Film ma bardzo dobrą muzykę, przez co robi klimat, taki szorstki, gęsty nie wiem jak to nazwać jeszcze mógłbym, bardzo wciąga i trzyma w napięciu. Jest jednak jeden minus - po obejrzeniu nie wiedziałem właściwie o czym ten film był i do czego dążył. Fajnie się ogląda, 2 godziny minęły jak z bicza strzelił, ale bardzo czuć tutaj zmarnowany potencjał fabularnie. Widać, że reżyser umie w budowanie klimatu, ale chyba przy tym wszystkim zapomniał o fabule.
90 minut do wolności to ten przypadek filmu, gdzie oceny w sieci mogą być trochę krzywdzące. Jasne, to nie jest Raport Mniejszości i brakuje mu tej głębi, ale jako czyste kino akcji w klimatach sci-fi sprawdza się całkiem nieźle. Jeśli nie nastawiasz się na oscarowe dzieło, tylko na dynamiczną rozrywkę, to te półtorej godziny mija bardzo sprawnie.
W niedalekiej przyszłości system bezpieczeństwa oparty na zaawansowanych algorytmach (które czasem zachowują się, jakby miały „halucynacje” XD) decyduje o losie obywateli. Główny bohater zostaje uwikłany w technologiczną pułapkę i ma – jak sam tytuł wskazuje – dokładnie 90 minut, aby udowodnić swoją niewinność. To klasyczny wyścig z czasem, gdzie technologia jest zarówno największym sprzymierzeńcem, jak i najgorszym wrogiem.
Film ma sporo dziwnych momentów i logicznych fikołków, które faktycznie mogą przypominać błędy w kodzie sztucznej inteligencji, ale nadrabia to klimatem. Uwielbiam Rebeccę Ferguson, ona mogłaby przez połowę filmu czytać książkę telefoniczną, a i tak oglądałoby się to z przyjemnością.
To idealne kino na „odmóżdżenie” po ciężkim dniu – krótkie, intensywne i z fajnym klimatem. Nie stracisz czasu, a przy okazji nacieszysz oko rolą Ferguson.
Ogólnie zgadzam się z oceną. Film nie prezentuje nic specjalnego, ale można spokojnie zobaczyć. I choć też lubię Rebecce Ferguson to tutaj aktorsko w sumie nic nie pokazała, ale to trochę wymóg roli.
Inna sprawa że nie wiem dlaczego, ale oglądając ten film wiele razy miałem wrażenie jakby część scen - zwłaszcza w końcówce- była w całości wygenerowana przez AI. Wyglądały bardzo nienaturalnie.
Greenland 2 to film, który najlepiej podsumowuje określenie: fajne obrazki, fatalna treść. Dałem mu 4/10, bo o ile wizualnie i koncepcyjnie momentami robi wrażenie, o tyle scenariusz leży i kwiczy. To ten typ produkcji, przy której musisz totalnie wyłączyć myślenie, żeby nie zacząć rzucać kapciem w telewizor przez głupotę bohaterów.
Od strony wizualnej film ma kilka naprawdę mocnych momentów, które zapadają w pamięć. Zobaczenie wyschniętego kanału La Manche czy częściowo zatopionego Liverpoolu robi robotę – te widoki postapokaliptycznej Europy mają swój klimat. Do tego dochodzi wątek totalnego chaosu i czegoś na kształt wojny domowej we Francji. Pod kątem skali zniszczeń i „fajnych pomysłów na koniec świata” ogląda się to całkiem nieźle.
Niestety, połączenie tych wszystkich elementów w jedną historię to totalna porażka. Zachowanie bohaterów jest nielogiczne i po prostu irytujące. Scenariusz jest dziurawy jak ser szwajcarski – najlepszym przykładem jest początek filmu. Najpierw mamy wielką dramę i kłótnię o to, czy zaprosić rozbitków do bunkra, bo przecież brakuje zasobów i trzeba oszczędzać każdą rację żywnościową. A co się dzieje 10 minut później? Cała ekipa ucieka z wyspy w stylu „ręka, szyja, mózg na ścianie” i „kto pierwszy, ten lepszy”, zapominając o jakichkolwiek zasadach czy wcześniejszych dylematach moralnych.
Greenland 2 to zmarnowany potencjał. Gdyby ktoś usiadł nad scenariuszem i wyprostował te wszystkie bzdury, mielibyśmy hit. A tak, dostaliśmy film, który fajnie wygląda jako tło do chipsów, ale zostawia po sobie spory niesmak przez to, jak bardzo jest naciągany. Obejrzeć można, ale tylko jeśli przymkniesz oko na to, że bohaterowie zachowują się, jakby pierwszy raz widzieli świat na oczy.
Opowiada historię grupy nastolatków, którzy zostają przeniesieni w przeszłość do różnych okresów japońskiej historii i wplątują się w przygody pełne samurajskich intryg.
Opowiada o ocalałych ludziach walczących o przetrwanie na zniszczonej planecie Aqualoid, nękanej przez "Nieorganicznych" – istoty dążące do unicestwienia życia organicznego.
Irlandia Północna, lata 70. Transseksualny Patrick "Kicia" Braden, bękart prowincjonalnego proboszcza, wyrusza do Londynu aby odnaleźć matkę, która porzuciła go zaraz po urodzeniu.
Jeden z najlepszych i najbardziej pokręconych filmów Neila Jordana + jedna z najlepszych ról Cilliana Murphy'ego. Oppenheimer w roli Kici to, obok Tima Curry'ego w The Rocky Horror Picture Show i Jaye'a Davidsona w Grze pozorów (kolejny warty zobaczenia film Neila Jordana), najatrakcyjniejszy chłop przebrany za babę.
Film dostępny na CDA i filmanie w słabej jakości, dość często leci na kanałach Cinemax.
Świat przyszłości. Ludzkość zaczyna coraz śmielej eksplorować kosmos, powstają stałe bazy na Księżycu oraz Marsie. Roy McBride, major wojsk kosmicznych, dostaje za zadanie próbę kontaktu z własnym ojcem, który 20 lat wyruszył z misją na krańce Układu Słonecznego celem poszukiwań pozaziemskiego życia i słuch po nim zaginął. A z kierunku w który wyruszył, do Ziemi zaczynają docierać tajemnicze wyładowania elektromagnetyczne niszczące ziemską infrastrukturę.
Film którego premiera została przeze mnie przegapiona, a szkoda. Fabuła może nie porywa, ale aktorska śmietanka oraz fantastyczne ujęcia wiele wynagradzają. Do tego świetne plenery w okolicach Neptuna. Trochę boli finał ze straconym potencjałem.
Zarys fabuły tego filmu jest powszechnie znany, to nie będę go po próżnicy przytaczać.
Z perspektywy 2k26 dalej można się świetnie bawić na Seksmisji, o ile nie jest się snołflejkiem z kijem w dvpie, którego uraża nawet chłop przebrany za babę Wg mnie to akurat must watch polskiego kina.
Film dostępny na CDA i YT, dość często leci też w TV.
Kategoria: Anime / Komedia / Fantasy / Slice of Life
Czas trwania: 4h 36min
Ocena: 8/10
Tytuł angielski: My Deer Friend Nokotan
Format: ONA, 12 odc, 23min/odc | Źródło: Manga | Studio: WIT STUDIO | Ocena na AniList: 6.7/10 | AniList | MyAnimeList
To anime jest tak absurdalne, że nawet nie wiem od czego zacząć. Nie ma sensu przybliżać zarysu fabuły xD. Po prostu jeden wielki absurd pełen ciągłego łamania czwartej ściany i nawiązań do wielu dzieł popkultury. Jedna z bardziej powalonych komedii jakie widziałem od dłuższego czasu. Mnie osobiście bardzo śmieszy ten typ humoru i się dobrze bawiłem podczas każdego odcinka. Ale jednocześnie patrząc po ocenach widzę, że nie każdego bawiło tak samo. No cóż, może nie bez powodu nazywali to podczas premiery "brainrot anime". Zgaduje, że im ktoś jest starszy tym mniej mu podejdzie.
Z tego co pamiętam było o tym głośno jak to emitowali i nawet obejrzałem wtedy ze 2-3 pierwsze odcinki ale potem coś innego przykuło moją uwagę i o tym zapomniałem (dlatego właśnie nie lubię oglądać na bieżąco podczas emisji). Teraz do tego wróciłem bo jest w ofercie ADN z oficjalnymi polskimi napisami przygotowanymi przez 2x2 TV. Jeżeli ktoś kiedyś próbował to oglądać i odbił się od polskich fansubów pełnych tiktokowej nowomowy której nie trawię to teraz ma okazję.
Uprzedzam też, że po obejrzeniu istnieje spora szansa, że nie będziecie w stanie pozbyć się z głowy melodii z openingu xd. shika noko noko noko koshi tan tan
@Jakly No mniej więcej tak to właśnie wygląda przez całe 12 odcinków. To jest straszny odmóżdżacz i wydaje mi się, że można to albo lubić albo nienawidzić, nic po środku. Dałem taką wysoką ocenę ponieważ anime trzyma ten sam krindżowy poziom od początku do końca. Wiele takich podobnych serii traci swój "urok" po 2-3 odcinkach i staje się zwykłym slice of life.
Generalnie wystarczy pierwszy odcinek zobaczyć by sprawdzić czy pasuje komuś taki humor, jak pierwszy nie podszedł to reszta też nie podejdzie więc nie ma co oglądać dalej.
@Catharsis Mógłbyś zrobić jakiś mini tutorial odnośnie anime? Co to jest ONA? Jakie są kategorie? Czy wszystkie anime są ekranizacjami mangi? Kiedy coś jest anime a kiedy nie? Gdzie oglądać?
@chess_peppe Z tego co pamiętam to jakaś mangozjebowa polska stronka miała kiedyś takie FAQ gdzie tłumaczyli różne pojęcia w temacie ale nie mogę tego teraz znaleźć.
Co do pomysłu na FAQ to jeśli faktycznie byłoby na to zainteresowanie to mogę się podjąć czegoś takiego albo nawet zrobić z tego wspólny wysiłek społeczności hejto ogarniając to jakoś np. bazując na repo na gicie.
A co do odpowiedzi na twoje pytania to tak na szybko:
Co to jest ONA?
Skrót od "Original Net Animation". Normalny serial anime ma format "TV" czyli, że jest normalnie emitowany w japońskiej telewizji i podlega wielu ograniczeniom typu czas trwania odcinka czy cenzura. "ONA" za to powstają na zamówienie platform streamingowych typu Netflix itp. i to jest ich główny kanał premiery. Ściąga to z nich te wcześniej wspomniane ograniczenia ale tak naprawdę to rzadko kiedy się czymś różnią. Ofc nikt nie broni żeby potem były emitowane w telewizji. Szczere mówiąc, to wiele stron czy ludzi ogólnie nie rozróżnia TV i ONA, te dane mam akurat z bazy Anilist i tam tego strasznie pilnują ale np. na największej stronie listującej anime czyli MAL raczej ignorują to totalnie.
Jakie są kategorie?
Jeśli chodzi ci o gatunki to najprościej sobie wejść np. tutaj i sprawdzić rubryki genres i themes.
Czy wszystkie anime są ekranizacjami mangi?
Jakby tak było to nie podawałbym w tych postach co jest ich źródłem. Najczęściej anime jest ekranizacją jednej z tych 3 rzeczy:
manga
light novel - czyli na nasze taka lekka w odbiorze i łatwa do czytania ksiażka, przeciwieństwo naszych lektur xD
gra komputerowa
Czasem też produkcja jest "oryginalna" czyli, że jej scenariusz nie bazuje na niczym i został wymyślony specjalnie pod to anime ale ostatnio dzieje się to coraz rzadziej. No i w jeszcze rzadszych przypadkach anime mogą bazować na filmach czy serialach.
Kiedy coś jest anime a kiedy nie?
Zależy kogo zapytasz xD. Dla japończyków słowo アニメ (dosłownie anime) znaczy jakąkolwiek animacje czy to ich czy np Disneya. To słowo pochodzi od angielskiego słowa animation.
Za to w reszcie świata przyjęło się, że anime nazywamy animacje wydawane w Japonii. ALE powoli ta definicja zaczyna się zmieniać bo ostatnio coraz więcej anime powstaje w Chinach czy Korei a je też uznaje się za anime więc teraz to po prostu nazywamy tak animacje w stylu japońskim xD.
A jak chcesz się upewnić czy coś jest anime czy nie to najprościej sprawdzić czy widnieje to w bazie MyAnimeList albo AniList .
Gdzie oglądać?
Heh, legalnie? No tutaj jest mało opcji xD:
Crunchyroll - Tylko wybrane serie po polsku reszta po angielsku
Netflix - Jest tam trochę anime i nawet tłumaczą je na nasz język
ADN - Dosłownie miesiąc temu miał premierę nowy streaming anime u nas w kraju który obiecuje mieć wszystko po polsku ale na razie katalog jest biedny. Subskrybuje od niedawna i planuje zrobić posta za jakiś czas co o nim sądze ale nie jest źle.
