Dzień dobry wieczór się z Państwem, W przelocie, więc szybko i bez wstępów.
Temat: Uciechy Rymy: **krążą - dylemat - drążą - temat **
Miłej zabawy i udanego rymowania 😁
#zafirewallem #naczteryrymy

Społeczność
"Mnie to się marzy, żeby ona była miejscem wszelkich swawoli słownych" @George_Stark #naczteryrymy #nasonety #naopowiesci #klubczytelniczy
Dzień dobry wieczór się z Państwem, W przelocie, więc szybko i bez wstępów.
Temat: Uciechy Rymy: **krążą - dylemat - drążą - temat **
Miłej zabawy i udanego rymowania 😁
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Krótki sonet, na szybko, póki pamiętam, żeby coś skrobnąć.
Stoicka pigułka
Warto ubić w sobie lenia
Co w rozkoszach się pogrążał
Dyskomfortu przyjmij ostrzał
Dyscypliny jest to cena
Zaś nagrodą - żyć w jakości
Złych nawyków Twych reforma
Wyobrażeń w głowie format
Spokój ducha w niej zagości
Wypleń również narzekanie
Boś na śmierci jest krawędzi
Czasu mało, jak go spędzisz?
Nawet gdy dostajesz w kość
Wybierz radość a nie złość
Spróbuj, zobacz co się stanie
#nasonety #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
Stawanie
Tam się spotykała gorzowska bohema,
gorzowski artysta każdy tam zaglądał
(i niejedna się tam rozpoczęła ciąża) –
tak było w Lamusie. Dziś Lamusa nie ma.
Zmniejsza się w Gorzowie wciąż liczba ludności,
nie żeby kobiecość była tam oporna,
nie żeby męskości nie stawał od porna –
to belki zwęglone sterczą tak jak kości.
Więc nie demografia, a głównie spalanie:
choć się wystarali o ciążę sąsiedzi
to pożaru im się nie udało przeżyć.
Czyli nie oporność
ani skutki porno
ale częstsze w ogniu niż w spodniach stawanie.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Pamiętam ten dom jeszcze z dzieciństwa. Od zawsze wyglądał ponuro: ściany z ciemnej, surowej cegły, upstrzone wątpliwej jakości graffiti; okna z brudnymi i w większości powybijanymi szybami; podwórko zarośnięte krzakami i ozdobione kawałkami szkła z potłuczonych butelek. Okropna rudera.
Znajdował się w sporej odległości od innych zabudowań, sama działka leżała na zakręcie głównej drogi łączącej się po kilkuset metrach z krajówką. Często widziałem go z samochodu, gdy wyjeżdżaliśmy z rodziną do dziadków, lub przez szyby szkolnego autokaru wiozącego moją klasę na basen do sąsiedniej miejscowości. Niesamowicie pobudzał naszą wyobraźnię, zwłaszcza, że krążyły o nim różne legendy przekazywane kolejnym rocznikom przez starszych uczniów – dom, rzecz jasna, miał być nawiedzony. Miały pojawiać się w nim makabryczne zjawy noworodków z odrąbanymi głowami, ściany miały być upstrzone krwią, kilka razy w roku odbywać się w nim miały czarne msze, podczas których składano ofiary z dzieci, w nocy dochodziły z niego niepokojące wrzaski. O właścicielu nikt nic nie wiedział, ponoć powiesił się w jednym z pokoi po tym, gdy wymordował w nim siekierą swoją rodzinę. Typowe historie dla lubiących się bać szczyli. Nie muszę chyba wspominać, że je uwielbiałem.
Ten dom stał się dla mnie jakąś dziwną świątynią obcego, nieznanego; wisiała nad nim aura czegoś nie z tego świata – niepokojącego, ale jednocześnie kuszącego. Zawsze chciałem do niego wejść, uchylić zasłonę tajemnicy, zmierzyć się nie tyle z nim, co z własnym lękiem i strachem przed nim. I tak oto, po upływie przeszło szesnastu lat, stałem nocą pod otaczającą go pordzewiałą i w wielu miejscach podziurawioną siatką.
To była spontaniczna decyzja. Wcześniej tego wieczoru odwiedziłem kilku starych znajomych, którym nie udało uciec się z tej przygnębiającej dziury, którą nazywam rodzinnym miastem. Zapaliliśmy u jednego z nich jointa, wypiliśmy kilka piw, powspominaliśmy stare czasy. Rozmowa w jakiś sposób zeszła na temat nawiedzonego domu. Staraliśmy się przypomnieć sobie wszystkie historie, jakie o nim słyszeliśmy, śmiejąc się najgłośniej z tych najbardziej makabrycznych. Nie pamiętam już, kto rzucił temat, żeby się do niego przejść, w każdym razie początkowo wszyscy zareagowali na ten pomysł entuzjastycznie, jednak ostatecznie towarzystwo wymiękło. Posiedziałem jeszcze trochę, dokończyłem piwo, po czym pożegnałem się i udałem w stronę bloku rodziców, do których przyjechałem na weekend. Niestety, myśl o eksploracji domu rezonowała już w mojej głowie zbyt mocno. Znajdował się w odległości nieco ponad dwóch kilometrów ode mnie, więc stwierdziłem, że krótki spacer nie zaszkodzi. Po drodze spotkałem jeszcze jednego kolegę z dawnych lat, chodzącego do równoległej klasy, który też chyba wracał z imprezy. Zamieniliśmy kilka słów, powiedziałem, gdzie zmierzam i po krótkiej chwili namówiłem go, żeby poszedł ze mną.
Szliśmy dość długo. Z otaczającym nas mrokiem walczyło słabe światło ustawionych wzdłuż chodnika latarni, tworząc na nim żółte, rozległe wyspy, które przecinaliśmy w milczeniu. Co jakiś czas próbowałem zagaić rozmowę, ale kolega był jakiś nieobecny i zaczynałem żałować, że wspomniałem mu o moim przedsięwzięciu. W końcu doszliśmy na miejsce. Dom wyglądał jeszcze gorzej niż zapamiętałem. Noc nadawała mu dodatkowego upiornego charakteru, wyolbrzymiając cieniem porysowaną pęknięciami fasadę, topiąc w ciemności jakiekolwiek kontury pokoi widocznych przez puste okiennice w ciągu dnia. Stojąc przed furtką zorientowałem się, że jedyną latarką, jaką posiadam, jest ta z telefonu. Okazało się również, że mój kolega swój telefon zgubił, co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że niepotrzebnie w ogóle go ze sobą brałem. Wahałem się, co robić. Serce zaczynało bić mi coraz szybciej, poczułem przypływ adrenaliny i wiedziałem, że to jedyny moment, by coś sobie udowodnić, że drugi raz tu nie wrócę. Włączyłem latarkę i wkroczyłem na ścieżkę prowadzącą do drzwi.
Pod butami zachrzęściły kawałki porozbijanego szkła. Sylwetka domu górowała nad nami coraz bardziej, gdy z każdym kolejnym krokiem zbliżaliśmy się do wejścia. Czułem, jak krew pulsuje mi w skroniach, słyszałem jej szum w uszach. Poczułem na przedramieniu lekki podmuch chłodnego wiatru. Byliśmy już blisko wejścia, gdy nagle kolega zatrzymał się. Odwróciłem głowę i wtedy zobaczyłem jego bladą, białą jak kreda twarz. W świetle latarki mignęły mi jego nabiegłe krwią oczy, lekko spocone czoło, drżący podbródek. Zaczął kręcić lekko głową i szeptać: „Nie wejdę tam, nie wejdę, nie wejdę…”. Powtarzał to w kółko, wyglądał na przerażonego. Nie będę ukrywać, narobił mi niezłego stracha, a i tak byłem już mocno poddenerwowany. Próbowałem go jakoś uspokoić, tłumaczyć, że to tylko głupi, pusty dom, ale nie udało mi się wyrwać go z tego stanu – najwyraźniej dostał ataku paniki. Sam byłem jednak zdeterminowany, żeby wejść do środka, więc powiedziałem mu, żeby wrócił na chodnik i na mnie poczekał, a sam przekroczyłem próg przez uchylone, ledwo wiszące na zawiasach i obdarte z czerwonej farby drzwi. Gdy wchodziłem do domu, kolega stał wciąż w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem.
Wewnątrz było chłodno, chłodniej niż na polu, co wydało mi się nieco dziwne. Rozejrzałem się po obdartych ścianach, z których odchodziła brzydka, namoknięta tapeta o bliżej nieokreślonym wzorze. Na suficie wisiały płaty łuszczącej się farby, w kątach widać było rozległe wykwity pleśni. Podłoga była drewniana, usiana odłamkami z rozbitych okien oraz kamieniami, które okoliczna młodzież wrzuciła tu przez lata. Na środku stała stara, podarta kanapa, obok której leżał mały, złamany w pół stolik. Za kanapą zobaczyłem kilka pustych ramek po zdjęciach oraz potłuczone butelki.
