
Furto
- 1089wpisów
- 3881komentarzy

Zaloguj się aby komentować
Dzień 286., strona nr 80
Student medycyny odbywa staż w pogotowiu ratunkowym. Odbiera telefon, zgłoszenie do wypadku. Po chwili mkną w karetce - on, pielęgniarka i oczywiście kierowca-sanitariusz. Stres, trema, wilgotne dłonie...
W pewnej chwili kierowca kurczowo łapie się dłońmi za gardło, zaczyna charczeć i wybałusza oczy. Pielęgniarka bez namysłu z całej siły wali go w głowę walizeczką z medykamentami, po czym wszystko się uspokaja.
Student ze zdziwienia nie może wypowiedzieć słowa... Po chwili sytuacja się powtarza: kurczowy chwyt za gardło, ochrypły głos, piana z ust, wychodzące z orbit oczy... Znów w ruch idzie walizka i znów kierowca zachowuje się normalnie. Student nie wytrzymuje:
- Co się panu stało!? Może jakoś mogę pomóc?
- Eeee... niee... ja tylko tak się z siostrą drażnię... bo wczoraj jej mąż się powiesił...
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
365 233 + 2 + 2 + 2 + 30 = 365 269
Miało być na dole żony nr 2 (#pdk), ale tak dobrze nogi podawały, że uj z tego wyszedł i ostatecznie wyszło całkiem szypko
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj wyświetliło mi się, że wczoraj była 18 rocznica pamiętnego biegu Bolta na IO 2008 w Pekinie. Ależ ten czas zapierdziela
PS. I nie, rekord świata wcale nie mógł być lepszy od 9,58 z 2009.
#sport #lekkoatletyka #gimbynieznajo
Zaloguj się aby komentować
361 335 + 6 + 3 + 6 + 506 = 361 856
Zgorzelec - Świnoujście vol. 2
Tryumf głowy nad rozumem
Rok temu ta trasa siadła elegancko, więc od razu wiedziałem, że przyjdzie czas ją powtórzyć. Pierwotnie miałem ruszyć w czerwcu, ale z uwagi na zapowiadany kataklizm pogodowy (non stop ulewy, burze i 6 stopni w nocy), jedynym racjonalnym posunięciem musiała być zmiana terminu. Zrekompensowałem to sobie udanym Gdańskiem tydzień później, więc nawet zbytnio nie bolało.
Letnie plany miałem mocno zagęszczone i jedyną wolną datą pozostał 15 sierpnia.
Do tego, gdy ja jechałem do Gdańska, mój znajomy z dwójką swoich znajomych miał jechać właśnie z okolic Zgorzelca do Świnoujścia, jednak musieli zrezygnować ze względu na silne burze. Ów znajomy ma parę latek na karku więcej ode mnie, jednak jest równie szybki, ale nie ma w ogóle doświadczenia w ultra. Zgadaliśmy się więc na wspólną jazdę, coś tam mu podpowiedziałem przed, a wiedziałem że więcej rzeczy przypomni mi się w trakcie kręcenia. Wyruszyliśmy ze Zgorzelca po 8 i od początku narzuciliśmy sobie dobre tempo, korzystając ze sprzyjającego wiatru. Pierwszy pit stop na 68. km zrobiliśmy bez żadnej przerwy w zaledwie 2h15min, jadąc po 15 min. zmianach. Wiedzieliśmy, że później będzie grzałka, ale mieliśmy nadzieje na sprawdzenie się prognoz, które wieściły największy upał na zachodzie Dolnego Śląska, a wyżej miały być max 32 stopnie. Takiego wała, jak trasa cała. 30 stopni było zanim wybiła 11:00, a przed 13 najpierw dobiło do 35, a później nawet 36 stopni. Dużo, bardzo dużo, a ja do tego znosiłem to o wiele gorzej niż podczas wypadu na Pomorze. Wydatnie pomagała w tym charakterystyka trasy, z nielicznymi fragmentami pod osłoną drzew. Przerwy robiliśmy czasem co dosłownie 20 minut, bo kręci się Ziemia wokół Słońca, a dostać można szału z gorąca. Na jednej z nich na ok. 140 km wypiliśmy po wiadrze wody i zamieniliśmy parę zdań z Polakami robiacymi taką samą trasę, ale rozbitą na kilka etapów. W momencie wsiadania na rower pomyślałem jedynie "o k⁎⁎wa, nie podoba mi się to", bowiem przeszły mnie silne dreszcze z zimna. 