@Stary cóż, sporo z nich może jeszcze fizycznie nie odczuwa dolegliwości, ale w tym kraju stosunek do alkoholu według mnie balansuje na granicy uzależnienia. Przecież to jest reklamowane na wszystko - na smutek (trzeba zapić), na dobrą zabawę (obowiązkowo na wszelkich imprezach, bez tego się przecież nie da i będziesz się źle bawił), na wesołe chwile (trzeba opić), na wesele, stypy, urodziny, imieniny, pogrzeb, chrzciny, piątek, sobota, grill, mecz, koncert, na kaca, cokolwiek. A jak nie pijesz i nie bierzesz antybiotyku (bo z innymi lekami to tylko może pomóc), to jesteś pizda, pantofel, maminsynek, kablujesz, donosisz, sam na pewno wiesz. A jak jesteś kierowcą, to chujowo sobie zorganizowałeś wieczór.
O tyle dobrze, że przy niektórych okolicznościach jak chrzciny czy komunia co raz rzadziej spotyka się alkohol na przyjęciach.
Ale żyjąc w takich okolicznościach jesteśmy mentalnie i kulturowo uwikłani w to. Jeszcze 2 lata temu piłem alkohol co najmniej raz w tygodniu. A to z kumplami, a to do meczu, a to na relaks - nie upijałem się, ale jednak. A spróbuj nie pić przez pół roku ze wszystkimi tego konsekwencjami - a w międzyczasie na pewno zdarzą się jakieś urodziny czy inna impreza okolicznościowa z alkoholem i powiedz że nie pijesz - od razu będą patrzeć jak na zdrajcę, jakbyś ich nie szanował.
To są polskie realia i życie bez alkoholu wymaga wysokiej charyzmy, silnej woli i trochę mienia wyjebane w zdanie pewnych ludzi, często z najbliższej rodziny.
Wracając do mnie - czy się uzależniłem? No myślę, że nie, na szczęście, jednak nacisk kulturowy jest bardzo silny i sam alkohol jest bardzo gloryfikowany i jeśli ktoś nie ma tak silnej woli jak ja (a raczej ludzie nie mają), do tego los sprawi, że będzie miał bardzo dużo różnych okazji i z kim je obchodzić, to zostanie typowym alkoholikiem.
Gdy jeszcze piłem w miarę regularnie (tak typowo i bezpiecznie), to myślałem że jest ok. Po około roku trzeźwości zauważyłem, że mam taką ostrość umysłu jak nigdy wcześniej (no, pewnie przed osiemnastką miałem xd). Nastrój mam dużo bardziej stabilny. Ten syf zostaje długo i robi spustoszenie w głowie, no i pogarsza nastrój w dłuższej perspektywie, bo fajnie jest tylko przez chwilę, a potem długa droga w dół. Ale w naszej kulturze na smutek się pije i jest wesoło (przez chwilę).
Podsumowując - może połowa społeczeństwa nie jest typowym menelstwem spod sklepu, ale ilu z nich będzie w stanie zrezygnować całkowicie z alkoholu przez najbliższe pół roku? Nie jest powiedziane gdzie jest granica alkoholizmu, lecz wiemy kiedy jest ona na pewno przekroczona. Polecam samemu sobie zrobić taki challenge. Jak polubisz piwa bezalkoholowe, to te zwykłe przestaną smakować. Alkohol psuje smak piwa.