Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 816wpisów
  • 3962komentarzy

Możecie wierzyć, albo i nie, ale obudziłem się dziś z tym wytworem poniższym w głowie. No, tak naprawdę to tylko z jego połową – może za krótko spałem? Tak czy tak, nie pozostawało mi nic innego, jak tylko wstać i go dokończyć. Malarze wszak dzielą los podobny do losu poetów.


Pięknie się ten dzień dzisiaj zaczął!


***


Malarzom –

niech mażą.

I marzą.


Ot – coś tam namazał sobie na płótnie;

ot – ciut tempery i terpentyny

i jeszcze dumny jest z tej mazaniny!

A na dodatek, gdy tylko uśnie


(zazwyczaj kiedy my się budzimy)

marzenia senne nachodzą go różne,

czasem koszmarne, lecz zwykle próżne:

ot – Petersburgi, Paryże, Londyny.


Drogo zapłacił za twórczą wolność:

codzienność jego – nie bardzo spokojną,

od egzystencji minimum daleki.


I wiedzie mu się z dnia na dzień gorzej

więc przed snem modli się: „Daj, Panie Boże,

niechże docenią mnie przyszłe wieki”.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Nie mam pojęcia, czy kolega-organizator @adamszuba zrobił to celowo (chyba raczej nie) i wybrał wiersz, który kończy się takim słowem, jakim się kończy, no ale przecież nie mogłem z tego nie skorzystać! A że nie miałem za bardzo pomysłu, a obowiązek to obowiązek – zwłaszcza obowiązek poetycki! – no to postanowiłem wykorzystać metodę kolegi @fonfi i odwołać się samemu do siebie:


***


Rekurencja

albo Upamiętnienie


Były problemy związane z grudniem,

byli Krzyżacy, niemieckie syny,

były topione już całe rodziny,

a i kieleckie występy próbne;


było topielców wesele (czy chrzciny?),

i z Pachą były przygody różne:

ta jedna wcześniej, ta druga później,

i naukowców też oględziny.


Grudziądz zaskoczy cię rzeczą dowolną –

za ich tradycję toast by golnąć:

jak woda ze źródła niechże im leci!


I tylko w Gdańsku jest coraz gorzej

bo wszystkie zwłoki przyjmuje morze

z Grudziądza nurtem niesione rzeki.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark To nawiązywanie mnie do mnie, mnie do Ciebie, Ciebie do mnie, Ciebie do Ciebie w opowiadaniach to taka gra wstępna do powieści co mi ją obiecałeś. Ani się obejrzysz, a zaraz uzbieramy ze trzy rozdziały...

Zaloguj się aby komentować

Ze względu na wyjątkowość tego dnia, na moje nasycenie się błyskotliwością, piękną polszczyzną i nienachalnym optymizmem tudzież równie nienachalną dynamiką, pozwolę sobie złamać tradycję i wytwór w ramach Cyklu Grudziądzkiego w tej, LXIX (zaznaczam dla porządku) edycji konkursu #nasonety w kawiarni #zafirewallem opublikować jako drugi. Zacznę czymś innym. Ale najpierw wstęp, bo te kilka zdań, które przed chwilą mieliście okazję przeczytać to było dopiero przedwstępie.


***


Wraz z upływem lat nieubłaganie przychodzi na człowieka taki wiek, kiedy to szaleństwa piątkowego wieczoru ograniczają się do spraw w rodzaju wystawienia lewej stopy spod kołdry. Młodość jednak, ta młodość utracona tak dawno, że zdarza się coraz częściej, że również i zapomniana, czasami się jednak do człowieka odzywa. Krzyczy gdzieś tam pomiędzy strzykaniem w kolanach a wypadniętym dyskiem. I czasami ta młodość krzyczy tak głośno, że człowiekowi – mimo przytępionego już słuchu – udaje się ją nawet usłyszeć.


Tak właśnie przydarzyło mi się dzisiaj. Wyszedłem więc z domu i, udając się do Wojewódzkiego Centrum Kultury w Kielcach spacerem, bo pogoda była piękna, a i u mnie sił jakby nagle się pojawiło więcej, zastanawiałem się kiedy to ostatnio zdarzyło mi się tę placówkę swoją obecnością zaszczycić. Wyszło mi, że na pewno było to przed rokiem 2007, bo w tym roku pisałem maturę, ale nie udało mi się ustalić, czy było to z okazji organizowanego tam przeglądu produkcji ZF Skurcz, w którym to brałem udział jako widz, czy też może z okazji jakiegoś przeglądu szkolnych grup teatralnych, w którym to brałem udział jako aktor. Bo brałem kiedyś w takim przeglądzie udział. Z naszą szkolną grupą teatralno-kabaretową występowaliśmy często. Głównie w szkole, ale rzeczywiście, raz udało nam się na taki międzyszolny przegląd zakwalifikować. Nie pamiętam jednak ani z czym na nim występowaliśmy, ani jak się ten nasz występ zakończył, choć usilnie próbowałem to sobie przypomnieć.


