Od jakiegoś czasu mam dziwne, zupełnie losowe, nagłe ataki odruchu wymiotnego. Najczęściej rano, gdy żołądek pusty, ale w dzień również, i to co raz częściej.
Czasami po jedzeniu, wydaje mi się że mam skurczony żołądek. Kilka razy nie udało mi się powstrzymać i zwymiotowałem.
Dla osób postronnych wygląda to okropnie, kiedy słyszą jak robię głośne BLEARGH! a nie jest to coś, co można powstrzymać, przechodzi dopiero po kilku "cofnięciach".
Po nowym roku zapiszę się do lekarza, ale wydaje mi się że to na tle psychicznym. Odżywiam się normalnie, raczej zdrowo, problemów żadnych zdrowotnych nie mam (zobaczymy co wyjdzie w badaniach).
Ten rok był dla mnie bardzo męczący, masa problemów, rozwiążesz jeden, pojawia się drugi, rozwiążesz drugi, pojawia się trzeci, i tak cały czas.
Dlatego zacząłem się zastanawiać czy to nie z nerwów. Depresji chyba nie mam. Na ile mogę ocenić, funkcjonuję normalnie, tylko mam masę na głowie a końca nie widać.
Mój (sporo młodszy) 20-letni brat jest od 4 lat uzależniony od alkoholu i przeróżnych dragów. Kilka miesięcy temu uciekł z kolejnego ośrodka odwykowego, razem z 6 lat starszą dziewczyną, którą poznał w ośrodku. Zresztą nie pierwszy raz przerywa terapię przez jakąś dziewczynę. Mieszkają razem jakichś spartańskich warunkach. Ona z tego co wiem nie zamierza trzeźwieć i będzie kontynuować życie w uzależnieniu.
Właśnie dowiedziałem się od ojca, że brat ma się pojawić na wigilii, niewykluczone, że z tą dziewczyną. Ostatni raz rozmawiałem z nim jakieś pół roku temu, jak był dzień przed wejściem do ośrodka. Kocham go i chcę dla niego jak najlepiej, ale nie sądzę żeby spędzanie razem wigilii, kiedy on żyje w ten sposób mogło mu w czymkolwiek pomóc. To wygląda dla mnie jak akceptacja stylu życiu jaki aktualnie wybiera.
Nie wiem, potrzebowałem zrzucić to z siebie. Dajcie parę piorunów, żebym przetrwał ten wieczór. Kocham moją rodzinę, a święta zawsze kojarzą mi się z pozytywnym czasem. Tylko zupełnie nie potrafię sobie poradzić z tym co się stało z tym chłopakiem.
Trzeba przyznać że korsir (specjalnie z małej) ma niezły tupet.
Wziął dotację na firmę na "mobilne studio nagraniowe" i od roku nie rozpoczął budowy "kampera".
Tak samo jak Janek (specjalnie z dużej) ma masę rzeczy ze współprac, niezliczoną ilość narzędzi do warsztatu, lodówkę baterie, webasto i masę pierdół.
I teraz poucza Janka który buduje busa BEZ DOTACJI ZA SWOJE WŁASNE CIĘŻKO ZAROBIONE PIENIĄDZE!
korsir jeśli to czytasz to pamiętaj - masz kanał który ma kilkadziesiąt tysięcy subskrypcji. Powinieneś się chyba zastanowić nad tym co robisz publicznie. Może się to skończyć tak że będziesz musiał zwracać dotację na otwarcie firmy.
Dobry wieczór, nocna zmiana tuż tuż, u mnie mikołaj już był, prezenty dla syna zostawił. Ja oglądam stare romansidło z Cameron i popijam naleweczkę z pędów sosny własnej produkcji w towarzystwie Hejto. Miłego wieczoru i Wesołych Świąt.
