Elina musi co roku wrócić w swoje rodzinne strony, do Laponii, aby złowić szczupaka żyjącego w jeziorku Oś. Zależy od tego jej życie. Do tego ściga ją policjantka w sprawie o morderstwo. Jak to się wszystko ze sobą wiąże? O tym dowiadujemy się już w trakcie tej magicznej podróży w te tajemnicze regiony.
Książka jest pełna lokalnego folkloru wymieszanego z magią, mitologią i gwarą w której porozumiewają się mieszkańcy tych ziem. Wszystko to daje specyficzną, ale bardzo smaczną mieszankę. Mamy tu niepowtarzalny klimat - zastanawiałem się jak to opisać i powiedziałbym, że to mieszanka świata Wiedźmina, lekko doprawiona przaśnością Jakuba Wędrowycza, osadzona na dalekiej północy Finlandii.
Czytało się to bardzo przyjemnie, jedynie wspomniana gwara którą pisane są wszystkie dialogi na początku ciekawiła, po chwili zaczęła trochę irytować, ale szybko się do niej przyzwyczaiłem i później wydawała się już naturalna. Z resztą bez niej była by to kompletnie inna książka, co fajnie opisuje w posłowiu polski tłumacz.
Dołączam też do czytelniczego bingo. Książka pasowałaby mi do kilku kategorii, ale niech będzie "nowy autor"
@onpanopticon no tak, to 3 raz w tym miesiącu się pojawia. Ale zacząłem to czytać przed pierwszym wpisem xD https://www.hejto.pl/wpis/15-1-16-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-fantas?commentId=d17b0340-3f37-4d0c-bc1a-183ecd7afcd8
W 1464 roku Elżbietę Grey de domo Woodville ciężko było uznać za dobrą partię – miała już 27 lat, dwóch osieroconych synów i żyła na garnuszku rodziców, bowiem majątek po zmarłym mężu zagarnęła jej teściowa. Niespodziewanie jednak Elżbieta zwróciła na siebie uwagę Edwarda IV, świeżo ukoronowanego króla z rodu Yorków, który pod wpływem gorącego uczucia zdecydował się na czyn w owej epoce niewyobrażalny, mianowicie poślubił zubożałą wdowę. Ożenek ów wywołał nie tylko skandal na dworze królewskim, ale też stał się przyczynkiem do nowej fazy Wojny Dwóch Róż, bowiem dotychczasowy zwolennik Yorków, earl Warwick, zmienił strony i zaczął wspierać zdetronizowanego Henryka VI. Chociaż ostatecznie w tej fazie konfliktu między Plantagenetami Edward IV znów zatriumfował, nikt nie spodziewał się, jak szybko skończy się pokój…
Z dotychczasowo przeze mnie przeczytanych tomów cyklu o Plantagenetach i Tudorach, Biała królowa jest najsłabsza.
Przede wszystkim, autorka nie dowiozła do końca kreacji głównej bohaterki. Elżbieta Woodville oceniana jest przez historyków raczej negatywnie, jako nadambitna parweniuszka, która królową została umiejętnie manipulując napalonym młokosem, a jako monarchini dbała przede wszystkim o interes własnej rodziny i była na tyle krótkowzroczna, że zraziła do siebie i rodu Wooville’ów większość angielskiej arystokracji. Był więc materiał na stworzenie wzbudzającej silne emocje antybohaterki, takiej jak Anna Boleyn w Kochanicach króla tej samej autorki. I owszem, chociaż nadmiaru ambicji protagonistce odmówić nie można, to poza tym nie budzi ona w czytelniku żadnej reakcji, ani pozytywnej, ani negatywnej, ciężko jej kibicować, ale też zżyć się z nią na tyle, by współczuć jej straty kolejnych członków rodziny. Elżbieta Woodville trochę jest bo jest, i tyle.
Biała królowa jest też ogólnie kiepsko napisana. Dużo irytujących powtórzeń, ze wzmianek o Meluzynie albo nienawiści protagonistki do braci męża można by sobie było zrobić alkoholowe bingo. Strasznie mnie irytuje, jak autor zakłada, że potencjalny czytelnik to emeryt z demencją i powtarza wszystko po 2137 razy – jeśli na pierwszych stronach dostaję jakąś informację, to pamiętam o tym przez resztę powieści!
