Aktorsko bardzo słabo, fabularnie również. Taka gorsza „M3GAN”, o której kiedyś napisałem na swoim blogasku (link w komentarzu). Najlepiej wypadła Megan Fox, odgrywająca rolę „atrakcyjnej androidki, która niespodziewanie ujawnia swe mroczne intencje”. Dobrze wcieliła się w rolę sztucznego człowieka, ale nie wiem, czy to zasługa jej dobrej gry aktorskiej czy jednak złej gry aktorskiej. ; )
Jednakże film skłonił mnie do przemyśleń, a to bardzo lubię w dziełach kultury, na temat tego, czy seks z androidem podchodzi pod zdradę. Mężczyzna porównał to do wibratora swojej żony. Poniekąd się z tym zgadzam - to i to jest w tym przypadku „narzędziem”.
Jednakże nie dziwię się jego żonie, że zareagowała, jakby zdradził ją z inną kobietą. W końcu zrobił to z Megan Fox, a nie z plastikowym kadłubkiem czy sztuczną pochwą. Pewnie też bym się poczuł dziwnie, gdybym zastał dziewczynę z reprodukcją Henry'ego Cavilla, mimo że nie byłby żywym człowiekiem.
Pamiętacie tę ostatnią aferę z nauczycielką która zdjęła ze ściany krzyż i wyrzuciła i już została oceniona jako ta, która zakazuje wiary, a potem okazało że w sumie to nie był to tak do końca krzyż i dzieciaki mają sporo za uszami, ale media już zdążyły podkręcić narracje i kilku osobom narobiło to bałaganu?
No to ktoś nakręcił o tym film, tylko dwa lata przed aferą.
Abel to maturzysta dobrego budapesztańskiego liceum. Jak wielu osiemnastolatków ma ogromny mętlik w głowie, bo z jednej strony matura, z drugiej ogromne oczekiwania rodziców i presja z ich strony co do ocen, z trzeciej zakochał się w koleżance, do tego niewygodne buty na maturze i wkuwanie historii, która totalnie nie chce mu wejść do głowy. Wszystko to wzbiera w nim w najgorszym momencie - na egzaminie ustnym - przez co zapomina języka w gębie. Nauczyciele starają się, uspokajają go, ale wszystko na nic. Abel nie zdaje matury.
Kiedy opowiada o tym wściekłemu na niego ojcu, który zaczyna mu wyrzucać od nieuków i wróżyć kerierę śmieciarza, Abel desperacko chwyta się jednego momentu w trakcie egzaminu. Jeden z nauczycieli zapytał go o kotylion w barwach Węgier wpięty w marynarkę. Abel używa tego jako wymówki i twierdzi, że nauczyciel zakpił z niego i z patriotycznej wpinki, co skutecznie odwraca uwagę ojca od wyników matury. Informacja o tym zdarzeniu zaczyna więc, podkolorowana przez każdą kolejną osobę, wędrować między ludźmi, aż trafia do dziennikarki prawicowej gazety, i zdarzenia zaczynają toczyć się odtąd nieco szybciej w niekontrolowany sposób.
Film można odbierać na wiele sposobów. Ja określiłem go jako dramat obyczajowy, bo dla mnie poziom polaryzacji społecznej w którym używamy każdego wydarzenia do wzmacniania i tworzenia kolejnych podziałów jest dramatem, ale spokojnie ten obraz mógłby funkcjonować jako czarna komedia, pokazująca absurd okopywania się w swoich założeniach i osądach.
Bardzo podoba mi się to, że w tym filmie śledzimy czwórkę głównych bohaterów historii i możemy ich poznać. Wiemy kim jest i z jakim bagażem zmaga się ojciec Abla, poznajemy jego nauczyciela i możemy wyrobić sobie opinię o jego pracy. Widzimy pracę dziennikarki od momentu dowiedzenia się o sprawie, do publikacji atrykułu. No i śledzimy też sprawcę zamieszania, czyli Abla. Dzięki temu widz nie ma podane na tacy kto w tej historii ma rację, kto nie ma, kto jest postępowy, a kto zacofany - być może taki nie jest nikt, po prostu każdy chciał dobrze na swój sposób? Na to nie ma odpowiedzi w tym filmie i to jest jego potężny atut.
