Literatura:
+ Anna's Archive – ogromny zbiór książek z całego świata (dzięki @ErwinoRommelo)
Spotify bez reklam:
+ Spotube – otwartoźródłowa aplikacja przypominająca Spotify (Windows/MacOS/Linux/Android)
+ Spiecetify – lubisz oryginalny interfejs Spotify? Zainstaluj sobie Spiecetify, który dodaje "sklep" z rozszerzeniami, m.in . AdBlockiem (Windows/MacOS/Linux)
YouTube (Music) bez reklam:
+ Brave – pozwala na odtwarzanie w tle z wyłączonym ekranem, usuwa reklamy i elementy rozpraszające na telefonie (Android/iOS).
+ YT ReVanced – YT bez reklam na Androidzie.
+ YTMD (Pear Desktop) – otwartoźródłowa aplikacja-wrapper na YT Music. Pozwala komfortowo słuchać muzyki bez reklam (Windows/MacOS/Linux)
+ FreeTube – YT bez reklam, otwartoźródłowa aplikacja (Windows/MacOS/Linux).
+ NewPipe – Alternatywny front-end dla YouTube bez reklam na Androida. Do pobrania ze sklepu F-Droid (dzięki @Kolekcjoner_dusz)
Filmy i seriale:
+ Instalujesz AdBlocka (uBlock Origin lub AdGuard) i szukasz tytułu, na którymś z wymienionych serwisów: https://fmhy.net/video lub https://rentry.co/medianest
+ Wolisz pobrać i streamować z komputera na TV? Pobierasz qBittorrent i szukasz tytułu na polecanych torrentowniach: https://fmhy.net/torrenting
+ Chcesz odtwarzać treści bezpośrednio na swoim TV? Na telefonie szukasz odpowiednich treści na serwisach typu Rapideo , a na TV je odtwarzasz.
Android TV
Jeśli posiadasz na swoim telewizorze Androida, to właśnie wygrałeś pirackie życie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Najważniejsze to zainstalować aplikację ze sklepu Google Play o nazwie "Downloader " (pomarańczowe logo). Należy uprawnić tę aplikację w ustawieniach do instalacji innych aplikacji z zewnętrznych źródeł.
+ SmartTube – YT bez reklam. Aplikacja z otwartym kodem, częste aktualizacje. Kod do Downloadera: 54794.
+ HDO Box – taki piracki Netflix. Treści posiadają polskie napisy. W Downloaderze wpisujemy kod 1884119 lub 1187257. Aplikacja może wymagać pobrania Drama Player do odtwarzania treści. Jeżeli sama nie będzie w stanie pobrać, to wpisujemy ten kod: 4718983.
+ OneStream – kolejny piracki Netflix, bardzo podobny do HDO Box. Kod: 3578388.
+ FlowFlix – polski piracki Netflix. Agreguje treści z polskich serwisów typu FIlmann. Instalujemy również poprzez aplikację Downloader (kod: 6979259). Następnie wybieramy ikonę puzzla i włączamy odpowiednie pluginy agregujące materiały.
+ Stremio – występuje nie tylko na Androidzie. Aplikacja, która bezpośrednio streamuje torrenty na nasz TV i wyszukuje napisy. Najpierw jednak należy zainstalować odpowiedni plugin o nazwie Torrentio . Aby to zrobić, instalujemy najpierw Stremio na komputerze lub telefonie i odpowiednio konfigurujemy plugin w przeglądarce, np. wg tych kroków . Następnie uruchamiamy Stremio na telewizorze. Ustawienia oraz plugin powinny się synchronizować. Do tego należy zainstalować addon z napisami, np. Napisy24 lub OpenSubtitles.
Uwaga: Podane kody prowadzą do najnowszych wersji aplikacji na dzień dzisiejszy. Jeżeli pojawią się nowe, to możecie wprowadzić adres do aplikacji bezpośrednio w Downloaderze lub wygenerować nowy kod tutaj .
Detektyw Benoit Blanc przybywa do willi znanego i bogatego autora powieści kryminalnych, wynajęty przez anonimowego zleceniodawcę, by odkryć przyczynę tajemniczej śmierci tegoż. Na miejscu spotyka się z jego rodziną, w której każdy myśli już tylko o otwarciu testamentu i co z pokaźnego majątku denata przypadnie mu w spadku.