A więc przed rokiem 2007, to na pewno. Czyli, kierując się logiką, na scenie Wojewódzkiego Domu Kultury w Kielcach wystąpiłem na długo przed panem Andrzejem Poniedzielskim, bo pan Andrzej Poniedzielski wystąpił na tej scenie właśnie dzisiaj. Piękny, wspaniały był to występ i to dlatego, wciąż jeszcze będąc pod wpływem emocji, jakie ten występ we mnie wywołał, napisałem wytwór poniższy:


***


Remis

czyli Amerykanie mieli, II RP miała, ale i my, współcześni, na szczęście również mamy, a więc nie mamy się czego wstydzić ani nad czym ubolewać


O zgrabne słowa coraz to trudniej:

słowotok bez treści i kulawe rymy –

bo językowo też w przód kroczymy

a nowoczesność krzyczy nam: Równiej!


Równo piszemy, równo mówimy

– a w nowomowie to wszystko głównie –

pustymi słowami owijamy próżnię;

jakby pod SEO to wszystko tworzymy.


Jak mi się tęskni za mową frywolną!

Za błyskotliwością, za składnią dowolną

– byle z logiki nie zrobić kaleki.


Pan Cohen już dawno w grobie za morzem,

u pana Tuwima znicz tylko złożę –

dobrze, że jest pan Poniedzielski!


***


Jeszcze kilka uwag na koniec:


Bardzo mnie cieszy, że pan Poniedzielski zdecydował się zadedykować mi ostatni utwór (ten przed bisem). Co prawda słowa o tej dedykacji nie padły ze sceny, ale Artysta na pewno domyślił się, że ja się domyślę, no bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że koncert zakończyło wykonanie Jerzego ?


I słowo do koleżanki @UmytaPacha: pani gruppie pana Poniedzielskiego, o której kiedyś opowiadałaś, mało zdaje się być wytrwała i zdeterminowana, bo nikt żadnych ciasteczek nie przyniósł. A szkoda – trochę na tym koncercie zgłodniałem.

d7b24037-6885-4290-ab39-5d97a49e5c39

Zaloguj się aby komentować

Koleżanko-organizatorko @moll ! Ja Cię ogromnie przepraszam za ten wysyp wytworów i związane z nim utrudnianie napisania podsumowania, no ale po poezji fekalnej nie mogłem sobie odmówić poezji erosomańskiej przecież! Tym bardziej, że – wiadomo – mnie się najlepiej myśli pod prysznicem i właśnie dzisiaj tak mi się pod prysznicem zachciało…


… myśleć, że aż sięgnąłem do literatury antycznej, odkurzyłem te toposy z początków działalności naszej kawiarni #zafirewallem i w taki oto sposób powstał kolejny wytwór w konkursie #nasonety :


***


Nocny wypas świni męskiej


Jeśli zaś chodzi ci o męskie świnie,

o niewybrednym, szerokim guście,

no to największa ma Jerzy na imię –

no popatrz tylko na ten świński uśmiech!


Myśli kosmatych mu naleciało

do łba pustego – wieje przez uszy! –

przyssać do kogoś mu się zachciało,

tak więc na miasto na łowy wyruszył.


I obszedł w mieście lokale wszystkie,

spojrzenia wokół posyłał śliskie,

aż chyba sam Eros mu dziewczę podstawił.


I Jerzy poczuł w brzuchu motyle

więc pod prysznicem cudowne chwile

spędzi, gdy bakłażanem będzie się bawił.

@George_Stark

do łba pustego – wieje przez uszy! –

To dlatego wcześniej pisałeś: "uszankę uszyj – by chronić uszy..." No teraz to wszystko się spina...

Zaloguj się aby komentować

Jednak do trzech razy sztuka. Bo kiedy uświadomiłem sobie, że nastąpiła w całej naszej kawiarenkowej zabawie #nasonety jakaś ciężka obstrukcja związana z tradycyjną poezją fekalną to postanowiłem, niczym Xenna, wojownicza księżniczka, przybyć tej wspaniałej tradycji z odsieczą:


***


Szczotka zaradzi!


A dzisiaj rano myślałem, że zginę –

wczoraj wjechało mięsiwo z tłuszczem;

siedziałem chyba z całą godzinę

aż w końcu ulga nadeszła. Z pluskiem.


I tak leciało, leciało, leciało,

ja sporo nagle zrobiłem się chudszy,

i się podtarłem, spłukałem śmiało,

no ale woda, co skałę kruszy,


pozostawiła na bieli ryskę,

bo gdy spojrzałem w ustępu miskę

na porcelanie ślad się osadził.


Nad tym wspomnieniem gdy się pochylę

mego geniuszu zadziwia mnie wylew:

„Weź użyj szczotki! Szczotka zaradzi!”


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark

...a przy okazji brazem okadzi

Kafle na scianie, podlodze, suficie

Zapach rozkoszny przyniesie o swicie.

Wspomnienie chwil pieknych jak motyl

Miesiwa z wczoraj w tluszczu glebokim

Zaloguj się aby komentować

Mówi się, że „szwagier to nie rodzina”. No, chyba że czegoś od tego szwagra potrzeba, to wtedy już tak.

Mówi się też, że „do trzech razy sztuka”. No, chyba że ma się mnóstwo zaplanowanych rzeczy do zrobienia, to wtedy wystarczy do dwóch:


***


Szwagrowi – w podzięce


Tak właśnie to liczyć jest na rodzinę:

solidni! – jak kramy na jakimś odpuście.

No ale komu przypisać tu winę?

Przecież nie sobie! – to nie w moim guście.


Jakoś szwagrowi tak się obiecało:

– „Fachowców to ja bym, k⁎⁎wa, mógł uczyć!”

Mnie się na jego słowo przystało

i nawet kupiłem już komplet kluczy.


W robocie o urlop wygrałem bitwę

i opróżniłem tę moją klitkę;

czekam na szwagra: – „Kiedy się zjawisz?”


On już pół roku mówi: „za chwilę”,

cała robota utknęła w tyle,

samotne mnie czeka kładzenie gładzi.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Być może jakiś młody człowiek będzie miał kiedyś nieszczęście trafić w arkuszu maturalnym czy w innym podręczniku na wytwór poniższy, więc z góry go za to przepraszam. Jeżeli jednak doszłoby do takiej sytuacji, wcześniej wystąpi potrzeba zinterpretowania go przez jakąś światłą nauczycielką bądź nauczyciela celem stworzenia klucza odpowiedzi. I może to właśnie wtedy dowiem się co też miałem na myśli kiedy go pisałem, bo póki co to nie mam bladego pojęcia.


***


Wierszyk całkowicie bez sensu, ale brzmi dobrze i jest dość zabawny (przynajmniej według autora), dlatego też autor zdecydował się go opublikować


Wina goryczą przekreślisz winę,

kuszące futro wykona ci kuśnierz,

glin pomalujesz, wypalisz glinę;

lecz musu nie zjesz – ledwo go muśniesz.


Muszek mus mrowie wmusić musiało,

brzuszek się każdej z muszek wybrzuszył;

ty swego ciała zadbaj o całość:

uszankę uszyj – by chronić uszy.


Wszy z głowy swojej wytrząśnij wszystkie,

kołnierze z lisów wyszywaj listkiem

byś za bawialnią mógł się zabawić.


W ogrodu tyle zaś śmieci tyle! –

gile, motyle, wszy, krokodyle:

grabarzem jesteś – zacznij to grabić!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Sam jestem temu winien, sam sobie to zrobiłem. Przy okazji poprzedniego wytworu wspomniałem piękną piosenkę pana Piotra Bukartyka Kup sobie psa , no i tak tego pana Bukartyka zacząłem sobie słuchać, i mi się jeszcze później włączyło jego Leje, wieje , i po raz kolejny zachwyciłem się sposobem w jaki podmiot liryczny wypowiada się w obu tych utworach. I pozazdrościłem panu Bukartykowi, i sam postanowiłem czegoś takiego spróbować. A że utwory te na swój piękny narracyjnie sposób opowiadają o rzeczach mniej pięknych, to mi się ten mniej piękny przedmiot narracji obu tych utworów udzielił i nawet kilka zaczerpniętych z tych dwóch utworów motywów zdecydowałem się u siebie wykorzystać. Nie umiałem się jednakoż zdecydować (nawet po przetarciu okularów), czy widzę jakąś nadzieję, czy też jej nie widzę, zamieszczam więc poniżej dwa różne warianty tego samego:


***


Nawet bez kota

wersja optymistyczna


Nie żebym serio traktował tę linę,

tak tylko badam luzy na spuście,

tabletek zapas? – to na anginę,

szczelność piecyka sprawdzam nim usnę.


Nic się w zasadzie takiego nie stało,

przecież na błędach człowiek się uczy,

to od pogody tak mnie poskładało,

tobie przynajmniej kot jeszcze mruczy.


Dzwonek przerywa myśli gonitwę,

już nie mam siły na żadną bitwę,

nie będziesz teraz kazań mi prawić.


Słuchawkę odkładam, z widełek byle,

a nim kolejny kieliszek wychylę

myśl mnie nachodzi: „Psa sobie sprawić?”


***


Nawet bez kota

wersja pesymistyczna


Nie żebym serio traktował tę linę;

tak tylko badam luzy na spuście;

tabletek zapas? – to na anginę;

szczelność piecyka sprawdzam nim usnę.


Nic się w zasadzie takiego nie stało,

przecież na błędach człowiek się uczy;

to od pogody tak mnie poskładało;

tobie przynajmniej kot jeszcze mruczy.


Dzwonek przerywa myśli gonitwę,

już nie mam siły na żadną bitwę,

nie będziesz teraz kazań mi prawić.


Słuchawkę odkładam, z widełek byle,

a nim kolejny kieliszek wychylę

myśl mnie nachodzi: „Jednak się zabić?”


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dobrze, moi Drodzy!


