Pierwsza ekranizacja baśni autorstwa Jeanne-Marie Leprince de Beaumont
Właściciel floty statków ma trzy córki. Kiedy zostaje porwany przez strasznego potwora, tylko najmłodsza z nich oferuje się zastąpić go w niewoli. Monstrum zakochuje się w pięknej i szlachetnej dziewczynie, a ona nie odrzuca jego miłości...
Jedna z moich ulubionych ekranizacji baśni w ogóle, odcisnęła piętno nie tylko na motywie Pięknej i Bestii, ale i ekranizacji baśni w ogóle - przykładowo ruchome świeczniki z rękami pojawiły się potem również m. in. w Faarie Tale Theatre i "Upiorze w operze"
Ciekawy film o przemijaniu, pogoni za marzeniami, tym, że ślepo za nimi goniąc można znaleźć się w ślepej uliczce.. Zaskakująco dobra rola Pameli Anderson, która kojarzyła mi się z prostą seksbombą tutaj zagrała chyba swoją życiówkę.
Podobne zdanie mam o Dave Bautista (nie wiem jak odmienić na polski), którego kojarzyłem z prostych ról mięśniaków, a tutaj zagrał poważniejszą rolę, co też zaskoczyło mnie pozytywnie. Bardzo dobry film. Chyba niedoceniony do końca. Warto zobaczyć!
3 film w karierze Trevora Howarda - 1 w którym grał główną rolę
Laura Jesson jest szczęśliwą mężatką z dwójką dzieci. Przypadkowe spotkanie przystojnego lekarza w dworcowej restauracji zburzy jej dotychczas ustabilizowane życie.
Co prawda nie mój gatunek ale jak gra jakiś ulubiony aktor to i tak oglądam
Szukam tytułu dwóch filmów. Widziałem tylko fragmenty będą dzieckiem, ale z jakiegoś powodu zapadły mi w pamięć.
Filmy są prawdopodobnie dosyć stare, bo jeśli leciały w tv za mojego dzieciństwa, to mogła być to TVP.
Jeden może być prosty do odgadnięcia, drugi będzie trudniejszy, bo mam w oczach tylko ostatnią scenę i mroczny pomysł, o co mogło chodzić ;)
Film 1:
Może to być Księga Dżungli lub jakaś wariacja na jej temat.
Główny bohater ucieka przed ludźmi (lub generalnie trwa jakaś wartka akcja, gdzie ludzie są tymi złymi) i trafia do ruin świątyni. Tam spotyka gadającego węża. Bohater chce zabrać ze sobą jakąś broń z cennym kamieniem. Wąż go ostrzega, że ta “broń oznacza śmierć”. Bohater więc ją zostawia. Za to biorą ją biegnący za nim ludzie. I każdy, kto ma ją w posiadaniu, chwile później ginie.
Film 2:
Starszy człowiek miał zmarłą żonę, której trup leżał w sypialni (bardzo widowiskowy kościotrup). Był tam obraz przedstawiający żonę za młodu. Bohater miał córkę i chyba był z nią w ciężkich relacjach. Z biegiem filmu te relacje chyba się polepszały. Koniec filmu był taki, że żona nagle wróciła do życia i pojawiła się przed mężem. Mam mgliste wspomnienie, że chyba było to kosztem życia córki. I mąż, który do tej pory tęsknił za żoną i nienawidził (?) córki, teraz miał zupełnie odwrotne uczucia. I gdy pojawiła się żywa żona, to zapytał jej “Co zrobiłaś z <imię córki>?”.
Całość mi się kojarzy z jakąś luźną wariacją nt Doriana Graya.
Tutaj wspomnienia mam bardzo mgliste, byłem gowniakiem, który przypadkowo widział fragmenty filmu, który oglądali rodzice.
I teraz mój starczy mózg z jakiegoś powodu sobie przypomniał te sceny z dzieciństwa i jest ciekaw ;)
Uprzedzam, że nie wiem co to za filmy, więc nie będę mógł potwierdzić Waszych propozycji, dopóki sam nie obejrzę. Ale już mi Hejto pomogło kilka razy w podobnych rozkminach, więc liczę na Was :)
Jak wyjść z friendzone? Wyjechać na 10 lat do Hollywood, tam zostać człowiekiem sukcesu i schudnąć, wrócić na swoją wioskę i swoją "przyjaciółkę" przygruchać na nowy image.
