Kurde, zawsze chciałem zobaczyć na żywo plantacje konopii i dziś udało mi się to zrealizować. 😁
Wjechałem tam bez większego rozeznania czy trzeba rezerwować czy można od ręki przyjechać, ale na miejscu przywitała mnie właścicielka całego przybytku - Bam, która akurat kończyła oprowadzać parę Azjatów w wieku emerytalnym. Główny tour ze wszystkimi atrakcjami jest zaplanowany na jakąś godzinę rano, ale Bam często zostaje na farmie i oprowadza takie zbłąkane dusze, jak ja i jeden belg który przyjechał moment przede mną.
Na początku zostaliśmy przywitani giftem w postaci blanta z liścia palmowego, filterka z kukurydzy i Super Lemon Haze, krótkim wstępem z opisem dlaczego farma jest organiczna i ogólnym opisem wszystkiego, czym się zajmują. Ten gift bynajmniej nie był na wynos, bo zostaliśmy zaraz zaproszeni do spróbowania wyrobu. W międzyczasie Bam przyjęła dwie Brazylijki które dojechały chwilę później i które do nas dołączyły.
Po konsumpcji zostaliśmy oprowadzeni po wszystkich pomieszczeniach związanych z hodowlą rośliny, zaczynając od suszarni połączonej z magazynem w której trzymany jest finalny produkt, przez pomieszczenie w którym jest sprzęt do curingu, aż po namioty z roślinami (w każdej fazie wzrostu). Każdy proces został nam wytłumaczony tak dosadnie, że mam pewność, że na wzrost rośliny niema się wpływu faza księżyca (pytanie jednej z koleżanek z Brazylii XD), wraz z klonowaniem, trymowaniem, fazami rozwoju, no wszystko od A do Z.
W pełnym pakiecie są jeszcze warsztaty, więc można samemu zrobić swojego klona z dostępnych krzaków i odkupić go, czy bodajże zobaczyć proces tworzenia haszu czy resin.
Na koniec wróciliśmy do tego samego pokoju w którym zostaliśmy przywitani i można było sobie kupić coś na pamiątkę, jak chociażby 10g za 700 bahtów (ok. 18-20€), co zrobił kolega z Belgii. Bam na pożegnanie wyciągnęła jeszcze taki pojemniczek z „resztkami”, kazała każdemu skręcić sobie po blanciorze na rozchodne.
Jest w pytę. Mega polecam każdemu, kto będzie w Tajlandii odwiedzić to miejsce, bo to klimat jedyny w swoim rodzaju. Jedyną wadą był fakt, że w aktualnym, deszczowym klimacie, rośliny które zakwitły, są spisane na straty w 90%, bo nie dowożą jakości i z racji turystyki, są tylko na pokaz.
Jest wczoraj, a właściwie dzisiaj, bo właśnie minęła północ. Lekko ponad dwanaście godzin po rozmowie rekrutacyjnej. Poszedłbym spać, ale łapie mnie jakaś refleksja, tylko jeszcze nie wiem jaka. Zmęczenie czasem przyzywa różne takie przemyślenia, bo przestaję uparcie kontrolować siebie.
Kurdebele, mam!
Na samą rozmowę poszedłem z założeniem, że nie bardzo chcę tam pracować. Daleko (20 km), nie tak do końca co chciałbym robić, widełek w ogłoszeniu brak, jedynie hybryda trochę ratowała sytuację.
Przypomniałem sobie, jak wyglądała sama rozmowa, ich pytania, moje odpowiedzi, ale też odwrotnie. Przypomniałem sobie, że… nie czułem strachu. Tak, pojawiał się, ale momentami, w mikrodawce, z moją wiedzą o nim i to w trybie „teraz”.
Byłem, rozmawiałem, nawet śmieszki byli (już wiem, że kierownik umie w 2137 ). Ba, nie widziałem ich jako lepszych ode mnie, byliśmy po prostu równi. Rozmawialiśmy 1,5 godziny, a mnie ten czas nie tylko minął szybko, ale również nie bardzo chciałem wychodzić.
Czy mnie przyjmą – nie wiem, mam dowiedzieć się w przyszłym tygodniu. Jeśli się uda, będzie bardzo fajnie. Wiem jednak, że ta jedna rozmowa już dała mi dużo, bo widzę swoją zmianę (zacząłem siódmy tydzień L4, do tego 13 miesiąc terapii). Wychodzę z ogólnego trybu przetrwania i zgnojenia.
Czy jest prawdą, że wszystkie konie stają się szybkie, a wszystkie psy świetnie radzą sobie z tropieniem śladów? Czy skoro natura nie obdarzyła mnie szczególnymi darami, mam zrezygnować z wysiłków? Mam nadzieję, że nie. Epiktet nie jest lepszy od Sokratesa, lecz wystarczy mi, jeśli nie jest gorszy. Nie będę nigdy Milo, ale nie zaniedbuję swojego ciała; nie będę też Krezusem, lecz nie mam zamiaru zaniedbywać swojego majątku. Krótko mówiąc, nie powinniśmy rezygnować z dążenia do czegoś tylko dlatego, że straciliśmy nadzieję na osiągnięcie w danej kwestii doskonałości.
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.
Matthew 7:6, 12-14
At that time: Jesus said to his disciples, ‘Do not give dogs what is holy, and do not throw your pearls before pigs, lest they trample them underfoot and turn to attack you. ‘So whatever you wish that others would do to you, do also to them, for this is the Law and the Prophets. ‘Enter by the narrow gate. For the gate is wide and the way is easy that leads to destruction, and those who enter by it are many. For the gate is narrow and the way is hard that leads to life, and those who find it are few.’
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.
Matthew 7:1-5
“Do not judge, or you too will be judged. For in the same way you judge others, you will be judged, and with the measure you use, it will be measured to you. “Why do you look at the speck of sawdust in your brother’s eye and pay no attention to the plank in your own eye? How can you say to your brother, ‘Let me take the speck out of your eye,’ when all the time there is a plank in your own eye? You hypocrite, first take the plank out of your own eye, and then you will see clearly to remove the speck from your brother’s eye.
Kupiłem sobie namiot, i teraz sie zastanawiam. Gdzie go rozłożyć, tak zeby mi sie nikt do mnie nie przywalił, a jednocześnie, zeby to ni byl kolejny trawnik ze studentami w nastrojach alko.
Bardzo ciężko jest mi znaleźć dobre i ciche miejsce. Czytalem o glampingu, taki drogi kamping wlasnie w miejscach trudno dostępnych. Myslicie, ze jak sobie rozbije namiot w górach gdzies na grani to mnie ktos pogoni? Albo na wydmach nad morzem gdzies obok lasku?
@dziad_saksonski Gdybyś się wybierał do Norwegii, to możesz rozbić namiot praktycznie wszędzie w dziczy, nawet na prywatnym terenie leśnym, na maksymalnie dwie doby bez pytania o zgodę. Wyjątkiem są m.in. ogrody, pola uprawne i miejsca położone zbyt blisko zabudowań.
@dziad_saksonski Większość wybrzeża nad morzem jest kompletnie dzika. Obczaj na mapie fragment plaży oddalony o 3-4km od najbliższej miejscowości i spokojnie możesz tam kimać na wydmie bo będzie pusto. Nie raz tak robiłem za studenta bo było najtaniej xD