Zdjęcie w tle

Endrevoir

Fanatyk
  • 818wpisów
  • 3228komentarzy

Piję herbatę i czytam Tolkiena. Jak każdy prawdziwy Polak, ekspert w każdej dziedzinie życia :P

146 + 1 = 147


Tytuł: Krwawa Kampania

Autor: Brian McClellan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Snów

Format: audiobook

Liczba stron: 697

Ocena: 7/10


Kontynuacja pierwszej części trylogii, daje radę. Tym razem autor podzielił bohaterów tak naprawdę do trzech miejsc. W sumie nie mam ulubionego wątku, wszystkie były utrzymane na niezłym, równym poziomie. To zarówno atut, bo mało który autor potrafi ciągnąć rozwiniętą fabułę w każdym miejscu na odpowiednim poziomie, jak i trochę zarzut, bo nigdzie w książce nie było takiego efektu "wow". Ale się dobrze wchodzi w ten świat. 


Słówko o lektorze audiobooka, który się zmienił w porównaniu do pierwszej części, czego nie lubię... Lektor daje radę, acz tamten lepiej wg mnie modulował głos. Gdyby tak połączyć modulację głosu lektora z pierwszej części z wymową pewnych nazwisk z drugiej, byłoby idealnie ;) 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiqzki #czytajzhejto

66ee38ae-c2aa-4a25-8825-4129d738d265

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj herbata o której trochę zapomniałem, a którą znalazłem jak robiłem porządek na półkach i okazało się że się kończy :( 


Pomelo to mieszanka zielonej herbaty chińskiej z dodatkiem wspomnianego pomelo, ale również rodzynek, jabłka, skórki pomarańczy, kwiatków nagietka oraz naturalnych aromatów. Dodatki bardzo widoczne w suszu, widać ładne kawałeczki owoców. 

Sam susz pachnie bardzo przyjemnie, słodko, owocowo. Herbatę jak to zieloną, parzyłem w okolicy 85 stopni, nie więcej. Na 250ml wody 5g herbaty. Pierwsze parzenie 2min, drugie 4min.Herbata w aromacie jest bardzo słodka, czuć dobrze te egzotyczne owocki które są w składzie. W smaku jest trochę słabiej, ale fajnie się ją pije, jest bardzo gładka, słodkawa, nie ma żadnej cierpkości. Dla osób lubiących delikatne, słodkie mieszanki zielonych herbat pozycja bardzo ciekawa. 


#herbata #hejtoherbata #herbatacodzienna

b6f33092-3612-4d56-9f1c-3cfc9745b699
ecbe8b64-33bd-4224-a472-381ba91b60b4

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@Endrevoir Coś, co mnie zawsze wkurza w filmach fantasy i grach... historycznych łuków nie da się trzymać długo z naciągniętą cięciwą, bo trzeba cały czas się z nimi siłować aby utrzymać strzałę. To nie jest broń palna, gdzie możesz sobie stać z załadowaną do usranej śmierci. Bierzesz strzałę, naciągasz, wypuszczasz strzałę i jeszcze raz, a nie bawisz się w cosplay elfa-rewolwerowca z łukiem.

@LondoMollari mało- mało kto wie, ale taki łuk nie mógł mieć nawet ciągle nałożonej cięciwy, bo ta się zwyczajnie naciągała i w końcu strzeliła No... ale wiesz- albo idziesz w turborealizm, albo masz Legolasa zapierdalającego snowboardem na tarczy po schodach

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

93 + 1 = 94


Tytuł: Glukozowa Rewolucja

Autor: Jessie Inchauspé

Kategoria: Zdrowie

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 319

Ocena: 8/10


Książka trochę nie z mojego kręgu czytelniczego, bo zwykle nie sięgam po takie pozycje. Została mi jednak polecona i nie żałuję. 

