
WujekAlien
- 3341wpisów
- 10150komentarzy
Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz

Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
315 286,07 - 2,34 - 1,47 = 315 282,26
Leniwy poranek, może więcej tuptania po południu, bo szykuje się wizyta w urzędzie i odbiór dowodu osobistego :(
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Trzymajcie kciuki, udało się przejść do kolejnego etapu i w czwartek ostatnia rozmowa rekrutacyjna, jak nie wyjdę na psychopatę, to jest szansa na koniec z bezrobociem jeszcze w maju ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
(no dobra, technicznie, to nie bezrobocie, bo jestem jeszcze niemal 3 miechy na wypowiedzeniu, ale mentalnie już tak)
#pracbaza #rekrutacja
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Gnocchi z sosem szafranowym, szparagami i cukinią #obiadek #jedzzhejto #ceramikaboleslawiec

Zaloguj się aby komentować
781 + 1 = 782
Tytuł: Solenoid
Autor: Mircea Cartarescu
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: ArtRage
Format: ebook
Liczba stron: 784
Ocena: 7/10
"Solenoid" to jedna z tych książek, które trudno opisać klasyczną recenzją, bo ona właściwie wymyka się prostej fabule. Niby opowiada o niespełnionym pisarzu, nauczycielu rumuńskiego w podmiejskiej szkole w Bukareszcie, który prowadzi dziennik pełen wspomnień, snów, cielesnych obsesji, szkolnej codzienności i metafizycznych wizji. Ale tak naprawdę jest to ogromna opowieść o porażce, samotności, ciele, literaturze, śmierci i pragnieniu wydostania się poza granice zwykłego życia.
Najbardziej doceniam w tej książce jej kompletność. Cartarescu stworzył powieść totalną - taką, która chce pomieścić wszystko: dzieciństwo, komunizm, Bukareszt, chorobę, szkołę, erotykę, sny, owady, śmierć, religię, matematykę, fizykę, literaturę i kosmos. Są tu fragmenty naprawdę wybitne, szczególnie wtedy, gdy autor opisuje miasto jako organizm albo ludzkie ciało jako coś jednocześnie obrzydliwego, kruchego i metafizycznego. W najlepszych momentach miałem poczucie obcowania z książką wielką, dziwną i bardzo osobistą.
Jednocześnie właśnie ta kompletność jest dla mnie największym problemem. W "Solenoidzie" jest wszystkiego po trochu i nic konkretnie. Książka potrafi zachwycić jednym akapitem, a za chwilę kompletnie zgubić czytelnika w dygresjach, snach, symbolach i cielesnych opisach, które ciągną się daleko poza moją cierpliwość. Mamy cudowny rozdział, a chwilę później bohater wyciąga kolejny fragment sznurka z pępką, jakby chciał sprowadzić czytelnika na ziemię mówiąc: nie przyzwyczajaj się do dobrego. Często czułem się bardziej wrzucony w cudzy majak niż prowadzony przez opowieść. Lubię literaturę wymagającą i dziwną, ale tutaj zagubienie nie zawsze dawało satysfakcję - czasami było po prostu męczące.
Najbardziej przeszkadzały mi fragmenty, które celowo balansują na granicy obrzydzenia. Rozumiem, że ciało jest tu jednym z głównych tematów, że wszy, skóra, pępek, choroby, wydzieliny i pamiątki swojego ciała, mają pokazać człowieka jako istotę biologiczną, śmiertelną i uwięzioną w materii. Tylko że momentami miałem poczucie, że autor tak mocno dociska ten motyw, że zamiast pogłębiać doświadczenie, wybija mnie z immersji. Czujemy, że bohater jest książkowym przykładem psychopaty, a jednocześnie jest nauczycielem, co samo w sobie jest też mocno niepokojące. A opis szkoły, kar cielesnych, traktowania dzieci, spuszczania wpierdolu nauczycielom z zemsty, czy tatuowania uczniom herbu szkoły, wcale nie pomaga i jeszcze bardziej pogłębia tę psychozę. Podobnie działał nadmiar metafizycznych tropów - solenoidy, sny, sekty, znaki, ukryte wymiary - wszystko to jest fascynujące, ale razem tworzy czasem bardziej katalog obsesji niż spójną historię, której autor też przesadnie nie tłumaczy.