Kolejnym atutem jest to, że to historia (niestety) uniwersalna, a jak bardzo to właśnie pokazuje moje nawiązanie do sprawy z grudnia ubiegłego roku. Każdy spolaryzowany politycznie kraj w których każda ze stron ma swoich "ich" w kontrze do "nas" mógłby być miejscem akcji dla tej historii.
Z produkcji - film jest cichy, i to dobrze. Praktycznie nie ma ścieżki dźwiękowej po za dźwiękami tła. Widz ma się skupić na emocjach i atmosferze danej sceny i to ładnie działa. Kunszt aktorski jest na bardzo wysokim poziomie. Sceny w których ojciec Abla przez telefon dowiaduje się o tym że syn nie zdał matury, czy ta kiedy Abel zamilkł na maturze, albo kiedy dziennikarka dostaje telefonicznie informację o tym że jej artykuł się ukaże - fantastyczny popis aktorski w umiejętności oddawania zmiennych emocji tylko wyrazem twarzy.
@Maciek Widziałam na NH ten film, ścięło mnie jak bardzo łatwo polskiej widowni było zrozumieć ten film - ale ścięło mnie głównie dlatego, że ta cała polityka często-gęsto jest po prostu stosowana jako wymówka, jak to właśnie w filmie wykorzystał chłopak, zamiast od razu powiedzieć, że on nie nadaje się do nauki.
Ale gdyby tak zrobił od razu w domu byłoby kiepsko i presja ojca by niszczyła łebka, więc w sumie ta afera chociaż na tyle się przydała, że łatwiej ojcu w końcu zrozumieć własnego dzieciaka. Fajny film, ja chyba dałam 8/10, już nie pamiętam.
Przypomniała mi się scena z filmu "Maria Antonina".
Młoda Antonina uczy się podstaw zachowania w Wersalu. Gdy wstaje rano już przy jej łóżku czeka chmara kobiet. Najstarsza z nich przedstawia reguły ubierania przyszłej żony króla - owy przywilej przysługuje dworzance o najwyższym stopniu arystokrackim.
Stoi więc naga i czeka aż owa najwyższa stopniem babeczka ją ubierze. Ale w tym czasie do pomieszczenia wchodzi jakaś inna spóźniona dworzanka. Nowo przybyła przewyższa tytułami ową, która miała ubrać Antoninę, więc tamta wycofuje się, biedna Antonina zaczyna drżeć z zimna, a nowa dworzanka już ma ją owdziać, gdy do sali wchodzi kolejna spóźniona o jeszcze wyższym tytule szlacheckim.
-To absurd - mówi zniecierpliwiona młoda Antonina.
Niektóre kina wyświetlające „Melanię” świeciły takimi pustkami, że dowcipnisie sugerowali, iż mogliby się tam ukrywać nieudokumentowani imigranci. Recenzje są bezlitosne: The Independent napisał, że pierwsza dama jawi się jako „próżna, naburmuszona pustka czystej nicości w tym ohydnym kawałku propagandy”. The Guardian zbył film jako „pozłacany chłam”, a Variety zapytało: „Dlaczego Amazon miałby wydać 75 milionów dolarów na tak nudny film?”. (Myślę, że wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie)” – pisze Maureen Dowd w dzisiejszym New York Timesie.
Te 75 milionów dolarów, które Jeff Bezos, właściciel Amazona, wydał na hagiografię Melanii, kupi mu trochę przychylności u jej męża. Bezos nie tylko wpłacił 45 mln dolarów na produkcję, ale i dosypał 35 mln dolarów na marketing. Z tego 28 mln dolarów poszło na kieszonkowe dla Melanii, która jest główną producentką filmu. Na reżysera Melania wybrała byłego fachowca, którego przegoniono z Hollywood w 2017 roku, bo miał problemy z oskarżeniami o molestowanie seksualne i gwałty na sześciu kobietach.
