
Społeczność
Herbata
Porady i przepisy dla miłośników dobrej herbaty

Społeczność
Porady i przepisy dla miłośników dobrej herbaty
Zaloguj się aby komentować
U mnie ledwo 35 stopni, więc nawet temperaturą się nie pochwalę... To się choć herbatki napiję xD Zapraszam więc do degustacji kolejnej herbaty z zestawu kolekcjonerskiego. Dzisiaj chińska herbata, która dojrzewała na Malezji. Ipoh Liu Bao 2007!
O Liu Bao już pokrótce pisałem tu, więc może trochę więcej dziś o związku herbaty Liu Bao i Malezji. Malezja ogólnie jest świetnym miejscem do długiego, wieloletniego dojrzewania przez jej wilgotny, gorący klimat który utrzymuje się przez cały rok. Ta konkretna herbata została zakupiona w stanie surowym w Chinach, a część obróbki i dojrzewanie odbyło się w mieście Ipoh w Malezji. W tym kraju Liu Bao jest bardzo popularne ze względu na migrantów z Chin pracujących w lokalnych kopalni cyny. Według chińskiej medycyny ta herbata jest bardzo dobra na pozbycie się z organizmu nadmiaru wilgoci i ciepła. Górnicy pili ją w przypadkach biegunki, nudności oraz bólów brzucha. Jej popularność była tak duża że kopalnie, które nie ZAPEWNIAŁY dostępności Liu Bao miały problemy ze znalezieniem pracowników xD
Przejdźmy do samej herbaty. Liście są drobne, ciemne, pachną dość delikatnie, orzechowo. Tą herbatę zdecydowałem się zaparzyć w gaiwanie, 6g/100ml, parzenie wrzątkiem. Najpierw obowiązkowe przepłukanie liści, a później: I-III: 20s, IV: 30s, V: 45s, VI: 1min, VII: 1,5min, VIII: 2min, IX: 3min, X: 5min
Cóż to za herbata! Głęboko drzewna, orzechowa. Bardzo dobra. Pierwsze 4 parzenia są bardzo gładkie, wręcz słodkawe, później herbata robi się bardziej cierpka, ale słodycz nadal gdzieś tam jest. Bardzo dobre Liu Bao, na pewno nie ostatnie w mojej herbacianej karierze.
#herbata #hejtoherbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Bhagwan Buddha Mao Feng – herbata niecierpliwa? Należy do typu herbat wytwarzanych z młodych, omszonych pączków i pierwszych listków. Jednocześnie ważne jest terroir: wilgotne góry, jak w przypadku najsławniejszej Huangshan Maofeng z Gór Żółtych. Ta konkretna herbata nie została jednak wytworzona w Chinach — ani jednych, ani drugich — lecz w Nepalu. Pierwsza część nazwy odnosi się do Buddy, ale w tym wypadku nie jako konceptu teologicznego (?), lecz do statuy znajdującej się opodal ogrodu herbacianego w regionie Ilam, na wysokości 1600–1800 m, przy granicy z Indiami.
O herbatach czasem wspomina się, że są cierpliwe, mając na myśli to, że dobrze znoszą nieoptymalne warunki zaparzania — np. zielona herbata zaparzona w 90°C wciąż da smaczny napar. Bhagwan Buddha to jej odwrotność. W przypadku lekkiego przekroczenia optimum natychmiast pojawia się gorycz katechin i innych polifenoli. Dodatkowo ilość suszu musi być skalibrowana precyzyjnie: jeśli będzie go za dużo, gorzko tego pożałujemy. No i czas! Bez stopera się nie obędzie; przekroczenie widełek sprawi, że herbata zdecyduje się być jedynie gorzka. Nie jestem pewien wpływu zjawisk astronomicznych, takich jak zakończenie retrogradacji Jowisza, zaćmienie i pełnie Księżyca, Lirydy, Eta Akwarydy czy koniunkcja Wenus z Jowiszem — ale ta herbata zachowuje się tak, jakby każde z nich wpływało na produkcję katechin. Na pewno wpływ ma jej pochodzenie: herbata jest mniej słodka od chińskich, z większą ilością garbników.
