@magda również uważam że to dobra decyzja. Mój przyjaciel poszedł kiedyś właśnie w depresji na oddział. Posiedział miesiąc, nie był to może najlepszy miesiąc w jego życiu, cieszył się jak go spytali czy chce wyjść, ale też nie było tragedii, a nawet miał parę ciekawych historii z tego pobytu. Rzeczywiście ogarnęło go to i jak wyszedł to znalazł robotę i dawał sobie radę. Gdyby nie powrót i dalsza eskalacja używek po czasie, to może by wyszedł na ludzi.
To dobry krok również jeśli chodzi o określenie swojego stanu - to nie jest takie oczywiste przyznać, że jest się w przewlekłym stanie chorobowym, a nie że po prostu jesteśmy zjebani, czy leniwi, czy cośtam. Nie przed innymi, przed sobą. A szpital jest takim definitywnym oświadczeniem że jest serio źle i chcemy to zmienić. To ważne w leczeniu. I tak, w szpitalach jest syf, lekarzom się nie chce, często źle dobierają leki, umieszczają w pokoju z degeneratami itp. Ale wciąż jest to lepsze, niż nurzanie się samemu w chorobie, przyjmując to jako stan constans i w efekcie dryfując coraz dalej od "normalnego" życia. To nie wyrok dożywocia, to doraźne działanie. Sam gdzieś w twoim wieku rozważałem czy tam nie pójść. Nie poszedłem, ale czasem myślę że może trzeba było.
Gratki i powodzonka!