Jako że siedzę i całkiem skutecznie unikam tego co zaplanowałem sobie na dziś do zrobienia, szczęśliwie przypadło mi to nieszczęście otwarcia kolejnej, XXI już edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem, a to pozwala mi dalej unikać podjęcia trudu wykonania własnego planu, choć już teraz bez wyrzutów sumienia, o ile takie sumienie w ogóle posiadam.


Czyli tak:

gatunkiem, którego sobie życzę niech będzie sensacja,

tematem niech będzie ławka,

a limit słów ustalmy sobie szeroki, powiedzmy od 10 do 5000, bo tymi limitami i tak mało kto się przejmuje.


Dobrej zabawy więc. Czekam na Wasze dzieła przez dwa tygodnie, do niedzieli, 30.04, kiedy to ogłoszę zwycięzcę wybranego przeze mnie według kryterium jeszcze mi nieznanego.



#naopowiesci

Zaloguj się aby komentować

Cóż może być dla poety (mężczyzny, w przeciwieństwie do kobiety, którą to nazwalibyśmy raczej poetką) bardziej inspirującego niż kobieta (być może nawet poetka?), a osobliwie tejże kobiety ciało? No na przykład może być to ta nieuchwytna materia czasami mocno skomplikowanych damsko-męskich relacji. Całe szczęście, że poeta (poetka również) może wiele: może na przykład oba te tematy połączyć.


Bardzo lubię tę skomplikowaną romantyczno-obyczajową tematykę, którą najlepiej chyba ze wszystkich znanych mi autorów tekstów podejmuje (w mojej ocenie!) pan Piotr Bukartyk (on też zresztą napisał piękny tekst pod tytułem O przyjaźni , choć w kategorii, o której tutaj mowa lepszymi przykładami zdają się być takie utwory jak Piosenka spóźnionego na kolację albo Kup sobie psa ). Nie znaczy to oczywiście, że inni autorzy takiej tematyki nie podejmują, czy że nie wychodzi im to równie fantastycznie. Wytwór poniższy inspirowany jest tekstem do utworu nagranego przez zespół Harlem, utworu pod tytułem Bezsenne noce , z którego to utworu sformułowania takie jak „czasem lepiej zwlec niż zwlekać” czy następujące zaraz później „w drzwiach minąłem zdumiony rozsądek, dureń wytrzeźwiał i przyjechał” zdają się mnie prześladować. Zadomowiły się gdzieś w mojej głowie, za nic nie chcą jej opuścić, a czasami – tak jak właśnie dziś – pozwalają sobie z wnętrza tej mojej głowy do mnie krzyczeć.


W ogóle ten tekst do Bezsennych nocy jest napisany takim sposobem, jakim najbardziej lubię żeby były napisane wszelkiego rodzaju wiersze: nie ma w nim nic wprost, nie ma pokazanego samego zdarzenia, a tylko jego przyczyny i konsekwencje: chwilę przed i chwilę po, nie ma w nim zdarzeń, są związane z tymi zdarzeniami emocje. Reszta pozostaje niedopowiedziana. No i chyba czegoś takiego właśnie chciałem spróbować, co zaowocowało wytworem poniższym:


***


O przyjaźni


Pamiętam ten wieczór i Ewelinę,

pamiętam smak wina w stołecznej Languście,

pamiętam jej włosy, figlarną jej minę

i bluzkę opiętą na jej kształtnym biuście.


Pamiętam: tak nagle się wtedy to stało,

pamiętam: taksówkarz spod baru wyruszył,

pamiętam mój upór, pamiętam jej śmiałość,

i ranek pamiętam, ten ranek co skruszył


spoiwo przyjaźni: leżało rozbite

w miękkiej pościeli, ciemnobłękitnej;

pierwszy nam promień słońca objawił

tę prawdę – stanęliśmy wobec niej nadzy;


więc się ubrałem, kupiłem bilet

– dokąd? – nie przywiązywałem wagi,

bo naszej przyjaźni to było na tyle.

Rozsądek trochę za późno się zjawił.


***


#nasonety

#zafirewallem


***


Dwie uwagi jeszcze:


we stolicy (przynajmniej we naszej) nie ma takiej restauracji jak Langusta, sprawdziłem to. Jest taki sklep rybny, ale wątpię, żeby podawano w tym sklepie wino, choć nic nie wiadomo mi o imionach tego sklepu klientek ani ekspedientek. Proszę więc traktować tę Langustę jako przejaw kreacji lirycznej, nikt mi bowiem za reklamowanie żadnej Langusty nie zapłacił.


A, no i nie zmieściłem się w czternastu wersach, liczę więc, że wytwór powyższy nie będzie potraktowany jako konkursowy, co – mam nadzieję! – zmniejszy moje szanse na zwycięstwo, narzekam zawczasu.