Obejrzałem ponownie po 4,5 roku, i tym razem film zrobił na mnie lepsze wrażenie. Intryga jest ciekawie poprowadzona, chociaż motyw pomyłki w mojej opinii został ujawniony dużo za wcześnie. Ma kilka zaskakujących momentów, potrafi także zwieść widza. Postaci całkiem dobrze zagrane, Daniel Craig gra odważnie, ale w mojej opinii show kradnie Ana de Armas.
To już ostatni film w tym roku. Sylwestrowy wieczór spędzę najprawdopodobniej z książką. Do siego roku!
Obsada: Al Pacino, Donald Sutherland, Nastassja Kinski, Annie Lennox (gościnnie kilka sekund)
Czas trwania: 2h 6min
Ocena: 8/10
Trwa euforia, która doprowadza do przeciwstawienia się dominacji brytyjskiej w koloniach amerykańskich. Do portu w Nowym Jorku wpływa ubogi rybak ze swoim synem. Wbrew swej woli zwerbowani zostają do powstańczej armii.
Obejrzane filmy - 340 (+ 1,2 lub 3 więcej dziś, bo sylwka spędzam na oglądaniu). Zaliczone oba moje kochane festiwale czyli Nowe Horyzonty i American Film Festival. Ten wynik to mój życiowy rekord. Pytacie się jak to spamiętać? Otóż bardzo pomogło mi dołączenie do #filmmeter - od zawsze robienie notatek polepszało mi pamięć, pozdrawiam serdecznie kochany tag!
Przeczytane książki - nie wiem, ale nie za dużo, myślę, że coś pomiędzy 10-12 książek. Najdumniejsza i najpiękniejsza przygoda to pierwszy raz z "Lalką" Prusa, dawno nic tak za⁎⁎⁎⁎⁎tego nie czytałam!
Przejechane rowerem kilometry - 4,775 km.
Waga - schudłam od końcówki 2023 ponad 12 kilogramów. Skutek zminimalizowania używek typu słodycze, czipsy i browary. No i do tego rowerek lub jakieś półgodzinne ćwiczonka domowe.
Pisanie - dzięki filmeterowi dużo napisałam o filmach, plus udało mi się i dla siebie i za kaskę napisać kilka dłuższych artykułów. Niestety pisanie powieści siadło ponad pół roku temu i nie chce ruszyć.
Plany na 2026?
Filmy - obejrzeć ponad 300 filmów (teraz wiem, że to wykonalne, ba! nawet więcej ale nie będę podwyższać sobie limitu) i pojechanie przynajmniej na Nowe Horyzonty.
Przeczytane książki - bez presji, ale muszę się zobligować do nadrobienia klasyków, jak widać z "Lalką" to był strzał 10/10, więc warto.
Rower - no to cel 5k km! I minimum jedna "stufka"!
Waga - w sumie chudnąć już nie muszę, ale utrzymanie to dopiero robota!
Pisanie - pisać dalej o filmach tutaj, napisać jeszcze parę dłuższych artykułów, no i zabrać się za powieść, albo ogólnie za fabułę.
Dziękuję za uwagę! Pozdrawiam Was mocno! Ostatnie postanowienie to ograniczyć wykop do minimum albo zera i udzielać się tylko na hejto!
@Mahjong jesteś Kinomaniaczką przez duże K, zdecydowanie 340+ obejrzanych filmów robi piorunujące wrażenie... Dla mnie to jakaś totalna abstrakcja, w tym roku obejrzałem pewnie mniej niż 10 xD
Tygrys - zaczyna się czuć samotny w Stumilowym Lesie, mimo że ma tu wielu wiernych przyjaciół. Jest przekonany, że gdzieś w okolicy muszą żyć podobne do niego pasiaste stworzenia i szczerze tęskni za ich towarzystwem.
Przez to, że 1 stycznia już tradycją jest dla mnie rano wstać i słuchać topki wszech czasów, to nie łażę na imprezy, sama nie piję (przynajmniej za dużo, browar jeden + lampka szampana) i idę spać po 1. Więc moim planem będzie pewnie obejrzenie jakiegoś filmu.
Więc pytanko kochani - jakim filmem zamknąć rok 2025? Proszę bez oczywistości. Pod #kinozmahjongiem widać co już oglądałam. Najlepiej żeby film był dostępny na streamingach, ale niekoniecznie.