Ta herbata musi być zaparzona w temperaturze od 65 do 67°C przy pierwszym zaparzeniu, w proporcji 3 g na 360 ml, przez 90 sekund. Wtedy — pisząc fachowo — znajdujemy punkt równowagi, w którym uwalniamy wystarczająco dużo aminokwasów, by zrównoważyć garbnikowy charakter herbaty. A tylko spróbujcie inaczej: bądźcie kreatywni, a w nagrodę herbata odwdzięczy się płaskim, gorzkim smakiem. Jeśli zrobicie wszystko poprawnie, a pisząc niefachowo — układ gwiazd będzie wam sprzyjał, poczujecie smak Mao Fenga z Ilamu: warzywny, strączkowy, a także ziołowy. Lekko mineralny. Finisz zawsze gorzkawy. W kolejnych zaparzeniach — nr 2 i 3 — smak jest mniej ziołowy, a może wręcz bardziej kwiatowy. Można je przygotować w temperaturze 70–74°C i wydłużyć czas zaparzania do dwóch minut.
Przechodząc do podsumowania: skoro herbata jest niecierpliwa, to jej konsument(ka) musi być cierpliwy(-a). Wymagało to kilku prób, a ze względu na jej charakter były to gorzkie lekcje, ale w końcu współpraca z tą herbatą okazała się satysfakcjonująca. Bhagwan Buddha Mao Feng smakuje jak łupek łyszczykowy.
#herbata #zielonaherbata


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Tongmuguan Lapsang Souchong - piłem już parę różnych lapsangów, ale to pierwszy w cenie 2800 zł/kg xD Ta herbata pochodzi z chińskiego rezerwatu Tongmu Guan, leżącego na granicy znanej z herbaty prowincji Fujian.
Metoda wędzenia liści jest bardzo ciekawa i tylko podkreśla, jak na wiele sposobów obrabia się liście w różnych częściach świata. Tak jak oryginalna, najbardziej pierwotna wersja lapsanga opierała się na suszeniu liści nad ogniskiem lub w wędzarni tutaj w Tongmu Guan korzysta się z kilkupiętrowego budynku drewnianego*, na parterze którego rozstawione są piece zasilane drewnem sosnowym (podobno z drzew, które same upadły). Obróbka liści zaczyna się od więdnięcia na najwyższym piętrze, dalej się je zwija i utlenia na niższych piętrach, aż ostatecznie suszy na niższym poziomie. Wszystko to cały czas z piętra na piętro w coraz większych oparach dymu, żeby liście nabrały odpowiednio mocnego dymnego, wędzonego aromatu. Tak przygotowana herbata jest leżakowana przez co najmniej kilka miesięcy, a te wysokie koszty są podyktowane procesem produkcji oraz kosztami surowców.
Piłem zwykłe, mocne lapsangi, jeden z Londynu był wręcz smołowy i nawet mi ciężko przechodził przez gardło, bo czułem się jakbym pił kreozot. Tutaj mamy lżejszą, szlachetniejszą odmianę tego rodzaju, przypomina mi bardziej malawijskie wędzonki. Tak, aromat dymu gra tu pierwsze skrzypce, ale jest to zaserwowane w bardzo przystępny sposób i jest to też swojego rodzaju entry level do wędzonek, ale przy takiej cenie... no lepiej kupić malawi thyolo mhoto.
*wg. e-herbata i innych źródeł ten budynek to qīnglóu 青楼, ale po chińsku to znaczy również dom publiczny xDDD
#herbata


@dziadekmarian ja kupiłem tylko 25 g na własny użytek, ale na spróbowanie możesz zamówić 10 g tutaj https://eherbata.pl/tongmuguan-lapsang-souchong-2025-2286.html
Zaloguj się aby komentować
Brzydkie kaczątko z zaparzaczem od A.C. Perch’s Thehandel #herbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Sencha Saemidori - zastanawiałem się, czy w ogóle pisać o tej herbacie, bo chyba nie przeprowadziłem odpowiedniego parzenia, ale spróbujmy. Saemidori to nazwa kultywaru z połączenia szczepów yakubita i asatsuyu, czyli dosyć popularne japońskie senche. Herbata jest uprawiana w prefekturze Kagoshima na południu Japonii, u podnóża aktywnych wulkanów Kirishima. Jest to dosyć szlachetna odmiana z ekologicznej uprawy, którą potraktowałem przy 1 parzeniu zbyt gorącą wodą :3 Wynik był taki, że herbata była gorzka, aczkolwiek dało się wyczuć pewne trawiasto-umami akcenty. Przy drugim parzeniu herbata była już delikatniejsza, ale wydaje mi się, że bez odpowiedniego parzenia w gaiwanie nie wyciągnie się zapowiadanego smaku owoców leśnych. W związku z tym nutą dominującą była trawa i to gorzka. Pozostaje mi tylko wierzyć, że odpowiednio przygotowana robi robotę, bo miałem tylko próbkę
#herbata

Zaloguj się aby komentować
Zapraszam do wypicia ze mną kolejnej herbaty
Zacznijmy od tego skąd jest ta herbata. Są to okolice miasta Yuchi oraz jeziora Sun Moon Lake w środkowej części wyspy. Są to okolice idealne do hodowli i produkcji herbaty czarnej. Rośnie tam kultywar stworzony na Tajwanie specjalnie pod herbatę czarną - #18hongyu . Powstał on przez skrzyżowanie birmańskiej camellia assamica oraz tajwańskiej camelia formosensis. Cechą charakterystyczną tego kultywaru jest mentolowy smak i aromat naparu.
Mamy więc do czynienia z herbatą której liście są idealne do obróbki w stylu herbaty czarnej. Ale te liście zostały obrobione w stylu baozhonga, czyli najlżej utlenianego, najjaśniejszego oolonga! Tajwańskie baozhongi są uber kwiatowe, delikatne. Co z tego wyszło? Zobaczmy!
Herbata ma bardzo długie, cienko poskręcane czarne listki. Pachną przyjemnie, rześko, coś jakby suszoną śliwką. Po ogrzaniu zaś liści wychodzi na pierwszy plan coś zupełnie innego, kwaśność, mentolowość. Parzyłem w gaiwanie, 5g/100ml wody, parzenie wrzątkiem. Długość parzeń: I:40s, II:20s, III:40s, IV: 80s, V:2min, VI: 4min, VII: 8min
Dziwna to herbata. Mocna, cierpka. Jej mentolowość w smaku mi totalnie nie podchodzi, jestem z osób które nie lubią takich smaków, a miętę uważam za truciznę. Nie jest to herbata dla mnie. Przypomina ona dużo bardziej herbatę czarną niż oolonga, ale dla mnie nie jest to ani dobra czarna ani (szczególnie) oolong.
#herbata #hejtoherbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Qvevri Etseri GABA 2025 - Przyjechały nowe herbaty, a w tym taki gruziński dziwak. Ten produkt balansuje na granicy herbaty czarnej, a oolongiem. Wyjątkowość polega na metodzie produkcji. Gruzja znana jest z produkcji dobrych win i część z nich fermentuje i dojrzewa w wielkich glinianych naczyniach zwanych qvevri, które zakopuje się w ziemi aż do brzegu. Ta metoda ma już 8000 lat (sic!). Skoro takie dobre, aromatyczne winka produkuje się w jajowatych naczyniach, to dlaczego nie spróbować z herbatą?
Zakupiona herbata pochodzi z plantacji Etseri w zachodniej Gruzji u podnóża gór. Wysuszone i zwiędnięte liście zamyka się w qvevri na kilka dni (a nie jak wino na kilka miesięcy, czy lat), a ma to na celu ograniczenie dostępu do tlenu, dzięki czemu wytwarza się w liściach kwas y-aminomasłowy, znany jako GABA.
No dobra, skoro kącik krajowoznawczo-chemiczny, rozważny i romantyczny, został już poruszony przejdę do meritum. Susz nie wyróżnia się aromatem, jest raczej delikatny, herbaciany, pachnie trochę jak typowa czarna herbatka z Chin, czy Kenii. Herbatę parzyłem przez 4 min. w ok. 95'C. Barwa pomarańczowo-bursztynowa. Jest polecana, jako cold brew, ale mi bardziej smakuje na gorąco. Lekko wyczuwalny słodki, owocowy zapach. W smaku jest słodko i kwaśno, a ta kwasowość wynika właśnie z zamykania liści w qvevri i wpływ kwasu GABA, który jest za to odpowiedzialny.
Dla mnie ta herbata jest po prostu ok ciekawostką. Od czasu do czasu można się napić, ale myślę, że bardziej zasmakuje sympatykom słodkich i kwaśnych smaków.
Na zdjęciu qvevri do wina, herbata leżakuje w znacznie mniejszych naczyniach
#herbata

@michal-g-1 Matcha jest pod tym względem najlepszym wyborem, bo przyswajasz ją całą, z proszkiem. Herbata pobudza inaczej - zaczyna dłużej po wypiciu, ale dłużej trwa. Jednak co ważne, zawiera l-teaninę, która pobudza, ale i relaksuje. Ma ją matcha, większość herbat. Po prostu nie ma szansy, aby Cię kopnęła jak kawa.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry bardzo! Pogoda się taka herbaciana zrobiła więc może czas na pościk? Pozostajemy w ramach #herbacianyalfabet przy literce C. Dziś C jak herbata… Czarna? Czerwona? Ciemna?
Zacznijmy sobie właśnie od tego o jakiej herbacie mówimy, gdy się chcemy napić NAJPOPULARNIEJSZEJ herbaty na świecie. W Polsce utarło się że jest to herbata czarna, ale nie jest tak na całym świecie! W Chinach, ojczyźnie herbacianej, jak się mogliście dowiedzieć z ostatniego wpisu na tagu, ta herbata jest nazywana hongcha, czyli dosłownie herbata czerwona. Nie o kolor liści tu bowiem chodzi, ale o kolor naparu! Słowem dygresji, herbatą czerwoną nie są pu-erhy, to poważny błąd tak je nazywać. Umówmy się że ja nie będę próbował nawracać całej Polski i tak jak we wcześniejszych wpisach o różnych herbatach tego typu, będę ją nazywał herbatą czarną.
Przechodząc do tego jak powstaje ta herbata, rozprawmy się z jeszcze jednym, szkodliwym mitem. Mianowicie że herbata czarna jest herbatą fermentowaną. Jest to wierutna bzdura!
Proces, który zachodzi podczas produkcji czarnej herbaty, to ciemnienie enzymatyczne, a nie fermentacja. Podczas oksydacji enzymy obecne w liściu reagują z tlenem, katechiny przekształcają się w teaflawiny i tearubiginy, a herbata zmienia kolor, aromat i strukturę smaku. Nie biorą w tym procesie bakterie, drożdże, ani inne mikroorganizmy, więc nie można mówić o żadnej fermentacji.
No dobra, to przejdźmy już do samego procesu produkcji herbaty czarnej. Tak naprawdę każdy szczep herbaciany nadaje się do stworzenia czarnej herbaty. Liście nie muszą być zbierane w konkretnej porze roku, acz przyjęło się że to wiosenny zbiór jest najlepszy, choć nie jest to reguła. Zebrane liście oczywiście najpierw są poddawane procesowi więdnięcia, w trakcie którego tracą wodę. Następnie liście są zwijane, najczęściej mechanicznie. W przypadku herbat gorszych jakościowo następuje proces CTC - Crush Tear Curl. To właśnie w tym procesie powstają herbaty torebkowe, a więc przy okazji obaliliśmy kolejny mit o czarnych herbatach że ten pył w torebkach to odpad produkcyjny
No ale trochę zboczyliśmy z tematu. Zwijanie liści oraz proces CTC mają na celu pobudzenie procesu oksydacji podczas którego dzieje się wcześniej wspomniana magia ciemnienia enzymatycznego. Nie dzieje się to w pełni przy każdych herbatach, ponieważ np. słynne Darjeelingi FF mają proces utleniania na poziomie herbat białych. Gdy liście się utlenią w pożądanym stopniu, są suszone oraz sortowane na odpowiednie stopnie jakościowe.
I tak się dzieje na całym świecie! Czarna herbata jest produkowana wszędzie gdzie rosną krzewy herbaciane. Oczywiście są rejony najważniejsze. Po pierwsze oczywiście Chiny, czyli dom herbat Keemun, Dian Hong czy Zheng Shan Xiao Zhong. Ta ostatnia to pierwowzór słynnego w pewnych kręgach Lapsang Souchong! Dalej mamy Indie, które mi się najbardziej kojarzą ze wspaniałymi Darjeelingu oraz mocnymi herbatami z Asamu. W Polsce chyba najpopularniejsze są herbaty z Cejlonu, który jest podstawą większości herbat torebkowych ale tam również produkują niezłe herbaty. Mniej popularnymi regionami z czarną herbatą są na pewno Tajwan z którego pochodzi bardzo dobra herbata Hong Yu, czy bardziej kojarzona z Matchą albo herbatami zielonymi Japonia. Ale herbatę czarną produkuje się również w Afryce, czyli np. Kenii, Malawi czy Rwandzie, a już zupełnie blisko Polski mamy Turcję znaną z cieżkich, mocnych naparów czy ukochana przeze mnie Gruzja, która wyrasta jak feniks z popiołów po porażce polityki ZSRR.
#herbata #herbatacodzienna #hejtoherbata
Zaloguj się aby komentować
Człowiek spróbuje, narobi sobie smaka na większą ilość i o...
#herbata #smutek #zyciejestdodupy

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dawno nie pisałem nic o herbacie, ale gdzie jak taki upał był cały maj... Przyszedł czerwiec i nagle pogoda herbaciana
Dzisiaj zaparzyłem czarną herbatę prosto z Tajwanu. Całkowicie szczerze powiem że to pierwsza tajwańska herbata którą piję, a która nie jest oolongiem xD Przed wami Mingjian Ziya Hongcha 2025!
Jest to ciekawa czarna herbata która powstała w Mingjian, mieście w środkowej części tej wyspy. Okolice tej wyspy są znane bardziej z masowej produkcji słabszej jakości herbaty. Całe szczęście nie jest to reguła, a dzięki dobremu mikroklimatowi tego rejonu oraz żyznej glebie można uzyskać bardzo smaczne liście.
Powiedzmy sobie teraz troszeczkę o słowie Ziya, czyli dosłownie fioletowe pąki, bo taki kolor mają pąki na krzewach herbacianych z których robi się taką herbatę! Krzewy te powstały w Chinach w Yunnanie, ale Tajwańczycy stworzyli swój własny kultywar, bardzo podobny do tych oryginalnych, zwany #25ziyun. Powstał on ze skrzyżowania birmańskiej wielkolistnej herbaty assamica z bardzo popularnym (i bardzo dobrym!) kultywarem #13cuiyu.
Przejdźmy do herbaty. Liście są bardzo ładne, czarne, bardzo długie, pojedyńczy liść ma nawet ok 3-4cm długości. Aromat suszu w temperaturze pokojowej kiepski, ledwo wyczuwalny, ale po wrzuceniu do ogrzanego gaiwana… Już wiem że będzie dobrze, bo wyszła fajna słodowość i owocki. Właśnie, parzenie. Już wiecie że w gaiwanie, czyli 5g/100ml wody, parzenie wrzątkiem. Długość parzeń: I:40s, II:20s, III:40s, IV: 75s, V:2min, VI: 4min, VII: 8min
No, jest bardzo dobrze. Herbata delikatnie cierpka w smaku, ale poza tym dużo owoców, słodu. Super wchodzi, szło parzenie za parzeniem. Szkoda że mam tak mało tej herbaty.
#herbata #hejtoherbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Japan Bancha cytrynowo-malinowa #herbatacodzienna #herbata #bancha #ceramikaboleslawiec

@WujekAlien Ale wymyślasz, weź żółtego Liptona a nie widziwiasz
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować