Z weną tak bywa, że czasami trzeba jej dobrze poszukać. No więc cierpliwie jej od jakiegoś czasu szukałem. Szukałem w szufladach. Szukałem w łazience. Szukałem nawet pod kanapą. Ale znalazłem ją idąc dopiero za przykładem koleżanki @Kaligula_Minus - w starych zapiskach i notatkach. W recyclingu znaczy się. Z tym że ja zrecyclingowałem aforyzmy nie swoje, lecz pana Voltaire, który rzekł był, że "poezja jest muzyką duszy", oraz pani Szymborskiej, która podkreślała, że "wiersz rodzi się z uważności i zdumienia". Tak też powstała Muzyka duszy, czyli wytwór o tytule całkiem przypadkiem nawiązującym do jednej z książek Terrego Pratchetta. A właśnie, co się stało z tagiem #uuk ?
Muzyka duszy
Poezja emocje zaklina w słowach,
Wrażliwe struny umie poruszyć,
Tu pierwsze skrzypce gra serce nie głowa,
Poezja - mówią - muzyką jest duszy.
Poezję rodzi uważność, zdumienie,
Te chwile ulotne, gdy człowiek stanie,
By światu się przyjrzeć, by zajrzeć w siebie,
I w ciszy posłuchać swej duszy grania.
Takoż ja stanąłem, zamknąłem oczy,
A myśli strumieniem w dal odpływają,
Bo też tę melodię chcę w sobie poczuć -
Lecz we mnie jedynie kiszki marsza grają…
#zafirewallem #nasonety #diriposta (bo chyba zasady obecnej edycji na to pozwalają)
dzisiaj już dwie osoby posłużyły się słowami pana Jana Kochanowskiego, aby wyrazić swoje uczucia. Myślę, że nie tylko one chcą powiedzieć coś na
Temat: strata
Rymy: moim - swoim - nie było - ubyło
Instrukcja: stwórz czterowiersz, którego wersy kończyć się będą podanymi słowami. Napisz go w komentarzu. Opowiedz o tym co Cię boli lub bawi. Lub rób co chcesz. To Twoje życie. Przeżyj je po swojemu.
@Kaligula_Minus dołączam się do apelu! I zastanawiam czy przebijesz @George_Stark w ilości sonetów w tej edycji? Kobito gdzieś Ty się do tej pory ukrywała z taką ilością poezji w sobie?
Najlepsze wiersze pisze życie, szkoda tylko, że tak drogo. Dentysta-sadysta to już rym oklepany a poza tym, to dziś są takie znieczulenia, że nie boli. Przynajmniej w czasie zabiegu:
Kiedy sugerowałem temat obecnej edycji zabawy #nasonety wcale nie miałem zamiaru pisać takiego wiersza. Dzisiejsze jednak zdarzenie przypomniało mi moje czasy licealne, a co za tym idzie licealne podrywanie, choć nie tylko chyba moje:
Było tak: wyszedłem sobie w zeszłą sobotę na spacer i patrzę – plakat . Na plakacie napisali, że konkurs, że biblioteka, że wyznanie miłości w formie wiersza, rysunku czy czegoś tam jeszcze i że zgłoszenia do poniedziałku. No i że można mailem. A później była niedziela wieczur i nie bardzo miałem co robić, a że mi się przypomniało o tym konkursie, no to siadłem, napisałem i wysłałem.
– „I tak nic z tego nie będzie” – pomyślałem. – „Wszystkie te konkursy są ustawione, wiadomo.”
Pani z biblioteki zadzwoniła szybko. Zadzwoniła już we wtorek koło dziesiątej, co w zasadzie powinno wzbudzić moje pierwsze podejrzenia, tak się jednak nie stało. Podejrzenia pojawiły się dopiero po tym, kiedy pani zapytała którego liceum jestem uczniem.
– A to był konkurs dla licealistów? – zapytałem lekko zdziwiony, bo na plakacie takiej informacji nie było. Z drugiej strony nie zawracałem sobie przecież głowy czytaniem regulaminu.
– Nie. Dla wszystkich – odpowiedziała pani, choć wydawała się dość zbita z tropu, po czym zapytała: – To jak, przyjdzie pan na wręczenie nagród?
– No, przyjdę – powiedziałem, bo właściwie dlaczego miałbym nie przyjść?
Skoro więc powiedziałem że przyjdę, no to przyszedłem i głupio już mi było uciec kiedy okazało się, że, choć konkurs rzeczywiście adresowany był do wszystkich, no to zgłosili się do niego sami licealiści. Przyszli pod opieką nauczycieli. Ja przyszedłem sam.
Nie wiem czy nie wolałbym zapłacić dwustu sześćdziesięciu pięciu złotych na lotnisku za spóźnienie się z odprawą niż siedzieć tam i kisnąć samemu z siebie i z własnej głupoty. Być może bym wolał, nikt mi jednak nie dał takiego wyboru, więc siedziałem tam i kisłem. A teraz kisnę dalej, choć już w domu, do którego przyniosłem otrzymany dyplom i długopis, a nawet lizaka!
Więc, jeśli ktoś pozazdrościłby mi sukcesu i zapragnął również zostać nagrodzonym w konkursie literackim i zapytałby mnie jak tego dokonać, to poleciłbym mu zgłosić się na jakiś mało rozreklamowany. Taki, do którego niemal nikt się nie zgłasza, a nagradzają w nim każdego, kto tylko zdecyduje się przysłać cokolwiek.