Chciałbym życzyć wesołych świąt wszystkim tym którzy te święta są zmuszeni spędzać sami. Z przyczyn niezależnych lub i świadomego wyboru. Dla każdego kto kogoś stracił i dla tych którzy chcieli by kogoś odzyskać. Dla każdego kto w życiu upadł i dla tych którzy zdołali się podnieść. Dla silnych i słabych. Dla odważnych i tchórzy. Dla tych którzy mają to szczęście być z kimś w te święta i jeszcze nie wiedzą że kiedyś zatęsknią. Każdy z nas przeżywał wzloty i upadki ale chciałbym życzyć każdemu by choć przez chwilę mógł zapomnieć i po prostu postarać się cieszyć chwilą z bliskimi lub wspominać czasy kiedy mógł.
Chyba zaczynam uświadamiać sobie że jestem w związku z kretynką. Mam ochotę spakować manatki i iść do sąsiadki.
Jesteśmy ze sobą 3 miesiące i wczoraj przy luźnej pogawędce, powiedziałem swojej lubej że uprawiałem seks z przypadkową laską po imprezie przed naszym pierwszym spotkaniem. No myślałem że związek polega na tym że można sobie o wszystkim mówić, również o przygodach intymnych z innymi partnerami. Ma od wczoraj focha i afera z tego wyszła że szok. Jak wytłumaczyć jej że seks z innymi kobietami kilka tyg. przed naszym poznaniem to nie jest zdrada majestatu? Na czole nie mam napisane jasnowidz i nie mogłem przewidzieć że będę za kilka tyg. w związku. Moje argumenty są jak kule w stronę Neo. Nic nie dociera a ona się trzyma przy tym że takich rzeczy nie powinno się robić a najlepiej to o takich rzeczach rozmawia się już na początku związku. To 3 miesiące to jest nowa dekada czy jak? Ma ktoś jakiś pomysł jak do niej dotrzeć bo mam ochotę wyjechać w Bieszczady i zapomnieć o tych 3 miesiącach bo co to będzie później.
Dla wielu z Was to codzienność ale dla mnie duży krok i realizacja marzeń. Tak, chciałem się tylko w sumie podzielić, bo jestem trochę wydygany tym wszystkim. Mam fajną księgową, więc tutaj luz ale sam pomysł samodzielnej konfrontacji z organami państwa jakoś mnie lekko spina.
@anonimowehejto To sobie wyobraź, że w takiej Hiszpanii księgowi nie odpowiadają za nic, więc to przedsiębiorca bierze na klatę każdą ich pomyłkę To jest dopiero jazda.
[choć fakt jest taki, że od początkujących jdg nie chcą absolutnie niczego, tam chyba nawet był jakiś ryczałt, a rachunki możesz sobie prowadzić w zeszycie]
Jak zachować skromność w obliczu sukcesu, zwłaszcza finansowego?
Można powiedzieć, że takie cechy po prostu się ma ale łatwo ulec pokusie samochwalstwa, szastanie kasą, gdy na człowieka nagle spływa dobrobyt nawet jeśli ciężko i uczciwie na niego zapracował.
Jak dobrobyt jest zasłużony to może nawet i ciężej powstrzymać się przed chwaleniem się, bo w końcu "zasłużyliśmy", "należy nam się".
Gdzie i jak znaleźć siłę i mądrości w obliczu takiej sytuacji, jak zauważyć pierwsze symptomy bycia ćwiekiem obnoszacym się z kasą?
czy was tez wnerwiają ci wszyscy optymisci, co każą sie usmiechac i udawac zadowolonych albo wmawiają bzdury ze jestescie wartosciowym czlowiekiem, kiedy dobrze wiecie ze tak nie jest, bo nikt sie z wami nie chce widywac, zadna locha was nie chce, a jeszcze nie chcą was nigdzie wziąć do pracy? rodzice juz nie mają ochoty ze mną rozmawiac, bo ciągle narzekam, ani ja z nimi, bo sie od lat 90 nie rozwijają intelektualnie i nie mam z nimi o czym rozmawiać. nawet jak próbwałem sie wyżalic na wykopie, to mi przed chwilą ten tekst odrzucili.
@anonimowehejto wkurza Cię, że ktoś jest szczęśliwy? Terapeuta Ci potrzebny, a nie hejtowyznania. Wygląda na to, że nie radzisz sobie z negatywnymi emocjami i gniewem.
Nie mam nawet komu się wyżalić, pierwszy raz skorzystam z anonimowych.
Jestem wściekły na mojego dziadka, który mnie "wychowywał" z braku laku, laku albo rodziców po prostu. Jest to człowiek całkowicie, technologicznie niepełnosprawny. Zna się na takich rzeczach jak budowlanka, hydraulika itp. tam się zatrzymał. Jakiś czas temu prosił żebym mu zrobił coś w telefonie, w zminimalizowanych była jakaś strona porno z gatunku jakichś szemranych. Zobaczył i "o a skąd to, zamknij, nie wiem co to wyskoczyło" spokojnie odpowiedziałem że po co mam zamykać, będzie znowu szukał. Pokazałem mu pornhuba i powiedziałem żeby nie wchodził na takie strony bo są niebezpieczne i żeby nie instalował aplikacji bankowych. Kilka dni temu prosił żebym zrobił i wysłał komuś zdjęcie, w zminimalizowanych oczywiście otwarta apka bankowa. Nie wiem kto mu to zainstalował, może w banku mu pomogli. Dzisiaj przyszedł żebym mu zainstalował aplikacje kauflanda i lidla więc spytałem czy rozumie co się do niego mówi i że jest na dobrej drodze żeby mu prędzej czy później wyczyścili konto. Nic nie dociera. Od małego mnie traktował jak gówno i to się nie zmieniło, co by to nie było jeśli mówię to JA to on wie lepiej a ja pi⁎⁎⁎⁎lę głupoty. Po spokojnym tłumaczeniu zapytałem czy odinstalować mu tą aplikację bo mogą wyczyścić mu konto po tym jak wchodził na szemrane strony i klikał co popadnie "co tam mam to mam no", powiedziałem żeby w takim razie radził sobie sam i wyszedł z hukiem. J⁎⁎⁎ny alkoholik, od małego mnie niszczył, wracałem z płaczem nawet jak szedłem mu coś przytrzymać bo mi babcia kazała iść mu pomóc. Jak ktoś ci dobitnie okazuje że nie umiesz nawet przytrzymać kombinerek to mocno w to wierzysz, powoli zdaję sobie sprawę że ta cząstka którą we mnie zakorzenił trwa we mnie przez całe życie. I wiecie co? Brzydzi mnie to. Brzydzi mnie to do punktu że do prostej chęci tego żeby moje życie się w końcu zakończyło, dochodzi kolejny niuans, chcę zejść z tego świata żeby razem ze mną zniknęła ta obrzydliwa cząstka. Nie tylko nie przytrzymywałem kombinerek, nie poradziłem sobie w szkole, w pracy, w życiu, nigdy nie uwierzyłem w siebie. Robiłem kiedyś test IQ, wyszło ~130. 130 k⁎⁎wa, w d⁎⁎ie chyba. Nigdy nie wierzyłem że jestem w czymś dobry, nawet jak się za coś brałem i wychodziło mi od strzała to nigdy nie wierzyłem że mogę być w tym dobry. Jutro rezygnuję z terapii, póki mieszkam w jednym domu z tym człowiekiem to nic nie ma prawa mi pomóc, za kilka miesięcy mam perspektywę wyjścia na swoje i nigdy do tego domu nie wrócę. Dla tych co dotrwali do tego momentu bonus: garnki za 4k odhaczone, jakieś derki ze skóry wielbłąda za c⁎⁎j wie ile? Odhaczone. Nie wiem na ilu tych pokazach był i ile razy mu mówiłem, nadal chodził. Pokazałem mu kiedyś reportaż uwagi o tych garnkach, chyba dotarło ale oczywiście nie przyznał się że został oszukany co to to nie, żeby mi przyznać rację? Nigdy. Nadal się daje robić w c⁎⁎ja, dzwonią do niego jacyś handlowi scammerzy, pokazałem mu kiedyś że to co kupił można dostać za około 20-50 zeta, on wypieprzył 150-300. Ale mnie to nie obchodzi już, nie po dzisiaj, nie po kolejnym razie. Jak zabiorę wszystkie swoje rzeczy pokażę mu ten wpis. Nienawidzę tego człowieka i nienawidzę tego że wciąż jestem od niego zależny przez krzywdy jakie mi wyrządził. On tego nie wie, nie potrafiłem nigdy mu tego powiedzieć a jak powiem to wiecie co? Spłynie to po nim jak po kaczce, i tak w tym domu wszyscy mają się wzajemnie głęboko w d⁎⁎ie. Nie łączy nas miłość ani przywiązanie a konieczność. Chcę z tym w końcu skończyć.
Czemu apka bankowa na telefonie jest niby niebezpieczna? Z mojego punktu widzenia właśnie poprawia bezpieczeństwo, bo jestem informowany na bieżąco o transakcjach. Jakieś potwierdzenia również są bezpieczniejsze niż przez zwykły sms.
Ostatnio doświadczam dużo niepowodzeń. Trudny czas + samotność. Kiedyś chciałam mieć dzieci, rodzinę. Teraz zastanawiam się czy to jest w ogóle humanitarne, żeby sprowadzać na ten okropny świat nowych ludzi? Gdybym teraz, w tym momencie życia miała wybrać, to wolałabym się nie urodzić. Jaki to ma sens?
Mam poczucie, że moje życie to ciągła walka. Rozpaczliwie macham rękami, żeby się nie utopić. Czekam na ten czas jak w końcu będzie lepiej, coś się ułoży, ustabilizuje. Ale to chyba nigdy nie nadejdzie. Coraz więcej rzeczy dla mnie staje się obojętnych. Moja praca, kiedyś przyjemna dla mnie - jest mi obojętna. Nie dopilnowałam jakichś formalności przy zakupie samochodu, co oznacza, że zapłacę jakaś karę - jest mi to obojętne teraz. Nawet nie miałam jakiejś wielkiej złości, rozczarowania, smutku gdy się o tym dowiedziałam. Nie chce mi się. Poszłam na moje studia bo chciałam poprawić swój byt. Nie chce mi się. Nie potrafię rozpalić w sobie ognia. Nie wierzę też, że to coś zmieni.
Jeżeli chodzi o relacje - to nic już nie oczekuję. Mam mnóstwo niewspierajacych przekonań na temat relacji, które pojawiły się z powodu krzywd, które wyrządzili mi inni ludzie. Boję się ludzi i boję się relacji. Nie chcę więcej cierpieć. Gonię za czymś co najprawdopodobniej nigdy się nie zdarzy. Czuję, że nie żyję, tylko wegetuję. Byle do śmierci. Gdybym teraz np. zachorowała, to myślę że przyjęłabym tą śmierć z ulgą. Myślę, że to będzie niesamowicie ciężkie żyć jeszcze z 50 lat tak jak żyję teraz. Chciałabym mieć już z 70, 80 lat, żeby to życie mieć już za sobą.
Aha, żeby to było jasne, nie mam depresji ani myśli samobójczych. Ja po prostu nie widzę sensu. Nie wiem w sumie po co to piszę, nie chcę żadnych rad, bo nie znacie mnie i mojego życia. Może po prostu chcę się wygadać, a nie mam komu.
PłodnaFoka: Mam nadzieję że trochę ci ulży wyrzucenie tego z siebie. Wiem jak to jest nie widzieć sensu w niczym, miałem tak kilka razy, (teraz mam tak znowu), za każdym razem udawało mi się ten sens znaleźć.
Spółka której jestem mniejszościowym udziałowcem zaczęła działać w niefortunnym momencie bo zaraz przed covid’em a jest to branża która bardzo ucierpiała (turystyka). Podczas pandemii udziałowcy opłacali wiele faktur spółki prywatną kartą lub gotówką i nazbierała się z tego całkiem spora kwota zaległości. Teraz spółka odrobiła straty i chciałaby spłacić zadłużenie wobec udziałowców (w tym mnie)jednym dużym przelewem (w moim przypadku to jest 80 patykow). Czy muszę to jakoś zgłosić do US i jeśli tak to w jaki sposób/ na jakim druku? Czy jest szansa że US się jakoś do tego przyczepi i jak tego uniknąć? (pracy ostatnio jest bardzo dużo więc nie mamy czasu ani ochoty na nagłe kontrole :-)) Z góry dziękuję za pomoc!
@anonimowehejto uuu, umowa pożyczki i rozliczyć się z odsetek (prywatnie) z US. Tyle że każda kwota będzie musiała być policzona. Odsetki powinny być rynkowe bo się przyczepią.
@anonimowehejto Polecam telefon do Krajowej Informacji Skarbowej. Darmowy, wytłumaczysz, oni odpowiedzą od razu. Pracują długo, mogą odebrać od razu albo poczekasz na linii 15 minut.
Niepopularna opinia i może coś ze mną jest nie tak ale jakoś nie ruszają mnie te wojny i to ile osób na nich ginie i co się tam dzieje. Rozumiem że śmierć wielu dzieci to tragedia ale jakoś nigdy mnie to wewnętrznie nie ruszało. Spróbujcie to powiedzieć głośno a uznają was za debili i bezdusznych sukinsynow. Po prostu mam wiele innych rzeczy na głowie i staram się dbać o własny zad. Wojna na Ukrainie to tragedia ale jeśli zacząłbym wyrażać swoją opinię publicznie (I don’t care), to zostałbym zesłany do łagru. Gdybym wpadł pod samochód to nawet niebyłym paskiem w wiadomościach informacyjnych. Od kolejna ofiara.
@anonimowehejto też nie wiem czemu dzieci bardziej ludziom żal, przecież takiego kilkulatka sporo łatwiej i szybciej można zastąpić w społeczeństwie, niż np. dobrze wykształconego trzydziestolatka, mającego rodzinę na utrzymaniu. Ale emocje nie muszą być uniwersalne ani racjonalne. Najczęściej też te emocje mijają u widzów razem z końcem newsa.
Lurker od dawien dawna i pewnie i tak nikt o tej godzinie nie zobaczy więc wyleje z siebie kilka zdań. Jak to jest być samotnym facetem przed czterdziestką? A no do d⁎⁎y. Kilka większych i mniejszych związków które kończyły się w nieprzyjemny sposób dla obu stron. Czy szukałem/szukam partnerki? Tak. I co? D⁎⁎a. Nic mi nie wychodzi choć za każdym razem staram się być lepszym. A to za mało zainteresowania okazuje, a to nie chce mieć dzieci. Tak, nie chce. I niestety często kończyło się to końcem związku i gwoździem do trumny. Czasami i trafiały się takie które podzielały moje zdanie ale niestety, kończyło się to dość szybko bo “nie spełniałem oczekiwań”. I tak sobie żyję jak ten typowy przegryw. Zabijając czas praca. Czy chciałbym przeżyć prawdziwą miłość? Tak. Czy oglądając dramaty czy jakieś dziwne miłosne filmy wyobrażam sobie siebie w podobnej sytuacji i jakie to jest uczucie? Tak. Zostaje wyobraźnia i wymyślanie sobie historii i tworzenie alternatywnej rzeczywistości we własnej głowie.
@anonimowehejto ziomuś to czy jest do d⁎⁎y, czy nie zależy od Ciebie. Uzależniasz swoje szczęście od związku, a to błąd. Nauc się być szczęśliwy sam ze sobą (tak to możliwe), a pozbędziesz się smutku i desperacji (kobiety mają na to radar). Dużo łatwiej będzie Ci znaleźć kogoś i nawiązywać kontakty jako pewny siebie i szczęśliwy chłop
Koniec końców lepiej być samotnym niż w nieszczęśliwym związku. Cała masa ludzi tkwi latami i do końca życia w toksycznych relacjach bo nie potrafią nic w swoim życiu zmienić. Myślę jednak że jesteś ponad nimi bo wciąż możesz kogoś poznać. Mam znajomych po 30, 40 którzy mimo wieku trafili na drugą połówkę. Nawet w mojej rodzinie ludzie po wieloletnich związkach, po 50, 60 jeszcze kogoś poznawali, myślę że w dzisiejszych czasach gdzie rozwody i związki na kocią łapę są bardziej popularne, czas w którym wciąż ludzie tworzą nowe relację jest wydłużony.
Trzymam za ciebie kciuki, nigdy się nie poddawaj bo życie zaskakuje.
Przede wszystkim dbaj o siebie fizycznie i psychicznie bo w ten sposób zachowasz atrakcyjność niezależnie od wieku
@anonimowehejto dlatego kiedyś ludzie brali ślub mając 20 lat i byłeś zaklepany. Kiedyś nie rozumiałam po co ludzie biorą śluby w ogóle Teraz jak jestem starą panną po trzydziestce rozumiem. To było tylko po to, żeby ludzi uwiązać ze sobą na zawsze. Jak masz 30, 40, 50 lat to już zwyczajnie dziwaczejesz, co raz mniej rzeczy tolerujesz. Jak byłam młoda to wszystko mi w ludziach pasowało, no bo co ci może nie pasować w Wojtku lat 16? Że nie ma auta i stabilnej pracy? A dzisiaj sama mam wymagania z kosmosu - ale z dystansem, o ile to nie będzie żaden związkowy deal breaker typu "posiadanie dzieci" to staram się dużo rzeczy akceptować.
Dodam, że podzielam wszystkie twoje uczucia - chciałabym mieć kogoś, ale kogoś dobrego ciężko znaleźć. Więc jak mi piszesz "facet po 40 bla bla przegryw" - kurde, jest masa takich kobiet, kilka takich znam nie każdy człowiek ma udane życie towarzyskie. Głowa do góry, nie ma się co nad sobą użalać. Ludzie szukają partnerów, którzy im dadzą poczucie, że "żyją", że mają razem fun, że życie razem jest łatwiejsze niż osobno. Jak będziesz wychodził do ludzi z nastawieniem "o boże, życie jest takie smutne, męczące, ludzie czegoś ode mnie chcą" - to sorry, ale sam się zastanów czy spotykałbyś się z taką dziewczyną. Dam se reke urwac, ze nie. Wszyscy chca tego samego, ale malo kto chce to oferowac także będzie dobrze ziom, jak to już Seweryn napisał tylko wrzuć na luz.
Zastanawiam się nad przejściem z C++ na Pythona - jest dużo więcej zdalnych ofert, stawki też całkiem niezłe. Czy ktoś z was ma coś podobnego za sobą i może podpowiedzieć jak to wygląda? Co robić w przypadku braku typowo komercyjnego doświadczenia z pythonem? Po prostu wysyłać CV i liczyć, że ktoś mnie zaprosi na rozmowę czy robić jakieś certyfikaty? Mam ~5 lat doświadczenia w it. Początkowo jako support, większość jako software developer - C++, trochę Javy, python na wewnętrzne potrzeby firmy. Do tego sporo pobocznych skilli na umiarkowanym poziomie - m.in.: js, HTML, CSS.
Piszę z anonimowych, bo nie chcę udostępniać sczegółów ze swojego konta.
Nie znam Cię, więc nie wiem jak to się ma do Ciebie ale podzielę się swoim doświadczeniem z tych okolic. Pracuję w projekcie gdzie mamy część pythonową (zarządzanie) i cpp (faktyczne mielenie ruchu i danych). Jest duża różnica w myśleniu, postrzeganiu problemów i tworzeniu rozwiązań.
Zarówno ja rozumiem kod cpp, jestem w stanie go poprawić albo zmienić, tak samo inni są w stanie zrozumieć mój kod albo go zmienić. Ale każdy jednak w nie swojej bajce "zrobiłby to inaczej". I wydaje mi się że tutaj jest największy problem takiego przejścia: że nie tylko musisz się nauczyć innych narzędzi ale przede wszystkim zacząć inaczej myśleć
OP: @HannibalLecter co do samego języka się zgodzę, ale co z całą resztą? Konkretna dziedzina, frameworki itd. W tej chwili programuję bliżej niż dalej sprzętu, a python to głównie inne tematy - backendy webowe, analiza danych, bazy danych, cloudy itd. Z tym nie mam dużego doświadczenia (ale też nie zerowe).
Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
Mój współlokator strasznie chrapie, przez co nie mogę w nocy spać. Mam zatyczki Alpine, ale nie wygłuszają i na dodatek wypadają z uszu. Próbuję też dźwięków do usypiania puszczanych na AirPods Pro z włączonym ANC, ale chrapanie nadal trochę słychać. Zna ktoś z was jakieś zatyczki wielokrotnego użytku niewypadające z uszu lub wygodne słuchawki, które wygłuszają w 100%?
ja polecam słuchawki przewodowe filmy Shure, miałem SE215 i były bardzo wygodne do leżenia na boku, jednocześnie dobrze izolowały, bo są projektowane z myślą o muzykach do odsłuchów na scenie
@anonimowehejto może pogadaj ze współlokatorem i pomóż mu ogarnąć sen? Są proste metody na zredukowanie chrapania. Powinien Ci podziękować, bo będzie się lepiej wysypał
Samotność to dla mnie kotłujące się myśli i lęki. Dlaczego potrzebuję kogoś?
Bo sobie nie poradzę? Nie, zresztą i tak mam przekonanie, że muszę sobie radzić sama i być niezależna, bo i tak nikt mi nie pomoże.
Bo mam potrzebę posiadania dzieci? Chciałabym mieć dzieci, ale dopiero jak spotkam "kogoś odpowiedniego", właściwie to nie myślę o dzieciach, na tą chwilę to nie jest jakaś moja istotna potrzeba.
Potrzeba fizyczna? Dotyk.
Czy potrzebuję towarzystwa? Trochę tak, miło by było wracać do domu, gdzie ktoś na mnie czeka. Albo mieć z kim obejrzeć film wieczorem i o tym porozmawiać.
Potrzebuję też głębokiej, intymnej relacji z kimś, kto mnie zna i akceptuje, z kim mogę się podzielić myślami, troskami. Właśnie kogoś, z kim miałabym tą wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju relację. Kogoś, kto mi powie, że jestem dla niego wyjątkowa i wartościowa.
Kwestia poczucia własnej wartości? O tak, bardzo tak. Pragnę uznania, pragnę być dla kogoś ważna, być "tą jedyną", pragnę, by ktoś zalepił tą dziurę, pustkę we mnie. Sama ze sobą nie czuję się w pełni całością. Dojrzewam do tego, żeby się choć trochę lubić, ale jest mi trudno. Fantazjuję na temat swojego zawodu, statusu, dojrzałości emocjonalnej, związku - na tą chwilę te fantazje w zupełności nie pokrywają się z tym kim jestem teraz. Czuję się niewystarczająca, niegodna. Pewnie to jest jeden z powodów dla których nie szukam partnera, choć tak bardzo go potrzebuję. Kto by mnie chciał? Na pewno nikt wartościowy. Nie wiem co to oznacza, że ktoś mnie kocha. Nie doświadczyłam tego, nigdy nie czułam się kochana.
Skoro nikt mi nie da miłości, takiej jak ja ją rozumiem w swoim mniemaniu, czyli zalepienie jakiejś "pustki" w środku, to po co mi związek? Co ja właściwie mogę dostać od drugiego człowieka? Z relacji znam tylko strach, poniżenie, stopienie z kimś w celu spełnienia jego potrzeb, porzucenie, brak zaufania, przekraczanie moich granic. Sama nie rozumiem co mogą mi dać relacje, czym jest owa "miłość"? Co ja mogę dostać?
A jednak odczuwam lęk, że nikogo nie znajdę, że jestem tą gorszą i mi się nie należy, że będę cierpieć samotność do końca życia, nie zaznam rodziny, dzieci. Jest we mnie duże napięcie związane z tą niewiedzą - kiedy kogoś znajdę i czy w ogóle? Kim on będzie? Czy spełni moje oczekiwania, czy to będzie ktoś w kim się zakocham, będę go kochać? Czy go nie będę kochać? Czy zbuduję mur i będę niedostępna? Czy to będzie z mojej strony związek z rozumu - nie odpowiadasz mi, ale mam już mało czasu, jeżeli cię odrzucę, to może już nic się nie wydarzy, więc wezmę to co jest teraz? Czy będzie ze mną budować związek, czy znowu mnie zrani? Czy on mnie będzie kochał?
Jeżeli to ma być ktoś, kto mnie znowu zrani i straumatyzuje, to nie chcę. Nie chcę go, nie chcę związku, nie chcę takiej miłości. Ale chyba też nie chcę kogoś, kogo nie będę kochać. Nie chcę małżeństwa z rozsądku. Tak często zdradzałam siebie w imię przynależności, dla miłości, dla mężczyzny. Nie chcę już tego robić.
Jestem dziwna, nietypowa, nie wpasowująca się w życie typowej kobiety. Inna od swoich koleżanek. Inna od kobiet w swoim wieku. Różna. Nie wiem czy mam na to zgodę. Chce mi się płakać z tego powodu, bo czuję, że coś tracę. Nie mam swojego plemienia. Nie przynależę. To powoduje ból. Zawsze czułam się niechciana.
@anonimowehejto przede wszystkim nie wiem na 100%, ale czy patrząc na otoczajacy mnie świat, ludzie z pasjami, hobby, zawsze znajdują drugą połówkę. Każdy, czy to z mojego otoczenia czy czytając o tym. Ale to tylko dodaje nadziei. Drugim najważniejszym elementem jest to, że przestałem oczekiwać na rzeczy które nie mam wpływu. Oczekuję tylko od siebie. Dlatego też jak napisałem uczę się żyć samemu i chce nauczyć się być szczęśliwym solo, bez potrzeby związku. Bo na to nie mam wpływu. I tak zacznę niedługo randkować znowu, ale nie licząc na związek. A po prostu licząc na poznanie ciekawych dziewczyn, chcąc po prostu miło spędzić czas. I nie mam na myśli dymania, bo akurat średnio lubię seks poza związkiem, bez uczucia.
Nie potrzebuję rady w stylu "Masz depresję? Idź pobiegaj". Ja doskonale WIEM co należy zrobić, żeby kogoś poznać, ale tego nie robię że względu na pewne wydarzenia w moim życiu. Nie mam zaufania do ludzi i czuję opór i lęk przed związkiem z kimś. Ale to nie znaczy, że nie mam potrzeby bliskości, przez co czuję się samotna i sfrustrowana, bo pewna ważna wartość w moim życiu jest niezaspokojona. I to jest takie błędne koło, ale przełamanie tego jest teraz dla mnie za trudne.
Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
OP: @Konto_serwisowe: dzięki za tą rozprawkę, ale zupełnie nie była potrzebna. Gdybyś umiał czytać ze zrozumieniem to doczytałbyś, że teraz NIKOGO NIE MAM I NIKOGO NIE SZUKAM. Jak mogę niby zranić kogoś nie będąc z nim w związku?
Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)