36 stopni, a mną telepie? Za⁎⁎⁎⁎ście. Następne 20 minut jechałem co prawda na przodzie, ale z każdą minutą izolowało mnie od otoczenia. Szczęśliwie wjechaliśmy właśnie do miasta, w którym oznaczone miałem netto i można było uzupełnić płyny, a także zjeść coś byle nie słodkiego. Od razu wszedłem na teren sklepu i ach, gdyby tylko zrobić coś na wzór heatmapy ze Stravy, mógłbym dostać etat w Ministerstwie Głupich Kroków. Piwo zero, izotonik, loda (nie wiem co mnie wzięło na niego xD) i słoną bułkę kupowałem przed blisko 20 minut. Kompletny nieogar. Całe szczęście, że spożycie ww. przyniosło pozytywny efekt i wróciłem do żywych. Ruszyliśmy dalej, jednak kręcenie przychodziło nam z coraz większym trudem. Po przerwie w Słubicach na domiar złego, przyszło nam jechać już nie tylko w 35 stopniach, ale także z porywistym wmordewindem. Zmiany zupełnie się posypały i mieliśmy fragmenty z jazdą po 22-24 km/h. Szczęśliwie, choć kierunek wiatru miał pozostać taki sam, na szczęście jego siła zmalała i jakoś pchaliśmy własne kropki na mapie.
Niestety wraz z zapadaniem zmroku, zauważyłem że lampka znajomego zostaje coraz częściej z tyłu. Spowodowane to było wyczerpaniem i problemami żoładkowymi. Niestety na 270 km., na kolejnej przerwie, podjął decyzję, że nie warto ryzykować rozwalenia sobie mordy o beton w letargu i ogarnął sobie nocleg 15 km dalej. Bardzo mądra decyzja, a przy okazji rzucona pułapka w moją stronę, bowiem nocleg był atrakcyjny cenowo, w pokoju były 3 łóżka, a w nocy istniało spore ryzyko kilkugodzinnych opadów deszczu. Walka jaką stoczyłem ze sobą, zdając sobie sprawę, że pękła ledwo połowa trasy, a ja zdecydowanie nie mam dobrego dnia, to były poważne ciężary.
Wygrałem ją jednak, w czym istotny wpływ miał nasz forumowy koleżka @npnptcn, który z d⁎⁎y wywołał mnie do tablicy na privie. Lepiej sprawdźcie swoje telefony, czy nie macie pod klapką od baterii włożonej pluskwy. Pocieszył mnie, że może lać przez wiele godzin lub tylko chwilę... co sprawdziło się w najoptymistyczniejszym wariancie i zaledwie 20 minut jechałem w deszczu. Los był aż nadzbyt łaskawy, bo przez kolejne 2 godziny jechałem nonstop po kałużach, które wskazywały na potężną ulewę, która tamtędy przeszła. W nocy szło mi całkiem w porządku, przerw nadal było dużo, ale waty ruszyły się nieco w górę. Odliczałem czas do wschodu słońca i gdy zaczynało powoli jaśnieć, wiedziałem że już dokręcę do końca. Niewiele robiłem sobie nawet z wiatru, który tylko na nielicznych fragmentach pokazywał rogi i miał coś do powiedzenia. Ostatnie 4 godziny jazdy nieśmiało określę jako mój popis, bowiem całkowicie udało mi się zdominować zmęczenie i wykręcić ok. 230W NP. Jeszcze rok temu w moim stałym programie dłuższych wypadów było to, że nie miałem siły na depnięcia w końcowych fragmentach, a dzisiaj jedynie bardzo słaby tydzień pod kątem snu i upał, spowodowały męczarnie. Ostatecznie po ponad 26 godzinach udało mi się dojechać do celu podróży i zeżreć na plaży najpyszniejszą pizzę świata, popitą równie dobrym browcem. Kwestia ta nie jest kwestią sporną xD
PS. W jakiś sposób Bryton ukradł mi kilka km, ale jak dokładnie, to pozostanie już jego słodką tajemnicą.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Dzień 285., strona nr 518
Pyta kura koleżanki:
- Co robi twój mąż?