Zaloguj się aby komentować

Pamiętacie może edycję syrenią naszej zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem ? O ile nie przepadam za sytuacją, kiedy ktoś narzuca (albo proponuje) temat edycji (choć tego narzucania bądź proponowania organizatorowi absolutnie nie zabraniam, zawsze mogę przecież ten narzucony bądź zaproponowany temat po prostu olać), tak bardzo lubię, kiedy temat edycji wyłania się sam. Tak jak to było w edycji syreniej, albo być może jak to będzie w tej edycji bieżącej.


Odrobinę zainspirowany przez @splash545 przedstawiam kolejny swój sonet do najnowszej bitwy #nasonety :


***


Uroki podróży z PKP


Czekam na dworcu już piątą godzinę,

co słabszy pasażer na ławce gdzieś uśnie;

gdzieś ojciec próbuje ogarnąć rodzinę,

bo dzieci zdają się z nudów mu gnuśnieć.


Co stać się miało, wreszcie się stało:

tłum pasażerów jak nagle nie ruszył!

i do pociągu się dopchać nie dało,

bo rządy objęło prawo tam buszu.


Jakoś udało się przetrwać tę bitwę,

z innymi w przedziale zadzierzgam sitwę –

ktoś mi walizkę na półce postawił.


Lecz to by było radości na tyle,

bo klima nie działa; okna nie uchylę,

i w pocie się będę w wagonie pławił.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ powoli zaczynam myśleć o znalezieniu jakiegoś zatrudnienia, to tak pomyślałem sobie żeby może spróbować złapać jakąś fuchę w reklamie? Oto moje pierwsze – treningowe jeszcze – kroki w rzeczonym obszarze:


***


Jak sobota to tylko…


Za dobrą promocję na wołowinę,

za mody kolekcję całkiem w mym guście,

i za kosiarkę, domowe kino

co w dobrej cenie jest po opuście;


za świeże pieczywo – kosztuje mało,

za wybór owoców jabłoni, gruszy,

oraz za jakość, i za o nią dbałość,

i za maskotki z mięciutkim pluszem;


za szampon, za mydło, za krem, za brzytwę,

w ogóle: za te luksusy wszystkie,

w których to dane jest mi się pławić.


Kiedyś tam były tylko badyle,

teraz pieniędzy oszczędzam tyle –

dobrze, że Lidl się w mieście postawił!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Nawet nie mam pomysłu na żaden wstęp, bo takie zapętlenie rzeczywistości wydaje mi się nie tylko nieprawdopodobne, ale wręcz niemożliwe:


***


Wycieczka


Newsów nie czytam. No, odrobinę,

gdy myszka przypadkiem jakiś link muśnie.

I wczoraj tak właśnie – zakrawa na kpinę! – 

jak news mi wodą w oczy nie chluśnie!


Bo okazuje się, że w zalewie ciało

ktoś dostrzegł: z wody wystawały uszy;

i straży pożarnej brygadę całą

wezwano. Strażacy chcieli zalew osuszyć,


lecz im wędkarze wydali bitwę:

w dziób uderzali, niczym rybitwę,

strażaków dowódcę, co tam się stawił.


Niech się ze sobą tłuką, debile!;

ja zaś się łudzę: może się mylę,

że ktoś z Grudziądza w Kielcach się zjawił?


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark Fajnie jak tak inspiracja sama chlusta... To na pewno ofiara Kieleckiego. Babcia uczyła, że z pełnym brzuchem się do wody nie wchodzi.

Zaloguj się aby komentować

Mam tylko nadzieję, że wierszykiem poniższym (już ostatnim dziś!) nie ukręciłem sam na siebie bata:


***


@moll – ku pocieszeniu


Pieruny zwycięstwa widomym znakiem

ogłosił @fonfi – co idzie za tem,

to fakt, że nic się więcej nie liczy

aniźli głosy naszej publiki.


Wychodzi na to, że nikt nie zdoła

przekonać @fonfiego, który to zgoła

mocno się trzyma postanowienia! –

wszak z legalistą tu do czynienia


mamy, więc choćby gryzł glebę

to nie odpuści – tego żem pewien! –

bowiem uparty! – jak cztery osły!


Ja z tego powodu jestem radosny

i tylko @moll się łzami zalewa

bo się wygranej jutro spodziewa.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dla efektu literackiego pozwoliłem sobie sprowadzić herbatę do Europy kilka wieków wcześniej niż miało to miejsce w rzeczywistości. Nie żałuję! Uważam, że jeśli już ktoś ma zajmować się manipulowaniem historią, to niech robią to raczej poeci niż politycy. Poeci przynajmniej czasami się do takich manipulacji przyznają.


***


Vive la France


Gdy już wykazał się kultury brakiem

to właśnie wtedy wycofał się rakiem:

cichutko – jakby to wcześniej przećwiczył –

bo tak to w zwyczaju mają Anglicy.


To była uczta przy pełnych stołach:

picia, jedzenia w opór dokoła,

i tylko czaju kelner tam nie miał

a to z powodu na czaj uczulenia


Joanny, co słusznym niesiona gniewem

wojsk prowadzenie wzięła na siebie:

dla niej ta uczta!; o niej eposy!


Nagle na salę wjechały termosy

i z nich o piątej herbatkę rozlewał

Anglik pieprzony, gentleman z chlewa.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark

Przyznam, że efekt literacki,

Wyszedł Panu co najmniej kozacki,

A uderzając w angielskie nuty,

Napiszę, że efekt jest: "booty"!


No bo tak na chłopski rozum to hhyba skoro "kozaki" to "boots", to "kozacki" to "booty", nie?

Zaloguj się aby komentować

Miałem już w tej edycji nie pisać, no ale kolega @fonfi napisał tak ładnie, że aż mu pozazdrościłem i też zachciało mi się coś ładnie napisać. No i zastanawiałem się „o czym by tu…” aż tu (nagle i niespodziewanie!) pan Youtube podrzucił mi piękny utwór o którym to – przyznaję się! – zdarzyło mi się jakoś zapomnieć. Tak oto zrodził się w mojej głowie pierwszy wers poniższego wytworu. Całość miała wyglądać zupełnie inaczej, no ale wyszło jak wyszło (może ładnie nawet? – mnie się całkiem w sumie podoba) więc powstał wiersz z gatunku w którym autor, jako teoretyk uczuć, „nie zna się, no to się wypowie”:


***


Nie trzeba się gniewać


Nigdy nie będzie jak tamtym latem,

gdy starzy zostawiali ci wolną chatę;

nigdy już w lesie ze sobą, jak dzicy…

– choć mogli nas wtedy zdybać leśnicy.


Od tego czasu minęło ze sto lat:

ja brzuch mam większy i więcej czoła

i ty wraz z wiekiem powoli się zmieniasz,

no ale nie jest to powód do rozluźnienia

tego co przyciągnęło nas kiedyś do siebie;


tak dobrze znam cię, że jestem pewien,

że widzę w twym oku ten błysk radosny,

gdy z dziećmi mijamy zagajnik z sosny

bo miłość, jak wszystko – niestety? – dojrzewa.

I na świat o to nie trzeba się gniewać.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark bardzo mnie się podoba. Zwłaszcza ta namowa do nie gniewania się na świat.

I cieszę się, że Cię zainspirowałem

Zaloguj się aby komentować

Korzystając z nadejścia wytęsknionej przeze mnie pogody, która aż zachęca do wyjścia z domu, wybrałem się dziś na spacer. A że przechodziłem obok stacji benzynowej, to taka myśl mnie krótka rymowana naszła, którą postanowiłem się podzielić, bo może kogoś innego ona również ucieszy:


Same dobre wiadomości

czyli Impresja wiosenna


Słoneczko grzeje,

paliwo tanieje,

na twarzy uśmiech sam z siebie się rodzi

bo oto wiosna. Wiosna nadchodzi!


#zafirewallem

Ja wolę oldskul:


Idzie wiosna, idzie z dala,

Słonko z góry napier..la,

Żabka cipkę w wodzie moczy,

Kur.a, jaki świat uroczy!

Zaloguj się aby komentować

Obóz stoicki


Pod bramą żelazną biegły tam tory,

na bramie był napis „Momento mori”.


– w taki właśnie sposób poeta opisywał później to miejsce, które odcisnęło swoje mroczne piętno na historii miasta Grudziądza.


Dawno temu w tym miejscu znajdował się Fort Wielka Księża Góra. Później wybudowano na jego miejscu kosmodrom. Grudziądzki Program Kosmiczny został w końcu porzucony z racji tego, że nigdzie w kosmosie nie udało się znaleźć wody, nie było więc sensu kolonizować innych planet, jeśli nie dało się nikogo na nich utopić. Infrastruktura kosmodromu została jednak wykorzystana – zaaranżowano ją na najnowocześniejszą na świecie fabrykę parówek. Fabryka upadła. Upadła z racji tego, że produkowane w niej parówki okazały się tak podłej jakości, że nawet psy po ich obwąchaniu tylko wzruszały ramionami. Miejsce stało przez jakiś czas opuszczone aż do tego dnia, kiedy zjawiły się w nim oddziały grudziądzkiej organizacji SS.


Stoikom Seneki przewodził Marek Plusk, a jego przydupasem był Jerzy Ostrowski. Plusk uznał, że opuszczona fabryka parówek będzie idealnym miejscem na stworzenie stoickiej utopii – nic tak nie przypominało o śmierci jak znajdujące się tam szafy pancerne wypełnione grubymi tomami akt związanych z pozwami, jaki wnosiły rodziny ofiar, które śmiertelnie zatruły się wyrobami firmy. Członkowie sekty przystąpili więc do działania.


Na początku nie było ich wielu. Ci, którzy z własnej podążali za słowem Cesarza Pluska zostali zaordynowani do aranżacji budynków na potrzeby jego wizji. Sam Plusk zaś martwił się nielicznością swoich wyznawców.

– Przecież nie masz wpływu na to w co ludzie wierzą, no to czym się przejmujesz? – mówił mu Ostrowski.

– Nie mam?! Nie mam?! Ja k⁎⁎wa nie mam?! No to jeszcze zobaczymy! – odpowiedział tamtego dnia Plusk, w którego głowie już rodził się plan.


Plan ten był szczególnej wagi, dlatego Plusk zdecydował się wykonać go osobiście, do pomocy zabierając ze sobą tylko zaufanego Ostrowskiego. Pewnej nocy, kiedy Grudziądz już spał, wybrali się do centrum. Rozmontowali część tramwajowego torowiska, a wyrwane z ziemi szyny położyli w taki sposób, że linia kończyła się teraz w założonym przez nich obozie. Następnego dnia rano zaspany motorniczy wiozący równie zaspanych Grudziądzan do pracy nie zauważył zmian i przywiózł dwa pełne wagony przyszłych mimowolnych wyznawców do obozu Pluska. Fort został otoczony przez kordony policji, a po długich negocjacjach stanęło na tym, że w zamian za zwrot tramwaju wraz z motorniczym Plusk może sobie zatrzymać resztę pasażerów. W zakładach pracy na miejsca uwięzionych zostali przyjęci ci, którzy do tej pory pozostawali bez pracy i w ten właśnie sposób rozwiązał się jeden z problemów Grudziądza – Grudziądz stał się miastem z najniższą stopą bezrobocia w całym kraju.


W obozie zaś życie biegło według zasad ustalony przez Pluska. Zasady te nie były jakoś szczególnie uciążliwe, tyle tylko, że związane były ze stoickim sposobem postrzegania świata. Nie została wprowadzona cenzura – wolno było rozmawiać o wszystkim, tyle tylko, że każdą rozmowę należało kończyć słowami „no i co z tego, jak i tak wszyscy umrzemy”, które to słowa szybko stały się obozowym pożegnaniem. Plusk wprowadzał też do życia mieszkańców obozu elementy umartwiające, a wprowadzał je po to żeby mieszkańcy z większą niecierpliwością wyczekiwali śmierci, która to miała ich od tych umartwień wybawić. W tym celu został przez cesarza wydany edykt zabraniający przybierać jakąkolwiek inną pozycję niż pozycja stojąca. Zabronione było siedzenie, zabronione było też leżenie. Mieszkańcy obozu jedli na stojąco, załatwiali potrzeby fizjologiczne na stojąco i nawet spali na stojąco, wzorem konia, na którym siedział Marek Aureliusz, a którego to konia uwieczniono na jego konnym pomniku znajdującym się na rzymskim Kapitolu.


– Dzień dobry – powiedział pewnego dnia Ostrowski, wchodząc do gabinetu Pluska.

– Żeby umrzeć – odpowiedział Plusk tradycyjnym obozowym pozdrowieniem, po czym zadał Ostrowskiemu pytanie: – Dlaczego, mój drogi Jerzy, ten napis nad bramą jest z błędem, k⁎⁎wa jego mać, pytam się spokojnie?!

– Ja zamówiłem dobrze, mogę ci pokazać kwity. A że wykonawca zrobił co zrobił, no to na to przecież nie miałem żadnego wpływu. Zresztą teraz trudno byłoby już to naprawić – odpowiedział Ostrowski, a Plusk mu przytaknął, choć całkowicie uspokoił się dopiero po trzech dniach.


Ostrowski rzeczywiście miał rację twierdząc, że pomyłkę trudno byłoby naprawić, Wisła bowiem w tamtym czasie ponownie zmieniła swój bieg. Grudziądz stał się wyspą z dwóch stron otoczoną wodą – zniknęło jezioro Tarpno, które stało się częścią wschodniego koryta podzielonej rzeki, a sam stoicki obóz znajdował na powstałej na tej odnodze łasze. Został oddzielony nie tylko od Grudziądza, ale i od całego świata.


– W sumie to dobrze się złożyło. Problem sam się rozwiązał. – podsumował Plusk, bo zdarzało się, że ludzie nie chcieli poddać się jego naukom, nie chcieli przy każdej wykonywanej czynności myśleć o tym, że kiedyś umrą, nie chcieli po stoicku spać na stojąco i w związku z tym zdarzało się, że uciekali z obozu. Plusk nie przewidział jednak jednego. Zrozpaczeni ludzie zamiast pamiętać o śmierci woleli rzeczywiście umrzeć. W tym celu sami topili się w opływającej obóz rzece.

– Nie no, k⁎⁎wa! Jak wszyscy się utopią, to kto będzie wtedy pamiętał o śmierci?! – pieklił się Plusk. – Przecież w życiu nie chodzi o to żeby umrzeć, tylko żeby o pamiętać o śmierci, a jak tu pamiętać o czymkolwiek, kiedy się już nie żyje?


I myślał Plusk, myślał intensywnie, aż pewnego dnia wymyślił. Wykorzystując jedną z pozostawionych po upadku Grudziądzkiego Programu Kosmicznego rakiet udał się do siedziby Związku Kajakarzy, gdzie zakupił zapas kamizelek ratunkowych. Na wzór średniowiecznych pokutników ubranych we włosienice, mieszkańcy obozu zostali przez Pluska przyobleczeni w te kapoki, które Plusk osobiście spiął kłódkami tak, żeby nie dało się z nich wyswobodzić. Oczywiście pojawiły się narzekania – mieszkańcom obozu było w tych kapokach niewygodnie.


– Głupcy! – grzmiał Plusk w czasie swoich codziennych przemów na Forum Grudziądzanum. – Głupcy! Czy nie rozumiecie, że przez noszenie tych kamizelek będziecie z jeszcze większym zapałem wyczekiwać śmierci? Czy nie rozumiecie, że to wszystko dla waszego dobra? Nie tylko nie zapomnicie dzięki tym kamizelkom o tym, że kiedyś umrzecie, ale będziecie też z większą nadzieją tego momentu wyczekiwać, śmierć bowiem będzie dla was nie tylko wybawieniem od tych wszystkich trosk, jakie mieliście do tej pory, ale i od tej nowej troski w postaci kamizelki, którą teraz na sobie nosicie!


Mieszkańcy obozu mieli jednak swój rozum. Domyślili się rzeczywistego powodu jaki kierował ich cesarzem każącym im nosić te niewygodne kamizelki i właśnie dlatego w obozowej gwarze taki kapok nazywał się antyutopia.


***


1015 słów.


***


#naopowiesci

#zafirewallem

@George_Stark

—Dzień dobry

—Żeby umrzeć

🤣🤣🤣

To mi zupełnie przypomina mojego ojca, który potrafi dowolne zdanie na dowolny temat zakończyć sentencją „czas umierać…”. Serio, rozmowa z nim potrafi wyglądać tak:

„O zobacz synu jaka piękna wiosna, roślinki mamie w ogrodzie pączki puściły, słoneczko tak cudnie grzeje, czas umierać…” 🤯

Zaloguj się aby komentować

Dzień Kobiet – coroczne święto obchodzone 8 marca od 1910 roku. Pierwszy dzień kobiet obchodzony był 28 lutego 1909, ustanowiony przez Socjalistyczną Partię Ameryki […] – czytamy na Wikipedii (piękny jest plakat ilustrujący ten artykuł!). Widać nawet socjalistom, w tym i tym amerykańskim, może się przydarzyć czasem dobry pomysł, warto więc najpierw posłuchać ludzi, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, a skreślić ich dopiero po wysłuchaniu. Ich dobre pomysły można wtedy przypisać sobie.


Dziś jest ósmy dzień marca, chciałem więc złożyć naszym Paniom życzenia. I tak zastanawiałem się czego by można im życzyć, skoro – jak wiadomo – z kobietami to jest tak, że same nie wiedzą czego chcą, choć chcą tego natychmiast. W związku z tym taki wierszyk okolicznościowy:


***


Paniom


Goździk jest marcowym kwiatem;

ja – ponieważ żem chłopakiem

(chłopcy zaś nie wszyscy dzicy)

chciałbym drogim Paniom życzyć:


byście nie marszczyły czoła;

byście żyły tak ze sto lat

życiem niemal bez zmartwienia;

żeby uśmiech rozpromieniał


wasze twarze – zmarszczek z siedem

(tych mimicznych) i torebek,

butów, wina, czasem ostryg;

żeby zapał w Was nie ostygł;


byście tu zaznały nieba,

czy tam czego Wam potrzeba.


***


#nasonety

#zafirewallem

To ja też się dołączam do życzeń.

Tak na wszelki wypadek, jakby moja Wena (wiadomo - kobieta) za bardzo świętowała i straciła kontakt ze światem...

Zaloguj się aby komentować

No to żeby nie było że w tej edycji znowu za mało, to od razu jeszcze jeden. No bo jeśli coś rymuje się tak jak pierwszy wers Romansu pana Leśmiana, to przecież nie można sobie odmówić przyjemności napisania. Więc niech też będzie o romansie, a będzie to romans mojej najulubieńszej pary literatury romantycznej:


***


Zaginiona gąbka Jerzego


Czym umyć plecy? Czym umyć pachę?

Czym wetrzeć olejek, co róż zapachem

uderzy w nozdrza oblubiency?

Gąbka zniknęła! – więc chyba niczym.


Jak wyszykować Jerzy się zdoła?

Jak przystojniaka zrobi z chochoła,

w którego się co dzień rano zamienia

na skutek bólu? – bólu istnienia.

(Albo też może to ból uzębienia?)


Więc biedny Jerzy wychodzi z siebie:

– Gdzież jest ta gąbka?! K⁎⁎wa, ja j⁎⁎ię! –

Pod prysznic zagląda i w szafkę z sosny.


Lecz wszystkie nadzieje już w diabły poszły

i Jerzy u Pachy swe szanse pogrzebał

bo twarz ma różową – krew go zalewa.


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark strasznie mnie urzekł ten ból istnienia i:

Więc biedny Jerzy wychodzi z siebie:

– Gdzież jest ta gąbka?! K⁎⁎wa, ja j⁎⁎ię!

Zaloguj się aby komentować