Ogólnie hejto jest spoko ale musi być aplikacja (ios) bo na przeglądarce poprzedni post od następnego jest zbyt słabo oddzielony i ciężko się czyta.
Jeszcze reklamy dobijają

Społeczność
Społeczność osób lubiących czytać książki.
Ogólnie hejto jest spoko ale musi być aplikacja (ios) bo na przeglądarce poprzedni post od następnego jest zbyt słabo oddzielony i ciężko się czyta.
Jeszcze reklamy dobijają
Zaloguj się aby komentować
#bookmeter 4+1=5
Tytuł: Nic tu po was
Autor: Kevin Wilson
Gatunek: literatura piękna
Ocena: 6/10
Pierwsza ukończona przeze mnie książka w tym roku. Przyswoiłam ją w formie audiobooka (świetna lektorka - Laura Breszka). Do słuchania zazwyczaj wybieram książki mniej wymagające, żeby można było słuchać podczas codziennych czynności. Tej książki się bardzo fajnie słuchało, napisana prostym, ładnym językiem, interesująca treść, fajni bohaterowie. A o czym opowiada? Madison i Lilliana były nierozłącznymi przyjaciólkami w szkole choć dzieliło je wiele różnic. Po tym jak Lilliana została wydalona ze szkoły nie widywały się z Madison ale podtrzymywały kontakt listownie. Po kilku latach Madison, która została żoną senatora zaprasza do siebie Lillian (pracującą na kasie i mieszkającą na strychu u swojej matki) oferując jej pracę. Na miejscu okazuje się, że mąż Madison ma dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa i dzieci te mają pewną przypadłość - kiedy są pod wpływem silnych emocji ulegają samozapłonowi. Ogień nie robi im krzywdy ale mogą wywołać pożar. Madison chce by Lillian została opiekunką dzieci.
Ten jeden fantastyczny element nie jest tak na prawdę ważny dla treści książki. Ta skłonność dzieci do samozapłonu jest metaforą. Oto ważny polityk ubiegający się o ważne stanowisko ma dzieci z pierwszego małżeństwa ze "wstydliwym" problemem. Ważniejsze w książce są relacje między bohaterami i to jak cała sytuacja zmieni ich życie.
Ogólnie polecam
#ksiazki #hejtoczyta

Zaloguj się aby komentować
#bookmeter 3+1 = 4
Tytuł: Jak wychować nazistę. Reportaż o fanatycznej edukacji
Autor: Gregor Ziemer
Gatunek: reportaż
Ocena: 8/10
Prywatny licznik: 2/200
Książka pierwotnie została wydana w 1941 roku i głównie opiera się na notatkach autora. A autor, jako dyrektor amerykańskiej szkoły w Niemczech w latach 1928 do 1939 roku, notował wszystko skrupulatnie, niczym młodzi Niemcy podczas swojej indoktrynacji, bo edukacji tego raczej nie można nazwać. Trzeba mieć na względzie, że autor widział, spory, ale wycinek całości. Tutaj pomaga wcześniejsza znajomość, jak kształtowane było całe społeczeństwo, gdzie, co, jak i dlaczego. Pierwsze, co rzuca...
#bookmeter 2+1=3
Tytuł: Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu
Autor: Aleksandra Zbroja
Gatunek: literatura polska
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
Książka i autorka, która debiutując w zeszłym roku, otrzymała całkiem sporo wyróżnień na polskiej scenie wydawniczej. Opowieść o człowieku, którego wielu z nas zna, którego niezauważenie mijamy co jakiś czas: o żulu, kloszardzie, pijaku, menelu, moczymordo, obszczymurze, i tak dalej, i tak dalej, tych określeń mamy w polskim języku niemalże tyle, ilu przedstawicieli tego "gatunku". Ale również o ojcu autorki. O tym, jak przez całe jej życie był nieobecny wtedy, kiedy powinien być, ale był też obecny wtedy, kiedy lepiej, żeby go nie było. Historia, jak na polskie warunki, zdaje się dosyć częsta (bo kto nie zna chociaż jednego alkoholika z rodziny, niech podniesie rękę do góry), choć tu urastająca do skrajnych, patologicznych rozmiarów.
Swoją drogą, uwielbiam momenty, kiedy książki uświadamiają mi o czymś, czasem oczywistym, ale przeze mnie niedomyślonym, albo może niezwracającym uwagi. Bo takich ludzi mijamy na swojej drodze dziesiątki, setki, tysiące. Ale każdy taki przypadek to jest najprawdopodobniej czyjś zawód: rodziców, dziadków, może żony/męża, może nawet dzieci. Odrobinkę to uczłowiecza ludzi, o których najchętniej zapomnielibyśmy w sekundzie, kiedy ich widzimy, słyszymy, czy szczególnie czujemy.
Wracając do historii: ojciec, żul, menel, znany również jako Mirek czy tytułowy Mireczek (szczególnie po alkoholu) w końcu umiera, śmiercią "normalną", jak na alkoholika przystało. Ot padł gdzieś, pewnie zasnął. No, nie tym razem. Moment, o którym autorka, a zarazem osoba opowiadająca od dawna marzyła czy też się go spodziewała. Nigdy go nie było tam, gdzie potrzeba, zawsze był "gdzieś", teraz nie będzie go tylko trochę bardziej, bo już nigdzie. Ale to jest też moment, od którego bohaterka zaczyna szukać powodów tej nieobecności. Bo coś kiedyś się musiało stać, że ten alkohol w życiu się pojawił. Czy był to moment 5, 10, 15, 20, 25,... lat temu? Czy może moment urodzenia córki? A może służba wojskowa i być może Afganistan? A może ślub? A może pierwszy melanż? A może przeprowadzka do Warszawy? A może...? A może...?
Widać, że gdzieś już ta utrata patoojca została przez autorkę przepracowana, emocje nieco ugładzone, co moim zdaniem wyszło na lepsze, niż gdyby było ich zbyt dużo. Doceniam otwartość autorki na pokazanie wszystkiego tego, z czym (nie)obecność takiego członka rodziny się wiąże, włącznie z własnym trybem postępowania awaryjnego. Bardzo mnie ciekawi i rozczarowuje niemalże nieobecność w opowieści osoby matki, która wcale wiele lepsza od patoojca nie była (bo również została pozbawiona praw rodzicielskich), a mimo to jej miejsce w książce jest zaledwie epizodyczne. Cóż, podejrzewam, że poglądy autorki i potrzeba zilustrowania pewnego problemu społecznego były silniejsze. Niemniej ważna książka, pozwalająca na poruszenie bardzo ważnej debaty alkoholizmu w rodzinach.
#ksiazki #hejtoczyta #alkoholizm #polska