- A... coś grzebie przy samochodzie!
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
5 888 656 - 1 000 = 5 887 656
Prawdopodobnie było 1050, bo w pewnym momencie na parzystym było nieparzyście, a na koniec się wyrównało, ale już mniejsza.
#plyniemydojadraziemi #plywanie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Dzień 285., strona nr 43
Przychodzi baba do lekarza.
- No i co, pomogły pani te lekarstwa, które przypisałem na hemoroidy?
- Tak pół na pół - odpowiada baba. - Te długie śliskie tabletki to jakoś połknęłam, ale tego kremu, co mi go pan przepisał, to nawet z chlebem zjeść nie mogłam.
Tag do obserwowania lub blokowania:#wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
359 681 + 55 = 359 736
Kursowanie z nowym ratchetem. Hałasu nie ma, jest jakiś dźwięk ale innego pochodzenia, jutro wyczyszczę cały napęd, to może zniknie. Nogi ciężkie, dopiero pod koniec zaczęły się kręcić.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Dublecik, bo do tanga trzeba dwojga, czy jakoś tak.
Dzień 284., strona nr 246
Złośliwy właściciel zakładu produkcji nagrobków podarował żonie na urodziny tablicę z napisem: „Tu spoczywa Ruth, zimna jak zawsze".
Cieszył się ze swego dowcipu, dopóki na swoje urodziny nie otrzymał w prezencie od małżonki nagrobka z napisem: „Tu spoczywa Bruce, nareszcie sztywny".
Gdy przeczytano testament, wdowa wpadła w wielki gniew ponieważ okazało się, że mąż nie zostawił jej w spadku ani grosza zapisując cały majątek kochance.
Rozgniewana kobieta udała się natychmiast do kamieniarza, u którego wcześniej zamówiła nagrobek dla nieboszczyka.
- Trzeba koniecznie zmienić napis! - zażądała.
- Za późno, proszę pani. Już wykułem w kamieníu „Spoczywaj w pokoju".
- To w takim razie proszę dodać pod spodem „dopóki sie znów nie spotkamy"!
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
359 242 + 4 + 2 + 2 + 36 = 359 286
Miałem wczoraj zawieźć po pracy rower do serwisu, ale przyszło mi do głowy jeszcze jedno rozwiązanie, więc postanowiłem je sprawdzić. Rozwiązanie się nie sprawdziło i zawróciłem po 2km. W serwisie powiedzieli mi, że nie wiedzą co powoduje hałas (xD), ale ich zdaniem coś z ratchetem. Zamontowałem wczoraj stare sprężyny i dzisiaj się przejechałem. Jest lepiej, ale jutro w paczkomacie będę miał oryginały od DT, liczę że załatwi to sprawę.
W ogóle wróciłem po pracy, zrobiłem obiad i przy Farmie Clarksona zaczęło mi się zamykać oko. 16:15, różowa mówi "idź się zdrzemnij", no to zacząłem ustawiać budzik na 17, a ta do mnie "spokojnie, obudzę cię". No i bym nie miał ręki, bo obudziłem się obok niej o 19:05
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Dzień 283., strona nr 31
Podczas przyjmowania nowego pracownika:
- Jak długo był pan w poprzednim zakładzie?
- Dziesięć lat.
