha – My. Przecież MY bogaci!

Sam tak mi przecież, Dżordżu kiedyś powiedziałeś!

A teraz co? A może wycofać się chciałeś

z tych słów? I co jeszcze? I ze ślubu może?

Jeśli właśnie tego chcesz, mój Dżordżu, to dobrze!

– Nie! Nie, kochana! Źle ty mnie zrozumiałaś! Czy

nie wiesz, że gdy Polak głodny, to wtedy jest zły?

Dlatego, proszę cię, odłóżmy tę rozmowę

do czasu aż śniadanie opędzluję sobie.

I – dzięki Bogu – Pacha ma wyrozumiała

na moją propozycję zgodzić się zechciała.

Więc wracam ja do kuchni tam gdzie @moll króluje

a tam śniadanko późne na stole paruje,

a skład tego śniadanka jakże mnie zachwyca:

kawka, chlebuś świeżuśki, no i jajecznica.

– „Ale będzie szamanie” – myślę – „tylko jeszcze

tę jajecznicę to posypię sobie pieprzem!”

I sięgam po młynek i: – Ty chamie bezczelny!

To młynek jest wyłącznie do przypraw korzennych! –

tak to właśnie tam wtedy @moll mnie opieprzyła:

rzecz dziwna, bo normalnie bywa raczej miła.

Po tym faux pas atmosfera stała się licha,

śniadanie skończyłem nic nie mówiąc, z cicha.

A później, już spokojny, bowiem najedzony

poszłem do drugiej izby, do mej przyszłej żony,

dokończyć rozmowę. Takie tam oto słowa

za pomocą ust Pachy wyrzucała głowa:

– Widzisz, Dżordż, my szlachta, więc z wysokiej półki,

służby potrzebujemy, a ja przyjaciółki.

Stąd też właśnie pomysł z tym @moll zatrudnieniem

w zgodzie to zrobiłam ze swoim sumieniem.

Będzie @moll u nas pracować jako kucharka,

i cześniczka, rejentka, sekretarka Starka,

oraz także jako koniusza, szambelanka,

fornalka, chlewmistrzyni, kowalka, furmanka.

Tylko jednej posady nie będzie dotykać:

Splasha ja zatrudniłam bowiem na klucznika

Ale nie martw się! Tanio, za miseczkę ryżu

bowiem @moll nie pasuje k⁎⁎as do imidżu.

– Mój Boże – mówię na to – jeszcze Splash! Czy wiecie

gdzie on może siedzieć? – Siedzi w toalecie –

mówi Pacha spokojnie, żeby było miło.

Odpowiadam: – Też pójdę, bo mnie przypiliło!

I wraz udaję się do latryny w drogę

z tego ciśnienia na zwieracz każdą nogę

moją na ziemi bardzo ostrożnie stawiając.

Wreszcie, końcówkę drogi niemal dobiegając,

staję przed sławojką, ale drzwi jej zamknięte!

No: to Splash tam jest w środku, bo gówno, nie miętę

węszę stamtąd. W drzwi uderzam: – Splash! Szybciej! Proszę!

A on z wnętrza ku mnie stoickim swym głosem

tak mi odpowiada: – Nie! Ja się stąd nie ruszam!

Dokończyć chcę tu dzieło Marka Aureliusza.

Poczekaj jeszcze trochę! No, jeszcze chwileczka!

Właśnie dzieło kończę: Rozmyślania – dwójeczka.


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2023


@George_Stark , 2023

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

Aż się popłakałem, że tak pięknie to wykorzystałeś z tymi Rozmyślaniami

Miałem się obruszyć, że za miseczkę ryżu tylko, no ale po tym co na początku powiedziałem i z czym się zgadzam w sumie, to cóż, narzekać nie mogę.

A ten patent z barszczem mrożonym, kurde dobra myśl, będę musiał kiedyś wykorzystać xd

@splash545 Dziękuję pięknie.


Aż się popłakałem, że tak pięknie to wykorzystałeś z tymi Rozmyślaniami 


To wszystko Ty napisałeś, ja to tylko ukradłem i wkleiłem w całość. Sam się więc do płaczu doprowadzasz. Tylko czy to po stoicku?

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry moi Mili!


Tak jak pianiści rozgrzewają się za pomocą pasaży, albo śpiewacy poprzez solfeż, tak i ja dziś rozgrzewam się przed Panem Jerzym za pomocą krótszego utworu wierszowanego. Tak sobie popatrzyłem na ten wczorajszy fragment tekstu tego wspaniałego utworu, przyszło mi do głowy kilka pierwszych rymów, określiły temat no i dalej to już w zasadzie samo się ułożyło. To jest utwór poza konkursem #nasonety , bo w regulaminowej długości zabrakło mi miejsca na pointy, które to musiałem wstawiać w osobnym wersie po każdej ze strof. Mam nadzieję jednak, że nie macie mi tego za złe. Tym bardziej, że te pointy to się ze sobą nawet rymują!