Dziękuję za wypowiedź, idę kisnąć dalej. Przedtem jednak tym wierszem napisanym w niedzielę wieczur pozwolę się sobie z Państwem podzielić. Kto wie? – może ktoś jeszcze mnie za niego zdecyduje się nagrodzić:
@George_Stark fajny wierszyk, taki uroczy. Ja czuję, że pisał to ktoś dojrzalszy niż licealista, bo perspektywa taka bardziej doświadczona. Formę nie mi oceniać, bo nie znam za bardzo poezji.
Powiedziałeś pani bibliotekarka, że mamy tu takie forum, gdzie dorośli starcy piszą wierszyki, a nawet sonety?😄
Kiedyś coś tam skrobałam w liceum, były to głównie wiersze białe o marności egzystencji. Po latach tematyka się nie zmieniła, ale się zrymowala. Tytuł tej formy i i jednocześnie debiutu tfurczości własnej to "Nie zesraj się"
Ponieważ w CXIII edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem wygrałem pokonując samego siebie, no to przyszło mi otworzyć CXIV edycję zabawy #nasonety, również w kawiarni #zafirewallem.
Dostarczę Państwu utwór di proposta, on poniżej. Jest to utwór mojego autorstwa, część Cyklu Gorzowskiego (będę już miał z głowy), bo to żywiołowe zakończenie już od dawna za mną chodziło, tylko jakoś mi albo rymy nie pasowały, albo, kiedy nie było narzuconych rymów, nie układał mi się ten wiersz z jakichś innych powodów, których już nie pamiętam.
Wiersz di proposta jest więc w tej edycji narzucony, ale nie wymagam rymowania do niego. Można rymować jak komu w duszy gra, na temat jaki kto tam chce, na przykład o marzeniach. Bo, kiedy dziś rano odsłoniłem okno i zobaczyłem za nim śnieg, którego tak bardzo nie chciałem już oglądać, to od razu mi się zamarzyło, żeby już wreszcie zaczęła się wiosna.
Konkurs kończymy (o ile nie pomylą mi się dni), w piątek, 20.02.2026. Jakoś wieczorem.
Zastanawialiście się kiedyś jak to jest że tak szybko wyłapujemy AI slop?
No jakby... Siedem palców u ręki, rozumiem. Ale widzisz obrazek na którym wszystko z pozoru wygląda dobrze, a jednak gdzieś w duszy klika klawisz mówiący "patrzysz na bezduszne ai gówno" który wybija bardzo mocno. Nawet jeśli pierwszą reakcją na K⁎⁎as Records było "haha ale śmieszne", ba nawet jeśli jesteś z tych wyjątkowo tolerancyjnych na gówno i śmieszyło Cię to pełne 2 dni, to po czasie mówienia "można pomylić z prawdziwością" nagle przychodzi takie... Zmęczenie. Obcowanie z tym dłużej drenuje z sił, i może to po to mamy mechanizm który potrafi nas uratować zanim zacznie się wysysanie energii.
Mechanizm zadziwiająco skuteczny, i względnie ukryty, bo przecież nie umiemy powiedzieć co dokładnie wzbudziło te nieufność, lub jak wielu zgłasza, obrzydzenie. Mechanizm tak dobry, że... Niemal jak te ewolucyjne odruchy? Ewolucyjny odruch wykształcony w 2 lata, ha, dobre sobie. Biolog czy Antropolog pewnie w tym momencie dostaje bólu głowy, ale co jeśli powiem Wam że to nie były 2 lata, lecz nieco więcej?
Co jeśli nasze obrzydzenie AI wynika nie z niskiej jakości obecnych tworów lecz z doświadczeń setek pokoleń nękanych przez to gówno?
Może to ten sam mechanizm który kazał naszym przodkom patrzyć nieufnie na każdego kto mówił zbyt gładko, bez potknięć?
Może to ten sam który sprawia że czasem gdy patrzymy w niebo czujemy że niebo patrzy w nas?
Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć? Czemu w nieskończonej próżni wszechświata samotny stateczek ciągle napędzany silnikiem nagle trafi na wyjątkowo ograniczony limit przez który nigdy nie odwiedzimy innej galaktyki, BA o innej gwieździe też raczej możemy pomarzyć. Skąd ten sztuczny limit? Gdybym pisał symulacje i nie chciał pozwolić robakom na ucieczkę zbyt daleko to też bym je tak zniechęcał. Fizyczna bariera? Nieee, ktoś przeskoczy. Niech mają dowolność, po prostu niech to będzie skrajnie upierdliwe.
Skoro prędkość ma limit, cząstki istnieją tylko gdy ktoś na nie patrzy... Może nie jesteśmy wcale pierwsi? Może jesteśmy kolejna iteracją, poprawianą setki razy i puszczoną samopas po raz kolejny, żeby sprawdzić co zrobimy? Z warunkami brzegowymi wyszlifowanymi tak żeby skupić się na zadaniu?
Co jeśli jesteśmy po prostu instrumentem pomiarowym, wykreowanym jako warstwa walidacji dla kolejnych narzędzi udających życie gdzieś wyżej? Gdzieś... Indziej?
Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć?
@Barcol Prędkość ma ograniczenie dlatego że istnieje czas. Tak naprawdę prędkość światła to jest prędkość przyczynowości - przekreczając ją doświadczałbyś skutku zdarzenia zanim nastąpiłaby jego przyczyna. Coś tam w tym temacie fizycy grzebią z tego co się orientuje, bo matematycznie to niby jest wszyskto obliczalne ale jest to już taka abstrakcja że nikt nie ma pojęcia co te wyniki znaczą i czy mają jakiekolwiek przełożenie na realny świat.