- Opuścił go pan wskutek wypowiedzenia?
- Nie, dzięki amnestii.
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Dzień 282., strona nr 26
Domokrążcy udało się przekonać kobietę, żeby pozwoliła mu na prezentację najnowszego modelu odkurzacza.
- Szanowna pani, przysięgam, że osobiście zjem to, czego nie zbierze ta maszyna - oświadczył, rozsypując na dywanie fusy od kawy, trochę kurzu, papierów i pół kosza odpadków.
Nie czekając na pokaz, kobieta ruszyła w głąb domu.
- Halo, proszę pani, przecież zaraz zaczynamy! Dokąd pani idzie?
- Do kuchni, po łyżkę dla pana. Od wczorajszej burzy nie mamy jeszcze w domu prądu.
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
357 959 + 2 + 2 + 36 = 357 999
Miałem chęć wczoraj pojeździć, ale stwierdziłem że spróbuję sobie poradzić z tymi cholernymi trzaskami z napędu. Rozkręciłem kasetę, przeczyściłem bębenek z zewnątrz, skręciłem, rozkręciłem całą korbę z suportem włącznie, wyczyściłem, nałożyłem nowego smaru na gwinty BSA i stalową oś. Zero rezultatu, tylko mnie ta dzisiejsza jazda wkurwiła. W 1,5 miesiąca rower będzie 3. raz w serwisie, za⁎⁎⁎⁎ście.
Pytanie: czy takie wżery na bębenku mogą powodować trzaski na całej szerokości kasety?
Edit. Dodałem nagrane trzaski
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin


Zaloguj się aby komentować
Dzień 281., strona nr 20
Personalny przychodzi do szefa z pokaźnym plikiem dokumentów:
- Zrobiłem wstępną selekcję. To są dokumenty osób spełniających wszystkie kryteria.
Szef bierze papiery, odmierza połowę i wyrzuca do kosza. Drugą część oddaje podwładnemu:
- Z tymi kandydatami się spotkamy.
Osłupiały personalny pyta:
- Jak to?... Ależ oni wszyscy spełniają kryteria...
- Proszę pana - przerywa szef - nam tu nie potrzeba ludzi, którzy mają pecha.
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Chyba wiem kim był pierwszy więzień
Dzień 280., strona nr 11
Trzem skazańcom pozwolono zabrać ze sobą po jednej rzeczy, która pomoże im przetrwać czas odsiadki. W autobusie wiozącym ich do więzienia pierwszy skazany pyta drugiego:
- No i? Co ze sobą zabrałeś?
Zapytany wyjmuje pudełko farbek i oświadcza, że zamierza poświęcić się malarstwu. Po czym pyta pierwszego:
- A co ty zabrałeś?
Pierwszy skazaniec wyciąga talię kart.
- Karciochy. Mogę nimi układać pasjanse, trzaskać w pokera, tysiąca i całe mnóstwo innych gier.
Trzeci skazany siedzi sobie cicho w kątku i uśmiecha się pod nosem. Dwaj pozostali zauważają to i pytają:
- Coś taki zadowolony? A ty co wziąłeś? Koleś wyciąga pudełko tamponów, uśmiecha się jeszcze szerzej i mówi:
- Ja zabrałem to.
Tamci osłupiali pytają:
- A co ty z tym niby możesz robić?
Skazany wskazuje na pudełko i mówi zadowolony:
- Cóż, zgodnie z tym, co tu napisali - mogę jeździć na rowerze i rolkach, chodzić na basen, jeździć konno...
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
355 810 + 6 + 6 + 259 = 356 081
Wałbrzych - Ardspach - Trutnov - Modre Sedlo - Przełęcz Okraj - Janowice Wielkie - Karpacz - Przełęcz Karkonoska - Rokytnice - Harrachov - Jelenia Góra
Ja zmęczon.
Prawie w rocznicę Wielkiego Wkurwu, podjąłem się powtórzenia wyzwania... nie wkurwu rzecz jasna, tylko trasy jaka miała być wtedy pyknięta.