Udałem się wgłąb domu i po kilku krokach doszedłem do drewnianych schodów. Poręcz leżała na ziemi, sterczały z niej pordzewiałe gwoździe. Po prawej stronie był otwór drzwiowy, przez który powoli zaglądnąłem do środka: znajdowała się tam kuchnia w stanie kompletnego rozkładu, z rozwalonymi szafkami leżącymi na podłodze i dużą kałużą w okolicach miejsca, gdzie kiedyś musiała stać lodówka. Cofnąłem się do schodów. Serce waliło mi jak oszalałe, nie byłem w stanie nad tym zapanować. Zrobiłem, co chciałem, mogłem wychodzić. Pokazałem samemu sobie, że jestem w stanie zwyciężyć strach. Ciekawość była jednak silniejsza. Skierowałem światło latarki z telefonu w górę schodów, po czym wziąłem głęboki oddech i zacząłem po nich wychodzić. Skrzypiały potwornie, co w panującej dookoła ciszy podsycało we mnie uczucie dyskomfortu i niepokoju, ale także dziwnego podniecenia.
Dotarłem na piętro, na którym znajdowały się trzy pomieszczenia. Drzwi do jednego z nich leżały na ziemi. W środku był przestronny pokój, jednak zupełnie pusty, nie licząc rozbitego żyrandola, który sądząc po warstwie kurzu musiał urwać się już kilka, lub może kilkanaście lat wcześniej. Drugim pomieszczeniem była mała łazienka. Wsadziłem tylko do niej głowę, ale szybko ją cofnąłem – okropnie w niej śmierdziało. Pewnie coś zatkało rury i wybiło kanalizację. Został już tylko trzeci pokój, do którego drzwi były lekko uchylone.
Zawiasy zaskrzypiały cicho, gdy wchodziłem do środka. W słabym świetle latarki ujrzałem dużą, odrapaną szafę stojącą w kącie, zniszczony regał na książki, których kilka walało się po podłodze, a także starą ramę łóżka pozbawioną już materaca. Niedaleko szafy było okno, przez które sączyła się delikatna stróżka żółtego światła. Wyjrzałem przez nie i dostrzegłem podwórko, a także kawałek ulicy, wzdłuż której przyszedłem do tego miejsca z kolegą. Starałem się go wypatrzyć, ale albo wrócił do siebie, albo stał dalej tam, gdzie wcześniej, miejsce to zasłaniał jednak daszek werandy.
Odetchnąłem z ulgą. Już po wszystkim. Nawiedzony dom, legenda mojego dzieciństwa, okazał się ostatecznie zwykłą, starą, rozwalającą się chałupą. Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, zadowolony mimo wszystko z własnej odwagi i skierowałem się do drzwi. Gdy zacząłem wyciągać dłoń w stronę klamki poczułem nagłą, niespodziewaną falę chłodu. Z ręką zawieszoną w powietrzu spostrzegłem, że z moich ust zaczęła wydobywać się para. Patrzyłem przed siebie tępo, zaskoczony tym, co zobaczyłem. Wtem panującą ciszę przerwało przeciągłe i powolne skrzypienie otwieranych drzwi dobywające się z miejsca, gdzie stała szafa. Poczułem, jak na karku jeżą mi się wszystkie włosy. Bałem się obejrzeć. Serce łomotało mi w klatce piersiowej pompując falę zimnego strachu po całym organizmie. Stałem sparaliżowany, nie mogąc się ruszyć. Drzwi przestały się otwierać. Zmusiłem się w końcu i zacząłem lekko obracać głowę, gdy kątem oka zobaczyłem TO – ciemną, ledwo widoczną, wylewającą się z mroku postać.
Rzuciłem się w stronę drzwi otwierając je z hukiem na oścież, zbiegłem po schodach, rozrywając sobie spodnie o wystające z desek gwoździe i wypadłem na zewnątrz. Minąłem kolegę, który spojrzał na mnie przerażonym, nieprzytomnym wzrokiem. Usłyszałem tylko, jak powtarza: „Nie wejdę tam, nigdy więcej tam nie wejdę…”.
Biegłem, biegłem ile miałem sił w nogach, nie oglądając się za siebie. Biegłem w ciemności, czułem, jak płuca wypełnia mi ogień, a nogi stają się ciężkie i nieporadne, ale biegłem dalej. W końcu, po czasie, który wydawał mi się trwać w nieskończoność, zobaczyłem blok rodziców. Z impetem wleciałem do klatki i roztrzęsionymi rękoma próbowałem otworzyć kluczem drzwi, jednak nie udało mi się tego zrobić. Zacząłem dzwonić natarczywie domofonem, aż w końcu ktoś mi otworzył. Wbiegłem po schodach i wpadłem do mieszkania.
Mama, którą obudziłem dzwonieniem, patrzyła na mnie z niepokojem, pytała, co się stało, ale nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Włączyłem wszystkie światła, usiadłem na łóżku w kącie swojego starego pokoju i zwyczajnie trząsłem się z wyczerpania wysiłkiem, ale przede wszystkim – ze strachu. Tej nocy nie zmrużyłem oka, co chwila kręcąc głową i mając wrażenie, że dostrzegłem kątem oka jakiś ruch.
Od tamtej nocy minął już tydzień, a ja spałem do tej pory łącznie może trzy godziny. Nie pozwalam gasić światła, nawet w dzień. Nie wiem, co zobaczyłem w tym domu, nie chcę o tym myśleć. Widzę tę postać, gdy tylko zamknę oczy. Nie wiem, czym była, miała ludzką sylwetkę, ale czułem od niej… czułem od niej Zło. Nie jestem w stanie inaczej tego określić. Rodzice coraz mocniej się o mnie niepokoją, tym bardziej, że w moich włosach pojawiły się rozległe pasma siwizny. Dzisiaj rano próbowałem opowiedzieć mamie, co się stało. O spotkaniu ze znajomymi, o pomyśle na zwiedzenie domu. O koledze, który ze mną poszedł. Dostrzegłem w jej oczach grozę.
Niecały rok wcześniej ten sam kolega popadł w obłęd. Przestał jeść, nie chciał spać, nikt nie wiedział, dlaczego. Starano się mu pomóc, ale jego stan się pogarszał. Miesiąc temu trafił do zakładu zamkniętego, ale w jakiś sposób się stamtąd wydostał. Podobno przed ucieczką krzyczał, że jest w nim za ciemno, majaczył coś o demonach czających się w mroku. Odnaleziono go kilka dni przed moim przybyciem – leżał martwy w kałuży krwi z wydrapanymi oczami, w pokoju na piętrze nawiedzonego domu.
Dobra, najcięższe #jesiennewyzwania za mną, zostały jeszcze dwa
#creepypasta #tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Korzystając z faktu, że pora jest późna, a co za tym idzie zanim ktokolwiek się zorientuje i postanowi oprotestować fakt, że byłem na tyle bezczelny, że pozwoliłem sobie, jako organizator, ogłosić zwycięzcą samego siebie, otwieram kolejną - XCIX (słownie: 99) - edycję zabawy #nasonety w Kawiarnii #zafirewallem.
Jest to edycja, w której powalczymy o zaszczyt poprowadzenia jubileuszowej, setnej (słownie: 100) edycji. W związku z powyższym, z nieśmiałą dedykacją dla nas wszystkich tutaj, wybrałem utwór #diproposta autorstwa pana Jana Stanisława Skorupskiego, pod tytułem "Sonet dla wszystkich nienormalnych".
Sonet dla wszystkich nienormalnych
Tamtego świata dawno nie ma
A ten nowy jeszcze nie dojrzał
Wszędzie wkoło gdzie byś nie spojrzał
Nadmiar słów albo stres i trema
Wszyscy dążą do normalności
Lecz rdzeniem wyrazu jest norma
Którą określa jakaś forma
Kształtująca jakieś wartości
Co to jest normalność? - pytanie
Na które nie ma odpowiedzi
Bo w każdym coś innego siedzi
Im więcej norm tym mniejsza wolność
Kiedy normy przetwarza zdolność
Wtedy zwyczaj spełnia zadanie
Kwestie formalne.
Zabawa trwa do najbliższego piątku, czyli do 31.10.2025, kiedy to zwycięzcę wyłonimy na podstawie Państwa głosów. Tym razem z powodu rangi edycji i zaszczytu którego dostąpi zwycięzca, żadne "inaczej" nie wchodzi w grę.
Zasady: układamy sonet, w którym rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze "dawcy".
Powodzenia i udanego rymowania!
#nasonety #zafirewallem #diproposta
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Mamy piątek, 24 dzień października (a raczej już sobotę 25 dzień października), a więc zgodnie z zapowiedzą sprzed tygodnia najwyższa pora, żeby podsumować i zakończyć bieżącą - XCVIII (słownie: 98) - edycję konkursu #nasonety w Kawiarni #zafirewallem .
