Po takim znakomitym filmie jak "Chronologia wody" (mój wpis wcześniej) wpadasz w takie gówno jak to na festiwalu.
Isabel jest w ciąży, widać że rozwiązanie niebawem, ale i tak wdaje się w dość pokraczny i dziwaczny romans z przystojnym i dziwakowatym wokalistą równie dziwakowatego zespołu.
Ten romans jest osią filmu, chociaż nie zawsze go oglądamy, ale przebija się praktycznie wszędzie. Tajemniczy Elliot zanim wdał się w romans z ciążowatą i zamężną Isabel, wdał się także w "romans" z fanami swojego zespołu, którzy bardzo poważnie oczekują jego ostatniej płyty. Ta jednak nie nadchodzi i faza fanów zespołu z tym związana uderza bezpośrednio w samą Isabel.
Jeśli musicie to obejrzeć, to obejrzyjcie. Jeśli nie musicie, no cóż, moim zdaniem wiele nie stracicie. Może "Chronologia wody" była popierdolona, ale trzymała mnie cały czas na krawędzi kinowego fotelu, tutaj tylko odliczałam niecierpliwie czas do końca seansu.
Wracam z festiwalu American Film Festival, będę się starała wrzucać po parę filmów dziennie (na festiwalu byłam na 25 seansach). Jeśli kogoś by to denerwowało to dodaję dodatkowe tagi, do zczarnolistowania. Ale mam nadzieję, że ciekawskie filmowe umysły hejtowskie zerkną chociaż na kilka moich wpisów
FILM
Spójrzcie na reżyserię. Tak, to ta aktorka od "Zmierzchu". Z nią w ogóle jest ciekawa historia, bo po uzyskaniu międzynarodowej sławy wydawało się, że zawita na dłużej w Hollywood, i tak się też stało. Ale pani Stewart w pewnym momencie zaczęła bardziej zwracać uwagę na role. I tak, dalej zdarzały się typowe mejnstrimy, ale zdarzały się także role w filmach francuskiego twórcy Oliviera Assayasa. I podejrzewam, że tam łyknęła europejski styl, który przebrzmiewa z pełną wyrazistością w jej reżyserskim debiucie "Chronologia wody".
Rzadko się zdarza by pierwszy film festiwalu od razu był "tym" filmem festiwalu.
"Chronologia wody" nie jest więc typowym amerykańskim filmem, ba! stawiam nawet założenie, że to mniej amerykański film od "Do utraty tchu" Godarda, który też btw leciał na AFF.
To historia pisarki, która całe życie mierzyła się ze swoją przeszłością i swoją teraźniejszością, taka laska, w której faceci się zakochują, ale oprócz tych kilku adoratorów nie jest łatwo ją polubić. Lidia mogła zostać pływaczką, ale zaprzepaściła to. W pewnym momencie przebranżowiła się z niespełnionego sportowca w pisarkę.
Obserwujemy więc jej drogę, jej przeszłość i teraźniejszość, pełną dziwnych sytuacji, połamania psychicznego, które mocno wpływa na otoczenie i jej uzależnień od używek. Taka to chronologia uwolnienia traumy by pisarze.
Film nie jest łatwy, bo nie jest podany na tacy, to nie jest typowy biopic, czy to fałszywy jak "Tar" czy prawdziwy. To film pogłębiony, czasem eksperymentalny, produkcja może jest amerykańska, ale widać, że przygoda z europejskim kinem przysłużyła się Stewart.
Jeśli kochacie kino za to, że daje wam przygodę, akcję, śmiech czy łzy, to możecie ominąć ten tytuł, ale jeśli europejskie klimaty nie są wam obce to może was właśnie czekać największe zaskoczenie roku. Sama nie wiem czy za chwilę nie dam sztosowej oceny, czyli 10/10.
Jak na debiutantkę jest to bardzo dojrzałe dzieło. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne reżyserskie filmy Kristen Stewart. Zapamiętajcie to nazwisko, nie już jako aktorki (tej od Zmierzchu), a ambitnej reżyserki, która zapewne będzie szukać swojego autorskiego rysu.
SŁOWO KOŃCOWE
Rozpisałam się, postaram się streszczać przy kolejnych opisywanych filmach festiwalu. Dodam jeszcze tylko tyle, że przez to, że widziałam tak znakomity film pierwszego dnia festiwalu to trudno mi było oceniać kolejne filmy w kolejnych dniach, ale na szczęście szybko się rozluźniłam.
Bo muszę przyznać, że "Chronologia" trzymała mnie przez cały seans na bardzo mocnym napięciu!
Film dokumentalny o raperze, na którym sie wychowałem, którego jestem wielkim fanem.