Pociągiem na Wałbrzych, skalne miasto Ardspach, nawrót na Okraj, Janowice Wielkie, Karpacz, Przełęcz Karkonoska (zdaniem wielu najtrudniejszy szosowy podjazd w PL) nawrót za Szpindlerowym Młynem na Harrachov i na Jelenią. Z racji tego, że w międzyczasie dowiedziałem się o ponoć najtrudniejszym podjeździe w Czechach czyli Pec pod Śnieżką - Modre Sedlo, postanowiłem dorzucić go również do trasy.
Emocje sięgały zenitu, bo naprawdę nie wiedziałem czy dam radę. Mając pociąg chwilę przed 5 rano, musiałem wstać o 4. Czyli położyć się spać ok. 21. Z 21 zrobiła się 22, a potem 23:30, przez problemy z zaśnięciem z emocji xD Za⁎⁎⁎⁎ście.
Same przewyższenia mnie nie zamartwiały, ale te dwa topowe podjazdy już tak. Przecież wypychać nie wypada, a na Karkonoskiej już byłem - mission failed, choć akurat z powodu śniegu leżącego na 1000m+. Pieruński jest to podjazd, bo choć cyfry nie wyglądają jakoś tragicznie (11km, 760m), tak niestety ostatnie 4km, to prawie ciągłe 10%+, z finiszem na ok. 20. Pomiędzy dwoma najtrudniejszymi fragmentami, jest jakiś kilometr "luzu" z 6-8%. Co innego to cholerne Modre Sedlo, istny wysryw szatana. Nawet wiem gdzie gnój mieszka, w samym Pecu, ma talerz satelitarny oznaczony adresem www.satan.cz
Stety, niestety ten właśnie podjazd był tak naprawdę pierwszym ambitniejszym tego dnia.
W samym Pecu wypiłem jedną z najlepszych kaw w życiu, zagryzłem małym ciachem i ruszyłem po przygodę. Początek nie bolał, ale po 1km pojawiły się dwie cyfry i praktycznie nie zniknęły do samego końca. Najcięższy był odcinek za hotelem (?). Chyba z kilometr 16-20% sprawił, że jedyne czego pragnąłem, to aby nogi się poddały xD Dały jednak radę, a po chwili się wypłaszczyło do 11% i jakoś dociągnąłem do rozwidlenia, gdzie odbiłem w stronę schroniska Lucni Bouda. Tam wypiłem smaczne piwerko 0% w ciekawym kubku (pic rel 3)
Nadszedł czas się zawinąć i zjechać z tego urwiska diabła. Nie dość, że stromo, to jeszcze niezbyt równo. W połowie zjazdu wyprzedził mnie Czech, do którego dobiłem na krótkim podjeździe. Okazało się, że startuje w gravelowym ultra na krótszym dystansie, 200km/5000 m. W ogóle dosyć zabawne, że ważąc pewnie z 30kg mniej ode mnie, ciągle mi uciekał na zjazdach, a na podjazdach w drugą stronę. Mijaliśmy się tak przez 20 minut, wymieniając zdawkowo po kilka zdań. Ogólnie okazało, ise, że to kumaty typ, bo na moje pytanie czy wyścig startuje solo czy open, odpowiedział "solo, ale pepsi na pewno nie odmówię" xDDD #pdk. W końcu zniknął mi gdzieś z tyłu i ruszyłem na Okraj. Fantastyczny jest to podjazd od strony czeskiej, stałe nachylenie 5-6%, tak można podjeżdżać w nieskończoność
Na górze zabawiłem z 2 min i następne 20 minut bawiłem się na super zjeździe. Wtopiłem jednak z napojami i z wyzerowanymi bidonami jechałem prawie godzinę w rejonie Rudaw. Po znalezieniu sklepu litr wypiłem duszkiem, tak bardzo byłem spragniony. Następnym przystankiem miał być Karpacz i zaczęło być poważnie pod kątem czasu. Coś mi nie pykło z obliczeniami i mimo sprawnej jazdy, coraz bardziej gonił mnie rozkład pkp