Miłej lektury i miłego dnia.


***


Popłuczyna ekologiczna


Pływam sobie wśród popłuczyn:

martwy kot, van Gogha uszy,

różne rzeczy mnie mijają,

co to ludzie je spuszczają

w toalecie.


Nikłą bowiem świadomością

ekologii, lub: obojętnością

wykazują się, zasrańce,

a już zwłaszcza wczesnym rańcem

na sedesie.


Później: myk i wołowinka

albo może wieprzowinka

na obiad; nie eko-jarzynka.

I te gazy, które krowa, świnka

emitują od pierdzenia.


Pomyśl czasem, brudny synu,

nad skutkami swoich czynów:

o metanie, amoniaku,

którym: doprowadzasz mnie do wraku.

Twoja brudna matka Ziemia.


***


#poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Licząc zgodnie z porządkiem całego świata, poza może województwem Lubelskim, rozpoczynamy oto piątą edycję bitwy #nasonety !


Jakiś czas temu, w obawie żeby forma nam się nie przejadła, proponowałem, mimo nazwy tagu, żeby może wrzucić utwór rymowany w gatunku innym niż sonet. Nikt nie posłuchał tej sugestii, no to teraz sam ją siłą przeforsuję.


Ostatnia, czwarta, edycja przyniosła nam kilka utworów nostalgiczno-smutnych, więc dziś, żebyście na przyszłość wiedzieli jak sobie z tym radzić, zaproponuję tekst do utworu muzycznego pod tytułem Odrobinka winka autorstwa wspaniałego polskiego autora, pana Piotra Bukartyka. Tekst ten jest dość długi, więc, na potrzeby konkursu postanowiłem skrócić go do szesnastu wersów, żeby to układanie nasze było jednak przyjemnością, a nie męką. Oto i rzeczone wersy konkursowe:


Kiedy życie ci dokuczy,

a jak doświadczenie uczy,

takie rzeczy się zdarzają:

choćby chandra, znam i ja ją.


I tu spieszę z wiadomością,

że pomoże ci z pewnością

przykre losu znieść kuksańce

poncz, czasami zwany grzańcem.


Odrobinka winka.

Odrobinka winka.

Może być zaledwie krzynka,

lub, gdy wolisz, cała skrzynka.


Do tak powstałego płynu

dodajemy setę ginu.

Zapomniałem o koniaku!

No co ci szkodzi, lej chłopaku!


Powodzenia i dobrej zabawy!


***


Rzecz o zasadach


Ograniczyłem ten utwór do szesnastu wersów, ale oczywiście nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś ułoży coś do całości. Albo do innego fragmentu. Jeśli ma ochotę: proszę bardzo. Nie wymagam też zachowania rytmu i długości frazy, to zresztą mogłoby być w tym przypadku dość trudne. Ale, tutaj również, jeśli ktoś ma ochotę: proszę bardzo.


Ponieważ z tym liczeniem plusów, jak sami widzieliśmy, to bywa różnie, więc w tej edycji zrobimy inaczej. Konkurs kończy się w przyszły piątek (05.01.2024) o godzinie o 18:00. Po tej godzinie, pewnie całkiem niedługo po niej, dodam ankietę, za pomocą której w głosowaniu proporcjonalnym, równym, powszechnym, bezpośrednim i tajnym (chyba tajnym – nie jestem pewien czy te ankiety tutaj gwarantują anonimowość) wspólnie wybierzemy zwycięzcę, którego ogłoszę w sobotę rano. Godziny nie podaję, bo zrobię to jak wstanę, a sobota to mój święty dzień bez budzika choćby-nie-wiem-co. Aha, nawet jeśli ja coś ułożę (a pewnie ułożę, bo straaasznie to lubię), to mnie w ankiecie nie będzie. Bardzo zależy mi na tym, żeby, w miarę możliwości, co edycję w każdym z naszych konkursów wygrywał ktoś inny. Takie podejście ma mnóstwo zalet, mogę je wymienić na żądanie.


Tyle w sprawie formalnej. Chyba że komuś bardzo zależy na zwycięstwie, to proszę dać mi znać i wtedy autorytarnie ogłoszę tę osobę zwycięzcą. Decyduje kolejność zgłoszeń.


***


Rzecz o twórczości pana Piotr Bukartyka


Wzorem kolegi @Piechur , który kiedyś przypomniał – a niektórym może przedstawił – postać pana Jeremiego Przybory, ja chciałbym Wam przybliżyć postać pana Piotra Bukartyka. No, nie samą postać może, bo poza tym, że jest ona łysa i całkiem sympatyczna (kilka razy miałem przyjemność porozmawiać, a nawet wspólnie planować projekt, który nie wyszedł, z racji – a jakże! – finansowej), ale tejże postaci twórczość, bo tutaj to już wiem jednak trochę więcej.


