Ostatnio klientka robiła u mnie okulary, recepta z zewnątrz - od okulisty na NFZ.
Już przy odbiorze coś kręciła głową, że wydają się za mocne. Zmiana dość duża, pewnie musi się przyzwyczaić. Powiedziałem niech ponosi parę dni i jak będzie źle to niech wróci. Wróciła po kilku dniach. Zaprosiłem ją na badanie do gabinetu.
Wyszło, że jest przekorygowna o 0,50 dptr w sferze i aż o 1,25 w cylindrze! K⁎⁎wa, to nie jest jakaś drobna pomyłka, to nie jest niedopatrzenie. To spierdolona robota.
Wystawiłem jej receptę, podbiłem, podpisałem. Myślała, że ja jej za darmo wymienię soczewki. Czasem tak robię, ale po pierwsze: to były zbyt drogie szkła. Po drugie: lekarze nigdy się nie nauczą, że popełniają błędy, jeśli ludzie nie będą chodzić z reklamacją. Powiedziałem jej, że daję jej receptę, i że lekarze mają obowiązkowe ubezpieczenie, i niech do niego idzie i powie o wszystkich objawach związanych z noszeniem tych okularów. Poradziłem też, aby nie wyskakiwała od razu z moją receptą, bo lekarze nie lubią, żeby ktoś ich pouczał, zwłaszcza jakiś magister.
Dziewczyna dziś wróciła. Lekarz jej powiedział, że owszem on jej odda za okulary, gdy tylko będzie trzymała w ręku... wyrok sądu w tej sprawie.
Kurtyna.
#lekarz #optyka #okulista