Udało się ostatecznie wjechać, następnie zjechać i wyżłopać kolejną zerówkę w Szpindlerowym pod samym sklepem. Wyjeżdżając z tego znanego narciarskiego kurortu odbiłem w prawo na kolejne 16%. Tym razem jednak los to wtaczanie wynagrodził, bo trafiłem na fantastyczną drogę w samym środku lasu (pic rel 4), prawie płaską, gładką niczym stół, z za⁎⁎⁎⁎stym zjazdem na końcu. Mamma mia, ja chcę jeszcze raz! Szczęściu jednak nadszedł kres i po kilku km przywaliło kolejnym 14% z końcem na 17. W tym momencie czułem już zmęczenie nóg, a do tego znowu zaczęła mi się kończyć woda i musiałem odliczać czas do zapisanego Tesco w Rokitnicach. 5 minut przerwy i musiałem pognałem dalej, bo zegar coraz szybciej tykał. Pozostały mi 2 podjazdy (z 17 xD), z czego pierwszy krótki, ale klasy skurwol i znany mi ostatni, przez Harrachov do Polski. Pierwszy pokonałem prawie ostatkiem sił (another dwie cyfry), a drugi dłużył mi się okropnie. Zakręt, zakręt, jeszcze jeden zakręt, gdzie ta cholerna granica?! W końcu się jednak pojawiła, a ja mogłem zeżreć nawet 2 hotdogi na stacji i spokojnie dotrzeć na pociąg (całe 5min zapasu).
Wspaniała to była wyrypa, ja już nie chcę górek xD
PS. Rekord przewyższeń (Wrocek - Praga - Jelenia) pobity o jakiś 1000m.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin




Zaloguj się aby komentować
Dzień 279., strona nr 343
Czesiek wraca do domu pijany. Żona wrzeszczy:
- Codziennie wieczorem wracasz pijany!
- Jakaś ty niesprawiedliwa! Ciągle ganisz mnie za to, że przychodzę do domu pijany, a jeszcze nigdy nie pochwaliłaś za to, że wychodzę trzeźwy!
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Autor: Serafin Pęzioł na fb
Kolejny raz będzie o Naszym cudownym Bałtyku, no ale… Słuchajcie, ostatnio z moją dziewczyną chcieliśmy pojechać sobie nad morze, problem jednak polega na tym, że nie do końca wiem gdzie można sprzedać nerkę.
Odpaliłem Booking. Patrzę na tę mapę i przez chwilę byłem przekonany, że przypadkiem przełączyło mi się na rynek nieruchomości i to są ceny za metr kwadratowy.
1067 zł, 1299 zł, 1086 zł, 974 zł, 845 zł.
Ja pi⁎⁎⁎⁎lę…
To jest Mielno czy Monako?
Przecież człowiek chce wynająć pokój na jedną noc. Tak, podkreślam, że to jest cena za jedną pierdoloną dobę w pokoju wielkości pudełka od zapałek, gdzie lodówka z kolei jest wielkości pudełka na buty, a czasami to musisz przywieźć nawet swoje ręczniki i jajka na śniadanie.
Ja nie chcę tego pokoju wynająć na miesiąc.
Ja chcę pójść tam spać o 22:00, wstać o 8:00 i wyjść. 1000 zł.
Przepraszam najmocniej, czy ten pokój jest w cenie z jakąś nadmorską kurtyzaną w pakiecie? Ja podziękuję, bo nie do końca wiem co na to moja dziewczyna.
Najgorsze jest jednak to, że potem czytasz…
Hotelarze alarmują. Turystów jest mniej.
Branża przeżywa trudny sezon.
Polacy wybierają zagranicę.
Naprawdę? Niemożliwe!
Trzeba się koniecznie przyjrzeć dlaczego!