Otóż, człowiek ten sporą część twórczości swojej zrymował w podobnych do nas okolicznościach, bowiem przez wiele lat bywał (a może nadal bywa – tego nie wiem, bo radia już nie słucham – wówczas jednak nie: „przez wiele lat”, ale: „od wielu lat”) gościem porannych piątkowych audycji pana Wojciecha Manna, w których to prezentował swoje utwory. – Nic szczególnego to! – być może powiecie, i nawet bym się z tym zgodził, gdyby nie pewien szkopuł. Bo on ten utwór, prezentowany w piątek rano to zaczynał pisać w czwartek wieczorem! Ten dzisiejszy tekst jest między innymi przykładem tych nocnych objawów talentu pana Bukartyka. Z tej to twórczości powstały dotychczas dwie płyty długogrające: Z czwartku na piątek oraz Ja, wolny człowiek; Z czwartku na piątek vol. 2.


Pozwolę sobie również, być może ku inspiracji przedstawić tutaj kilka z wielu moich ulubionych utworów autorstwa tego grajka, jak sam o sobie mówi. Oto i one:


W sprawie sztuki filmowej – jeden z moich ulubionych przejawów tej wspaniałej dziedziny twórczości, jaką jest (tak przeze mnie nazywana) sztuka ch⁎⁎⁎wa; proszę szczególnie zwrócić uwagę na tę piękną chwillę w refrenie, wstawioną tam chyba na niezwykle kreatywnej licencji poetica;


Łysa piosenka – to już z przyczyn czysto osobistych, bo przecież to, na co nie mogę nic poradzić, to najlepiej jest po prostu wyśmiać; budujące jest też w tym wszystkim to, że z artystą takiego kalibru, jak pan Piotr Bukartyk, mamy pewne punkty wspólne;


Luz i zapał – myślę, że ten utwór (również napisany z czwartku na piątek) mógłby zostać hymnem naszej kawiarenki; i wcale pan Tuwim z tego powodu by się nie obraził.


Zawsze zastanawiało mnie, jak to jest możliwe, że ten sam człowiek może mieć tak różne oblicza. Tak jak pan Axl Rose, który z jednej strony imprezował tak, że w hotelach przewody ze ścian wyrywał , a z drugiej potrafił napisać coś tak pięknego, jak tekst do utworu November rain . Nie wiem jak wyglądały imprezy z udziałem pana Bukartyka (wiem natomiast, że kiedyś sam Joka z Kalibra 44 proponował mu jaranie; jak to się skończyło – nie mam pojęcia, ale być może pan Piotr nie odmówił, bo ma przecież w repertuarze utwór, dość znany zresztą, zatutułowany Sznurek ), ale ten człowiek, który potrafi tak świetnie napisać teksty żartobliwe, nie jest również bezsilny na drugim biegunie twórczości. Za przykład niech posłużą takie utwory jak:


MałgochaBiuro Ludzi Zagubionych to jedno z najlepszych zestawień słów, jakie kiedykolwiek zdarzyło mi się słyszeć;


Kup sobie psa – w ogóle cała płyta O zgubnym wpływie wyższych uczuć, utrzymana w takim klimacie, jest kapitalna;


czy Nie wszystko jest na sprzedaż / Ja tu tylko gram – tutaj akurat w wykonaniu pana Marka Dyjaka, który tekst ten zinterpretował kapitalnie, lepiej – moim zdaniem – od autora nawet.


Dobra, jako teaser tyle wystarczy. Jeśli ktoś jednak chciałby więcej poleceń w temacie twórczości pana Bukartyka, to ja zawsze chętnie. Jest to bowiem jeden z moich ulubionych autorów.


Dziękuję za uwagę.


KONIEC


Nareszcie!


#poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

@UmytaPacha 


przy takim głosowaniu to przydałoby się, żeby wysyłać tobie odpowiedzi na priva, byś mógł je następnie wstawić wszystkie bez podawania autorów


Nie no, to jest pomysł na inny konkurs. Zróbmy tym razem tak, że po prostu zbiorę nicki wszystkich, którzy wezmą udział w konkursie i zobaczymy jak to wyjdzie.

@UmytaPacha Kurde, nie! To jest jednak świetny pomysł w sumie, tylko ja dość długo dochodzę. Do wniosków.

Możemy tak zrobić, ale przy następnej edycji. Bo nie wiem, czy zdążę teraz post edytować, a nie chciałbym zmieniać zasad w trakcie gry. Jak niektórzy kiedyś.


Chociaż, kolejna edycja, to ktoś inny będzie ustalał zasady. Ale może skorzysta?

Zaloguj się aby komentować