A nielegalnie znaczy za darmo to temat rzeka xD. (notka do administracji jakby się ktoś czepiał to plz usuń ostatni paragraf i obrazki a nie cały kom bo się naprodukowałem xD):
Po polsku to najbardziej uniwersalna teraz to jest strona OglądajAnime[kropka]pl. Inne masz w pierwszym obrazku do komentarza.
Po angielsku to moje 2 ulubione to są animekai[kropka]to i 9animetv[kropka].to. Inne warte uwagi masz na drugim screenie. UPDATE: a teraz patrzę i chyba 9anime spadło z rowerka i jeszcze parę innych angielskich stron też bo jest jakaś masowa akcja gdzie je ściągają.
Spin-off kultowego serialu. Mulder i Scully zostają oskarżeni o popełnienie błędów proceduralnych podczas ewakuacji zagrożonego atakiem terrorystycznym budynku, podczas której zginęło kilka osób. Wkrótce Mulder dowiaduje się, że ludzie, których spowodowanie śmierci zarzuca się parze agentów, zmarli wcześniej, a przyczyną ich śmierci był wirus kosmicznego pochodzenia. Razem ze Scully usiłuje oczyścić się z zarzutów i powstrzymać tajny światowy rząd anglosaski przed użyciem wirusa na szeroką skalę.
Mam wrażenie, że film był nieco głupszy od serialu, chyba najbardziej rzucało się w oczy "teleportowanie się" bohaterów z miejsca na miejsce - np. ok. 19-godzinna podróż autem z Waszyngtonu do Dallas zajmowała bohaterom parę godzin, tyle samo, co trasa Dallas-Antarktyda.
Mimo dziur fabularnych z zakrzywianiem czasoprzestrzeni, film jest całkiem spoko, chociaż już po opisie wyżej można zauważyć, że jedzie na wytartych gatunkowych kliszach. Swoją drogą, mam wrażenie, że to właśnie spin-off stanowił największe źródło inspiracji dla parodii X-files, w której parę lat później zagrał David Duchovny, czyli Ewolucjihttps://www.filmweb.pl/film/Ewolucja-2001-30629 .
Nie dla mnie chyba hammerowskie produkcyjniaki. Jak już to wolę "russellowskie" interpretacje-parodię takowych.
Bez opisu, ogólnie okultyzm w pomieszczeniach oraz dużo jeżdżenia starymi samochodami, wynudziłam się okrutnie, nie pomógł wiele fakt występu Christophera Lee.
Od początku filmu jesteśmy atakowani informacją, że najważniejsze to przejść do głębokiej, historycznej pamięci ludzkości. Możesz żyć szczęśliwie, z miłością swojego życia, wychowując dzieci? Fajnie, ale pamięć o tobie skończy się zapewne na wnukach i przepadniesz w meandrach historii. Lepiej umrzeć młodo, jako bohater i twoje imię będzie znane przez tysiąc lat! Yeah!
Gdy w filmie pojawia się także ryzyko wojny i wielkiej bitwy, także słyszymy tezy o odciśnięciu swojego znaku w historii - ta bitwa przejdzie do wielkiej historii.
Ta "pamięciowa" gadka jest powtarzana z uporem maniaka przez cały film. Czasem już ryłam ze śmiechu, gdy kolejny raz ktoś to powtarzał.
Historia znana i lubiana, bo, paradoksalnie, została zapamiętana na tysiące lat, dzięki dziełom Homera.
Adaptacja wg Petersena odwija z historii motyw mitologiczny, czyli dostajemy takie fantasy bez magii.
Wygląd pięknych pań i pięknych panów, otoczonych starymi królami, trochę razi. Ale można przymknąć oczy - wtedy tak robiono superprodukcje - waliło się czołówką aktorską, najpiękniejszą najlepiej i młodą lub doświadczoną i znaną. Stąd pewnie dziś rozpieszczenie ogromnie i jak widzimy jakąś inną Helenę niż o licu młodej Diany Kruger, to coś nam nie pasuje.
Na pewno wielkim plusem filmu są bitwy i walki. To akurat poszło sprawnie i nie ma co narzekać. Na tych fragmentach bawiłam się najlepiej i warto było przetrwać wykłady o zapamiętywaniu bohaterów oraz romanse pięknych aryjskich, tfu! achajskich i trojańkich ludków.
Ogólnie trochę się naśmiewam, ale film, jak na superprodukcję nastawioną budżetowy sukces, jest całkiem ok. Czas mija szybko, lica piękne jak Brada Pitta czy Erica Bany, nie wspominając już o pięknej Kruger. A potem clue Troi - czyli wojna i walki wielkich wojowników. Za to plus ogromny.