Podsumowując:
To weird fiction, bez horrorowego sznytu, to literura piękna, która skręca w rejony "Pachnidła". To książka o fizyce, bez tłumaczenia zagadnień fizycznych. To sci-fi, które przeradza się w "Powrót króla" z Frodem idącym zniszczyć rękopis zamiast pierścienia. Jest tu tak wiele wątków i nawiązań (subtelnych, ale jednak), że łatwo się zgubić. Z jednej strony każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale pytanie: czy każdy powinien? Czy na tym polega literatura, żeby jedna książka próbowała zadowolić i zniesmaczyć gusta wszystkich czytelników na raz.
Dla mnie to 7/10 - książka imponująca, gęsta i miejscami genialna, ale też przesadnie rozdmuchana, dezorientująca i momentami odpychająca. Doceniam jej ambicję i literacką siłę, ale nie mogę powiedzieć, że dałem się jej w pełni porwać. To raczej doświadczenie niż powieść: ważne, intensywne, ale nie zawsze przyjemne.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
315 374,77 - 21,37 = 315 353,40
Drugi papatonik z rzędu. Z Mokotowa na Żoliborz wzdłuż Wisły.
#ksiezycowyspacer #2137
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
779 + 1 = 780
Tytuł: To za dużo dla mnie
Autor: Darko Cvijetic
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Format: ebook
Liczba stron: 150
Ocena: 8/10
To nie jest książka, którą da się "opowiedzieć". To raczej doświadczenie - poszatkowane, niespokojne, momentami wręcz odpychające, a jednocześnie dziwnie przyciągające. Cvijetić buduje swoją opowieść wokół Filipa Latinovicia - zbrodniarza wojennego, który wraca do domu po latach i zamiast potępienia dostaje coś znacznie bardziej niepokojącego - status bohatera - symbolu. To punkt wyjścia, ale szybko okazuje się, że fabuła jest tu tylko szkieletem dla czegoś znacznie cięższego.
Największą siłą tej książki jest jej forma. To kolaż: notatki, listy, monologi, urwane sceny, cytaty, powroty do tych samych motywów. Historia nie płynie - ona się rozrywa na kawałki i scala na nowo. I to działa, bo dokładnie tak funkcjonuje pamięć i trauma. Już od pierwszych stron widać, że autor świadomie rozbija narrację, zestawiając różne głosy i porządki - literackie, historyczne i osobiste. Dzięki temu czytelnik nie dostaje jednej wersji świata, tylko chaos, który musi sam uporządkować.
Bardzo mocno wybrzmiewa tu motyw winy. Nie jako jednorazowego aktu, ale jako czegoś, co zostaje z człowiekiem na zawsze. Świetnym przykładem jest obraz "niesienia kości" - przekonania, że każdy powinien dźwigać szczątki tych, których zabił. To jeden z tych fragmentów, które wchodzą pod skórę i zostają tam na długo. Podobnie działa cały wątek powrotu Filipa - człowieka, który sam widzi siebie jako mordercę, podczas gdy społeczeństwo próbuje zrobić z niego symbol.
Ciekawie wypadają też nawiązania do "Zbrodni i kary". Nie są one tylko literackim mrugnięciem oka - raczej próbą przepisania tej historii na realia wojny i współczesności. Raskolnikow u Dostojewskiego mierzy się z winą jednostkową, tutaj mamy winę zbiorową, rozmytą, często wypieraną. To mocne zestawienie, które pokazuje, jak bardzo zmienił się kontekst moralny w ciągu 1 wieku.
Jednocześnie to książka trudna w odbiorze. Brak klasycznej fabuły, ciągłe przeskoki, brutalność obrazów i języka - wszystko to sprawia, że momentami można się od niej odbić. Są fragmenty, które wydają się chaotyczne albo zbyt hermetyczne. To książka, za którą trudno "przepaść", ale od której trudno się oderwać. Jest w niej coś magnetycznego - może szczerość, może brutalność, może fakt, że nie próbuje być wygodna dla czytelnika. To literatura, która bardziej działa niż opowiada i choć momentami męczy, to zostawia po sobie ciężar, którego trudno się pozbyć.
Po raz kolejny musze zganić polską okładkę książki, która jest nijaka. A w porównianiu z oryginalną (2 zdjęcie), wypada blado.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
778 + 1 = 779
Tytuł: Długa noc zimowa
Autor: Elizabeth Hand
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: ebook
Liczba stron: 418
Ocena: 5/10
Wpierdzieliłem się w cegłę "Solenoid", której lektura skutecznie wydłużyła mi czas czytania innych książek.
"Długa noc zimowa" to książka, która teoretycznie powinna bardzo dobrze trafić w mój gust: mamy postapokaliptyczny świat, dziwną biologię, resztki upadłej cywilizacji, eksperymenty na ludziach, ruiny, mity, teatr i bohaterów próbujących zrozumieć własną tożsamość. Na poziomie pomysłu jest tu naprawdę dużo rzeczy, które mogłyby złożyć się na mocną, duszną i niepokojącą powieść weird fiction, które lubię. Problem w tym, że sama lektura częściej mnie męczyła, niż wciągała.
Najbardziej podobał mi się klimat. Elizabeth Hand potrafi stworzyć obrazy, które zostają w głowie: laboratorium, Miasto Drzew, zrujnowane przestrzenie, rytuały, dziwne istoty i świat po katastrofie, który nie jest prostym pustkowiem, ale czymś bardziej organicznym, chorym, przerażającym i nieprzewidywalnym. Ciekawy jest też pomysł Wendy jako empaty - osoby stworzonej do przejmowania cudzych traum, która dopiero przez cudze emocje zaczyna uczyć się własnego człowieczeństwa.
Niestety dla mnie to za mało, żeby książka naprawdę zadziałała. Autorka zasypuje czytelnika nazwami, frakcjami, pojęciami, mitologicznymi odniesieniami i fragmentami historii świata, ale zbyt rzadko daje wystarczające oparcie, żeby się w tym wszystkim odnaleźć. Uwielbiam techniczny żargon w książkach postapo i wszystkie aspekty tego, jak doszło do katastrofy. A tu często miałem wrażenie, że zamiast odkrywać świat, muszę się przez niego przedzierać. To nie była dla mnie przyjemna tajemnica, tylko chaos, który utrudniał immersję.
Za zbędne uznałbym nadmierne komplikowanie wszystkiego: mitologii, języka, struktury świata i symboliki. Niektóre elementy brzmią ciekawie same w sobie, ale nie zawsze pracują na emocje albo fabułę. Momentami miałem poczucie, że książka bardziej chce wyglądać na głęboką i niejednoznaczną, niż naprawdę prowadzić czytelnika przez mocną historię. Przez to nawet dobre sceny tracą siłę, bo giną w nadmiarze ornamentów.
Największym problemem było dla mnie to, że trudno było się emocjonalnie przywiązać do bohaterów. Wendy i Rafael mają ogromny potencjał, ale ich historia zbyt często znika pod warstwą symboli, wizji, rytuałów i dziwności dla samej dziwności. Lubię literaturę wymagającą i nieoczywistą, ale tutaj zbyt często czułem dystans zamiast zaangażowania. A szkoda, bo potencjał był na prawdę niezły.
Książka z bardzo ciekawym światem i kilkoma świetnymi pomysłami, ale zbyt chaotyczna, przeładowana i nieprzejrzysta, żeby naprawdę mnie porwać. Zamiast hipnotycznej, postapokaliptycznej opowieści dostałem powieść, która miała duży potencjał, ale za często sama sobie przeszkadzała.
Książkę wygrzebałem na dysku z paczki setek PDFów i zachęciła mnie bardzo skrajnymi ocenami na LubimyCzytać.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
315 633,11 - 21,37 - 1,39 - 1,11 = 315 609,24
Papatonik z rana (pętelka wokół lotniska) i drobnica z wczoraj
#ksiezycowyspacer #2137 #papaton
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Nowa roślinka już na balkonie, zobaczymy jak jej pójdzie w stosunku do poprzednich lokatorów, których zabiła zima dekady :( #ogrodnictwo #balkonowyogrodek #rododendron

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
119 156 238 - 250 - 250 - 150 = 119 155 588
Piasecki chudy z bananem i malinami z dziś + chudy z rzodkiewką i skyr do kanapek z wczoraj
#pletwalztwarogu
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować