Ehh.... Nie chce mi się... No może jakiś mały easy 10 góra 12 km. Tup, tup tup... Nie no te 12 to mało, już i tak dzisiaj na luzie - 15. Tup, tup, tup... Hmmm, ostatnio piętnastki często wchodziły. To może szesnastka? Tup, tup, tup... 16 - jakoś tak dziwnie, 18 tym bardziej... Dobra, odwalę coś bezmyślnego - 20km! Niby półmaraton czy papaton blisko, ale to byłoby oczywiste. Więc siadła dwudziestka!
Wybiegałem w tym roku co chciałem wybiegać i ostatnio zastanawiałem czy wrzucić jakieś roztrenowanie i odpocząć z 2-3 tygodnie od truchtania, ale zupełnym przypadkiem omcknęła mi się ręka na klawiaturze i zapisałem się na dwoje zawodów, w tym na grudniowy leśny półmaraton
no cóż, przerwa przesunie się na koniec roku, a teraz biegamy dalej
W poniedziałek musiałem sobie odetchnąć po zawodach, ale od wtorku tuptamy dalej! Ta godzinka wiosła, a po niej szybka piątka doskonale się sprawdziła - organizm pamięta, że druga połowa półmaratonu będzie ciśnięta mocniej, więc ciągnę temat dalej.
To już pewnie (przed)ostatni start na zawodach w tym roku (dyszkę jeszcze bym zaliczył). Tym razem siadł lokalny półmaraton na wałach zbiornika Buków. Temperatura wyborna - 14 stopni ale wiatr paskudny... Cóż warunki dla każdego takie same, jednak na kręcenie życiówy niezbyt sprzyjające (aczkolwiek determinacja była i zrobiła swoje :D). Na początku biegu zgadałem się z ziomeczkiem biegnącym w grupie, że popacemakuję na 4:40/km i polecieliśmy tak do 14 kilometra, gdzie się pożegnaliśmy, a ja włączyłem 4:25. Zegarek na mecie 0101 - elegancko!
Pierwsze bieganko od tygodnia, który był wyjęty z życia przez grypsko, ale z drugiej strony ale się cieszę z mojego farta. Pierwsze objawy pojawiły się wieczorem po starcie w połówce xD Gdyby choróbsko nie wytrzymało i było dzień wcześniej to po zawodach
Dzisiaj spokojne truchtanko, pod koniec nieco mnie bujnęło i pobiegłem jeden kilometr szybciej, okazało się że to był mój rekord na 1km - 03:54 xD Wstyd się przyznać, ale ostatni raz sprawdzałem 1km z półtorej roku temu jak zaczynałem biegać Trzeba będzie zrobić powtórkę
Ostatnie dwa dni lustrzane do poprzednich dwóch... Wolniejsze 15 + wiosłowanko wieńczone szybszym 5. Dzisiaj przerwa, bo jutro lokalny półmaraton wchodzi.
Ostatnio trochę krótsze ale szybsze biegania. Rzutem na taśmę wziąłem udział w biegu Eko cross przez las, który udało się przyzwoicie przetuptać. Co prawda liczyłem, że te 6 km zrobię w granicach 25 minut, a było 26:24 - zabił mnie (i nie tylko mnie) podbieg na drugim kilometrze (kompletnie nie znałem trasy) i pozostała walka o utrzymanie pozycji. Wyszło całkiem nieźle 13/66 w kategorii open i 2/9 w M30.
Moi drodzy! Biegaczki i biegacze - nadszedł czas rozliczenia! Zapraszam na wrześniowe podsumowanie tagu #sztafeta ~ Wrzesień 2023
Wspólnie wybiegany dystans: 3454,32 km (nieliczny spadek względem sierpnia, gdzie mieliśmy 3482,00km)
Liczba uczestników zabawy: 43 osoby!!!!!!!!!!!!!!!!! (w sierpniu było 33 uczestników)
Liczba aktywności: 394
Znowu jesteśmy bardzo blisko przebicia się przez magiczną barierę 3500km, niestety nadal nie udało się nam jej pokonać... Co natomiast bardzo cieszy, to znacząco wzrosła liczba uczestników zabawy. Z 33 uczestników w sierpniu do 43 (!!!) we wrześniu.
Cieplutko witamy nowe twarze na tagu i zachęcamy do zostania z nami na dłużej!
Podium biegaczy z największym przebytym kilometrażem:
1 miejsce: @Mjelon – z dystansem 256,3 km
2 miejsce: @Sorokawojcie.ch - z dystansem 251,18 km
3 miejsce: @scorp – z dystansem 237,48 km
Poniżej zbiorcze zestawienie biegaczek i biegaczy biorących udział w zabawie w tym miesiącu. Przed nami jesień – życzę wszystkim aby wszelkie choroby i sezonowe przeziębienia trzymały się z dala od Was! No i bądźcie wolni od jakichkolwiek kontuzji!
@nxo Kumpel ciągnie na rower a ja prawie zasypiam...no i wjeżdża ten post cały na biało...no nic, zmotywowany, energetyk, kupa i jazda na rower jeszcze niedzielę zaliczyć wokół wrocka.
Życiówka poprawiona na połówce 224 -> 117 i fajrancik
Plan na bieg był prosty, przywitać się grzecznie z pacemakerem 01:50 i trzymać się go do 18-19km. Niby proste, ale chwilę przed startem dowiedziałem się, że przypisali go do wolniejszej grupy i startuje w grupie po mojej, więc szykował się kolejny solo bieg xD
Szybka kalkulacja, do 15km robię co km mały zapasik żeby złamać 01:50, bo potem jest ten cholerny podbieg, na którym nie ma opcji, że nie zwolnię, a zaraz po nim RURA DO METY. Finalnie plan okazał się być strzałem w 10, udało się go zrealizować w stu procentach! Nie musiałem się forsować na górkach, cały bieg full control
Jako iż wrzucili mnie do grupy z najlepszymi, to na pierwszych kilometrach było trochę dziwnie jak mijali mnie z lewej i prawej, musiałem się hamować, żeby nie zaszarżować i polecieć za tłumem xD
Nieco martwiło mnie nienaturalnie wysokie tętno w porównaniu z treningami, ale to chyba wina startu, emocje robią swoje. Na szczęście wcale nie odczuwałem, że serducho wali dużo szybciej, ostatecznie nie było się czego obawiać.
Około 13 km pojawiła się jakaś dziwna pewność, że dużo sił w zapasie i że mam bieg w kieszeni i zacząłem nieco przyśpieszać. Potem wspinaczka na słynną górkę na Silesii, tym razem nie musiałem przestawać biec i RURA wyprzedzamy ludzi przede mną. Rok temu mnie wyprzedzali, fajne uczucie jak tym razem było z czego przycisnąć na końcówce.
Finalnie jestem bardzo zadowolony z biegu, zaplanowane 01:50 zrobione, nie było wypluwania płuc. Gdzieś z tam z tyłu głowy kiedyś była myśl o 01:45, ale zostawiłem sobie to na kolejne biegi, będzie co łamać w przyszłości Żelki haribo sprawdziły się, polecam jako zamiennik dla żeli, jeśli ktoś nie jest ich fanem xD
Miało być easy bieganie wczoraj i w czwartek, ale wyskoczyło dużo pracy i zamiast tego zrobiłem dzisiaj ostatnie bieganko przed niedzielnym startem w półmaratonie
Przewietrzyłem płuca i pocisnąłem mocniej, coś czuję, że będzie dobrze ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
Wczoraj szybka piątka, a dzisiaj luźniejsze bieganie po mieście i 10 kółeczek na bieżni... W pewnym momencie dostałem telefon i trzeba było się zawijać do pracy.
Fun z EasyRun 24nonstop jest już historią, zwycięzca wytuptał ponad 193km, ja pozwoliłem sobie ledwie na 42km podzielone na dwa półmaratony wieczorny i poranny. Pierwszy poszedł 1:40, drugi już lajtowo 1:55. Fajnie było, energii zostało sporo, może w przyszłym roku uda się podwoić dystans.
Wczorajsza ostra walka z wiatrem sprawiła, że zrezygnowałem z szybszej dyszki na rzecz wolniejszych biegów. Dzisiaj przerwa w bieganiu, bo jutro szykuje się załamanie pogody i 4 edycja Fun z EasyRun 24nonstop. Gdy tak zamyślony biegłem po nadodrzańskich wałach ledwo co wyhamowałem przed przecinającą scieżkę żmiją zygzakowatą... Nie wiem kto się bardziej przestraszył ja czy ona, bo oboje podskoczyliśmy w tym samym momencie :P. Zaraz jednak zniknęła w trawie, więc foty zrobić się nie udało.