Dziś słonecznie i spokojnie. Pospałem nieco dłużej niz ostatnio to i przyjemniej się biegło. Tylko zegarek mi świrował z tętnem więc przestałem na niego zerkać i biegałem mniej więcej równym tempem, nieco zwalniając pod górkę i przyspieszając z górki.
Po drodze biedronka, bo mi zabrakło cukru i zelfixow na dżemy truskawkowe.
21 stopni o poranku i nieco ponad 80% wilgotności - no było fest!
Chciałem sobie zrobić dzisiaj 6 interwałów 1km w tempie 4.15-4.25 i 500m przerwy. Ale coś popierdolilem w aplikacji i w zegarek się wklepalo 1mila biegu i 0.5 mili truchtu :D
Po 4 sesji miałem kryzys i oblałem się woda która miałem ze sobą, tylko że to prawie że nie parowało i miałem kałuże na mordzie do końca biegania. Ostatecznie nie zrobiłem 6 serii tylko 4 z hakiem, bo trochę czas mnie gonił, bo chciałem się porozciagac no i 6 tak długich interwałów to tak średnio z uwagi na sobotnie zawody.
Tuptanko w żółwim, spokojnym tempie. W ogóle się nie wyspałem dzisiaj i oczy mi się same zamykały w trakcie biegu. Ale chciałem tydzień rozpocząć od czegoś spokojnego i mieć czas na rozciąganie jeszcze, a to udało się w100%.
Jeszcze te sarenkę ze zdjęcia chwilę goniłem, bo stała spokojnej dopóki telefonu do ręki nie wziąłem xD menda się chowała gdzieś między drzewami i w trawie a już myślałem że żadnego zwierzaka dziś nie zobaczę.
No nic, tuptanko zrobione dzień będzie dobry, choć humor z rana jakoś popsuty
Strasznie ciężkie powietrze dzisiaj. Pewnie bieganie rano w zimnym i brak aklimatyzacji się odbiły dzisiaj. Generalnie, całkiem spoko. 6km w tempie 4.05-4.15, jakieś 400m marszobiegu i kolejne 3km w tempie 4.25.
Spotkałem w lesie kumpla i w zasadzie tak pobiegalismy na luzaku po okolicy, to dodreptalem do 20km.
W porównaniu do piątkowej dwudziestki, dziś się biegło bardzo ciężko. Troszkę brakuje tempowek jednak i na tych odcinkach 4.15 wydawało się morderczym tempem
W przyszłą sobotę w końcu ściganie na 7km w samo poludnie. Będzie szybko, nawet jak słońce usmaży.
Wczoraj nieźle popadało, więc rano widoczność nie była zbyt duża. Biegło mi się fajnie, wstałem o 5.00, wyruszyłem o 5.20 i już wiedziałem że 20km wpadnie na luzie. No i wpadło
Całość na średnim HR 155, zegarek znów mi łapał nierealne tetno momentami, ale wciąż jeszcze akceptowalna ilość razy.
Drugi dzień delegacji, co prawda to już nie ten sam alko wypad, ale wczoraj po kilku piwkach graliśmy jeszcze w kosza na 100czni - kurde, dawno się tak nie bawiłem!
Dzisiaj przeleciałem sobie nad morze, przebiegłem się trochę trawa, pobiegałem po parku i wróciłem do hotelu. Czas się pakować trochę popracować i wracać do ukochanej rodzinki.
Wcale nie jestem odpowiedzialny! Trochę wczoraj pochlalem i alkomen jeszcze w żyłach płynął, ale nie wstałem rano no i musiałem zrobić sobie krótszy trening niż zaplanowałem sobie (5 serii zamiast 8). Na delegacji też da sie jednak pobiegać.
Znalazłem w okolicy jakiś stadion(ale trochę go szukałem) i przeleciałem sobie 5x800 i 400m przerwy - weszło fajnie, nóżka się mega kręciła i biegałem szybciej niż to co mi strefa podpowiadała (4.06-4.18). Oby zdrowie dopisało i będzie dobrze.
@mkbiega To by było szalone, gdyby cała sztafetowa ekipa jednego dnia pochlała i nagle wszyscy następnego dnia wstawiają swoje wyniki po alko. Mielibyśmy piękne, alkoholowe, biegowe igrzyska. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
2 dni przerwy od biegania spowodowane czymś w rodzaju zatrucia pokarmowego z czego jeden leżałem zwinięty w kłębek większość dnia - i tak myślę że to po piwie bezalkoholowym xDD
Efekt to -3kg na wadze przez prawie głodówkę, bo wszystko co przyjąłem to zwracałem.
No ale według tego co sobie rozplanowalem ładnych parę tygodni temu miałem dziś srogo pobiegać, czyli 2x8km na takie 4.20-4.30 z jakąś przerwa rozgrzewka i schłodzeniem.
No i to musiało się nie udać co zresztą przeczuwałem xD
3km rozgrzewki, potem przebiegłem 2km w tempie 4.20 a noga i brzuch to myślałem że mi odpadną xD zrobiłem sobie trochę chodzenia i spróbowałem znowu, ale noga jak z waty i nie chciała czlapac.
Poklepalem się po głowie, znowu się przeszedłem i lecę dalej. No ale silnik fest zacięty, już głowa się zagotowała i leciałem te 4.50 przez jakis śmieszny dystans i znowu silnik mi zgasł. Stwierdziłem że to faktycznie nie ma sensu i skróciłem sobie trasę. Ale postawilem sprawe jasno, że chociaż jeden krótki odcinek przełęcę konkretnie, no to pyknelo 1.2km w tempie 3.55 xD potem trochę truchtu i 400m w podobnym tempie na wyjście z lasu
Nogi jak z waty przez połowę dnia jeszcze, nieźle mi organizm przetrzepalo.
Jutro robię sobie wolne, a potem wracam na dobre tory.
@scorp @Aya @Zioman @tyci_koks @Zielczan dzięki, znioslem sam to dość spokojnie, bo już miałem takie wyraźne przeczucie, że koniec się zbliża, no ale wiadomo jak to że strata jest. Ale reakcja mojej żony no i dzieci mnie kompletnie rozbiła.
W planie 5km rozgrzewki, a potem 12km w tempie 4.10-4.20. znowu zmęczenie wygrało i przebiegłem 5km w takim tempie, silnik się zerwał, pokrecilem się trochę po okolicy i wróciłem do domu. Trochę tę niedzielę muszę chyba zmienić, bo mocne biegi mi w nią nie wychodzą totalnie.
Głowa mnie napierdziela od rana bo dzieciaki gorsza nockę miały i jeszcze wstały zadowolone o 6.30 - a ja totalnie nie wypoczęty.
Także to był pierwszy Parkrun od dawna na którym nie podjąłem rękawic i się nie ścigałem - ustaliłem sobie tylko, że przebiegne w 22 minuty i cel na spokojnie osiągnąłem (21.49). Co śmieszne, ból głowy po takiej piątce prawie mi ustal, ale rozerwą trwała jakieś 2h i wróciło znowu. Jeszcze tylko słonko przygrzewalo na podbiegu do domu, ale dobrze się czułem,tylko tętno mi w kosmos wywaliło
Dłuższe wybieganie w strefie budowania bazy - chyba nigdy nie zrobiłem sobie dłuższego biegu niż 17km poza weekendem.
Dużo zwierzyny po drodze, to i jest się czym dzielic w foteczkach - zajączki byy co prawda 2 ale jeden zdąrzył się schowac. Było znacznie chłodniej niż ostatnimi dniami (7stopni), wiec chociaż tempo pozostało to samo co ostatnio, to tętno było zauważalnie spokojniejsze.
I kupiłem też kwiatki dzieciom, co by mamie dały - uciechom nie było końca.
Duszno na zewnątrz dziś i ciepło, ale momentami potrafiło chłodem powiać. Słoneczko pięknie świeci, a ja nietypowo bo całą swoją trasę dziś po chodniku.
Plan to rozgrzewka, 6.5km w zakresie do 158 tętna i schlodzenie.
Moje buty mają już wyraźnie dość, ale są wciąż wygodne i przyjemnie w nich pobiegać (w zasadzie przetarcia pojawiały się już po 500km ale reklamacja u Asics i dostałem nowe). Mimo to chyba czas się rozejrzeć za 3 parą. Mam taki dobry humorek dzisiaj że nawet bieda mema zrobiłem z tej okazji. 200km w tym miesiącu już wpadło!
Hej Słoneczko! Chociaż się nie lubimy, to wiem że w końcu zostaniemy przyjaciółmi.
Ostatnie dni z zawalonym i zatokami i czerwonym gardłem - nie wiem czy to jest powodem zjazdu energii w ostatnich dniach, czy może wyższa temperatura ssie że mnie wszystko czy może mało snu przez ostatnie dni się odbija? A może wszystko na raz. W każdym razie,
niedziela - miało być 3x4.5km w tempie 4.15-4.20. Wyszło 1x2.5km i 1x1.5km w tempie 4.15 i zgasiłem, pobiegłem do domu,
wczoraj - typowa regeneracja, truptanko
dziś z mała przerwa ale zrobiłem 11km w tempie 4.35 - z trudem bo tetno nie było wcale niskie (ponad pół godziny powyżej 170). znowu dziwny ból w biodrze się pojawił - wychodzi teraz że się nie rozciagalem przez kilka dni.
Schlodzenie wyszło mi bardzo wolno, bo ogarnąłem że zgubiłem 40zl z plecaka na bazarek i az mi się biegać odechciało,także wypłaciłem kolejne pieniążki i zajadalem się dziś już truskaweczkami (15zl/kg!)
Ale będzie lepiej, tylko się obserwować i nie przesadzać.
Rozgrzewka, Parkrun i schłodzenie połączone z szukaniem na bazarze truskawek (bezskuteczne).
Zjadłem późno śniadanie, jeździło mi w brzuchu więc pobiegłem na Parkrun z myślą, że zrobię swoje i polecę w granicach 22 minut. Ale dojrzała we mnie decyzja przed startem, że robię dziś sub 20, bo pogoda w sumie super a kolejne tygodnie mogą być gorące i o życiówkę będzie raczej trudno. Kumpel zaproponował że mnie poprowadzi.
Pierwszy kilometr wyszła cienizna - 4.13. Ale trzymam się dalej i przyspieszamy konkretnie, bo drugi kilometr wpadł 3.48 :D
Potem toczyłem się w granicach 4 minut cały czas, a na4 km słyszę że mamy do nadrobienia 7 sekund. No to trzymam tempo cały czas zerkając sobie na zegarek - jest dobrze. Ostatnia prosta z bluzgami od kumpla pomogła, mimo że sił na mocne tempo już trochę brakowało. Ostatecznie plan wykonany - 19.54 to nowa zycioweczka! ❤️Zegarek z wrażenia zastopowalem nieco później :D
Najbardziej mnie cieszy fakt że po 2km na 3.48 totalnie mnie nie odcięło - po prostu 3km jest najbardziej nierówny i dałem sobie nieco odetchnąć. Jeszcze jutro zaplanowałem porządne interwały i myślę, że fajrant się należy za dobrze przepracowany tydzień.
Dobrze wiedzieć. U mnie pękło 25 minut i to też była jakaś bariera. W przyszłą niedzielę w planach jest złamanie 50 minut na 10k. Mentalnie czuje się gotowy, mam nadzieję że się uda. Zostanie mi wtedy ostatni cel na ten rok, czyli półmaraton poniżej 2h na jesień w Krakowie
Nastawiłem sobie budzik na 5:17. Obudziłem się sam o 4:58, ale stwierdziłem, że 20 minut jeszcze warto dospac. Zrobiłem mrug i obudziłem się o 5:48 z soczystym "k***aaa, jak to się dzieje" xD
2 raz mi się cos takiego zdarzyło, ze mi budzik nie zadzwonił. Dobrze, że młody ma nad ranem twardy sen to wymknąłem się z domu o 6.02.
Na dziś rozgrzeweczka, 13km przy tętnie poniżej 159 i do domu. Trasę zaplanowałem idealnie, bo 13km styknęło mi akurat na początku podbiegu do domu. A górkę pokonałem też na niższym tętnie, więc tempo poleciało łeb na szyję.
Czuc ze się ciepełko robi, bo dobiegłem do domu spocony jak świnia. Jeszcze miesiąc i będę musiał brac coś do wycierania oczu xD
Dziś zrobiona rozgrzewka, potem nieco ponad 11km ciągłego, starałem się trzymac w okolicy 4.40-4.50 i wyliczyc trasę tak, żeby przed podbiegiem na osiedle te 11 km pyknęło. Nie pomyliłem się wiele, ale ostatnie 300-400m musiałem dac przez to mocniej. No i schlodzenie do domu.
Na ryneczku truskawki po 24zl/kg, wiec muszę jeszcze czekac na lepszą cenę na przetwory :D
@urlaubowicz a to z podbiegu do domu - zawsze wracam trasa gdzie mam 560m podbiegu na średnio 8% wzniesieniu ( wiem że stravy, a znak jest na 11%). Czasem jest tak że na szczycie to mam wyskok pikawy jak tutaj