Autorka opisuje w niej proste tricki w jaki sposób nie zmieniać znacząco swojej diety, ale jeść zdrowiej, lepiej się czuć oraz przy okazji schudnąć. Według autorki jednym z najważniejszych, jak nie najważniejszym czynnikiem do poprawy swojego życia jest poziom glukozy w organizmie. Książka zawiera dużo wykresów, które pokazują jak proste rzeczy potrafią zmienić poziom glukozy w krwi. Swoje tezy popiera dziesiątkami tekstami naukowymi, których zestawienie znajduje się na końcu książki.

Książkę czyta się bardzo szybko, napisana jest dość prostym językiem. Mi przypadła do gustu, a to czy jej zawartość ma w sobie coś racji mam zamiar przetestować. Zobaczymy ;) 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytelnictwo #czytajzhejto #zdrowie

d42ddcf0-f41b-4b45-80ce-6a0278226b13

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

86 + 1 = 87


Tytuł: Obietnica Krwi

Autor: Brian McClellan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Snów

Format: audiobook

Liczba stron: 676

Ocena: 7/10


Całkiem ciekawa książka, z nieźle zarysowanym światem. Świat przypomina mi coś a'la Francę z okresu rewolucji, głównie właśnie z powodu rewolucji, której skutki oglądamy od pierwszej strony książki(albo minuty audiobooka ) Słucha się całkiem przyjemnie.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

c180f416-582e-4534-8354-a48ea073ee79

Zaloguj się aby komentować

@Endrevoir kibicuje FCB już chyba z 25 lat i może niektóre mecze nie powodują już takich emocji, to mecze z mierdą to zawsze coś. A dziś to już coś pięknego

Zaloguj się aby komentować

@TheVitt Jeździmy z żoną codziennie do pracy w kierunku Siechnic i czasem mówimy: Jedyne miejsce, którego nie chcemy oglądać i jedyne, do którego zmierzamy.

Zaloguj się aby komentować

200 post na Hejto! Ale ten czas zapierdziela. Miejmy nadzieję że to nie ostatni okrągły post w moim wykonaniu


Dzisiaj przedstawiam klasyk klasyków: Ceylon Earl Grey! Czyli czarna herbata cejlońska z dodatkiem olejku z bergamotki. 


Zacznijmy od tego czym jest ta bergamotka? Bo ja przez długi czas nie wiedziałem, myślałem że to jakieś zioło Otóż nie, jest to cytrus o gorzkim smaku i żółtozielonej skórce oraz miąższu. Wygląda trochę jak limonka o rozmiarach pomarańczy


Sama herbata składa się tylko z czarnej herbaty cejlońskiej oraz aromatu z bergamotki(niecałe 2% w składzie) i czuć to pod każdym względem. Susz pachnie bardzo intensywnie bergamotką i tak samo jest przy parzeniu. Parzyłem w stosunku 5g/250ml, wrzątek, pierwsze parzenie 2min, drugie 4min. Herbata wyszła bardzo intensywna. Jest to najbardziej bergamotkowy Earl Grey jaki piłem w życiu! Żadna torebkowa czy liściasta z marketu do niej nie ma nawet podejścia. Bergamotka jest tutaj pełna, oblepiająca, pozostaje z nami na długo po wypiciu. Drugie parzenie wyszło troszkę bardziej cierpkie, ale nadal jest to herbata dobra!

Dla osób które nie lubią aż tak intensywnych earl greyów polecam 1g suszu mniej i również herbata będzie pyszna. Dla mnie zdecydowany nr.1 jeżeli chodzi o klasyczne herbaty Earl Grey.

#hejtoherbata #herbata #herbatacodzienna

ed667028-3ec5-472c-9947-5cd36b4c28a8

@Endrevoir jest zdecydowanie mniej wędzona na niż thyolo moto, dym stanowi lekki akcent w kompozycji. Mi bardzo przypadła do gustu i stała się głównym earlgrayem. Polecam spróbować, zawsze możesz poprosić o próbkę w uwagach do zamówienia.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

42 + 1 = 43


Tytuł: Upadek Numenoru

Autor: J.R.R. Tolkien

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i Spółka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 323

Ocena: 8/10


Pierwszą książką tego roku jest książka którą chciałem przeczytać już bardzo długo. Upadek Numenoru opowiada o bardzo mało zbadanej Drugiej Erze Śródziemia, a centrum opowieści jest upadek tytułowego Numenoru.


Książka jest zebraniem tego co Tolkien napisał na temat 2 Ery oraz uporządkowaniem we w miarę logiczną historię. Jest to zebranie dzieł częściowo z Silmarillionu, Niedokończonych Opowieści, niektórych części Historii Śródziemia(również tych które jeszcze nie zostały wydane w PL) oraz oczywiście z Władcy Pierścieni. Całość czyta się dla mnie bardzo dobrze, wszystko układa się w logiczną całość, a jest to coś czego mi brakowało czytając urywki z Silmarillionu czy NO. Dla fana Tolkiena oraz Drugiej Ery pozycja obowiązkowa.

Wydanie Zysku jest oczywiście rewelacyjne, piękne, wydane bardzo porządnie. Gruba okładka, obwoluta no i grube kartki. No czuć piniądz. Jedyne co mi wadzi w tym wydaniu to sposób oznaczania przypisów. Byłem przyzwyczajony w poprzednich wydań Zysku że książki do których nawiązuje książka są opisywane w języku polskim(kurde w Polsce jesteśmy w końcu). A tu niespodzianka! Ktoś stwierdził że będzie bazował na angielskich nazwach, przez co Niedokończone opowieści to UT(Unfinished Tales), a nie NO. No da się przyzwyczaić ale lepiej by było jednak w języku polskim.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #lotr

ba98c66f-0dbe-4136-9c23-54d818987568

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Porozmawiajmy trochę o herbatach Basilur!


Basilur to firma zajmująca się produkcją różnego rodzaju herbatami, zarówno torebkowanymi jak i sypanymi, założona przez pana Gamini Abeywickrama. To firma która istnieje na rynku dość krótko, bo 10 lat, ale zdążyła sobie wyrobić markę i jest dość widoczna na półkach sklepowych, często widzę ją pod napisami w stylu “Herbaty dla koneserów”, czy “Jakość premium”. Herbata jaką sprzedają pochodzi ze Sri Lanki, więc zwykle jest to Cejlońska herbata. Do jakości przejdziemy później, bo na razie akapit o CEO Basilur. 

Pan Gamini zdaje się mieć dość duże powiązania z… rosją! Po pierwsze, studiował w latach 80/90 w rosyjskim Państwowym Uniwersytecie Medycznym. Powiecie że gdzieś studiować musiał, szczególnie że Sri Lanka  należała bardziej w tym czasie do bloku komunistycznego… To dodajmy do tego ciekawostkę, że pan Gamini stworzył markę Basilur razem z panem Andrey Mareev, który został głównym dyrektorem kreatywnym, a na każdym z opakowań które posiadam tuż pod angielskim opisem jest opis po rosyjsku. 


Wracając do samego Basilura, tworzą oni herbaty czarne, zielone, oolongi, różnego rodzaju blendy herbaciane, również owocowe. Część ze Sri Lanki, a część importowana.Z tego co udało mi się znaleźć, ich zielone harbaty to blendy zielonej herbaty z Cejlonu oraz importowanych zielonych herbat z Chin. Oolongi chyba całkowice importują z Chin, ale np. ich milk oolong to… blend Cejlońskiej zielonej herbaty z mlecznym oolongiem oraz dodatkowym aromatem mlecznym…


Ja w swojej kolekcji posiadam 3 herbaty od Basilura, z czego tylko jedną sam kupiłem. Dwie są czarne z dodatkami, a jedna to oolong. Spróbujmy zaparzyć je wg tego co napisał producent :) 

Pierwszą herbatą jest  Frosty Night, czyli mieszanka czarnej herbaty z berberysem, owocami róży, chabrem, krokoszem barwierskim oraz aromatami wanilii i migdałów. I powiem wam że przy samym suszu czuć te aromaty, szczególnie ten migdałowy, bardzo intensywnie.  Parzenie zgodnie z tym co na opakowaniu, czyli 200ml, 1 łyżeczka, wrzątek. Napar wyszedł kolorystycznie bardziej brązowy niż bursztynowy. W smaku i aromacie również czuć bardzo mocno te aromaty, aromaty róży niewyczuwalne dla mnie, co jest dziwne bo podobno aż 6% miało jej być. Poza tym nie czuć bardzo nic więcej, poza tym że wyszła dość mocna, końcówka już wykrzywiała cierpkością. 


