Wykonawca: Lustmord & Dave Lombardo
Utwór: Paleomagnetic Resonance
Album: The Pulse Of Atoms
Dziś swoją premierę ma wydawnictwo bardzo nietypowego duetu.
Brian Williams (Lustmord) jest popularnym kompozytorem muzyki ambientowej wykorzystującym nagrania terenowe. Dave Lombardo natomiast jest perkusistą znanym przede wszystkim z występów w kapelach metalowych takich jak Slayer, Grip Inc, Testament czy Fantomas.
@tomwolf pierwszą kasetę Slayera (Show no mercy) dostałem od starszego brata w 1985 i zdecydowanie już wtedy uznałem jeszcze jako dzieciak, że to zdecydowanie najlepszy band że wszystkich. Od tamtej pory, nigdy, dosłownie ani razu, mnie nie zawiedli. Nigdy nie nagrali słabej płyty, nigdy nie nagrali nawet jednego śmieciowego kawałka. Taką konsekwencją wśród przynajmniej tych thrashowych kapel, tylko oni mogą się pochwalić. Death i black, to już inna bajka, taki Satyricon, Immortal, Death czy Vader wiedzieli, że jak zaczną kombinować i odejdą od swego stylu (jak np Metallica swego czasu albo Samael), to może być ich koniec.
5 lipce 1988 roku amerykańska grupa thrash metalowa Slayer wypuściła swój czwarty album studyjny zatytułowany South of Heaven. Poprzedni album, Reign in Blood, został określonyny przez redakcję magazynu Kerrang! Najcięższym brzmieniem wszech czasów. Muzycy zdawali sobie sprawę zatem, że szybciej i agresywniej już nie dadzą rady zagrać, więc postanowili zwolnić. Muzyka, za którą w większości odpowiada nieżyjący już Jeff Hannemann, nie jest już tak bezpośrednia i agresywna, więcej tu średnich temp i niepokojących klimatycznych zagrywek. Są tu co prawda szybkie strzały jak Ghosts of War czy opowiadający o aborcji Silent Scream, jednak większość albumu to kompozycje utrzymane w nieco wolniejszych tempach. Mamy tu zatem niesamowicie klimatyczny utwór tytułowy, czy opisujący okrucieństwa wojny Mandatory Suicide, czy świetnie rozkręcający się Behind The Crooked Cross. W ostatnim kawałku Spill the Blood pojawia się nawet gitara akustyczna, co było pewnie szokiem dla wielu fanów tego zespołu. Zaskoczeniem nie była za to gra Dave'a Lombardo - to on błyszczy w mojej opinii najbardziej, jego gra perkusyjna jest naładowana smaczkami i finezyjna.
Nie jestem wielkim fanem tego albumu, kilka kompozycji zupełnie mi nie pasuje, jak nudne Cleanse the Soul, za którym sam gitarzysta Kerry King nie przepada, czy niemrawo odegrany cover Dissident Agressor grupy Judas Priest. Jednak koniec końców South of Heaven okazał się kolejnym mocnym wydawnictwem w dyskografii grupy.
Ciekawa sprawa. Czytałem tytuły utworów i automatycznie oraz natychmiastowo przy każdym słyszałem je w głowie. Hanneman to brzmienie Slayera. Zamiast Kinga mógłby tam komponować ktokolwiek i nie byłoby wielkiej różnicy.
@schweppess Zanim poznałem "Reign in blood" to ze sto razy przesłuchałem "Diabolus in musica". Mam spaczoną perspektywę i uważam, że Slayer z lat 90-tych grał lepiej niż Slayer z lat 80-tych.