I po temacie,
Maraton Lizbona
Wynik netto: 308
Pogoda niemalże tropikalna, co chwile deszcz, wysoka wilgotność powietrza, czasem i słońce przygrzało. Przemoczona do suchej nitki. Niemniej klimat i trasa urokliwa. Większość lecieliśmy wzdłuż wybrzeża. Kilka ładnych podbiegów było. Na 31 kilometrze był obowiązkowy pit stop w toi toiu. Do 35 kilometra była bajka, leciałam na złamanie 3:15, miałam średnie tempo 436. Na ostatnich kilometrach była walka z okropnym bólem brzucha, musiałam zwolnić. Na prawdę było ciężko, był moment że chciałam już płakać bo prawie przeszłam do marszu z bólu. Dotruchtałam mordęgę przez jakieś 3 km. Udało się pod koniec mimo wszystko przyspieszyć i wlecieć całkiem rozpędzona na metę :D Miałam prawdziwe doświadczenie maratonu ;)
Dodatkowo okropnie obtarłam achillesa, byt i skarpeta konkretnie uwalone krwią. Był plaster naklejony przed biegiem, ale najwidoczniej pod wpływem ulewy się zmył.
Życiówka poprawiona z przed roku o 13 minut.
Jestem zadowolona. Etap maratonu przeszedł do historii :)
Jeśli chodzi o imprezę samą w sobie mega spoko, polecanko. Choć uważam, że nie jest to najlepszy wybór pod życiówki. Natomiast jeśli szukasz urokliwego biegu, to to jest to :D
@owczareknietrzymryjski thx. Przez pierwszą połowe to było co chwile pod górkę i zaraz z górki jak lataliśmy po tych małych miejscowościach, taka sinusoida. Im bliżej Lizbony tym profil się uspokajał.
@Opornik ślady walki
Za dużą intensywność trzymałam najwidoczniej, czyli ciut za szybko biegłam i organizm już dawał znać. Jakbym biegła pewnie ciut wolniej przy mniejszym tętnie przez poprzednie kilometry to problem by się pewnie nie pojawił 😃