#pasta

36
647

Przypomniała mi się historia mojego kolegi geja ze studiów.

Ziomek ubierał się bardzo schludnie i trendy, mówił lekko podwyższonym głosem, chodził do klubów dla gejów i ogólnie obracał się w tym towarzystwie. I oprócz tego miał wiele psiapsiółek, z którymi chodził na zakupki, doradzał, No ogólnie k⁎⁎wa typowy gej przyjaciel z seriali pokroju "Seks w wielkim mieście". Z tą jednak różnica, ze jego koleżanki były znacznie ładniejsze, niż Pani Koń ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Do czego zmierzam. Mój kolega dochodził do takiej zażyłości z tymi laskami, ze one bez problemów pokazywały mu się u siebie w mieszkaniu w bieliźnie i pytały czy ładna itd. Ofkorz w tym czasie (przypadkiem hehe) pojawiało się winko i ciekawsze tematy. I również temat jego pociągu do kobiet xDD I wtedy tez wiele jego psiapsiółek chciało sprawdzić, czy da się zaciągnąć geja do łóżka - on dawał się zaciągać, po wszystkim mówiąc, ze to nie to i jednak woli facetów, ale wiele z nich miało satysfakcję, ze zaciągnęło geja do łóżka.

No jak się k⁎⁎wa domyślacie, ziomek nie był żadnym gejem, a 100% hetero - po prostu wykminilł sobie ten sposób na ruchanie świnek i szło mu to znakomicie xD

Prawdę o nim poznałem, kiedy jeszcze razem należeliśmy do studenckiego ONR i ruchaliśmy się w d⁎⁎e. To były czasy.

Zdjęcie przypadkowe.

#byloaledobre #onr #heheszki #pasta

58a57d35-609b-42de-948a-def9a0e56258

Pracowałem kiedyś z Australijczykiem i spytałem go o pierwszą i najbardziej oczywistą rzecz, o jaką można spytać Australijczyka.

-Ruchałeś kiedyś kangura?

-Nie, ale ru⁎⁎⁎⁎em faceta, który kiedyś r⁎⁎⁎ał kangura. Liczy się?


There's always a bigger fish.

Zaloguj się aby komentować

#pasta


Po kilku latach spotkałem ziomka ze studiów. W wieku 22 lat miał rekord w martwym 240 kg, potem wszedł na bombę. Pamiętam go jako okaz zdrowia, dziś jezdzi na wózku...


Spytany jak do tego doszło, ze łzami w oczach odpowiedział, że zrobił uprawnienia i śmiga na magzynie w czterobrygadówce za 4200 netto... Uważajcie na siebie #hejtokoksy

Zaloguj się aby komentować

Z różnych kuchni świata, to właśnie kuchnia włoska przyciąga najwięcej wykolejeńców i degeneratów - świętsi od papieża, urwał ich mać!

O tych od carbonary świat już słyszał, nieśmiało przebijają ci od ragou, bo zwykły sos pomidorowy z mielonym do spadżetti to wypierdol do śmietnika! Niejadalna breja, jeszcze rodzinę potrujesz.

Ale to nic. To mały Miki przy zjebach od PRAWDZIWEJ włoskiej pitcy.

Let the show begin!

Wszystko co wyciągniesz ze zwykłego piekarnika, nie daj panie borze w formie prostokątniej, z ulubionymi dodatkami, ale na cieście, które nie jest pełnoletnie zostanie określone mianem "drożdżówki".

No chyba że zrobiłeś to na kamieniu. Wtedy może to jednak pitca, ale taka lekko podrabiana. Ale jeszcze ujdzie, nauczysz się młody, wujaszek zaraz Ci opowie o ugniataniu ciasta od plejstocenu, aby dało się rozciągać palcami (jakim wałkiem, troglodyto! Drożdże się napracowały, a ty podła karykaturo, podróbko człowieka, robaku marny chcesz to teraz wałkiem wyciskać!?), ale najpierw ogarniemy ci piecyk!

Bo wiecie, nie to że jak kupisz czerwone ferrari do wypieku pizzy to jest ok, o nie! To dopiero początek twojej drogi, młody podawanie. Póki nie rozregulujesz tego barachła do poziomu wypierdolenia prądu w całym kwartale, możesz tego używać co najwyżej do podgrzewania schabowych od mamy. Twój piec do pizzy w 0,002137 setnych sekundy ma węglić brzegi wstawianego placka i zbrązawiać jego spód!

A jak już jesteśmy przy spodzie, pomówmy o wierzchu... Nie waż się nawet obesrańcu kłaść na wierzch czegokolwiek innego niż puszkowane (bo innych w tym zacofanym, bezsłonecznym kraju nie dostaniesz) prawdziwe włoskie pomidorki. Wypierdol ten koncentrat przez okno, albo twoje plemię popamięta mnie do 7 pokolenia! Kwestia sera czy szynki również nie podlega dyskusji - zamykam temat, zapoznaj się z materiałami na forum co do zatwierdzonych rodzajów, a tego anasa co ci wystaje z kieszeni zaraz wsadzę ci tak głęboko w d⁎⁎ę, że wyjdzie ci nosem.

I na cholerę stoi ten sos czosnkowy? Budę z kebabem otwierasz czy masz zamiar konsumować ambrozję w trójkątach? OLIWA! Tylko prawdziwa włoska oliwa!

Jezu, dobrze że człowiek był na tyle przezorny, że zdjęcie pitcy robionej z mamą wstawiał z troll konta, bo by na widłach wynieśli...


#gotowanie #heheszki i może #pasta po stosownych korektach xD

Zapomniałam #pizza

@moll No chyba, żartujesz sobie z tą elektryczną popierdółką do pizzy. "Ferrari", haha. Fiat i to co najwyżej panda a nie żadne Ferrari. Piec to ma być na drewno, z kamieniem spod samego Wezuwiusza lub Etny. Prąd to obominacja! W ostateczności, ci bardziej liberalni fani pizzy, w drodze wyjątku zezwolą na piec gazowy lub hutniczy. Reszta się zgadza ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Pasta w sumie mocno prawdziwa, szczególnie jeśli człowiek ileś tam for i kanałów yt przerobił w poszukiwaniu odpowiedniego przepisu i pieca


PS. Jeśli ta pasta powstała w odpowiedzi na moją wczorajszą pizzę to jestem zaszczycony xD

@Stashqo xD


Nieeee, chodziło to za mną od dłuższego czasu. Szczególnie po akcji na wypoku, gdzie laska pochwaliła się pizzą robioną ze znajomymi z Włoch, taka jak nasze "domowe" z blachy i chcieli ją za to żywcem ze skóry obedrzeć, bo z pewnością żadnych Włochów w pobliżu tej abominacji nie było xD i tamci Włosi to widać jacyś podrabiańcy, bo tutejsi spece wiedzą lepiej jak się robi prawdziwą włoską pizzę

Zaloguj się aby komentować

#pasta

>Wyobraź sobie, że Apple wypuszcza samochód

>wydajny, ekonomiczny, bezawaryjny

>bardzo wygodny i szybki pomimo niezbyt mocnego silnika

>dostępny w trzech, eleganckich kolorach

>drogi jak skurwisyn

>wersja z bagażnikiem wielkości koszyka rowerowego dalej droga

>jebaćbiede.jpeg

>mieszkanie pod hipoteke xD

>studia dzieci idą się j⁎⁎ać xDDD

>kupiłeś auto marzeń

>w kolorze „Bogota White”

>z bagażnikiem który zmieści dwie butelki wody i czipsy z biedronki ale c⁎⁎j z tym xDD

>sąsiadzi zazdroszczą

>sąsiadki chcą opierdolić kolbe

>syn przestał się ciebie wstydzić i wrócił do twojego nazwiska

>czujeszdobrzeczłowiek.gif

>mało pali to też nawet się nie interesujesz co tam wlać

>kabli do akumulatora nie dostałeś, ale masz po starej astrze to co tam będziesz żebrał o jakiś gunwo

>polecasz auto wszystkim bez względu na stan materialny czy potrzeby związane ze środkiem transportu

>twoje najlepsze i c⁎⁎j koniec gadki

>jebane biedaki

>zaczyna brakować wachy jedziesz na cepeena

>rzucasz k⁎⁎wą widząc cenę paliwa ale się nie martwisz bo twoje cudo pali tak mało, że spokojnie wlejesz za dyche i będzie git

>łapiesz za pistolet, otwierasz wlew i

>cotokurwajest.exe

>trójkątny wlew

>wkurwiłeś się i idziesz do wachmajstra

>okazuje się, że masz dwie opcje

>możesz jechać na specjalną stację paliw Apple ale najbliższa jest 600km od ciebie

>jedna z dwóch bo Apple ma w c⁎⁎ju cebulandie

>drugą opcją jest zakupienie przejściówki z normalnego wlewu na wlew lightning

>okazuje się, że kable do akumulatora też będziesz musiał kupić bo na tych z astry to co najwyżej się możesz teraz powiesić

>musisz teraz wydać ok 20k papieru a zastawiłeś nawet swoją córkę pod zastaw w miejscowej parafii

>postanawiasz się zapożyczyć u lokalnego gangstera, artysty i miłośnika parostatków, Krzysztofa Krawczyka

>Krzysztof mówi

>spoko anon, nie ma sprawy, masz tu 50k z ultra procentem do dziesiątego

>odpowiadasz, że chciałeś tylko 20

>dostajesz lepe na ryj

>gardzisz moją dobrocią k⁎⁎wo j⁎⁎⁎na? Pamiętaj do dziesiątego

>odchodzisz w milczeniu zastanawiając się czy to był dobry pomysł

>w końcu dziesiąty za 3 dni

>ale c⁎⁎j tam xD

>kupiłeś wszystko co było Ci potrzebne

>nawet córkę z niewoli wykupiłeś

>zapomniałeś o długu

>nagle z d⁎⁎y drogę zajeżdża ci pierdolny SUV marki Samsung

>z pojazdu wysiada nie kto inny jak sam Krzysztof

>wchodzi na mache twojego cudu motoryzacji

>ściąga gacie

>patrzy ci w oczy jakby wpatrywał się w twoją duszę

>i wali kupe śpiewając przy tym „Bo jesteś ty”

>jesteś w takim szoku że cię sparaliżowało

>ciepły stolec artysty spływa w dół maski zostawiając brązowo-złoty ślad

>Krzysiu podciąga gacie, wraca do samochodu nie zrywając z tobą kontaktu wzrokowego

>odjeżdża z piskiem opon zostawiając twoje osrane auto w chmurze kurzu i smrodu gówna

>w sumie nie jest źle

>jesteś żywy, zachowałeś auto

>próbujesz odpalić ale nihuja

>okazało się że byle gówno może popsuć Appla

>brak profitu

#pasta

Rok 965. Ty, Ziemowit, zwykła serwatka spod chwosta, 17 wiosen.

Razem z całą drużyną przybocznych pilnujecie namiotu, w którym wasz książę, Mieszko, przyjmuje poselstwo czarnych kapłanów. Boisz się, bo pamiętasz jak stary Siemomysł opowiadał, że bóg czarnych kapłanów nie lęka się śmierci. Zapytałeś o to jednego z żerców Peruna, ale on napluł ci w pysk i zagroził, że jak jeszcze raz zapytasz, to twój chwost oparszywieje i odpadnie jak żołędzie jesienią. Boisz się o chwosta, więc nie pytasz.

Słyszysz jak największy czarny kapłan przemawia do Mieszka:

– Wszystkie święte drzewa zrąbiecie i w ogniu żywym spalicie! – Chędożyć drzewa – pomyślałeś sobie. Przecież każdy lebiedź wie, że bogi wchodzą w drzewa tylko na chwilę, jak mają taki kaprys.

Czarny kapłan skrzeczy dalej:

– Wszystkie posągi Świętowida, Peruna, Trygława i Swarożyca, z ziemi wyrwiecie i w jeziorach potopicie! Eeee… Chwosta kładę na posągi… Bogi i tak mają nas za kiepów, czy im złożymy ofiarę, czy nie – powiedziałeś sobie w duchu.

– Wielożeństwo, jako obrzydliwe znać będziecie i je, jako Krystusowi niemiłe, odrzucicie! Iiiii tam – machnąłeś ręką. Przecież po powrocie z wypraw i tak najczęściej siedzisz w ziemiance, gapiąc się na pajęczyny, bo białogłowy nie chcą z tobą gadać, a ty z nimi konwersować też nie chcesz, bo trochę ci to nie idzie, a trochę nie masz śmiałości. A targania chwosta do giezła siostry przecież Ci nie zabronią, bo i skąd by mieli o tym wiedzieć…

– A… i te wasze zimowe obozowanie, bezpowrotnie zakończycie! – wyrzekł kapłan.

Ręka sama powędrowała ci do głowni miecza. Rzuciłeś okiem na towarzyszy. Męczywór, syn Kałomira, wyszarpał czekan zza pasa. Lestek, leśna znajda, dobył swojego krzywego noża, a Bździgost, zakląwszy szpetnie, złapał cep bojowy w obie ręce i zakręcił nim młynka, aż powietrze zafurczało. Jak jeden mąż wpadliście do namiotu gotowi zabijać. Mieszko, widząc co się dzieje, krzyknął: STAĆ! WSTRZYMAĆ SIĘ! Dla pewności huknął jeszcze Bździgosta pięścią w łeb. Ten wypuścił cep z rąk, po czym głośno sfajdał się w szarawary i padł na ziemię jak germański tarczownik. Mieszko z podniesioną głową spojrzał dumnie na czarnego kapłana i powiedział:

– Nie będzie więcej zimowego obozowania.

Chociaż twardo stałeś na nogach, w tym momencie wydawało Ci się, że ziemia rozwarła się pod tobą i wpadasz w wielką, bezdenną czeluść.

Zanim ocuciliście Bździgosta, wrzucając go do strumienia, czarni kapłani wsiedli na wóz i odjechali. Cała drużyna chodziła zasępiona po obozie, jak gdyby im ktoś szczyn dolał do przydziałowej porcji miodu. Po zmroku, gdy wszyscy, nawet książę, zasiedli wokół ogniska, młody Walimir nie wytrzymał i zapytał:

– Ale książę, to już od tego roku nie będziemy zimować? Nawet na dwa dni?

Oczy was wszystkich skierowały się na młodego zuchwalca. Miał dopiero 15 wiosen i jeszcze dobrze nie znał obyczajów panujących w drużynie. Na szczęście Mieszko wyraźnie lubił chłopaka i tylko złamał mu rękę kopniakiem. Później wszyscy zaczęliście się śmiać, bo Walimir po kopniaku wpadł do ogniska i szarawary zapłonęły mu na d⁎⁎ie. Zaraz po tym, Walimir zaczął wymachiwać złamaną ręką i wołać:

– O nie… jestem wikingiem i przeszkadza mi złamana ręka… Ojojoj… Na Odyna…

Przykładał sobie przy tym dłonie do głowy, udając że ma hełm z rogami. Razem z innymi wojami prawie tarzaliście się ze śmiechu, tak dobrze chłopak udawał wikinga.

Kiedy śmiechy ucichły, Mieszko wstał, powiódł po was wzrokiem i powiedział:

– Wojowie… Przelewałem z wami krew naszych wrogów, wznosiłem z wami rogi z miodem z naszych barci. Dziś rozmawiałem z czarnymi kapłanami nowego boga, którzy przyszli do nas z południa, od Czechów. Zdecydowałem, że wszyscy, całe księstwo wyrzekniemy się starej wiary i przyjmiemy nowego boga, który jest tak dzielny, że wychędożył w rzyć samą śmierć. To oznacza, że wiele się zmieni.

Słuchałeś z innymi i kiwałeś rozumnie głową. Książę ciągnął dalej:

– Zmieni się wiele, ale nie wszystko. – Tu Mieszko wzniósł w górę prawą dłoń, w której wyraźnie widać było skrzyżowane palce środkowy i wskazujący.

– Jasne, że k⁎⁎wa będzie zimowe obozowanie! – ryknął Mieszko – żercy Świętowida mówią, że na Ślęży żaden bóg niczego nie widzi! Nawet ten, co chędoży kostuchę!

Zacząłeś do społu ze wszystkimi wrzeszczeć z radości. Pochwyciliście księcia, i jęliście podrzucać go w górę i głośno wiwatować

***

Dni stawały się coraz krótsze i chłodniejsze. Śnieg gęsto pokrył grodzisko w którym czekaliście zimowego przesilenia. Dzień przed wymarszem, Mieszko wysłał czarnych kapłanów nowego boga z misją, do oddalonego o tydzień drogi grodziska, tak by niczego nie podejrzewali. Następnego dnia po ich wymarszu cała drużyna karnie ruszyła w kierunku Świętej Góry Ślęży.

Po dwóch dniach marszu zaśnieżonym traktem, dotarliście na miejsce. Wszyscy już tam byli. Czesi, Rusini, chłopaki z Grodów Czerwieńskich, drużyna z Milska, prawie cała obsada Łużyc, Mołdawianie, Morawianie, Pieczyngowie, załoga z Kijowa i oczywiście Wieleci. Ci ostatni, specjalnie przybyli tydzień wcześniej, by dłużej chłonąć atmosferę.

Kiedy synowie wszystkich słowiańskich plemion weszli tajnym przejściem do wnętrza Świętej Góry Ślęża, zgodnie z pradawnym rytuałem zdjęliście tuniki i koszule, aby obmyć się w podziemnym źródle żywej wody. Następnie razem za wszystkimi, podążyłeś w głąb groty, aż dotarłeś do podziemnego, gorącego jeziora Samorogoszcz. Tam, aby nie obrażać tradycji ojców, wespół ze wszystkimi zdjąłeś szarawary i wszedłeś w gorącą toń jeziora.

Kiedy zanurzyłeś się po pas, zauważyłeś, że stoi obok ciebie potężny Rusin. Woda parowała wokół niego, mierzwiąc jego klatkę piersiową, owłosioną na podobieństwo niedźwiedzia. Rusin spojrzał w twoim kierunku i oblał się rumieńcem. Wyciągnął do ciebie dłoń, wielką jak bochen chleba, drugą pokazując na siebie i mówiąc: Danyłło. Uścisnąłeś jego rękę. Poczułeś, że robisz się jeszcze cieplejszy niż woda w świętym jeziorze.

Kątem oka dostrzegłeś, jak Mieszko, trzymając się za ręce z Wielkim Księciem Kijowa, schodzą niespiesznie do wody. Kiedy zanurzyli się po pas, Mieszko zaczął masować jego plecy.

Danyłło, chcąc odzyskać uwagę, położył swoją wielką łapę na twoim barku. Skinieniem głowy wskazał na Mieszka i Księcia Kijowa, dając Ci do zrozumienia, że też może Cię wymasować. Ostrożnie pozwoliłeś sobie poddać się jego zabiegom.

Dookoła was gęstniało już od par, trójek, a czasami nawet czwórek. Danyłło, masujący cierpliwie twoje barki, delikatnie naparł na nie, zmuszając cię, abyś odrobinę się pochylił. Poddałeś się jego prośbie. Nagle poczułeś tworzące się ognisko bólu, w miejscu poniżej twoich pleców. – Ten zdrajca przemycił włócznię! – przemknęło Ci przez myśl. Po chwili zrozumiałeś jednak, że wcale nie jest to włócznia, a już na pewno nie taka, jak ta świętego Maurycego, o której tyle prawili czarni kapłani nowego boga.

Wszyscy Słowianie są braćmi – pomyślałeś z

amykając oczy…

@modeacja możecie jakoś odgrodzić ten wątek od reszty hejto, chcę tu wpuścić tylko takiego małego chłopca żeby posprzątał

dfba6423-4bfc-4b63-8218-bb1750f749dc

Zaloguj się aby komentować

Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:

- Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?

Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:

- Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...

Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia

- ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?

- Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.

Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.

- Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?

Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.

- Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!

- Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan #!$%@? jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu #!$%@? i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.

Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:

- Brawo profesor Bujewicz!

- Kto wpuścił tego debila na salę? #!$%@?ć Karwińskiego!

- #!$%@?ć!

Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:

- Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-#!$%@?! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?

Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.

- Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi #!$%@?ńskiemu. - zwrócił się do mnie.

Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.

- Pytał się pan, docencie #!$%@?ński, co wiem o metylacji. Wiem, #!$%@?, wszystko. I #!$%@? pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w d⁎⁎ę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!

Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.

- Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?

- Co? - odparłem odruchowo. Błąd.

- #!$%@?ów sto!

Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.

- W pana d⁎⁎ę, docencie #!$%@?ński! Tak, jak pan lubi!

Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.

- #!$%@?! #!$%@?! WY-PIER-DALAJ!

- #!$%@? ci na imię! #!$%@?ński, #!$%@? ci na imię! #!$%@? ci na imię! - skandowali.

Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.

- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?

- Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?

Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą.


#heheszki #pasta tak się mnie wspomniało

Zaloguj się aby komentować

Kto rano wstaje temu pan Bóg daje...

Ta jesne.

Kto rano wstaje ten będzie nie wyspany a Bóg dał mi w paczkoamcie nadprogramową paczkę a z racji że jestem uczciwy to zadzwoniłem na infolinię InPost.


ja: dzwonie

Bot: dzień dobry jestem bla bla bla sztuczna inteligencja pomogę ci

Bot: widzę że masz paczki na ten nr tel podaj numer paczki z którą jest problem (cztery ostatnie liczby)

Ja: łącz z konsultantem

Bot: nie zrozumiałem

Ja: K O N S U L T A N T

bot: niestety konsultanci pracują 7 - 22

Ja: patrzę na zegarek 6:52 plus pogoda 7° i deszcz

Wyglądałem trochę jak na zdjęciu niżej xd

To czekam na ta magiczna 7


Próba nr 2


Bot: dzień dobry bla bla bla

Ja: łącz mnie z kimś kto ma mózg

Bot: ok, łącze z konsultantem.


Po 10 minutach i dwóch konsultantach paczka wróciła do paczkomatu. Więc jeśli jesteś ze Szczecina i zamówiłeś z allegro jakieś uszczelki to nie ma za co.


#inpost #heheszki #pasta ale jednak #zycie #czujedobrzeczlowiek

1041719b-c5aa-4abb-9be7-87125fe755c1

Zaloguj się aby komentować

-bądź mno

-14 lvl goblin piwnica

-mame robi rodzinną imprezę i każe ci się umyć i wyjść z jaskini

-wpadają wujki a z nimi starszy kuzyn

-psst małolat, chcesz hehe ziułko?

-nigdy nie pal

-hehe, no wiadomo, kuzyn

-kuzyn podkrada ze stołu niedopitą colę i wymykacie się do piwnicy

-z prędkością zapalanego światła kuzyn montuje tłok ze starej felgi, koca, butelki i ziemniaka

-j⁎⁎⁎ny tesla

-też chciej zaimponować kuzynowi

-będziemy palić na gołe klaty

-jak na gołe

-no podobno lepiej kopie

-kuzyn już nie zadaje więcej pytań, tylko ściąga koszulkę i bierze bucha

-zawodowiec

-ty po jednym wpadasz w ziemniaki i rzygasz staremu do woderów

-kuzyn wyprowadza cię przed klatkę, żebyś się ogarnął

-nagle ktoś podchodzi

-dzień dobry w naszym lokalu trwają właśnie "kuchenne rewolucje", tu kanapeczki dla panów

-kuzyn bierze dwie, a ty rzygasz kamerzyście na buty

-w końcu dojdź do siebie

-wracacie do mieszkania

-na schodach mijacie swoich starych

-nie uwierzysz rysiek jakie za⁎⁎⁎⁎ste wodery kupiłem

-wróć do domu

-kuzyn je sernik, a ty uświadamiasz sobie, że nie założyłeś koszulki z powrotem

-kuzyn też, ale serniczek rzeczywiście dobry

-to jednak nie sernik tylko bigos

-ważne, że bez rodzynek

-mame chyba coś podejrzewa

-niepotrzebnie wziąłeś ten tłok ze sobą

-myśli o podpiwniczeniu swojej piwnicy

-do zobaczenia na tvn


#pasta #heheszki #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Czasami lubię zrobić coś dobrego dla nieznajomej osoby.


Pewnego razu spotkałem 19 letnią dziewczynę w mojej nowej pracy.

Była trochę grubawa i nie czuła się zbyt dobrze w towarzystwie innych osób. Chwilę porozmawialiśmy, starałem się być

dla niej miły pomimo tego, że mi się nie podobała (mocne 4/10). Przełamałem się jednak i powiedziałem jej: "myślę, że

jesteś piękna". Zaczerwieniła się, a ja poprosiłem o jej numer. Następnego dnia zjedliśmy razem kolację w jednej

z droższych restauracji. Gdy później podwiozłem ją pod dom okazało się, że jest samicą beta i nigdy się nie całowała.

Pocałowałem ją namiętnie obmacując jej grube ciało. Zapytałem:

-Czy mogę wejść do środka?

-Nie anon, moja babcia jest w domu i na mnie czeka.

-Mogę ją poznać?

Weszliśmy do środka. Jej babcia okazała się naprawdę miłą kobietą. Opowiadała ciekawe historie, które wprawiały mnie w śmiech,

a jej wnuczkę w lekkie zażenowanie.

W końcu po tym wszystkim poszliśmy do jej pokoju. Była trochę nieśmiała, ale zaczeliśmy się ostro zabawiać niczym zwierzęta.

Nagle krzyknęła, abym przestał.

-O co chodzi? - zapytałem.

-Wydaje mi się, że słyszę płacz mojej wnuczki.


Było fajnie. W taki oto sposób zrobiłem trochę dobrego w tym pełnym smutku świecie.

#pasta

Zaloguj się aby komentować

Cześć Tomeczki! Czas w końcu coś zapostować xd Chciałbym podzielić się z wami historią której “manuskrypt” znalazłem podczas sprzątania kompa xd Wrzucałem już ją w okolicach 2019 na forum o łopatach i mam nawet autorski tag xd


Niestety mode z grupą inwalidzką usunął mój wpis po tym jak wisiał w gorących przez kilka godzin, zanim mogłem przeczytać komentarze, prawdopodobnie za nazwanie czytelnków małymi kurwiami xd, nie wiem, bo odwołanie zostało odrzucone bez komentarza xd 

Zniechęciło mnie to do dalszego pisania i opuściłem projekt. Teraz znalazłem “manuskrypt”, nostalgłem i zachciało mi się znowu pisać. Poprawiłem błędy i rozszerzyłem trochę część pierwszą.


Tag do obserwowania -------> #opowiescizobozu <-------


Dobra, koniec pierdolenia, siadajcie małe k⁎⁎⁎ie, stori tajm:


AKT I: Anon jestę xd


Jak miałem 14 lat, rodzice wysłali mnie na obóz na mazurach z MOPSu, bo zaplanowali wakacje oł inkliziw w Grecji, ale “Anon co ty tam będziesz robił z nami starymi, lepiej pojedziesz sobie z rówieśnikami na mazury” iks k⁎⁎wa de.


Ogólnie, jak możecie sobie wyobrazić, nie byłem zbyt zadowolony xD


W dniu wyjazdu po prostu odstawili mnie na stacji kolejowej i spierdolili na lotnisko xd


Na stacji powitał mnie widok około 30 osób, w większości podopiecznych MOPSu i opiekunki wyglądającej jakby uciekła z peerelowskiego urzędu xd, dalej zwanej prukwą. W tym “doborowym” gronie spotkałem również Matiego, którego kojarzyłem że szkoły. Mati był lokalnym bananem, jego stary był dyrektorem spółdzielni mieszkaniowej xd. Podobnie jak mnie, starzy wyjebali go na gunwokolonię, a sami wypierdolili na wakacje w ciepłych krajach. W swoim krótkim bananowym życiu zdążył już zdobyć reputację mistrza bajery, j⁎⁎⁎ny oskarek co dwa tygodnie miał inną loszke xd 

Nawet teraz na peronie bajerował dwie du⁎⁎⁎⁎ki z grupy. 

Poza Matim na peronie siedział Szymon, zwany Rudym, którego znałem z klasy. Rudy jak można się domyślić był rudy. Był również co najmniej o pół głowy niższy od rówieśników, chorował na astmę i większość czasu spędzał piwnicząc na czanach lub grając na PSP. Mimo lekkiego spierdolenia w kontaktach międzyludzkich był nawet spoko ziomkiem, dawał mi grać w patapony xd (tbh na 99% siedzi dzisiaj na wypokke, elo rudy xd) 


Zerknąłem w stronę patusiarzy. 

Grupa Sebków kitrała się za filarem z jedną fajką na czterech, ktoś otworzył zajebane staremu piwo, a w powietrzu unosiła się woń żula leczącego kaca na ławce. Karynki pokazywały palcami na skromnie ubraną dziewczynę i chichotały tak jak chichotać mogą tylko osoby o ujemnym ilorazie inteligencji, a Rudy, jak to Rudy, siedział na torbie i grał na PSP. 

Na chwilę zatrzymałem wzrok na jednym z moich towarzyszy podróży. Miał na sobie czapeczkę z napisem “Sebastian Alfa” (xddd), kamizelkę odblaskową i nie przesadzam, był szerszy niż wyższy. Poza tym, niemożebnie się ślinił i po twarzy widać było, że jest lekko upośledzony. Gdy zaczął grzebać sobie w nosie, zdegustowany odwróciłem wzrok i zapatrzyłem się na d⁎⁎ę jakiegoś milfa. Fajna była.


Nagle, na peronie rozbrzmiał ryk zarzynanej świni albo jakiegoś k⁎⁎wa pterodaktyla. Odwracam głowę, a tam Seba biegnie w stronę automatu ze słodyczami, stojącego na środku peronu. 


Wyobraźcie sobie tucznika, biegnącego, wydającego z siebie coś w stylu:

> Cubukiłebełełki jabałabadaba wubudubudu

Teraz wyobraźcie sobie, że ten tucznik wyskakuje i wpierdala się w automat z cukierkami.


Automat tak bardzo rozjebany, leży na ziemi. Seba trochę mniej rozjebany, leży na automacie i liże szybę. Prukwa tak bardzo wyjebane jajca, sudoku się samo przecież nie rozwiąże xd

Podlatuje ochrona dworca, w czterech chłopa próbują odciągnąć spaślaka od automatu. Bezskutecznie. J⁎⁎⁎ny był tak ciężki, że czterech k⁎⁎wa karków nie mogło go podnieść xDDD

W końcu, prukwa ogarnęła, że sebie odpierdoliło i po jakimś czasie udało się jej przekonać go batonem czekoladowym do zaprzestania napaści seksualnej na automat. Uprzedzam, to nie ostatnia akcja z jego udziałem xd


Gdy już sytuacja się trochę uspokoiła, wszyscy wrócili do swoich zajęć. Rudy wrócił do grania na PSP, seby odpierdalały jakiś szajs, Karyny dalej chichotały jak chochliki, a ja poszedłem do Matiego i loszek.


> Elo Mati skurwysynie, elo k⁎⁎wa sexi świnie xd

> Elo elo trzy dwa zero xd

> Co tam lochy? Anon jestę xd

> A nic hihihihihi jestem Ola

> A ja Klaudia knurze xdd


Ola była nawet ładna, w moim typie, poza tym łapała się na moją (wtedy mocno średnią) bajerę. Mati puścił mi oko i skoncentrował się na Klaudii. Od tego momentu wiedziałem, że mogę na nim polegać, prawie dziesięć lat minęło a ja zawdzięczam mu około połowy moich sukcesów xd Wingman tysiąclecia, mówię wam.

Rozmowa z matim i loszkami jakoś poprawiła mi humor i nim się obejrzałem, nadjechał pociąg.  Cały wyjazd przestał śmierdzieć niedomytymi dziećmi patologii, a za⁎⁎⁎ał perfumami prukwy (smrut niemożebny, chyba pryskała się kourosem xd #perfumy wiedzo), która stanęła koło nas i krzyknęła:


> GRUPAAA ZBIÓRKAAA! Wsiadamy!


Co wydarzy się w pociągu? Tego dowiecie się w akcie drugim pt. CIUFA CIUFA BUM ( ͡° ͜ʖ ͡°) 


Do zobaczenia w następnym wpisie! 


będzie jak skończę pisać drugą część za jakieś dwa, może trzy dni xd


#pasta #coolstory #truestory #patologiazmiasta #patologiazewsi #arkagdyniakurwaswinia #mazury #heheszki

1112e284-0b47-4c29-859f-4ab1fc2f8f60

Zaloguj się aby komentować

>szykujesz się na impreze

>ma być dużo fajnych loszek, więc chcesz wyglądać idealnie

>zostało już mało czasu, a ty zapomniałeś zgolić koper

>w łazience kąpie się tata

>a ty przecież nie pójdziesz na impreze z czymś takim na ryju

>wchodzisz do łazienki ostrzegając ojca że tylko po maszynke

>tate mówi "Anon, weź gąbke i umyj mi plecy"

>zastanawiasz się co mu odjebało

>ale w końcu to on daje ci hajs

>bierzesz gąbke i zbliżasz się ku przeznaczeniu

>w tym momencie tate mówi

>ja pi⁎⁎⁎⁎le wiedziałem że jesteś p33dałem

#pasta

Siema , pytanie .. czy jest to twoja pasta ? jak tak to szukam kogoś do pisania tego typu past.

Jeśli jesteś zainteresowany znajdź mnie na YT ,,Bałagan,, lub fb BałaganYT

Zaloguj się aby komentować

>jedz rano autobusem

>przystanek plac zamkowy, wsiada roj szaranczy

>obok siedzi jakas stara baba, a przed nami stoi kobieta z synem i corka

>babsztyl obok ustepuje miejsca kobiecie z dzieckiem

>chłopak w wieku 6 lat idzie matce na kolana

>corka stoi (około 8 lat)

>babsko zwraca mi uwagę zebym dal jej usiasc

>panie no ustap jej miejsca, slepy jesteś?

>kobieto wypierdalaj

>nagle kobieta lapie się za twarz

>what the..

>zdejmuje maske

>okazuje się ze to znana prorodzinna dzialaczka i poseł, profesor krystyna pawlowicz

>wyjmuje noz i zmierza w moim kierunku

>centymetry od mojej twarzy

>WRUM BUM TRACH

>autobus hamuje z glosnym piskiem

>kierowca wychodzi z kabiny

>”ten chłopak ma takie samo prawo do siedzenia jak każdy z nas, nie musi ustepowac jeżeli nie chce! Równouprawnienie!”

>patrz na kierowcę

>to dobroduszny lewicowy działacz Ryszard Kalisz

>”może spróbujesz się ze mna?”

>zdejmuje koszule i rzuca się w kierunku pawlowicz

>ona robi to samo

>zaczyna się walka na smierc i zycie

>widzisz ze poslanka zaczyna uzyskiwać przewagę, rzucasz się na podloge i robisz klasyczny „stolik”

>panie posle, teraz!

>Kalisz popycha krystyne a ona potykając się o mnie, wypada z autobusu i wpada pod rozpędzony do predkosci 80km/h wozek inwalidzki, którym jechal młody chłopak

>okazało się, ze to Dawid „Rollercoaster” Rolewski

>pogratuluj Ryszardowi dobrej walki

>wysiadz na Placu Trzech Krzyzy

#pasta

Zaloguj się aby komentować

anonki co się odjebalo to ja nawet nie. typowy don spierdon lewer 20 here xD polska Z, mieszkam z mame, lurkuje, oglądam sobie chińskie bajki ;3 i nikomu swoją żałosna egzystencja nie przeszkadzam ale dzisiaj chyba planety ustawily się przeciwko mnie xD


wszystkich świętych czyli doroczne święto wychodzenia z piwnicy xD razem z mame i tate mieliśmy wyjść z dome o 9 żeby zdążyć przed wszystkimi


sugerowanie, że to działa


Nastawilem sobie budzik na 8 coby spokojnie się przygotować ale nie zadzwonił, więc mame obudziła mnie o 8:48


sebuniu wstawaj bo na smętasz jedziemy xD


czym zaburzyla moja poranną rutynę, ale o tym później. założyłem byle co żeby być gotowym szybko bo tate słabe nerwy i już zaczynał się wkurwiać


SEBEK KUWRA CZO SIĘ TAK GRZEBIESZ JA MUSZE LANOSA ZAPARKOWACZ BLISKO BO NIE BEDZIEMY PRZECIEZ JAK TE FRAJERY AUTOBUSEM JECHACZ


enjoy twoje szukanie miejsca przez godzinę zamiast raz w roku pojechać tym je⁎⁎⁎ym autobusem. więc dumnie w dresach EWERLAST xD anone gotowy, jedziemy. oczywiście miejsca nie ma, ojczec wąsem kręci z niezadowolenia, tak bardzo rozjebany xD pokrzyczal trochę na wszystkich dookoła i w końcu jest miejsce. na grobach typowo


ten żółty trochę w lewo

DEJ GRAŻYNA JA TO ODPALE xD

anon pomodliles się? 

ale ten duży to do wujka mirka czo


na szczęście nie spotkaliśmy nikogo z rodziny i już myślałem, że jestem na prostej drodze do swojej ukochanej piwniczy ale nie, k⁎⁎wa, nie może być tak łatwo otóż tate miał w pracy kolegę heńka, któremu to parę miesięcy temu spadło się z rowerka. postanowili pójść jeszcze na jego grób. czułem że coś się świeci ale przecież mądry anon po szkodzie xD


docieramy na grób heńka a tam stoi inny hehe kolega z pracy, nazwijmy go mariusz, taki facet który mógłby zagrać zula bez charakteryzacji, ryj tak bardzo rozjebany naftą, zawsze szluge w łapie. ale ale, czo ja widzam xD mariusz, żona i do tego córka. anuncjo. co to była za loszka, 10/10, taka cicha myszka, idealna dla anonka, szanowałbym motzno ;3 oczywiście ja erise, ryj -3/10, nigdy się nawet nie całowałem xD podeszlismy i oczywiście


ooo grazynko ile my się nie widzialysmy xD

oj bozenko to już z rok będzie, jak ten czas leci xD

ale masz przystojnego syna, ale wyrósł, a taki malutki był xD

ale z twojej córci to już się młoda kobietka zrobiła xD anon przedstaw się koleżance 


popar dał mi siłę i coś tam wykrztusilem xD typu hehe no cześć seba jestem hehe no cześć karolina (idealne imię, moje serce topnieje ;3) i znowu mamełe 


ale ten heniu to za szybko odszedł, za szybko

za szybko no ale co zrobisz takie życie że bozia tych dobrych nam młodo zabiera xD


ojciec w tym czasie wykładał mariuszowi dlaczego przerobienie lanosa w LPG to najlepszy interes jaki zrobił w życiu xD typu że koncerny szamochodowe oszukujo wszystkich w zmowie z amerykanami i że powinni w każdym samochodzie montować fabrycznie LPG xD tyle oszczednosci, taki wygryw xD ja próbuję milczeć tak żeby było jak najmniej niezręcznie, coś tam przy grobie przestawiam inb4 porozmawiaj z loszka, w swoim życiu rozmawiałem z kobieta może 3 razy, ostatnio w licbazie ;_; oczywiście za każdym z tych 3 razów byłem obsrany jak bohatyr narodowy lesław wełensa na przesłuchaniu USB xD potem zaczęła się żenada. 


sebuleczku może chcesz kanapkę? twoja ulubiona z pastą jajeczna


okurwamojatfasz.raw

super pomysł k⁎⁎wo, masz społecznie upośledzonego syna to jeszcze go trzeba upokorzyc przy obcej piękności ;_; mame zawsze robi kanapki, nawet k⁎⁎wa jak jedziemy po zakupy i zawsze musi je wyciągać przy ludziach i wciskać mi na siłę ;_;


mame daj spokój, nie jestem glodny


karolina lekko się zaśmiała pod nosem, myślałem że zapadne się pod ziemię, sytuację pogorszyła jeszcze żona mariusza


oj seba ty to masz szczęście z taką mama, teraz to musisz sobie znaleźć żonkę co tak o ciebie zadba hehe

hehe a nasza karolinka robi pyszniutkie kanapeczki


niewiecorobiczzaba.html, udalem ze sie smieje mimo tego że nogi aż się podemna uginaly ;_; myślałem że to już koniec cierpień mi ale spierdolince przeciez zawsze wiatr w oczy i c⁎⁎j na pape ;_;


sebastian weź tam z karolinka zapalcze znicze, karolinka była w liceum plastycznym i teraz idzie na asp, W WARSZAWIE, na pewno jakoś ładnie to wszystko ustawi xD

to polactwo

magazyn pół etatu here, zero perspektyw, nuklearny przegryw

loszka ma w swojej ślicznej zgrabnej rączce siatkę że zniczami

wyjmuje jednego

anon masz ogień? 

japierdoleonadomniemowi


podałem jej zapalniczke z wizerunkiem Największego Polaka Papieża Polskiego Janusza Pawlacza xD sprawdziła czy działa i TO się stało


ona chce postawić ten znicz na nagrobku

ona się schyla

ona wypina swoją idealna pupinkę w ciasnych, czarnych dzinsach

ten widok

pape twoje dzieło stworzenia napawa mnie dzisiaj radościo xD


tutaj wrócę się na chwilę do początku mojej opowieści, wspomniałem o mojej porannej rutynie. co robi każdy szanujący się spierdolinek przegryw jak wstanie rano? otóż to, fap! wypracowalem sobie idealny system fapu, tj. walę rano na kiblu po porannej kupie, potem po obiedzie i przed snem (wtedy moge spust w majty bo je zmieniam, to moja ulubiona cześć dnia ;3). jeśli ominie mnie któryś zaplanowany fap to mój kutacz się o niego upomina. i to też się stało. 


KOSCIEJ. NIE K⁎⁎WA JAKIS DELIKATNY WZWODZIK TYLKO HARDY KOSCIEJ (oczywiście mam małego ale jednak jak stanie to te 10cm wystaje) . MAŁO TEGO, W DZINSACH TO AŻ TAK NIE WIDAĆ ALE PRZECIEZ RANO ZALOZYLEM DRESY EWERLAST ;_; Trzeba szybko demydż kontrol xD czo tu zrobić żeby zamaskowac garbe w kroczu xD no to jakoś tam złożyłem ręce i zacząłem się modlić xD


pape uwolnij nas od grzechów i rozmiękcz koscieja mego xD


karolinka ;3 zdążyła już ustawić wszystkie znicze i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Jakby tego wszystkiego było mało to mame do mnie


anon my tu sobie jeszcze pogadamy, weź wiaderko idź po wodę to kwiatki podlejesz

musze przejsc obok loszki a mam koscieja


k⁎⁎we. szybko odwrocilem się od loszki wziąłem wiaderko i tak trochę bokiem przecisnalem się między grobami. myślałem że kosciej ustąpi ale przed oczami ciągle miałem pupkę karoliny i wtedy wpadłem na genialny pomysł: stanę sobie przy jakimś drzewku i fapne dyskretnie w spodniach (a dodam, że umiem sfapac w 30 sekund) i będę miał spokój. ciąg zdarzeń który nastąpił przerosl moje najgorsze koszmary


stoisz pod drzewem na cmentarzu i fapiesz

jak ja sie tu znalazłem xD

k⁎⁎we bozia patrzy xD

k⁎⁎we gdzie spust, nie ma chusteczki 

w majty xD

tuż przed końcem przymykasz lekko oczy i przypominasz sobie widok sprzed paru minut

sążny spust prosto w cottonworld, uczucie tak bardzo pieniądz

czuje dobrze rzaba

odwracasz sie

karolina stoi 5 metrow dalej

jej mina taka rozjebana

chyba stała tam od przynajmniej kilkunastu sekund

przypominasz sobie ze masz na sobie dresy a nie dzinsy

w kroczu tak bardzo plama spermy wielkości połowy dłoni

ona łamiącym się głosem mówi że długo nie wracałes i kazali jej sprawdzić czy wszystko ok

tak bardzo widzi twoja plame

tak bardzo wie co robiles

tak bardzo widziała jak fapiesz

tak bardzo zdegustowana

czo robicz

hehe no kurde blaszka wodą się oblałem hehe xD chcialem troche wyschnąć zanim wrócę xD

widzisz, że ci nie wierzy

wracacie do rodziców w milczeniu

ona mówi coś jej mame na ucho, zegnają się szybko i od razu spierdalaja 

wszyscy widzo jej minę i twoja plamę i wiedzo i ty wiesz ze wiedzo

po powrocie do domu mame siada z toba i tłumaczy że to normalne że masz popedy xD że każdy chłopiec tak ma i czasem musi sobie ulżyć xD tylko lepiej by było żebyś nie robił tego w takich miejscach i ogolnie przy ludziach xD

MAME JA MAM 20 LAT

chce ci sie plakac nas swoim zyciem

i tak zalicz wieczorny fap w majty

płacz przez całą noc

przelknij tą żenade i upokorzenie, wróć do swojego żałosnego życia

absolutny brak profitu

#pasta

Zaloguj się aby komentować

@Koloalu czytam po raz tysięczny i dopiero zauważyłem:

Myśląc że jestem JEGO matką, zaczął mnie ujeżdżać

Jakiś ekspert od past się wypowie czy zawsze tak było? xD

@Koloalu 

Gdyby Harry Potter nie był taki cukierkowy i pamiętając jaki byłem gdy miałem tyle lat, to wierzę że to mogłoby być najprawdziwszą prawda.

Zaloguj się aby komentować

trochę #pasta ale mam autentyczny problem ze starym


otóż mój stary jest taką trochę złotą rączką i lubi pracować.

tak, dobrze czytacie - LUBI PRACOWAĆ

do tego stopnia, że wyremontował obcemu typowi dom

za darmo

tzn za koszt materiału

myślę że strasznie go matka wkurwia


i teraz uwaga, najlepsze


to nie jest tak, że ziomek zrobił mojego starego w c⁎⁎ja xD

otóż mój stary z czasów PRLu ma traumę po skarbówce

i boi się, że go dojadą jak weźmie 5k za fuchę w gotówce xD


pytanie: jak to poprawnie rozliczyć? umowa o dzieło między osobami fizycznymi? https://www.e-pity.pl/umowa-o-dzielo/ #ksiegowosc #podatki #biznes i reverse #januszebiznesu

Zaloguj się aby komentować

#pasta


bądź mną

wyprowadź się od starych

właściciel mieszkania wstawia ci zmywarkę

kup kostki do zmywarki

umyj naczynia

zostają na nich zacieki

dowiedz się, że musisz kupić też sól do zmywarki, żeby nie było tych śladów

w sklepie tylko opakowania po 9000 kilo za 9000 złotych

nie potrzebujesz aż tyle i nie chcesz wydawać hajsu

pojedź do rodziców na obiad

odsyp sobie od nich trochę soli do torebki, bo oni też mają zmywarkę

wracaj do domu

stój na przystanku

pal szluga (sam skręcam)

podjeżdżają bagiety nieoznakowanym samochodem

CO PAN TAM PALI?

SZLUGE

bagieta wącha

WSZYSTKO OK, ALE JAK JUŻ SIĘ ZATRZYMALIŚMY TO PAN JESZCZE KIESZENIE I PLECAK POKAŻE

wyciągają ci z plecaka torebkę z solą do zmywarki

OOOOOO

UUUUUUUUUU

OOOOOOOOOOOO

UUUUUUUUUUUUUUUU

NO TERAS TO MASZ MŁODY PRZEJEBANE

W11 ODBIÓR PODEŚLIJCIE CHŁOPAKÓW NA JANA PAWŁA DRUGIEGO, MAMY TO ZDARZENIE

tłumaczenie nic nie pomaga

po 5 minutach trzy bagietowozy

wszyscy ludzie na przystanku patrzą

ty w kajdankach

6 bagieciarzy stoi dookoła

MARIUSZ WEŹ RZUĆ OKIEM BO TY NA TYM SZKOLENIU BYŁEŚ, ILE TEGO JEST?

NO BOGDAN ZE 100 GRAMUW BENDZIE, AMFETAMINA ALBO MEFEDRON, ALBO NAWET KOKS

IDZIESZ DO PIERDLA PROSTO, ROZUMIESZ SK⁎⁎⁎⁎SYNU?

PROKURATOR CI OD RAZU DA SANKI ZA COŚ TAKIEGO KUMASZ C⁎⁎JU? DO WRZEŚNIA W ARESZCIE POSIEDZISZ

ALE PANIE BAGIETMAJSTRZE TO NA PRAWDĘ SÓL CZANÓW DO ZMYWARKI

MNIE NIE OSZUKASZ, 10 LAT W POLICJI ROBIĘ GNOJU J⁎⁎⁎NY

jedziecie na komisariat

całkowite przeszukanie

te słynne przysiady (pozdro dla kumatych)

przykuty do krzesła

na wadze wychodzi 120 gram soli do zmywarki lub jak kto woli mefedronu

ZNASZ ROBSONA?

ZNASZ CYGANA?

ZNASZ SIWEGO?

DLA KOGO LATASZ?

SKĄD TO K⁎⁎WO MASZ?

plaskuny na mordę

kopanie po kostkach

opowiadanie jak mi pod celą spreparują anus

zebrało się pół komisariatu

wszyscy opowiadają jaki zaraz wpierdol dostanę jak się nie przyznam do posiadania narkotyków i nie powiem skąd mam

wszyscy grożą ile to lat będę siedział w więzieniu

ja już k⁎⁎wa łzy w oczach

przychodzi jakiś komendant

A CO TU SIĘ DZIEJE?

ZŁAPALIŚMY WIELKIEGO HANDLARZA PANIE KOMENDANCIE

drzyj mordę, że przyrzekasz, że to sól do zmywarki

NO JAK DLA MNIE TO FAKTYCZNIE SÓL, KILKA DNI TEMU SAM DOSYPYWAŁEM, ALE TRZEBA DO BADAŃ DO LABORATORIUM

perspektywa siedzenie w sztumie aż będą wyniki badań z laboratorium

powiedz, że możecie pojechać do domu do starych i porównać

komendant mówi żeby tak zrobić

jedziesz komisyjnie z czterema bagietmajstrami do starych

TY MARIUSZ TYLKO MUSIMY NA ORIENCIE BO MOŻE GNÓJ NAS CHCE W PUŁAPKIE WZIONŚĆ

jak wchodzicie do starych to bagiety ręce mają na kaburach

PANI GAŁECKA? PRZESZUKANIE! PANI POKAŻE SÓL DO ZMYWARKI xDDDDD

starzy oszołomieni jakby się piwa napili

matka pokazuje sól

wygląda tak samo

atmosfera się trochę uspokaja

bagietmajstrzy myślą

ALE SKĄD JA MOGĘ WIEDZIEĆ CZY PANI TEŻ TU KOKAINY NIE TRZYMA CZO?

slodki_jezu.png

jedziesz z matką, ojcem i czterema policjantami do sklepu

komisyjnie kupujecie paczkę over soli 9000 kilo za 9000 złotych

mandoliny ludzi przy kasie jak 7 osób w tym 3 bagiety kupują paczkę soli najlepsze xDDD

bagiety wysypują trochę na maskę radiowozu

takie same jak to z plecaka i to z domu

HEHE SORY MŁODY, SAM ROZUMIESZ, ŻE TO PODEJRZANIE WYGLĄDAŁO NIE XD

oddaj sól starym

wróć do domu

postanów zmywać ręcznie do końca życia

@Okrupnik ten kto zna jakiegoś policjanta, to doskonale wie że niejedno już próbowali i by nie pomylili tego xD

