Profesor Joseph O'Loughlin zostaje zgodnie z tytułem podejrzany o zamordowanie swojej byłej pacjentki z którą kiedyś miał konflikt. Wygląda że ktoś stara się skierować podejrzenia na niego a policja nie zamierzą drążyć tematu więc Joseph sam stara się rozszyfrować o co może chodzić i wygląda na to że zagrożeni mogą być też jego bliscy. Jakby tego było mało - bohater właśnie dowiedział się że jest poważnie chory, ma początki choroby Parkinsona wiec życie wali mu się na kilku płaszczyznach.
Książka podobała mi się baaardzo. Na prawdę przyzwoity thriller, nie ma wad poprzedniego wysłuchanego przeze mnie cyklu Becky Masterman. Intryga wydaje się mimo skomplikowania bardziej wiarygodna a przede wszystkim wiarygodni psychologicznie są bohaterowie. Sposób wnioskowania głównego bohatera mocno psychologiczny jest bardzo wiarygodny a przy tym błyskotliwy. Z jednej strony ma się wrażenie że bohater dostrzega drobne szczegóły i powiązania jak jakiś nowy Holmes czy inny mentalista ale autor nie stwarza przy tym otoczki genialności bohatera w tej dziedzinie. Po prostu zwykły pan psycholog który dostrzega rzeczy, których inni nie dostrzegają, które każdy psycholog powinien dostrzegać. Robiło to na mnie pozytywne wrażenie.
Kolejny tom cyklu o Briget Quinn. Niby wszystko powinno być już dobrze, agentka Quinn rozwiązała sprawę, która nie dawała jej spokoju, mąż - profesor filozofii, były pastor zna już jej mroczną przeszłość i ją akceptuje, Briget ma nową przyjaciółkę i wszystko zdaje się toczyć spokojnym torem ale umiera bratowa Briget a jej życzeniem było żeby to Briget zajęła się jej córką po jej śmierci. Ale w momencie gdy dziewczyna trafia pod jej dach w domu i w miasteczku zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Emerytowana agentka zaczyna podejrzewać swoją bratanicę o bycie psychopatką. Niestety ze zdrowiem i umysłem bohaterki też zaczynają się dziać dziwne rzeczy wiec trudno jej stwierdzić co jest obiektywną prawdą a jeszcze trudniej przekonać do swoich pomysłów innych.
Ten tom wciągał jeszcze bardziej bo fabuła była bardziej zakręcona i nielatwo było wytypować osobę faktyczni winną za całe zamieszanie, przynajmniej nie od początku. Ale przez to całe zamotanie wydarzenia traciły trochę na wiarygodności co jest trochę minusem.
Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie zamieszkałych przez ludzkość rozproszonych światów. Imperator wycofał się z aktywnego udziału w działaniach militarnych i mianował swego syna Horusa Mistrzem Wojny przekazując mu dowodzenie.
Zmieniamy perspektywę, tym razem większość wydarzeń opisana została z punktu widzenia Nathaniela Garro - kapitana liniowego 7 kompanii Gwardii Śmierci, konserwatywnego weterana kosmicznych marines. Na początku stajemy się świadkiem wydarzeń nie związanych bezpośrednio z istotą opowieści, ale mających na celu przedstawienie historii XIV Legionu oraz panujących w nim zwyczajów, nastrojów, sojuszy i niechęci. Następnie poznajemy perspektywę Gwardii Śmierci na wydarzenia w układzie Istvaan znane z Galaktyki w płomieniach, by w końcu poznać dalsze losy Eisensteina i jego załogi.
Po świetnej trylogii początkowej spodziewałem się spadku jakości, ale nadal jest dobrze. Co prawda dialogi bywają czerstwe, ale sama opowieść wciąga. Narracja jest ciekawie prowadzona, autor tym razem buduje atmosferę narastającej frustracji i grozy, więc w efekcie jest mniej pompy, a więcej horroru, niekiedy nawet z elementami gore.
Ogólne wrażenie bardzo pozytywne, nieco zakłócone przez kilka momentów, które wydały mi się naiwne, ale mimo to nie mogłem się doczekać wysłuchania kolejnych rozdziałów.
Lektor też jest w porządku, choć daleko mu do Filipa Kosiora i jego fantastycznej manipulacji barwą głosu w dialogach Horusa czy Torgaddona.