Beznadzieja, oglądałam bo mama prosiła byśmy coś obejrzały razem w tv. Jedynym jasnym punktem filmu jest Anna Farris, solidnie gra przerysowaną do granic rozpieszczoną i powaloną gwiazdkę pop.
@bojowonastawionaowca zobaczyłam, że gra Anna i pomyślałam, że może będzie dzięki temu trochę śmiesznie, no i było, ale Farris gra tam rolę drugoplanową i też przesadza trochę w stronę "strasznofilmową" i nie zawsze tym pasuje do filmu, albo może film nie pasuje do niej?
typowy amerykański romkom - i chyba tylko miłośnikom gatunku może się podobać
@Mahjong swoją drogą przy okazji świąt coś tam z tych amerykańskich romantycznych komedii przeleciało w telewizji - i one strasznie się starzeją, teraz nie da się tego oglądać xD
Ten film widziałam tak dawno temu... Pamiętałam większość, ale jednak jako całość dopiero robi wrażenie w głowie.
To film o pewnym jezuicie, który wierzy w potęgę miłości i na tym opiera swoją misję. Chce nawrócić pewną grupkę Indian zamieszkujących nad wodospadami w Ameryce Południowej, w hiszpańskiej kolonii. Ciekawe jest, że na początku filmu widzimy jak owi Indianie zrzucają z wodospadu przywiązanego do krzyża poprzednika Ojca Gabriela.
Zawsze mi się to wydawało przykładem, jak trudno dotrzeć do "dzikusów". Ale w trakcie oglądania filmu doszło do mnie, że może to był jakiś wybrakowany jezuita, bo samemu Gabrielowi (w tej roli znakomity Jeremy Irons) udaje się to bez większego wysiłku. To on dopiero pokazuje jakie efekty daje miłość i podążanie taką ścieżką życia. Jego najjaskrawszym efektem działań jest Mendoza (Robert De Niro), niegdyś najemnik, chcący teraz odpokutować zabicie własnego brata. Dzięki Gabrielowi Mendoza zmienia całkowicie swoje życie, zamieszkuje w jego misji z Indianami i sam zostaje jezuitą.
Tymczasem Hiszpania sprzedaje swoją kolonię Portugalii, która chce usunąć z misji jezuitów Indian. Ojciec Gabriel i jego ekipa postanawia zostać w swojej misji, bo ich Indianie orzekli, że nie porzucą swoich ziem. Jedna część jezuitów postanawia chwycić za broń i stanąć w obronie wraz z Indianami.
Chyba nic nie łamie tak serca jak właśnie cały ojciec Gabriel, który patrzy jak przez ludzką chciwość i hipokryzję jego filozofia przestaje mieć sens, a przynajmniej nie pomoże przetrwać.
Film dość antykościelny, bo kościół popiera żądania Portugalczyków, nie biorąc pod uwagę opinii jezuitów.
To film smutny, który daje nadzieję, pokazuje jak mógłby wyglądać raj, a potem to wszystko ginie.
Wspaniałe aktorskie kreacje, cudowne widoki, niesamowita muzyka Ennio Morricone. Kto nie widział - niech nadrabia, bo bardzo warto.
PS. pierwsza scena z jezuitą na krzyżu spadającym z wodospadku to także symbol upadku kościoła/religii? różnie można to interpretować
@Mahjong Wybitny film i wybitne role, takich już nie robią. Swoją drogą ciekawe jak wielu jezuitów było w przeszłości żołnierzami. Przydał by się taki zakon dzisiaj....
Lubię serię Mission: Impossible - filmy te zawsze były dla mnie takie fajne na odstresowanie, nie wymagające zbyt wiele myślenia, a jednocześnie nie szły w aż taką głupotę jak Szybcy i wściekli. Niestety ostatnią częścią jestem mega zawiedziony. Moim zdaniem to najgorsza odsłona, prawie w ogóle nie ma tutaj akcji, aktorsko totalnie nijak, w ogóle nie jest to żadne ciekawe zwieńczenie tej całej serii, ani zakończeniowo, ani jakoś wspominkowo no ten film jest cały taki nijaki. Jeden wielki ZA WÓD!
Oglądałem to w kinie i jak dla mnie to robił robotę, choć wszelką logikę trzeba było już zupełnie wyrzucić przez okno. Na mniejszym ekranie nawet nie próbuję tego oglądać
Bugonia to czarna komedia, która bardzo dobrze punktuje dzisiejsze społeczeństwo. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Szczególnie podobała mi się gra aktorska głownych bohaterów, Jesse Plemons zagrał rewelacyjnie, a pani Emma Stone na swoim bardzo dobrym poziomie, ale potrafi lepiej. Muzyka podkreślała klimat absurdu rozgrywającego się w tym filmie. Fabuła wciągnęła mnie od początku do końca. Zakończenie trochę minus. Niby trochę zaskakujące, ale niepotrzebnie moim zdaniem na siłę wymyślne za bardzo. Jeden z ciekawszych i lepiej zrealizowanych filmów, jakie dane mi było obejrzeć w tym roku.
Plemons to mój jeden z ulubionych aktorów odkąd od widuję u Lantimosa, a Emma w sumie tak samo.
Zgadzam się z opinią, z tym że mi się zakończenie podobało. Nie zmieniało nijak wydźwięku filmu i nie ściągało na siebie całej uwagi, bo wiadomo, że było jakby "dla zabawy", za to mnie właśnie rozbawiło bardzo. Szczególnie fragment, gdzie Emma mówiła, dlaczego nie mogła się połączyć.
@kopytakonia no wiem ,też się nad tym zastanawiałem i wczoraj prawie bym się wybrał na "Jedna bitwa.." ale wolałem iść na Jarmusha, z czego jestem bardzo zadowolony, niemniej wracając do Bugoni to wiem że smakosze plują ze to remake, niemniej obejrzałem tez film na podstawie oryginalnego scenariusza: koreański "Save green planet" z 2003. i Wypada zupełnie blado na tle współczesnej wersji bo doszła MASA odniesień do aktualnych problemów trapiących współczesny świat rozwinięty [płaskoziemcy,szury,incele, korporacyjny wyzysk, seksualni predatorzy i ich ofiary, eko-swiry i rzeczywisty odcisk ludzkiego kopyta na tej nieszczęsnej planecie, zupdejtowana Genesis która godzi wszystkich albo przynajmniej taki sprawa wrażenie, a na koniec jeszcze oberwiemy Bułchakowem] (he, he)
@kopytakonia Gdyby nie żałosna końcówka to może i tak. Kolejny film, w którym nie wiedzieli jak skończyć, więc dali groteskowe, abstrakcyjne, jakby z zupełnie innego filmu. Przez to max 6/10.
@Dybala No mógł się zakończyć na tej scenie w karetce i tyle. Ale aż tak obniżać mu ocenę, za to, że się zakończył nieco szalenie to osobiście się nie zgadzam.
Jak mnie wkurwiają sceny seksu w filmach. Nie da się przez to oglądać z rodzicami bo jest tak samo niezręcznie niezależnie czy masz 10 lat czy 30. #filmy
@hapaczuri wszyscy co mówią, ze sceny seksu nic nie wnoszą do fabuły, c⁎⁎ja wiedzą. Każdy miłośnik horrorów najwyższej klasy wie dobrze, że pierwsza ginie zawsze para, która wcześniej uprawiała seks xD
Trzy epizody polowań Predatorów łączące się na koniec w całość. W pierwszej części starsza pani Wiking, w drugiej samuraj-way coś jakby, a w trzeciej mechanik-pilot z II wojny. Ta trójka okazuje się sporym wyzwaniem dla predatorów więc zabierają ich na "stadion" igrzyskowy - który z ludzi wygra z resztą w nagrodę może zmierzyć się z największym predatorem-badassem.
Kino akcji na pełnej, kino animowane, bardzo przewidywalne, ale można się bawić, nie uważam za seans stracony. Jakościowo coś pomiędzy Predators, a Prey, więc większej tragedii nie ma.
Typowy sportowy film - tutaj mamy kozaka-weterana, który od losu dostaje jeszcze jedną szansę. Przy okazji pomoże innym, więc oprócz samej jazdy bolidem dostaniemy też relacje międzyludzkie na spokojnie przyswajalnym poziomie.
W sensie realizacyjnym ten film to bajka, i za to głównie taka wysoka ocena. Dla mnie F1 jest nudne, ale rozumiem przygotowanie filmowe - coś na kształt futbolu amerykańskiego - w filmach i serialach to wygląda na mega sport, a potem idziesz na żywca obejrzeć w tv lub gdzieś na boisku i nie możesz uwierzyć, że to ktoś ogląda z własnej woli
Ale nie o to mi chodzi, o gusta sportowe, ot, takie porównanie - naprawdę bardzo dobrze wchodzi ten film w oczy i robi puk puk dopaminko - baw się dobrze mózgu! Mój się bawił nawet bardzo dobrze!
@Ragnarokk no takie życie fana kinomana w budżetowym filmie amerykańskim - przyzwyczajaj się albo giń - czytaj: albo się baw dobrze albo zostań wiecznym narzekaczem-snobem XD
@Mahjong oglądałem wczoraj, jako fan f1, czasem mnie skręcało z żenady, ale to film dla hamburgerów, więc nie ma co się wkurzać. Za to wizualnie na prawdę spoko
@Mahjong jestem fanem F1, Sport jest mega ciekawy i angażujący, jak się jest zaznajomionym w szczegóły. Ten film to jakby splunąć w twarz myślącym ludziom. Kolejny głupi film po Gran Turismo, a najlepsze jest to, że w temacie ścigania można zrobić wciągający i w miarę sensowny film, na przykład Ford vs Ferrari.
@KierownikW10 gadasz jak mój szwagier marynarz, co każdy film dotyczący pracy na morzu musi skrytykować, że wszystko jest nie tak i głupoty pokazują. Chyba tylko Kapitan Phillips mu się podobał i tam o nic się nie czepiał
@JackDaniels gadasz jak mój szwagier bezrobotny, który cały dzień siedzi na Netflixie i ma mózg wypełniony gównem oglądając miernej jakości produkcję.
A tak bardziej serio jak coś jest bzdurą i krytyka jest rzeczowa, to ja nie widzę problemu. Jakiś laik z USA będzie oglądał i film zarobi a ja nadal mogę mieć własne zdanie i nic w tym złego.
@Fox @lagun @BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta ach oglądało się teraz w święta po latach. No świetny film i Robin Williams, którego tak brakuje, ech... No i Hook. Film dziecinstwa i ja rocznik 86, na nim ryczę jak Bóbr...
Dziennikarz radiowy jedzie na Wybrzeże. Ma zrobić negatywny materiał o jednym z przywódców strajki w Stoczni Gdańskiej. Tym przywódcą okazuje się być Maciej Tomczyk, syn Birkuta z "Człowieka z marmuru". Tymczasem w mieście na czas strajku panuje prohibicja, co wielce utrudnia życie dziennikarza (w tej roli Marian Opania), który boryka się z alkoholizmem. Z czasem gdy dziennikarz bada i wczuwa się w historię Macieja, i tym samym w jego walkę w Stoczni.
Jednak dla mnie "Człowiek z marmuru" miał więcej sensu, polityka nie trzaskała widza w pysk, była raczej tłem do opowiedzenia historii i warunków pracy filmowca wtedy. "Człowiek z żelaza" ma wymiar ideologiczny czasem, w filmie np. występuje w roli samego siebie Lech Wałęsa. A może po prostu sam Birkut był ciekawszy, bo przechodził kilka zmian, natomiast Maciej cały czas z czymś walczy - może to wydać się męczące, bo staje się postacią ciągle jednoznaczną. Ale warto wziąć pod uwagę, że chciano zrobić ten film na szybko, na świeżo by oddać choć kawałek tej walki o lepszą Polskę widzom.
W każdym razie to dalej znakomity film Wajdy, no i nie wolno zapominać o Złotej Palmie dla tego tytułu. Dwie i pół godziny mijają niepostrzeżenie, więc realizacja jak zwykle na mistrzowskim poziomie.
@Krzysztof_M Ale to akurat prawda. Wracając do gier na C64 (jak co roku na święta) inaczej sobie je wyobrażałem. Nadal jednak potrafię odkryć w sobie 9 letnie dziecko, pomimo upływu 40 lat...