Zróbmy konferencję naukową i powołajmy komisję śledczą, to Nam zawsze wychodzi idealnie.
No bo wyobraź sobie przeciętną rodzinę.
Mama, Tata, dziecko.
Siedzą wieczorem przy stole i nagle pada pomysł, żeby pojechać sobie na weekend nad morze! Jasne, odpalaj Booking!
Patrzą pierwszy nocleg. 1064 zł.
Drugi nocleg. 1299 zł.
Trzeci nocleg. 1086 zł.
Po pięciu minutach ojciec zamyka laptopa i mówi, że dobra… jednak Włochy. Przepraszam Was, ale jesteśmy zmuszeni pojechać do Toskanii gdzie żar leje się z nieba, pizza jest cieniutka jak papier, a aperol zimny jak lodowiec. Niestety. Smażalnia u Staśka musi poczekać na lepsze czasy.
Za podobne pieniądze możesz polecieć do Grecji, Turcji lub Hiszpanii.
Masz hotel, basen, słońce, ciepłe morze, śniadanie, a jak się dobrze postarasz to znajdziesz nawet all inclusive.
A nad Bałtykiem? Masz szansę na pogodę.
Szansę.
Fascynuje mnie jednak filozofia niektórych właścicieli takich nadmorskich przybytków.
Lepiej mieć pusty pokój… niż sprzedać go taniej. To jest biznes prowadzony według zasad kasyna.
Może ktoś się trafi. A jak się nie trafi?
No trudno. A potem to pierdolenie.
Sezon ciężki. Ludzi mało. Branża kona.
Nie. Branża nie kona.
Branża czasami sama sobie wykopuje dół, wskakuje do niego i jeszcze pyta, kto zabrał łopatę.
I zanim ktoś napisze, że taki biznes to są koszty. Tak, są, i to ogromne!
Prąd, gaz, śmieci, sprzątanie, pracownicy, pranie, kredyty - ja to wszystko rozumiem.
Ale między uczciwą ceną, a tysiącem złotych za dobę istnieje jeszcze kilka przystanków.
Bo mam wrażenie, że niektórzy właściciele pomylili Bałtyk z Bora Bora.
Za takie pieniądze, 8000 zł za tydzień, po przyjeździe powinniśmy chyba usłyszeć, że mewy zostały poinformowane, żeby dziś nie srały w promieniu pięciu metrów od pana, albo, że na Pański przyjazd podgrzaliśmy Bałtyk do 26 stopni, a najlepiej, że jeśli będzie padało to deszcz zostanie przekierowany na Kołobrzeg.
Bo inaczej trochę ciężko uzasadnić czterocyfrowe kwoty.
Polska turystyka coraz częściej zachowuje się jak facet, który wystawia dwudziestoletniego Passata za 40 tysięcy.
Telefon milczy, Nikt nie dzwoni.
Po czym mówi, że ludzie nie chcą kupować samochodów.
I dokładnie to samo zaczyna dziać się z noclegami.
I nie zrozumcie mnie źle, bo ja kocham polskie morze. Pomimo całej tej patologii, która się tam wydarza, uwielbiam tam jeździć i spędzać czas w tym spędzie szajsu i banału. Ale chyba ktoś odleciał z tymi cenami tak wysoko, że Elon Musk zaczął machać mu z okna rakiety.
I żeby była jasność.
To nie jest jeden luksusowy hotel.
To jest cała mapa.
Chociaż pewnie większość właścicieli uważa, że ich hotel jest najlepszy i najbardziej luksusowy.
#wakacje #urlop #nadmorscyrzymianie #patologia
Zaloguj się aby komentować
354 562 + 7 + 7 + 6 + 6 + 36 = 354 624
Wczoraj miał być basen lub interwały, a dzień się tak poukładał, że wyszedł off. Może to i dobrze, dzisiaj w końcu nie brakowało mocy w nogach. Jeździło się elegancko, głównie tempo, ale ze szczyptą z4.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować