Ostatnie premiery Filippo Sorcinelliego przeszły zupełnie bez echa, bo niby jak ktoś miał się o nich dowiedzieć, kiedy sam ich nie reklamował, mają ograniczoną dostępność, a w popularnych bazach nie ma ich wcale lub pojawiły się z dużym opóźnieniem. Cena con Assenza ukazała się wyłącznie jako część bożonarodzeniowego zestawu prezentowego i nawet nie ma jej jeszcze na parfumo - dyskusja jest wciąż otwarta z uwagi na ograniczone źródła. Didone i Enea zaś powstały przy współpracy z węgierskim butikiem 7scents i w ograniczonej ilości dostępne jeszcze są wyłącznie w tym sklepie.
Cena con Assenza
Zawsze miałem problem z gourmandami, ponieważ znakomita większość z nich jest dla mnie nieakceptowalnie słodka. Najczęściej producenci po prostu napierdolą pod korek etylomaltolu lub etylowaniliny, napiszą wanilia i cyk, mamy perfumy niszowe za grubą kasę o zapachu niemal identycznym jak 4987351 innych, Julki sikają po nogach z radości, gdy resztę mdli od tego smrodu. Również Ascetic Vanilla od Filippo okazała się nienoszalna, gdyż połączenie etylowaniliny i nut karmelowych z monstrualną mocą gwarantowały zmęczenie już po 2 godzinach. Cena con Assenza to chyba w końcu coś dla mnie. Owszem, masło orzechowe wybrzmiewa smakowicie i gdzieś tam maltol udający chleb wprowadza nieco słodyczy. Z drugiej jednak strony mamy bardzo wytrawne wędzone drewno, przypominające coś, co czułem kiedyś w Arz el-rab od Berdoues, do tego jakieś gorzkie olejki z drzew iglastych i jedna z moich ulubionych żywic czyli mirra. W efekcie więc kompozycja mimo, że zawiera wyraźne elementy gourmand, to jest tak zbalansowana, że na pewno nie mogę nazwać jej słodką. Mimo, że butelka jest niechlujnie oklejona, a zapach trwałością nie powala (wyciąga max do 5-6h), to nosi mi się znakomicie - dla mnie sztosik, i jedna z ciekawszych nowości.
Didone
Róża zagrzebana w popiele. Jeśli ktoś liczył na czarną porzeczkę, to ona wybrzmiewa dosłownie przez pierwsze może dwadzieścia sekund wraz z rozpuszczalnikiem, by zaraz ustąpić miejsca róży. Róża zaś pachnie tu całkiem fajnie, bardzo vintage, niczym w Oud Maximus, wciąż wilgotne płatki z lekko pudrowym akcentem, choć wcale nie wydaje się typowo damska w odbiorze. W tle czuć metaliczne kadzidło i popiół z wypalonych węgielków i z czasem ewolucja przebiega w tym kierunku. Odległy vibe Omanluxury Royal Incense, ale nie tak prosto w mordę, a kompozycja wydaje się bardziej zniuansowana i przestrzenna. Ładne, ale dość delikatne pachnidło.
Enea
Na początku bardzo intensywny liść laurowy z pieprzem, przechodzi stopniowo w przydymionego cyprysa na bazie drzewno-dymno-piżmowej i choć cyprysik robi robotę, to mam wrażenie, że niestety w tej bazie traci na jakości. Ogólne wrażenie - coś w połowie drogi pomiędzy cyprysowym kadzidełkiem CdG Kyoto a chłodnym dymnym Beaufort Pyroclasm. Niezły, ale też niczym nie zachwycił i nawet mocno nie żałuję, że rozbiórka się nie udała
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina #filipposorcinelli
























