Film na podstawie słynnej creepypasty. Całkiem nieźle zrealizowany. Do połowy tajemniczy,a następnie zawiodłem sie. Plusem jest to ,że nie ma za dużo jump scarow,których nienawidzę we współczesnych horrorach. Pierwszy pełnometrażowy film tego bardzo młodego reżysera, także wybaczam i polecam w rozwoju dalszej kariery. Może dorówna Wanowi w kinematografii. Zobaczymy.
Jak Nolan bierze się za grecki epos, od razu wiadomo, że to nie będzie lekki film do popcornu. Miałem do wybory seans w archaicznym kinie ze względnie małym ekranem, ale z taśmą 70mm albo IMAX. Postawiłem na taśmę, ale z perspektywy czasu chyba jednak poczekałbym na wolne miejsce w IMAX-ie dla gigantycznego obrazu i powalającego dźwięku. Drugi raz do kina na to nie pójdę, ale jak wpadnie na streaming, z chęcią odpalę go w domu.
Czy to najlepszy film Nolana? Rzecz gustu. Ale wizualnie to chyba jego najładniejsza produkcja. Widoki i niektóre ujęcia naprawdę robią wrażenie.
Samo tempo jest dość specyficzne. Film jest długi i miejscami po prostu się dłuży, ale z drugiej strony stale trzyma w napięciu, bo Odyseusz wpada z jednych kłopotów w drugie. Warto jednak wiedzieć, na co się idzie: to nie jest hollywoodzka Troja z Bradem Pittem ani szybki film akcji. To po prostu bardzo długa, surowa podróż, dokładnie tak, jak mówi tytuł.
Sama strona techniczna wypadła w miarę w porządku, ale parę rzeczy rzuca się w oczy. Mgła momentami wyglądała tak sztucznie i dynamicznie, jakby ktoś z boku postawił wielki dmuchacz na planie (co pewnie miało miejsce). Z kolei w scenach z olbrzymami lekko przesadzili z ich siłą. Niszczyli statki tak łatwo, jakby te były zrobione z trawy, a nie z drewna. Jest tego więcej, ale wiecie... spoilers
Prywatnie wolę, gdy w takich filmach nie ma aż tylu gwiazd. Tutaj kojarzy się absolutnie każdego z pierwszego, drugiego i trzeciego planu. Bywa to wręcz lekko zabawne kiedy Peter Parker siedzi przy stole z Punisherem, albo gdy mówi do rodziców „dad” i „mum”, co średnio pasuje do starożytności.
Co do kontrowersji wokół obsady, wypadły one dość niejednoznacznie: Piękna Helena niestety nie porywała urodą i jeśli reżyser koniecznie chciał czarnoskórą aktorkę, to taka Thandiwe Newton pasowałaby tu o wiele lepiej, z kolei Elliot Page pojawił się co prawda tylko w dwóch scenach, z których pierwsza trwała może 30 sekund i mógłby ją zagrać ktokolwiek to druga była już naprawdę mocna, fajna, a jego drobna, filigranowa sylwetka świetnie pasowała do tej roli (zwłąszcze w pierwszej scenie).
Odyseja to specyficzny film. Trzeba nastawić się na wolne tempo i powolną podróż, a nie na bezustanną rozróbkę. Wizualnie cieszy oko i zdecydowanie warto zobaczyć to w kinie (najlepiej na dużym ekranie), nawet jeśli nie jest to arcydzieło Nolana.
W ramach przygotowania do "Odyseji" Nolana odświeżyłem sobie "Troję" Petersena. Ostatni raz widziałem ją w kinie na premierę i odnoszę wrażenie, że niesprawiedliwie ją wtedy oceniłem. Może to kwestia tego, że na tle innych historycznych blockbusterów niczym się nie wyróżniała,a taki Braveheart i Gladiator na całe życie mnie ukształtowały. Dziś daję oczko więcej niż miałem dotychczas na filmwebie.
Fabuła jest znana - Helena uciekła z Parysem, jej mąż się zirytował poszedł po pomoc do brata, a że temu Troja była solą w oku, bo ograniczała jego wpływy to rozpoczął największą wojnę ówczesnego świata i wezwał największych wojowników greckich, w tym niepokornego Achillesa. Film odbiega od książki i stara się być kinem historycznym, nie mitologicznym, także nie mamy tutaj realnego wpływu bogów na przebieg historii.
Aktorsko film jest bardzo dobry - Pitt, Bana, Bloom, Cox, Gleeson czy Bean naprawdę dają z siebie wiele i ogląda się ich z przyjemnością. Do tego dochodzą bardzo ładne zdjęcia i przyzwoity montaż (aczkolwiek "bullet time" w walkach irytuje). Warto dodać, że nie ma tutaj krystalicznych postaci i każdy, nawet Hektor, są w odcieniach szarości. Chyba jedyną jednoznaczną postacią jest Agamemnon.
Film nie zestarzał się źle, a nawet rzekłbym, że w przypływie kina superhero ostatnich lat, które zdominowało blockbustery to ogląda się go całkiem dobrze, także polecam.
Tytuł: Władcy Wszechświata / Masters of the Universe
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Fantasy / Komedia / Familijny
Reżyseria: Travis Knight
Czas trwania: 2h 20min
Ocena: 5/10
Jest dostępny na Amazonie.
Szkieletor zagraża równowadze krainy Eternia - a jedynym, który może go pokonać jest He-Man ze swoim wielkim, lśniącym mieczem! Ot i cały zarys fabuły.
Z uwagi na fakt, że klimaty superbohaterów, to trochę nie moja bajka, to do tej produkcji podchodziłem ze sporym dystansem. Gatunek ten został w procesie monetyzacji kompletnie przemielony przez Marvela i Disneya - aż już brakło im chyba weny i z każdym kolejnym filmem, ryzyko spektakularnej klapy stało się na tyle ogromne, że ostatnie filmy, to już chyba są skazane na porażkę finansową zanim jeszcze trafią do postprodukcji. Z drugiej strony, wobec He-Mana mam spory ładunek nostalgii, bo jako mały kajtek namiętnie oglądałem animowany serial o przygodach przypakowanego miecznika. Zaryzykowałem zatem i jakie są wnioski?
Mieszane, ale nawet z takim trochę skrętem w stronę pozytywną.
Po pierwsze i chyba najważniejsze - to jest komedia. I twórcy cisną bekę z całej tej konwencji He-Mana dość dobrze. Sporo jest szydery z tego dlaczego te postacie akurat tak wyglądają i się zachowują. Zagrali odważną kartą i jak dla mnie to największy plus tej historii. Jako przykład mogę podać scenę z rozmową na temat "dlaczego Szkieletor jest zły?" - na co pada wyjaśnienie, że on ma zamiast twarzy czaszkę, więc jak niby miałby być dobry? No i tego typu haseł jest w filmie całkiem sporo.
Oczywiście zdecydowana większość filmu to jest młócka, więc jeśli ktoś tu się spodziewa jakichś psychologicznych głębin, ambitnych dialogów czy niespodziewanych zwrotów akcji, to może być pewny, że ich tu nie znajdzie.
Powiedziałem wcześniej o największej zalecie filmu, a jaka jest największa wada? Wg mnie taka, że najbardziej spektakularna i zawsze wyczekiwana scena z serialu kreskówkowego, czyli przemiana Adama w He-Mana nie została wyprodukowana jak totalna kalka kadr po kadrze. No jakżesz mogli oni tak zadrwić z widza? Przecież ta sekwencja to było cream de la creme, punkt kulminacyjny, czysta ambrozja dla oka. Nawet nie pamiętam dokładnie jak ona wyglądała (ale pamiętałem np., że było jak He-Man strzela z miecza w przerażonego tygrysa, a ten dzięki magicznej mocy staje się większy, bardziej odważny, i odziany w pancerz). Jak dla mnie porażka totalna, bo na tą scenę czekałem cały film!
Rozczarowało mnie także, że nie zrobili sceny ze Szkieletorem uciekającym tunelem - rodem z mema.
Czy polecam? Sam nie wiem - jeśli chcecie to obejrzeć z 10 letnim synem - to pewnie! Jeśli kiedyś oglądaliście He-Mana i Wam się podobało za dzieciaka - to jak najbardziej. Ale jeśli kompletnie nie ogarniacie tej historii, to może być to za nisko postawiona poprzeczka, aby zapewnić dobrą rozrywkę.
Brutalna opowieść o policjancie z wydziału zabójstw, który samotnie walczy z mafią, mając przeciwko sobie skorumpowany wymiar sprawiedliwości i cały świat przestępczy miasta.
Całkiem zręczny kryminał. Tytułowy bohater dobrze pasuje do archetypu detektywa z filmów noir z jednym zastrzeżeniem - jest szczęśliwie żonaty i ma dziecko. Dosięga go zemsta gangsterów i wyrusza na prywatną vendettę w celu odnalezienia winnych. Prawie wszyscy są przeciw niemu włączając w to jego przełożonych. Dość dziwny finał ponieważ bohater doprowadza winnych przed oblicze sprawiedliwości bez bezpośredniego kontaktu z nimi. Gdyby nie to, ocena była by wyższa.
Klimat noir - 5/10, brak deszczowych scen, dużo scen za dnia
@szatkus-7 Ale jak ktoś ogląda sporo anime to w japońskim idzie jako tako rozróżniać poszczególne słowa w zdaniach a tymczasem koreański dla nieosłuchanego ucha to jest totalny bełkot więc nie dziwie się, że koreański tu nie pasuje xd.
Z okazji mojego setnego wpisu chciałbym dać wam prezent w postaci mojego niszowego filmowego odkrycia dekady.
[Stanisław Mucha](https://www.filmweb.pl/person/Stanis%C5%82aw+Mucha-101726/filmography ) mi znany lepiej z "Absolut Warhola" i nie tylko spędza miesiąc jeżdżąc po cygańskich wioskach na Słowacji. Przed oczyma widzów wyłania się obraz nędzy i rozpaczy, a mówimy tu o ludziach żyjących zaledwie 20 lat temu, zaledwie kilkaset km od nas.
Trigger warning dla ludzi, którzy doświadczyli prawdziwego ubóstwa, bo pamiętają PRL albo biedę lat 90, pewnie nie zgodzą się z podejściem do filmu prezentowanym poniżej.
Ale jeżeli zdystansujemy się od problemów tych prawdziwych ludzi i docenimy autentyczny, absurdalny #czarnyhumor, to czerpać możemy z tego dzieła garściami, zaczniemy się zastanawiać czy nie jest to wyreżyserowane #mockumentary. Mamy tu running joke w postaci cyganów wysyłających Muchę - otwarcie pytającego w stylu bardziej Cejrowskiego niż Wojciechowskiej o jedzenie psów - do kolejnych wiosek, gdzie cyganie maja być co raz mniej cywilizowani (i faktycznie są). Mamy lokalnych samorządowców, którzy nie radzą sobie z problemem, wzdychających do socjalistycznego ustroju i chętnie opowiadających żarty o cyganach. Najbardziej absurdalna jest scena cyganów mieszkających obok wysypiska, na widok nadjeżdżających śmieciarek wskakujących do samochodów żeby jak najszybciej dostać się do najlepszych śmieci.
Tytuł: Pogorzelisko
Rok produkcji: 2010
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Denis Villeneuve
Czas trwania: 2h 10m
Ocena: 8/10
Po otworzeniu testamentu matki, bliźnięta Simon i Jeanne otrzymują koperty. Dwie z nich są dla ich ojca oraz brata - osób, których istnienia nie byli świadomi. Wyruszają w podróż na Bliski Wschód, aby odnaleźć krewnych.
