Krótki opis: Evan od podbazy cierpi na zaniki pamięci. Za radą neurologa zaczyna prowadzić dzienniki. Po latach odkrywa, że czytając swoje stare wpisy w dziennikach jest w stanie przenosić się w czasie. Usiłuje wykorzystać swój dar, aby pomóc przyjaciołom.
Fajny film, chociaż miejscami wydaje się naciągany.
Imo końcówka w stylu #trudskoczon bardziej by pasowała do tej mrocznej historii, niż obligatoryjny hepiend.
@AndzelaBomba oglądałem po latach jakiś czas temu, i nawet nieźle się zestarzał. Tylko ja oglądałem właśnie wersję DC, gdzie ciężko mówić o happy endzie :P
Kiedy pod koniec marca zaczynałam serię książek o Diunie, nie spodziewałam się, że:
a) zajmie mi to tyle czasu,
b) po dwóch tomach entuzjazm się wypali,
c) wiersz z ostatniego tomu posłuży jako di proposta w bieżącej edycji konkursu #nasonety
d) nie poczuję się jakoś szczególnie usatysfakcjonowana ukończeniem tej serii.
Założenie było proste: przeczytać wszystkie sześć książek o Diunie pióra Franka Herberta. Nie oszukiwałam się, że po tych sześciu warto będzie sięgnąć po wypociny jego syna, rzekomo kontynuującego dzieło ojca (a tak naprawdę napędzającego silnik napędzany jego ojcem, kręcącym się w grobie). Chciałam doświadczyć tej prawdziwej Diuny w pełnej krasie.
I o ile pierwsze dwa tomy były naprawdę ciekawe, intrygujące i zachęcające do zagłębiania się w lekturę, to potem było już tylko gorzej. Trójeczka - cienka. Czwóreczka - jeszcze jako-tako. Piątka - dramat. Do szóstej podchodziłam, porzucając wszelką nadzieję.
Ale o czym jest szósty tom? No, głównie o Bene Gesserit. I o Dostojnych Matronach, które - jak się okazało - chcą Bene Gesserit zniszczyć, i nawet są w tym skuteczne.
Szumnie zapowiadane w piątym tomie wątki okazały się mierne. Duncan prawie nic nie robi, siedzi sobie na statku (choć wielce zakochany). Czerwie nie rosną. Dziecko rozmawiające z czerwiami dorasta do bycia Bene Gesserit, ale nic z tymi czerwiami nie robi. Matka przełożona ma jakiś plan (kurde sprytny), ale go nikomu nie zdradzi do ostatnich trzech rozdziałów.
I wszystko to jest jakieś takie nijakie, jakby... w oczekiwaniu na wenę. Wiecie, to jest coś, co George R. R. Martin by pisał, gdyby ktoś go zmusił do opublikowania w końcu jakiegoś nowego tomu GoT, a on dalej by nie wiedział, co chce z tą serią zrobić. Z drugiej strony, nie ma co się dziwić Herbertowi: zmarła mu żona, syn jest beztalenciem, a jego samego pożera choroba. I coś, co zapowiadało się pięknie, takie ultranasiono po prostu nie trafiło do żyznej ziemi.
Kończę tę serię z pewną melancholią w sercu, wspominając pisarza, który chciał, ale nie mógł. Dziękuję, że mi w tym towarzyszyliście.
@Wrzoo Przeczytałem tylko jedynkę jakiś czas temu i bardzo mi siadła a jak obejrzałem pierwszy film to stwierdziłem że sobie odświeżę i może sięgnę po resztę ale nie wiem czy się przez to przedrę, zwłaszcza że kilka osób ma podobne opinie co Ty.
@Wrzoo Kilka lat temu przeczytałem 4 pierwsze tomy, czy przed sięganiem po tom 5, warto jeszcze raz odświeżyć sobie pierwsze cztery, albo chociaż sam 4, czy wydarzenia z 5 tomu mają się nijak do tego co się działo wcześniej?
Obiad w łotewskiej chacie, mały Łotysz nie może zjeść wszystkiego, więc matka mówi do niego:
- Jak nie możesz już, to kamienie zostaw, ale zimnioka zjedz.
Ale to tylko halucynacje z niedożywienia, nie ma żadnych zimnioków, są tylko kamienie, matka dawno w gułagu, a syn umarł przy porodzie, jest tylko mroźna łotewska zima i śmierć.
Ale to dobrze, ich trud skończon.
BONUS
Łotewski chłop przeczytał w książce:
"Jesteś tym co jesz."
I chłopa już nie było. Jego trud skończon.
Tym pozytywnym akcentem kończymy i mój trud też skończon.
Jakby ktoś chciał więcej to kolega dalej wrzuca na #lotewskichlop
Wielki naukowiec łotewski robi eksperyment kto przeżyje najdłużej z jednym zimniokiem. Ma Irlandczyka, Amerykańca i Łotysza. Zamyka każdego w jurcie z jednym ziemniakiem i czeka aż każdy umrze. Najpierw Irlandczyk. Irlandczyk wie wszystko o ziemniaku. Robi zupę, potrawki, frytki z obierek. Najedzon wiele dni, umiera po 30.
Następny Amerykańec. Robi frytki wolności. Politbiuro wysyła Amerykańca do gułagu. Wolność niedozwolona na Łotwie.
Na końcu Łotysz. Chłop siedzi w jurcie z zimniokiem. Nigdy wcześniej nie widział zimnioka. Myśli że to kamień. Umiera z niedożywienia po 7 dniach. Wygrał. Dla niego trud skończon.