Pezet opowiada tutaj szczerze o jego dzisiejszym podejściu do muzyki, życia, a przewija sie to ujeciami ze studia przy robieniu najnowszej płyty. Dla fana cos fajnego.
Brad Pitt moim zdaniem ze swoich najlepszych czasów i sensacyjniak z tamtych lat plus szpiegowski klimacik co w sumie daje świetny film. Wciąga, nie nudzi.
Dla mnie wszyscy ci krytycy z filmwebu to takie guilty pleasure by poirytowac się jaki potrafią mieć zjebany gust filmowy lub boją się wystawić rzeczywistą ocenę "bo tak nie wypada podług mainstreamu".
Miałem ochotę na coś lekkiego i coś lekkiego dostałem. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: A Knight's Tale
Rok produkcji: 2001
Reżyseria: Brian Helgeland
Kategoria: #komedia #przygodowy
Czas trwania: 132 min
Moja ocena: 6/10
Giermek zajmuje miejsce zmarłego rycerza biorąc udział w licznych turniejach rycerskich w pogoni za lepszym życiem, sławą, szacunkiem i miłością.
Lekki obraz z bardzo luźnym podejściem do historii, wplatający w średniowieczny świat liczne nawiązania do współczesnej popkultury. Historyjka o odwadze, harcie ducha i honorze, połączona z wątkiem miłosnym, a także różnego rodzaju gagami i sarkastycznym humorem. Zagrane poprawnie, wyróżnia się zwłaszcza Paul Bettany, który obecnie znany jest prawdopodobnie najbardziej z roli Visiona z Marvelowskich Avengersów, a tu wciela się w zupełnie odmienną postać. Ogólnie pewnie szybko zapomniałbym o tym filmie, ale jest pewien jego element, który błyszczy, a są to sceny walk na kopie - trzymają w napięciu i są bardzo fajnie zmontowane. Polecam na niezobowiązujący seans, który można przerwać w dowolnej chwili.
Fajny klimat grozy i tamtejszych czasów (nie pamiętam już w jakich się dzieje ale podobało mi się) jednak pod koniec ostatnie pół godziny już mnie przynudzał delikatnie.
Niemniej jeden z lepszych horrorów nowszych jakie ostatnio oglądałem, postawiłbym obok "Zniknięcia"
Było już na tagu #filmmeter więc nie będę dublował.
Obejrzałem sobie Hereditary - Dziedzictwo i mam pytanie.
Ten film naprawdę jest uznawany za jeden z najlepszych horrorów XXI w.?
To jakiś żart?
Przecież to popłuczyny po gniotach typy Obecność.
Nie to żebym nie lubił horrorów.
Ja się wychowałem na horrorach.
Film się broni jedynie gdy zinterpretujemy go jako wariacje na temat choroby psychicznej trawiącej rodzinę z pokolenia na pokolenie.
Ostatnia scena byłaby wtedy wybitna, ale nie zagłebiałem się jakie zdanie ma reżyser.
Parę wątków jednak bardzo dobrych (nie horrorowych) jak reakcja matki na tragedie, czy w jej konsekwencji jej relacja z synem.
Aktorsko jest bardzo dobrze po za Byrnem, który chyba szukał swojego miejsca w nowej serii Klanu.
Jako horror 4/10 jako dramat psychologiczny 7/10.
Ostatecznie 5.
ps. a co do tej córki. Teraz jest jakaś moda na promowanie kartoflanych twarzy w kinie?
a co do tej córki. Teraz jest jakaś moda na promowanie kartoflanych twarzy w kinie?
Gdzieś czytałam, że specjalnie szukano aktorki o dziwnej urodzie, by pokazać jak opętanie przez tyle lat wpłynęło na fizyczność dzieciaka, ale musiałabym poszukać czy to prawda.
Udaj się do najbliższego rezerwatu albo pomnika przyrody i go zaprezentuj
Zapal świeczki i obejrzyj swój ulubiony film
Napisz creepypastę
Wybrałem drugie wyzwanie. Film to Hardcore Henry
Fabuły opisywać nie będę ponieważ jest ona tylko pretekstem służącym do pokazania następnych scen wypchanych akcją, wybuchami i mordobiciem (oraz sporą ilością easter eggów i czarnego humoru). Autorzy nawet nie próbują udawać że jest inaczej. Cała magia i jednocześnie jedyne co odróżnia go od tysięcy podobnych wytworów to fakt że jest to film FPV (First person view). Wszystkie sceny obserwujemy tak jak widzi je główny bohater. Niestandardowa perspektywa połączona z naprawdę dobrze zrealizowanymi scenami akcji sprawia że jest to przyjemny ale nie generyczny odmóżdżacz. Jednak nawet ten film ma morał który brzmi nie zachowuj się jak k⁎⁎as. Polecam.
Wyłączyłam z ciekawości nowy film z uniwersum wiedźmina o nazwie "szczury". Myślałam, że będzie to kolejny gniot totalnie pozbawiany duszy i jak w przypadku serialu, wyłączę go bo zacznie mnie po prostu nudzić.
O dziwo tak się nie stało. Ile bym dała żeby cały serial wiedźmina był nakręcony w takim klimacie jak pierwsza scena tego filmu, która dosłownie jest majstersztykiem jeżeli chodzi o budowanie napięcia i ciekawości widzą. Dalej również pozytywnie się zaskoczyłam, dodali Polska muzykę w słowiańskim stylu. Wprowadzenie bohaterów sprawiło, że chciało się ich poznać no i... Fabuła po prostu wciągnęła, z ciekawością czekałam na to, jakiego potwora będzie musiał zabić zapijaczony Wiedźmin. A takiego potwora się nie spodziewałam w czym również scenarzyści się popisali ponieważ wszystko to miało klimat wiedzminkich opowiadań, jak quest z gry, którego historia porusza i do której później wraca się myślami.
Wszystko to byłoby jeszcze piękniejsze gdyby nie masa mankamentów, które cholernie psują immersję. Jest to między innymi obsada. W tej obsadzie zostawilabym tylko dziewczynę grająca półelfkię i Leo Bonharta(za⁎⁎⁎⁎ście otworzona postać, totalny zlodupiec) reszta do wywalenia. Z różnych powodów, czy to z braku talentu aktorskiego - no nie moge patrzeć na Dolfa Lundgrena, ja wiem że on głównie gra wyglądem, ale po prostu koleś gra dziwnie, jakby nie obrażając nikogo miał demencje. Jedynie charakteryzacja go ratuje bo jest na prawdę dobra i to jak ta postać została napisana. Reszta to osoby różnego pochodzenia etnicznego, no normalnie jakbym oglądała jakiś LARP albo coś ze świata D&D. Nie mówię że żeby nie było ich wcale, ale wprowadzenie ich powinno być bardziej logiczne i usystematyzowane jak w rodzie smoka.
Kolejna rzecz to charakteryzacja większości bohaterów. Ja wiem że to USA i tam nawet menele mają śnieżnobiałe zęby. Ale jak patrzę na postaci które mają idealny zgryz w świecie w którym raczej nie dentystów na każdym rogu to imersja znów pada, plus te ich idealne fryzury i makijaże. Nie wiem kto to wymyślił, ale kompletnie nie rozumiem takiego rozwiązania. Może to są właśnie te różnice kulturowe.
Do reszty nie mam co się przyczepić, historia jest spójna, ciekawa, nawiązująca do tego co jest w książkach. Właśnie takich filmów powinno być więcej z tego świata, choć z lepsza charakteryzacja i obsadą.
Film dla mnie to mocne 6/10. Nie czuje żebym zmarnowała na niego czas.
Film przygodowy oparty na faktach z zycia odkrywcy Perły Fawcetta. Dosyć powolnie prowadzony, ale jednoczesnie nie nużący i nie dlużący sie. Trochę szkoda, ze nie było więcej scen z Amazonii bo klimacik niezly tam byl.
Generalnie jestem miło zaskoczony bo spodziewalem sie takiego oklepanego filmu przygodowego.
Kurła.....zmasakrowali Predatora Uczłowieczyli go na tyle, ze stracił swoj urok. Disney zrobil z tego film, na który możecie pójść z dzieciakami (nie nie wiadomo jak młodymi ofkrz). Z drugiej strony kolejny film o łowcy mordujacym hurtowo kosmicznych marines byłby nudny jak flaki z olejem
Jednocześnie oglądało sie to całkiem spoko. Liczyłem na troche wiecej Lore z uniwersum Predatora. Poza tym film jest tak mocno osadzony w uniwersum Obcego, ze przez chwile sie zastanawiałem czy to jest dalej film o Predatorze.
Jednym slowem....d⁎⁎y nie urywa.
Jak jestes hardcore fanem predatora, który oglądało wszystkie filmy i namiętnie czytal komiksy to raczej nie podchodź do tego filmu. Jak chcesz sie po prostu zrelaksować oglądając cos w miarę lekkiego to mysle ze Ci przypasuje.
@entropy_ ja komiksów nie czytałem ale sporo czasu spędziłem na xenopedia fandom czytając o Predatorze(obcym tez ;)) moze dlatego bylem nastawiony na troche lepszy wgląd w "zycie" yautja . No ale tak jak mowisz. Na pewno jest sporo wiecej niz w poprzednich filmach. Faktycznie moze powinienem dac 7, bo oglądało sie to spoko, w kinie na duzym ekranie.