Drugą herbatą jest Festive Evening, czyli kolejny blend czarnej herbaty. Tym razem dodatkami są chaber(znowu), bławatek(znowu xD) oraz aromat pumpkin spice latte. Herbata potraktowana tak samo jak poprzednia. W smaku i aromacie wyszła dużo łagodniej. Sporo słodkości, wydaje mi się że to kwestia aromatów dodanych do herbaty. 


No i na sam koniec poszedł oolong Tie Guan Yin oolong, tak jak pisałem wyżej, jest to importowana herbata, tylko pakowana na Cejlonie. Tak jak pisałem już kilka razy, Tie Guan Yin to jedna z moich ulubionych herbat, więc wiem jak powinien wyglądać, pachnieć i smakować. Otóż moi państwo NIE TAK. 


Zacznijmy od samego suszu, który wygląda mniej więcej tak jak powinien, poskręcane listki herbaty, są trochę ciemniejsze niż się przyzwyczaiłem być może są trochę przypalane. Z suszem jest jednak powien problem… Prawie nie ma aromatu, wyczuwalny jest tylko delikatny aromat suszonych liści. Gdzie moje kwiaty ku&$a?? Dobra, zaparzmy.Herbata zgodnie z informacją na opakowaniu parzona 80 stopni, 1 łyżeczka, 200ml, czas parzenia 2 minuty. Napar ładny, mniej więcej tak jak powinien wyglądać jasny oolong po zaparzeniu. Tylko kwiatów nie ma!! Gdzieś delikatnie czuć aromat osmantusa, poza tym płasko jak na cichym morzu. W smaku tylko trochę lepiej. 

Nie poddałem się, spróbowałem zaparzyć 3 minuty nowe liście, niestety herbata zaczęła być nieznośnie cierpka, nie do wypicia. No to spróbujmy w gaiwanie! Niestety tutaj tak samo, bardzo mało smaku, mało aromatu. 


Podsumowując… blendy czarnych herbat Basilura nie są złe. Da się wypić, dają mniej więcej to czego oczekiwałem od nich. Nic rewelacyjnego, nic tragicznego. Za to Tie Guan Yin to absolutna porażka… budżetowa wersja wspaniałej herbaty totalnie dała ciała. Już lepiej dołożyć 2xtyle i kupić sobie porządne liście z dobrej herbaciarni niż mieć nadzieję na produkt premium. Ja na pewno więcej Basilura nie kupię, szczególnie biorąc pod uwagę jego powiązania z rosją. 


#herbata #herbatacodzienna #hejtoherbata

c6759588-6d2c-4487-9cdc-87e20ed72404
93eacc0c-b65a-419a-8df2-eca09e880e72
a7c3d890-83cb-45cf-a599-142f2d652c75

@Fingal sam się zdziwiłem robiąc reaserch do posta. Bo to nie jest jakaś ukryta informacja, ta o szkole znalazłem na linkedin CEO Basilura, a info o dyrektorze kreatywnym jest w zakładce o historii firmy

@Endrevoir no ciekawe, że nikt nie robił afery o to. Dobry temat na gównoburzę w mediach, szczególnie bliżej wybuchu wojny

O, przydatna informacja. To teraz nie będę kupował tej marki jeszcze bardziej i zadowolę się Tylosem, Jonesem i TeT po +- 10 zeta za 100 gramów.

Dzięki za tę informację o powiązaniach z kacapami. Szkoda, że będzie trzeba unikać, bo tak jak piszesz, te mieszanki czarnych herbat mają całkiem smaczne a przez ciekawe opakowanie był to dobry pomysł na drobny upominek.

Zaloguj się aby komentować