Straciłem Behemotha z horyzontu dobrych kilka lat temu, jeszcze przed "The Satanist".
Ostatnie płyty, przesłuchiwałem trochę z poczucia obowiązku, nic mnie tam nie zaskakiwało, wręcz sporo rzeczy odrzucało, plus postać Adama nie pomagała w odbiorze kapeli jako całości, mimo, że szanuję go za zmysł biznesowy i to jak zbudował markę Behemotha na świecie.
Ten kawałek jednak zaskoczył mnie pozytywnie. Jest w nim coś, czego od dawna nie słyszałem w ich muzyce, taka surowa dzikość i wkurw. Czy to tylko moje odczucie?
@tomwolf e spoko. Mnie jakoś nigdy od behemotha nie odrzuciło a znam ich od lasów pomoża, ale wiem o czym piszesz, bo też mam kilka takich kapel (nieodżałowany Samael chociażby).
A teraz moim mega odkryciem jest też nasz rodzimy SZNUR - polecam, obczaj sobie.
Fanem #deathmetal to ja nie jestem. A zwłaszcza takiego klasycznego. Uważam go za muzykę pozbawioną duszy i na dłuższą metę, tak po prostu nudną.
Za to lubię te defy, w których słychać choć odrobinę szaleństwa. Gigan, Altarage, Impetuous Ritual czy król ich wszystkich - australijski Portal.
To zdecydowanie taka myzyka, że jak ją odpalisz przy kimś, kto słucha "normalnego rocka i metalu", to on zacznie się zastanawiać, czy ty sobie jaja robisz, czy serio jesteś tak po⁎⁎⁎⁎ny, by słuchać tego z przyjemnością. A ty jeszcze masz całą dyskografię na plackach...
Portal rzadko koncertuje, a już tym bardziej poza Australią. W 2013 byłem jeszcze na tyle młody, że jak widziałem gdzieś w Europie koncert zespołu, na którym jeszcze nie byłem, to kupowałem bilet i później zastanawiałem się, co dalej. Tym sposobem załapałem się na Portal w Sztokholmie, gdzie piwo w barze kosztowało więcej niż CD na merchu, a kanapka na lotnisku chyba nadal jest w top 10 najdroższych posiłków, jakie jadłem. Ale było warto, absolutnie niezapomniany koncert spędzony przy samej scenie
No i jak już pisałem, Portal będzie w tym roku na defowym festiwalu w Kopenhadze. Nie jadę, bo poza Portalem to bym się tam wynudził, ale liczę na jakieś inne koncerty, skoro już przylatują.
A tu próbka z ich najlżejszej płyty, najniższy próg wejścia. Nawet teledysk nakręcili.
Uwielbiam taki death metal. Daje prosto w mordę, przypomina jak się grało 25 lat temu, bez zbędnych kombinacji, śliczna okładka, tematyka: apokalipsa/zombie/voodoo i inne chuje muje. Piękne. Kojarzy mi się z Jungle Rot.
Jak nastoletnim kucem będąc wchodziłem w świat metalu i pierwszy raz usłyszałem zespół DEATH to nie zaimponował mi jakoś szczególnie. Takie sobie granie, charakterystyczne brzmienie, łatwy do rozpoznania, ale w sumie nic specjalnego. Trochę jakby wszystko na jedno kopyto.
Minęło kilkanaście lat, a metal w zasadzie zniknął z mojego codziennego życia, by tylko co jakiś czas szturmem przejąć mój odtwarzacz na kilka tygodni.
Teraz wróciłem do Death i mogę jasno stwierdzić, że Chuck król, a Death to najlepszy metalowy zespół jaki kiedykolwiek powstał.
Pierwszy kawałek z tej plyty usłyszałem na metal hammer show bodajże. Audycje nagrywalem więc lecialy powtórki az plyta wpadla do empika gdzie na bajach odsłuchałem całość. Świetna płyta
@lukmar Sound of... ostatnia i najbardziej dojrzała, widać po niej jaki mieli progres. Nie wiem od której zacząłeś, ale przy tej albo Symbolicu ciężko powiedzieć żeby wszystko było na jedno kopyto.
Wczoraj w Warszawskiej Hydrozagadcze, europejską trasę koncertową kończył Ulcerate.
Nigdy nie byłem na koncercie, gdzie brzmienie i wszystkie detale są identyczne jak na nagraniu. Jakbym płyty słuchał.
Udało mi się wbić pod samą scenę i miałem okazję oglądać z bliska perkusistę, który w moim rankingu jest po prostu najlepszy - chodzi o umiejętności jak i o kreatywność i budowanie dynamiki. Jak pierwszy raz usłyszałem nagrania, nie wierzyłem, że gra to człowiek, nie komputer.
K⁎⁎wa, jakie to było dobre- energia gitarzystów, ten wokal z czeluści. Jedno z najlepszych koncertowych przeżyć.
Oj tak, od tej płyty u mnie się zaczęło (dokładnie od The Drapery Falls na składance z Metal Hammera), przerodziło w miłość do Morningrise, ale i tak Blackwater Park uważam za opus magnum tego zespołu.