A ja nie bardzo rozumiem, dlaczego od żony prezydenta (jakiegokolwiek) wymaga się, żeby zabierała głos. Żona/mąż prezydenta nie ma wpływu na to, czy zostanie pierwszą damą. Wynagrodzenia za to nie ma (za to traci się możliwość pracy gdzie indziej, ze względów bezpieczeństwa), dopiero od kilku lat ma się opłacane składki emerytalne (wcześniej to była funkcja nie dość, że darmowa, to jeszcze skutkująca zmniejszeniem emerytury).
Ja będąc na miejscu Agaty Dudy zrobiłbym dokładnie to samo. Uznałbym, że skoro nikt mnie nie wybrał, pieniędzy za to nie dostaję, to mam gdzieś jakiekolwiek wypowiadanie się czy branie czynnego udziału w polityce. Tyle, że funkcji reprezentacyjnych też bym nie pełnił, ani nigdzie nie jeździł, tu plus dla niej, że się zgadza na to. Udzieliłbym jednego wywiadu w którym poinformowałbym, że mam w głębokim poważaniu "obowiązki" pierwszej damy i na tym koniec.