"Droga 66" Becky Masterman to pierwszy tom cyklu kryminalnego o agentce FBI Briget Quinn. Zaczyna się niestandardowo bo agentka Quinn jest już na emeryturze i stara się ułożyć sobie spokojne życie u boku drugiego męża. Niestety dopada ją przeszłość i powrót do ostatniej sprawy, którą prowadziła czyli morderstwa kobiet na słynnej Route 66. Briget, która długie lata pracowała pod przykrywką jako przynęta na różnego rodzaju przestępców seksualnych do tego ostatniego śledztwa z racji swojego wieku przygotowała do takiej roli inna młodszą agentkę, która niestety podczas działań operacyjnych została porwana i nigdy nie udało jej się odnaleźć. Teraz w sprawie pojawiają się nowe tropy a śledczy prowadzący sprawę jak to zwykle w takich książkach bywa są ślepi na niektóre dowody. Poczucie winy nie pozwala Briget odpuścić chociaż grozi to zrujnowaniem jej szczęśliwego małżeństwa.
Książki słuchało mi się dobrze, jeden z lepszych thrillerów z jakimi się ostatnio zapoznałam. Może nie idealny bo autorka nie ustrzegła się denerwującego mnie w tego typu książkach schematu, gdzie bohater działa totalnie wbrew logice i swojemu własnemu doświadczeniu, ładując się przy tym w coraz większe kłopoty, ale poza tym szczegółem postacie są ciekawe a intryga interesująca.
Trzecie podejście do Columa McCanna i trzecia czytanka po angielsku. Niestety po za Apeirogonem nic innego nie zostało przetłumaczone na nasz rodzimy język wystarczająco szybko, a szkoda, bo to autor, którego warto tłumaczyć zanim opadnie jeszcze kurz po premierze angielskiej i hype na książkę się nie skończy.
Autor nie kryje się z tym, że jego źródłem utrzymania było dziennikarstwo i w każdej z książek (z tych, które przeczytałem), da się to wyczuć. Po rewelacyjnym Apeirogonie (dalej w mojej topce książek) i dużo gorszej This Side of Brightness (Ta strona jasności), przyszła pora na najnowszą pozycję McCanna, czyli Twist.
Autor zabiera nas na pokład statku, któego misją jest naprawa podmorskiego kabla u wybrzeży Afryki Zachodniej. Narratorem jest Anthony Fennell - pisarz w kryzysie, który znalazł się na pokładzie, żeby opisać "techniczną stronę misję" dla jednej z gazet. Szybko orientuje się, że trafia na historię o zerwanych łączach: dosłownie (kablu na dnie oceanu) i w przenośni (relacjach międzyludzkich). Próba oddania tego, co jest codziennością ludzi utrzymujących w ryzach infrastrukturę świata, szybko zbliża go do pozostałych członków załogi. A wśród nich Johna Conwaya, charyzmatycznego kierownika misji, inżyniera i płetwornurka, którego relacja jest bardziej o zwyczajne naprawie niż o bohaterskim czynie, którego podejmują się członkowie misji. W tle przewija się też Zanele (partnerka Conwaya), aktorka wyjeżdżająca do Anglii i pozostali marynarze. Rdzeniem fabuły są realne awarie sieci (McCann nawiązuje do przerw na łączach u wybrzeży Konga), a rejs statku staje się jednocześnie reportażem o fizyczności Internetu (stali, włóknach, batymetrii i dnie morskim) i szkieletem opowieści o dwojakiej "naprawie" - kabli, relacji i psychiki samego narratora. W pewnym momencie pojawia się rysa na micie bohaterskiego Conwaya, co przerzuca książkę w rejony bardziej thrillerowe, ale wciąż delikatnie reportażowo-psychologiczne.
Autor używa wielu porównań, zarówno ukrytych, jak i tych bijących po oczach, relacje międzyludzkie i połączenia kablowe, niemal niema załoga, która przywraca światu możiwość komunikacji. Sporo tu nawiązań do realności tej misji, fizycznych jej aspektów, wiedzy potrzebnej do zrozumienia jej zawiłości, ale w przeważającej większośći to studium postacji, ich nastrojów i relacji.
