Zdjęcie w tle
Grupy wsparcia

Społeczność

Grupy wsparcia

19

Pierwszym krokiem do pokonania depresji i samotności jest rozmowa z drugim człowiekiem.

Specjalista
I gdzie to działanie fluoksetyny, kiedy mi samoocena jebie się jak skurwysyn, a wracając autobusem do chaty miałem myśli o śmierci? Dawno nie miałem tak jak teraz, coś się zmienia i resztki chęci do życia odchodzą. Uświadamiam sobie kurewsko mocno, że jestem marnym śmieciem i uznaję ten fakt, ale czemu akurat jak biorę 60 mg fluoksetyny to się zaczyna dziać? Jeszcze parę dni temu miałem dobry stan, znaczy była chujnia ale stabilna, a teraz coś się jebie i nie wiem czemu mam to przypisać.
tufro1 dzień temu
@pheno jak długo bierzesz leki?
0
pheno17 godzin temu
@tufro te co teraz już parę dobre parę miesięcy
0
tufro17 godzin temu
@pheno to masz dwie opcje - albo źle dobrane leki albo negatywny wpływ spożywania alkoholu. Przy SSRI nie wolno pić. Jeśli nie mówisz lekarzowi, że masz problem z alkoholem i on ci przepisuje SSRI to możesz sobie zrobić krzywdę.

Zaloguj się aby komentować

Ale mam dola od ponad miesiąca ;___; Ale od początku w końcu dostałem wstępną diagnozę: Chroniczna depresja bulwo Mam pierwszy termin w klinice, aby się przedstawić, ciekawe kiedy będę wtedy miał terapię. Małymi Kroczakami ogarniam chaos- PC posprzątany (pic) E-maile wyczyszczone ze spamu, kontent plan do YouTube ułożony. Czyli wychodząc z założenia ze w sumie same plusu, to powinienem dalej podążać za moim marzeniem? No nie do końca z jednej strony mam multum pomysłów i chęci z drugie depresje dopijająca zabierająca chęci i sile. Ciężko mi się przełamać, ale czuje ze nadchodzą dobre dni Najcięższe w tym wszystkim jest codzienna walka z tym, czego dużo ludzi nie zauważa.
ab9e2969-0544-42d4-b84d-ed5fd90a8a8c
adrian-wieczorek1 dzień temu
@morfeusz dzięki, tak szybko nie opuszczę gardy

Zaloguj się aby komentować

Sztos
Kompan
Jestem przerażona, że społeczeństwo akceptuje uzależnienie od internetu i technologii. Miały one nam służyć, tymczasem zjadły one własny ogon. Sama uważam się za osobę uzależnioną, która spędza za dużo czasu przy świecących gadżecikach co za sprawą ostatnich cyrków związanych z covidem jest tym silniejsze, gdyż do niedawna ciągle były obostrzenia i wyjście gdzieś było ciężkie. Prace na studia - komputer, praca zdalna - komputer, zdobywanie nowych umiejętności - komputer. Poradniki, zajawki na komputerze. W Forbesie czytałam że spokój i wyłączenie szumu informacyjnego będzie w ciągu 10 lat dobrem luksusowym. Nie mieli racji. Niepotrzebnie dostawiono to "0" po jedynce. Coraz częściej łapię się na tym, że nie chcę mieć w swoim domu internetu w ogóle, zaś tych kilka niezbędnych rzeczy do funkcjonowania jak jakieś przelewy, czy szukanie ofert nowej pracy realizować przyjeżdżając do kogoś na jego internecie, względnie na mobilnym, choć na nim jest różnie z bezpieczeństwem. Mam wrażenie że ciągle jadę na oparach, i kwartał przerwy by mi świetnie zrobił. No ale nie mogę. Bo nie skończę studiów, bo mnie wyrzucą z pracy, bo znajomi reagują zdziwieniem po co dzwonić albo płacić za smski jak można na facebooczku. Bo, bo, bo. Ludzie mają tendencje do gloryfikowania dobrych rzeczy w internecie "Spójrz dzięki FB możesz się kontaktować z znajomymi", zapominając o całej plejadzie złych rzeczy, np. wall najeżony treściami z fanpage, które nie mają rozwijać. Mają tylko przykuć uwagę, by z czasu który poświęci się na przeglądanie ich wycisnąć dodatkowych kilka groszy od reklamodawców. Manipulując emocjami, powielając przejaskrawione rzeczy, czy prezentując zwyczajne kłamstwa. Ludzie gloryfikują że wolność słowa, jednocześnie będąc wpatrzonymi w osoby które wprost mówią że wolność, demokracja, prawo do bezpieczeństwa jest okej, ale pod warunkiem że dotyczy osób o ich poglądach, bo inni są źli, i w sumie jak im te prawa odebrać, to będzie sprawiedliwość. Serio, czuję się, zwłaszcza na popularnych portalach jakbym obserwowała Orwellowski Folwark Zwierzęcy, i przejmowanie władzy przez Napoleona. Mogłabym napisać ckliwą książkę, umartwiającą się nad różnymi aspektami życia online, jednak nic to nie zmieni. Dalej to będzie tylko umartwianie. Jednocześnie wiem, że świat tak nie wygląda. Nasi przodkowie by dużo oddali, żeby żyć w warunkach, w jakich żyję każdy z nas. W warunkach pracy, w których każdy z nas pracuje, z opieką zdrowotną, jaką ma każdy z nas. Z poziomem bezpieczeństwa, który doświadcza każdy z nas. Z możliwościami, które ma każdy z nas. Tylko skoro mamy tak dużo, dlaczego coraz więcej osób jest tak ogromnie nieszczęśliwych? Tutaj miała być jakaś mądra konkluzja, ale serio nie wiem co pisać. Więc może po prostu zapytam się, co zrobić, żeby bez zawalania wszystkich spraw, odzyskać poczucie równowagi życiowej? Jakieś książki, tylko specjalista, czy co? Przepraszam za wysryw, ale gryzło mnie to.
maiahi6 dni temu
@Rozkmin Ostatnio praktycznie nie miałam, teraz cisnę mocno by cały wolny czas na łonie natury spędzać, ale to dalej jest dalekie od moich zamierzeń. Póki co uznałam że w sierpniu pojadę na tydzień do agroturystyki hen daleko gdzie nie będę musiała się przejmować nawet takimi głupotami jak zasięg w telefonie. Na szczęście są takie miejsca jeszcze. @adrian-wieczorek To że każdy człowiek ma swoje uzależnienia, czy robi coś szkodliwego dla siebie, z czym się zgadzam, nie sprawia że te rzeczy stają się przez to mniej szkodliwe. Jeżeli wszyscy za mało się ruszamy, i nie będziemy się sami ruszać, tylko przyjmiemy że tak jest, to w wieku 40-50 lat wszyscy będziemy kalekami. Boję się tego samego w innych obszarach życia - spowodowanych długotrwałym przesiadywaniem w internecie.
kurwiszon6 dni temu
@malahi ciekawe spostrzezenie - dorzuce moze jeszcze garsc swoich przemyslen. Z obserwacji tego co sie dzieje w mediach spolecznosciowych wylania sie obraz jak to hejt niszczy ludzi. Ciagle pojawiaja sie glosy jak walczyc z hejtem, co nalezy robic by go wyeliminowac z przestrzeni publicznej. Natomiast praktycznie nie ma zadnych kampanii ani glosow w stylu: "wylacz internet", "zostaw media spolecznosciowe" (jestem w stanie sobie wyobrazic nawet ciekawe spoty pokazujace,ze nie trzeba sie dzielic kazda chwila swojego zycia w internecie - i ze zamiast cos od razu publikowac mozna sie wstrzymac i wylaczyc telefon/komputer).
kurwiszon6 dni temu
Wydaje mi sie,ze tu tkwi zasadniczy problem - zamiast pokazywac mlodym ludziom, ze media spolecznosciowe (a nawet; ciagly dostep do internetu) wcale nie sa potrzebne do szczescia, tworzy sie problemy wynikajace wlasnie z nadmiaru dostepu do sieci (vide: walka z hejtem). Wrecz moglbym powiedziec - podsyca sie potrzebe ciaglego przebywania online. Jestem swiadom, ze to sie nie zmieni - nikomu sie nie oplaca tego typu kampania. Im wiecej przebywa sie w internecie i na mediach spolecznosciowych tym wiekszy zysk dla roznych korporacji. Internet aktualnie postrzegam jako gigantyczny smietnik; przestrzen na ktora kazdy moze przyjsc i cos dorzucic od siebie (kazda najmniejsza pierdole) w nadziei,ze ktos inny dostrzeze w tym wartosc.

Zaloguj się aby komentować

Specjalista
Często personifikuję schizofrenię, jako wytwór taki jakby to powiedzieć, metafizyczny? Jakby bogini, która mami mnie swoimi wdziękami, przez co jestem zaślepiony cały czas, nie widzę niczego racjonalnie i nie umiem wyrwać się z transu, mimo, że ona cały czas mnie rani. Czuję się jak marionetka demona, czasami zastanawiam się ile mnie jest we mnie.
pheno7 dni temu
@alidzi grunt to się prowadzić dobrze i nie pić tak naprawdę, bo to pierdoli wszystko. Dobrze o tym wiem i tym razem try hard robię w abstynencji
alidzi7 dni temu
@pheno Prohibicja to wcale nie takie głupie rozwiązanie. Zamiast wódki i alko powinien być powszechny dostęp do konopi. I bezpłatne karnety na siłownię
Rozkmin6 dni temu
@pheno Nie myśl za dużo xd choć się przytul, weź nie pytaj.

Zaloguj się aby komentować

Specjalista
Fajrant. Ale co z tego? Wracam do domu i chuj wielki. Okazuje się, że każdy prawie ma mnie w dupie przez moje przybieranie postaw antyspołecznych. Mimo, że wiem, że źle robię cały czas, to jednak to poczucie samotności uderza dopiero pod koniec dnia. Wtedy sobie na nowo uświadamiam, że mam tylko jednego kumpla do którego jestem chętny się odezwać. Poza tym null. Co ranek jadę autobusem i od wtedy włącza mi się mizantrop. Zero chęci żeby się integrować, a potem chlip chlip jestem samotny. Jeszcze uwzględniając to, że w skali ruchensteina mam dobry wynik i (na szczęście) nie jestem incelem to już w ogóle czuję że marnuję życie jak widzę ładne baby. Chyba że prawictwo się zeruje po jakimś czasie, to wtedy jestem mentalcelem. Zaleciało Wam pewnie wykopem czy czymś, bo mimo bana z zaciekawieniem śledzę tamten tag przegryw. Mimo że nie popieram wszystkiego co tam jest, to fajnie było użyć tego słownictwa. Najbardziej mi się marzy (z takich prostszych rzeczy) to mieć po prostu przyjaciela płci żeńskiej, bo już od dawna nie mam. Macie jakieś mądre rady, czy mam po prostu iść na terapię? Pozdro
tufro9 dni temu
@pheno zacznij od psychiatry i leków. Jak piguły już cię trochę podciągną to pójdziesz na terapię. Będzie git Teraz jesteś zamknięty w samonakręcającym się "spierdoleniu": narzekasz na swoje "chujowe" życie, narzekaniem nastrajasz się negatywnie sam do siebie a potem dalej narzekasz wskutek negatywnej aury.
JumpingUrus9 dni temu
@pheno, masz rację - sam dostrzegasz jak wiele zależy od tego w jakim stanie znajduje się Twój umysł. Nie zwlekaj, szkoda Twojego życia, zrób tak jak radzi @tufro i umów się do psychiatry
Rozkmin6 dni temu
- Patrzysz mi się na tag #przegryw ? - Tylko zerknąłem xd Jak tam idzie abstynencja ? @pheno I jak z tym kumplem, jak często się spotykacie i na ile ma czasu by się z nim spotykać nawet codziennie ?
0

Zaloguj się aby komentować

Sztos
Koneser
Mój wczorajszy wpis uznałem za zbyt wylewny z pewnych powodów, a ponieważ chodzą po tym świecie osoby które mogłyby na ten wpis trafić i jego treść wykorzystać przeciwko mnie, to wrzucam go ponownie w formie lekko ocenzurowanej apitan Dziki Dzik, dziennik pokładowy USS Myszojeleń. Dzień gwiezdny 13126. Wyjaśniając krótko o co chodzi z dniem gwiezdnym, wymyśliłem sobie że ta cyfra będzie wywodziła się z ilości dni jakie żyję na tym łez padole. Ostatnimi czasy moja żona obserwowała ile, jak często i kiedy jem. A potem oboje trafiliśmy na poradę (którą od lat powtarzała mi moja rodzona matula) żeby jeść posiłki mniej-więcej wielkości własnej pięści. Oczywiście trzeba było mamy słuchać, ale dopiero jakiś losowy dietetyk z internetu dał mi do myślenia. Do tej pory jadałem dziwnie. Niby było to coś a'la przerywany post, gdzie jadłem zwykle od 11-12 do 17-18, ale przez braną przeze mnie pregabalinę w godzinach 21-22 miałem takie ssanie że nie raz się obżarłem. Ale nawet jak udawało mi się post trzymać, to zwykle koło 12 zjadałem śniadanie mające ~1500 kcal, około 1600 jadłem spory obiad, a przed 18-19 na siłę coś dopychałem bo czekało mnie 16 godzin postu, co kończyło się tym że od pół godziny po zjedzeniu pierwszego posiłku, do późnego wieczora byłem przejedzony, okrutnie wzdęty i ospały. Od 3 dni przerzuciłem się na jedzenie porcji wielkości mojej pięści. Porzuciłem chwilowo poszczenie, i całkowicie przestałem przyjmować inhibitor pompy protonowej (omeprazol) który brałem na zgagę i refluks który miałem przez przejedzenie. Jedząc małe porcje, ale częściej - zauważyłem że nie potrzebuję omeprazolu. Nie dopada mnie refluks, nie mam właściwie zgagi. Oczywiście to wszystko nie jest takie proste, i jedzenie małych porcji wszystkiego nie rozwiąże. Dziś w porze kolacji przesadziłem, bo zjadłem dwa spore placki ziemniaczane z jogurtem, niedługo potem doprawiłem orzeszkami w karmelu, a kolejną rzeczą którą w siebie w krótkim odstępie czasu wcisnąłem była bułka z salcesonem, więc nie dość że mnie wzdęło, to jeszcze dostałem lekkiej zgagi. Cóż, od jutra będę musiał się pilnować bardziej. Żeby nie przedłużać, jeszcze krótko o stanie psychicznym. Dzisiaj całkiem nieźle, z kilkoma momentami lekkiego zdołowania i kilkoma napadami wyjątkowo dobrego nastroju. Ogólna ocena dnia: 7/10 (ostatni raz siódemkę zanotowałem jakieś 4 miesiące temu)
JumpingUrus10 dni temu
@dziki powodzenia, nie jesteś sam, też zajadam stres, a znacznie częściej doła... mam wrażenie, że połowę mojego życia nieskutecznie walczę z nadwagą/otyłością i jak się dłużej zastanowię, to zbiega się to z okresem mojego życia, w którym zacząłem popadać w jakieś takie melancholie i podobne smętne klimaty :/. Trzymam kciuki!
Rozkmin8 dni temu
Nie znalazłby się jakiś inny fajny zamiennika na orzeszki w karmelu ? Np. słonecznik łuskany, pestki dyni. Gdy ciągnie do słodkiego spróbuj zjeść marchewkę. Niestety nie czytałem poprzednich postów, ale ważne by było do przodu, 3maj się
siRcatcha7 dni temu
Siema, uwazam ze twoim problem nie jest jedzenie. Obzarstwo jest skutkiem, ale do tego powaznym, skoro obzerasz sie tak, ze az musisz lekami blokowac reakcje obronne organizmu. W necie jak wylewasz gorzkie zale to cie najpredzej po plecach poklepia jaki jestes dzielny. No super ale chcesz byc zdrowy, a nie dzielny do kurwy nedzy. Byles u psychologa/psychiatry czy bardziej dietetycy, holistic approach, Facebook studies I inne czary-mary?
0

Zaloguj się aby komentować

Koneser
Czy ja mogę sobie tutaj pisać mój "dziennikorelację" z tego jak powoli wychodzę na prostą? Bo zaczynam powoli wychodzić na prostą.
Morrak10 dni temu
Dajesz!
tymszafa10 dni temu
@dziki można, a nawet trzeba.
Rozkmin6 dni temu
Jeszcza Jak
0

Zaloguj się aby komentować

Zawodowiec
Coś cicho tu, więc chyba dobrze Co tam u was słychać? @adrian-wieczorek @dziki @pheno @tymszafa @tufro
pheno10 dni temu
@Rozkmin no może być z tym trochę ciężko. W sensie no będzie pewna pustka odczuwalna ale spróbuję dać sobie radę. Wyciągnę jak najlepsze samopoczucie z leków które biorę i jakoś będę odciągał myśli od picia. Przynajmniej przez parę tygodni będę się tak trzymał. Zobaczymy czy abstynencja się do czegoś mi przyda.
Rozkmin10 dni temu
@pheno "jakoś będę odciągał myśli od picia" no właśnie to "jakoś" mnie martwi. Można myśleć już teraz czym zastąpić "jakoś". Może jakiś nowy serial/gra, sport, inny ciekawy chalenge np. @morrak wrzuca codziennie foty ze spacerów, coś pewnie lubisz robić
pheno10 dni temu
@Rozkmin coś się znajdzie

Zaloguj się aby komentować