Wielki dzień dla Łotewskiej nauki! Ale nie ma Łotewskiej nauki jest tylko śmierć.
- A wy towarzyszu to bardziej kochacie Boga, czy politbiuro?
Widząc, że chłop się waha, komisarz wyciąga zimnioka i rzecze:
- Zobacz chłopie, za twoją miłość Politbiuro da ci zimnioka, a Bóg co ci da?
I wtedy chłop zrozumiał - wykrzyknął na cały głos, że kocha Boga tylko i wyłącznie. Komisarz wyciągnął pepeszę i przestrzelił łotewską czaszkę na wylot.
Dla chłopa trud skończon. Bóg bardziej szczodry niż Politbiuro.
Czyli jest tylko baba jak baba to w nosie, bo tak mówiła moja babcia jak w nosie to ktoś tam istnieje i nie jest halucynacją czyli chłop jest, ma babę w nosie, a trud jego nie skończon jeszcze.
Politbiuro organizuje wielki wyścig o zimnioka. Grupa łotewskich chłopów ustawia się do biegu. Sędziowie z politbiura strzelają do startu. Łotewscy chłopi biegną. Są tuż przy mecie. Sędziowie z politbiura strzelają do chłopów. Chłopi padają na kamienie i powoli umierają. Ich trud się kończy.
Nie ma wyścigu, nie ma mety, nie ma zimnioka. Jest tylko ból, mróz, halucynacje z niedożywienia i nieudana próba ucieczki z gułagu. Chłopi wyścig wygrali.
Łotewski chłop słyszy plotkę o słodkim zimnioku. Jest taki jak zimniok tylko słodki, tak głosi plotka.
Politbiuro mówi że to kapitalistyczne kłamstwo. Plotka o słodkim zimnioku spędza chłopu sen z powiek.
Jak Politbiuro mówi: kłamstwo - to znaczy że musi być to kłamstwo.
W drodze przez wieś, chłop natrafia na coś na drodze. To zimniok. Ale koloru innego niż zwykły zimniok. Chłop myśli, że to słodki zimniok. Raduje się. Bierze zimnioka do ust.
To kamień. Chłop ma halucynacje z niedożywienia. Radość zmienia się w smutek, mrok i cierpienie. Chłop bierze kamień i rozbija o niego głowę, a trud jego dobiega końca.
W ostatniej chwili uświadamia sobie, że to najsłodszy zimniok ze wszystkich.
Zaczynając wrzucać żarty o łotewskich chłopach, od samego początku planowałem wybrać 10, albo 15 moim zdaniem najlepszych. Nie chcę ciągnąć tej serii w nieskończoność, a mógłbym
Ostatnio sam poczułem trochę zmęczenie tematem i stwierdziłem, że na 10 skończę. Czyli planowo jutro będzie ostatni.
Jednak od czasu gdy pokazałem, że seria kończy się na 10 żarcie, dostaje sporo sygnałów, że trochę osób chce wincyj!!! Z drugiej strony dostałem też trochę sygnałów, że już teraz jest tego za dużo.
To był zimniok spalający się w atmosferze ziemskiej. Pieczony zimniok dla litewskiego chłopa. Ale po dotarciu do powierzchni Ziemi zimnioka już nie było, spłonął, był tylko halucynacją z niedożywienia.
@bizonsky To jest specyficzny humor, nie każdego bawi. Założę się, że żadnej kobiecie nie podobają się te dowcipy, bo są zbyt abstrakcyjne, a kobiety są bardziej praktyczne. No bo co śmiesznego jest w żarcie:
Zrozpaczona żona napisała długi list z prośbą o pomoc. O tym jak ciężko jej teraz utrzymać siebie i jej dziesięcioletniego syna. Wzruszone politbiuro przyjechało nazajutrz.
Stary Łotysz poszedł na ryby... Złapał złotą rybkę, a rybka jak to rybka mówi mu że ma trzy życzenia.
-Chce ogromnego ziemnioka.
Rybka spełnia życzenie.
-Chce aby było mi ciepło.
Rybka daje Łotyszowi ciepły płaszcz.
-Chce aby mój trud się skończył....
Lecz złotej rybki nie było, była to halucynacja z niedożywienia. Ale mimo to ostatnie życzenie się spełniło. Łotysz umarł z głodu. Jego trud skończony.
@splash545 Uwielbiam żarty o Łotyszach. Nieodmiennie powtarza się w nich: zimniok, halucynacje z niedożywienia oraz KGB.
Żeby nie było, że się śmieję z Łotyszy, oto pieśń śpiewana na przesilenie letnie, najdłuższy dzień w roku, na Łotwie zwane Līgo. Chór 3 tysięcy Łotyszy śpiewa niesamowitą pieśń "Līgo!":
@Pan_Buk Dzisiaj się z tego śmiejemy, ale jak sobie człowiek przypomni co się dzieje za wschodnią granicą, albo filmiki wrzucane przez Andromedę, to się śmiać odechciewa.
Kurna... Inne narody jak kogoś podbijały, to mimo wszystko, mimo mordów i czystek, przynosiły jednak jakąś cywilizację, chociaż dzisiaj mówienie o tym jest "niepoprawne". Hiszpanie, Francuzi, Anglicy.. nawet Niemcy w zaborze Pruskim.
A ruscy? Wszystkie podbite przez nich tereny zamienili w chlew. Od Kuryli po Królewiec.
A potem ciężko zdziwieni że wszystkie ich byłe "kolonie" pomagają Ukraińcom jak mogą.