Książka mi się podobała, ale trochę nie wiem, komu mógłbym ją polecić, bo z pewnością nie jest dla kogoś, kto sięga po autora po raz pierwszy - tu lepiej wypadnie Apeirogon. Dlatego nie traktujcie tego ani jako polecajki, ani odradzajki
Wydawnictwo Vesper zapowiada pierwszy tom cyklu Lyonesse. "Ogród Suldrun" Jacka Vance'a jest planowany na luty 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 680 stron. Poniżej okładka i krótko o treści.
W sercu dzisiejszej Zatoki Biskajskiej, na Wyspach Pradawnych, dziesięć rywalizujących królestw toczy bezustanną walkę o władzę. Pośród politycznych intryg wyrasta Casmir – ambitny i bezlitosny król Lyonesse, który pragnie umocnić swoje wpływy, wydając córkę za mąż. Suldrun, piękna i nieugięta, odmawia podporządkowania się ojcu. Za karę zostaje uwięziona w ukochanym, dzikim ogrodzie, gdzie magia splata się z niebezpieczeństwem. To właśnie tam odnajduje miłość… i rozpoczyna się jej tragiczny los.
Ogród Suldrun autorstwa Jacka Vance’a (Kroniki umierającej Ziemi) to pierwszy tom epickiej trylogii fantasy Lyonesse, pełnej spisków, wojen, magii, czerpiącej z celtyckich i skandynawskich mitów – historii, która urzeka rozmachem oraz bogactwem wyobraźni.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tytuł: Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Autor: Robert M. Wegner
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Powergraph
Format: e-book
ISBN: 9788364384240
Ocena: 8/10
Czy zachwycałem się już tym, z jaką łatwością można polubić postacie stworzone przez Wegnera? Sympatią do Deany zapałałem od samego początku - podszyte jest to sentymentem do postaci odgrywanej przez moją znajomą, gdy grywałem jeszcze na Cyrodiil, takiej grze fabularnej. Uwielbiam pustynnych, honorowych wojowników i nie inaczej było w przypadku mistrzyni talherów.
Ponownie z powodu preferencji nie spodobał mi się kierunek, w którym zmierza historia. Bardzo lubię osobiste, przyziemne i skromne opowieści. Są obecne w tej serii i dlatego tak ją cenię, jednocześnie nie przepadam za namacalną obecnością bóstw et cetera. To nie jest wada per se, jedynie upodobania, ale pomyślałem, że warto o tym wspomnieć.
Jednocześnie nie jest to powieść, która bardzo by mi zapadła w pamięć. Tak szczerze, to musiałem przeczytać streszczenie, ponieważ mimo że skończyłem ją z miesiąc czy dwa temu, to niewiele zapamiętałem.
Wydawnictwo Vesper rozszerza uniwersum Conana w serii Eony. "Conan. Krew węża" Stephena Michaela Stirlinga ukaże się w połowie 2026 roku. Poniżej zagraniczna okładka i krótko o treści.
Conan powraca — nie jako legenda, lecz jako żywy cień, który przecina mroki epoki, w nowej samodzielnej powieści S.M. Stirlinga. Ta opowieść swoje korzenie ma w ponurych, bezlitosnych historiach snutych niegdyś przez Roberta E. Howarda.
Opowieść ta zaczyna się we wczesnych latach życia Conana, w czasach, gdy młody jako wojownik opuszcza skute lodem pustkowia północy, by ruszyć na wędrówkę która odciśnie piętno na całej Erze Hyboryjskiej. Jako najemnik, żołnierz, złodziej i pirat kroczy szlakiem znacznym krwią, mierząc się z najeźdźczymi armiami, złowrogimi czarnoksiężnikami i monstrami rodem z koszmarów — mając przy sobie jedynie miecz i wolę, która nie zna strachu.
Conan, którego imię przetrwało w powieściach, komiksach, grach, filmach i oczekiwanym serialu Netflix, od dziesięcioleci inspiruje najbardziej mrocznych wizjonerów XX i XXI wieku. Ta książka otwiera nowy cykl opowieści — surowych, brutalnych i naznaczonych cieniem przeznaczenia.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Pan LaValle pozwolił sobie na inne spojrzenie na Lovecraftowe opowiadanie "Zgroza w Red Hook" z rezultatem, powiedziałbym, po prostu dobrym, niewybijającym z kapci.