Ładnie nakręcony, fajnie prowadzona fabuła - wraz z upływem filmu poznajemy dramatyczną historię Nawal Marwan - kobiety, która miała ogromne nieszczęście żyć w epicentrum czystek na tle religijnym. Jest trochę plot-twistów oraz szokujących scen, więc to film nie dla każdego. Może nie ma tryskającej na prawo i lewo krwi, ale dramatyzm jest budowany znaczeniem różnych wydarzeń a nie dosłownym pokazywaniem tego na ekranie.
Zdecydowanie pozostawia po sobie niesmak, więc nawet nie chce mi się na jego temat śmieszkować.
Miał być krokodyl pożerający ludzi i był krokodyl pożerający ludzi. Nie można narzekać.
No i to jest konkret recenzja, a nie jakieś wyegzaltowane ąę.
A w ogóle myślałem, że to inny film. Z tego samego roku jest jeszcze "Rogue" z Radhą Mitchell i też jest krokodyl pożerający ludzi i generalnie nie można narzekać.
Cobb utrzymujący się z włamywania innym ludziom do snów i wyciągania sekretów z ich podświadomości zbiera ekipę, aby na zlecenie CEO japońskiej korporacji wejść do umysłu dziedzica konkurencyjnej spółki energetycznej.
Coś mi nie po drodze z Nolanem. Bardzo mi się podobał wyjściowy koncept tego filmu, ale mam wrażenie, że w połowie reżyser sam olał jego rozwijanie i skupił się na efektach specjalnych, czyniąc z fabuły dodatek. Szkoda, był potencjał na rozbudowanie historii, a efekty specjalne w filmie mogły robić wrażenie w 2k10, ale już nie dają efektu wow w 2k26.
Niestety, do oryginalnych Matrixów się ten film nie umywa, ale chętnie przeczytałabym książki osadzone w uniwersum Incepcji.
Obejrzałem wczoraj i jako osoba która nie znała początków Michaela sporo się dowiedziałem, zwłaszcza historii o reklamie pepsi. Nie jest to film o całym jego życiu ale początek kariery, głównie Jackson 5, relacje z rodziną itd. Podobno ma być kontynuacja.
O ile sam film jest dobry do obejrzenia to jednak jest to oczywiście, bezpieczny cashgrab. Nie ma tam żadnych kontrowersyjnych treści a ni nic, co mogło by go pokazać w złym świetle. Janet Jackson stwierdziła, że nie ma zamiaru w nim występować, więc nawet nie dowiecie się w nim że Michael miał siostrę xD Ale no cóż firma która stoi za tym filmem, z tego co czytałem, to ta sama która odpowiada za zarządzaniem jego majątkiem z którego żyje cała rodzina.
Ekscentryczny pierdyliarder tworzy na prywatnej wyspie rezerwat zmutowanych dinozaurów, co może pójść nie tak ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po 33 latach od premiery, efekty specjalne nadal lepsze niż w większości dzisiejszych filmów robionych w całości na greenscreenie. Ale fabuła typowo pod dzieci, jak się ogląda będąc dorosłym, to już nie to samo.
@Telezajaczek to mój comfort movie, jak nie mam pojęcia co chce obejrzeć wieczorem a mam jakieś dobre jedzonko, do odpalam po raz pierdyliardowy jurassic park
Gość przez pół filmu zbierał ekipę, a ostatecznie użytecznych było może dwóch kolesi (chyba że zgodnie z tytułem oni mieli przynosić szczęście, a nie pomagać). Trochę się tłukli, ale mało. Zwrotów akcji prawie żadnych.
W filmie jest Simon Pegg i ziomki z Monty Pythona, ale nie dajcie się zwieść, film jest mocno bezbekowy. Tak bardzo, że aż śmieszy. Ogólnie niby syf, ale nadrabia na różnych frontach.