#filmy

65
7183

Nie jestem obsesyjnym fanem Gwiezdnych Wojen i nie wiem czy temat Mace'a Windu będącego nieogarem to jest kanon i powszechny odbiór tej postaci? Film oglądałem jak byłem dzieciakiem no to na te rzeczy się nie zwracało uwagi, natomiast przy głębszej analizie poczynań tej postaci aż się człowiek zastanawia czy to tak przypadkowo wyszło czy postać Mace'a miała być przedstawiana jako geniusz i mistrz będący faktycznie pozerem dokonującym najbardziej głupich wyborów.


Podsumujmy. Anakina, czyli narcystycznego złotego chłopca jedi potraktował jak troll ragebaitujący za reakcją kiedy przechodzący okres buntu Anakin otrzymał miejsce w radzie ale jako precedens bez nadania tytułu mistrza. Nawet największy debil by oczekiwał w takim przypadku ostrej reakcji i niezrozumienia, natomiast wybrany jako lider zakonu to powinien się wykazać przewidywaniem, rozsądkiem i próbą dyplomacji. Zamiast tego pokazał festiwal bucowania, wyniosłości i pasywnej agresji wyraźniej podbijając swoje ego pokazując Anakinowi jego miejsce w najbardziej arogancki i prowokujący sposób jaki się dało.


Czy Mace Windu to był nepo baby czy cóś w ten deseń? Gość kompletnie nie nadawał się na stanowisko lidera zakonu a przecież tam byli mędrcy jak Joda. Odnośnie sceny poniżej, to do konfrontacji z mistrzem Sithów wybrał czopków żeby się przed nimi popisać swoim skillem. Nie ma innej opcji (no chyba, że to luka w scenariuszu i niezamierzone) bo skoro pojmanie Palpatina miało być kluczowym zadaniem to z jakiej beczki zajął się nim w tak amatorski sposób?


#starwars #scifi #filmy

c2a669e2-afc7-46d4-a182-681d74017250

@Rimfire

  1. Jedi zgubiła m.in. ich arogancja, nie ogarnęli kompletnie szkolenia w starszym wieku

  2. Wziął mistrzów, Sidious użył jakiejś techniki mentalnej, tylko Windu się jej oparł

Zaloguj się aby komentować

52 + 1 = 53

Tytuł: Święta góra

Rok produkcji: 1973

Kategoria: Fantasy / Surrealistyczny

Reżyseria: Alejandro Jodorowsky

Czas trwania: 1h 54m

Ocena: 10/10


To mój pierwszy film Jodorowskiego. Tak wyszło, że zawsze schodziliśmy sobie z drogi, choć miałam kilka razy możliwość zobaczenia jego filmów. Ale jakoś odpychało mnie, że są one po⁎⁎⁎⁎ne. Teraz, po tylu latach oglądania filmów - jestem praktycznie gotowa na każdy tytuł, więc pomyślałam - czemu nie? Przecież to nie może być jakieś ciężkie czy coś.


I nie było wcale! Oglądane na tzw. spiętej dupie od samego początku - w sumie historia jest typowo fantasy i tak się czułam wrzucona w ten poryty świat tego filmu. Do tego w trakcie fabuły jeszcze pojawia się "trzeba skompletować drużynę" i ruszyć w stronę Mordoru, tfu, znaczy Świętej Góry.


Historię obserwujemy na początku ze strony Złodzieja, który podobny do Chrystusa, dorabia się przypadkiem nawet odlewu takiego "jezuska". W świecie, w którym żyje Złodziej duchowość to pieśń przeszłości, a religia to kolorowe zabawki, zaś śmierć i przemoc to okazja do pośmiania się i robienia sobie fotek. Albo inscenizacja historyczna z żabami w roli głównej. No popierdolone ogólnie obrazki oglądam na początku, zresztą dalej jest tak samo.


Ostatecznie Złodziej trafia do pewnego guru, który kompletuje drużynę i dziewiątka śmiałków ma ruszyć na Świętą Górę by wykraść bogom tajemnicę nieśmiertelności.


Świetne są zdjęcia do tego filmu - szczególnie zapada w pamięć droga do guru na szczycie wieży półnagiego Złodzieja. Odwołania do świata, ludzi, religii... Jest tego cała masa, pole do interpretacji szerokie, ale wcale nie takie trudne jak by mogło się wydawać, bowiem może wystraszyć zwykłego widza wrzucanie Jodorowskiego do szufladki z napisem "awangarda".


