W dniu urodzin Tolkiena, skończyłem oglądać po raz drugi w życiu, Hobbita Za pierwszym razem, w kinie, nie bardzo mi się podobał. Był bardzo plastikowy, nagranie w 60 k/s powodowało, że wszystko wyglądało sztucznie. Dzisiaj skończyłem oglądać trylogię (extended edition) i chyba bardziej skupiałem się na historii, a nie plastiku i podobał mi się zdecydowanie bardziej.
3 część najsłabsza. Całość ma chyba nieco problemy z logiką i "ciągłością zdarzeń" w stosunku do Władcy Pierścienia. Fajnie było znać "przyszłość" niektórych postaci. Teraz oglądnę Władcę i czekam na The Hunt for Gollum.
@boogie W cinemacity, 23 stycznia będzie Maraton grany 3 części w wersji reżyserskiej, jak masz gdzieś blisko to polecam tę formule a w kolejnych dniach pojedynczo kolejne części od drużyny pierścienia, jeśli komuś nie widzi się spędzić 12h w kinie
Dziś przypada dokładnie 134 rocznica urodzin J. R. R. Tolkiena Autor Hobbita i Władcy Pierścieni przyszedł na świat 3 stycznia 1892 roku - w każdą rocznicę Tolkien Society zachęca fanów z całego świata do upamiętnienia urodzin Tolkiena poprzez wzniesienie toastu o 21:00 swojego czasu lokalnego. Toast wznosi się tradycyjnie "za Profesora"
Władca pierścieni to dla mnie nadfilm, pisałam już o tym nie raz. Jest to dla mnie dzieło tak skończone i doskonałe, że za każdym razem, gdy oglądam #lotr mam doznania niemal metafizyczne. Najbardziej bolesne jest dla mnie to, że ten świat nie istnieje, ale w mojej głowie zawsze otwiera się klapka, z której wychodzi mikroskopijny elf i szepcze, że gdzieś w równoległym wymiarze jednak istnieje. Wiem, głupie to jest i dziecinne, ale nic nie poradzę, że kocham uniwersum Tolkiena do granic przyzwoitości kobiety w kwiecie wieku
A to mój #sylwesterzhejto Oczywiście wersja reżyserska
Ocena o jedno oczko mniej, ponieważ ta część zawsze podobała mi się najmniej z trylogii, jednakże wciąż uważam to za świetne kino. Uwielbiam leniwy początek w Shire, który jest tak komfortowy, że sam z chęcią bym zamieszkał w takiej okolicy i wiódł podobne życie.
Trudno mi być obiektywnym, ponieważ „Władca Pierścieni” podoba mi się tak bardzo, że przymykam oko na jakiekolwiek wady.
Przy okazji naszły mnie przemyślenia, że kurczę, minęło prawie dwadzieścia pięć lat od premiery pierwszej części, i do tej pory nie zobaczyłem żadnego innego filmu czy serialu fantasy, który zrobiłby na mnie tak duże wrażenie. Najbliżej było „Grze o tron”. Pomyślałem też o netfliksowym „Wiedźminie” - technologia posunęła się naprzód, Netflix pewnie też nie żałował budżetu na swoją produkcję, a jak porównam te dwa dzieła, to w „Wiedźminie” nie czuć dopracowania, nie czuć „duszy”.
Poniekąd rozumiem, że po co się starać, skoro ludzie i tak pewnie obejrzą, a jak będziemy przyzwyczajać ich do kiepskiej jakości, to przestaną być aż tak wybredni i bez narzekania będą oglądać coraz to gorsze dzieła, ponieważ innych po prostu nie będzie. Nie podoba mi się to, ponieważ sam w swojej twórczości staram się rozwijać, żeby tworzyć lepsze rzeczy od poprzednich i czułbym się źle z odwaleniem fuszerki (patrzę na ciebie, Wegner). Tak więc nie rozumiem, że przy obecnych możliwościach wciąż trudno dorównać starusieńkiemu już „Władcy Pierścieni”.
Mnie zaskakuje to jak, zmieniają się moje ulubione postaci z biegiem lat. Za dzieciaka szalałam za zwinnym Legolasem. Aktualnie mój ulubiony to Sam i Gimli :)
Ależ zazdroszczę pegazuska. Też miałem, być może nawet ten model. I ten uczuć, gdy dostało się nowy kartridż pod choinkę, nie do opisania. ehhh kiedyś to było kurła...