W moich starych butach rowerowych obcasy przetarły się do szczętu i postanowiłem uratować te buty. Kupiłem obcasy od innego modelu (w moich jak widać jest to niewymienialny element) i zamierzam je przykleić kropelką, nie używając dołączonych śrubek. Trzymajcie kciuki #rower #naprawiajzhejto
Witam, ostatecznie po porannych oględzinach stwierdziłem, że nie ufam klejowi, bo trochę ta guma jednak odstawała i była elastyczna pod naciskiem. Wiertłem 3 mm do drewna uważnie wywiercilem otwory i z wyczuciem wkręciłem śruby, aby nie uszkodzić karbonu. Na pierwszy rzut oka wygląda okej, będę obserwować @Rzeznik @InstytutKonserwacjiMaryliRodowicz @wonsz @DEATH_INTJ @starszy_mechanik
Nie dajcie się zwieść pierwszej fotografii, bo pogoda zrobiła dzisiaj prima aprilis i bezchmurne, słoneczne niebo, przyprawiła wiatrem zimnym niczym w środku zimy.
Pojechałem dzisiaj kawałek wgłąb województwa Opolskiego, szukając nowych odcinków. To co znalazłem było świetne, ale jeszcze bardziej cieszy mnie moja forma. Mając dwie dosyć intensywne jazdy w nogach, dzisiaj spodziewałem się ciężarów, a niespodziewanie kręciło mi się bardzo dobrze. Na tyle, że nieco żałuję śr. tętna na poziomie 140, gdyż mogłem wykręcić naprawdę przyzwoitą średnią. Gdy przyjdą cieplejsze dni, powtórzę tę trasę z całą pewnością.
PS. Aha, wyjebałem się dzisiaj. Chrzest sezonu, chrzest roweru. Nie napiszę jak, bo wstyd mi przed samym sobą, a co dopiero przed Wami. Rower cały, gorzej z dłonią, nadgarstek przyjął ładną energię. Jutro raczej przerwa, zobaczymy co czas pokaże.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@jakibytulogin chyba z dwojga złego bym wybrał jednak obite dupsko od stłuczonego (oby...) nadgarstka. Rozpocząłem już kurację żelowym kompresem i maścią chłodzącą.
Coś mnie wzięło i pogoniłem na szybką, nocną rundkę. Dziwne, bo wcześniej byłem na siłce i zrobiłem nawet marszowe cardio na bieżni xD
Lubię takie nocne klimaty, mało aut, mało ludzi, nawet do centrum można wjechać.
911 km w marcu, niby ok. 100 mniej niż rok temu, a wtedy byłem bardzo zadowolony. Jednak patrząc na to, że poza jednym testem oraz kilkoma dpd, rozpocząłem sezon 20 marca, to dla mnie wynik jest rewelacyjny. Zwłaszcza że wcześniej było prawie 500 km na chomiku. A sezon dopiero się zaczyna
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Przez ostatnie lata branża rowerowa przez wszystkie przypadki odmieniała słowo "sztywność", udowadniając jak to ich najnowszy rower nie jest sztywniejszy od starszego ich modelu czy konkurencji. Jak to nie warto dopłacić do ramy omx zamiast omr, jak to włókno toray t1100 nie jest sztywniejsze od toray t800.
Człowiek momentami czuł się jak na planie pornola, sztywność, sztywny, najsztywniejszy.
Nagle temat się przejadł, wymyślili schowki w ramie pod uchwytem na bidon i żadna z gadających głów nawet się nie zająknie, jaki to wpływ ma 30-centymetrowa dziura, w głównej rurce rower na tę mityczną sztywność.
@Furto przecież to nie jest nowe rozwiązanie. Trek Domane miało to już lata temu. Tylko to jest rower endurance, wygodny, nie sportowy. Sztywność nie gra roli. Co to za model Basso?
@dzangyl palta 3, ale to nie ma znaczenia, bo te schowki zaraz będą w co drugim gravelu, a może i szosie. Ogólnie koncepcja mi się podoba, ale gryzie się to ze sobą. Ja mam wyjebane, bo i tak twierdzę że zwykły amator może odczuć różnice pomiędzy kołami Alu, a carbon, a nie karbonem x czy y.
@Furto widzę, że to sportowy gravel. Ten schowek w Domane, jak już pisałem, był lata temu i to się nie sprawdziło. Wydaje mi się że w ostatnich modelach już go nawet nie było. Ja jestem zwykłym amatorem i widzę różnice między karbonem i konstrukcja ramy w moim starym krossie vento 7.0, a w Trek Emonda SL6 ;d
Wyjazdowe kilometry na #gravel i pracodomy. Najdłuższy dystans to wycieczka z przewodnikiem po Aglomeracji Śląskiej. Pan @Mordi (。◕‿‿◕。) zaplanował nam trasę szlakiem miejsc o dość nieoczywistej urodzie (choć nie wątpię, że niektórym robi się od tych widoków ciepło na czarnym jak wungiel serduszku), a przy tym powiedzmy, że średnio przyjaznym rowerzystom. Duży plus dla kierowców, którzy nie skorzystali z okazji, by rozjechać zagubionych pedalarzy ze wsi, gdzie są same ronda i brak torów tramwajowych. Bilans gmin powiększony o 8, #kwadraty o 47, odczucia estetyczne wyebało poza skalę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jeden pracodom i dzisiejsza setka z okazji wymuszonego wolnego w pracy (w sumie jako osoba z dużym urlopem zaległym to nawet się ucieszyłem). Wiater co prawda miał być umiarkowany ale chyba o tym zapomniał. Jadąc na północ dostawało minus 5 do prędkości za to jadąc na południe było plus 10. Jakby ktoś mnie pchał, nawet pod górkę. Po 60 km wkład suportu zaczął stukać nie gorzej od sąsiada, kiedy kiedyś w bloku zaczął grać na trąbce. Także meta była w serwisie rowerowym, bo w sumie to trochę się tam rzeczy nazbierało. Tym samym kończę najmocniejszy mój marzec w historii - 1360 km (300 wirtualnie, reszta realnie) i przeskakuję brata w klasyfikacji ogólnej.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Podczas krótkiego pobytu w rodzinnych stronach Mordzimieusza lub Mordzimira, albo nawet i Mordziwoja, ów z ową (znaczy się z @vvitch) postanowili wybrać się na relaksującą wycieczkę. W planach mieli podziwianie pięknych widoków, napawanie się zapachem powstającej z martwych wiosny (może z dodatkiem obornika ale hej, jakoś ten krąg nawożenia, orania i zbierania plonów w postaci kartofli musi się dopełniać i zamykać) gdzie muślin panieńskim rumieńcem spływa gdy majta się pała… Albo jakoś tak. W każdym razie…
…nic z tego nie widzieliśmy bowiem pojechaliśmy w dzikie zakamarki Aglomeracji Śląskiej.
Matko bosko…
@vvitch pojechała głównie po gminy oraz aby nacieszyć wzrok ropiejącymi ruderami, wykrzywionymi fasadami familoków, straszącymi uśmiechami wykrzywionych w agonii bram kamienic i oczodołami zasłoniętych deskami i dyktą okien. Aby zerknąć tylko z siodełka na grobowe prostokąty zapadłych podwórek skrytych pod pierzyną błota i odpadków codziennej walki o przegraną, na ledwie widoczne zza okopconych firan gnijące otchłanie izb i poddaszy, skrytych w cieniu szaroburego nieba po którym zimny wicher gna tumany sadzy i resztek ulatujących w dal zardzewiałych marzeń tych, którym przyszło trwać w tym nie najweselszym miejscu. Wszystko to spotęgowane aurą chmurną, zimną i podeszczową z okalającym wszystko cuchnącym powietrzem, z brudem lepiącym się do kół, do ubrań i do nas. A nawet nie dojechaliśmy jeszcze do Lipin… Ja byłem tam tylko w roli przewodnika, Charona przewożącego strwożoną duszę z jednej strony Deteeśki na drugą.
Nawet miejsca, które teoretycznie powinny być ładne, zachęcające do aktywności i do wypoczynku nikną przygniecione walającą się wokół gangreną, labiryntami przemysłowych trupów fabryk i zakładów z wciśniętymi pomiędzy nie kwadratami ścian i dachów, które ktoś z braku alternatywy nazywa domem. Wszystko to okalają zrekultywowane lub nie nieużytki, które inny ktoś nazywa terenami zielonymi i przecinają pogruchotane, zniszczone żyły dróg.
Tak, śmiało można rzec, że jestem uprzedzony, ale jedyne brzydsze miejsce, które kojarzę, a w którym co prawda nie byłem ale znam kogoś, kto też nie był kto z kolei zna kogoś kto zna kogoś, kto był to Norylsk.
Mimo narysowanej uprzednio przeze mnie trasy, która biegła przez największe atrakcje wątpliwej urody i marnej jakości, bywały miejsca o dość… Nieoczywistym układzie drogowym, gdzie braki w oznakowaniu tak pionowym jak i poziomym zmuszały nas do jazdy nieco… Partyzanckiej. Szczątkowa infrastruktura rowerowa tylko potęgowała chaos i okazjonalne zamieszanie na drodze. A przecież mam tamte rejony dość dobrze zjeżdżone szosą. Aglomeracja zawsze była bardzo niewygodna i trudna do jazdy i nawet pomimo tego, że pojechaliśmy na gravelach i mogliśmy być nieco bardziej elastyczni, bywało dość ciężko.
Kierowcy, którzy przyjeżdżają ze swojego nigdzie i wjeżdżają w gąszcz ulic i uliczek muszą być początkowo wniebowzięci, kiedy z zafrasowaną miną zastanawiają gdzie tu u licha skręcić i dlaczego nie mogą tam gdzie potrzebują, a następnie wniebowstąpieni gdy jednak skręcą wprost pod tramwaj, którego przecież przed chwilą wcale tutaj nie było albo pod ciężarówkę, która chyba zmaterializowała się z unoszącego się w powietrzu pyłu w którym radośnie, niemal świątecznie migoczą opiłki żelaza.
Powrót z Abominacji Śląskiej narysowałem przez Zagłębie, gdzie zawitała już cywilizacja oparta na czymś więcej niż węglu, alkoholizmie, górnikach, hutnikach, związkach zawodowych i szkodach górniczych więc przejazd odbywał się całkiem sprawnie po w końcu dobrze pomyślanej i utrzymanej siatce dróg, również tych rowerowych.
Zostało nam jeszcze trochę gmin do objechania w tym przeklętym przez bogów miejscu, ale najgorsze mamy za sobą.