Zazwyczaj nie zadaję takich pytań, bo doskonale sama wiem co chcę obejrzeć i nie mam problemu z wyborami. Ale chciałam sprawdzić co mi ciekawego zaproponujecie
Specjalnie nie sprawdzałam ocen przed seansem - czułam, że się uparłam i tak to zobaczę, więc po co od razu negatywnie się nastawiać? Kocham fantasy to dam radę. I dałam radę.
Film opowiada o pięknej, dzikiej lecz sprytnej i mądrej i rudej Sonji, która po tym jak jej osada obróciła się w pył uciekła do lasu. Las ten ma skrywać jakieś tajemnice i zły cesarz, który wprowadził technologię w tym świecie fantasy na wyższy poziom, chce teraz podbić ten las.
Obserwujemy więc przygody Sonji, która trafia niewoli cesarza i tam musi jak reszta podobnych jej ludzi walczyć na arenie. Oczywiście tylko piękna, młoda, dzika, sprytna i ruda Sonja potrafi wygrywać i przeciwstawić się cesarzowi i uciec z resztą przyjaciół i doprowadzić do tego, że w jej ukochanym lesie załatwią partyzancko żołnierzy cesarza i jego samego. Oczywiście tak się dzieje.
Aktorstwo drętwe, dla mnie ledwo, ale znośne - najlepiej wypadł aktorsko typ, który aktorem nie jest, tylko byłym mistrzem UFC - Michael Bisping. Sama aktorka od Sonji nie ma niestety potencjału, ale za to jest młoda, ładna i ruda.
Efekty - może to zostawię bez komentarza?
Cała reszta? Ot prosta historyjka fantasy, vibe lekko xenowski, więc mi się podobało mimo licznych wad.
Szykujcie szklankę wody, bo będzie czerstwo w #piechuroglada
----------
Tytuł: Scary Movie
Rok produkcji: 2000
Reżyseria: Keenen Ivory Wayans
Kategoria: #komedia
Czas trwania: 90 min
Moja ocena: 6/10
W małym miasteczku dochodzi do fali morderstw na uczniach. Na szczęście główni bohaterowie są niedojebani.
Dla jednych absolutny klasyk filmowych parodii, dla drugich nieśmieszne dzieło, na które szkoda tracić czasu, dla mnie - pewnie coś pomiędzy. Ciężko mówić, że dużo żartów kiepsko się zestarzało, bo raczej nie były śmieszne od początku. Część z kolei jest na tyle przemyślana w swojej głupocie, że dalej bawią. Film ma momenty zarówno, w których można się zaśmiać, jak i takie, przy których skręca człowieka z żenady, a między zębami zgrzyta piach. Oryginalnie chciałem go ocenić na 5 z minusem, skąd więc 6, czyli taka sama ocena jak dla Klausa? Przede wszystkim za postać Doofiego, a także przez to, że jednak do tego filmu wracam któryś raz i pewnie oglądnę go znowu za kilka lat - w swojej kategorii robi robotę. Polecam fanom czerstwego.
Gdy dziewczyna powiedziała mi, żebym włączył „Dwie Wieże”, poczułem się jak na tym memie poniżej. x)
Pamiętam, jak poszedłem do kina na nocny maraton wersji rozszerzonych całej trylogii. W teorii wydawało się to świetnym pomysłem - wszystkie filmy na jednym posiedzeniu, jeszcze na dużym ekranie. Nie przewidziałem tylko, że zasnę właśnie na drugiej części i przegapię to, na czym zależało mi najbardziej, czyli obronie Helmowego Jaru.
Zgadnijcie, co się dzisiaj wydarzyło.
Oczywiście, że zasnąłem podczas seansu i przegapiłem obronę Helmowego Jaru. xD
Czuję się jak stary dziad. xD
Sam film wspaniały. Jeden z czterech, które obejrzałem w życiu i którym przyznałem najwyższą ocenę.
@bartek555 byłem już jakiś czas temu. Żałuje, że twórcy byli aż tak dosadni w pokazywaniu przemocy. Tylu jej ohydnych odcieni. Wolałbym więcej jasnych sugestii niż scen, które nic nie zostawiają wyobraźni.
Poza tym film na plus. Dużo tematów do rozważań potem mieliśmy.
Przy tej scenie czarno białej bodajże w sądzie, tej bez dźwięku, było słychać jak komuś popcorn z tyłu spadł. Tak, ktoś kupił popcorn na film o przemocy domowej.