Moim zdaniem film jest absolutnie oglądalny, ma zwartą fabułę, epizody trzymają się kupy - w sumie wszystko jest na swoim miejscu - tylko świat popierdolony!


Ludziska piszą, że najlepiej oglądać ten film na kwasie, bo wygląda jakby był zrobiony na kwasie. IMO na trzeźwo jak najbardziej do obejrzenia i uznania. Dla lekko wyrobionego widza to nie powinien być ciężki seans. Ja tam miałam za⁎⁎⁎⁎sty fun oglądając to, już w połowie seansu wiedziałam, że ocena będzie wymaksowana, film wżarł się w mój gust idealnie, chociaż ja po tylu filmach już sama nie wiem jaki mam gust.


I ten plot twist na samym końcu! Miodzio! Aż mi się "Drugi akt" Dupieuxa przypomniał.


Polecam gorącom wszystkim kinomanom, którzy jak ja, omijali Jodorowskiego - zobaczcie koniecznie. "Święta góra" to świetna przygoda i j⁎⁎⁎ny SZTOS!


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

8158439d-9c62-4a59-b2af-ae6c6e363d10
c28fe503-1d59-4230-ba72-93a08b175eb4
f5e0ada4-7ed7-4799-8b7f-6658401d0c74

Zaloguj się aby komentować

51 + 1 = 52

Tytuł: Sny o pociągach

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Clint Bentley

Czas trwania: 1h 43m

Ocena: 8/10


Nie były zawyżone oceny o tym filmie - przynajmniej z mojego punktu widzenia.


Bardzo ładnie zrealizowana całość, cudowne ujęcia, które są bardzo magiczne, choć przecież nic magicznego nie pokazują.


Historia ckliwa, lecz ludzka - w sumie taka historia o naprawdę zwyczajnym człowieku, który sobie żyje z dnia na dzień bez określonego celu dopóki nie założy rodziny i to ona stanie się sensem jego życia.


Niesamowite są sceny na trakcie - w czasie prac wyrębowych, i te rozmowy z innymi pracownikami - o tym czym jest natura i człowiek. Takie w sumie jest też życie Roberta Grainera - naturalne i ludzkie. Jednak gdy rodzina znika z obrazka co można zrobić? Pogrążyć się w rozpaczy, a potem podnosić się lekko, powoli, ale z uporem. Rozpacz jednak nigdy nie zginie - o tym nie pozwala nam zapomnieć smutna mina głównego bohatera.


Bardzo podobał mi się ten film - w sumie opis wcale nie zachęca, a jednak podanie historii jest tak świetnie utkane, że bierzemy i jemy to jak najęci.


Film całościowo trzyma się bardzo mocno - więc naprawdę, ciężko w jakimkolwiek względzie przyczepić się do tego tytułu - aktorstwo, realizacja, muzyka - wszystko jest TOP. A najważniejsze jest to, że film porusza serce widza.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

6f1bc919-d469-4001-9dd8-f86321e77791

Zaloguj się aby komentować

50 + 1 = 51

Tytuł: Suspiria

Rok produkcji: 1977

Kategoria: Horror

Reżyseria: Dario Argento

Czas trwania: 1h 38m

Ocena: 6/10


Chyba za późno zabrałam się za filmy Argento. Pewnie tak o 10 lat. Fabularnie jest klasycznie dość, aktorsko - drewniano.


Ale za to jaka piękna czerwona krew się leje! To na pewno jest piękne w tym filmie - że włoski reżyser nie pi⁎⁎⁎⁎lił się z realizmem, nie poczernił tej krwi - najbardziej czerwony kolor ever!


W sensie wizualnym jest bardzo dobrze. Natomiast fabuła nie zrobiła na mnie wrażenia. Młoda amerykanka dostaje się do wiedeńskiej szkoły tańca. Od samego początku podejrzewa, że dzieje się tam coś niedobrego, bo już tej samej nocy, w której młoda panna dobija się do drzwi szkoły, ginie w brutalny sposób inna uczennica tej szkoły. I tak ginąć będą dziewuszki, przynajmniej dopóki amerykanka nie odkryje, że szkoła to siedlisko starych wiedźm - ach, te wyszukane metafory na nielubiane nauczycielki!


W każdym razie dam jeszcze szansę Argento - koledzy mi podpowiedzieli parę tytułów i choćby dla tej najczerwieńszej z krwi - myślę, że warto będzie sprawdzić kilka tytułów.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #horror #kinozmahjongiem

b38b167f-7888-4a56-859d-129a3df4cb15

@Mahjong podobnie oceniłam kiedyś ten film na Filmwebie, wizualnie pięknie, ale historia d⁎⁎y nie urywa.

A te sztuczne aktorstwo to chyba wynika z tego, że kazali w większości włoskiej obsadzie grać po angielsku, a makaroniarze są na ogół na bakier z językami obcymi.

@Mahjong film to złoto jeśli chodzi o klimat i kwestie audiowizualne i za to mu dałem 9/10. A fabuła - odpalając horror mam zerowe oczekiwania w tym względzie, ciężko mi sobie wyobrazić film z tego gatunku, który nie będzie fabularnym gównem. xD

Zaloguj się aby komentować

49 + 1 = 50

Tytuł: Dzień gniewu

Rok produkcji: 1943

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Carl Theodor Dreyer

Czas trwania: 1h 45m

Ocena: 6/10


To film Dreyera, wiec musik dać punkt więcej, ale moim zdaniem nie był to wyjątkowy film, na pewno nie o takiej sile rażenia jak Męczeństwo Joanny d'Arc.


Jest rok 1623. Anna wyszła za mąż za o wiele starszego od siebie Absalona, szefa inkwizytorów. Mniej więcej w tym samym czasie wraca do domu dorosły syn Absalona - Martin. Anna udziela schronienia kobiecie, która została oskarżona o czary - i dzięki temu dowiaduje się szczegółów zawarcia swojego małżeństwa - matka Anny też była oskarżana o czary, ale Absalon uniewinnił ją za rękę córki. Wyżej wspomniana kobieta zostaje złapana jednak, torturowana przyznaje się i zostaje spalona na stosie.


Anna wpada w romans z synem męża i coraz częściej nie kryje się z tym, że chciałaby by ten stary dziad zdechł. Watch what you thinking. Pewnego razu Anna nie wytrzymuje i wyjawia prawdę Absolonowi o romansie z jego synem, co zabija starego inkwizytora.


Najgorzej czuję się z samą sobą, że nie poczułam "dzieła". Ale wątpię bym chciała kiedyś powtórzyć ten seans, jak coś do wolę kolejny raz popatrzeć na męki Joanny d'Arc.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

6ce1c08a-d6dd-4a2d-beb0-264a9489cddf

@Mahjong leci na listę do obejrzenia, opis zapowiada się całkiem ciekawie. Wgl wydaje mi się (ale aż tak nie jestem obcykana w historii kina i mogę się mylić) że to chyba jeden z pierwszych filmów o tym, jak naprawdę wyglądały protestanckie polowania na czarownice (nawet sztuka Millera "Czarownice z Salem" to dopiero następna dekada).

@Vampiress w sumie więc z góry przepraszam za spoilery, nie uznaję takowych skoro oceniam film, może powinnam dawać jakąś notkę? Ale na filmwebie jest nawet zakończenie opisane, więc chyba nie ma tragedii. Myślę, że zresztą przy takim filmie nie ogląda się dla tego "co będzie dalej" i tak. To raczej kontemplacja zachowań i obserwacja.


Film jest na flixclassicu jak coś.

Zaloguj się aby komentować

48 + 1 = 49

Tytuł: Zgiń kochanie

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dramat / Psychologiczny

Reżyseria: Lynne Ramsay

Czas trwania: 1h 59m

Ocena: 3/10


Jennifer Lawrence wciela się w Grace, kobietę która przechodzi ciężką depresję poporodową. Akompaniuje jej Robert Pattinson w roli jej zagubionego przez chorobę żony partnera.

Chciałbym opisać jakoś fabułę, ale ten film jej nie ma. Nie ma tu rozwoju depresji, nie ma pokazanego jej wpływu na główną bohaterkę, na jej bliskich, nie ma jakiegoś rozwiązania. Tu już nie chodzi o to że film jest niechronologiczy, to częsty zabieg przy filmach pokazujących historie z problemami psychicznymi, ale nawet kiedy sceny, miejsca, wydarzenia się mieszkają da się świetnie zachować fabułę co wielokrotnie udowodnił Tarantino, Richie, czy ostatnio Smarzowski w "Domu dobrym". Tu się to nie udało, a może nie miało się udać.