Główną rolę w propagandowym filmie Melanii odgrywa jej noga. Zgrabną, długą nogę z wąską kostką kończy 12-calowa szpilka przyrośnięta do stopy, na której skupia się oko kamery.
Melania w tym filmie sama mówi i ujawnia NIC o sobie. Natomiast w końcowych napisach wymienia listę swoich osiągnięć, z których również pokazuje NIC, bo dokładnie tyle jest do pokazania.
Dokument skupia się na geometrii i dwóch kolorach. Odcinki są proste, kąty też, choć bywa kilka ostrych. Góra Melanii najczęściej jest biała, a dół czarny. Ten geometryczno-binarny portret pierwszej damy i jej strojów tworzą designerzy-imigranci, którzy mieli szczęście osiąść w USA przed tym, zanim mąż Melanii zakazał wydawania wiz krajom, z których pochodzą.
Film nie opowiada o tym, co czuła ciężarna Melania, gdy jej mąż dokazywał w łóżku z gwiazdą filmów pornograficznych o artystycznym pseudonimie Stormy Daniels, ani o tym, co czuła, gdy mąż z domowego budżetu wysupłał ponad sto tysięcy dolarów i kupił milczenie Stormy w pierwszej kampanii prezydenckiej. Film pomija też historię jej korespondencji z przyjaciółmi męża, którzy handlowali dziećmi, sami je gwałcili i oferowali je do gwałcenia sławnym i bogatym, w tym mężowi Melanii. Melania pisała wtedy do pary tych pedofili, że pięknie wyglądają na zdjęciach i że ich kocha, a Ghislaine, partnerka Epsteina, nazywała ją w listach „sweet pea”, słodkim groszkiem.
Kamera nie drąży również uczuć Melanii na wieść, że jej mąż, sądowym werdyktem, ma zapłacić $89 mln dolarów E. Jean Carroll za molestowanie jej w przebieralni domu towarowego i późniejsze zniesławienia.
Melania pokazuje siebie w filmie jako osobę przejętą losem dzieci. Zbiorowej pamięci kamera jednak nie uchwyciła. Pamiętamy bowiem Melanię, która za pierwszej kadencji Trumpa pojechała odwiedzić obóz koncentracyjny dla dzieci imigrantów wyrwanych swoim rodzicom. Miała wtedy na sobie kurtkę z napisem na plecach: „Gówno mnie to obchodzi, a was?”. Ta kurtka była w innym stylu niż biało-czarne i kwadratowe, więc w filmie jej nie ma. Reżyser filmu, który mieszkał w ośmiopokojowym domu dla gości w kompleksie Mar-a-Lago, musiał dokonywać zrozumiałych cięć.
Melania w filmie oświadcza: I will always use my influence and power to fight for those in need (zawsze użyję moich wpływów i siły, by walczyć o tych w potrzebie). W filmie nie znalazła się jednak wymiana korespondencji z jej asystentką, która błagała Melanię o pomoc w czasie ataku na Kongres 6 stycznia 2020 roku. Melania odpowiedziała wówczas krótkim SMS-em: „Nie”.
Uboga frekwencja na premierze filmu w USA wiąże się z tym, iż chodzą słuchy, że chętnym na jego obejrzenie będą rozdawane czeki z podpisem jej męża oraz że popcorn, który towarzyszył premierze w cenie 12,99 dolara, będzie rozdawany za darmo, a nasypywać go będzie do okolicznościowych pudełek specjalny lokaj z Polski, zwany Nauroki.
Mroczne miasto bardzo mi się podobało jako solidne, klimatyczne kino science fiction. Film wyróżnia się wyrazistymi bohaterami — szczególnie główny bohater oraz doktor, którzy zapadają w pamięć i nadają historii głębi. Choć efekty specjalne miejscami trącą już latami, zupełnie nie przeszkadza to w odbiorze i nie psuje mrocznej atmosfery. Mam wrażenie, że ten film mógłby spokojnie stać w jednym szeregu z Matrixem — tym bardziej zastanawia mnie, dlaczego nie odniósł podobnego sukcesu.
Okupowany Paryż, II Wojna Światowa. Pewna Francuzka Michele de la Becque, prowadząca działalność opozycyjną ukrywa zestrzelonego amerykańskiego lotnika, pracującego dla RAF
Zamożna kobieta (Katharine Hepburn) oferuje wsparcie finansowe lekarzowi (Montgomery Clift) specjalizującemu się w zabiegu lobotomii pod warunkiem, że dokona on operacji na jej siostrzenicy która według niej jest obłąkana (Elizabeth Taylor).
Trafiłem gdzieś na listę najlepszych filmów. Był tam tytuł, którego zupełnie nie kojarzyłem. Nawet niezły, ale jak to w życiu bywa, skiepścili trochę końcówkę.
Uprzedzając: tak, jest wątek homoseksualny. Nie, nie został przerysowany i oglądało się go przyjemnie. Poza tym, kogo dziwi, że w wojsku są homoseksualiści? Młodzi, nabuzowani testosteronem chłopcy zostają zamknięci na kilkanaście tygodni, śpią w jednym baraku, wypróżniają się i biorą prysznice razem (nie ma osobnych kabin). Jak tu się nie skusić na kumpla? ; )
Pomijając już śmieszki, to uważam „Boots” za dobry serial, traktujący o toksycznej męskości, przekazujący pewną naukę o tym, że sami odpowiadamy za swoje życie i nie ma nikogo, kto nas uratuje. Jasne, że znajdą się osoby, które wyciągną pomocną dłoń, jasne, że udzielą wsparcia, ale i tak wszystko zależy od nas samych, od naszej dyscypliny, siły woli, samozaparcia czy czegokolwiek innego.
Jednocześnie to też nauka, że trzeba się dopasować do miejsca, w którym przebywamy, żeby dobrze się tam czuć. Homoseksualizm w marines był (jest?) poważnym wykroczeniem, więc zniewieściały chłopiec, jakim jest główny bohater, w teorii nie ma czego szukać w piechocie morskiej. A mimo to zaciąga się, trochę za namową kumpla, trochę z chęci zmiany czegoś w swoim życiu, przede wszystkim samego siebie. Przez swą zniewieściałość i brak „typowej męskiej energii” był mocno gnębiony w szkole.
Utożsamiam się z tą postacią. W technikum przypięto mi łatkę geja, mimo że byłem wtedy w związku z dziewczyną, i dość mocno obciążało mnie to psychicznie. Nie miałem wtedy na tyle sił, psychicznych czy fizycznych, żeby postawić się prawie że całej klasie, więc poniekąd rozumiem, co muszą czuć osoby, które boją się wyjść z szafy i być w pełni sobą.
Podoba mi się też złamanie stereotypu, że geje to zniewieściali i zmanierowani chłopcy, mówiący wyższym tonem i przesadnie gestykulujący. Okazuje się, że jeden z największych badassów, można powiedzieć, że prawdziwy męski mężczyzna, bezlitosny zabójca i postrach rekrutów, jest homoseksualistą. I jego wątek romantyczny został poważnie poprowadzony.
No i fakt, że cały serial opowiada o treningu rekrutów, bardzo mi przypadł do gustu. Nie wiem czemu, ale to zawsze moje ulubione części filmów czy seriali wojennych. Co prawda drący ryja sierżanci nie umywają się do tego z „Full Metal Jacket”, ale dają radę. Rozbawiło mnie, że kumpel głównego bohatera zapytał go, czy nie obejrzał tego filmu, gdy mu go polecił, żeby wiedział, z czym się spotka. ; )
@cyberpunkowy_neuromantyk poddałem się po dwóch odcinkach. Znudził mnie. Trochę taki serial dla młodzieży. Dorosły człowiek raczej nic w nim nie znajdzie dla siebie.
Jeśli macie problemy ze snem włączcie sobie ten film! Na pewno wam nie pomoże
Klasyka gatunku.
Freddy Krueger, szalony morderca dzieci napastuje grupę nastolatków w snach. Nancy po wielu tragicznych wydarzeniach postanawia stawić czoła władcy koszmarów zanim i ją zdejmie z tego padołu łez.
Miło było wrócić do tego seansu po tak wielu latach - nie oglądałam sama, więc seans był bardziej rozśmieszający. Ale fakt faktem - ten tytuł dalej broni się po latach.
Protip: jeśli wybieracie współpracownika do pokonania Frieddiego, nie idźcie na urodę - Nancy za swojego wartownika wybrała chłopaka Glenna (debiut Johnny Deppa). Glenn zawalił po całej linii, i potem musieli go wynosić wiadrami z domu.
Bardzo punkowy i bardzo queerowy film jak na Jarmana przystało. To opowieść w szatach modernizmu o homofobii, opowieść zrobiona na podstawie prawdziwej historii o angielskim królu Edwardzie II.
Edward miał swojego faworyta, Gavestona, który został wygnany, jeszcze za panowania Edwarda I. Ale po śmierci ojca Edward II sprowadza swojego kochanka z powrotem, nadaje mi znaczące tytuły, czym wzburza angielskich baronów i swoją żonę Izabellę. Możni wraz z żoną zaczynają spiskować by usunąć Gavestona już na zawsze. Oczywiście ku rozpaczy króla, który mimo, że już wcześniej mścił się na biskupie, to jednak nie zmieni decyzji baronów o pozbyciu się królewskiego kochanka.
Dość teatralny film, aktorzy występują często we współczesnych Jarmanowi strojach i film ogólnie oddaje homofobiczną taczerowską atmosferę panującą wtedy w Anglii. Mamy więc nawet marsz równości, a raczej protest antyhomofobiczny, sami aktorzy mówią językiem wystylizowanym na dawną epokę (film powstał na kanwie sztuki Christophera Marlowe’a).
Wiadomo, że takie filmy nie są dla każdego. Jarman ma specyficzny styl, oddający całkiem nieźle nastroje brytyjskie lat 80. Większość jego filmów jest właśnie taka punkowo-queerowa, więc jak kogoś to odrzuca, to wie, że Jarmana trzeba omijać. Do mnie to dociera, bawiłam się dobrze.
To początek mojej przygody z tym reżyserem, widziałam już "Jubileusz" i dawno temu "Caravaggio" (ten rewatch zostawiam sobie na koniec). I na pewno będę dalej oglądać te jarmanowskie obrazy.
Typowi ginie córka. Tkwiąc w żałobie orientuje się, że zmienił się tytuł jednej książki i zaczyna interesować się tzw. efektem Mandeli. Momentami zakrawa na paradokument i zawiera duże ilości pseudonauki nawet jak na standardy gatunku. Z zalet: jest dość krótki.
Film osadzony w przyszłości. Typowi wpadają jacyś bandyci do chaty. Typ gdzieś w tej całej szamotaninie ginie i okazuje się, że jest w pętli czasowej. Są momenty, są zwroty akcji. Świat przedstawiony jest dość prymitywny, ale w filmie nie było za bardzo miejsca na nic bardziej ambitnego.
@boogie no weź, straszne te filmiki. O ile rozumiem w badaniach, techu, medycynie to jakoś w branży rozrywkowej i informacyjnej AI mi zupełnie nie pasuje
@TwojStaryJeSuchary @Klamra trochę mnie zaskoczyły Wasze komentarze. Nie bardzo rozumiem "obaw" przed wirtualnym spotkaniem samego siebie. Wyobraźcie sobie, że wszyscy aktorzy, a tak naprawdę każdy z nas w pewnym sensie spotyka samego siebie w postaci starych filmików z telefony czy zdjęć. Jeżeli zrobisz sobie selfie trzymając swoje własne zdjęcie z czasów szkoły podstawowej to w sumie jest to identyczny efekt. "Przed" i "Po". Na dodatek są filmy, w który ten sam aktor gra różne role , albo gra samego siebie tylko np. młodszego. Czy na filmy też tak reagujecie?
Wiele lat temu, na długo zanim jeszcze dostałam hopla na punkcie polskiego kina, miałam jednego ulubionego reżysera - obejrzałam większość jego filmów, w tym te najbardziej znane jak właśnie Dekalog, Trzy kolory czy właśnie Podwójne życie Weroniki. Gdy skończyły mi się ostatnio polskie klasyki do nadrobienia zaczął mi kiełkować pomysł by odświeżyć sobie filmografię Kieślowskiego, ale na samą myśl drżałam ze strachu. To filmy, które bardzo uderzają w moją wrażliwość, bałam się, że po tak wielu latach z takim bagażem doświadczeń te filmy stracą moc rażenia.
Jak widać po mojej ocenie owe lęki były bezpodstawne.
To opowieść o dwóch Weronikach - jedna żyje w Polsce, podąża za miłością oraz swoimi marzeniami, czyli karierą muzyczną. Ale ukryta wada serca przerywa jej młode życie.
Tymczasem we Francji żyje taka sama Veronique. Zawsze wie co ma robić w życiu - podszeptuje jej jakiś dziwny instynkt, nie wie, że to doświadczenia Weroniki przekuwa na własne doświadczenie - więc dzięki temu może uniknąć decyzji, które doprowadzą do czegoś złego, w przeciwieństwie do polskiej Weroniki.
Dziewczyny spotykają się tylko raz - w Krakowie Weronika widzi w autobusie turystów samą siebie. Sama Veronique o istnieniu Weroniki dowie się dopiero gdy zauważy ją na zdjęciach, które zrobiła w Polsce.
Gdy Weronika umiera Veronique doznaje dogłębnego poczucia żałoby. Całe życie czuła podskórnie czyjeś istnienie, teraz tego nie ma. W zrozumieniu tego wszystkiego i jej i nam, widzom, pomaga postać Alexandre, lalkarza, który jak po sznurku doprowadza do siebie dziewczynę, by wyznać jej miłość. Tworzy też dwie lalki na podobieństwo Veronique. Ta zdziwiona pyta czemu dwie. Alexandre odpowiada, że lalki często się psują, więc dobrze mieć kopię.
Alexandre to metafora demiurga, który rozporządza naszym życiem. Jednej się się nie uda, a drugiej tak, bo zyskuje magicznie doświadczenie tej pierwszej - Veronique po śmierci Weroniki postanawia zakończyć swoją karierę muzyczną.
To film skrojony pod różne interpretacje. Każda scena jest ważna, co zresztą widać w filmie, bo każda scena jest celebrowana przez Kieślowskiego. Wszystko w filmie ma znaczenie, można "pobawić" się w szukanie szczegółów. Na przykład: chłopak Weroniki nazywa się Antek i jeździ na motorze - Veroniqe w rozmowie z przyjaciółką próbuje się dowiedzieć kim był lalkarz, który występował w szkole, w której pracują. Przyjaciółka mówi, że na pewno ma imię na "A", Antone albo Alexandre, potem kieruje swe kroki do sypialni córki, bo przypomina sobie, że bajka, którą wystawił lalkarz, to bajka którą czyta dziecku. Gdy kamera podąża za kobietą widzimy na końcu korytarza, że w ostatnim pomieszczeniu stoi motor.
To tylko jeden przykładów, a ile jest więcej wiedział tylko demiurg tego przedstawienia, czyli sam Kieślowski.
Wzruszający, pięknie zrealizowany film ze zdjęciami Sławomira Idziaka i muzyką Zbigniewa Preisnera. Ach ten główny motyw muzyczny!
Ujęcia, zdjęcia, magia kolorów, perspektywy - są bardzo dokładnie i z celem zrobione. Naprawdę potrafią zapaść w serce. Czysta doskonałość. Nawet scena ekshibicjonisty w parku jest swoistym obrazkiem arcydzieła.
To wielkie dzieło światowej kinematografii. To zarazem pierwszy z zagranicznych filmów Kieślowskiego. Jebane wielkie dzieło, że tak znowu się powtórzę! Podejrzewam, że jeszcze wiele dni będę chodzić otumaniona tym obrazem, wciąż szukając nowych ścieżek do znalezienia dowodu na to, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni.
Też tak miałem z Kieślowskim, przy czym chyba najbardziej zapamiętałem Dekalog.
No i zaczynając od niego przesłuchaniem chyba całą dyskografię Preisnera.
Namówiła do powtórki 😃
@Mahjong Myślę, że warto by było czasem z tagu zrobić podsumowanie wszystkich rekomendacji oznaczonych na 10/10. Wiadomo jak jest z różnymi gatunkami filmowymi czy motywami przewodnimi ale coś ocenione aż tak wysoko zasługuje by się z tym zapoznać.
@nbzwdsdzbcps Możliwe, że tak, ale warto pamiętać, że gust filmowy bywa różny u różnych ludzi. Na przykład ja oceniłam "Kreta" Jodorowskiego na 9,5/10 a kolega mi zostawił komentarz, że dla niego ten film to góra 0,5/10....
Ale w sensie takiego eksperymentu by sprawdzić jakie filmy hejtowska społeczność widzi jako sztosy. - to mogło by być ciekawe, byle nie zamieniło się w karuzelę "uja się znasz, ten film to ściek!".
@Mahjong To w sumie zależy od tego jak dana osoba często rzuca 10. Inaczej traktuję taką ocenę od kogoś kto ocenia tak jeden film, a inaczej gdy rzuca tym na prawo i lewo.
Tytuł: Plan dziewięć z kosmosu / Plan 9 from Outer Space
Rok produkcji: 1959
Kategoria: Horror / Sci-Fi
Reżyseria: Ed Wood
Czas trwania: 1h 19m
Ocena: 4/10
Miano jednego z najgorszych filmów świata wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo uzyskać. Bardzo złych filmów jest całkiem dużo, ale tylko niektóre otrzymują honor otrzymania takiej łatki. Jednym z takich tytułów jest "Plan 9 z kosmosu" Eda Wooda.
Przyszło mi się zmierzyć z tym obrazem i daję aż 4/10! Głównie dlatego, że bawiłam się całkiem nieźle - wielką zaletą tego filmu są teksty wypowiadane przez bohaterów (jak np. "gdy grabarze zabrali się do pracy, zaczęły się dziać dziwne rzeczy"). Nie policzę ile razy było zaśmiane z tych ich nadętych, wypowiadanych na serio tekstów.
Kicz, słabe efekty podyktowane marnym budżetem, sztywni bohaterowie rzucający drewnianymi tekstami i kosmici, którzy wyglądają jak parodia kosmitów, do tego zombie chodzący po cmentarzu. Czego chcieć więcej od najgorszego filmu świata?
Kosmici by powstrzymać ludzkość przed wynalezieniem najgorszej bomby, która może doprowadzić do zniszczenia całego wszechświata, ożywiają zmarłych. Świetny plan, kosmici! To oczywiście tytułowy plan 9.
Spodki kosmiczne, które są określane jako kształtu cygara, chociaż wcale nie są w kształcie cygara, jak cudownie widać jak latają na żyłkach. I jeszcze nieszczęsny Bela Lugosi, który zmarł zaraz na początku zdjęć, więc Wood zatrudnił kręgarza swojej żony by zastępował Lugosiego w nienakręconym wtedy jeszcze ujęciach.
Jest to film tak zły, że aż śmieszny. Jednak nie można odmówić Woodowi pasji, którą włożył w ten tytuł. Tylko tyle, i albo aż tyle.
Jeśli więc lubicie zbierać takie "złe kultowe filmy" to Plan 9 jest MUST SEE. Klasyka tego gatunku.
@Mahjong pamiętam, jak mój kumpel masowo ściągał i oglądał horrory klasy B i C. Namówiony przez niego próbowałem się zmierzyć z tą produkcją. Poległem w połowie.