Zirytowało mnie też znaczne (o wiele większe, niż we Władczyni rzek) rozdmuchanie wątków fantastycznych, tutaj zakrawające już o robienie z czytelnika debila, gdyż kobiety z rodu Woodville zostały przedstawione niemal jak czarodziejki w Wiedźminie, zabrakło im tylko, by ciskały kulami ognia. Ogólnie, jeśli chodzi o logikę świata przedstawionego i wydarzeń, to Biała królowa jest z nimi na bakier. O ile są wątki, w których licentia poetica Philippy Gregory była w miarę sensowna, tak były też takie, na które można było zareagować jedynie facepalmem (np. nienawiść Cecylii York do pierworodnego syna tak wielka, że kobieta była gotowa rozgłaszać, iż król był bękartem, byle koronę dostał jej drugi syn).
Jedyne, co tę książkę ratuje, to tocząca się na drugim planie Wojna Dwóch Róż. Podczas lektury pomyślałam sobie, że historia tego konfliktu zbrojnego byłaby świetnym materiałem na wielowątkowy cykl historyczny w stylu Królów przeklętych Maurice’a Druona. Sprawdziłam Google i niestety, wydaje się, że oprócz Gregory i leniwego grubasa Martina żaden autor nie dostrzegł w „wojnie kuzynów” wystarczającego potencjału na stworzenie historycznej sagi.
Zabić drozda podobała mi się, ponieważ na początku kojarzyła mi się z lekkością Dzieci z Bullerbyn, jedną z moich ulubionych książek za gówniaka. Głównie przez ukazanie zabaw i codziennego życia z perspektywy dziecka oraz problemów, które dorośli postrzegają zupełnie inaczej. W książce dużo miejsca poświęcono tematowi rasizmu i choć myślę, że poruszyłby mnie on jeszcze bardziej, gdybym żył w czasach, w których ta książka się ukazała, to najmocniej zapadła mi w pamięć relacja ojca z dziećmi. Przypomniała mi ona, za co jestem wdzięczny własnemu ojcu i jak bardzo się starał jako rodzic, nawet jeśli nie zawsze to okazywał, a ja nie zawsze to dostrzegałem. Momentami książka wywoływała we mnie smutek ze względu na sposób, w jaki traktowano czarnoskórych, ale w dużej mierze miała też w sobie spokój i beztroskę dzieciństwa, która działała na mnie relaksująco.
Ta książka bardzo mi się podobała, głównie ze względu na czasy, w których się rozgrywa – są one dla mnie niecodzienne, bo zazwyczaj sięgam po powieści osadzone we współczesności. Szczególnie wciągnęła mnie rzymska intryga i brutalność tamtego świata, gdzie zabójstwa były czymś powszechnym i służyły nie tylko walce o tron, ale także załatwianiu znacznie mniejszych spraw. Było to dla mnie szokujące, choć jednocześnie byłem świadomy realiów epoki. Dzięki temu historia jest niezwykle dynamiczna i wciągająca – to thriller osadzony w czasach rzymskich, który pozytywnie mnie zaskoczył i mocno wciągnął.
Zachęcony #czytelniczebingo postanowiłem przełamać nieco ciąg sci-fi/fantasy i dla odpoczynku spróbować czegoś zupełnie innego. To nie jest gatunek, którego regularnie słucham, czy czytam, więc dla mnie była to miła odskocznia.
Reportaż podany w lekkostrawnej, przyjaznej formie, bardzo na luzie. Autorka zaczyna od pełnych kontrastów Chin, następnie przechodzi do Tybetu, by w końcu dotrzeć do Nepalu, a na koniec nawet do Indii. Poszczególne rozdziały opatrzone zostały krótkimi encyklopedycznymi wtrąceniami, rozwinięte w formie osobistych wspomnień z wyprawy. Bardzo podobały mi się spotkania ze zwykłymi ludźmi i przelotny wgląd w codzienność tak bardzo odmienną od tej, którą znam. W efekcie wyszło jednak średnio, gdyż oczekiwałem bardziej szczegółowej relacji z pobytu w samym Tybecie, natomiast spore fragmenty dotyczące Chin i Nepalu rozmyły obraz i pozostawiły niedosyt.
Zachowane pamiętnikarskie relacje ludzi usiłujących pracować niezależnie. Począwszy od przedwojennych rzemieślników stopniowo wypychanych przez system, po badylarzy i kombinatorów z Berlina Zachodniego. Nie ukrywam, że relacje pamiętnikarskie lubię najbardziej za język i autentyczność, dlatego daję DZIEWIĄTKĘ.
A ja tam się świetnie bawiłem, uwielbiam gawędziarski styl ASa i rzadko zaglądam do fantasy, więc powróciły wspomnienia z liceum i czytania sagi echhhhh
@DerMirker To przeczytaj raz jeszcze sagę (de fakto cykl, to literacko ani nie jest i nigdy nie będzie saga, niezależnie co wydawca na okładkę nie walnie), będzie 11/10
No taki tam reportaż o Sosnowcu. Trochę o początkach miasta, o Gierku, o Kiepurze, o micie Czerwonego Zagłębia i o nieudanym zamachu na kogoś tam na ulicy Mieroszowskich. Autorka wycisnęła maksa z tych historyjek, nawet to było czytalne, ale jak to z reportażami Czarnego, po dwóch tygodniach zapomina się, co tam było hehe
Tytuł: Kaput. Koniec niemieckiego cudu gospodarczego
Autor: Wolfgang Muenchau
Kategoria: reportaż
Format: książka papierowa
Ocena: 8/10
No cóż, Niemcy idą na dno, a my jako Europa razem z nimi, bo oni tu dowodzą. Zaorany sektor energetyczny, sektor motoryzacyjny zmierzający do zaorania, fatalna struktura wiekowa, zdemoralizowane społeczeństwo, niezasymilowani migranci, AfD kroczące po władzę. To koniec, danke Merkel.
Chłop jeździ siódemką po algomeracji i mijając rejony za oknem snuje opowieść związaną z miejscami za oknem. Czasem dalej, czasem bliżej torów. Jest coś tam o Lukasie Podolskim, jakimś malarzu samouku z Katowic, imienia już nie pomnę, o relacji zagłębiowsko-śląskiej, o Ruchu Radzionków.
Fajny pomysł z tym tramwajem, ale reportaż niezbyt zapada w pamięć. Być może Ślązacy znajdą tę pozycję ciekawszą, mnie Śląsk nigdy nie interesował.
Tytuł: Didaskalia. Osiem rozmów o przyszłości Polski
Autor: Patrycjusz Wyżga
Kategoria: inne
Format: książka papierowa
Ocena: 8/10
Rozmowy z ekspertami o prawdopodobnym kierunku rozwoju Polski. Przez politykę, gospodarkę, wojsko, migrację na demografii kończąc. Neutralna światopoglądowo, mądrych to miło posłuchać (poczytać).
@FoxtrotLima nie oglądam jego rozmów na yt, ale powiedziałbym, że esencja, bo skoro gościł tych ludzi na kanale, to pewnie powyciągał najciekawsze fragmenty
Ciężko ostatnio było z nowymi książkami, poprzednią wrzuciłam do przysłowiowego kosza, bo nie dałam rady przez to brnąć dalej mimo, że spędziłam nad nią wiele godzin ;(
Tej też się obawiałam, ale przynajmniej była krótsza.
Największym problemem tej książki jest to, że pisana była w połowie 2020, czyli w zasadzie kiedy pandemia była na topie, ale jeszcze dużo zostało do powiedzenia w kolejnych miesiącach (i latach).
Trochę bałam się, że będzie pisana pod tezę, jaka to służba zdrowia jest beznadziejna i że wszystko jest źle, lekarze źli a pielęgniarki chcą za dużo hajsu. Na szczęście wywiady zawarte w tej książce były różnorodne i dało się tam coś ciekawego przeczytać. Nie jest to książka, którą bym polecała, chyba że ktoś interesuje się tematem, ale jednak jest zjadliwa.
Książka porusza ważny i wciąż jeszcze niewygodny temat alkoholizmu w Polsce bardzo przekrojowo. Są wywiady ze znanymi ludźmi, jest trochę źródeł, a nawet śledztwo Pana Roberta, czy w Kanie Galilejskiej Pan Jezus rzeczywiście zamienił wodę w wino, czy raczej w sok winogronowy i skąd wyjątkowa rola wina w naszej cywilizacji.
Książka ma też wady, głównie kaznodziejski ton autora, postulowanie całkowitej abstynencji, a także jest ona kiepsko zredagowana. Potraktujmy ją jako przyczynek do dalszej dyskusji, bowiem przetarła drogę.
czytałem kilka porządnych publikacji zarówno o alkoholizmie jako problemie rodzinnym jak i zjawisku społecznym - według mnie ta książka nie jest rzetelna - nic do niej nie mam, jako straszak działa świetnie. Ale czy tego oczekuje czytelnik?
Historia dziewczyny, która pod wpływem zauroczenia daje się namówić chłopakowi na wyjazd do Dubaju. Na miejscu wychodzi, że dziewczynę sprowadził tylko i wyłącznie do celów zarobkowych. Przygoda zamienia się w horror. Zostaje sprzedana do burdelu. Jej historia wstrząsa.
Trochę poznajemy samą autorkę, gdzie żyje i jakiego ma męża. Jak widziałam w poprzednich książkach, tak i tutaj autorka przytacza różne fakty dotyczące poruszanego tematu.
Parafrazując klasyka: "Książka łobudziła w maupie żądze. Łobrzydliwe, homoseksualne żadze."
Quasi-autobiograficzna opowieść o dorastaniu, miłości, pożądaniu i odnajdywaniu swojej tożsamości. Bohater, Ko-chan, opisuje swoje najwcześniejsze wspomnienia, czasy szkoły, okres wojny i czasy krótko po niej. Opisuję narodziny, rozwój a wreszcie akceptację swoich homoseksualnych oraz sadomasochistycznych skłonności. Miłość, pożądanie i niepewność.
Szczerze mówiąc liczyłem na więcej po "jednym z najważniejszych japońskich pisarzy XX wieku". Książkę czyta się w miarę szybko, nie znalazłem w niej jakichś zawiłych analogii czy odniesień. Mam wrażenie, tak samo jak tłumaczka w posłowiu, że tłumaczenie nie oddaje w pełni teatralnego stylu pisania Mishimy. To, albo po prostu mój europejski umysł ich nie wyłapał.
Rodzice chcąc się odbić od finansowego dna sprzedają swoją kilkunastoletnią córkę mężczyźnie prawie 30-letniemu. Dziewczynka z dnia na dzień musi sprostać obowiązkom dorosłych ludzi: gotować, sprzątać, dbać o dom a przede wszystkim o męża. Gwałcona, bita i poniżana.
Wydawałoby się nam, że zaczynamy być bardziej świadomi co jest złe a co dobre, ale są miejsca, gdzie czas staje w miejscu, a nawet bym powiedziała, że się cofa...
Autorka podaje kilkanaście przykładów róznych prawdziwych sytuacji, które były ujawnione w mediach, gazetach czy internecie.
Takie książki bolą i zostają w mojej pamięci, nawet jeżeli jest to opowieść podkoloryzowana.
Druga część "Tajemnic...". Po raz drugi porusza trudne tematy. Dostęp do opieki zdrowotnej dla nas Polek jest normalne, dla tamtejszych kobiet to koszmar. Pokazane jest jak bardzo kobiety są uzależnione od mężczyzn, jak bez nic nie mogą. Opisane są kobiety, które się buntują i próbują coś zmienić.
Ostatnio wkręciłam się w arabskie tematy. Czy to na faktach podobno tak. Czy wierzyć we wszystko co jest w tej książce nie wiem. Pochłonęłam pierwszą cześć i drugą za jednym zamachem.
Jeśli jeszcze nie czytaliście książki Wrony, o której pisałem - TU , a macie ją w planach przeczytać, to nie czytajcie tego, co napisze poniżej, bo jednak nie da się opisać drugiego tomu, bez zaspoilerowania pierwszego.
Nie ma opcji oznaczenia treści jako spoiler, więc zaufajcie mi, że jest to SPOILER i to ogromny
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
W poprzednim wpisie napisałem, że zakończenie jest otwarte, co do nie końca było prawdą, bo można się było domyślać, co ostatnie zdanie książki oznacza, a brzmi ono tak:
"Wylatuję przez okno i jest mi dobrze, bo wiem, że już nigdy tu nie wrócę"
Więc tak, zgadliście, Basia "wyleciała" z okna, co niestety zakończyło się jej śmiercią. Tom 2, tej historii, czyli "W rany" opowie nam o dalszym życiu rodziny po jej śmierci. Zaczynamy narrację dwutorową, z perspektywy Kasi (siostry Basi - tej "lepszej" według rodziców) i matki (tej wiecznie pokrzywdzonej). Matki, która po wydarzeniach z poprzedniego tomu wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, z którego dość szybko wyszła.
Kasia i matka naprzemiennie będą nam opowiadać o swoim bólu po stracie siostry i córki, choć ból tylko jednej z nich jest realny, bo druga próbuje zamienić ten ból na współczucie, które powinni jej okazywać inni i to nie z powodu straty córki, a z powodu tego, że to się przydażyło jej. Z powodu tego, że miała wredną córkę, która nie dość, że za życia dostarczała jej masę cierpienia, to jeszcze odeszła zadając ogromne rany całej trójce. Do tego zrobiła z nich rodzinę patologiczną, w której na pewno działo się coś złego od dłuższego czasu (udajmy, że jednak tego nie wiemy). Teraz są na językach wszystkich, a nie o taką atencję zabiegała matka.
Ten tom jest lepszy i jednocześnie gorszy od poprzedniego:
- Lepszy, bo tu dość dosadnie widzimy toksyczność zachowań matki i próbę bycia zawsze w centrum, łącznie z wybielaniem winy, za śmierć córki, której, jej zdaniem, wcale nie ponosi, bo z Basią było coś nie tak od urodzenia. Lepszy również pod względem kreacji Kasi, która nie tylko wyrosła na bohaterkę pierwszoplanową, ale przestała być skarżypytą i zaczęła uciekać w siostrzaną miłość we własnej wyobraźni.
- A gorszy ponieważ nie dowiemy się tu wiele nowego, rodzina ma dokładnie te same problemy i zaburzenia, co poprzednio, a ojciec odgrywa marginalną rolę, nawet w porównaniu do tej z "Wron". Do zwyczajności dodamy tylko łyżkę żałoby i to żałoby, którą odczuwa właściwie jedynie Kasia i to też bardziej nie per se, ale jako wspomnienie strategii ucieczki siotry i próbę naśladownictwa w tym samym celu. O żałobie ojca wiemy niewiele, choć płacz pod prysznicem, może wskazywać na to, że on jako jedyny ją w pełni odczuwa, choć to tylko mój domysł.
Świetne to były lektury, niestety przywołujące wspomnienia z dzieciństwa mojego czy znajomych, których rodzice na zajęciach Wychowania do życia w rodzinie dojechali z materiałem tylko do rozdziału z "Najlepszymi tekstami twoich starych".
#czytelniczebingo 16 - świeżaczek - książka wydana w/po 2025
Bardzo, bardzo, bardzo podoba mi się gra słów w tytułach obu tych książek. Szacunek dla tłumacza (czy kto tam na ten pomysł wpadł), bo po czesku nie jest już tak fantastycznie.
Historia młodej, zdolnej kobiety, która w swojej rozpędzającej się i ustawionej na właściwych torach młodości doświadcza coraz mocniejszej, hamującej siły w postaci pogarszającego się stanu zdrowia psychicznego. Jest to częściowo autobiograficzna powieść amerykańskiej pisarki i poetki Sylvii Plath.
Powieść porusza wiele wątków, jest tu m.in. pozorny awans społeczny, trudność we wpasowaniu się w system i próby manipulowania nim, wątek feministyczny, walka z presją oczekiwań zewnętrznych i wewnętrznych i oczywiście rozległy wątek choroby psychicznej.
Szczerze mówiąc, na początku ciężko było mi polubić nowojorską protagonistkę z pierwszej części książki. Środkowa część książki rzuca więcej światła na jej historię, łatwo było mi utożsamić się z jej niewpasowaniem w konwenans, silnym charakterem i buntem przeciwko działaniu wbrew własnym przekonaniom. Jej estetyczny rodzaj niechęci wobec niektórych przedmiotów ścisłych jest mi bliski . Bohaterce z ostatniej części książki ciężko jest nie współczuć.
Książkę czytałem po angielsku. Chociaż tekst pochodzi z lat 60', to język jest współczesny i ogólnie nie sprawia trudności, poza kilkoma idiomami, przedmiotami specyficznymi dla tamtych lat oraz dość wyszukanymi przymiotnikami, mało popularnymi w mowie. Książkę wydano też w polskim przekładzie.
P.S. Cześć wszystkim Tomkom i Tosiom czytelniczym! jest to mój pierwszy wpis na tagu. Mam nadzieję, że zintegruje się on z apką bookmeter (z tego co widzę jest OK :) ).