Poszedłem na ten film, bo temat depresji poporodowej jest mi bliski, uważam go za turbo ważny i nadal zbyt mało poruszany. Ale ten film w niczym nie pomoże. Jest na siłę wypchany symboliką, praktycznie wylewa się ona z każdego wątku. Gdyby ją usunąć to film nic by nie stracił, ale zamknąłby się w sześćdziesięciu minutach. Według Lynne Ramsay depresja poporodowa to losowe uderzanie głową w ściany, bycie bez przerwy napalonym i chodzenie na spacery i w sumie nie wiemy skąd, czemu, jak. Lawrence starała się jakoś pokazać rozpad osobowości, który często towarzyszy kobietom wpadającym w depresję poporodową, serio po niej to widać że starała się jak mogła, ale scenariusz i reżyseria skutecznie jej w tym przeszkodziły. Oprócz przeintelektualizowanych symboli w filmie mamy jeszcze stereotypy, a jakże. Pattinson gra tu swoją pierwszą rolę gdzie można nie zauważyć że po Jude Law jest drugim najprzystojniejszym mężczyzną na świecie (nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym). Pattinson zagrał człowieka absolutnie żałosnego. Kogoś kto nie widzi problemów i potrzeb żony, kto przestaje widzieć w niej kobietę a zaczyna jedynie matkę swojego dziecka, kto stawia tylko na siebie i swój punkt widzenia, a przy tym wszystkim jest chorobliwie nieporadny. W większości scen wygląda jakby miał wybuchnąć z zagubienia, usiąść i się rozpłakać czekając aż przyjdzie mama i przytuli.

Film ma dwa plusy. Pierwszym jest pokazanie że w depresji poporodowej często nie chodzi o dziecko. Tu dziecko było postacią nawet nie czwartoplanową, było dużo dalej. Czasem można było nawet zapomnieć że ono jest. Bałem się trochę że film będzie straszeniem płaczem, karmieniem, przewijaniem itp., ale tego tu nie ma. Drugim plusem jest budowanie nastroju dźwiękiem. Ten film jest głośny, momenty kulminacyjne są bardzo głośne i jest to drażniące, wywołuje dyskomfort. Tu szczekanie psa, tu kapanie wody, tu skrzypienie huśtawki, tu głośne jedzenie - to się kumuluje i świetnie współgra z tym jak czuje się główna bohaterka. Z drugiej strony, kiedy jest cisza, to widać też równowagę u głównej bohaterki. To wyszło świetnie.

Także podsumowując - świetna rola Lawrence, dobra gra dźwiękiem. Taki film do puszczenia na jakimś festiwalu aby widownia mogła w przerwie między jednym a drugim filmem poudawać że pochyla się nad ważnym problemem i wejść na kolejny film, a potem zapomnieć że go w ogóle widziała.


#filmmeter #filmy #film #ogladajzhejto

c3e0e137-e5c8-434d-a342-c2efa6ad4eaf

Zaloguj się aby komentować

47 + 1 = 48


Nareszcie coś perfekcyjne byle jakiego w #piechuroglada

----------

Tytuł: Before and After

Rok produkcji: 1996

Reżyseria: Barbet Schroeder

Kategoria: #dramat #thriller

Czas trwania: 108 min

Moja ocena: 5/10


W małym miasteczku odnalezione zostają zwłoki młodej dziewczyny. Dostępne poszlaki wskazują, że związek z jej śmiercią może mieć syn miejscowego artysty i jego żony.


Film, który na początku zapowiada się ciekawie ostatecznie zawodzi i jest mało interesujący. Rodzice, których grają Meryl Streep i Liam Neeson, zachowują się po prostu kretyńsko i egoistycznie, a każda ich chęć pomocy powoduje kolejne problemy. Dialogi są jakieś sztuczne i nieprzekonywujące, a dziewczynka grająca córkę bohaterów jest potwornie drewniana. Edward Furlong grający syna również nie zachwyca. Całość jest nakręcona jakoś bez polotu, nie czuć napięcia. Polecam chyba tylko jako coś, co leci w tle przy innych zajęciach.


#filmy #kino #filmmeter

b26858a4-1d12-46e8-a649-eef69d0c9d8d

Zaloguj się aby komentować

46 + 1 = 47

Tytuł: Droga

Rok produkcji: 2009

Kategoria: Dramat / Psychologiczny / Thriller

Reżyseria: John Hillcoat

Czas trwania: 1h 44m

Ocena: 9/10

Film, który wtłacza w fotel. W taki sposób można go opisać i aż byłem zaskoczony, że nikt go tu nie opisywał. Może dlatego, że ciężko go znaleźć w necie (jakby co - pw). Opowiada nam o tytułowej drodze na południe, tj. tułaczce nienazwanego ojca i syna. Łączy ich bardzo mocna więź przetrwania szaro-burym, post-apokaliptycznym świecie przypominającym Bytom przez 8 miesięcy w roku. I mimo iż można odnieść takie wrażenie patrząc na skalę zrujnowanych budynków i wszędobylską biedę oraz patologię, rzecz się dzieje w USA.

Film skupia się przede wszystkich na ich relacji, trudach, daje szczyptę uśmieszku, ale przede wszystkim zadaje pytania o człowieczeństwo w kryzysowych sytuacjach. Ukazuje ich przygody w owej tułaczce, gdzie liczą że na południu dotrą do miejsca, w którym jest bezpiecznie i będą mieli jedzenia pod dostatkiem. Nie ma fajerwerków, nie ma zombie ani nic takiego. Po prostu walka o przetrwanie z interesującym zakończeniem.

Film charakteryzuje bardzo mroczny, ciężki klimat i naprawdę skłania do wielu rozmyślań. Jedyne do czego mogę się przyczepić to 3 rzeczy:

  1. Chłopak drze pi... ryjca. Nawet jak powinien być cicho, to ciągle gada i wydaje odgłosy. Nie jest to małe dziecko i powinien już to rozumieć.

  2. Brakuje mi wyjaśnienia takiego stanu rzeczy post-apokaliptycznego świata. Co to spowodowało, od jak dawna trwa?

  3. Te szare kolory to aż miejscami do przesady, rozumiem że jest to efekt tak jak pomarańcz w Meksyku, ale jednak miejscami było to aż prześwietlone.

Niemniej mimo to bardzo, bardzo polecam. Dawno żaden film mnie tak nie zaskoczył. Gdyby nie te 3 rzeczy, a nawet dwie (bez dwójki) to film miałby dziesiątkę. A jak dotąd na kilkaset filmów tylko Zielonej Mili, Ojcu Chrzestnemu, Przełęczy Ocalonych oraz Królestwo Niebieskiemu takie dałem.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

c2339e82-8d6d-4cdc-8174-e0f8a57219cb

Uwaga spoiler!


No nie wiem, tam było więcej takich rzeczy, z tego co pamiętam to była scena z jakimiś ludźmi zombie trzymanymi w piwnicy i kilka podobnych ukłonów w stronę amerykańskiego widza. Dla mnie w filmach postapo najbardziej przerażający jest realizm, pokazanie jak świat może faktycznie wyglądać. Natomiast tutaj momentami ten ciężki mroczny klimat przypomina horror klasy B.


A szkoda, bo takimi zagrywkami wycelowanymi w przyciągnięcie amerykańskich fanów zombie zepsuli naprawdę fajny film. Przynajmniej tak to pamiętam, może obejrzę ponownie...

@voy.Wu Spojler: w książce i w filmie to nie byli zombie a ludzie. McCarthy chciał pokazać "Żywą spiżarnie". Tak jak krety obgryzają dżdżownicom końcówki by nie uciekały tak nawet w książce był opis człowieka z obciętymi nogami aż do bioder i przypalonymi kikutami.
@Atexor parę razy ten film był tutaj przytaczany. Idea szarości wzięła się z tego że zatrzymała się cała wegetacja, stąd młody przy scenie pod wodospadem krzyczy "Kolory!".

Właśnie sobie uświadamiam jak bardzo mnie ten film i książka wgniotły mimo tego że widziałem to z 15 lat temu.


Edit:
W książce jest jeszcze scena z noworodkiem, jedyne co mogę powiedzieć że "Ludzkość zjada własną przyszłość". Podobno nawet nagrali ten fragment ale reżyser uznał to za zbyt drastyczne.

@m_h Tak, też mnie zaskoczyła ta scena. Razem z małym bunkrem to była miła odskocznia. A z noworodkiem nie znałem, ale domyślam się... Z tą wegetacją też mialem rozminę, bo było widać zimę, a wiele drzew czy krzewów miało jakieś stare liście itp. Ta apokalipsa trwała parę lat, więc powinny się one rozłożyć :P. No i dziwne, że wszystko przestało rosnąć a powietrze jest zdatne do oddychania. Dlatego brakuje mi jakiegoś wyjaśnienia.


Co do przytaczania filmu to ostatnio ktoś go wspomniał na jakimś tagu VHS cos tam, ale #filmmeter go nie pokazał. Sam uzupełniłem parametry.


@voy.Wu - kolega wyżej wyjaśnił. To ludzie, jeden pamiętam w ogóle bez kończyny. Żywy inwentarza trzymany w ciemnicy dla kanibali, a w łazience były resztki z ich oporządzania. Przecież nikt by zombie nie jadł.

Mam na liście do obejrzenia. Książka bardzo utkwiła mi w pamięci.

Ciekawostka: jest fanowska teoria, mówiąca, że przyczyną apokalipsy był wybuch superwulkanu. Ma to sens a jak ja uslyszałem to nawet jeszcze bardziej "poczułem" ten świat. I jeszcze bardziej uderzył mnie opis świata z martwymi roślinami.

@dyskretna_transformata_fuhrera to w sumie miałoby sens, już takie wywołały male epoki lodowcowe i mniej światła. No i te trzęsienia ziemi (wtórne?). Po takim Yellowstone pewnie byłoby ich sporo. Tylko opadu tego syfu z nieba brakuje.

@Czokowoko dzisiaj jeszcze ten film mi siedzi w głowie. Ta nutka się przydaje na "od-reagowanie" tego, pozytywna :3
Taki dziwny styl nito dance nito reggae

317b9a05-c63c-40a4-9aa3-ec5f49cf43b6

Zaloguj się aby komentować

45 + 1 = 46

Tytuł: Charlie i fabryka czekolady

Rok produkcji: 2005

Kategoria: Fantasy

Reżyseria: Tim Burton

Ocena: 7/10


Był już dzisiaj oryginał, więc czas na remake. Styl - czysty Burton, nie da się pomylić tego z niczym innym. Wizualnie i fabularnie jest lepszy od oryginału (oczywiście inne czasy i możliwości). Choć mam mieszane uczucia, czy to wciąż jest film familijny. Z pewnością nie jest za to tak nachalnie moralizatorski.

Do seansu zachęciła mnie informacja, że główną rolę gra Johnny Deep. I nie wiem, czy nie jest on czasem jedną z największych wad tego filmu. Wykreował postać, która mi się kojarzy z... Michaelem Jacksonem? A nie wiem, czy o to chodziło. Zdecydowanie wolę tego psychopatę z oryginału. I umpalumpów również, z tą ich powtarzającą się piosenką i ciekawymi układami. Choć ten również ma swoje, nieliczne, momenty (zwłaszcza koncert w telewizji - mistrzostwo). Gdyby wrzucić te elementy z oryginału do tej wersji, to mogłaby być petarda.
[w tej wersji przynajmniej zobaczyliśmy pozostałe dzieci, jak opuszczają fabrykę - ciekawe, ale w sumie w tamtej wersji nie zobaczyliśmy ich później wcale - jeszcze ciekawsze]

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

a2b9fb2d-2231-4be6-8b22-0c750bd23584

Zaloguj się aby komentować

43 + 1 = 44

Tytuł: Willy Wonka i fabryka czekolady

Rok produkcji: 1971

Kategoria: Familijny / Fantasy

Reżyseria: Mel Stuart

Ocena: 7/10

Oprócz mema do filmu jest sporo nawiązań, zwłaszcza w kulturze amerykańskiej, więc postanowiłem w końcu obejrzeć. Pierwszy raz się zastanawiałem jaki rodzaj tripa by pasował do tego filmu. Bo narkotyki na pewno by pomogły. Wonka to niezły psychol - szkoda, że zrobili z tego film z morałem.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

fd9f06f3-6028-467a-9164-d50e13f785b0

Zaloguj się aby komentować

@Opornik Chyba chodziło o to że chciał się ustatkować w korpo. A że koledzy mu podpowiedzieli to się wypiął gołą dypą. Nie pamiętam tak szczerze.

Zaloguj się aby komentować

42 + 1 = 43

Tytuł: Andriej Rublow

Rok produkcji: 1966

Kategoria: Biograficzny / Historyczny

Reżyseria: Andriej Tarkowski

Czas trwania: 3h 25m

Ocena: 9/10


Chciałam obejrzeć sobie film o tym ruskim tenisiście co jak przegrywa to uderza się rakietą w udo, ale to nie było o nim. Uważajcie co włączacie!


A teraz na poważnie: zawsze gdy włączam Tarkowskiego mam ten sam problem - film mi się podoba MEGA, ale nie wiem czy wszystko rozumiem.


W tym przypadku jest trochę łatwiej, bo to historia średniowiecznego mnicha i twórcy ikon - Andrieja Rublowa. Przez pryzmat lat obserwujemy jego losy, ale przede wszystkim obserwujemy jego rozterki, falę cierpienia i przemocy i średniowieczną Ruś, którą przemierza tytułowy bohater.


Rublow jest niczym Chrystus - widać od samego początku po jego umęczonej twarzy, że zmierza ten człowiek ku jakiemuś niewyobrażalnemu cierpieniu. Na początku drogi towarzyszą mu dwaj mnisi, niczym jezusowe łotry w drodze na Golgotę. Potem ich drogi się rozejdą, ale będą się czasem pojawiać znowu. To bardzo ważne i symboliczne postacie w życiu samego ikonotwórcy.


Akcja zaczyna się w roku 1408, gdy Rublow wędruje z towarzyszami. Potem dostaje propozycję stworzenia ikon w jakieś katedrze (wybaczcie brak szczegółów, nie robiłam notatek ;), co sprawia, że jeden z jego towarzyszy, nie mogąc znieść zawiści wobec kolegi, sam odchodzi z zakonu.


Rublow pracuje nad ikoną, obserwujemy jego poczynania. Jednak najazd Tatarów burzy jego dotychczasowe życie. Jest świadkiem przemocy i mordów - sam w akcie obrony pewnej kobiety zabija człowieka. To sprawia, że Andriej porzuca tworzenie ikon i zamilczy (dosłownie) na wiele lat.


Lata mijają, a świat niby się nie zmienia, a jednak zmienia. Artysta jest świadkiem wielu wydarzeń - jednym z najlepszych i najbardziej zapadających w pamięć fragmentów filmu jest odlewanie wielkiego dzwonu dla księcia Rusi oraz jego pierwsze uruchomienie - tutaj obserwujemy postęp twórczy syna ludwisarza, Borysa. To wielkie oddanie chłopaka przebudzi dawnego Andrieja - Andrieja twórcę.


Co tu dalej opowiadać. Kto lubi Tarkowskiego nie będzie się nudził. To są filmy ciężkie, powolne, nie dają łatwych odpowiedzi. I znowu film o religii, co dla mnie, ateistki, jest zawsze trudne w filmach Tarkowskiego. Ale mistrzowska narracja i realizacja nie pomaga mi się bawić w ocenę takich poglądów. Mogę tylko ocenić skalę odczuć - ta jest wymaksowana, ten film daje tak wiele do myślenia.


Na przykład czym jest pokuta? Pod koniec jeden z dwójki towarzyszy Andrieja narzeka, że za swoje grzechy musi przepisać Biblię kilkanaście razy - straszna sprawa, bo lat zostało mało a to taka żmudna robota. Tymczasem Rublow bez zastanowienia sam na siebie narzuca pokutę - pozbawia siebie możliwości tworzenia i mówienia.


To tylko jeden z przykładów. Ten film można rozkładać na tak wiele czynników. Wszystko ma mocny związek z religią, ale czyż religia nie była i nie jest czasem lustrem ludzkich rozterek?


Nie wiem jak to wszystko ocenić całościowo, czy 9/10 czy 10/10, a może przesadzam i wystarczy 8/10?. Dla mnie jak na razie każdy film Tarkowskiego to arcydzieło. Nie inaczej jest z tym tytułem.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmajongiem

78f8cb2d-b6af-45b0-867c-65d23c796f5c

Zaloguj się aby komentować

41 + 1 = 42

Tytuł: Czwartkowy Klub Zbrodni

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Komedia kryminalna

Reżyseria: Chris Columbus

Czas trwania: 2h

Ocena: 4/10


Grupa emerytów mieszkają w domu spokojnej starości co czwartek spotyka się, by rozwiązywać zagadki kryminalne. Wskutek chciwości lokalnego biznesmena sami lądują w środku kryminalnej intrygi, którą próbują rozwiązać zanim zrobi to policja.


Strasznie sztuczny dla mnie to był film. Świat jak z żurnala, mało brudu i "elementu" społecznego. Do tego sama intryga kryminalna też średnia. Filmu nie ratuje plejada wybitnych aktorów.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #komedia #kryminalne

f5bd7e75-f3ef-4880-8cd1-9b809758ac68
bori userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Też Was wkurwia ten termin "rycerz jedi"?

Jaki on jest kuźwa rycerz?


Ma kunia? Ni ma. To nie jest klasa kawalerii kosmicznej tylko jakiś kuźwa zwykły piechotowy wycieruch. To z jakiej racji na to mówią "jedi knight" czyli rycerz jedi?


Jak sobie myślisz "rycerz" to co przychodzi na myśl? Szlachcic w zbroi na koniu, no nie? Ten na zdjęciu to szlachcic? Jakiś łachmyta w szmatach sekty kosmicznej, szkolony w użyciu Mocy tylko dlatego bo się okazało, że ją posiada. Taki Darth Vader to chociaż zbroję miał to można jeszcze jakoś uznać ale Obi Wan czy Qui Gon? Szmaty jakieś filcowe co to byś w tym się wstydził do obory iść bo siara przed świniami.


I co? Czemu rycerz? Bo miecz ma? Akat rycerze walczyli toporami czy włóczniami i wcale nie musieli korzystać z miecza jeśli nie chcieli. A z czego musieli korzystać? Z kunia, no właśnie. Rycerz bez kunia to nie rycerz. A czego nie ma Obi Wan? Kunia nie ma. To nie jest rycerzem jedi tylko jakąś piechotą pospolitą jedi.


Musiałem to z siebie wyrzucić. Dziękuję za uwagę, mordeczki. Trzymajcie się tam cieplutko tego chłodnego wieczoru.


#starwars #scifi #fantastyka #filmy #seriale

a37706e1-dd10-4acf-8d6d-57be04d95929

@Rimfire to prawda, aby być rycerzem trzeba w sumie spełnić tylko dwa warunki: to wojownik konny, chrześcijanin.

Bez tego nie możesz być rycerzem. Zbroja, broń to kwestia drugorzędna.

Zaloguj się aby komentować

37 + 1 = 38

Tytuł: Człowiek z kamerą filmową

Rok produkcji: 1929

Kategoria: Dokumentalny

Reżyseria: Dziga Vertov

Czas trwania: 1h 8m

Ocena: 8/10


Wyprawa eksperymentalna człowieka z kamerą, a za nim innego człowieka z kamerą. Vertov podpowiada nam co można wyczyniać z kamerą, gdy pokazuje ujęcia kręcenia.


Kamera wędruje po ulicach miasta, jego zakątkach i przede wszystkim po życiu ludzi. Czasem najpierw widzimy montowane skrawki taśmy, a kilkanaście minut później odkrywamy te sceny w pełnym ruchu. Z jednej strony ciekawy film dokumentujący życie miastowych pod koniec lat 20. XX wieku, z drugiej strony to laur miłości położony na szczyt kamery, za to, że można z nią robić tak wiele, prawie wszystko.


Vertov lubi eksperymentować i ten film tego jest wyrazem, ale nie jest to eksperyment toporny, wprost przeciwnie - dynamika filmu jest wręcz powalająca. Ten film mógłby powstać i dziś - jego wymowa jest niezmienna. Życie w oku kamery zyskuje, czemu tak jest, któż to wie? Ale tak jest i koniec - grzmi nieco z tego obrazu taka sentencja. Czy jest prawidłowa, czy się z nią zgadzamy to już mniej ważne. Ważne jest by patrzeć, obserwować. I kamerować.


/film można zobaczyć i usłyszeć między inymi na Flixclassic ze wspaniałym podkładem muzycznym The Cinematic Orchestra!/


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

28176562-8370-467d-a14c-9a13ffd1cf58
90e17337-bb3d-44b9-97da-71216dc0cd81

@Mahjong Warto dodać, że w 2003r. zespół The Cinematic Orchestra nagrał swoisty hołd i soundtrack do tego filmu, pod tym samym tytułem.

@Klamra ach właśnie! I z tą wersją muzyczną też oglądałam film (na Flixclassicu) i na pewno wiele to pomogło. Świetny OST!

Zaloguj się aby komentować

36 + 1 = 37


Cast Away, tylko zimno. Zapraszam do #piechuroglada

----------

Tytuł: Arctic

Rok produkcji: 2018

Reżyseria: Joe Penna

Kategoria: #dramat #survival

Czas trwania: 97 min

Moja ocena: 7/10


Ocalały z katastrofy lotniczej mężczyzna stara się przeżyć w surowym środowisku Arktyki, oczekując na przybycie pomocy.


Film jednego aktora, w którym pada dosłownie kilkanaście słów. Historia tego, jak silna w ludziach jest wola przetrwania, ale pokazująca także, że nawet w najtrudniejszych warunkach można zachować swoje człowieczeństwo. Męczą tu Madsa Mikkelsena okrutnie i kiedy wydaje nam się, że bardziej nie można, nagle zostajemy wyprowadzeni z błędu. Postawiono tu sporo na realizm, co widać zwłaszcza w surwiwalowych aspektach filmu - rzecz warta docenienia. Polecam fanom kina o charcie ducha i mocy charakteru.


#filmy #kino #filmmeter

00e261ad-fb69-43a0-8871-5f57300cd73a

Zaloguj się aby komentować