Zdjęcie w tle

Społeczność

Kawiarnia "Za Firewallem"

77

"Mnie to się marzy, żeby ona była miejscem wszelkich swawoli słownych" @George_Stark #naczteryrymy #nasonety #naopowiesci #klubczytelniczy

Tak więc tak. Mam nadzieję, że nikt nie oczekiwał na rozpoczęcie LXXVI edycji (dzięki @fonfi za policzenie) (słownie - siedemdziesiąta szósta - matko bosko, ale to daleko zaszło) #nasonety jakoś specjalnie, bo mi rzekomo głupio za kazanie wam tyle czekać. Rzekomo, gdyż wcale nie jest mi głupio. Jakby co, to jadłem pierogi i szukałem jakiegoś sonetu Gałczyńskiego, bo przyjaciółka ostatnio podesłała mi coś jego, ale wyszukiwarka to guano, a ja jestem stary, dlatego sięgam do niezawodnego Petrarci. Gość co pisał w XIV wieku to ja nawet nie.

A z drugiej strony mam nadzieję, że każdy czekał na nową #diproposta, bo fajnie jest na coś czekać. Inaczej to już tylko śmierć.


Zatem nie rozpędzając się z tą śmiercią, bo akurat mi z nią nie po drodze w tym tygodniu, zaszczytnie otwieram naszą zabawę, kolejną już edycję, utworem wyżej wymienionego


Sonet 56


Obietnicami wabiąc jak najmilej,

Miłość w więzienne wtrąciła mię siatki,

Laurze oddając klucz od mojej klatki

Gdyż się oboje na mnie wprzód zmówili.


Ta znów z umysłu raz mi drzwi odchyli,

A ja — któż zechce wiarę dać tej rzadkiej

Cnocie? — mam jednak w niebie na to świadki

Żem być swobodnym nie chciał ani chwili.


I dobrowolny więzień, z twarzą smętną,

Dalej w kajdanach krok niepewny stawię,

Na czole bladem serca mając piętno.


A tak w tej ciężkiej widząc mię przeprawie

Rzekłbyś: — Jeżeli wzrok mię mój nie łudzi,

Ten jest najbliższym śmierci z wszystkich ludzi! —


Zasady? A po co komu zasady. Jestem anarchistą, niech żyje wolność. No ale jeśli ktoś potrzebuje jakichś ram, to proszę ułożyć wiersz, którego końcówki wersów będą się rymować z pogrubionymi słowami z powyższego. Ktoś powie, że słowa nie powinny się powtarzać. Słowa "powinny" nie ma w moim słowniku - jak ułożysz wiersz z końcówkami wersów dokładnie jak w powyższym, zwycięstwo masz w kieszeni. To by mi ułatwiło, bo inaczej będę musiał wymyślić jakieś kryterium.


Anyway, zapraszam do zabawy, ogłoszenie wyników w piątek bardzo późnym wieczorem albo nawet w sobotę, zobaczę, jak się zakręcę. Zgodnie z memesem - nie próbuj, tylko pisz.


#zafirewallem


Poeto, litości - pamiętaj o społeczności.

570ecba7-f49c-4ced-8e0f-d17a588f0ea8

@RogerThat bardzo spoko #diproposta i mimo wszystko szybko Ci z tym poszło, więc nie naczekaliśmy się jakoś specjalnie długo.

Zaloguj się aby komentować

Skoro otwarłem to teraz zamknę LXXV edycję #nasonety . Do ostatniej chwili a nawet dłużej czekałem, aż swymi myślami ubranymi w rymy podzieli się @fonfi bądź @splash545 , lecz ani jeden ani drugi nie zdecydował się nic skrobnąć, ale mniejsza.


I tak, pomimo tego w kończącej się właśnie edycji towarzystwo było doborowe, gdyż składało się z czwórki wspaniałych poetów takich jak:


- @George_Stark z wierszem O symbolach pogrzebowych


- @moderacja_sie_nie_myje3 z wierszem Smoluch z Czarnych Krzewów


- @RogerThat z wierszem Nie mam problemu z Oskarem


- @moll z wierszem bez nazwy traktującym o zasadach gry


***


A zwycięzca zostaje @RogerThat , gdyż jako jedyny nie miał problemu z rozpoznaniem i nawiązaniem do utworu tytułowego. A takie było ukryte kryterium oceniania, które wymyśliłem przed chwilą.


***


Zwycięzcy serdecznie gratuluję, a reszcie uczestnikom również serdecznie gratuluję! A za uwagę dziękuję!