Zaloguj się aby komentować

#pasta

Ludzie w pracy często kłócą się jaki wzorzec najlepszy, funkcyjne/obiektowe albo czy stawiamy fabryki xD No i dobrze, kłóćcie się dalej i odwalajcie ciężką robotę bo dzięki wam mogę realizować swój jedyny, słuszny wzorzec projektowy jaki szanuje Potrzeba do niego jakieś 2-3 lat pracy w jednej firmie. Koniecznie duże korpo gdzie proces zmiany koloru mojej starej trwa pół roku. Przez ten czas pracujesz ciężko aby zostać tech leadem. Potem już wdrażasz wzorzec no-code: -Nie piszesz kodu w ogóle, pi⁎⁎⁎ol trabajo -Naucz się jednej rzeczy dobrze i nie pozwól jej robić nikomu innemu! Najlepiej jakieś gówno pipeliny sobie pisz i nie pozwól NIGDY NIKOMU tego robić bez Twojej autoryzacji. Będąc specem od tej jednej rzeczy jesteś nietknięty. Przepracujesz może godzinę w ciągu 3 miesięcy. -Wiecznie udawaj zajętego. Powiedz, że John z Arizony zlecił Ci poprawki w projekcie na ich lokalny rynek i musisz to koniecznie naprawić. Oczywiście John nie istnieje ale upewnij się, że firma ma siedzibie na wypizdowe, które podasz -Twoim przełożonym musi być jakiś random, który w d⁎⁎ie ma twój dział i widziałeś go raz na oczy jak rzygał do doniczki na imprezie firmowej w Siegen. -Zbieraj profit, ja tak żyje 6 lat i już nawet cruda nie umiem napisać xD w między czasie dostałem dwie podwyżki i awans.


-Najważniejsze! znajdź gościa który z miłą chęcią będzie zapierdalać za czterech. Takiego wiesz pasjonate-psychopate. Na callach jak Cie zapytają o opinie na jakiś temat to zawsze mów, że musisz to przemyśleć i jutro dasz znać. Jesteś guru tej grupy. Po czym umawiaj się z psychopatą i podpierdol jego pomysł.


Wiem, że to może być ciężkie ale obiecuje Wam, że dopiero wtedy zrozumiecie, że tak osiąga się harmonie i szczęście.

Zaloguj się aby komentować

#pasta #2137

Z okazji 2 kwietnia


No i ja się pytam człowieku dumny ty jesteś z siebie zdajesz sobie sprawę z tego co robisz? Masz ty w ogóle rozum i godność człowieka? Ja nie wiem ale żałosny typek z ciebie ,chyba nie pomyślałeś nawet co robisz i kogo obrażasz ,możesz sobie obrażać tych co na to zasłużyli sobie ale nie naszego papieża Polaka naszego rodaka wielką osobę ,i tak wyjątkowa i ważną bo to nie jest ktoś tam taki sobie że możesz go sobie wyśmiać bo tak ci się podoba nie wiem w jakiej ty się wychowałeś rodzinie ale chyba ty nie wiem nie rozumiesz co to jest wiara .jeśli myślisz że jesteś wspaniały to jesteś zwykłym czubkiem którego ktoś nie odizolował jeszcze od społeczeństwa ,nie wiem co w tym jest takie śmieszne ale czepcie się Stalina albo Hitlera albo innych zwyrodnialców a nie czepiacie się takiej świętej osoby jak papież Jan Paweł 2 .jak można w ogóle publicznie zamieszczać takie zdjęcia na forach internetowych? Ja się pytam kto powinien za to odpowiedzieć bo chyba widać że do kościoła nie chodzi jak jesteś nie wiem ateistą albo wierzysz w jakieś sekty czy w ogóle jesteś może ty sługą szatana a nie będziesz z papieża robił takiego ,to ty chyba jesteś jakiś nie wiem co się jarasz pomiotami szatana .weź pomyśl sobie ile papież zrobił ,on był kimś a ty kim jesteś żeby z niego sobie robić kpiny co? kto dał ci prawo obrażać w ogóle papieża naszego ?pomyślałeś w ogóle nad tym że to nie jest osoba taka sobie że ją wyśmieje i mnie będą wszyscy chwalić? weź dziecko naprawdę jesteś jakiś psycholek bo w przeciwieństwie do ciebie to papież jest autorytetem dla mnie a ty to nie wiem czyim możesz być autorytetem chyba takich samych jakiś głupków jak ty którzy nie wiedza co to kościół i religia ,widać że się nie modlisz i nie chodzisz na religie do szkoły ,widać nie szanujesz religii to nie wiem jak chcesz to sobie weź swoje zdjęcie wstaw ciekawe czy byś się odważył .naprawdę wezta się dzieci zastanówcie co wy roicie bo nie macie widać pojęcia o tym kim był papież Jan Paweł 2 jak nie jesteście w pełni rozwinięte umysłowo to się nie zabierajcie za taką osobę jak ojciec święty bo to świadczy o tym że nie macie chyba w domu krzyża ani jednego obraza świętego nie chodzi tutaj o kościół mnie ale w ogóle ogólnie o zasady wiary żeby mieć jakąś godność bo papież nikogo nie obrażał a ty za co go obrażasz co? no powiedz za co obrażasz taką osobę jak ojciec święty ?brak mnie słów ale jakbyś miał pojęcie chociaż i sięgnął po pismo święte i poczytał sobie to może byś się odmienił .nie wiem idź do kościoła bo widać już dawno szatan jest w tobie człowieku ,nie lubisz kościoła to chociaż siedź cicho i nie obrażaj innych ludzi

04e8e3d7-6fed-48ba-87d3-c1161e355320

Zaloguj się aby komentować

Po śniadaniu, które jak wiadomo w #berlin kończy się około 17, można od razu iść na melo. Pola Dwurnik, berlinka z wyboru, w innym felietonie opisała jak bawią się w najlepszych berlińskich klubach. Drugi felieton jest jeszcze bardziej memiczny od tekstu o śniadaniach xD


Noc w Monarch - [POLA DWURNIK Z BERLINA]


Jestem niedopieszczona, niedoedukowana, niewypromowana i niespokojna i nie ma sensu udawać, że jest inaczej, wracać do domu, zamykać czerwonych butów w szafce i walić głową w komputer. Należy wreszcie ucieszyć się berlińską nocą i z pokorą przyjąć jej gorącą cielesność.


Jest początek lata 2010 roku, czerwiec, wczesny, radosny upał. Siedzę w pracowni i nie mam ochoty wychodzić, ale trójka znajomych od godziny uparcie dobija się do mojego telefonu. No, chodź. Chodź z nami w czarną, dziką noc. Tak ich lubię, ich bezwstydne spojrzenia, surrealistyczne poczucie humoru, błyszczące czubki nosów. Dzwonią i dzwonią, gdzie będziesz tam siedziała w swojej złotej pracowni, zejdź z tronu w mrok, do tłumu, bliżej ciała.


Mają rację, zaczynam myśleć i po chwili wsiadam w U1, które furkocząc i sapiąc niechętnie przewozi mnie z pachnącego Rolexem Charlottenburga do ociekającej moczem stacji Kottbusser Tor. W samo knajpiane centrum Kreuzbergu. Joasia, Roman i Tomek stoją pod sklepem Kaiser's i kręcą się niecierpliwie, gotowi odpalić bombę. Żadnych złudzeń, emaliowych obrazków, miętowej gumy do żucia i cukrzonego soczku. Ma być ostro; papierosy, wódka, pot, krew i szałowy taniec do rana w jednym z obskurnych klubików na ostatnim piętrze przy wiadukcie metra.


Wiecie, trochę jestem nieprzygotowana, nie zjadłam kebabu, nie zrobiłam sobie makijażu, buty mam niewygodne i przesadnie strojne, zapomniałam kurtki. No co ty? Moim kompanom w to graj - poliamoryczna cholerna ich wspólnota - podają mi otwartą butelkę wina (w Berlinie można spożywać alkohol w przestrzeni publicznej) i cmokają na moje czerwone szpilki, które służą do siedzenia na krześle, i nie można w nich po prostu sobie odejść. Nie ma co, nie ucieknę, grzecznie podaję dziubek butelce, a potem Joasi, która kładzie na nim lepki błyszczyk, dobranockowo migoczący na ustach. Chłopaki kończą wino i wspinamy się po szkaradnej, szaro-burej klatce schodowej prosto w paszczę klubu Monarch. Spryciarze! Jest dopiero po dziesiątej, jeszcze nie płaci się za wjazd.


Za godzinę tę najohydniejszą klatkę schodową Berlina po brzegi wypełni kolejka złaknionych imprezy za dwa euro. Część z nich zrezygnuje i spróbuje sił w kolejce do bliźniaczej Palomy, w drugim skrzydle budynku. Wszyscy się nie dostaną, bo miejsca w obu klubach jest tylko na sto osób. Na razie w Monarch kilka grupek sączy drinki i wciąga papierosy. Palą wszyscy, od drzwi dym uderza nas w oczy jak piasek. Porozstawiane po kątach stalowe popielniczki świecą jak kły groźnych zwierząt. Głęboko wciągam powietrze. Spod nikotyny przebija zapach wczorajszej imprezy, która skończyła się kilka godzin temu. Wnętrze przewietrzono bryzą znad zakorkowanego ronda, które widać za oknem. Tak, jest już po mnie.


Jestem niedopieszczona, niedoedukowana, niewypromowana i niespokojna i nie ma sensu udawać, że jest inaczej, wracać do domu, zamykać czerwonych butów w szafce i walić głową w komputer. Należy wreszcie ucieszyć się berlińską nocą i z pokorą przyjąć jej gorącą cielesność. Zblazowany didżej z pokerową miną puszcza Dawida Bowie'ego, Roman stawia tequilę, Tomek zdejmuje bluzę. Ma na sobie podkoszulkę w granatowe paski, na której widok razem z Joasią lekko omdlewamy (już jestem trochę wstawiona). Roman na wszelki wypadek też zdejmuje, co ma na sobie, a pod spodem nie ma nic. Jestem więc w najseksowniejszym towarzystwie w stolicy. Ruszamy w taniec (w Monarch nie ma parkietu, tańczy się, gdzie się stoi), didżej udaje, że nie widzi, ale zaraz nastawia stary rock and roll i obraca winylową płytę jak ciasto na pizzę. Ma dobrą intuicję, to czwórka Polaków rozkręca mu imprezę, za chwilę nastawi Izabelę Trojanowską. Skąd on to wziął?


Ale nie dopchamy się już do niego, wokół urósł tłum, szyby zaszły parą, dym stanął w powietrzu jak weselna dekoracja z szarej waty. Odrzucam w kąt szpilki, porywa mnie czarnoskóry wysoki chłopak w białych spodniach, coś mówi, że jest z Tanzanii, ale nic nie słyszę, prawie uderza głową w dyskotekową kulę. Teraz rumiana dziewczyna z równą jak od linijki grzywką obraca się dookoła mnie jak bączek.


I znów Joasia, Tomek, Roman, niczym trójgłowy smok-ladaco, wiją się wokół lubieżnie. I jak to jest, że w berlińskich barach nigdy nie czeka się na swoją kolejkę, nie trzeba kusić zwitkiem banknotów i roztrącać innych łokciami, barman od razu do ciebie podchodzi? Mniejsza o to, jeśli kochasz Kraftwerk i Bowie'ego, szalej w mroku na Kreuzbergu, bo nie zapamiętasz samotnych godzin przed komputerem ani pancernej witryny na Charlottenburgu, za to żar rozkołysanej nocy zostanie ci w sercu jak oblana miodem gruszka; lepka i niesamowita, soczysta i krucha. O, już jej nie ma.


#pasta #heheszki #logikarozowychpaskow #gazetawyborcza

Zaloguj się aby komentować

Wpisy na tagu #pasta zainspirowały mnie do odświeżenia sobie i wrzucenia dla potomności kilku tekstów #gazetawyborcza którym, wbrew intencjom autorów, najbliżej do past, a nie felietonów publikowanych w poważnym dzienniku.


Jako, że jest jeszcze rano, to pewnie niektórzy jedzą teraz #sniadanie . A jak prawdziwe śniadanie, to tylko w #berlin


Pola Dwurnik - Śniadanie na Oranienstrasse, czyli czemu Pola wybiera Berlin.


Z Warszawy do Berlina przeprowadziłam się z kilkudziesięciu różnych powodów i każdemu z nich poświęcę jeden felieton. Od którego zacznę? Wiadomo. Ab ovo - od śniadania.


Bez niego nie umiem funkcjonować i nie mogłabym żyć w miejscu, w którym po przetańczonej lub przepracowanej nocy i przebudzeniu się w południe nigdzie nie można już zjeść śniadania. W stolicy Niemiec serwowanie tego posiłku w drugiej połowie dnia jest standardem, a w Bateau Ivre śniadanie podawane jest do godziny siedemnastej. Stricte berlińska, niedbale chybocząca się pod papierowymi lampionami knajpa o obdrapanych, jasnozielonych ścianach znajduje się w klubowo-barowym zagłębiu północnego Kreuzbergu - na rogu Heinrichplatz i kultowej Oranienstrasse, po której w 1987 roku chodziły anioły w "Niebie nad Berlinem" Wima Wendersa. Do Bateau nie wolno przynosić laptopów i nie działa wi-fi, ale pomimo tego prawie nigdy nie można znaleźć wolnego stolika.


Tak też było w duszne, majowe południe 2010 roku, gdy trafiłam tu zataczając się niczym rower bez koła, prosto z łóżka kolegi, który tej nocy okazał się moim kochankiem. Albo pseudokochankiem, bo miłość po dwóch butelkach wina jest raczej przedłużeniem alkoholowej euforii; mechanicznym, bezmyślnym i beznadziejnym. Oboje o tym wiedzieliśmy i czuliśmy się fatalnie, szarzy na twarzach i utykający na słabszą nogę.


Dochodziła pierwsza po południu. Zaczerwienionymi oczami próbowaliśmy wyświetlić sobie wolne miejsce, aż wreszcie padliśmy obok pary młodych Duńczyków, którzy uprzejmie oddali nam połowę solidnego, drewnianego stołu. Chwyciłam się jego krawędzi, żeby poczuć masywność drewna i urealnić własną obecność - stary trik zalecany przy napadach paniki. Przed Duńczykami dumnie prężyła się ogromna deska serów i pomyślałam, że dobre śniadanie odwróci nurt złych wydarzeń. Od śniadania zacznie się nowy, lepszy dzień. Będzie to musli z owocami i jogurtem, a towarzyszyć mu będzie prawdziwe, włoskie latte machiatto z gęstą, zwartą pianą. Mój pseudokochanek zamówił piwo (mnie na klin zabrakło śmiałości) oraz talerz wędlin (później powie, że przecież jest wegetarianinem i nie rozumie, dlaczego wcina mięso, gdy jest pijany lub ma kaca).


Wiedzieliśmy, co robimy. Wkrótce w czeluść naszego poimprezowego rozstroju wjechał lunapark - ogromny talerz kolorowych owoców, śmiejących się do nas szeroko znad białego jak śnieg jogurtu i chrupkiego musli oraz wesoło kręcąca się na nóżce okrągła taca zachwalająca błyszczące, różowe wędliny pachnące ziołami. Od razu zabłysły nam oczy i zapomnieliśmy o przeszłości, jak przystało na wprawnych członków konsumpcyjno-klubowej wspólnoty. Ananas, kiwi, winogrona, jabłka, granat, orzechy, szynka parmeńska, salami i płatki kukurydziane szczelnie wypełniały wszystkie opustoszałe w nas miejsca, niczym słodkie cukierki buzie zapłakanych dzieci. Łapczywie połykaliśmy dary śniadania i nie zauważyliśmy momentu, kiedy nieprzyzwoicie trzeźwa duńska para opuściła nasz stolik. Pozostawiła siedem lekko tylko nadkrojonych francuskich serów, jak siedem nie całkiem popełnionych grzechów. Spojrzeliśmy po sobie i bez cienia wątpliwości sięgnęliśmy po nie swoje dobra, podobnie jak noc wcześniej zgodnie wpadliśmy sobie w ramiona.


More is more, do złupionych serów zamówiliśmy wino i sałatę oraz kolejną kawę. W milczeniu i bezczasie pozwalaliśmy smakom panować po horyzont i dopiero kiedy poczuliśmy nagłą, obezwładniającą senność, zorientowaliśmy się, że minęło sześć godzin. Czym prędzej zapłaciliśmy i uciekliśmy do domu. Przez cały ten czas nikt nas nie pośpieszał, nie przynosił rachunku, nie proponował lanczu ani kolacji i nie pytał, czy mamy rezerwację na wieczór. W Berlinie długo się tańczy i długo się śpi, a po długiej nocy je się długie śniadanie.


#heheszki #logikarozowychpaskow

Zaloguj się aby komentować