Kiedyś coś tam skrobałam w liceum, były to głównie wiersze białe o marności egzystencji. Po latach tematyka się nie zmieniła, ale się zrymowala. Tytuł tej formy i i jednocześnie debiutu tfurczości własnej to "Nie zesraj się"
Wybudować pomnik niż ze spiżu trwalszy?
Horacy! Spycham to na plan dalszy!
Bo ja tu walczę dzielnie o przetrwanie
Pochłania mnie wegetacja, jedzenie, wydalanie
Trwanie w marazmie, melancholii i stagnacji
W świadomości, że przeważnie nie mam racji
A chciałabym jak niegdyś filozofowie
Mieć trafne spostrzeżenia i wyrażać je w słowie
Czasem gdy się uwznioślam, bywam błyskotliwa
Ktoś może stwierdzić, że na rozumie mi zbywa
Lecz to wydawanie, iluzja, miraże
Zdachlego ego urojone wojaże.
Nie będę Słowackim, ani Leśmianem
Tyle mego bogactwa, co w duchu zaśmiane
Bo bieda smutku doświadcza dotkliwie
I mnie srogo karze, lecz niesprawiedliwie.
#zafirewallem #nasonety #tworczoscwlasna #pseudopoezja #kryzys #bolegzystencji