@Czokowoko u mnie było to na wycieczce na Gran Canarię, 10 dni, auto wynajęte, domek na uboczu, codziennie jeżdżenie i zwiedzanko. Długo szukałem miejsc godnych tego aktu przed wyjazdem - czy to jakieś punkty widokowe, czy to jakieś miejsca na zachody słońca, albo ładne ryneczki, ale na miejscu okazywało się za każdym razem , że coś było nie tak - albo pogoda, albo tłumy ludzi, albo syf dookoła xD
No ale w końcu się udało - tam jest taka skala Roque Nublo (pic rel), wieczorem podjechaliśmy na zachód słońca, wdrapujemy się, robi się ciemno, ludzie raczej schodzą ze szlaku niż wchodzą. No nic, dotarliśmy, siedzimy, widoczki złoto, ludzi nie ma, wyjąłem pierścionek i się oświadczyłem. Z wrażenia nawet nie uklękłem, ale siedzieliśmy nad skrajem przepaści i trochę nie było jak. Zaskoczona była, szczęśliwa też. Potem zrobiłem fajne zdjęcia nieba nocnego na długim czasie ekspozycji, fajna pamiątka. Powrót hardkor, bo nic nie było widać, na szczęście latarki w telefonach uratowały przed połamaniem nóg. No i autem jazda też dosyć ekscytująca, bo tam górskie drogi są dosyć wymagające, kto był to się
Ale większa heca była z zamówieniem pierścionka. Bo się mnie jubiler pyta o rozmiar, a ja znam tylko rozmiar cycków. Biżuterii nie nosiła na palcach, więc absolutna zagadka. Teściowa też nie wiedziała i chciała wybadać temat, ale jest subtelna jak słoń w składzie porcelany, więc podziękowałem za pomoc xD
No to jubiler pożyczył mi miarkę, tj taki pęczek plastikowych pierścionków zamocowany na metalowych zaczepach na dużym kółku od kluczy, i miałem 2 tygodnie na dokonanie pomiaru oraz zlozenie zamówienia, aby pan jubiler zrobił pierścionek na czas.
Przez 2 tygodnie nie byłem w stanie jej uśpić przede mną - dzień w dzień padałem pierwszy, nie byłem w stanie jej nawet upić, mimo kilku prób xD
Ostatniego dnia, w niedzielę, obudziłem się skandalicznie wcześnie rano i stwierdziłem, że muszę zaryzykować, bo inaczej c⁎⁎j z tego będzie i plan oświadczyn na Kanarach nie wypali.
Wyjmuje miarkę, dzwoni toto przy każdym ruchu jak kościoły w boże ciało.
Biorę jej łapę delikatnie - śpi. Przymierzam pierwszy - za duży. Drugi - za duży. Trzeci, czwarty - to samo.
Dopiero piąty rozmiar - jest, pasuje. Zapisuje rozmiar od razu w telefonie.
Już mam chować narzędzie, ale dla pewności , myślę, spróbuję jeszcze ciut mniejszy przymierzyć.
Plastikowy pierscionek wlazł.
Ale zejść już nie chce.
Ta coś tam mruczy przez sen. Próbuje wyrwać swoją rękę z mojego chwytu xD ja nie daję.
Próbuję zdjąć to plastikowe gówno. Dzwoni toto i hałasuje przy każdym ruchu w ten niedzielny poranek gwałcąc absolutną ciszę. Miarka za nic nie chce zejść. Panika.
Minęło dobre 15 minut kombinowania, chyba nawet masłem chciałem smarować, ale zimne było z lodówki tylko. W końcu, kilka oddechów i powolutku, delikatnie się udało zdjąć. Tyle dobrze że od razu zapisałem poprawny rozmiar, bo w tym stresie zapomniałem jaki numerek pasuje xD
Byłem pewny, że się wtedy obudziła, ale po oświadczynach (i parę razy jeszcze po latach dla pewności) zapytałem czy coś czuła, czy się obudziła, ale twierdzi że nie i nie chciała wierzyć w moje przejścia