Na początek - dla formalności - pozwolę sobie przypomnieć, że rymowaliśmy do sonetu dla niepoznaki zatytułowanego “Sonet”, autorstwa pana Adama Asnyka, który to sonet o tytule “Sonet” w założeniu miał swoimi przyjemnymi rymami zachęcić Państwa do tworzenia sonetów własnych. Niekoniecznie zatytułowanych “Sonet”.
Okazało się jednak, że rymy chyba nie były tak przyjemne jak mi się wydawało, a wnoszę po tym, że do rywalizacji przystąpiło zaledwie czterech (słownie: 4) poetów, którzy opublikowali łącznie 6 7 wytworów.
A tak prezentuje się lista śmiałków, w kolejności zupełnie przypadkowej:
- @George_Stark , 2 wytwory 3 wytwory
- @Piechur , 1 wytwór
- @splash545 , 1 wytwór
- i ja, niżej (albo wyżej) podpisany - @fonfi, wytworów 2
Po złośliwej publikacji ostatniego utworu kolegi @George_Stark i w związku z tym koniecznej erracie podsumowania, przynajmniej statystyki wyglądają lepiej, bo wychodzi nam jeden sonet dziennie. A to już coś.
No dobrze, ale przejdźmy do rzeczy najprzyjemniejszej, czyli do przeglądu listy przebojów.
Świt nad Odrą - by @George_Stark
Na pierwszy ogień - tak całkiem literalnie, ale nie uprzedzajmy faktów - tradycyjnie i niezawodnie poszedł kolega @George_Stark . Tym razem z utworem “Świt nad Odrą”. Jako że ostatnio nasz wspaniały kraj dotyka susza, to biznes eksterminacji hydrologicznej koledze ewidentnie, że się tak wyrażę, he he - wysechł. Ale, że kolega nie w ciemię bity, to szybko znalazł sobie nową niszę - pirotechniczną - i przeniósł się z biznesem z Grudziądza do Gorzowa. Sądząc po liczbie “płomiennych” utworów wygląda na to, że biznes doskonale się Jerzemu kręci. Gratulacje! Mam tylko pewne obawy, że Gorzowianie mogą być nie do końca zadowoleni. Ale to chyba trzeba pytać koleżankę @KatieWee.
Marzenia - by @George_Stark
W kolejnym utworze, zatytułowanym “Marzenia”, autor (jest w ogóle sens wspominać, że @George_Stark ?) zabiera nas w sentymentalną podróż. Podróż do czasów dzieciństwa. Czasów, kiedy jedynym zmartwieniem było to, że na obiad może trafić się brukselka, ale żeby o tym nie myśleć zatapialiśmy się w książkach. Bo wtedy jeszcze dzieciom smartfonów nie dawali. Jedni zaczytywali się Zbigniewem Nienackim, inni Alfredem Szklarskim, a byli też tacy co podróżowali z panem Juliuszem Verne. Albo tak jak ja, czytali wszystko jak leci. Ale wszystkich nas łączyło to, że każdy marzył. Marzył żeby być takim Panem Tomaszem “Samochodzikiem”. Marzył o przygodach Tomka Wilmowskiego. I właśnie tęsknotę za tymi dziecięcymi marzeniami zawarł autor w swoim wytworze, na nowo marząc o zamknięciu się w metalowej puszcze, setki metrów pod powierzchnią wody, z ekscentrycznym i lekko niestabilnym emocjonalnie kapitanem Nemo. No cóż nie wnikam… Chociaż nostalgłem.
Do współpasażera z linii 174 - by @Piechur
Sonet “Do współpasażera z linii 174”, autorstwa kolegi @Piechur jest utworem, który odbieram bardzo osobiście. Przede wszystkim niesamowicie urzekła mnie ta forma liryki inwokacyjnej. Ten apel do współpasażera, wyartykułowany - z powodu ścisku - do jego nieumytej pachy (
Gdzie się podziali ci wszyscy poeci? - by @fonfi
Z kolejnym utworem - odezwą - o tytule “Gdzie się podziali ci wszyscy poeci” przychodzi do nas kolega @fonfi. Autor rozpacza nad bieżącą kondycją i niepewną przyszłością stowarzyszenia literacko-poetyckiego, szerszej publiczności znanego jako "Kawiarnia za firewallem". Posługując się serią porównań do prawdziwej kawiarni, zamówień i gości maluje obraz apatii i odrętwienia, który miejmy nadzieję związany jest jedynie z nagłą zmianą aury na jesienną. Poeta, choć cierpi (“A dusza ma cierpi... A serce boleje….”) to jednak nie pozwala, by te negatywne uczucia zawładnęły nim do reszty. Postanawia walczyć i - chociaż nie wprost, lecz za pomocą alegorii swoich marzeń i oczekiwań - zwraca się do współtowarzyszy. Odwołuje się do poetyckich ambicji, a nawet posuwa się do delikatnego szantażu emocjonalnego, sugerując że być może (choć bardzo tego nie chce) będzie zmuszony aby zwycięzcą konkursu ogłosić samego siebie. Choć mam wrażenie, że taki pomysł przypadłby wielu osobom do gustu.
Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe - by @splash545
I jest, proszę Państwa! Jest odzew na apel. Dogłębnie poruszony cierpieniem kolegi @fonfi, z pocieszeniem przychodzi nie kto inny, jak nasz naczelny stoik @splash545. Przychodzi nie tylko z pocieszeniem ale i z utworem - sonetem - zatytułowanym “Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe“. Jest to sonet tajemniczy, wieloznaczny i wielopiętrowy (bo jest nawet jakaś piwnica, a w niej baran). Sonet, w którym każdy może dopatrzeć się czegoś innego, nawiązań do dawnych (bądź niedawnych) wydarzeń na pewnym portalu internetowym, albo do pewnych (bądź niepewnych) postaci z tym portalem związanych. Ta enigmatyczność sprawia, że utwór chce się czytać raz za razem, wiedząc że każdy kolejny raz uruchomi inne synapsy w naszej pamięci i świadomości. Ale przede wszystkim należy zwrócić uwagę i docenić przewrotność autora, który już w samym tytule próbuje nas zmylić sugerując przypadkowość w tej, jakże skrupulatnej i misternej konstrukcji.
Kocyk - by @fonfi
Piątkowa, mokra, wietrzna - po prostu jesienna aura, ewidentnie koledze @fonfi nie służy. O czym zresztą sam pisze w kolejnym wytworze o prostym tytule “Kocyk”. Już sam fakt, że kolega zapomniał, że jest organizatorem i (jak zwykle) na ostatni moment i na wyścigi sam ze sobą publikuje utwór potwierdza tylko to co w treści utworu znaleźć można. A można znaleźć kolejne marudzenie. Tym razem na wiek, na pogodę i na własne lenistwo. I kiedy w trakcie lektury dochodzimy do pierwszej tercyny, w której z nadzieją obserwujemy przemianę - próbę strząśnięcia z siebie marazmu, i z entuzjazmem zaczynamy nawet bohaterowi kibicować - ten momentalnie, wyjrzawszy jedynie za okno, poddaje się. I ponownie zawija w kokon. To znaczy w kocyk.
O szarości - by @George_Stark
Szanowni Państwo, “O szarości” to utwór złośliwy. Nie w treści. Nawet nie w formie. Ale w timingu. Bo opublikowany już w trakcie pisanie niniejszego podsumowania, co wymagało jego ponownej redakcji. A poza tym utwór przepiękny. Przepiękny dlatego, że przynosi nam jesienią kolorową wiosnę. A jakby tego był mało, to jeszcze obiecuje tę wiosnę eksponować do samej… wiosny. Przepiękny, bo tym swoim optymizmem stoi tak bardzo w kontraście do tych poprzednich, marudnych (zwłaszcza kolegi @fonfi ). I w końcu przepiękny, bo przepięknie przepełniony leśmianizmami. Że pozwolę sobie przytoczyć taki “kwiecień co kwieciem zakwitnieje” czy “pażdzierniczenie”. No czy to nie jest wspaniałe? No jest! I nie zapraszam do dyskusji.
Tym sposobem dotarliśmy do końca, który w zasadzie sprowadza się do ogłoszenia zwycięzcy. Jako że zobowiązałem się (na piśmie), że zwycięzcę ogłosimy klasycznie na podstawie Pańtwa głosów, a mamy remis pomiędzy kolegą @George_Stark i kolegą @fonfi, to o wygranej zadecydował - również klasycznie - ślepy los, czyli rzut monetą.
Szanowni Państwo, mam zatem przyjemność ogłosić, że zwycięzcą zostałem ja.
Dobranoc.
#zafirewallem #nasonety #podsumowanienasonety
Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór się z Państwem!
Wychodzi na to, że niespodziewanie to na mnie padło przygotowanie rymów do dzisiejszej zabawy.
Temat: niespodzianka
Rymy: kanapa - dziwne - atrapa - naiwne
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Jakiś czas temu brałem udział w rozmowie, w której padło stwierdzenie, że zaczyna się jesień i w sklepach zmiana kolekcji i wszystko będzie teraz na szaro, a najbardziej optymistycznym kolorem będzie zgniła zieleń. Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, ale po tej rozmowie zacząłem zwracać i faktycznie – szarość! Wszędzie szarość! No to odezwał się we mnie buntownik, a po trochu to i nawet optymista:
O szarości
Na ten czas paskudny w wiosnę się odzieję
i nie będę tego zdejmował odzienia
zanim kwiecień kwieciem znowu zakwitnieje,
będę chodził tylko w wiosennych odcieniach.
Choć październik ponoć liściami żółcieje,
wcale mnie nie ciągnie do październiczenia –
gdy się żółć rozlewa, to człowiek gnuśnieje,
a gnuśność prowadzi prosto do szarzenia.
Nic to, że w szarości cały świat odziano,
że na szaro świat ten zdaje mi się rdzewieć,
że kolory światu tak jakby zabrano,
hasło tutaj rzucam, marzę o odzewie:
nie czekaj na zmiany, sam zacznij być zmianą:
jesień zrób na szaro – wiosnę włóż na siebie!
***
#nasonety
#zafirewallem
***
Być może pomysł zapożyczyłem po części od pana Johnnego Casha , na pewno piękne określenie “październiczeć” zapożyczyłem od pana Andrzeja Poniedzielskiego .
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Ja jak zwykle na ostatnią chwilę, z nadzieją, że jeszcze zdążę zanim organizator wrzuci podsumowanie kończącej się dzisiaj XCVIII (słownie: 98) edycji #nasonety
Kocyk
Tak sobie myślę, że ja się starzeję,
Bo ciężko ostatnio mi pozbyć się lenia,
Co w głowie się rozsiadł i wciąż się śmieje,
Z dręczących duszę wyrzutów sumienia.
I chociaż zmuszam się do myślenia,
Aż mi czupryna z wysiłku siwieje,
To przez pokusę nic nie robienia,
Mój zadek kanapę bez przerwy grzeje.
Więc rzekłem sobie tak dzisiaj rano:
Dosyć! Od teraz się biorę za siebie,
I znajdę energię, tę w sobie skrywaną!
Ale przez słotę i chmury na niebie,
Prysł cały zapał jak bańka mydlana,
Więc... znów na kanapie, się w kocyk zagrzebię.
#nasonety #zafirewallem #diriposta
Zaloguj się aby komentować
No to pora na mnie! Dziękuję za takie miłe przyjęcie
No to jedziemy:
Temat: debiuty!
Rymy: Stanęło-Pióra-Przyjęło-Dziura
Miłej zabawy wszystkim!
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
#nasonety #zafirewallem
Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe
Noc to czas szaleństwa, spoczynek kiedy dnieje
Wpada jakby w letarg - sen marny to bez śnienia
Dzieje się tak zawsze, nim kur po raz zapieje
Wpada w swoje łoże, by zaznać pach spocenia
Noc nadchodzi prędko, budzą owcy beczenia
Ponoć w nich wybrzmiewa co na świecie się dzieje
Lecz po chwili słychać maszynkę do golenia
Baran całkiem nagi w piwnicy gdzieś truchleje
Przedstawiam tajemnicę, tak skrzętnie skrywaną
Może to namiastka i tylko jej zarzewie
Że było na odwrót, zaś chętnie nam wmawiano
A to bujda jak o raju i z żebra pięknej Ewie
Wspominam legendę już lekko zapomnianą
Zanim upływ czasu wnet całkiem ją zagrzebie
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Mamy remis, ale kolega @Kronos nie odbiera telefonu, więc wrzucam sam. Dzisiaj celebrujemy aktualizację hejto-apki.
Temat: Testy na produkcji
Rymy: drgnęło - aktualizacja - wcięło - sytuacja
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Mamy środę. Do końca bieżącej, XCVIII (słownie: 98) edycji #nasonety zostały raptem dwa dni, więc pozwolę sobie to tutaj tak zostawić...
Gdzie się podziali ci wszyscy poeci?
Interes w kawiarni ostatnio kuleje,
Zaglądnie ktoś czasem, tak od niechcenia,
Przy drzwiach usiądzie, rozpali nadzieje,
Lecz wnet gdzieś ucieka. Bez zamówienia.
Choć @George_Stark Gorzów znów strawił w płomieniach,
I @Piechur w zbiorkomie od smrodu mdleje,
To innych nie słychać już rymów brzmienia,
A dusza ma cierpi... A serce boleje....
Bo mnie się tak marzy, że w piątek rano,
W bogactwie utworów się Waszych zagrzebię,
By móc się nurzać w tym słowie pisanym.
Lecz wszystkie znaki na ziemi i niebie
Mówią, że w piątek osobą wygraną
Mianuję Georga, Piechura lub... siebie!
#nasonety #diriposta #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Pozapominali wszyscy...
Poproszę wiersze o zapominaniu.
Wspominam - zapominam - przeraża - odtwarza
#zafirewallem #naczteryrymy

Zaloguj się aby komentować
Siema,
#diriposta do utworu di proposta w konkursie #nasonety
Do współpasażera z linii 174
Różne, jak to się mawia, już są losu koleje
I chociaż ze zbiorkomem nie chcę mieć do czynienia
To siedzę w autobusie i chyba oszaleję
Bo jakaś woń mój czuły drażni zmysł powonienia
Nos biedny wciskam w kołnierz, bliski jestem omdlenia
Zlokalizować źródło odoru mam nadzieję
I gdy mam ostatniego wydobyć z siebie tchnienia
Dostrzegam twoją rękę jak wysoko się chwieje
Współpasażerze drogi, coś obok mnie przystanął
I trzymasz się uchwytu, gdy autobus kolebie
Zdradzę ci teraz prawdę wszystkim prócz ciebie znaną:
Bez antyperspirantu strasznie spod pachy jebie
Więc miej to na uwadze i kiedy wstaniesz rano
To weź go proszę użyj, gdy już umyjesz siebie
#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Widzę, że pani @Umypaszka nam zaspała, a dochodzi godzina 23:00 więc mam nadzieję, że się nie obrazi jeśli pozwolę sobie w zastępstwie.
Temat: A to dopiero poniedziałek
Rymy: wściekła - ubikacji - rzekła - eskalacji
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Jako z liśćmi na drzewach, tak się z ludźmi dzieje:
Potargane w jesieni, z wiatrem ścielą ziemię.
Nowe się wiosną rodzą - tak i pokolenia
W nieustannej sztafecie natura wciąż zmienia.
Homer, Iliada
#poezja #zafirewallem #jesien

Zaloguj się aby komentować
serdecznie pozdrawiam panią Ludmiłę i jej mieloniaki
i mame i tate i wszystkich użytkowników też pozdrawiam
temat: rzeka
tyle
gile
badyle
motyle
zasady: Rymujemy używając powyższych słów, mniej więcej na zadany temat.
Wygrywa osoba, która będzie miała najwięcej piorunów do jutra do 20 i ona rozpocznie jutrzejszą edycję.
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Moi drodzy!
Przyszedł czas na dziesiąte spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się:
Andrea Abreu - Ośli brzuch
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
Wołam @splash545 @Wrzoo @cyberpunkowy_neuromantyk @adamec @Yes_Man @kiri :)
#klubczytelniczy #ksiazki #dyskusja #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Jest w okrętach podwodnych coś, co bardzo mnie pociąga. Pamiętam z jaką pasją zaczytywałem się kiedyś w Polowaniu na Czerwony Październik pana Toma Clacyego, pamiętam z jaką ciekawością zwiedzałem wycofaną ze służby tego typu jednostkę w Muzeum Morskim w den Helder. No a wczoraj przed snem czytałem sobie 20 000 mil podmorskiej żeglugi pana Juliusza Verne’a i nie powiem – opis przeprawy pod antarktycznymi lodami ku biegunowi południowemu rozbudził nie tylko wyobraźnię, ale również i marzenia:
***
Marzenia
Niebezpieczeństwom w twarz się zaśmieję,
uczynię co nie jest do uczynienia –
gdy już powierzchnia lodem zmartwieje,
kapitan rozkaz da zanurzenia.
Kadłub aż trzeszczy od wód ciśnienia,
powietrze coraz bardziej gęstnieje,
jeszcze magnetyzm nagle się zmienia –
jak nawigować?! Kompas szaleje!
Tak płynąć poprzez krainę nieznaną
ku południowi – dalej! Przed siebie!
Może staniemy, gdzie nikt nie stanął?..
Marzenia pierzchły, jak stada mewie;
gdy obudziłem się dzisiaj rano
jedyne statki to były te w zlewie.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować