Obejrzałem Andora do końca, ale ciężko mi było traktować poważnie tego typa, gdy rosło napięcie. Jego wk**** dość śmiesznie brzmią przy jego wymowie. Zapomniałem, że on potem jeszcze Rogue One jest, który teraz oglądam; ale na szczęście chyba tylko w drugoplanowej roli. No nie mogłem z typa.
@Utylizejszyn sam serial jeden z lepszych tak samo Rogue One, ale mogli innego gościa wziąć do tych ról. Sorry, nawet nie wiedziałem, że to Andora, a nie Andor. Może dlatego, że oglądam wszystko po angielsku
Colin w 2007 odszedł ze służby i wydaje mi się że jednak ten nick to taka internetowa legenda. Nikt nigdy nie potwierdził że to istotnie był jego znak wywoławczy
Przy tej scenie z Obi-Wana byłem blisko Opania tego serialu, ale dałem szansę mimo wszystko i potem już nie było tak źle. Potem tylko dialogi tego dzieciaka jakieś dziwne były.
Przejście z "Zemsty Sithów" na to coś to jednak dwa różne poziomy. Nie dałem rady tego obejrzeć. Nie jestem w stanie zdzierżyć tych humorystycznych wstawek.
I te grafiki...żywcem wyjęte z jakiegoś star trekowego uniwersum xD
@mejwen mi części 1, 2 i 3 podobały się najbardziej. Trochę za słabo bylo pokazane czemu Anakin stał się zły.
Ale dużo lepsze niz 4, 5 i 6. W prequelach po prostu więcej polityki, pokazanego swiata itp.
Natomiast z nowych obejrzałem tylko 7 w kinie a 8 i 9 nie mam zamiaru obejrzeć nawet jak mi zapłacą. Dla mnie te gówno (7,8 i 9) po prostu nie istnieje.
Mój stary to fanatyk rozwiązywania quizów. Siedział godzinami przy swoim komputerze, zatopiony w kolejnych testach wiedzy. Wszystko się zmieniło, gdy pewnego dnia natknął się na aplikację "SW Galactic Trivia Master". Był to początek jego nowej, obsesyjnej przygody z Gwiezdnymi Wojnami.
Kiedyś, podczas kolacji, ojciec zaczął wygłaszać monolog o tym, jak ważne jest dla niego, aby poznać każdy szczegół związany z Gwiezdnymi Wojnami. Z wypiekami na twarzy opowiadał, jak udało mu się ukończyć quiz na temat barw świetlnych mieczy, a następnie z dumą zaznaczył, że jedynie 3% użytkowników aplikacji osiągnęło taki wynik. Nie miałem pojęcia, skąd to wiedział, bo nie można było tego sprawdzić w aplikacji.
Jednak ojciec nie ustępował i zaczął zmuszać nas, całą rodzinę, do uczestniczenia w jego pasji. Raz, podczas rodzinnego wyjazdu, ojciec zmusił nas do uczestniczenia w swoim własnym, autorskim quizie, który stworzył na podstawie aplikacji. Pytania były tak absurdalne, że nawet najwięksi fani Gwiezdnych Wojen mogliby mieć z nimi problem. Moje ulubione pytanie dotyczyło preferencji kulinarnych Chewbacci. Jak można było się tego domyślić? Absurd stał się codziennością.
- Tato, naprawdę nie musimy tego robić - próbowała powiedzieć moja siostra, ale ojciec był nieugięty.
- Co wy z sobą? To dla naszego dobra! - zawołał, zirytowany, podczas gdy zadawał nam kolejne pytanie. - Jeśli nie wiecie, co preferują Ewoki na deser, to w ogóle nie macie prawa nazywać się moją rodziną!
- No dobrze, tato - westchnąłem, mając dość jego frustracji. - Ewoki na deser preferują... hm... lodowy deser z odchodów bantha?
- Och, ty naiwny człowieku! To oczywiście tort świąteczny z Kashyyyku! - ojciec niemal eksplodował ze złości. - Żałosne, zupełnie żałosne!
Niedługo potem ojciec zaczął ubierać się jak Darth Vader i mówić do nas, jakbyśmy byli jego podwładnymi w imperium. Przez całe dnie siedział przed komputerem, szukając nowych quizów i tworząc własne. Rytuały ojca przybierały coraz bardziej ekstrawaganckie formy - każdego wieczoru przed snem odtwarzał scenę śmierci Mace Windu, używając swojej własnej szczotki do włosów jako miecza świetlnego.
Pewnego wieczoru, podczas rekonstrukcji tej sceny, ojciec zdecydował, że potrzebuje kogoś, kto zagra rolę senatora Palpatine'a, który zabija Mace Windu. Bez zastanowienia wyznaczył moją siostrę do tej roli. Była zszokowana, ale nie miała wyboru i musiała się podporządkować.
- Przygotuj się na wielką scenę, moja droga – powiedział ojciec, podając jej improwizowaną broń, którą zbudował ze starego odkurzacza. Gdy naciskała przycisk, broń wystrzeliwiała iskry, a dźwięk łuku elektrycznego wypełniał pokój.
Moja siostra westchnęła i zgodziła się zagrać tę rolę. Odtwarzaliśmy scenę raz za razem, ojciec nieustannie poprawiając nasze gesty i wygłaszane kwestie. Podczas jednej z prób, ojciec zbyt się zaangażował, i przypadkowo dotknął wystrzelonych iskier. Otrzymał porażenie prądem, które przewróciło go na podłogę.
W panice wezwaliśmy karetkę. Ojciec trafił do szpitala, ale na szczęście szybko doszedł do siebie. Po powrocie do domu, ojciec postanowił zmodyfikować swój dawny rytuał, aby był nieco bezpieczniejszy.
- Mam nową ideę! - oznajmił, kiedy już w pełni wrócił do zdrowia. - Tym razem będę hibernował w wannie zimnej wody, symulując Han Solo zamrożonego w karbonicie!
Choć wszyscy byliśmy świadomi, że pomysł ten wciąż nie był całkowicie normalny, uznaliśmy, że jest mniej niebezpieczny od porażania się prądem. Z lekkim westchnieniem, rodzina postanowiła pozwolić ojcu na kontynuowanie swoich ekscentrycznych eksperymentów związanych z Gwiezdnymi Wojnami, pod warunkiem, że będą one mniej ryzykowne niż wcześniejsze próby.
W końcu przyszedł dzień, gdy ojciec postanowił, że osiągnął wystarczającą wiedzę na temat Gwiezdnych Wojen, aby się zmierzyć z innymi fanatykami. Uczestniczył w wielkim, międzynarodowym turnieju, którego zwycięzca miał otrzymać bilet na premierę najnowszego filmu z serii. Niestety, przegrał z pytaniem dotyczącym procesu przygotowań do produkcji oryginalnej trylogii. Nigdy wcześniej nie widziałem ojca tak zrozpaczonym.
- Nie mogę uwierzyć, że zawaliłem to pytanie! - krzyczał, gdy wrócił do domu. - Przez tę głupią chwilę niedopilnowania, przez tę jedną dziurę w mojej wiedzy, przegapiłem szansę na bilet na premierę!
- Tato, może to był tylko zły dzień - próbowałem go pocieszyć. - Wszyscy mamy czasami gorsze dni.
- To nie o to chodzi! - wrzasnął ojciec. - Muszę się zemścić na tym quizie! Muszę stworzyć coś jeszcze trudniejszego, coś, co zmusi innych do ugięcia się przed moją wiedzą o Gwiezdnych Wojnach!
Ostatecznie ojciec nie zrezygnował z pasji do Gwiezdnych Wojen. Jego niepowodzenie na międzynarodowym turnieju tylko go zmotywowało do zgłębiania wiedzy na ten temat. Dzięki temu, nasz dom stał się swoistym muzeum Gwiezdnych Wojen, w którym każdy pokój był poświęcony innej podkategorii z aplikacji "SW Galactic Trivia Master".
Pewnego dnia, gdy wróciłem do domu, zastałem ojca siedzącego w kuchni, przebranego za Yodę i jedzącego obiad ze specjalnej miski z podobizną Chewbacca. Z uśmiechem na twarzy oznajmił mi, że znalazł odpowiedz na pytanie, które pokonało go na turnieju, i zamierzał się zemścić, tworząc jeszcze trudniejszy quiz.
Ojciec zaczął prowadzić warsztaty dla innych fanów Gwiezdnych Wojen, dzięki którym pomagał im poprawić swoje wyniki w aplikacji. Wkrótce zyskał sobie przydomek "Mistrz Galactic Trivia" i stał się lokalną legendą.
Czasami, gdy ojciec wchodził do swojego pokoju pełnego pamiątek z Gwiezdnych Wojen, zastanawiałem się, czy jego obsesja jest zdrowa. Ale patrząc na niego, jak z pasją i radością dzieli się swoją wiedzą z innymi, rozumiałem, że to jego sposób na oderwanie się od rzeczywistości i oderwanie od codziennego stresu.
Dzięki aplikacji "SW Galactic Trivia Master", ojciec zyskał nowe hobby, a także nowe przyjaźnie. Jego życie nabrało kolorów, a my, jako rodzina, nauczyliśmy się, że każdy ma swoje pasje, które mogą wydawać się absurdalne dla innych, ale są istotne dla naszego szczęścia.
ostatnio nic nie zamieszczałem, gdyż nie miałem za bardzo czasu na składanie.
Walczę dalej, ale dotarłem do etapów gdzie jest mnóstwo małych klocków, a do tego nienaturalne dla Lego kąty dają w kość. Ale model powoli idzie do przodu.
Z braku niektórych części przy kompletowaniu ratowałem się też klockami od pingpongów 🤫 Cześć klocków musiałem też brać zbliżonych, np. zamiast części 2555 brałem 15712
Skala 1:72 ale panuje też 1:48 tylko muszę podzielić skrzydło bo się nie mieści w drukarce. Phrozen mini 8k (1200dpi,20μm) rozdzielczość jest tak duża że bez lupy nie widać pikseli, a po zagruntowaniu już w ogóle jest tak gładki jak z wtryskarki.
Nie da się ukryć, że niezły ze mnie mózg. Byłam tak podekscytowana zamówieniem z motywem z Gwiezdnych Wojen, że wykonałam kartkę, a potem zorientowałam się, że płatności za nią nie uiszczono
Kolejny raz zrobiłam ten błąd, że wzięłam się za robotę nie sprawdzając czy jest to w ogóle zapłacone xD
Na poniższym unikatowym zdjęciu widać proces produkcji maszyn kroczących AT-AT. Wielu podważa ich sens ale prawda jest taka, że gdyby maszyny kroczące nie miały sensu to ewolucja dałaby nam kółka, a nie nogi. A co w przyrodzie wykorzystuje toczenie się do przemieszczania? Pewnie jakieś białka, KASZTANY i jak się stary po trzech Żubrach turla na plażę w Stegnie!