Całkiem obiecujący początek, a potem już coraz gorzej. Scena z włamaniem mnie rozczarowała, a akcja na komisariacie spowodowała, że cienka czerwona linia została przekroczona. Mam ostatnio gorszy okres, co w połączeniu z odwieczną alergią na głupotę w filmach, spowodowało że dalszy seans stracił sens. Jeśli to kiedyś był dobry thriller, to obrzydliwie się zestarzał.
Największą zaletą tego filmu jest przedstawienie problemów związanych z niepełnosprawnością - główna bohaterka jeździ na wózku inwalidzkim. I co najciekawsze, nie jest to postać, która łatwo wzbudziła moją sympatię.
Tytułowa dwudziestoczteroletnia Josee jest bardzo nieprzyjemna w obyciu. Tsuneo, czyli drugi główny bohater, zostaje zatrudniony przez jej babcię, by pomagał dziewczynie. Początkowo Josee traktuje go okropnie - każe mu wykonywać bezsensowne polecenia jak chociażby liczenie ździebeł słomy w macie tatami. Odtrąca ludzi i oferowaną przez nich pomoc, jest mocno zgorzkniała.
Myślę, że rozumiem, skąd ta zgorzkniałość wynika. Josee zamknęła się w swoim świecie, ponieważ została do niego zmuszona. Babcia nie chce z nią wychodzić na spacery z obawy, że dziewczynie może coś się stać - zresztą poznały Tsuneo przez to, że ktoś popchnął wózek Josee, a ta zjechała po bardzo stromym zboczu i wpadła na chłopaka. Josee jest też bardzo niesamodzielna i nawet nie pracuje. I to zdecydowanie może rodzić frustrację, kiedy nawet wyjście do sklepu, dla osoby pełnosprawnej nic trudnego, w przypadku osoby niepełnosprawnej zamienia się w wyprawę, która zajmuje znacznie więcej czasu i wymaga więcej wysiłku.
Pewnie wzmaga to też poczucie odosobnienia (dziewczyna nie ma żadnych znajomych) i uczucie niedoświadczania czegoś, co dla innych jest naturalne. Widać to było chociażby po wycieczce nad morze i przejawianej przez Josee ekscytacji różnymi rzeczami, porównywalnej do tej wyrażanej przez dzieci, które dopiero poznają świat.
Dochodzi też fakt złego traktowania osób niepełnosprawnych. Już pal licho ignorowanie ich bądź litowanie się nad ich losem. Na przykład Josee potrącił spieszący się na pociąg mężczyzna, który jeszcze się oburzył, że ta wjechała w niego. Ale gdy zahaczył walizką o starszą panią i ta wydarła się na niego, to nagle struchlał. Dlaczego? Bo pewnie uważał, że niepełnosprawna dziewczyna w żaden sposób mu nie zagrozi.
Co przypomniało mi o opowieściach kolegi również jeżdżącego wózku, że zdarzało mu się, iż ktoś potrafił go wyciągnąć z windy, ponieważ nie chciało się temu komuś czekać na następną. Straszne sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo.
Na szczęście z czasem Josee przekonuje się do Tsuneo, zaczyna się otwierać, usamodzielniać, poznaje nawet pierwszą koleżankę. Chłopak ma na nią bardzo dobry wpływ i jestem zdziwiony, że nie odpuścił sobie tej trudnej z początku znajomości.
Historia jest na tyle uniwersalna, że w miejscu Josee można by postawić osoby z innymi niepełnosprawnościami czy nawet cierpiące na depresję bądź inne choroby psychiczne. Depresja też sprawia, że ludzie zamykają się w swoim świecie i odcinają od innych, mają także problemy z codziennym funkcjonowaniem.
Oczywiście nie można zapomnieć o oczywistym od samego początku wątku romantycznym, tak samo jak o tym, że w głównym bohaterze zakochane są dwie dziewczyny, które w pewnym momencie nawet rywalizują ze sobą.
O, to też był ciekawy motyw. Jedna z dziewczyn powiedziała, że kocha Tsuneo, dlatego cieszy się, że ten nie pojedzie do Meksyku spełnić marzenia i że dzięki temu będzie mogła mu pokazać, na czym polega prawdziwe uczucie et cetera. Na co druga odparła, że kocha go tak mocno, że w życiu nie pozwoli mu zrezygnować ze swoich marzeń i będzie go wspierać w dążeniu do ich spełnienia.
@cyberpunkowy_neuromantyk W sumie nie znałem. Możesz mi tylko napisać bez spoilerowania czy film jest bardzo smutny? Oglądam anime aby poprawiać sobie humor dlatego pytam.