#podsumowanienasonety #zafirewallem

@splash545 dziękuję, że czekałeś, jest mi bardo miło. Ale jakiś taki mało kreatywny ten tydzień. A i proposta niełatwa. Wysączyła mi się ta cała kreatywność gdzieś bokiem. Tak jak liczę, to chyba to pierwsza edycja sonetów, którą opuściłem odkąd dołączyłem do zabawy


Panie @RogerThat z nieszczerym współczuciem gratulujemy (to znaczy współczucie jest nieszczere, bo gratulacje prosto z serca) zwycięstwa i z niecierpliwością czekamy na otwarcie kolejnej LXXVI edycji

Zaloguj się aby komentować

Ja jestem facet i rodziny głowa

A żona kasy nie daje mi na picie

A jak mam kaca to piwo mi chowa

A ja pić muszę bo co to za życie.

gdzieś została Twoja głowa

tam gdzie zaczęło się picie

gdy czas mdły strach w mroku schowa

wśród fal sinych płyń po życie

Zaloguj się aby komentować

Zielony Ład


Wziął i podzielił był Ład Zielony,

Naród skłócony i upodlony,

I tę nienawiść ciągle podlewa,

Ze ścieku mass mediów ulewa.

Zaloguj się aby komentować

Dom pełen życia


Cichymi łzami dławi się matka,

Jej życie ciasne jest niczym klatka,

Praca, sprzątanie, dzieci, sałatka?

Ziemię na wieko sypnęła łopatka...

Zaloguj się aby komentować

@Compositum strasznie mi to zdjęcie przypomina domek szeptuchy z Orli u której byłem. Jeśli to ta to siedziałem na tym dokładnie krzesełku. Uprzedzając pytania, pomogła.

Jak Obelix wypijam eliksiru kociołek

Do akcji wkraczam jak As nie niziolek

Bogom podobny, gorący jak Airfryer

Dziękuję ci mądra pani za ten bajer.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Zapraszam na kolejną porcję wierszy z Punktu Wymiany Poezji przy Wrzeniu Świata.


Smacznego


Dzisiejszy wiersz z ramki:


——————————


Człowiek


Kruche futerały

nieodwracalne zmiany

choć jesteśmy pełni niepewności

i okrutnie świadomi naszej śmiertelności

ciężko znaleźć chwilę na po prostu bycie

bo mamy tylko jedno życie


Chichy poeta


——————————


Oraz te, z "centralnej dystrybucji", które powiesiłem:


——————————


Wiersz z nagłówków


Tam gdzie szum wiatru, śpiew ptaków i góry

Gdzie las i potok spokój mi dają

I gdzie wieczorem słońce tak pięknie

Zbocza oświetla i świerszcze grają.

W drewnianej chatce z okiennicami

Czując pod palcem zmarszczki na skórze

Wspominać będę Ciebie mój Miły

I w mej pamięci się cała zanurzę.

Przywołam chwile piękne gdy mogłam

Być blisko Ciebie i tak otwarcie

Mówić Ci Miły co czuję i myślę

Wiedząc, że wciąż kocham Ciebie uparcie.

Wtedy już jedno mi tylko zostanie

Mieć wciąż nadzieję szczerą i małą,

Ze gdzieś tam w środku mnie jeszcze pamiętasz

Trochę szaloną i niedoskonałą.

Więc szumcie drzewa i płyń potoku

Zaczekaj na mnie chatko drewniana

Bym mogła kiedyś w górach zamieszkać

W Tobie mój Miły wciąż zakochana.


Eve


——————————


Masz kompleksy

Wytykając komuś swoje błędy.

Masz mało wiary w siebie

Krytykując czyjś ruch.

Dowartościowujesz się

Cudzą krzywdą.

Patrząc usatysfakcjonowaną miną.

TOKSYNO!

Kąpiesz ludzi w swym świecie

Pełnym jadu, bez składu.

Słowo w twych ustach to nóż

Bawi cię gdy mordujesz nim, cóż.

Ciebie to nie wzrusza.

Ma kompleksy,

Inni mają mieć kompleksy.

Wierz mi

Karma się zemści.

Toksyno!

Precz!

Odcinam Cię szybko.


Adrianna Jarzynka


——————————


Kropla


dotkniesz

-- rozpłacze się

szepniesz do niej

-- zadźwięczy

stanie się lustrem

-- gdy spojrzysz w jej oczy

kiedy poczuje twój oddech

-- uśmiechnie się

na widok słońca

-- tęczą się rozleje

spadnie

-- gdy ziemia zawoła


Anna Niesłuchowska - Michnowska


——————————


#zafirewallem #punktwymianypoezji - tag do czarnolistowania

abd427c1-4788-4e62-b3cc-0720f78d6dd1
f31f4924-399f-4d6b-8a5e-402304ec0c27
5d12c07e-47bf-43e2-9ae7-c1bc65fa0173
b8bc0d6a-52de-411a-ad7b-26a057e35a25

Zaloguj się aby komentować

Gramy takimi kartami, jakie nam dano...

Gramy w grę zasadami koślawą,

Gramy, a błędy w grze parzą,

Gramy, rzadko nowe karty dobierając.


Gramy, a złe wybory się mszczą,

Bo gra nie jest żadną zabawą.

Gdy inni w żetonach się pławią,

Dla nas brakuje wciąż glorii.


Kolejne karty się na stół kładło,

A wciąż za mało, by zwycięzcą być,

Na wachlarzu możliwości coraz mniej pewny chwyt.

Ze złudzeń i snów znowu nas odarto.


Przyglądamy się przez palce kolejnym niewypałom,

Wciąż liczymy na kartę kiepskawą

W cichości ducha, z nadzieją, myśląc,

Że Losu koleje na lepsze tory nas wezwą

Choć na rozdanie - dobre - jedyne i jedno.


#zafirewallem #nasonety #diriposta

@moll Zawsze mi się podobało przedstawianie życia jako gry, Tobie wyszło to całkiem zgrabnie. O i w końcu jakiś sonet od Ciebie!

@moll o nie, kolejna gra zwana życiem... Trudne się wylosowało... A dziś mi @Dziwen właśnie pisał jak to wszyscy mamy role do odegrania w teatrze życia... scenarzysta cholerny, pewnie to on rozdaje te karty... ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Pająkokalipsa trwa...


Zjadają łakomie całą biomasę łąki

nie ostaną się nawet na drzewie pąki

dmuchawcojąki rozsiewa wiaterek

by uciec przed nimi nie starczy rowerek

Dmuchawce


Gdzie dmuchawców dywanem przystrojone łąki,

Gdzie swe usta czerwone rozchylają pąki,

Gdzie dotykiem zmysłowym twarz pieści wiaterek,

Tam, i jeszcze dalej, zawiezie mnie rowerek.

Zaloguj się aby komentować

#tworczoscwlasna

#heheszki

@bojowonastawionaowca


Coś tam skrobnęłam, toteż postanowiłam wrzucić.


Owca owcy wilkiem, lecz wilk owcą wilkowi, każdy kto doświadczy, ten się prędko dowie!

Gdy owcy niechcący na odcisk nadepniesz, klnij się na bogów, może Cię owca nie przeklnie!

Gdy Cię spotka jednak zaszczyt przebaczenia, doceń to po stokroć, dziękuj do znudzenia!

Taka to jest owcza dziwaczna natura, słodka i puchata, z zachowania burak!

Zaloguj się aby komentować

Jadowite węże, olbrzymie pająki...

W Australii na łące zbijając bąki,

Prędzej ci z lęku stanie pikawa,

Bo tuż przy nodze znów rusza się trawa!!!

Gorzowska Dominanta wydała na świat ohydne pająki,

Puszczając przy tym głośne bąki.

Cała ta wydzielina wyglądała jak rozlana kawa —

Ten stres i widok złagodzi tylko trawa.

Zaloguj się aby komentować

Czasami (często nawet) mam tak, że budzę się z jakimś pomysłem. Tak było też i dziś, więc – choć miałem zupełnie inne plany – musiałem usiąść i to, co poniżej zamieszczam, napisać, bo takie pomysły zwykle nie dają mi spokoju. Pomysł dzisiejszy nie różnił się pod tym względem od innych pomysłów tego typu i też nie dawał mi spokoju, więc zupełnie nie mogłem się skupić na tej niezwykle ważnej sprawie, jaką niewątpliwie jest podbijanie świata – na dzisiaj miałem bowiem zaplanowaną grę w Cywilizację.


Miłej lektury!


===


Wanda


Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żyła sobie pewna Wanda co Niemca nie chciała. To jej niechcenie Niemca nie ma w tej historii żadnego znaczenia, ale wspomnieć o nim warto, choćby ze względów patriotycznych.


Ponieważ jedno „dawno” wynosi lat sześćdziesiąt i cztery (w odróżnieniu od „bardzo dawno”, które to wynosi lat osiemdziesiąt i dwa – musi więc, że jednostki te genezę swoją mają w imperialnym systemie miar i wag), rzecz ta miała miejsce w roku pańskim tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt i trzy. Ponieważ wspomnianymi siedmioma górami są: Narodnaja w górach Ural, Biełucha w górach Ałtaj, Mount Elbert w Górach Skalistych, Black Elk Peak w górach Black Hills, Mount Mitchell w Apallachach, Grand Ballon w Wogezach i Brocken w górach Harz, a morzami Morze Czarne, Morze Kaspijskie (które w rzeczywistości jest jeziorem, ale częściej nazywane jest jednak morzem), jezioro Bajkał (które, jak sama nazwa wskazuje, tak jak Morze Kaspijskie, również jest jeziorem, choć też czasami, zdecydowanie jednak rzadziej niż Jezioro Kaspijskie, bywa nazywane właśnie morzem), Morze Japońskie, Morze Ochockie, Morze Beringa i Ocean Atlantycki, którzy też jest morzem, tylko że jest morzem ogromnym, a Ziemia – wbrew twierdzeniom niektórych – jest jednak kulista, to działo się to wszystko w okolicach Grudziądza.


Grudziądz, na który mówiono wówczas Graudenz, i jego okolice znajdowały się wtedy pod zaborem pruskim, stąd też obecność w życiu Wandy Niemca – i to w dodatku niejednego! – żadnego jednak z tych Niemców Wanda nie chciała. Każdego z nich przepędzała na cztery wiatry, co, jakżeśmy już powiedzieli, nie ma jednak dla tej historii żadnego znaczenia. Nie ma dla tej historii żadnego znaczenia, że Wanda nie chciała żadnego Niemca, a nie ma to znaczenia dlatego, że Wanda w ogóle żadnego chłopa nie chciała, przy czym mamy tutaj na myśli jedną z dwóch tylko istniejących ówcześnie płci, a nie istniejącą wówczas formalnie – a do dziś również i w praktyce – klasę społeczną. A zalecały się do niej chłopy, oj zalecały! Zalecali się do Wandy Niemcy, zalecali się Polacy, a wśród tych Polaków szczególnie zalecał się do Wandy pewien Bolesław, gorący polski patriota.


Bolesław nie znosił wszystkiego co było niepolskie. Nie znosił tego, co pochodziło z Prus, nie znosił tego, co pochodziło z Austrii i nie znosił tego, co pochodziło z Rosji. Tego ostatniego, tego co pochodziło z Rosji, Bolesław nie znosił szczególnie, a nie znosił tego szczególnie z tego względu, że wytwory tej kultury – z braku lepszego słowa, użyjmy tego, choć w cudzysłowie, i to jeszcze pogrubionym – dotykały go osobiście.

– To nie jest żadne otczestwo! – wściekał się Bolesław. – Nie nazywacie mnie przecież na moskalską modłę Bolesław Bolesławowicz! Nazwisko rzeczywiście mam po ojcu, ale nie jest to nazwisko patronimiczne! Jeśli już, to nazwałbym je raczej patromimicznym!

Bo faktycznie, Bolesław nosił nazwisko po ojcu. Ojciec Bolesława miał problemy ortodontyczne, miał mocno zdeformowaną żuchwę i – nie wiedzieć czemu – to nie tego ojca z krzywą szczęką i wynikającą z tego dziwną mimiką, ale jego całkiem symetrycznego syna nazywano od tej ojcowskiej przypadłości Krzywoustym.


Bolesława, który mocno się do Wandy zalecał, Wanda – jak też żeśmy już to wcześniej powiedzieli – również nie chciała. Wanda nie chciała Bolesława, tak jak i nie chciała żadnego innego chłopa, ponieważ Wanda była feministką.

– Jestem feministką, więc obowiązki mam feministyczne! – powtarzała Wanda i te swoje feministyczne obowiązki wypełniała z najwyższą gorliwością.

Miała więc Wanda kota, nie nosiła biustonosza, a wieczory spędzała z butelką wina oglądając przy tym piciu wina gwiazdy, ponieważ nie było wtedy jeszcze Netflixa.


Nawet jednak gdyby Netflix już wtedy był, Wanda miałaby pewne problemy z tym, żeby móc sobie wygodnie oglądać na nim seriale. Wanda nie miała bowiem swojego domu, a mieć swój kawałek ziemi było dla Wandy największym marzeniem. Ileż to razy przy pochmurnej pogodzie, kiedy nie było widać gwiazd, Wanda, lekko już pijana po opróżnieniu butelki wina, zakradała się w okolice chat i zaglądała do nich przez okna! Jak Wanda marzyła wtedy o swoim własnym łóżku na którym mogłaby spać i o własnym piecu, na którym mógłby spać jej kot, nie mówiąc już o własnej piwniczce do trzymania własnego wina!

Wanda, zaglądając do tych chat przez okna, widziała jednak mieszkających tam ojców rodzin – chłopów, którzy spędzali wieczory pijąc wódkę prosto z wiader, w których to wiadrach kupowali ją u miejscowego karczmarza w karczmie należącej do ich pana, co stanowiło podstawę obiegu waluty w miejscowej podgrudziądzkiej społeczności. Obieg waluty, cały ten genialny system finansowy, zaplanowany był z iście pruską precyzją, choć stosowany nie tylko w zaborze pruskim: chłopi należeli do pana, zarabiali u pana, wydawali u pana, a wiadra na wódkę były opakowaniami zwrotnymi i pobierano za nie kaucję – nie ze względów ekologicznych, ale ze względów ekonomicznych właśnie.

Widok chłopów pijących wódkę prosto z wiader napawał Wandę obrzydzeniem:

– „Co ze szkła, to jednak ze szkła” – myślała wtedy Wanda.


Wanda jednak nie robiła nic w kierunku tego, żeby to swoje marzenie o własnym miejscu na ziemi zrealizować. Wanda była realistką. Wiedziała, że samotna kobieta nie ma co liczyć na to, że będzie miała swój dom, a myśl o małżeństwie, choć nieraz powstawała jej w głowie, przyprawiała ją o odruch wymiotny. Wanda tę myśl od siebie odpędzała, bo Wanda nie chciała wymiotować, bo szkoda byłoby jej tego wina, które wcześniej wypiła, a wino przecież swoje kosztowało, więc Wanda o małżeństwie starała się nie myśleć wcale.

Wanda piła więc wino, zaglądała do chat przez okna i utwierdzała się w słuszności swoich poglądów. Rosła w niej coraz większa gorycz, tak jak i jej wątroba stawała się coraz bardziej pomarszczona.

Wanda chodziła coraz częściej coraz bardziej pijana po tych wszystkich wsiach w okolicach Grudziądza i – nie mogąc znieść widoku chłopów i ich rodzin, szczęśliwych szczęściem takim, jakim im dane było się cieszyć – pomstowała na każdego, kto tylko pojawił się w zasięgu jej wzroku.

– Oby ci deszcz do wiadra napadał i wódkę ci rozcieńczył! Oby dzieciom twoim d⁎⁎a na czole wyrosła! – krzyczała Wanda do przypadkowych często osób.

W tamtym czasie nikt, żaden nawet ze znanych przecież z niewybrednego gustu Niemców, już się do Wandy nie zalecał.


Nie do takich rzeczy człowiek potrafi się jednak przyzwyczaić. Lokalna społeczność szybko przeszła więc nad zachowaniem Wandy do porządku dziennego. Traktowano ją jak element miejscowego folkloru, tak jak trupi jad w Wiśle.

– Ot, niegroźna wariatka – mówiono tylko i szybko wracano do swoich własnych obowiązków.


Jak to zwykle w życiu bywa, wszystkiemu winien był przypadek, zwany przez niektórych zbiegiem okoliczności. Poprzedni karczmarz, stary Żyd, imieniem Moczu, umarł. Na jego miejsce pan sprowadził nowego, a nowy karczmarz był człowiekiem, który swoją chytrością wyróżniał się nawet wśród swoich pobratymców. Pan zdecydował, że Moczu na karczmie zarabiał zbyt wiele, a oddawał zbyt mało, dlatego rozliczenia z jego następcą postanowił prowadzić w sposób korzystniejszy dla siebie, bo przecież mu się w końcu za jego trud należało. Nowy karczmarz przystał na te niekorzystne warunki, ponieważ był chytry, a ponieważ był chytry, miał już swój sprytny plan.


Tamtego wieczoru, kiedy nastąpiła zmiana karczmarza, Wanda usilnie próbowała nie myśleć o małżeństwie. Od tego niemyślenia tak się jej jakoś przykro zrobiło, że gorąco zapragnęła zakraść się pod jakąś chatę, zajrzeć do jej wnętrza przez okno i utwierdzić się w przekonaniu co do słuszności swoich życiowych decyzji obserwując to miałkie i pozbawione sensu życie rodzinne.

Wanda zakradła się więc pod chatę Bartosza i obserwowała co robi Bartosz i co robi rodzina Bartosza. Rodzina Bartosza nie robiła nic, a Bartosz przystępował właśnie do picia wódki prosto z wiadra, czego zresztą Wanda się po Bartoszu spodziewała, choć nie miała nawet pojęcia, że Bartosz ma na imię Bartosz.


Cały dzień poprzedzający tamten wieczór, którego to wieczoru Wanda zakradła się pod chatę Bartosza był dla Wandy dobrym dniem. Wykorzystując zamieszania powstałe w wyniku przybycia nowego karczmarza, Wandzie udało się podprowadzić z karczmianej spiżarni nie jedną, jak to miała w zwyczaju, ale dwie butelki wina. Pierwszą zdążyła wypić już wcześniej, drugą rozsądnie zachowała na podokienny seans.

Bartosz tymczasem przystąpił do spożycia. Pociągnął z wiadra pierwszy łyk wódki, łyk tak ogromy, że można było wręcz nazwać ten łyk grzdulem. Po tym grzdulu Bartosz skrzywił się nieco, ale skrzywił się inaczej, niż zwykle krzywili się chłopi po wódce.

– „Czyżby nabrał jakiejś ogłady?” – zastanawiała się Wanda przystawiając usta do szyjki butelki i pociągając potężny grzdul wina, większy nawet niż grzdul Bartosza.


Później Bartosz wstał od stołu, złapał się za brzuch i wybiegł z chaty. Wanda wycofała się spod okna w cień, tak żeby Bartosz nie mógł widzieć jej, ale żeby ona mogła widzieć Bartosza, bo domyślała się po co zaciskający uda Bartosz wybiega z chaty, a nieczęsty widok tego, co chłop chowa w portkach, był dla Wandy o tyle obrzydliwy, co i fascynujący – tak już niestety działa ludzka natura.

Sama jednak czynność, którą Bartosz, przykucnąwszy, wykonywał, nie była dla Wadny w ogóle pociągająca. Była dla niej wręcz nieapetyczna, dlatego Wanda, nacieszywszy wzrok przez tę krótką chwilę pomiędzy ściągnięciem przez Bartosza portek a przykucnięciem, ponownie spojrzała w stronę okna. Do Wandy dobiegł co prawda zapach i bulgotanie towarzyszące czynności wykonywanej przez Bartosza, ale na to już nic nie potrafiła poradzić.


W chacie tymczasem Bartosz, najstarszy syn Bartosza, choć dość jeszcze młody, skorzystawszy z chwilowej nieobecności ojca, zaopiekował się pozostawionym przez ojca wiadrem. Młodemu chłopcu niewiele było potrzeba – pociągnął szybko dwa tylko solidne grzdule i jakoś udało mu się dotrzeć do łóżka, choć na miękkich jednak nogach.


Co działo się później – Wanda nie bardzo potrafiła powiedzieć. Pamiętała, że Bartosz wrócił do chaty, pamiętała, że to drugie wino jakoś tak za szybko się jej skończyło, a później nie pamiętała już zupełnie nic.


Rano obudziły Wandę nie tyle zimno i rosa, która ją pokryła, ale obudziły ją krzyki:

– Mówiłem, że to czarownica? – krzyczał ktoś. – Mówiłem, że uroki rzuca? Nie przeklinała nas przecież? Nie mówiła „bodaj by wam się wódka rozcieńczyła”? Nie mówiła? Mówiła? Mówiła – nie mówiłem? I jeszcze na dziecka klątwę mi rzuciła! Chory teraz, biedny, głowa go boli i co chwilę w krzaki musi latać! I kto teraz będzie ze mną w polu robił?!


Chłopi uznali więc Wandę za czarownicę i powiesili ją na ładnej, smukłej brzozie. Ciało Wandy wisiało na tej brzozie przez kilka dni, a jedną żywą istotą, która się marwą Wandą zainteresowała, był jej kot. Kot ten, gdyby był psem, być może warowałby pod ciałem swojej pani, ale ponieważ kot był kotem to, kiedy zrobił się głodny, wspiął się na brzozę, przeskoczył na ramię wiszącej na nim Wandy i rozpoczął swoją ucztę podgryzając ją, a zaczął od okolic szyi.


Po kilku dniach chłopi zauważyli tę kocią ucztę i zatłukli kota widłami, wydało im się bowiem złym omenem to, że kot pożywiał się ciałem swojej zmarłej pani, w dodatku jeszcze czarownicy. Uważali, że mogłoby to sprowadzić na nich jakieś nieszczęście, choć żaden z nich nie potrafił wyjaśnić właściwie dlaczego ta kocia uczta miałaby zwiastować coś niedobrego. Uznali jednak, że strzeżonego Pan Bóg i strzeże i na podstawie tego właśnie wniosku, tak na wszelki wypadek, tego osieroconego kota zatłukli. Z tego samego powodu zdjęli też z brzozy ciało Wandy i oddali je ziemi. Pochowali ją za płotem cmentarza, bo czarownicy nie godzi się przecież chować w poświęconym gruncie. Tam to właśnie, pod tym płotem cmentarza, w roku pańskim tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym i trzecim Wanda znalazła swoje miejsce.


***


Zapomnieliśmy domknąć powyżej niektóre wątki, wątki dotyczące zalotników, którzy się do Wandy zalecali wtedy, kiedy jeszcze nie do końca zwariowała. Jeśli chodzi o tych wszystkich Niemców, których Wanda nie chciała, to w roku tysiąc dziewięćset osiemnastym opuścili oni (dobrowolnie lub pod mniejszym bądź większym przymusem) granice nowo powstałej II RP. Bolesław zaś – nie wiadomo czy z rozpaczy po odrzuceniu go przez Wandę, czy też z powodu tego, że wyśmiewano się z jego gorącego patriotyzmu – jeszcze za życia Wandy utopił się w Wiśle.


Nowego karczmarza z kolei wkrótce potem również powieszono, tak jak i powieszono wcześniej Wandę, choć nowego karczmarza powieszono za to, że rozcieńczał wódkę wodą z Wisły, co powodowało u chłopów zatrucia pokarmowe. Co zrobiono z jego ciałem? – nic nam w tym temacie nie wiadomo.


***


KONIEC


===


#naopowiesci

#zafirewallem


1953 słowa.


Dziękuję za uwagę.

Zaloguj się aby komentować

Dobry wieczór


Dziś potrójne zwycięstwo. W sam raz na trzeciego maja.

A zatem! Wyobraźmy dziś sobie jakby wyglądało to święto, gdyby historia potoczyła się inaczej.

Ja, @pingWIN wraz z @voy.Wu przedstawiamy:


Temat to: Święto konstytucji 3 maja w województwie moskiewskim

Rymy: maju - kłaju - zaszła - trzasła


Powiedzmy że w razie czego można zamienić kolejność, powodzenia!


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja

Nie pomyślałbym, że dając Kłaj (wieś niedaleko mnie pojawiająca się w znanej piosence) wszyscy będą go używać jako upośledzony "kraj", nie powiem, bawi xD

W tym 2029 roku, w pamiętnym miesiącu maju

biało czerwona załopotała w tym nędznym kłaju

wszędzie prąd i kanalizacja, taka zmiana zaszła

tradycjonalistom srającym po krzakach d⁎⁎a trzasła

Zaloguj się aby komentować

Nie spodziewałem się nigdy problemów w sonetach, aż tu wyskakuje niejaki Oskar. Czemu mam z tym problem? Jednego kiedyś znałem. Znam w sumie dalej. W sumie spoko gość, więc chyba nie mam problemu.


Nie mam problemu z Oskarem (czytać w rytmie pierwowzoru)


Gdy życie łapie za gardło

Nie wyrzucam mu pretensji na darmo

Jak w legendzie ze skorpionem i żabą

Skorpion kłuje, żaba się dziwi umierając


Niektórzy może załkają

Byłem wśród nich jeszcze przed piętnastą

Wiedziałem, że mnie zostawią

Pierwszy się wypisałem z tej historii


Niewystarczająco istot umarło

Ile tych na górze musi utyć?

Czy nadejdzie drugi Norbi?

Żeby asfalt z mych kolan zdarto


Daliśmy rady strzałom

Ich łyżkę dziegciu popiliśmy kawą

I poszliśmy dalej mimo ich krzyków nawet się za siebie nie patrząc

Ich wyzwiska nie będą mi drzazgą

Jedynie brak jezior może być mi w sercu zadrą


#nasonety #diriposta #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Moja kolej, na to wychodzi.


Rymy: maruda - wóda - obłuda - cuda;

temat: mistrzostwa świata dekarzy (dekowników też dopuszczam).


#naczteryrymy

#zafirewallem


Proszę dobrze się bawić, chyba że ktoś już dobrze się bawi gdzieś w plenerze, to dzisiejszą nieobecność łaskawie wybaczę.

To niszczyciel dobrej zabawy, pan maruda

robi się nieznośny gdy wjedzie w niego wóda

pogromca dziecięcych marzeń, chodząca obłuda

za to co roku wygrywa dekarskie zawody, no cuda!

Zaloguj się aby komentować

Uszanowanie Kawiarenkowicze


Taki tam sonecik w przerwach między kiełbaską a stekiem się wymyślił, tradycyjna tematyka wiadoma, los postaci także, można nie czytać a piorunować od razu.


Smoluch z Czarnych Krzewów


Kroczy Szeryf, młoda damo,

tabun dziewcząt za nim ławą

jakby były jego strażą

o marzeniach z nim tak gwarząc


zęby krzywe w krzakach błyszczą,

siedzi z nogą swą kulawą

czarne gały mu aż krwawią

smoluch czeka chwili glorii


moc ołowiu w niego wpadło,

czarnuch głośno zaczął wyć

a dziewczęta są w euforii

Szeryf gadką rzucił hardo,


Koniec z czarną tą zakałą!

coltem żywot mu kończąc

i wdeptując go podeszwą

bo do piekła mu śpieszno


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

No i tak to było, że faraonów chowano z kotami i skarbami, a Hindusi palili na stosach razem ze zmarłymi mężami ich całkiem jeszcze żywe żony. Tak to jest, że do grobu wkłada się zmarłemu czasami a to różaniec, a to co innego co tam za życia zmarły lubił albo czego po śmierci mógłby ewentualnie potrzebować. Na nagrobkach stawia się albo graweruje krzyże, gwiazdy Dawida albo półksiężyce – obyczajów związanych ze śmiercią jest mnóstwo. A jak to jest w Grudziądzu? Rozpatrzmy ten problem na przykładzie Bartosza:


***


O symbolach pogrzebowych


Chłodno, szarawo, rosa – bo rano,

topiki się nawet jeszcze nie pławią.

I właśnie wtedy grudziądzką plażą

utopce, krakeny i hydry łażą.


Na niebie tymczasem pojawił się jastrząb,

sokolim wzrokiem spoglądał za strawą,

znad Wisły jednak wycofał się żwawo

dostrzegłszy spacer tejże potworii.


A chłopca jednego mocno przyparło:

– „Chusteczek nie mam, lecz znajdę liść” –

pomyślał i w krzaki umyślił był iść.

Tak życie swoje zakończył Bartosz.


I wyłowili Bartosza ciało,

i było nad grobem Bartosza łzawo,

i ściany grobu betonem wsparto,

i kiedy czekali dla niego na dzwon,

to postawili na grobie mu wiadro.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

W wyniku chachmentów celowych czy też niekoniecznie, nie mi to oceniać, przypadł mi zaszczyt otwarcia LXXV edycji #nasonety . Utwór w tejże edycji będzie nietypowy bo 17 wersowy, no i rymy też są jakie są, wiem jednak, że jakoś dacie sobie z tym radę.


Byłem człowiekiem - Oskar Tuszyński


Przeżyć dwa razy to samo

Daj sznur, zwiążę go przed tą kawą

A gdy życie przeleci przed twarzą

Ma wstrząsnąć do cna mnie, niepokojem parząc


Jedni się nawet nie zmarszczą

Inni nie spojrzą z obawą

Przed wizją parodii tej, w której się pławią

Zbyt skuci łańcuchem teorii


By złapać to życie za gardło

Robiliśmy wiele by żyć

I tak mało wyjęci spod litości orbit

Lecz pewni, że warto


Wyrwaliśmy wodospad skałom

Ziemia wokół martwa oblana lawą

Widmami nie staliśmy się z nimi walcząc

Szaleńcy, a niech nas tak nazwą

Jezioro ma zapach twój, gdy idę na dno


#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Przybywam jak zwykle spóźniony z wytworem do zakończonej już LXXIV edycji zabawy #nasonety . Chociaż tym razem to całkiem nie z mojej winy. Ja, proszę Państwa, to sobie wszystko dokładnie wyliczyłem, zaplanowałem, rozplanowałem i zrealizowałem. A ten plan mój dokładny, przebieg jego realizacji oraz efekt końcowy - poniżej nawet opisałem. W każdym razie kiedyś się jeszcze uda. Na pewno.


Bez happy endu


Choć chciałby bardzo, nie może dać rady:

Bo rytm nie taki, bo nie brzmi mu fraza,

Do tego żeby nie stracić posady,

Musiał nie rymy, lecz raport pokazać.


Na szczęście w pracy pogasił pożary,

I do majówki szeroko się szczerzy,

Bo uciec z miasta ma zamiar z zamiarem

Skończenia rymów na kraju rubieży.


Na spacer poszedł, by natury być bliżej,

W błogi się wsłuchał trel ptaszków w oddali,

Oczęta zatopił w nieba szafirze,

A swoje wzruszenia w wierszu utrwalił.


Lecz gdy go wrzucał pod tag #nasonety ,

Wpadł w rozpacz czarną i załamał dłonie,

Bo Goerge z liczeniem ma kłopot niestety,

I dzień za wcześnie odtrąbił był koniec...


#nasonety #zafirewallem #diriposta

Zaloguj się aby komentować

To jeszcze jeden, tak dla kontrastu do tego poprzedniego


Cisza


Cisza - w iskrach dogasa ognisko,

Alkową jest dzisiaj nam plaża,

Cisza - już powiedzieliśmy wszystko,

Milczenie, w sercach spokój stwarza.

Piękna istoto, przy Tobie ognisko

Spokojna taka, choć dzika plaża

Dla Ciebie jednej rzuciłbym wszystko

Kto takie dzieła i dla kogo stwarza?


Miałem deja vu pisząc to, symulacja szwankuje...

Zaloguj się aby komentować