1218 + 1 = 1219
Tytuł: Las powieszonych lisów
Autor: Arto Paasilinna
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 7/10
#bookmeter
– […] Czyli średnio poziom wód we wszystkich morzach świata podniesie się o cztery i pół metra. Chyba pojmujesz co to oznacza.
– Przystanie znajdą się pod wodą – stwierdził major. – Trzeba skierować więcej środków z budżetu armii do marynarki. Wojska lądowe będziemy traktować po macoszemu.
Na początek muszę trochę sobie pomarudzić. Już na samym początku pan autor raczy czytelnika takim oto zdaniem: Do każdego pudła ładowano dwieście kilogramów złota w dwunastokilogramowych sztabach. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że dwieście za cholerę nie chce się przez dwanaście bez reszty podzielić. Tak, wiem – to są zupełnie nieistotny szczegół, ale mnie razi. Tak samo zresztą jak kilka niezgrabnych zdań, które w tej książce raziły moją językową wrażliwość. I tego bym się w niej czepił. A teraz, kiedy już nakarmiłem mój autyzm, kiedy zadowolony klepie się on po brzuszku, mogę spokojnie przejść do chwalenia tej książki. Bo jest w niej co chwalić, dużo więcej mogę w niej pochwalić niż zganić.
Pan Paasilinna kupił mnie już od samego początku, a kupił mnie tym w jaki sposób Oiva Juntunen, jeden z bohaterów tej książki, zwerbował sobie pomocników celem zdobycia kilku sztabek złota. No cudowna była logika tych dwóch pomocników, a dalej było jeszcze lepiej!
Stworzyć bowiem postać człowieka kierującego się swoją własną, wewnętrznie niesprzeczną logiką, ale logiką odbiegającą od standardów jakie znamy i jakie przyjęliśmy za normalne (logiczne?) wydaje mi się zadaniem niełatwym. Zadaniem karkołomnym zaś wydaje mi się konsekwentne utrzymywanie postaci w ryzach tej jej wewnętrznej logiki. Te dwa zadania zaś udały się panu Paasilinie znakomicie, tak w przypadku Oivy Juntunena, jak i majora Remesa. I chyba nie trzeba wspominać tutaj o efekcie synergii. O tym, że zderzenie ze sobą dwóch tak fantastycznie wykreowanych osobowości musi, zgodnie z logiką (tylko którą?) dać jeszcze bardziej fantastyczny efekt. Tutaj, w tym Lesie powieszonych lisów, ta logiczna konsekwencja jak najbardziej zadziałała.
Uśmiałem się przy tej książce ogromnie. Ona prezentuje taki typ humoru, jak znam (i lubię) z pozycji innych skandynawskich autorów, takich jak pan Fredrik Backman czy pan Jonas Jonasson i była akurat w sam raz na tą szarą, smutną pogodę, jaką zafundował nam grudzień (bo ile w końcu można czytać Smażone zielone pomidory?). I nie tylko historia, nie tylko bohaterowie byli w tej książce zabawni. Ogromnie doceniam takie językowe cudeńka wplecione w tekst jak stewardessy z przetrąconymi skrzydłami, a jest ich w tekście sporo. I tylko nie wiem czy powinienem za nie chwalić autora, czy może raczej tłumacza? – ktoś wie, czy w języku fińskim funkcjonuje taki zwrot jak „przetrącić komuś skrzydła”?
Po tę książkę sięgnąłem za sprawą tagu, a konkretnie za sprawą wpisu kolegi @WujekAlien, za które to polecenie, choć pewnie nie do końca świadome i celowe, dziękuję bardzo. A na czytniku mam już Rok zająca tego samego autora i tylko czekam aż ktoś doda wpis na temat tej książki, żebym wiedział czy ją czytać, czy może jednak nie.