W pierwszej kolejności wydarzenia śledzimy z perspektywy tytułowego Toma Testera, który dla zarobku ima się różnych zleceń i właśnie to z nich, które zostało na początku opisane powoduje u mnie pewien zgrzyt (przechodzący zresztą na całe opowiadanie) - tyczy się to błahego podejścia zarówno protagonisty, jak i stróżów prawa do spraw magicznych i paranormalnych, wydaje się ono zbyt nonszalanckie i zwyczajne. Rozmowy na ten temat prowadzone są tak, jak gdyby te niecodzienne rzeczy nie zostały odkryte niedawno, a trwały już od wielu lat i stanowiły chleb powszedni. Jasne, niech będzie, tylko my o tym nie wiemy; mile widziane byłoby przedstawienie choć trochę szerszego kontekstu.
Później, gdy atmosfera wyraźnie gęstnieje, punkt widzenia zmienia się na policjanta Thomasa Malone'a, a wydarzenia wiernie - oczywiście z pewnymi ozdobnikami i dopowiedzeniami - podążają śladem pierwowzoru.
Przedstawienie tego krótkiego urywka z dziwnego życia Nowego Jorku, jak i Lovecraftowej niesamowitości wyszło autorowi całkiem nieźle, zwłaszcza scena w domu. Zastrzeżenia mam właśnie do elementów magicznych będących czymś normalnym, zamiast ledwie branym pod uwagę z politowaniem. Kilkadziesiąt stron więcej oferujących trochę dodatkowego tła wielce by tej książce, moim zdaniem przynajmniej, pomogło. A może powinienem był trochę mocniej zawiesić niewiarę? Nie wykluczam takiej opcji.
Trzecie wydanie bajtow polskich. Nie trzeba czytać oryginalnego wydania ani 2.0 żeby ogarnąć historię. Autorzy przeprowadzają czytelnika po historii polskich gier komputerowych, ich autorów, narodzin i rozwoju komputerowej i konsolowej rozrywki. Zaczyna się od gierek robionych na oscyloskopach przez naszych dziadków następnie atari, pegazusy, comodory, amigi aż wreszcie przez komputery. Wszystko okraszone masą screenów z opisywanych gier (~60 screenów na dwie strony).
Miałem kiedyś za dzieciaka C64, pamiętam że coś na nim grałem. Jednak człowiek był młody, głupi, nie miał skąd brać wiedzy jak tego używać i ten etap życia jakoś nie specjalnie zapadł mi w pamięć. Poza momentem w którym ktoś pożyczył moje kasety i potem nie oddał. nie wspominam z łezką w oku tamtych czasów, że kiedyś to było itd. Historie powstawania gierek na te i pokrewne platformy czytałem z takim samym zaangażowaniem emocjonalnym co powstawanie gierek na odrę w latach 60. Kiedy w książce przyszły jakieś czasy które mogłem pamiętać bardziej świadomie to był już koniec książki. Nie mówię że to było nudne tylko nie znałem tamtych gier. Ten obrazek, który wrzucałem wczoraj o Kulkach z 1995r to była przed ostatnia strona. Dla mnie książka bardziej jako ciekawostka. Bardzo ładnie wydany album z historią polskich gier. To chyba pierwsze wydanie ze screenami. Niestety ten pomysł z wrzucaniem jednego wielkiego screena na całą stronę gdzie środek (tam gdzie najczęściej jest cała akcja) wypada na łamaniu taki średni.
Mega dużo ciekawostek i smaczków od kuchni. Jak działały giełdy w Polsce, jak to ludzie wydawali swoje gierki w raczkującym przemyśle growym, kto publikował swoje listingi w zagranicznych czasopismach, jak zatwardziali atarowcy reagowali na pegazusa, jak się robiło gierki za granicą i wiele wiele innych. A jak jeszcze pamiętasz bajtka, top secret to nostalgia i dodatkowa frajda gwarantowana.
@owczareknietrzymryjski Przeczytałem całe od deski do deski. Poczatkowe gry też nie znałem. Czasy "Top secret" z wypiekami na twarzy u mnie to juz moje statium, gdzie grałem w gierki. Nie wspomniałeś o fajnych dodatkach pocztówek z grafikami z gier.
@Spider no właśnie, dla mnie to nawet nie pocztówka. Coś w formacie ale z obu stron jest nadrukowana grafika. Kopie obrazków użytych na okładce dzieciaków z pongiem i typa z kasetami. Jedynie warte jest wspomnienia wynik na ekranie 20 11. Bo w 2011 wyszło pierwsze wydanie bajtów polskich
Wydawnictwo Znak zapowiada jeszcze jeden reportaż. "Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu" Simona Parkina trafi do sprzedaży 28 stycznia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 384 strony, w cenie detalicznej 79,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Nieznana historia II Wojny Światowej
Latem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły Leningrad i na prawie trzy lata całkowicie odcięły miasto od dostaw żywności. Z głodu zmarło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób – niemal co trzeci mieszkaniec miasta.
Można było temu zapobiec.
Gdy w ogromnym pośpiechu ewakuowano znajdujące się w Ermitażu największe dzieła sztuki, nikt nie myślał o ochronie drogocennych nasion, przechowywanych w Instytucie Roślin po drugiej stronie ulicy. Zasoby, które zgromadzono w pierwszym w historii banku nasion, mogły uratować nie tylko Leningrad, ale wystarczyłyby do wyeliminowania głodu na całym świecie.
O tym, jak bezcenny był to skarb, wiedzieli nie tylko pracujący tam naukowcy, ale też Niemcy, którzy za wszelką cenę chcieli przejąć kolekcję. W mieście, w którym na ulicach ludzie umierali z głodu, botanicy chronili przed kradzieżą i szczurami tony żywności. Stawką były nie tylko lata ich pracy, ale i los przyszłych pokoleń.
Opierając się na dotychczas niepublikowanych źródłach, Simon Parkin opowiada niezwykłą i wzruszającą historię ludzi, którzy pozostali w Instytucie Roślin w najciemniejszych dniach oblężenia i ryzykowali życie w imię nauki.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tytuł: Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Autor: Robert M. Wegner
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Powergraph
Format: e-book
ISBN: 9788361187417
Liczba stron: 624
Ocena: 8/10
Największa zmiana - zbiory opowiadań zostały zamienione na pełnoprawną powieść, dzięki czemu do czynienia mamy z ciągłą fabułą, a nie osobnymi historiami, które co prawda ułożone zostały chronologicznie, ale jednak każda opowiadała o czymś innym.
Ucieszyłem się przeokropecznie, że Szóstki wróciły i w końcu otrzymały nawet wzmocnienie. Nic to, że składające się z samych najgorszych indywiduów - pan porucznik to jednak fachowiec jest i pokazał, że z każdego jest w stanie zrobić dobrego żołnierza. Niezmiennie podoba mi się żołnierskie poczucie humoru, działanie na granicy regulaminu i igranie z przełożonymi. Tego szukałem i dokładnie to otrzymałem - Szósta Kompania to według mnie najjaśniejszy punkt serii.
Drugim bardzo jasnym punktem są Wozacy oraz opis starć - powtórzę się, że jestem pod ogromnym wrażeniem, iż Wegner wymyślił interesujący naród i pokusił się nawet o stworzenie całego sposobu prowadzenia działań wojennych uwzględniających wykorzystanie wozów bojowych i mieszkalnych.
Mi tak średnio siadło... Ta cześć (3), była chyba najlepsza i jej faktycznie 8 bym nawet dał, ale dalej jest moim zdaniem tylko gorzej i ta cala historia rozjeżdża sie w różne dziwne strony, przez co staje się zbyt udziwniona i nieciekawa...
Podejrzewałem w jakim kierunku pójdzie ta opowieść, ale każdy stopień zniszczenia „idealnego” społeczeństwa powodował we mnie smutny śmiech. Opowieść o szczytnych marzeniach prostych niewykształconych osób, niszczonych przez intelektualne elity. Niestety idealnie pokazuje manipulacje. Opowieść ta jest pomimo swoich lat ciągle aktualna.
Propaganda angielskiego banana ktory komune widzial tylko w gazecie, “My” Zamiatina zjada animal farm na sniadanie, nie mowie ze zle, fajny tomik cytatow dla edgy nastolatkow ktorych “dreczy” system.
@onpanopticon w senie wiadomo ze jak czytasz majac 16 lat to mastermind mode on, dla mnie to tak troche tutorial jak nakreslic dzieciakom ze stalinizm to zlo.