Zaloguj się aby komentować
#bookmeter 0+1=1
Tytuł: Drobiazgi takie jak te
Autor: Claire Keegan
Gatunek: powieść
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
No i zaczynamy nowy rok z małym przytupem
Na nocny warsztat wziąłem minipowieść, zamykającą się w niecałym 100 stronach, pochodzącą z Irlandii. Tematyka okołozimowa, czy wręcz okołoświąteczna, można nawet powiedzieć, że to uwspółcześniona wersja Opowieści wigilijnej, przypominająca o tym, że nie robiąc nic, de facto przyzwalamy na istnienie zła.
Trudno jest mówić cokolwiek o fabule, żeby nie zdradzić zbyt dużo. W każdym razie książka jest elementem rozliczenia się irlandzkiego społeczeństwa z tym, jaki koszmar kościół katolicki urządzał młodym kobietom, pozbawionym innego miejsca w świecie. Powieść krótka, treściwa, taki wręcz drobiazg — ale mi się podobała, nawet jeśli zdecydowanie wolę dłuższe formy, w których można się zatopić (chociaż może nie za okładkową cenę fizycznej książki...). Myślę, że będę wracał do książki regularnie w okresie bożonarodzeniowym.
#ksiazki #hejtoczyta

Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Wąż i tęcza. Voodoo, zombie i tajne stowarzyszenia na Haiti
Autor: Wade Davis
Gatunek: reportaż
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
Wziąłem tę książkę zupełnym przypadkiem, jako że leżała na półce z książkami u moich rodziców podczas Świąt. Zupełnie nie mój klimat. Voodoo? Zombie? Tajne stowarzyszenia? No ale niewiele innego mi już tam pozostało do czytania, więc niech już będzie z braku laku.
Natomiast podczas czytania książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, a co więcej, podtytuł ku mojemu zdziwieniu jest bardzo trafny. Bo pomimo że akcja reportażu cały czas się kręci wokół tematu voodoo (chociaż autor woli określenie "społeczeństwa vodoun", jako że słowo voodoo rodzi mylne skojarzenia w związku z popkulturą), osób wstających z grobu, jak i organizacji, które gdzieś cały czas się w cieniu opowieści przewijają, to tak naprawdę jest baaaardzo szczegółowym przedstawieniem społeczeństwa haitańskiego, pozarządowej organizacji tamtejszej ludności oraz rytuałów, mocno zaczerpniętych od afrykańskich przodków ściągniętych do niewolniczych plantacji za kolonialnych czasów.
Co mi się nie podobało? Że ta książka jest okresowo zbyt dokładnym i naukowym podejściem do tematu. Nie byłem gotowy podczas okresu bożonarodzeniowego na to, że będę potrzebował aż tyle skupienia, żeby wszystko zrozumieć. Sprawę nieco ułatwia słowniczek zamieszczony na końcu książki, ale i tak wolałbym, by niektóre tematy były uproszczone i mniej zawiłe.
Podsumowując: praca etnograficzna wyśmienita, mnóstwo ciekawostek z obszaru, gdzie wstęp "normalnego" człowieka zza granicy nie jest możliwy. Jako książka "zaledwie" bardzo dobra. Uczciwie polecam.
PS. Podobno jest na podstawie tej książki również nakręcony film, ale nie oglądałem, z tego, co wiem, poszedł w stronę bardziej sensacyjną. Także nie ma co sobie zabierać tej przyjemności odkrywania tej historii w ten sposób.

Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Jak wychować rapera? Bezradnik
Autor: Marcin Matczak
Gatunek: popularnonaukowa
Ocena: ★★★★★★★★☆☆
Lubię muzykę Maty. Szanuję również Profesora Matczaka i regularnie słucham jego podcastów, dlatego kiedy dowiedziałem się o premierze książki "Jak wychować rapera?", stwierdziłem, że... nie złapię się na tak chamski, clickbaitowy marketing i odpuszczę sobie lekturę. Koniec końców dałem się przekonać (jak widać), po zapoznaniu się z jednym z odcinków audycji, który polecam przesłuchać niezdecydowanym ("Czy raper będzie dobrym obywatelem?"). Co do clickbaitu, to sam autor w przedmowie przyznaje, że chciał tym zabiegiem dotrzeć do szerszego grona młodych ludzi - niech będzie, choć w moim przypadku zadziałało to akurat odwrotnie.
Od razu uspokajam tych, którzy Maty nie znają lub nie lubią - pomimo zbudowania całej struktury książki na dyskografii młodego Matczaka, to starszy Matczak gra tutaj pierwsze skrzypce, przybliżając liczne zagadnienia socjologiczne, filozoficzne i prawne. Odniesienia do utworów mają zwykle sens, choć są i takie rozdziały, gdzie wywód prowadzony jest w oderwaniu od nich, a w niektórych autor nieco nadinterpretuje twórczość swojego syna w celu przygotowania lepszego fundamentu pod merytorykę. Ilość treści bezpośrednio związanej z Matą nie przekracza 1/4 książki i jest to moim zdaniem optimum, które zadowoli fanów, a jednocześnie nie zmęczy tych, którzy sięgną po książkę bez znajomości jego utworów.
"Jak wychować rapera?" jest pozycją bardzo bogatą w merytoryczną treść, rozwijaną w kolejnych rozdziałach, składającą się na większą całość. Jednocześnie jest napisana w przystępny, stosunkowo lekki, w porównaniu do poruszanych tematów, sposób. Nie brakuje tu żartów i autoironii, co odświeża lekturę, dzięki czemu nie przytłacza ona po dłuższym czasie. Warto zaznaczyć, że duża część poruszanych tematów i sposobu ich omawiania pokrywa się z tym, co Profesor Matczak zawarł w swoich podcastach - myślę, że jest to około połowa merytorycznych fragmentów. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, było formą ponownej analizy i utrwalenia. Jednocześnie przesłuchanie kilku audycji może dać moim zdaniem dobry obraz tego, czym jest ta książka i czy zaciekawi innych potencjalnych czytelników.
Autor opiera swoje analizy i recepty na dziełach innych twórców, często uznanych filozofów i profesorów, co jeszcze bardziej podkreśla rzeczowość treści książki. Socjologia, filozofia, edukacja i prawo są tu ujmowane współcześnie, często postmodernistycznie, co mi jak najbardziej odpowiadało. Poruszane tematy polityczne, których również jest tu bardzo dużo, są akurat tymi strunami, które we mnie mocno rezonują i myślę, że podobnie jest z dużą częścią społeczeństwa, która nie rozumie działań PiS oraz ich popleczników. Poza diagnozami Profesor Matczak prezentuje również potencjalne rozwiązania, które pomimo swojej nieoczywistości, a czasem wręcz (jak się wydaje) niemożliwej realizacji, intuicyjnie potraktowałem jako właściwe.
W tej beczce miodu nie może zabraknąć łyżki dziegciu. Jestem świadomy, że nie jest to praca naukowa, będąca obiektywną analizą stanu naszego społeczeństwa i sceny politycznej, niemniej warto zaznaczyć, że argumenty i literatura dobrane są pod wcześniej przygotowane tezy. Nie wiem czy mówiłbym tu o cherry pickingu, ale byłbym w stanie takie zarzuty zrozumieć. Dodatkowo wyczuwalny jest brak konsekwencji, kiedy autor pisze o religii - traktowana jest ona odwrotnie do patriotyzmu, mimo że mogłaby być ujęta z tej samej strony, ponieważ argumenty wydają się zbieżne. Sam autor w post scriptum związanego z tym rozdziału o tym wspomina, jednak wygląda to na wytłumaczenie sklecone na szybko po sugestii zewnętrznej i mnie zupełnie nie przekonuje. Podkreślenie wagi tradycji w kontekście całości treści jak najbardziej do mnie trafia, jednak spojenie jej z religią jest moim zdaniem zbyt daleko idącym subiektywizmem i spłyceniem, który w tak rzeczowej książce zwyczajnie razi.
Pomimo wymienionych w ostatnim akapicie wad, "Jak wychować rapera?" oceniam bardzo pozytywnie. Jest to lektura o bogatej, merytorycznej treści, która jednocześnie zawiera w sobie ciekawe informacje i analizy związane z synem autora, a dodatkowo, dzięki lekkości pióra i poczuciu humoru Profesora Matczaka, czyta się ją naprawdę przyjemnie. Polecam.
(opinia zmigrowana, pierwotna data publikacji: wrzesień 2021)

@inskpektor analiza społeczeństw skłonnych do popierania rządów autorytarnych, opis różnic i części wspólnych pomiędzy liberalizmem/postępowością a konserwatyzmem/tradycją oraz proponowane rozwiązania konfliktów pomiędzy stronami, wskazanie postaw obywatelskich niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa (np. racjonalny bunt i sprzeciw).
Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Blask fantastyczny
Autor: Terry Pratchett
Gatunek: fantasy
Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆
Miałem ochotę na lekką i niezobowiązującą lekturę, a że już od jakiegoś czasu chciałem nadrobić pratchettowe zaległości, wybór padł na "Blask fantastyczny", czyli kontynuację "Koloru magii". Powieść dała mi to, czego chciałem, jednak ostatecznie trochę się na niej zawiodłem.
Bohaterowie i świat powieści zostali dobrze przedstawieni już w pierwszej części, zatem w "Blasku fantastycznym" autor korzysta z tych podwalin, co z jednej strony jest logiczne i zrozumiałe - z drugiej jednak mniej-więcej w połowie lektury zaczyna nieco nużyć. Pomaga wprowadzenie nowych postaci, jak choćby Cohena Barbarzyńcy (udana parodia znanego Conana), jednak mi to nie wystarczyło. Podobnie jest z fabułą, która nawet w tej pastiszowej formie potrafi zmęczyć. Ostatnią 1/4 część powieści czytałem już niechętnie, z niewielkim zainteresowaniem.
Nie bohaterowie, fabuła ani nawet świat są jednak w tej książce (i całej serii) najważniejszymi elementami. Kluczowy jest humor, wyśmiewanie świata rzeczywistego i światów fikcyjnych oraz lekkość pisania Pratchetta. Nie jest to ten poziom absurdu co Monty Python czy "Autostopem przez galaktykę", jednak rodzaj humoru jest zbliżony i mi się podoba, choć nie każdemu podejdzie. Brakowało mi jednak, poza tymi zabawnymi sytuacjami i dialogami, czegoś więcej.
(opinia zmigrowana, oryginalna data publikacji: wrzesień 2021)

Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Damy polskiego imperium
Autor: Kamil Janicki
Gatunek: historyczna
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
Oprócz czytania internetu staram się, by chociaż raz w roku przeczytać coś ambitniejszego, nie tylko beletrystykę w stylu Jakuba Wędrowycza czy innej fantastyki albo książek o edukacji czy przyrodzie. Coś ambitnego czyli tematy polityczno-historyczne, psychologia, może jakiś mądrzejszy reportaż. Długo się zabierałam do tej książki, najpierw mi leżała na liście zakupów, potem o niej zapomniałam i w końcu partner mi ją wypożyczył z biblioteki, żebym nie miała więcej wymówek.
No i owszem, nie dziwi mnie popularność tej lektury z rok po wydaniu, kiedy była mocno reklamowana. Trochę bardziej współczesne spojrzenie na politykę "chrześcijańską", sporo prawdy o tym, jak się złotem i srebvrem urabiało papieży i jak się załatwiało dziatwie miejsce na tronie innego państwa. I jaką rolę miały w tym baby (wbrew pozorom nie jest to feministyczna książka, choć pojawiają się tam "nowoczesne" wstawki językowe typu "polityczka" ha-tfu).
Typowe książki historyczne zwykłego czytelnika odrzucają zbyt profesjonalnym słownictwem lub ujęciem naukowym. Tu jest skrót wydarzeń pisany stylem "blogowym", po kolei jak było, kto z kim i po co, trochę ubarwione stylistycznie, żeby wyobraźnia malowała kolorowe obrazy. W środku jest też sporo ilustracji co w mojej subiektywnej ocenie zawsze daje jedną gwiazdkę na plusie. Jeśli ktoś do tej pory nie kochał historii, to może celować w takie właśnie książki, lekkie stylem, proste przekazem. Jeśli ktoś pasjonuje się historią, może odczuwać niedosyt.
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4806430/damy-polskiego-imperium-kobiety-ktore-zbudowaly-mocarstwo

Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Długi taniec za kurtyną. Pół wieku Armii Radzieckiej w Polsce
Autor: Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska
Gatunek: reportaż
Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆
Mam po tej lekturze bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony naprawdę dobry temat, czyli obecność Armii Radzieckiej na terenie Polski po IIWŚ. Wiem o tym tyle, ile słyszałem od moich przodków, ale była to wiedza bardzo ograniczona i mimo wszystko jednostronna. Dzięki tej książce dowiedziałem się naprawdę dużo o wielu aspektach tej obecności, przede wszystkim w kwestiach zwyczajnej codzienności dla tychże żołnierzy, jak i ludności cywilnej, zamieszkującej obszary położone blisko baz wojsk radzieckich. Kolejnym moim zdaniem bardzo dużym plusem było oddanie głosu niemalże każdej stronie – zarówno Polakom, czy to będącym w zasadzie sąsiadami, czy współpracującym handlowo, czy fascynatom historii, czy przeciwnikom obecności wojsk wielkiego imperium, ale również samym żołnierzom z armii radzieckiej, niekoniecznie pochodzącej z samej Rosji, ale również siłowo wcielonym do tej armii z innych republik radzieckich.
Co z minusów? Chaotyczność układu książki. Początek i koniec niby oczywiste, czyli wejście i wyjście wojsk radzieckich, ale co pomiędzy? Kompletny miszmasz, raz przechodzenie do lat 80., za chwilę lata 50., potem czasy III RP, żeby znowu wrócić do czasów sprzed kilkudziesięciu lat. Aż kusiło, żeby na koniec był obszerny rozdział o powrocie każdej z tych baz do „normalności”, będący świetnym zwieńczeniem książki, ale nie, zostało do poupychane w bardzo wiele miejsc. A alfabet, będący w dużej mierze środkiem książki, w mojej opinii był trochę nieporozumieniem. Rozumiem mnogość tematów, które w większych fragmentach nie zostały poruszone, ale upychanie na siłę jakiejś historii na 2-3 strony pod jakąś literkę? Taka objętość swoją drogą bardzo spłycała poruszane tam tematy, które zdecydowanie powinny zostać rozbudowane.
Podsumowując: jaka ocena? Najchętniej dałbym gdzieś pomiędzy 6 i 7, jako że temat został wybrany bardzo dobrze i widać solidne, wielopoziomowe i wielostronne przygotowanie materiału, natomiast sama forma i wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Pewnie można to zrzucić na karb debiutu literackiego, ale nie jestem zdania, żeby to było wystarczające tłumaczenie. Także trochę szkoda finalnego rezultatu. Ostatnie 0,5 pkt odejmuję za brak mapy, która moim zdaniem powinna być absolutnie nieodzownym elementem reportażu, gdzie przeskakuje się po kilku lokacjach. Zaglądanie co jakiś czas do map na telefonie przeszkadzało w płynności czytania. Szkoda.

@bojowonastawionaowca oj nie, niestety żadnej książki nie znam. Może jest ktoś z byłych żołnierzy służących w WP przed 1989, którzy mieli styczność z ruskimi i spisali takie opowieści, ale ja o niczym nie wiem.
To co opisałem to słowa dwóch byłych zetorian, którzy odsłużyli zetkę w końcu życia PRLu, jeden z nich w Kwidzynie gdzie była taka jednostka i stąd te opowieści.
Zaloguj się aby komentować
Tytuł: F*ck, fame & game. Co faceci robią w sieci
Autor: Elżbieta Turlej
Gatunek: reportaż
Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆
Bolesny reportaż o mężczyznach urodzonych po 1989 i ich codzienności, którą często wypełnia tinder, patostreamy, uzależnienie od pornografii, narktotyków, pogoni za szczęściem, niekiedy znajdywanym w religii i ruchach dość nietypowych typu Rycerze Chrystusta.
Książka niezła, wciągająca, odkryła przede mną trochę świata tych wszystkich instagramowych celebrytów i ich życia na pokaz. Obraz wyłania się wstrząsający, ale jednak nie powiedziałby, że to pokolenie wyróżnia się bardzo in minus na tle poprzednich. Zwyczajnie mają przed sobą inne wyzwania, z którymi muszą się zmierzyć. I tak - ciężko być facetem w tym państwie, a jeśli się urodziłeś na prowincji i jesteś brzydki - szansa na poznanie żony jest bardzo mała.
Są lepsze i gorsze fragment, książka nierówna, stąd ocena o cyfrze sześć.

Zaloguj się aby komentować
12 grudnia nakładem wydawnictwa PISM ukazała się książka Oskara Pietrewicza "Spór o Koreę. Rola USA i Chin w kształtowaniu bezpieczeństwa międzynarodowego na Półwyspie Koreańskim".
Oskar to często występujący w mediach ekspert od tematyki Korei. Autor o książce:
W książce przedstawiam przyczyny zaangażowania USA i Chin na Półwyspie Koreańskim, ich interesy i cele, kontekst globalnego i regionalnego wymiaru ich polityk zagranicznych, środki i metody oddziaływania w stosunkach z państwami koreańskimi oraz ewolucję stanowisk wobec głównych wyzwań bezpieczeństwa na Płw.Koreańskim (problem nuklearny i ew. zjednoczenie Korei). Staram się pokazać, że „koreańskie problemy” są tak złożone, że niemożliwe jest rozwiązanie ich w sposób jednostronny, bez uwzględnienia interesów głównych zainteresowanych:
.
#nowosciksiazkowe

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Szczęściarz i pechowcy
Autor: Leonid Zawalniuk
Gatunek: literatura piękna
Ocena: ☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆
Przedstawiam wam bezsprzecznie najnudniejszą książkę świata. Trafiłem na nią przypadkowo gdy ktoś wyjątkowo perfidny i bezczelny porzucił ją w pirackiej bibliotece osiedlowego spożywczaka. To haniebnie podstępna pozycja która od pierwszej strony atakuje czytelnika dawką nudy wprost nie do opisania co paradoxalnie wywołuje niezdrowe zaciekawienie jak takie ohydztwo mogło w ogóle powstać, przejść ocenę w wydawnictwie a nawet zostać wydane za granicą. Jedyna podnieta z lektury polega na ciągłej ciekawości czy kolejna strona będzie podobna do obecnie męczonej. Tak, nie zawiedziecie się, nawet może okazać się jeszcze gorsza. I tak do końca już czekacie chociaż na zakończenie by się dowiedzieć jaki jest finał bezsensownych męczarni komunistycznego nastolatka wchodzącego w dorosłość. Nawet nie wiem jak opisać te 'przygody' - interakcje z ojcem, bratem i płcią przeciwną jako że nie da się wywieść w tych wątkach ciągu przyczynowo skutkowego a bohater wije się w paroxyzmach udręk niewiadomej proweniecji. Im więcej czasu zmarnujecie na czytanie tym większa chrapka na jakiś bonus który musi tkwić w zakończeniu... I tu nie mogę niestety zdradzić tej tajemnicy bo to byłby zbyt duży spojler. Pewnie wielu hejtowników zachęconych moją recką sięgnie po tę pozycję i boję się żę popsuje im to lekturę ... W każdym razie książkę polecam jako masochistyczne niewiarygodne męczydło dla wyjątkowych twardzieli i książkowych zboczeńców.
PS. Tytuł też jest bez sensu. Nie wiem kto tam był szczęściarzem a którzy to pechowcy ...

Taksobiemyślężeskoroniepotrafiszstawiaćprzecinkówtorównieżspacjesąniepotrzebne.Recenzującksiążkędobrzebybyłoprzynajmniejzaznajomićsięzpodstawowymizasadamiinterpunkcjiżebyniewyjśćnakogośdelikatniemówiącmałokompetentnego.Osobyoczytanemająbowiemstatystycznietendencjędopisaniapoprawnie.Ahaiparadoksalniepiszesięprzezkspopolsku.Skądwogólepomysłżebypisaćtoprzezx?
Zaloguj się aby komentować
Hejtosłucha. Na stronie wolnedzwieki.pl można pobrać kilka darmowych audiobooków historycznych.
Nie powiem czy pozycje warte posłuchania, ale na Pepperze piszą, że fajne
Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Zakazana historia odkrycia Ameryki
Autor: Jarosław Molenda
Gatunek: literatura popularno-naukowa
Ocena: 8/10
To książka o faktach, poszlakach i domysłach na temat przedkolumbijskiej komunikacji morskiej pomiędzy Starym Światem, Azją, Polinezją i Ameryką. Coś jak "Zakazana Archeologia" ale w temacie odkryć geograficznych. W zasadzie jest tam wszystko: odkrycia materialne, stare mapy i dokumenty, legendy, badania i eksperymenty naukowe. Wszystko by podważyć tezę iż Krzysztof Kolumb pierwszym był.... Wygląda na to że przed nim było setki innych śmiałków którzy go wyprzedzili. Ba, kursowali do Ameryk regularnie różnymi drogami, statkami z różnych przyczyn. I to nawet tysiące lat temu w czasach kultur megalitycznych. Jak dla mnie bardzo ciekawe wątki botaniczne o których wcześniej nie miałem pojęcia (np. skąd się wzięła kokaina w mumiach egipskich). Sporo szczegółów na temat zaawansowanego szkutnictwa morskiego które pozwalało starożytnym dokonywać tak zdumiewających wyczynów. Polecam
Minusy:
Plusy:
jako ebooka można go trafić bardzo tanio (polecam upolujebooka.pl)
dużo źródeł

@tmg książka fajna, ponieważ zbiera bardzo dużo informacji z różnych źródeł. Sporo nowych historii których wcześniej nie znałem.
Ja mogę polecić fajną książkę "W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka". O odkrywaniu kolejnych kawałków Ameryki
Lub "Wyspa niebieskich lisów. Legendarna wyprawa Beringa", jak ktoś lubi czytać o odkrywaniu Rosji.
Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Ludzie sierpnia
Autor: Siergiej Lebiediew
Gatunek: literatura piękna
Ocena: ★★★★★★★★★☆
Powieść zdecydowanie imponująca – jak autorowi udało się pomieścić całą Rosję czy nawet ZSRR na 400 stronach? Niepojęte, ale chyba jednak się udało. Niekiedy przytłacza, niekiedy gubi w narracji, niekiedy fascynuje alegoriami czy symbolami, ale ogółem zachwyca i nie mogę się doczekać pozostałych książek autora (a czekają jeszcze dwie na półce + jedna do zamówienia w wydawnictwie!).
Książka zaczyna się niepozornie, bo od poszukiwania przeszłości przez głównego bohatera. Przeszłości, która szczególnie w jednym punkcie jest niewyjaśniona i nawet znalezienie tajnych zapisków babci w wyjaśnieniu nie pomaga — wręcz przeciwnie, napędza bohatera do pogoni za przeszłością. Ta przeszłość będzie ciągnęła bohatera przez dosłownie całą Rosję – od kazachskich pustyń po karelską tajgę, od syberyjskiej zmarzliny po urzekające zmysły kaukaskie targowiska (i oczywiście z Moskwą, będącą centrum kraju, do której zawsze się wraca). Wreszcie od poczucia wolności i braku istnienia granic po nieustanne wrażenie całego otoczenia zamieszanego w spisek i grę i konieczności „życia wnie ”– a to wszystko w zaledwie 8 lat, od puczu Janajewa w 1991 roku po pojawienie się byłego szefa KGB, Władimira Putina, na stanowisku premiera Rosji w 1999 roku. Ale przeszłość, zamiast próbować ją dogonić, tylko zaczyna gonić bohatera, bo w Rosji nie da uniknąć jej kolejnych kręgów. I więcej nie mówię, żeby za dużo nie zdradzić
Powieść moim zdaniem bardzo pomocna, jeśli chodzi o zrozumienie mentalności Rosjan, rosyjskiej władzy i ich wzajemnego stosunku do siebie. Historia Psiego Cara znakomita, moim zdaniem piękna szkatułka rosyjskiego społeczeństwa, chyba mój ulubiony fragment książki. Z literatury post-ZSRR wyżej sobie cenię reportaże Swietłany Aleksijewicz, ale pomimo zawiłej końcówki (do której chyba jeszcze raz będę chciał przysiąść, żeby lepiej ją zrozumieć) zdecydowanie ląduje wysoko na mojej prywatnej liście.

Zaloguj się aby komentować
Tytuł: Drżę o ciebie matadorze
Autor: Pedro Lemebel
Gatunek: literatura piękna
Ocena: ★★★★★★★★★☆
Książka nie dla każdego – to trzeba od razu zastrzec. Bo jak to, książka o homoseksualnej miłości transwestyty do młodego bojownika walczącego z dyktatorem? W dodatku ocierająca się o wzajemność? Nie wszystkie osoby będą na tyle otwarte i wrażliwe, żeby chcieć się w książkę zagłębić. Tym bardziej że język zdecydowanie nie pomaga ze swoimi ułomnościami i nacechowaniami, o czym pisze konsultant języka środowiskowego w krótkim posłowiu, jednak moim zdaniem Tomasz Pindel jako tłumacz radzi sobie z tym wyśmienicie (i to nie pierwszy raz), chapeau bas ! Bo…
Ciotuchna, ach Ciotuchna… Zdecydowanie najbarwniejsza postać książki, napędzająca chcąc/nie chcąc, wiedząc/nie wiedząc o tym, całą akcję — a przy tym pozostająca tak bardzo ludzka, z wszystkimi jej/jego (bo i w tekście pojawia się w obu wersjach) zaletami i wadami. Miłość w czasach dyktatury — wydawać by się mogło, że niesamowicie sztampowy temat, ale właśnie przez charakterystykę Ciotuchny czyta się niesamowicie przyjemnie i książka znika nie wiadomo kiedy. Czasem aż nie da się uśmiechać, zauraczać, wybuchać śmiechem, ale i pukać w głowę czy załamywać rąk. Ot, po prostu 1) człowiek, 2) zakochany/a 3) otoczony/a brutalnością dyktatury.
Ale nie tylko Ciotuchna czyni tę książkę znakomitą. Bo czasem wplatają się również wątki dotyczące samego Pinocheta. Tyle tylko, że znowu, tu nie ma banału i pokazania walki o władzę. Oj nie, tutaj jest walka o przeżycie w „pojedynku” ze zdecydowanie zbyt rozgadaną małżonką, której monologi w zasadzie nigdy się nie kończą. Czego tutaj nie ma? Proste zabobony, zachwyt przyjacielem Gonzalem, mającym doskonałe wyczucie mody, nieustanne pretensje do męża (ach ten pistolet Hitlera), i tak dalej, i tak dalej, nieustanny terkot jak w radiu na niewyczerpujące się baterie… No ale jak to tak, współczuć człowiekowi trzęsącemu całym państwem pod znakiem terroru? Niewyobrażalne, ale Lemebel robi to znakomicie

Zaloguj się aby komentować
**Tytuł:** Ropa i krew. Walka o przywództwo w Arabii Saudyjskiej i wpływy na świecie
**Autor:** Bradley Hope, Justin Scheck
**Gatunek:** reportaż
**Ocena:** 7/10
(Od nowego roku trzeba będzie zadbać o liczenie opinii, żeby to funkcjonowało jak #bookmeter.)
Po książkę sięgnąłem, żeby mieć jakiś obraz tego arabskiego świata w związku z mundialem w Katarze, ale też napiętej sytuacji na linii zachód - Arabia Saudyjska, no i swoje zadanie książka spełniła. Może część historii była raczej formą ciekawostek niż szerszego obrazu kraju Saudów, ale były na tyle ciekawe, że dobrze się to czytało.
Książka jest reportażem na temat najnowszej historii Arabii Saudyjskiej, a właściwie jej teraźniejszości, a konkretnie opowiada o rządach Muhammada ibn Salmana, który w bardzo efektowny sposób przejął władzę w całym kraju na wszystkich szczeblach.
Autorzy przedstawiają drogę do władzy Muhammada, jego próby przeprowadzania reform, relacji biznesowych ze światem, relacji z innymi arabskimi krajami, USA. Jest to bardzo ciekawa postać, bezwzględny autokrata, bardzo ambitny z nieograniczonymi finansami, który chciałby kraj uniezależniać i wprowadzać zachodnie standardy, a jednocześnie twardy jednowładca, który nie potrafi się oderwać od arabskiego konserwatyzmu, który popełnia mnóstwo błędów na szczeblu biznesowym i międzynarodowym.

sorry, nie mogłem się powstrzymać xD
.
NSFW.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
wnuczek trzyma za rękę umierającą babcię, babcia mówi "synku kochany, umieram, spełnij moje ostatnie życzenie i mnie przeleć". Wnuczek z obrzydzeniem ale spełnił życzenie babci, wlazł na nią i wyruchał. Gdy już skonczył pyta się" babciu, co to było: najpierw takie twarde i chropowate później lepkie i mokre?" Babcia na to "najpierw krew i strupy, później ropa"
Zaloguj się aby komentować
Tytuł: K. Relacja z pewnych poszukiwań
Autor: Bernardo Kucinski
Gatunek: literatura piękna
Ocena: ★★★★★★★★★☆
Zrobiłem sobie większe zakupy książkowe (jak co roku w grudniu), także można się nimi z Wami w przynajmniej taki sposób podzielić
Książka o południowoamerykańskiej dyktaturze — wydawać by się mogło, że temat oklepany i przemielony na wiele różnych sposobów, tym bardziej że przynajmniej ja w ostatnim czasie przeczytałem takich książek przynajmniej kilka. Niemniej ta książka zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Niewielka rozmiarowo (raptem 200 stron), ale bardzo nasycona historią, emocjami, jak i punktami widzenia. Zaczyna się niestandardowo, bo od końca — wpisem do pamiętnika (?) pokazującym wszystko, o czym będzie ta książka: porwaniu córki głównego bohatera, która już na zawsze zostanie jedną z desaparecidos (jak mówi się o ofiarach dyktatur w Ameryce Południowej, które na zawsze zaginęły na ścieżkach historii), ale także o nieustannym braku spokoju ojca, nieustającego w próbach wyjaśnienia osobistej tragedii.
Z kolejnymi stronicami poznajemy kolejne elementy układanki, na którą składają się nie tylko opowieści zrozpaczonego ojca, próbującego łapać się każdej możliwości i pukającego do każdych drzwi, byleby nieudolnie odnaleźć prawdę o losach córki (tytułowe nawiązanie do Kafki nieprzypadkowe), ale również opowieści córki sprzed tragedii. Swoją drogą świetny zabieg — zabiegany i zajęty swoim życiem ojciec dopiero po zaginięciu zaczyna odkrywać, jak faktycznie wyglądało życie swojej córki — im mniejsze szanse na jej znalezienie, tym więcej zaczyna się dowiadywać. Mamy tu również spojrzenie z drugiej strony, zarówno katów, jak i sprawców porwania, ale również osób z własnej bądź przymuszonej woli współpracujących ze sprawcami, wszystko to podane w sposób, jakbyśmy zagłębiali się w relację z pewnych poszukiwań, sporządzoną wiele lat po jego "zakończeniu". Znakomity obraz całego społeczeństwa w obliczu dyktatury i tragedii dla pojedynczych osób, którą takie dyktatury nieuchronnie przynoszą.
Nie można nie wspomnieć o osobistym charakterze tej książki — co prawda nie jest to bezpośrednia historia autora, jednak bardzo mocno zakorzeniona w historii rodzinnej autora (o czym pisze na samym początku "Wszystko w tej książce jest fikcją, ale prawie wszystko zdarzyło się naprawdę", jak i na skrzydełkach okładki). Mamy wspomnienia o Polsce, a nawet o moim rodzinnym mieście, czego w życiu się nie spodziewałem po zagranicznej książce — za to dodatkowy plusik ode mnie. Książki wydawnictwa Claroscuro nie są najłatwiejsze do złapania (bo tylko na stronie ichniejszego wydawnictwa), ale już pierwsza, do której się dorwałem, zwiastuje znakomitą przygodę z kolejnymi pozycjami — o czym w kolejnych wpisach

Zaloguj się aby komentować