W drugim filmie z cyklu "Na noże" detektyw Benoit Blanc "przypadkowo" trafia na zamkniętą imprezę na greckiej wyspie, gdzie kryminalna zabawa przekształca się w prawdziwe morderstwo. Na bazie posiadanych informacji, własnych obserwacji i dedukcji musi odkryć kto jest mordercą. A każdy coś ukrywa i nie mówi całej prawdy.
Bardzo dobrze się bawiłem na tym filmie. Przedni klimat, ciekawa fabuła, dobre role Craiga i Nortona. Nie rozumiem słabych recenzji tej części - mimo zupełnie innego tła dalej trzyma poziom.
Tym razem to historia młodej dziewczyny, która zaraz ma śluby zakonne, ale wcześniej musi odwiedzić owdowiałego wujka. Viridiania nie za bardzo chce, ale przybywa z wizytą. Od tego momentu już nic nie będzie takie samo. Wujowi dziewczyna przypomina zmarłą żonę i postanawia się z niedoszłą zakonnicą ożenić, sposobem próbuje zatrzymać ją przy sobie - uśpi ją i będzie o krok od wykorzystania jej. Na drugi dzień przyznaje się jej do wszystkiego, ale i to nie utrzyma Vididiany w jego domostwie i już prawie jest gotowa wrócić do zakonu, gdy okazuje się, że wuj popełnił samobójstwo.
Dziewczyna zostaje w domostwie, tam przybywa też syn wuja by zamieszkać. Zaś pobożna wciąż i otumaniona religią panna postanawia zaopiekować się grupką biedaków i żebraków. Ci niby na początku są jej wdzięczni, ale wystarczy chwila i bidoki robią pod jej nieobecność imprezę życia, a gdy ta wraca do domu, zamiast skruchy prawie zostaje zgwałcona.
Dla mnie to film w stylu - wypuście niewinną pannicę zza murów zakonu, dajcie jej wolną rękę - i patrzmy co się stanie. Faceci nie potrafią utrzymać rąk przy sobie, a byle żebrak wykorzysta jej gołębie serduszko. Zderzenie Viridiany z rzeczywistością obmywa ją z nabytej naiwności. Niczym pies, który nie dostał pełnej miski - nagle musi sama zapolować na swoje szczęście. A tego przecież nie uczyli w zakonie.
Chyba wolę jednak te powalone filmy Bunuela, na których można się pośmiać, ale ta historia też jest świetna. I pełna, gotowa do wielu interpretacji.
Dzisiaj w #piechuroglada lekka animacja po ostatnich mocniejszych dziełach.
----------
Tytuł: Klaus
Rok produkcji: 2019
Reżyseria: Sergio Pablos
Kategoria: #filmanimowany #animacja
Czas trwania: 96 min
Moja ocena: 6/10
Leniwy i egocentryczny syn dyrektora Królewskiej Akademii Pocztowej zostaje wysłany do odległego miasteczka zamieszkanego przez skonfliktowanych mieszkańców celem odebrania szkoły życia. Tam poznaje tajemniczego twórcę zabawek, z którym przyjdzie mu odmienić losy miejscowości.
Alternatywna wersja pochodzenia Mikołaja, który w tym dziele nazywany jest po prostu Klausem. Przyjemna animacja z historią prowadzoną według znanego bajkowego schematu. Mnie osobiście jakoś specjalnie nie wciągnęła, nie wywołała emocji, nie przypominam sobie również, żebym w którymś momencie się chociaż uśmiechnął. Jest jednak lekko i ładnie, i nawet z przesłaniem. Myślę, że jako film dla dzieci może się to sprawdzić - oglądnę go może kiedyś z dziewczynkami, to się dowiem, jak wygląda z ich perspektywy. Polecam na niezobowiązujący wieczorny seans pod kocem przy kubku gorącego kakao.
Czas powiedzieć "c". Ostatnia część trylogii za mną (IMO ta czwarta część wygląda trochę na odrębny matrixowy twór). Od razu dodam, że "d" nie będzie w bliższym czasie - jednak za świeżo jestem z seansem by robić rewatch, chociaż nie wykluczam, żeby utrzymać wczutkę to po nowym roku sobie włączę.
A jak Rewolucje? Całkiem spoko. Neo odkrywa, że pewna część jego umiejętności przerzuciła się na świat realny. Tymczasem armia maszyn zmierza do Zionu. Zaczyna się gra z czasem. Neo ostatni raz odwiedza Wyrocznię, by tam dowiedzieć się, że ma tylko dwie drogi wyboru i sam musi zdecydować co wybrać. Neo postanawia oczywiście uratować ludzkość. I przy okazji Matrix, bo kopiujący się Agent Smith przejmuje symulację na całego, do tego służy mu też ludzkie ciało, które przejmuje, by robić dywersję i zabić Neo.
Neo robi o wiele więcej niż zapowiedziała Wyrocznia w drugiej części - robi ze Źródłem deal, który uratuje każdego w Zionie - "ja uratuję Matrix przed Smithem, a ty zakończ wojnę". To wielkie poświęcenie, bo Neo straci wszystko co dla niego najważniejsze, ale taka jest widocznie cena za ratunek. I tylko on może tego dokonać.
Wszystko gra w tym filmie, akcja toczy się gładkim strumieniem, dla mnie np. w dwójce ta akcja była trochę toporna, jakby na siłę, by się popisywać realizacją. W trójce naprawdę siedzimy na spiętej d⁎⁎ie, dzieje się dużo. Na przykład nie pamiętałam już tej potwornej drogi drugim statkiem do Zionu, a jest ona dość emocjonująca.
Kiedyś myślałam, że to Rewolucje są najsłabszym ogniwem trylogii, ale nie - ta część całkiem ładnie składa i jedynkę i dwójkę do kupy - mimo, że było widać, że te dwie część to dokrętka po sukcesie pierwszego Matrixa.
Bardzo była to fajna i wcale nie taka sentymentalna rewatchingowa przygoda. Bawiłam się znakomicie i naprawdę - cała trylogia znakomicie broni się po latach.
Czyli ostatecznie mamy podobną opinię na temat trylogii Mi się trójka podobała, bardzo fajny akcyjniak. Dużo rzeczy wisi na szali i mimo, że jest kilka wątków prowadzonych równolegle, to są dobrze zmontowane, przeskakiwanie między nimi nie wybija z rytmu i pięknie się spinają w kulminacyjnym momencie, gdy Neo po raz ostatni wkracza do Matrixa. Pamiętam, że byłem na tym w kinie i oglądałem seans z otwartą japą
[FILM] Jurassic World - Farma - Epic Evolution (2/3)
Film poklatkowy. Następny z serii zrobionych na zlecenie LEGO i Universal. Tym razem przenosimy się na farmę w świecie, w którym dinozaury żyją wśród ludzi. Też odniósł sukces, bo w momencie gdy piszę tego posta został już obejrzany 2,9 miliona razy!
Ocena o jedno oczko mniej, ponieważ ta część zawsze podobała mi się najmniej z trylogii, jednakże wciąż uważam to za świetne kino. Uwielbiam leniwy początek w Shire, który jest tak komfortowy, że sam z chęcią bym zamieszkał w takiej okolicy i wiódł podobne życie.
Trudno mi być obiektywnym, ponieważ „Władca Pierścieni” podoba mi się tak bardzo, że przymykam oko na jakiekolwiek wady.
Przy okazji naszły mnie przemyślenia, że kurczę, minęło prawie dwadzieścia pięć lat od premiery pierwszej części, i do tej pory nie zobaczyłem żadnego innego filmu czy serialu fantasy, który zrobiłby na mnie tak duże wrażenie. Najbliżej było „Grze o tron”. Pomyślałem też o netfliksowym „Wiedźminie” - technologia posunęła się naprzód, Netflix pewnie też nie żałował budżetu na swoją produkcję, a jak porównam te dwa dzieła, to w „Wiedźminie” nie czuć dopracowania, nie czuć „duszy”.
Poniekąd rozumiem, że po co się starać, skoro ludzie i tak pewnie obejrzą, a jak będziemy przyzwyczajać ich do kiepskiej jakości, to przestaną być aż tak wybredni i bez narzekania będą oglądać coraz to gorsze dzieła, ponieważ innych po prostu nie będzie. Nie podoba mi się to, ponieważ sam w swojej twórczości staram się rozwijać, żeby tworzyć lepsze rzeczy od poprzednich i czułbym się źle z odwaleniem fuszerki (patrzę na ciebie, Wegner). Tak więc nie rozumiem, że przy obecnych możliwościach wciąż trudno dorównać starusieńkiemu już „Władcy Pierścieni”.
Mnie zaskakuje to jak, zmieniają się moje ulubione postaci z biegiem lat. Za dzieciaka szalałam za zwinnym Legolasem. Aktualnie mój ulubiony to Sam i Gimli :)