Tytuł: 20th Century Boys: Chłopaki z dwudziestego wieku #1
Autor: Naoki Urasawa
Kategoria: komiks/manga
Wydawnictwo: Hanami
Format: książka papierowa
ISBN: 9788365520241
Liczba stron: 416
Ocena: 7/10
Moja pierwsza manga w życiu, którą przeczytałem. Bardzo dobra opowieść, charakterystyczni bohaterowie. Najbardziej przypadł mi do gustu humor zawarty w tej mandze, oraz to jak zostało to wyważone z poważniejszymi momentami. Nieco proste, szybkie. Koniec końców jednak nie wiem czy jest to dla mnie bo ilość zabawy nie jest adekwatna do ceny. Tak, wiem można by kupować używki np na vinted, ale nie wiem czy się na tyle chce w to wciągać. Pewnie od czasu do czasu kupię jakąs mangę i tyle. Polecam.
Jeśli podobał Ci się styl i kreska, to ten sam autor napisał jeszcze "Monster", kryminał z Europą i eksperymentami na dzieciach w tle. IMHO znacznie lepszy tytuł niż 20th Century Boys.
Najbardziej mi z tej książki utkwiły opisy z oczu pijaka, alkoholika, który terroryzuje rodzinę. Chwyciło mnie to za serducho i czytając czułem, że jest to autentyczne. Historia przez prawie całą książkę mnie wciągała, połknąłem na dwa posiedzenia, ale końcowe nie wiem - może 50 stron to zawód i ogólnie zakończenie jak dla mnie zbyt proste jak na ten pomysł z zaginięciem. Szkoda. Niemniej uważam, że jest to dobry tytuł.
Wspaniała to była seria książek. Mówisz, że Harry Potter jest coraz bardziej mroczny z każdą częścią... hehe.
Poziom tych sześciu tomów jest bardzo wyrównany, a wręcz rośnie. Proszę się nie kierować tym, że bohaterami są dzieci, kurs dojrzewania jest tam ekspresowy i nie zauważa się tego. Gone, to taki "Władca much" na sterydach. Proszę się nie kierować wyglądem okładek - to nie jest żaden młodzieżowy romans, wręcz przeciwnie, wątki miłosne są trzecioplanowe i subtelne. I proszę się nie kierować, tym że to young adult, bo autor przekracza te granice często. To jest momentami horror sci-fi 18+, a nie brakuje też miejsca na wątki, gdzie twórca przedstawia głębsze refleksje wokół spraw społecznych i obyczajowych.
Nie jestem obiektywny, bo łączy mnie z tą historią nostalgia, ale ostatnie 3 tygodnie z tymi książkami, to zdecydowanie mój najbardziej intensywny okres czytelniczy w tym roku. Tak się zżyłem z bohaterami, a autor cały czas trzymał mnie w zaciekawieniu, że nie mogłem się oderwać.
Wydawnictwo Znak zapowiada reportaż. "Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny. Wywiady z Hitlerem" Erica Branki mają ustaloną premierę na 25 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 352 strony, w cenie detalicznej 79,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Jak zachodnia prasa pomagała szerzyć hitlerowską propagandę
Zanim ruszyły pierwsze czołgi, słowa były najpotężniejszą bronią Hitlera. Rozumiał media jak nikt przed nim i potrafił w pełni wykorzystać ich siłę. Błyskawicznie zdominował niemiecką prasę, a zagranicznych dziennikarzy owinął sobie wokół palca. Nawet potężna Associated Press uległa jego wpływowi – zwolniła pracowników żydowskiego pochodzenia i rozpowszechniała materiały zatwierdzone przez nazistów.
Wywiady, których Hitler udzielał starannie wybranym dziennikarzom, trafiały na pierwsze strony najważniejszych gazet: „Daily Mirror”, „The New York Times”, „Paris-soir”, a nawet żydowskiego tygodnika „The Jewish Criterion”.
Hitler po mistrzowsku manipulował opinią publiczną – obietnicami zdobywał zaufanie, a kłamstwami usypiał czujność.
Éric Branca jako pierwszy zebrał szesnaście autentycznych wywiadów udzielonych przez Hitlera wybranym dziennikarzom z USA, Wielkiej Brytanii i Francji w latach 1923–1940. Przeprowadził ich wnikliwą analizę i pokazał, jak dyktator wpływał na zachodnie redakcje.
To historia o propagandzie i o doświadczonych dziennikarzach, którzy ulegli charyzmie Führera.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Książka równie dobra co pierwsza część, ale z adnotacją że na niektórych płaszczyznach wypadała lepiej, a na innych nieco gorzej.
Co mi się bardziej podobało to:
- chyba jeszcze większa ilość żartów gagów i humoru
- mocne rozwinięcie uniwersum
- więcej charakteru w postaciach
- więcej absurdu, czasami śmiesznego a czasami dobijającego
Co było zrobione gorzej:
- wprowadzane mechaniki były niekonsekwentne. Skoro podróże w czasie są tak proste, to czemu nikt z tego sensownie nie korzysta? Jeśli istnieje teleport, który jest na tyle prosty w budowie że konstruktorzy statku chcieli go wmontować tylko po to żeby nie musieć włazić drzwiami W TRAKCIE PRODUKCJI, to czemu nie nadużywa się tego na każdym kroku? Po co istnieją windy?
Co robi po prostu inaczej:
- Książka jest bardzo dynamiczna albo bardzo chaotyczna. Prys, teleportacja, c⁎⁎j wie gdzie, prys - podróż w czasie - prys znowu podróż w czasie - prys znowu teleportacja. Taka historia pod ADHD, nie można się znudzić scenerią bo za 10 stron i tak się zmieni.
Na razie seria mi się podoba. Nie wiem czy trochę nie zaniżyłem oceny, książkę którą pochłonąłem tak szybko powinienem może bardziej docenić, ale ta niekonsekwencja mnie troszkę nerwowała. Gdyby to było poważne pełnoprawne science fiction to byłby to minus. NOOOO ale że to komedię o bezsensie istnienia, filozofia egzystencjalna w wersji Monty Python, satyra na racjonalizm i technoutopię, no to jakby absolutnie nie powinno mieć znaczenia że jakiś teleport brzmi zbyt zachęcająco w stosunku do innych wymienionych metod podróży.
Jedna z najdziwniejszych książek, jakie przeczytałem w tym roku. Nie tylko ze względu na tematykę, ale też i formę czytania. Ostatnio nie mam za wiele czasu na czytanie ebooków, więc czytałem naprzemiennie ebooka po polsku z audiobookiem po angielsku, choć nie sądzę, żeby miało to wielką różnicę w odbiorze tej pozycji.
To dlaczego książka jest dziwna?
Jest to książka o dorastaniu, uczuciach, miłości, namiętności, samotności, odkrywaniu siebie i próbie zrozumienia otaczającego bohaterkę swiata. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że bohaterka (Margot) i jej matka są kanibalkami. Mieszkają w głębi lasu i żywią się lokalną roślinnością i zbłąkanymi, ludźmi, którzy gubiąc się w lesie szukają w ich chatce ratunku, a zamiast niego trafiają na talerz. Delikatnie jest to nawiązanie do Jasia i Małgosi, czy innych baśni ze starą wiedźmą mieszkającą pośrodku lasu.
To jest trudna książka, bo jest jednocześnie fascynująca i obrzydliwa, nie da się jej czytać/słuchać i jeść, a i po jej odłożeniu nie ma się ochoty na jedzenie przez kolejnych kilka godzin. Warstwa psychologiczna tej ksiązki i rozpisanie bohaterek są wybitne. Matka i Eden mają jeden z najlepszych wątków LGBT, jakie czytałem kiedykolwiek, bo bycie lesbijkami jest tylko tłem do ich osobowości i przemian, a nie główną cechą, jak to ma miejsce w wielu książkach próbujących się wybić na trendzie D&I. Sceny jedzenia ludzi są dość sugestywne i bardzo dokładnie opisane, więc na wszelki wypadek ostrzegam.
Życie Margot i matki przewraca się do góry nogami, gdy do ich chatki trafia Eden, która szybko zjednuje sobie matkę, ale córka podchodzi do niej z dużą rezerwą. W przeciwieństwie do innych postaci kobiecych, nie trafia ona na talerz. Od tego momentu mieszkają razem w trójkę i uczą się siebie. Margot i jej przemiana, odczucia i sny są napisane świetnie, bardzo łatwo ją polubić i utożsamiać się z jej zagubieniem w nowej sytuacji. Równie łatwo jest poczuć się z niej dumnym, gdy dostaje pierwszą pochwałę od matki i Eden. A nie przypominam sobie, kiedy podobne odczucia towarzyszyły mi przy czytaniu.
Zdecydowanie odradzam czytanie, jeśli czytasz kilka książek rocznie, bo uzsadanienie, że jedna z najlepszych tego roku jest o jedzeniu, ćwiartowaniu i spijaniu krwi ludzi, może być lekko problematyczne Jeżeli jakoś sobie z tym poradzisz, to polecam, zdecydowanie warto
Kontynuując zimowy klimat, tym razem coś z polskiego podwórka. Książka o której mówi się ostatnio sporo, a która do pewnego stopnia jest czymś świeżym.
Zaczynamy bardzo nietypowo, bo po 25 lat nieobecności do domu wraca nasz bohater - Rysiek. Nie wie, co się z nim działo przez 25 lat, a ostatnie co pamięta, to jak wychodził do lasu wyciąć choinkę, 23 grudnia 1999 roku. Świetnie pamięta tamten grudzień, jak gdyby to było wczoraj, ale nic po za tym. Rodzina jest w niezłym szoku, a że Rysiek nie tylko nie wylewał za kołnierz, ale i miał ciężką rękę, to wróciły im wspomnienia z czasów, gdy wpierdol był językiem miłości głowy rodziny. Zaginięcie Ryszarda miało ogromny wpływ na jego syna Piotra, został on nawet policjantem, żeby pomóc rozwikłać zagadkę zniknięcia ojca.
Autor bardzo dobitnie pokazuje nam jaką patologią był Rysiek, duży nacisk kładzie na jego alkoholizm, w każdej postaci: od domowych destylatów, po sklepowe alkohole, od picia w drodze do/z pracy, w trakcie pracy, przygotowując się do pracy i w trakcie przerwy obiadowej, ale również kulturalnie w domu, goszcząc rodzinę i znajomych. Żonę i syna nazywa darmozjadami przy każdej nadarzającej się okazji. Do kolekcji brakuje Ryśkowi niebieskiej karty, a nie jednak nie brakuje, bo już ją ma. Autor nakreśla nam relacje między członkami rodziny i maski jakie przybierają w gronie rodzinnym i w obecności innych.
To co jest w książce nietypowe, to również śledztwo, które obserwujemy kilkutorowo, od śledztwa nastoletniego Piotra w 1999 roku, przez śledztwo psychologa, pod którego opiekę trafił Rysiek w 2024, po drobne śledztwa pozostałych bohaterów, którzy kogoś stracili.
W książce pojawia się kilka EasterEggów, m.in . z Fredim Kamionką czy z Ferdkiem Kiepskim. Jest napisana dość luźno, nieskomplikowanym językiem, z dużą ilością wulgaryzmów, bo nimi w dużej mierze posługuje się Rysiek. Jedynym wątkiem bez sensu (przynajmniej dla mnie) jest wątek człowieka "oświeconego", który każe się wszystkim innym obudzić z marazmu i zrozumieć jak wiele im umyka w codziennym pędzie. On jako jedyny przejrzał na oczy i poznał tajemnicę świata. Tylko ten wątek nic nie zmienia, dodaje lekki paranormalny vibe książce, który ostatecznie szybko się rozwiewa. Same wyjaśnienie co się działo z Ryśkiem przez 25 lat, jest może trochę za mało satysfakcjonujące i jest mu za blisko do: siedział za szafą. Okładka też jest za⁎⁎⁎⁎stym spoilerem i ktoś powinien za to beknąć xD
Książka nie odpowiada na część pytań, a czytelnik z kilkoma jednak zostaje, z drugiej strony jest to zamknięta historia i nie sądzę, żeby doczekała się dalszej części. Dlatego daję jej 7/10, sama koncepcja jest świetna, przeplatanie historii sprzed 25 lat i czasów obecnych broni się i dostarcza sporo satysfakcji. Autor też dawkuje nam informacje w odpowiedni sposób, nie dostajemy niczego na talerzu, a jak już czegoś się dowiadujemy, to brakuje nam kolejnego puzzla układanki.