Pussczone back to back Another Brick in the wall pt1/ The happies day of our lives / another brick in the wall pt2 to jest najlepsze co w muzyce da sie znalesc, ta liryka, te przejscia te crescendo i jeb churek dzieci wbija, czysta poezja, kwintesencja sztuki. Ale normiki i tak beda propsowac the dark side of the moon bo 50 lat temu zapalili so tego jointa ( moczony blokowy polaczek thc tyle co miesa w prowkach) I Im weszla faza i udalo sie przelizac mariolke.
Z cyklu wygrzebanych w necie wersji koncertowych to dzisiaj mam dla Was najlepszy wykon Comfortably Numb od Floydów. Solówka w tym kawałku to zawsze był kozak, ale popis Gilmoure'a w tej wersji to majstersztyk, można tylko pozazdrościć obecnym na koncercie.
Jak ktoś nie chce oglądać całości, a chce odsłuchać gitarę to od 4:44 zaczyna się solówka, a w w 7:48 gitara robi rzeczy niestworzone(chociaż to tak naprawdę tylko umiejętne użycie whammy bara, no ale to pokazuje, co odróżnia zwykłego gracza od wirtuoza).
@cododiaska a nie ma problemu, fajnie, ze sie podobalo xD skoro widziales juz 66% wrzut to sprawdz jeszcze to: https://www.hejto.pl/wpis/znaliscie-cover-stairway-to-heaven-zagrany-przez-siostry-wilson-z-heart-nie-to-p
Pink Floyd Death Metal, tak by to można sklasyfikować. W sieci cały przekrój opinii, od gówno i zdrada ideałów do absolut i najlepsze dzieło kultury od czasu Starego Testamentu. A mnie się po prostu podoba. Pewnie dlatego, że ogólnie nie przepadam za klasycznym DM
Jeden z ostatnich kawałków Barretta przed odejściem z Pink Floyd. Napisany trochę "na złość" kiedy wytwórnia domagała się od nich szybkiego hitu. Barrett uchodził za najbardziej utalentowanego członka (i był autorem wielu wczesnych hitów PF) - po jego odejściu wielu sądziło, że Pink Floyd w ogóle się nie utrzyma.
Barrett odszedł ze względu na załamanie nerwowe wynikające po części z obciążenia pracą, po części z eksperymentów z psychodelikami. Tak czy siak, muzyka jego autorstwa coraz bardziej "odlatywała" w swoją stronę. Próbował kariery solowej, i miał garstkę zagorzałych fanów, jednak sukcesu komercyjnego na miarę Pink Floyd nie odniósł.
Niektórzy mogą dopatrywać się w jego pomysłach podwalin punkrocka, który wykluł się tak naprawdę kilkanaście lat później.
Shine On You Crazy Diamond jest jemu dedykowane. Co ciekawe, podobno pojawił się w studiu podczas nagrywania tego albumu, jednak wyglądał tak źle, że nikt z członków zespołu go nie rozpoznał.
#muzyka #pinkfloyd #rock #psychodelicrock i pozwolę sobie jeszcze wrzucić #punk
@Eber Barrett to niestety okropnie smutna historia, został odsunięty na bok, mimo, że tak naprawdę dzięki niemu PF wystartował. Cóż, czasem (prawie zawsze) komercja bierze górę nad sentymentami.
Wrzucam jeszcze Jugband Blues, gdzie właśnie napisał o tym, że jest usuwany na bok, mimo tego, że dokładnie ten kawałek śpiewa i nagrywa to z PF.
It's awfully considerate of you to think of me here
@em-te Wish You Were Here też, ale bezpośrednio o Barrecie było Shine on.
"Although 'Shine On You Crazy Diamond' is specifically about Syd and 'Wish You Were Here' has a broader remit," Gilmour said in the 2012 documentary Pink Floyd: The Story of Wish You Were Here, "I can't sing it without thinking about Syd."
@LondoMollari zaraz mnie ktoś kamieniami obrzuci ale pierwsza płyta Floydów do niczego się nie nadawała i tego się słuchać nie da, wątpię czy jakby graliw oryginalnym składzie zbyt wielu by ich wspominało. Jak dla mnie to Floydów da się słuchać od Ummagumma dopiero xD
Chociaż ostatnia płyta też była kiepska, taki typowy pop.
Jakby Barrett siedział w składzie to wiem że mój ulubiony kawałek od nich by nie powstał tylko by go udziwnial dalej na siłę.
Ostatni utwór napisany, zaśpiewany, i nagrany przez Richarda Wrighta razem z Pink Floyd. Nagrany po powrocie z kilkuletniego rozstania z zespołem. Kawałek ma dosyć bezpośredni, choć całkiem poruszający tekst o wychodzeniu/walce z depresją (która była jednym z powodów jego odejścia).
Richard Wright zmarł w 2008 roku, w czasie prac nad solową płytą.
Momentary Lapse of Reason (razem z The Division Bell) przez wielu fanów PF (albo raczej hardcorowych fanów Watersa) są nazywane najgorszymi ich albumami. Jednak moim zdaniem kawałki takie jak ten całkiem dobrze się zestarzały, i są cały czas bardziej "Floydowskie" niż wiele rzeczy z The Final Cut.
@ColonelWalterKurtz zgadzam się co do The Wall ale to już było i nie będzie. Ile można wałkować temat i styl i smutnego Watersa. Wystarczy zobaczyć ile jest zainteresowanych by iść na koncert Watersa a ile na Gilmoura. No i dodatkowo Waters też musi czasem odwalić jakiś szajs polityczny.
@shack_my_kak ale powrót do przeszłości zaserwowałeś. Pamiętam jak słuchałam Sorrow na starej mp3, włócząc się w deszczu po Krakowie i rozmyślając co dalej z tym wszystkim, ehh I rok studiów.