#1
Jak miałem max 4-5 lat to obudziła się we mnie dusza piromana i stwierdziłem, że super zabawą będzie zabawa zapałkami, bo przecież jeszcze nigdy żadnemu dziecku się z tego powodu nic nie stało. Wziąłem taboret, ukradłem zapałki z okapu znad kuchenki i... poszedłem do szafy. Wymyśliłem, że skoro w szafie jest ciemno, a zapałki dają światło, to trzeba tę teorię koniecznie przetestować i kazałem bratu, aby mnie w tej szafie zamknął xD Dalszej części nie pamiętam xDDDDD Bliznę na nodze po oparzeniu mam do dziś i podobno przez tydzień jeździli ze mną na pogotowie, żeby mi lekarze resztki stopionych rajstopek z nogi wygrzebywali.
#2
Tutaj już byłem nieco starszy, co nie znaczy, że mądrzejszy i wymyśliłem, że super zabawą będzie bujanie się na pufie przód-tył. Jak nie trudno przewiedzieć dość szybko poleciałem do tyłu i rozjebałem sobie głupi łeb na kaloryferze. Efekt: pogotowie, 3 szwy i tydzień-dwa chodzenia w czapce do szkoły, bo musieli do szycia wygolić mi część włosów xD
#3
Pewnego razu dostałem super scyzoryk typu podróba victorinoxa z rynku, takie cacko nie może przejść na ulicy niezauważone, więc szybko poleciałem po sąsiada, żeby się nowym nabytkiem pochwalić. Schowaliśmy się u mnie w garażu i zacząłem po kolei wyciągać kolejne narzędzia, a że dość ciasno siedziały, to przy którejś próbie ręka mi się omsknęła i solidnie przeciąłem sobie palucha, bo oczywiście nóż już był wysunięty xD Bliznę mam do dziś.