Dzisiaj cheat day. Czasami trzeba a nie robię ich normalnie bo i tak się zdarzają: urodziny, święta, imieniny, wesela. Więc nie ma "oszustw" bez okazji, a jak już jest to wykorzystuje #dobrenawyki i jem dobrze, ale nieprzesadnie.
Nie liczyłem dzisiaj bo oprócz śniadania (twaróg, awokado, sweet chili, szczypiorek) czyli jakieś 850 kcal to jakieś 2-3 małe kiełbaski, trochę pieczonych ziemniaków, dużo szaszłyków ale warzywne z indykiem, sporo sałatki ze szpinaku (ciecierzyca, feta, suszone pomidory), trochę papryki, oliwek, kawałek haloumi, no i desery czyli lód (170 kcal) x2, trzy małe kawałki torta czekoladowego (pewnie pomiędzy 200-300g raczej w środek) i dwa małe eklerki (pewnie z 60-80g jeden).
Łącznie może 3500-4000 kcal.
Traktuje to jako paliwo na jutrzejsze długie wybieganie.
Rzekł bym raczej "dzień bycia normalnym człowiekiem" a nie autystycznym świrem zwariowanym na punkcie kalorii twarogu i pakowania, ale jak zwał tak zwał.
@AdelbertVonBimberstein btw, ktoś w moim wątku poruszył temat różnicy między twarogiem/jajkami/mlekiem/kurczakiem od chłopa a ze sklepu, masz jakieś zdanie, Twarogowa Wikipedio?
Rano normalnie bym poszedł na zakupy ładny spacer z 5 km ale było sporo do przytachania i pojechałem samochodem bo jedzenie i napoje na urodziny młodego.
Zostawiam mały deficyt aby jutro podjeść grilla i ciast.
Byłem u dermatologa, zbadała mi znamiona, a zwłaszcza te które mnie martwiły- twierdzi, że wszystko okej i to normalne, że będą się pojawiać nowe przy mojej cerze (i mam to po dziadku bo dziadek też taki plamiasty ).
Uciekł mi płyn chłodniczy ale udało się dojechać do mechanika, jutro powinno być ogarnięte bo jakiś wężyk szlag trafił.
Dlatego dzisiaj i jutro będę miał tą wątpliwą przyjemność korzystać z bydgoskiej komunikacji miejskiej... Ech.
Samochód u mechanika więc trzeba jakoś młodego na zajęcia dostarczyć, a reszty dzieciaków nie miałem z kim zostawić to pojechaliśmy rowerami.
Coraz lepiej się słuchają, pilnują peletonu i średnia prędkość rośnie. Prawie bez zatrzymań.
Zjedliśmy lody siedząc na krawężniku parkingu netto.
W sumie zastanawiałem się nad treningiem na siłowni i bieganiem, z braku czasu wybrałem trening na siłowni ale... to że nie mam czasu na takie bieganie jak bym chciał nie znaczy, że nie mogę w ogóle. Więc zaraz po powrocie z siłowni szybka zmiana butów i zmieszczone w czasie kilka kilometrów. Teraz odebrać dzieci z przedszkola.
Powinienem jeszcze dopisać teraz z dobre 500m sprintu na przystanek, a motorniczy zamknął mi drzwi przed nosem i odjechał. Nie ze mną te numery! Dodatkowo 200-250m sprintu z przystanku na przystanek. Zdążyłem.
Walnął wężyk od płynu chłodniczego ale udało mi się dojechać do mechanika bez lawety!
A dlaczego fart pomimo awarii? Bo to, że coś się zepsuje w czasie, zwłaszcza w 17 letnim samochodzie z 420k przebiegu jest pewne... Ale, że okoliczności będą sprzyjające i obędzie się bez dodatkowych problemów już nie bardzo.
Chciałem biegać ale nie miałem jak tego za bardzo upchnąć, a zrobić swoje trzeba- więc dzisiaj musiałem podjechać do żony odebrać samochód z drugiego końca miasta- wziąłem i wsiadłem na składaka Romet Eco Wigry i sunąłem tak, że nikt mnie nie mógł wyprzedzić!
#galaretkanomore
Zjedzone: 4 360 kcal
Spalone: 4 000 kcal
Kroki: 25 800
Spacer: ~14.5 km
Rower: 17.35 km
Trening: podciąganie na drążkach 3 serie i 2 serie dipów xDDD
#dobrenawyki
#chlopskadyscyplina
Dosyć zmęczony jestem i trochę godny ale to zapije wodą i będzie git.
Może i nie było daleko, może to nie jakieś góry ani mazury, ale odkryłem kawałek pięknej przyrody niedaleko domu. Kumaki nie dały mi spać pół nocy (ale zaświeć latarką nawet w inną stronę to milkną ), sarna szczekała koło 3⁰⁰ i trochę początkowo narobiła mi stracha (ale to w odwecie bo wystraszyłem ja jeszcze wieczorem jak podeszła ze 2 metry ode mnie a ja do niej "No siema!"- jak podskoczyła i w długą!), widziałem zachód i wschód słońca nad Wisłą, zrobiłem fajne ognisko, zjadłem trochę giętej w bułce i przetestowałem nowy hamak.
Delikatnie zmarzłem jak zaczynało się robić jasno, ale to tylko stopy, a że jestem leń to zwinąłem je pod siebie zamiast wyjąć z plecaka turystyczne kapcie z kaczego puchu.
Wczorajszy dzień nie był również spokojny przed mikroprzygodą* bo rano pobiegłem na miejscówkę zobaczyć czy lepiej wziąć czy hamak i dobrze, że wziąłem hamak.
Czy można przeżyć dobry biwak 8 km od domu? Jak najbardziej. I odpocząć sensorycznie bo nic (przynajmniej u mnie) nie resetuje bardziej bodźców niż ognisko, śpiew ptaków i cisza- pomimo, że gdzieś tam- daleko, niesie się dźwięk kolei, samochodów i miejskiego życia. To jednak jest tam, a ja jestem tutaj, jem kiełbasę, liofilizowana carbonara zalana (vibe zdobywania 8k góry jest).
Ogólnie, co zabrałem?
-hamak Ticket to The Moon Lightest Pro
-chińska podpinka do hamaka
-jakiś noname tarp 3*3 ale nie miało padać i przestało wiać to nie rozłożyłem
-kuchenka gazowa i garnek firemaple G2 (bardzo szybko gotuje wodę- polecam)
-noname śpiwór comfort 10 stopni
-krzesełko turystyczne sunodi (bardzo lekkie około 550g ale nie super stabilne trzeba się przyzwyczaić ale polecam)
-piła turystyczna Bahco Laplander (jak na razie polecam, chociaż czas pokaże ale jest ostra skubana- były ofiary a tylko dotknałem palca )
Jedzenie:
-3x bułka
-240 g kiełbasy z dziczyzną
-150g orzechów nerkowca w karmelu
-liofilizowana owsianka, carbonara i zupa pomidorowa
... i wziąłem za mało kcal uwzględniając wczorajsze aktywności, bo zjadłem owsiankę, która miała być na śniadanie, więc śniadanie lekkie bo tylko zupa.
Na nocleg wybrałem miejsce z dosyć młodymi drzewami (aby mi co na głowę nie spadło) a okoliczne suszki zrobiły za opał (generalnie w okolicy paliwa pod dostatkiem). Ognisko na piasku, zrobiłem lekki dołek, a następnego dnia wszystko przysypałem świeżym piaskiem, że nawet nie został po nim ślad.
*Pomysł mikroprzygody zaczerpnąłem od Bushcraftowego (YouTube), a on od kogoś tam jeszcze i tak się poniosła idea: skoro nie mam czasu na długi trekking albo biwak, to dzięki uprzejmości żony mogę zrobić sobie przecież to samo ale w małej skali pomiędzy 17⁰⁰-7⁰⁰. Bo "nie mam czasu" okazuje się słabą wymówką jeżeli zinwentaryzować czas i policzyć ile marnujemy go na bzdury przed ekranem.
@AdelbertVonBimberstein więcej byś o tym hamaku napisał. Mam ale bez moskitiery i czuję że to był błąd. A z drugiej strony nie lubię jak mnie te bzyczące gowniaki dziobią. Jak się do tego wsiada? Ma zamki dwustronne?
@Astro ma zamki z każdej strony możesz nawet ją odpiąć.
Mam też inny hamak Ticket to The Moon taki klasyczny bez moskitiery i dodatkowo moskitierę zewnętrzną też robi robotę ale to dodatkowa waga- chociaż o tyle lepiej, że możesz użyć za worek na bambetle
Z laplandera będziesz zadowolony, to taki mały skurczybyk zjadają y te wszystkie marketów ki na śniadanie. U mnie w plecaku na służbie już jakieś 12 lat i tylko śruba centralna zardzewiała i zeszła nieco farba z ostrza, nadal jest ostry i nadal super rżnie. Wyżej już tylko silky.
Pobiegłem wybadać miejscówkę na wieczorny biwak.
Wracając wybrałem trochę inną ścieżkę i musiałem biec łąką, potem wpakowałem się w pokrzywy po pas (a spodenki króciutkie...) i w końcu znalazłem ścieżkę przez pole rzepaku więc ruuuuuuuraa na pełnej i... Wybiegłem od tyłu czyjegoś siedliska prosto obok pasieki w rój pszczół.
No scena jak z Kaczora Donalda - biegnę pełnym sprintem, pszczoły wplątały mi się we włosy (fryzjer wzywa), ja się oganiam, prawie gubię słuchawki a one żądlą.
Jeżeli pszczoły umierają po ukuciu to przepraszam, moja wina, ze 3 RIP, ale nie spodziewałem się roju bo bym ominął albo... się zatrzymał i spokojnie przeszedł. Nieuwaga w biegu po krzakach przyczyną nieszczęść.
Trochę błędów żywieniowych od rana (240 g torta śmietankowego na śniadanie przed siłownią) sprawiło, że cały dzień mnie ssało pomimo dosyć solidnej kaloryki.
Nic to. Jutro dołożę Twarogu, bo dzisiaj to gofery Twarogowe.
#galaretkanomore
Zjedzone: 3 950 kcal
Spalone: 3 550 kcal
Kroki: 12 500
Trening: pull na siłowni () + ab wheel ()
Basen: 1 000 m
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Na jutro zaplanowałem mikro przygodę, czyli idę na biwak pomiędzy 17⁰⁰ a 7⁰⁰ rano gdzieś na drugą stronę Wisły.
Skoro nie ma czasu na porządne wyjście to trzeba korzystać z tego co jest. Mówię sobie ostatnio, że nie można mieć wszystkiego i to mi jakoś bardzo pomaga radzić sobie z rzeczywistością bo generalnie jest za⁎⁎⁎⁎ście, a nie pozwolę grubasowi w głowie aby drobnostki odebrały mi smak życia bo jest spoko!
Za⁎⁎⁎⁎ście zadowolony z formy jestem. Nie będę znowu się obnażał ale kurde jest dobrze. 82.4 kg.